Liga Europy: Uznane firmy w 1/16 finału

Fot. Zespół Chelsea Londyn uważany jest za jednego z najpoważniejszych kandydatów do wygrania Ligi Europy

 

 

W miniony czwartek zakończyła się faza grupowa Ligi Europy. Do dalszych gier awansowały 24 zespoły. Wiosną dołączy do nich osiem zespołów, które w Lidze Mistrzów zajęły trzecie lokaty w swoich grupach.

 

Największą sensacją fazy grupowej Ligi Europy było niezakwalifikowanie się do play-off finalisty poprzedniej edycji tych rozgrywek, Olympique Marsylia (w finale francuski zespół uległ Atletico Madryt 0:3). Tym razem ekipa z Marsylii zdobyła tylko jeden punkt i zajęła ostatnie miejsce w grupie H, ustępując nie tylko Eintrachtowi Frankfurt i Lazio Rzym, ale nawet cypryjskiemu Apollonowi Limassol. Do fazy pucharowej nie awansował też AC Milan, który w ostatniej kolejce przegrał z Olympiakosem Pireus 1:3, a na dokładkę został ukarany przez UEFA grzywną w wysokości 12 mln euro za złamanie przepisów finansowego fair play. Mediolańskiej ekipie grozi też wyrzucenie z europejskich pucharów.

Warto odnotować dzielną postawę pogromcy Legii Warszawa w kwalifikacjach, drużyny F91 Dudelange, która rywalizowała w tej samej grupie F co AC Milan i Olympiakos Pireus. W ostatniej kolejce gier mistrz Luksemburga zremisował ze zwycięzcą grupy Betisem Sewilla 0:0. Był to pierwszy punkt w Lidze Europy wywalczony przez ten zespół w europejskich pucharach.
Z polskich piłkarzy na placu boju pozostała garstka – Tomasz Kędziora w Dymanie Kijów, Damian Kądzior w Dinamie Zagrzeb, Piotr Zieliński i Arkadiusz Milik w SSC Napoli, Jakub Piotrowski w KRC Genk oraz dwóch nastolatków, reprezentantów Polski U-19 i U-18 Jakub Bednarczyk i Adrian Stanilewicz, którzy w ostatniej serii spotkań zaliczyli pucharowy debiut w Bayerze Leverkusen. Z rozgrywkami pożegnali się natomiast Jakub Rzeźniczak z azerskim Qarabagiem Agdam, Jacek Góralski i Jakub Świerczok z bułgarskim Łudogorcem Razgrad, Igor Lewaczuk z francuskim Girondins Bordeaux i Patryk Malecki ze słowackim Spartakiem Trnava.

A oto zespoły, które awansowały do 1/16 finału po fazie grupowej Ligi Europy: Bayer Leverkusen, FC Zurych, Red Bull Salzburg, Celtic Glasgow, Zenit Petersburg, Slavia Praga, Dinamo Zagrzeb, Fenerbahce Stambuł, Arsenal Londyn, Sporting Lizbona, Betis Sewilla, Olympiakos Pireus, Villarreal, Rapid Wiedeń, Eintracht Frankfurt, Lazio Rzym, KRC Genk, Malmoe FF, FC Sevilla, FK Krasnodar, Dynamo Kijów, Stade Rennes, Chelsea Londyn i BATE Borisow. Z tego grona za faworytów rozgrywek uważa się dwie londyńskie jedenastki, Arsenal i Chelsea, ale z Ligi Mistrzów dostały mocnych konkurentów – osiem drużyn z 3. miejsce: SSC Napoli, Benficę Lizbona, Club Brugge, Galatasaray Stambuł, Inter Mediolan, Szachtara Donieck, Valencię CF i Viktorię Pilzno.

 

Smutny koniec sagi transferowej Grosickiego

Skrzydłowy reprezentacji Polski znów do ostatniego dnia okna transferowego usilnie próbował znaleźć lepszy klub niż grający w drugiej lidze Hull City. Teraz Kamil Grosicki rozpowiada, że sprawę zawalili Anglicy.

 

W tym sezonie Kamil Grosicki w Hull City rozegrał w barwach Hull City tylko 21 minut. Działacze ekipy „Tygrysów” bardzo chcieli pozbyć się za drogiego już teraz dla nich polskiego piłkarza, więc nie chcąc ryzykować kontuzji, która uniemożliwiłaby transfer, trzymali go w rezerwie. W mediach krążyły plotki, że Grosickiego chciał pozyskać Panathinaikos Ateny, ale ostatniego dnia okienka transferowego poleciał do Turcji, gdzie ponoć czekał już na niego gotowy do podpisania kontrakt z Bursasporem. „TurboGrosik” przeszedł w tureckim klubie testy medyczne, ale umowy nie podpisał i bez słowa wyjaśnienia zniknął z hotelu, gdzie toczyły się negocjacje. Dzisiaj mówi, że zrobił tak, bo w ostatniej chwili otrzymał znacznie korzystniejszą dla niego ofertę ze Sportingu Lizbona. „Wiedziałem o zainteresowaniu Portugalczyków wcześniej, ale ponieważ nie zostały poparte żadnymi konkretami, zdecydowałem się polecieć na rozmowy z Bursasporem. Na miejscu mój menedżer przekazał mi informację, że Sporting jednak złożył Hull lepszą ofertę niż Turcy. Dlaczego Anglicy jej nie przyjęli, a wybrali gorszą od Turków, to tego już kompletnie nie rozumiem. Finał jest dla mnie szokujący” – żalił sie piłkarz w polskich mediach.

Grosicki twierdzi, że Sporting oferował za niego więcej pieniędzy, ale działacze Hull City doszli do wniosku, że od wielkiego portugalskiego klubu, grającego w europejskich pucharach, zdołają wyciągnąć jeszcze więcej i po kolejnej zmianie wysokości kwoty działacze Sportingu zerwali negocjacje. Nasz reprezentacyjny piłkarz nie może im tego darować, bo był zdecydowany na przeprowadzkę do Lizbony. Transfer do Sportingu mógł być przełomem w jego hamującej od dwóch sezonów karierze. Grałby w klubie rywalizującym regularnie w europejskich pucharach i co roku walczącym o mistrzostwo Portugalii. „Wszystko mi w tym przypadku pasowało. Duży klub, dobra oferta indywidualnego kontraktu, gra w europejskich pucharach, piękne miasto. Każdy piłkarz o czymś takim marzy. Dlatego tak bardzo mnie teraz boli, że się nie udało” – narzeka „TurboGrosik”. Ale wyboru już nie ma – do zimy musi grać w Hull City.

 

Gracze Sportingu Lizbona przed Trybunałem w Lozannie

W maju tego roku grupa kibiców Sportingu Lizbona za namową prezesa klubu poturbowało piłkarzy podczas treningu. Część zawodników z tego powodu odeszła za darmo, ale teraz Sporting chce za nich 197 mln euro.

 

W maju grupa około 50 chuliganów zaatakowała piłkarzy Sportingu w ośrodku treningowym. Do tego bulwersującego zdarzenia doszło następnego dnia po ligowym meczu, w którym zespół Sportingu stracił szanse na zakwalifikowanie się do Ligi Mistrzów. Atak kiboli był niejako zwieńczeniem medialnej nagonki, jaka na piłkarzy prowadził w mediach społecznościowych ówczesny prezes klubu Bruno de Carvalho. W kwietniu ogłosił na przykład, że za brak zaangażowania zawiesił 19 zawodników pierwszej drużyny po porażce z Atletico Madryt w Lidze Europy, ale potem większość z rzekomo zawieszonych graczy wystąpiła w następnym meczu.

Brutalny atak kiboli okazał się dla sporej grupy piłkarzy Sportingu traumatycznym przeżyciem, a po ujawnieniu, że stał za tym prezes klubu, dziewięciu skonfliktowanych z nim wcześniej zawodników postanowiła skorzystać z okazji i zażądało rozwiązania kontraktu z winy klubu. FIFA stanęła w tej sprawie po ich stronie.
Po incydencie z udziałem kiboli prezes De Carvalho został zmuszony do rezygnacji ze stanowiska, a jego tymczasowy zastępca, Jose de Sousa Cintra, obowiązki będzie pełnić tylko do wrześniowych wyborów nowych władz Sportingu. Posadę trenera stracił też zatrudniony przez De Carvalho Sinisha Mihajlović, którego zastąpił Jose Peseiro, dla którego był to powrót do tego lizbońskiego klubu.

Klub boryka się jednak z poważnymi kłopotami finansowymi i nic dziwnego, że jego nowym szefom żal się zrobiło utraconych korzyści z odejścia grupy piłkarzy, a zwłaszcza trzech w tej grupie najdroższych. I wystąpili do FIFA z żądaniem rekompensaty w wysokości 197 milionów euro. Za bramkarza Rui Patricio, który trafił do Wolverhampton Wanderers, oczekują 57 milionów euro, za Gelsona Martinsa, którego ściągnęło do siebie Atletico Madryt żądają 100 mln euro, zaś za Daniela Podence grającego obecnie w Olympiakosie Pireus chcą 40 mln euro.
FIFA odrzuciła wniosek Sportingu, więc sprawa trafiła do Trybunału Arbitrażowego do spraw Sportu w Lozannie (CAS). Werdykt sędziów trybunału może być precedensowy.

 

Sensacyjny transfer CR7?

Tym transferem żyją media na całym świecie. Cristiano Ronaldo, najbardziej utytułowany piłkarz w ostatnich latach, chce odejść z Realu Madryt i przenieść się do Juventusu Turyn. „Królewscy” chcą za niego 150 mln euro.

 

Póki co nie ma żadnego oficjalnego potwierdzenia, że transfer portugalskiego gwiazdora zostanie ostatecznie sfinalizowany. Mimo to każdego dnia pojawiają się nowe rewelacje. Wedle doniesień włoskich i hiszpańskich mediów Juventus Turyn miał pozyskać Cristiano Ronaldo za 100 mln euro, bo ponoć w kontrakcie Portugalczyka jest taki zapis, że jeśli nie przejdzie do któregoś z najgroźniejszych rywali Realu Madryt w Lidze Mistrzów, to madrycki klub zgodzi się go oddać po „promocyjnej cenie”, właśnie za wspomniane sto milionów euro. Sam piłkarz, któremu prezydent „Królewskich” Florentino Perez odmówił podwyżki, miałby podpisać z Juventusem czteroletni kontrakt, na mocy którego zarabiałby rocznie 30 mln euro (w Realu inkasuje 21 mln euro).

Transfer miał zostać potwierdzony oficjalnie już w minioną sobotę, ale jak wieść niesie Florentino Perez w ostatniej chwili się zreflektował, bo dotarło do niego, że 100 mln euro za takiego gracza jakim w dalszym ciągu jest Cristiano Ronaldo, to stanowczo za mało. I podniósł stawkę do 150 mln euro. Tak przynajmniej donosi włoska „La Stampa”.

Co się stało, że zdecydowany już na pozbycie się wiecznie niezadowolonego portugalskiego gwiazdora Perez nagle usztywnił stanowisko. Jeśli wierzyć plotkom, zirytowało go bezczelne zachowanie Cristiano Ronaldo, który za pośrednictwem swojego agenta przekazuje do mediów informacje, że do odejścia z Realu Madryt został przez szefów tego klubu zmuszony. Perez domaga się teraz od Portugalczyka publicznego wystąpienia, w którym bezdyskusyjnie przyzna, że sam chce odejść z Santiago Bernabeu. Dla działacza „Królewskich” ma to istotne znaczenie, bo w nowym sezonie zespół bez swojego najlepszego strzelca w ostatnich latach może nie notować wyników, do jakich swoich kibiców przyzwyczaił w minionej dekadzie.

W Turynie tymczasem panuje duży spokój. Spekulacje na temat pozyskania gwiazdora Realu wywindowały akcje klubu na giełdzie, co doprowadziło nawet do interwencji włoskiego nadzoru finansowego, który zobowiązał turyński klub do wygłoszenia jasnego stanowiska w tej sprawie. I Juventus taki komunikat opublikował, zapewniając, że prowadzi rozmowy i że jak tylko zapadną jakieś wiążące decyzje, to poda je do publicznej wiadomości. No to wszyscy teraz czekają…

Cristiano Ronaldo w barwach Realu Madryt rozegrał 438 meczów, w których strzelił aż 450 goli. Wcześniej był zawodnikiem Manchesteru United i Sportingu Lizbona.