Bigos tygodniowy

Pierwszy Podejrzany Rzeczypospolitej Jarosław Kaczyński już dwukrotnie nie odebrał awizo pisma wzywającego go do zapłaty 50 tysięcy złotych na rzecz Geralda Birgfellnera. Poza tym Jarosław Kaczyński wygłosił w Gdańsku przemówienie o wolności. Przypomina to drwiny rosyjskich inteligentów z cara, gdy w 1864 roku wydał ukaz o uwłaszczeniu chłopów. „Car kazał być wolnym, więc trzeba być wolnym” – podkpiwali sobie rosyjscy inteligenci.
*****
Niektóre zapisy określanej potocznie jako „Acta 2” dyrektywy unijnej dotyczącej m.in. praw autorskich w sieci mogą w pewnych fragmentach budzić wątpliwości jednak agresywny atak PiS na „cenzurę w internecie” ma tak naprawdę tylko jeden powód: chodzi o nieskrępowaną swobodę działalności skrajnie prawicowych i propisowskich trolli, którzy za pieniądze, na skalę przemysłową szerzą nienawiść i nabijają – przynajmniej do tej pory – wyborców PiS-owi.
*****
„Dzisiaj pałac, jutro ciupa, nie prezydent tylko d…” – za taki wierszyk pomieszczony na tabliczce postawionej na trasie przejazdu Adriana do obozu harcerskiego pewien młody człowiek ma w Szczecinie proces o publiczne znieważenie … Głowy Państwa. Czy to Głowa czy nie Głowa, to jest do rozważenia. Jan Onufry Zagłoba rzekł kiedyś: „Jakaś głowa kiepska, musi być z Witebska”. Jednak czy ta „d…” rzeczywiście odnosi się do Głowy? Przecież tam nie padło ani nazwisko, ani nie wiadomo, czy o „tego” prezydenta akurat chodzi. I czy ta „d…” do Głowy się odnosi, czy może jest samoistna? Bo Głowa to rzeczywiście nie „d…”. Adwokat oskarżonego i biegli z zakresu językoznawstwa mają w tej sprawie szerokie pole do popisu.
*****
Pożal się Boże minister (łech, łech) kultury oburza się na prowokacyjny (kontakty seksualne LGBT) temat dyskusji zaplanowanej na 2 kwietnia w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku. Powód: to rocznica śmierci JP2. Idąc konsekwentnie tropem tego oburzenia, każdego 2 kwietnia należałoby zakazać wszelkich wesołych i erotycznych filmów oraz przedstawień teatralnych, pozamałżeńskich i jednopłciowych stosunków seksualnych. Panie ministrze, proszę dalej kombinować… Faktem jest natomiast, że słowo „solidarność” nabiera coraz szerszych kontekstów….
*****
Zarząd Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie domagał się (bezskutecznie) zwrotu rzeźby „Przyjaciele” Aliny Szapocznikow. Socrealistyczna rzeźba z 1954 roku znalazła się w rękach prywatnych po tym, gdy w 1992 roku, niejaki Waldemar Sawicki, ówczesny dyrektor PKiN, bezmyślny wandal i skrajny ignorant, jak wynika z jego czynu, nakazał to dzieło sztuki wybitnej artystki wyrzucić na złom, a wcześniej „okaleczyć” odrywając ręce figurom. W ramach rozliczenia za usługę wyniesienia rzeźby z budynku, Sawicki przekazał rzeźbę w darze właścicielowi firmy, która wyniesienia dokonała. Zarząd PKiN chciał nasłać organy ścigania oraz konserwatora zabytków na „Desę-Unicum”, która wystawiła „Przyjaciół” na aukcję, ale sąd mu to uniemożliwił. A może Zarząd zechciałby mieć pretensje do rzeczonego wandala, który kazał wyrzucić rzeźbę na złom? Może to wandal Waldemar Sawicki, jako główny winowajca, powinien odkupić rzeźbę i zwrócić ją PKiN?
*****
Bracia Karnowscy to naprawdę dzieciuchy nieopierzone. Po tym, jak nie udało im się nabyć Radia Zet, co próbowali uczynić zasobami ich spółki „Fratria”, Michał wytłumaczył publiczności zebranej w „Klubie Ronina” dlaczego wcale go to niepowodzenie nie zmartwiło. Otóż stwierdził, że i tak nie potrafiłby prowadzić radia muzycznego, bo mu słoń nadepnął na ucho i nie ma za grosz słuchu muzycznego. Zupełnie jak ten bohater jednej z komedii Barei, który opowiadał, że nie udało mu się w drodze do pracy wsiąść do autobusu, „ale i tak miał dobrze, bo był zapchany i się nie zatrzymał”.
*****
Na wniosek pseudozwiązkowców Stoczni Gdańskiej spod znaku Karola Guzikiewicza wojewoda zarezerwował, na ich całodniowy wyłączny użytek na dzień 4 czerwca, plac „Solidarności” w Gdańsku, kwalifikując ich imprezę jako „cykliczną”. To może lepiej od razu odgrodzić ten plac do stałego użytku popleczników PiS i nazwać go placem Guzikiewicza?
*****
A w Gdańsku jeszcze inne ciekawe wydarzenie. Pewien ksiądz dokonał spalenia „złych”, „bezbożnych” książek oraz rozmaitych złych czarodziejskich amuletów. Czynienie analogii do palenia książek przez hitlerowców jest tu zbyt banalne. Trafniejsza wydaje się być analogia do palenia książek kacerzy przez kata przed spaleniem kacerzy. Jednak ten sam gest uczyniony – powiedzmy – trzysta lat temu był tragedią, powtórzony dziś, jest katolicką farsą. Ten ksiądz, nie wiedząc o tym, przyspiesza, w swojej mikroskopowej skali, nadejście epoki wolności od religii w Polsce. Tym bardziej, że badania wskazują, iż większość obywateli polskich chce świeckiego państwa.
*****
Z kolei na Jasną Górę w świętym mieście Częstochowie przybyli, pod okienko Najświętszej Panienki, nie ułani, lecz tzw. „narodowcy”. Przemówił do nich ksiądz Henryk Grządko i powiedział, że „warto być w środowisku narodowym, by bardziej kochać’. Tak posileni Błękitnym Chlebem Miłości „narodowcy” wyszli z kościoła z transparentami: „Znajdzie się kij na lewaka ryj” czy „Raz sierpem raz młotem czerwoną hołotę”.
*****
Gerald Birgfellner pożalił się w obszernym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, że Jarosław Kaczyński go oszukał. Phi! Kaczor oszukuje i manipuluje milionami ludzi w Polsce, więc oszukanie skromnego cudzoziemca i powinowatego to dla niego pikuś. A swoją drogą, nie wyszło Birgfellnerowi to „powinowactwo z wyboru”.
*****
Na Ukrainie do drugiej tury wyborów wszedł komik Wołodymyr Zełenski. W Polsce już od kilku lat rządzi ktoś, kogo pewne podobieństwo psychofizyczne łączy z niezapomnianym Louisem de Funes.

Rewelacje Prezesa

Wojciech Czuchnowski i Iwona Szpala ujawniają rozmowy prezesa PiS dotyczące inwestycji wartej 1,3 mld dolarów.

Spółka Srebrna zamierzała postawić w Warszawie wieżowiec Srebrna Tower (albo: K-Tower). W tym celu prowadziła negocjacje z firmami austriackiego dalekiego krewnego Jarosława Kaczyńskiego. Inwestycja została przez Austriaka przygotowana, ale potem ją wstrzymano, a Gerald Birgfellner nie dostał zapłaty za pracę, jaką do tej pory wykonał.
Inwestycja prezesa PiS miała być zrealizowana z rozmachem. Wieżowiec, który miał nazywać się Srebrna Tower (bądź K-Tower od nazwiska prezesa) miał mieścić hotel, ekskluzywne apartamenty, fundację Instytut im. Lecha Kaczyńskiego. Wieżowiec miał być wysoki na 190 metrów i mieć znamienny kształt bliźniaczych wież (prawdopodobnie symbolizujących braterską więź). Jednak Srebrna wstrzymała w pewnym momencie inwestycję – ponoć ze względu na brak przychylności władz Warszawy. Postawienie wieżowca tłumaczyłoby determinację prezesa PiS, by wygrać najbliższe wybory parlamentarne, o czym zresztą sam mówił wprost. Na nagraniach słyszymy między innymi, jak negocjuje z Geraldem Birgfellnerem, swoim dalekim austriackim krewnym. Od maja 2017 spotkał się z nim około 16 razy. To historia jak z serialu sensacyjnego. „GW” podaje linki do nagrań audio oraz stenogramów z rozmów biznesowych dotyczących „dwóch wież” w Warszawie.
Austriak miał przygotować inwestycję i z umowy się wywiązał, ale z tego co słychać na taśmach – Srebrna już niekoniecznie. Całkowite wynagrodzenie Austriaka po wybudowaniu „dwóch wież” miało wynosić 3 procent wartości inwestycji, czyli około 9 milionów euro (około 39 milionów złotych) – piszą autorzy „Wyborczej”. „Projekt był utajniony, Birgfellner miał go prowadzić poprzez dwie spółki o nazwie Nuneaton (spółka z ograniczoną odpowiedzialnością i spółka komandytowa) i K-Towers”. Wykonawca miał zadbać o to, aby budowa nie była na razie kojarzona ze spółką Srebrna, gdyż może to politycznie zaszkodzić partii rządzącej.
Austriak zadłużył się na wykonanie zlecenia w Pekao S.A. (jak podaje gazeta, prezes banku udzielił ogromnego kredytu „na telefon” od ludzi Kaczyńskiego – sam będąc zresztą „złotym dzieckiem” PiS). Teraz ma problem ze spłatą, bo Kaczyński ze swoimi zobowiązaniami zaczął się ociągać po wstrzymaniu inwestycji. Zapewniał dalekiego kuzyna, że nie ma wpływu na decyzje władz Srebrnej i że jedyną drogą, aby pieniądze wydobyć, jest droga sądowa. I z tej drogi właśnie Austriak postanowił skorzystać. „W ubiegły piątek prawnicy Birgfellnera – Roman Giertych i Jacek Dubois – wysłali do warszawskiej prokuratury zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Jarosława Kaczyńskiego” – czytamy w „Wyborczej”, cytowanej od rana przez wszystkie ogólnopolskie media.
Co ciekawe, w nagraniach ujawnionych przez dziennik, regularnie przewija się nazwisko Jana Śpiewaka. Aktywista miejski miał być prawdziwym „wrzodem” dla inwestorów, ponieważ miał tworzyć przeszkody w planowaniu inwestycji – tej i pokrewnych, ponieważ blokował także budowę wieżowca na terenach należących do kurii, patrzył też na ręce ojcu Rydzykowi, który również wszedł na rynek inwestycji deweloperskich.
„Partia buduje wieżowiec”, „to nie do obrony”, „chodzi o medialny atak”, „to jest polityka” – słychać na nagraniach obawy, które artykułuje prezes. Czy się spełnią?
Jest już oświadczenie opublikowane przez rzeczniczkę partii. Beata Mazurek sugeruje, że „rewelacje GW to te same plotki i spekulacje, które słyszymy od lat”.

Panie Jarosławie Kaczyński!

Zobaczyłem Pana w telewizji i bardzo się ucieszyłem, że przez parę sekund mógł Pan przemawiać. Widać, jest Pan w dobrej formie i najwyższy czas sprawdzić, czy jeszcze parafianie słuchają Pańskich nauk i wiernie realizują wszystkie treści jego dekretów i wytycznych.
Pańskie mądre słowa przypadły mi do gustu: „do polityki nie idzie się dla pieniędzy”, a potem dodał Pan coś o tych, którzy zarabiają miliony dzięki Pana rekomendacji i za Pańskim przyzwoleniem, że nie będą na listach wyborczych do samorządu…
Słusznie!
Zarabiają przecież miesięcznie takie sumy, jakich przeciętny Polak nie widział na oczy, dostają jeszcze premie i nagrody liczone w setkach i dziesiątkach tysięcy złotych.
Bardzo mi się podoba, że to w imię reform i „dobrej zmiany”. Ludzie jednak mówią, że to dlatego, że Wasi przeciwnicy robili tak przez 8 lat, a Wy musicie być lepsi…
Powiem Panu, że też bym podjął decyzję, żeby nie kandydować do samorządu za marne grosze, zwłaszcza że wszyscy chcą znać prawdę na temat dochodów takiego samorządowca. Nie może tak być, że nam, dumnym Polakom i katolikom, ktoś będzie zaglądał do kieszeni. Albo jakiś tam dyktator zarządzi obniżenie 20 proc. uposażenia samorządowców bez powodu. Lepiej pracować w spółkach państwowych i rozdawać kasę „wszystkim naszym”, a jeszcze jakiś milionik tu czy tam wpadnie.
Panie Jarosławie Kaczyński,
jestem pod wrażeniem Pańskiego sprytu: parę sekund przemówienia i od razu parafianie wiedzą, jaki jest Pan uczciwy, a do polityki trafił Pan, by służyć społeczeństwu, a nie dla jakichś drobnych pieniędzy!
Wystarczyło parę sekund i już mnie Pan prawie przekonał, do tej pory sądziłem, że do polityki idzie się wyłącznie dla władzy, sławy i pieniędzy.
Mam jednak teraz pewien problem – nie umiem uzasadnić niektórych Pańskich zachowań w tej służbie narodowi. Jeśli Pan nie szedł do polityki dla pieniędzy, to po co założył Pan spółkę „Srebrna”?
Dlaczego zwalnia ludzi z pracy? Po to, by po podniesieniu pensji na danym stanowisku zatrudnić członków Pańskiej partii i ich rodziny?
Panie Jarosławie Kaczyński,
jeśli przerabia Pan historię, zmienia nazwy ulic, w każdym mieście stawia (często przy społecznym sprzeciwie) pomniki Lechowi Kaczyńskiemu – to dla społeczeństwa?