Legia dzieli na dole

Wygrany przez Raków Częstochowa 1:0 mecz z Piastem Gliwice zakończył w 29. kolejce rywalizację o tytuł wicemistrza Polski. Trzecia Pogoń Szczecin tylko zremisowała 1:1 z Zagłębiem Lubin i przed ostatnia serią spotkań ma cztery punkty straty do częstochowian. Mimo porażki czwartą lokatę utrzymał Piast Gliwice.

Rozegrany w poniedziałek na modernizowanym stadionie w Częstochowie mecz Rakowa z Piastem był ostatnią potyczką w przedostatniej kolejce naszej piłkarskiej ekstraklasy. Oba zespoły miały o co walczyć – gospodarze o wicemistrzostwo Polski, a goście o utrzymanie zapewniającego start w kwalifikacjach europejskich pucharów czwartego miejsca. Dla częstochowskiego klubu ten sezon już jest najlepszy w historii, bo wcześniej najwyżej w tabeli ekstraklasy byli na ósmej pozycji (sezon 1995/1996), więc nawet pewne już trzecie miejsce w obecnych rozgrywkach byłoby dla nich wielkim sukcesem. Ale apetyt, jak to się mówi, rośnie w miarę jedzenia. Ekipa trenera Marka Papszuna po przerwie na reprezentację w niewiele ponad miesiąc rozegrała dziewięć meczów, bo przecież poza spotkaniami ligowymi, w tym 5 maja w zaległym ze Stalą Mielec, 2 maja w Lublinie wywalczyła pierwszy w historii Rakowa Puchar Polski. Na zmęczenie nikt jednak w drużynie z Częstochowy nie narzekał i wszyscy rwali się do walki. Po półgodzinnej nawałnicy w wykonaniu obu zespołów Ivi Lopez posłał górą piłkę do wychodzącego na dogodną pozycję Vladimirsa Gutkovskisa, a łotewski napastnik nie zmarnował okazji i pokonał słowackiego bramkarza Piasta Frantiska Placha.
Piast z szansą na puchary
Raków w dwóch ostatnich meczach z Piastem nie stracił bramki, ale w poniedziałkowym starciu to gliwiczanie byli częściej w posiadaniu piłki. Nic to im jednak nie dawało, bo nie oddali ani jednego celnego strzału na bramkę gospodarzy. Trener gliwiczan Waldemar Fornalik w przerwie zdołał jeszcze mocniej zmobilizować swoich graczy i po zmianie stron byli już pod tym względem bardziej produktywni. Niestety, piłkarzom Piasta strzelecka fortuna tego dnia wybitnie nie sprzyjała. Pudłował nawet najskuteczniejszy polski piłkarz w ekstraklasie (14 goli) Jakub Świerczok, a Tomasz Jodłowiec w 64. minucie trafił w poprzeczkę. Zespół Rakowa bynajmniej nie prowadził „obrony Częstochowy”, tylko też atakował i stwarzał okazje do zdobycia kolejnych bramek. Jedną nawet zdobył, lecz arbiter anulował trafienie Jakuba Araka, bo dopatrzył się zagrania ręką. Ostatecznie jednak o wyniku przesądził gol Gutkovskisa i po ostatnim gwizdku sędziego Daniela Stefańskiego cała ekipa Rakowa urządziła na boisku fiestę, ciesząc się z pierwszego w historii klubu wicemistrzostwa Polski.
Trener Fornalik po meczu nie wyglądał na specjalnie zgnębionego, chociaż jego drużyna przegrała na wyjeździe po raz pierwszy od połowy października ub. roku (0:1 z Cracovią). Wiedział przecież, że mimo porażki Piast utrzyma premiowane startem w Lidze Konferencji Europy czwarte miejsce, a w ostatniej kolejce gliwiczanie na swoim boisku zagrają z rozbitą wewnętrznymi konfliktami Wisłą Kraków, która na dodatek nie ma już o co walczyć, bo mimo porażki u siebie z Lechem Poznań utrzymanie w ekstraklasie zapewniły jej remisy dwóch ostatnich zespołów w tabeli – Stali Mielec z Legią i Podbeskidzia z Wisłą Płock. Czasem jednak takie rachuby bywają zgubne. Jeśli gliwiczanie chcą znów spróbować sił w europejskich pucharach, muszą z ekipą „Białej Gwiazdy” po prostu wygrać, a wtedy nie będa musieli się oglądać na wyniki mających jeszcze szanse na ich wyprzedzenie zespołów Lechii Gdańsk, Śląska Wrocław, Zagłębia Lubin i Warty Poznań. Najgroźniejszym rywalem Piasta w tym wyścigu jest Śląsk, ale w ostatniej kolejce musiałby dosłownie rozgromić mielecką jedenastkę, ma bowiem bilans bramkowy gorszy od cztery trafienia. „Wszystko jest w naszych nogach i głowach. Nie będę chwalił drużyny po przegranym meczu. Jednak to, że tak funkcjonowała napawa optymizmem przed ostatnim spotkaniem z Wisłą Kraków” – stwierdził trener Fornalik.
Zadanie raczej mało realne do wykonania, bo zespół Stali pod wodzą trenera Włodzimierza Gąsiora ostatnio wygrał na wyjeździe z Pogonią 1:0 i Lechem 2:1, a u siebie przegrał z Rakowem w zaległym spotkaniu 0:1 i zremisował z Legią 0:0.
Poza tym mielczanie mają o co się bić, bo już tylko oni i Podbeskidzie są zagrożeni degradacją do I ligi. W tym sezonie spadnie z ekstraklasy tylko jeden zespół, zaś przed ostatnią kolejką w gorszej sytuacji są bielszczanie, którzy mają na koncie 25 punktów i trzy straty do przedostatniej w tabeli Stali. Ale teoretycznie mogą jeszcze wyprzedzić mielczan, jednakże pod warunkiem, że w najbliższą niedzielę w Warszawie wygrają z Legią, a Stal we Wrocławiu przegra ze Śląskiem. Trzeba jednak w ocenach uwzględnić fakt, że na trybunach pojawią się kibice. Na stadionie we Wrocławiu 25 procent pojemności trybun to 10 tysięcy żywiołowo dopingujących fanów. Tego czynnika trener Gąsior nie powinien zlekceważyć, bo zespół Śląsk pod wodzą Jacka Magiery od początku kwietnia przegrał tylko z Rakowem (0:2), a z Podbeskidziem wygrał 4:3, zaś w 29. kolejce z Wartą na wyjeździe 3:2. Kto wie do czego może być zdolny jeśli jego piłkarze dadzą się ponieść dawno niesłyszanemu na naszych ligowych boiskach dopingowi kibiców.
„Został nam ostatni mecz ze Stalą Mielec i już musimy o nim myśleć. W końcu wystąpimy przed publicznością, na stadionie może się pojawić ok. 10 tys. kibiców, z czego bardzo się cieszę. Nie wiem, które miejsce zajmiemy na koniec, skupiamy się wyłącznie na sobie. Chcemy wygrać, a gdzie nas to zaprowadzi, czas pokaże. Zależy to również od innych wyników w ekstraklasie” – przyznał trener Magiera po wygranym meczu z Wartą.
Legia rozdaje karty spadkowiczom
Ekipa świeżo upieczonych mistrzów Polski w dwóch ostatnich kolejkach znalazła się w roli arbitra rozstrzygającego w kwestii spadku z ekstraklasy. Co ciekawe, w rewanżowych starciach z tymi zespołami do jakiejś bardziej wytężonej walki mogła ich skłonić co najwyżej urażona ambicja, bo tak się dziwnie złożyło, że Legia w tym sezonie przegrała w rundzie jesiennej u siebie ze Stalą (2:3) i na wyjeździe z Podbeskidziem (0:1). W niedzielnej potyczce z mielczanami podopieczni trenera Czesław Michniewicza nie sprawiali jednak wrażenia jakoś przesadnie zmotywowanych. Wątpliwe zatem, by do spotkanie z „Góralami” podeszli inaczej.
W ekipie „Wojskowych” już trwa gorączka transferowa, bo władze klubu chcą jak najszybciej ustalić kadrę na nowy sezon i wzmocnić ją w kontekście walki w kwalifikacjach Ligi Mistrzów. Jeśli wierzyć nieoficjalnym informacjom, mistrz Polski jest bliski pozyskania kilku piłkarzy. Jednym z nich ma być 23-letni napastnik Qarabagu Agdam Mahir Emreli, król strzelców ekstraklasy Azerbejdżanu, który w obecnym sezonie w 19 meczach strzelił 16 goli. Ponoć bliski sfinalizowania jest też transfer środkowego obrońcy Zorii Ługańsk Joel Abu Hanna, piłkarz urodzony w Niemczech, ale mającego obywatelstwo Izraela. Z graczy już znajdujących się w kadrze Legii na kolejny sezon umowę przedłużył Artur Boruc, toczą się rozmowy z Pawłem Wszołkiem, Marko Vesoviciem, ponoć na sto procent ma też zostać czeski snajper Thomas Pekhart, który de facto już jest królem strzelców ekstraklasy. Czech ma na koncie 22 gole. Drugi w klasyfikacji Jakub Świerczok ma 14 trafień, a trzecie miejsce na podium z dorobkiem 12 bramek zajmują Portugalczyk Flavio Paixao (Lechia Gdańsk), Szwed Mikael Ishak (Lech Poznań) i Hiszpan Jesus Jimenez (Górnik Zabrze).

Wyniki 29. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 28. kolejki:

Stal Mielec – Legia Warszawa 0:0
Żółte kartki: de Amo, Kolew, Tomasiewicz – Hołownia, Mladenović, Slisz.
Sędziował: Łukasz Kuźma (Białystok).
Mecz bez publiczności.
Raków Częstochowa – Piast Gliwice 1:0
Gol: Vladislavs Gutkovskis (32).
Żółte kartki: Wdowiak – Badia, Żyro.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Mecz bez publiczności.
Zagłębie Lubin – Pogoń Szczecin 1:1
Gole: Karol Podliński (70) – Michał Kucharczyk (8). Żółte kartki: Kruk, Balić, Podliński, Chodyna – Luis Mata, Drygas.
Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Mecz bez publiczności.
Warta Poznań – Śląsk Wrocław 2:3
Gole: Maik Nawrocki (40), Mario Rodriguez (90) – Erik Exposito (49, 59), Robert Pich (82). Żółte kartki: Jakóbowski – Puerto.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Mecz bez publiczności.
Lechia Gdańsk – Cracovia 1:1
Gole: Flavio Paixao (69) – Cornel Rapa (25).
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Górnik Zabrze – Jagiellonia Białystok 3:1
Gole: Jesus Jimenez (29, 64 karny), Alex Sobczyk (71) – Jakov Puljić (15).
Żółte kartki: Wiśniewski, Chudy – Mazur.
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Wisła Płock 1:1
Gole: Jakub Hora (5) – Mateusz Szwoch (28 karny). Żółte kartki: Rzuchowski, Frelek, Rundić – Zbozień, Garcia.
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez publiczności.
Wisła Kraków – Lech Poznań 1:2
Gole: Jakub Błaszczykowski (78) – Mikael Ishak (12), Pedro Tiba (61).
Żółte kartki: Brown Forbes – Czerwiński, Kwekweskiri, Karlstroem, Milić.
Sędziował: Sebastian Jarzębak (Bytom).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Legia 29 61 47:24
  2. Raków 29 56 43:24
  3. Pogoń 29 52 35:20
  4. Piast 29 42 37:29
  5. Lechia 29 42 39:35
  6. Śląsk 29 42 35:31
  7. Zagłębie 29 41 38:36
  8. Warta 29 40 32:32
  9. Lech 29 36 38:37
  10. Górnik 29 36 30:32
  11. Jagiellonia 29 34 37:47
  12. Cracovia 29 32 28:31
  13. Wisła P. 29 30 33:44
  14. Wisła K. 29 30 36:40
  15. Stal 29 28 30:46
  16. Podbeskidzie 29 25 29:59

PKO Ekstraklasa: Wisła pomogła Wiśle w utrzymaniu

W rozegranych w sobotę meczach 29. kolejki ekstraklasy Wisła Płock zremisowała z Podbeskidziem Bielsko-Biała 1:1, zapewniając nie tylko sobie utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale także imienniczce z Krakowa. Ekipa „Białej Gwiazdy” powinna być wdzięczna „Nafciarzom”, bo ze słabym Lechem Poznań przegrała u siebie 1:2.

Piłkarze Podbeskidzia po meczu z Wisłą Płock byli mocno przygnębieni. Dzięki remisowi płocczanie utrzymali nad bielszczanami przewagę pięciu punktów, co na kolejkę przed zakończeniem rozgrywek zapewniało im utrzymanie w ekstraklasie. „Nafciarze” tym wynikiem przysłużyli się też Wiśle Kraków, która w sobotę na swoim stadionie w kiepskim stylu przegrała z Lechem Poznań 1:2. Wiślacy mają na koncie tyle samo punktów co płocczanie (30), ale gorszy bilans bezpośrednich spotkań i dlatego w tabeli wylądowali na 14. miejscu. Za nimi są już tylko zespoły beniaminków – Stali Mielec (27 pkt) i Podbeskidzia (25), co oznacza, że w tym sezonie z ekstraklasy może spaść już tylko jeden z tych dwóch zespołów. Ale ani w Płocku, ani tym bardziej w Krakowie, nikt nie manifestował radości z faktu utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wypada jednak przypomnieć, że w poprzednim sezonie oba zespoły także zakończyły zmagania na miejscach tuż nad strefą spadkową. Rok temu z ligi spadły trzy zespoły (Arka Gdynia, Korona Kielce i ŁKS Łódź), a „Biała Gwiazda” wtedy również obroniła z trudem ligowy byt mając pięć punktów przewagi nad najlepszym z trójki zdegradowanych zespołów. Ekipa „Białej Gwiazdy” nie poczyniła więc przez te dwa lata żadnych postępów.
Trener Maciej Skorża ponad dekadę temu zdobył z krakowską Wisłą dwukrotnie mistrzostwo Polski, ale w sobotni wieczór na stadionie przy Reymonta nie mógł sobie pozwolić na sentymenty. Odkąd 12 kwietnia oficjalnie przejął ekipę „Kolejorza”, zespół pod jego wodzą zdążył rozegrać cztery ligowe spotkania, z których wygrał tylko jedno – z Lechią 3:0. Porażka z Rakowem 1:3 ujmy mu nie przynosi, bo wicelider ekstraklasy i tegoroczny zdobywca Pucharu Polski ma w tej chwili lepszą drużynę, ale już porażki z broniącymi się przed degradacją Podbeskidziem (0:1) i Stalą Mielec (1:2) doprowadziła w poznańskim klubie do wrzenia. Skorżę do furii doprowadziła zwłaszcza porażka z mieleckim zespołem, bo lechici stracili gole po wrzutach piłki z autu przez mielczan w końcówce spotkania. „To mi spędza sen z powiek. Ćwiczyliśmy ten wariant, bo wiedzieliśmy, że to wyrzuty z autu to jeden z atutów w grze Stali. Wcześniej siedem razy mój zespół poradził sobie z takimi zagraniami, a nie potrafił tego zrobić w decydujących momentach spotkania. Moi piłkarze mają problem z utrzymaniem koncentracji” – narzekał trener „Kolejorza”.
Chcąc pobudzić zespół do walki przed meczem z Wisłą Skorża odważnie zapowiedział, że w nowym sezonie będzie chciał poprowadzić lechitów do walki o podwójną koronę. Ostatni raz ekipa „Kolejorza” zdobyła mistrzostwo Polski w sezonie 2014/2015 roku, właśnie pod wodzą Skorży. Mecz z Wisłą miał dać odpowiedź, jak na deklaracje trenera zareagują piłkarze Lecha. Zareagowali chyba jak należy, bo już w 13. minucie „Kolejorz” objął prowadzenie po golu Mikaela Ishaka. Drugiego gola lechici strzelili już po przerwie, a trafienie w 61. minucie po strzale Pedro Tiby ostatecznie przypisano jako samobój obrońcy Wisły Serafina Szota.
Zespół Wisły do 72. minuty był dla ekipy Lecha tylko tłem. Wtedy trener Hyballa wprowadził na boisko Jakuba Błaszczykowskiego. Sześć minut później współwłaściciel „Białej Gwiazdy” i jej najbardziej znany i utytułowany piłkarz z rzutu wolnego zdobył kontaktową bramkę. Po strzeleniu gola Błaszczykowski pozwolił jednak sobie na pewną ostentację – podbiegł do ławki rezerwowych Wisły, ale ostentacyjnie ominął stojącego przy linii Hybalę i rzucił się w ramiona Kazimierza Kmiecika. To była oczywista manifestacja, bo jak wieść niesie niemiecki szkoleniowiec chciał usunąć Kmiecika ze sztabu szkoleniowego, na co zarząd klubu nie wyraził jednak zgody.
Wygląda na to, że to ju koniec ery Hyballi na Reymonta. Jeśli od 1 lipca zespół poprowadzi wujek Błaszczykowskiego Jerzy Brzęczek, dla nikogo raczej nie będzie to zaskoczeniem.

Stal bez licencji PZPN

Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN rozpatrzyła wnioski o przyznanie licencji dla klubów ekstraklasy oraz I i II ligi. Licencji na występy w PKO Ekstraklasie w nowym sezonie nie otrzymała jedynie Stal Mielec.

Po analizie wniosków Komisja Licencyjna postanowiła przyznać licencje upoważniające do udziału w rozgrywkach pucharowych UEFA w sezonie 2021/2022 14 klubom: Legii Warszawa, Cracovii, Górnikowi Zabrze, Jagiellonii Białystok, Lechowi Poznań, Piastowi Gliwice, Lechii Gdańsk, Zagłębiu Lubin, Pogoni Szczecin, Wiśle Płock, Warcie Poznań (na stadionie w Grodzisku Wlkp.), Rakowowi Częstochowa, Śląskowi Wrocław i Arce Gdynia. Wiadomo już, że w nowym sezonie w kwalifikacjach europejskich pucharach zagrają Legia, Raków i Pogoń, a szanse na to mają jeszcze Piast, Warta, Zagłębie, Lechia i Śląsk. Arka Gdynia pojawiła się w tym zestawieniu jako finalista Pucharu Polski.
Komisja przyznała też licencje w sezonie 2021/2022 na grę w PKO Ekstraklasie, lecz nałożyła nadzór finansowy na Legię Warszawa, Cracovię, Górnika Zabrze, Jagiellonię Białystok, Lecha Poznań, Piasta Gliwice, Lechię Gdańsk i Zagłębie Lubin, natomiast na Pogoń Szczecin, Wisłę Płock, Wartę Poznań, Raków Częstochowa i Śląsk Wrocław dodatkowo, poza nadzorem finansowym dołożyła też nadzór infrastrukturalny. W sposób szczególny potraktowano Podbeskidzie Bielsko Biała i Wisłę Kraków, które także obciążono nadzorem finansowym, ale z obowiązkiem terminowego realizowania zawartych ugód i porozumień bez możliwości ich dalszego odraczania.
Jedynym klubem z obecnego składu PKO Ekstraklasy, któremu Komisja nie przyznała licencji jest Stal Mielec. Powodem odrzucenie wniosku były błędy w rocznym sprawozdaniu finansowym, niejasności w rozliczeniach transferów i niespłacone zobowiązania wobec pracowników oraz na rzecz ZUS i Urzędu Skarbowego. „FKS Stal Mielec złoży w trybie natychmiastowym odwołanie i przedłoży stosowne dokumenty spełniające wszystkie niezbędne wymogi licencyjne” – napisano w komunikacie mieleckiego klubu.

PKO Ekstraklasa: Już osiem klubów wymieniło trenerów

Im bliżej zakończenia rozgrywek, tym więcej mamy trenerskich dymisji. Serię zwolnień zapoczątkowała Jagiellonia, w której od 17 marca Bogdana Zająca zastąpiono Rafałem Grzybem, a po przerwie na reprezentację szkoleniowców wymieniły Śląsk Wrocław, Lech Poznań, Stal Mielec i Wisła Płock. W sumie od początku sezonu połowa z 16 klubów ekstraklasy zmieniła trenerów.

W sumie w tym sezonie zmian trenerów dokonano w połowie z szesnastu klubów ekstraklasy: Legii Warszawa, Lechu Poznań, Śląsku Wrocław, Jagiellonii Białystok, Podbeskidziu Bielsko-Białą, Stali Mielec, Wiśle Kraków i Wiśle Płock. Najbardziej pod tym względem aktywne są władze beniaminka Stali Mielec, bo Włodzimierz Gąsior jest w tym sezonie już trzecim szkoleniowcem, którego zatrudniono w tym klubie. Zespół zaczął rozgrywki pod wodzą Dariusza Skrzypczaka, ale już 11 listopada ub. roku zastąpił go na posadzie Leszek Ojrzyński, którego po bezbramkowym remisie w 24. kolejce z Wartą Poznań prezes Stali Mielec Jacek Klimek uznał za człowieka niezdolnego już do wyprowadzenia zespołu z kryzysu i utrzymania go w ekstraklasie i nagle bez żadnego uprzedzenia podziękował mu za dalszą pracę. W jego miejsce zatrudnił rodowitego mielczanina, wychowanka klubu, wieloletniego piłkarza Stali i wielokrotnego trenera tej drużyny. 73-letni Włodzimierz Gąsior zaczynał pracę szkoleniową właśnie w mieleckim klubie, a miało to miejsce bardzo dawno tremu, bo w 1981 roku, zaś po raz ostatni był trenerem piłkarzy Stali w latach 2012-2014, a po zwolnieniu z II-ligowej wówczas Siarki Tarnobrzeg od 11 marca 2019 roku pozostawał bezrobotny. Być może ten trenerski weteran znajdzie jakiś sposób na utrzymanie mielczan w ekstraklasie, lecz trzeba uczciwie przyznać, że postawiono przed nim zadanie z gatunku niewykonalnych. Dla przypomnienia – Ojrzyński przejmował zespół gdy zajmował on 15. miejsce w tabeli, zostawił go na ostatnim, nie dokonał zatem żadnego postępu. A Gąsior żadnym trenerskim cudotwórcą nie jest, zaś w ostatnich sześciu kolejkach Stal czekają wyjazdowe potyczki z Jagiellonią Białystok, Lechem Poznań i Śląskiem Wrocław, a u siebie z Zagłębiem Lubin, Pogonią Szczecin i Legią Warszawa. I raczej żaden z tych zespołów nie potraktuje mielczan ulgowo, bo każdy z nich ma o coś walczyć, choćby tylko o jak najwyższe miejsce w ligowej tabeli na koniec sezonu.
W tym sezonie do niższej ligi spadnie z ekstraklasy tylko ostatni zespół, a w tej chwili sytuacja jest w tym względzie już bardzo klarowna – zajmująca po 24 kolejkach ostatnią lokatę Stal ma do rozegrania jeszcze u siebie zaległy mecz z Rakowem Częstochowa, lecz nawet jeśli w nim zwycięży, co byłoby sporą sensacją, to wyprzedzi tylko innego z beniaminków, Podbeskidzie Bielsko-Biała. Te dwie drużyny plus Cracovia i Wisła Płock tworzą grupę spadkową i wszystko wskazuje, że jeden z tych zespołów zazna goryczy degradacji. Dwunasta w tabeli Wisła Kraków ma siedem punktów przewagi nad Podbeskidziem i osiem nad Stalą, a od Cracovii dzieli ją pięć „oczek”.
Nieciekawie rysują się jednak perspektywy dla płockiej Wisły, w której władze klubu w miniony poniedziałek w trybie nagłym zwolniły trenera Radosława Sobolewskiego, a wraz z nim także jego asystenta Mariusza Kondaka. 44-letni Sobolewski prowadził zespół „Nafciarzy” od 4 sierpnia 2019 roku, ostatnio jednak jego relacje z władzami płockiego klubu nie były najlepsze, czemu trudno się dziwić gdy zespół w siedem kolejkach z rzędu nie odnosi zwycięstwa i zdobywa w nich tylko dwa punkty. Wygląda więc na to, że Sobolewski z premedytacją jeszcze przed sobotnim meczem z Pogonią w Szczecinie ogłosił, iż nie przedłuży kontraktu z płockim klubem i po tym sezonie odejdzie. Porażka 0:2 z „Portowcami” przelała czarę i władze klubu podjęły jedyną rozsądną w takiej niejasnej sytuacji decyzję. Dla Sobolewskiego była to pierwsza samodzielna trenerska praca, lecz jej efektami nie ma co się specjalnie chwalić – w 58 ligowych meczach pod jego wodzą „Nafciarze” zdobyli tylko 75 punktów, a w tym samym okresie gorsza pod tym względem w ekstraklasie była tylko krakowska Wisła (72 pkt), z której Sobolewski przeniósł się do Płocka, a teraz ponoć jest bardzo po cichu przymierzany do roli następca obecnego trenera, Niemca
Petera Hyballi.
Zmiany trenerów nie zawsze przynoszą oczekiwany skutek, ale w 24. kolejce szefowie Lecha Poznań mogli chyba być zadowoleni, że w końcu dokonali zmiany na stanowisku szkoleniowca. Co prawda zatrudniony w miejsce zwolnionego Dariusza Żurawia Maciej Skorża niedzielny mecz z Legią Warszawa oglądał z perspektywy trybun, zaś z ławki trenerskiej zespół „Kolejorza” prowadził asystent Żurawia Janusz Góra, to nie wnikając który z nich miał większe zasługi, bezbramkowy remis z liderem ekstraklasy z całą pewnością należy uznać za sukces lechitów, którym udało się przerwać zwycięską serię legionistów (wcześniej wygrali sześć meczów z rzędu).
Legia nie pokazała na stadionie Lecha tych atutów, dzięki którym wygrywała w poprzednich spotkaniach. Gracze „Kolejorza” zdołali je skutecznie zneutralizować, lecz przez to, że skupiali się głównie na destrukcji mecz nie stał wysokim poziomie. „Liczyliśmy na kontynuowanie zwycięskiej serii, ale wiedzieliśmy, że chociaż Lech ma swoje problemy, to w starciu z nami będzie miał dodatkową motywację, chociaż nowy trener był jeszcze obecnego tylko na trybunach” – przyznał szkoleniowiec stołecznej drużyny Czesław Michniewicz. I zapewniał: „Na pewno stać nas na lepszą i bardziej płynną grę oraz tworzenie większej liczby sytuacji podbramkowych. Powiedziałem to zawodnikom w szatni. Nie było w naszym zespole euforii ani smutku, raczej zaduma nad tym, co się stało. Remis jest sprawiedliwym wynikiem, bo żaden z zespołów nie był tego dnia na tyle lepszy od drugiego, żeby wygrać to spotkanie”.
Lech postawił większy opór liderowi PKO Ekstraklasy w porównaniu z jego poprzednimi przeciwnikami, z drugą w tabeli Pogonią Szczecin na czele. Kolejorz poradził sobie z powstrzymaniem wszystkich ataków Legii, a kilkakrotnie próbował umieścić piłkę w bramce Artura Boruca. „Odczuwamy lekki niedosyt, ponieważ mieliśmy więcej klarownych szans na zdobycie bramki. Chcę pochwalić drużynę za podjęcie walki i postawienie wysokich wymagań Legii. Przeciwnik miał tylko jedną dobrą sytuację bramkową. Chcieliśmy grać ofensywnie i momentami to nam się udawało. Ale Legia dobrze grała w obronie i dlatego cieszymy się także z tego jednego punktu. Zastanawialiśmy się, jaki impuls dać drużynie po ostatnim niepowodzeniu. Po rozmowach z zawodnikami doszliśmy do wniosku, że trzeba dokonać zmian w założeniach taktycznych. Nasi piłkarze wykonali zadanie i trochę tylko szkoda, że nie zdołali strzelić gola” – ocenił występ lechitów ich jednorazowy trener Janusz Góra. Ciekawe, czy zostanie przy Bułgarskiej jako członek sztabu szkoleniowego Macieja Skorży…

Cracovia opada na dno

Cracovia ma prawie wszystko, co jest niezbędne w profesjonalnym futbolu – nowoczesny stadion, znakomitą bazę treningową i solidne zaplecze finansowe. Nie ma jednak dobrego zespołu i chyba nie ma już trenera, bo Michał Probierz w tej chwili nie wygląda na zdolnego do przełamania kryzysu formy w jaki popadła ekipa „Pasów”.

W tym sezonie z ekstraklasy spadnie tylko ostatni zespół w tabeli, a na osiem kolejek przed końcem rozgrywek to nieszczęście może spotkać Cracovię. Gdyby ktoś jeszcze pół roku temu wieszczył taki scenariusz, zostałby bezlitośnie wyśmiany, bo przecież w poprzedni sezon „Pasy” zakończyły na siódmym miejscu i z Pucharem Polski, pierwszym trofeum zdobytym przez piłkarzy tego klubu od ponad siedemdziesięciu lat. W obecnych rozgrywkach miało być lepiej i nawet w prognozach Cracovię wymieniano wśród pretendentów do mistrzowskiego tytułu.
Występ w Lidze Europy ekipa trenera Michała Probierza zakończyła jednak już w pierwszej rundzie po wyjazdowej porażce z Malmoe, a zmagania w ekstraklasie zaczęła z balastem minus 5 pkt. kary za dawne przewinienia korupcyjne. Ubiegły rok „Pasy” zakończyły dotkliwą porażką 0:3 z Lechią na własnym stadionie. Uznano to za „wypadek przy pracy”, tymczasem okazało się, że ta klęska to był początek fatalnej pasy.
Po wznowieniu rozgrywek Cracovia nie wygrała jeszcze meczu, notując w ośmiu ligowych kolejkach cztery remisy i cztery porażki. W sumie zatem licząc od grudniowej przegranej z Lechią krakowski zespół ma na koncie serię dziewięciu meczów bez zwycięstwa i tylko cztery wywalczone w tym czasie punkty. Taka fatalna zdarza się Probierzowi już po raz trzeci, a warto przypomnieć, że trenerem zespołu Cracovii jest od 21 czerwca 2017 roku. Właściciel i prezes klubu Janusz Filipiak wykazuje się więc wobec tego szkoleniowca wyjątkową jak na realia polskiej ekstraklasy cierpliwością. Mało tego, nie pozwolił mu odejść nawet wtedy, gdy Probierz po przegranym 30 stycznia tego roku meczu z Wartą Poznań sam złożył dymisję.
Na przełamanie impasu w spotkaniu z Piastem prezes Filipiak pewnie nie liczył, bo gliwicki zespół jest na fali wznoszącej. Do meczu z Cracovią podopieczni trenera Waldemara Fornalika w tym roku zdobyli 14 punktów i pod tym względem ustępowali w ligowej stawce jedynie Legii Warszawa. Dla porównania – „Pasy” z czterema punktami wywalczonymi w tym roku jest w ekstraklasie outsiderem. „Nie ma co ukrywać, że to jest trudna sytuacja dla nas. Powiedziałem zawodnikom, że właśnie w takich momentach poznaje się zespół i charaktery. Teraz czeka nas przerwa na reprezentację. Wiemy, co u nas szwankuje i czemu musimy poświęcić uwagę. Przed nami bardzo istotne spotkania i będziemy walczyć o utrzymanie Cracovii w ekstraklasie” – przyznał Probierz po przegranym 0:2 spotkaniu z Piastem.
Może być z tym kłopot, bo jego zespół gra naprawdę bardzo słabo, a od 3 kwietnia czeka go seria meczów z mocnymi rywalami – najpierw z Lechem u siebie, a potem na wyjeździe z Jagiellonią i Legią, u siebie z Wisłą Płock i na wyjeździe z derbowej „świętej wojnie” z krakowska Wisłą. O zwycięstwa w tych potyczkach będzie „Pasom” bardzo trudno, a przecież trzy ostatnie spotkania, z Górnikiem u siebie, Lechią na wyjeździe i Wartą u siebie, też raczej lekkie nie będą. Tak więc może się okazać, że Cracovia zostanie zdegradowana z ekstraklasy w sezonie, w którym do niższej ligi spada tylko jeden zespół. Ale jeśli do tego dojdzie, prezes Filipiak będzie mógł kierować o to pretensje także do siebie. W tej chwili tylko się zastanawia, czy dobrze zrobił nie przyjmując dymisji Probierza, ale jeśli on nie przełamie impasu, będzie tego gorzko żałował.

Wyniki 22. kolejki:
Pogoń Szczecin – Lechia Gdańsk 1:0
Gol: Michał Kucharczyk (69).
Raków Częstochowa – Górnik Zabrze 0:0;
Piast Gliwice – Cracovia 2:0
Gole: Jakub Świerczok (7), Dominik Steczyk (62).
Śląsk Wrocław – Wisła Płock 0:0
Lech Poznań – Jagiellonia Białystok 2:3
Gole: Michał Skóraś (12), Mikael Ishak (40) – Fedor Cernych (2), Bojan Nastić (72), Bartłomiej Wdowik (87).
Warta Poznań – Podbeskidzie 2:0
Gole: Makana Baku (70), Jakub Kuzdra (90).
Wisła Kraków – Stal Mielec 3:1
Gole: Felicio Brown Forbes (75), Michal Frydrych (88 karny), Stefan Savić (90) – Grzegorz Tomasiewicz (60).
Zagłębie Lubin – Legia Warszawa 0:4
Gole: Tomas Pekhart (6 karny, 13, 19, 63).

Trwa wojna na dole w PKO Ekstraklasie

W tym sezonie z ekstraklasy spadnie tylko ostatni zespół w tabeli. Przed kończącym 21. kolejkę meczem w Mielcu zajmowała je miejscowa Stal, ale przedostatnie Podbeskidzie miało tylko dwa punkty więcej. W bezpośrednim starciu tych zespołów lepsi okazali się mielczanie.

Zwycięstwo mielczan 2:1 pozwoliło im wyprzedzić „Górali” o jedno „oczko”, lecz oba zespoły wciąż jadą na jednym wózku mając do spółki jeszcze Cracovię, która w tabeli jest 14. z dorobkiem 20 punktów i stratą czterech do 13. w stawce Wisły Płock.
Z trójki beniaminków ekstraklasy jak na razie najlepiej radzi sobie Warta Poznań, która po 21 kolejkach ma na koncie 26 punktów i zajmuje 10. miejsce, natomiast Stal i Podbeskidzie utknęły na dobre w ogonie ligowej tabeli i coraz bardziej wygląda na to, że jeden z nich wróci po tym sezonie do I ligi.
W przerwie zimowej oba kluby mocno zainwestowały w nowych piłkarzy, w obu też w trakcie rozgrywek dokonano zmiany trenerów. W Stali w połowie listopada za Dariusza Skrzypczaka zespół przejął Leszek Ojrzyński, zaś w Podbeskidziu w grudniu Krzysztofa Brede zastąpił Robert Kasperczyk.
Po wznowieniu rozgrywek na początku dużo lepiej radzili sobie bielszczanie, którzy rundę wiosenną zaczęli w roli outsidera, ale na swoim stadionie najpierw sensacyjnie pokonali u siebie lidera Legię Warszawa 1:0, a następnie Górnika Zabrze 2:1. Potem „Górale” zaliczyli dwa remisy po 1:1, z Cracovią na wyjeździe i Jagiellonią Białystok u siebie, aż w końcu w 19. kolejce doznali pierwszej w tym roku porażki ulegając na wyjeździe ekipie Rakowa Częstochowa 0:1. Dobrze grająca ostatnio Lechia Gdańsk w następnej serii spotkań zdołała jednak wywieźć z Bielska-Białej tylko remis, więc jeszcze alarmu w Podbeskidziu nie wszczynano.
Władze klubu czekały na mecz ze Stalą, bo w przypadku zwycięstwa „Górale” nie tylko odskoczyliby zamykającym stawkę mielczanom na pięć punktów, ale jeszcze przy okazji przeskoczyli w tabeli Cracovię.
Drużyna Stali w rundzie jesiennej przegrała w Bielsku-Białej z Podbeskidziem 0:1, nie dlatego jednak mało kto dawał jej szanse na zwycięstwo. Podopieczni trenera Ojrzyńskiego poprzedni rok zakończyli sensacyjną wygraną na Łazienkowskiej z Legią 3:2, lecz w tym roku grają słabiutko.
Do meczu z „Góralami” w sześciu kolejkach mielczanie nie odnieśli ani jednego zwycięstwa – zremisowali ze Śląskiem (0:0), Wisłą Płock (2:2) i Cracovią (0:0), przegrali zaś z Górnikiem (1:2), Lechią (0:1) i Piastem (1:2).
Zajmowana przez nich ostatnia lokata w tabeli nie była więc przypadkiem i do poniedziałkowego meczu z Podbeskidziem przystępowali z nożem na gardle. Ewentualna porażka oznaczała powiększenie straty do dwóch najbliższych zespołów w tabeli – Podbeskidzia i Cracovii, a coraz więcej wskazuje na to, że to z nimi prawdopodobnie przyjdzie mielczanom toczyć do końca walkę o utrzymanie.
W następnej kolejce, ostatniej przed przerwą na reprezentację, cały ten tercet outsiderów będzie grał na wyjazdach – Podbeskidzie z Wartą Poznań, Stal z Wisłą Kraków, a Cracovia z Piastem. O punkty łatwo nie będzie, bo rywale zajmują lokaty w dolnej części ligowej tabeli i są żywotnie zainteresowani w powiększeniu punktowego dystansu nad strefą spadkową.
W tej chwili ostatnie Podbeskidzie traci do 13. Wisły Płock sześć punktów, do 12. Jagiellonii i 11. Wisły Kraków siedem, do 10. Warty osiem, a do dziewiątego Piasta 10 punktów. Do zakończenia rozgrywek pozostało jeszcze dziewięć kolejek, czyli każdy z zespołów ma do zdobycia 27 punktów. Teoretycznie zatem wszystko jest jeszcze możliwe, bo przecież na początku sezonu „czerwoną latarnią” był Piast Gliwice, blisko strefy spadkowej pałętał się Lech Poznań, a teraz robią to Cracovia, Wisła Kraków, a zwłaszcza Jagiellonia, która zaczynał ten rok jako zespół z czołówki ligowej tabeli.
Za słabe wyniki pewnie zapłaci posadą trener Bogdan Zając, bo jego dymisji domagają sie już coraz bardziej nachalnie kibice białostockiej drużyny.

Wyniki 21. kolejki PKO Ekstraklasy

Legia Warszawa – Warta Poznań 3:2
Gole: Filip Mladenović (3, 60), Paweł Wszołek (30) – Jan Grzesik (26), Mateusz Kupczak (79 karny). Żółte kartki: Slisz, Mladenović – Zrelak, Ławniczak. Sędziował: Piotr Lasyk (Bytom).
Mecz bez publiczności.
Jagiellonia Białystok – Pogoń Szczecin 0:1
Gol: Michał Kucharczyk (64). Żółte kartki: Kwiecień, Augustyn, Pospisil – Zahović, Kowalczyk, Gorgon, Smoliński. Czerwone kartki: Pospisil (83., za drugą żółtą), Augustyn (89.,za drugą żółtą) – Smoliński (83., za drugą żółtą). Sędziował: Damian Sylwestrzak (Wrocław).
Mecz bez publiczności.
Wisła Płock – Raków Częstochowa 2:2
Gole: Patryk Tuszyński (56), Rafał Wolski (70) – Kamil Piątkowski (72), Ivi Lopez (81 karny).
Żółte kartki: Uryga, Rzeźniczak, Wolski – Lederman. Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Mecz bez publiczności.
Cracovia – Śląsk Wrocław 1:1
Gole: Sergiu Hanca (61) – Fabian Piasecki (89). Żółte kartki: Rodin, Van Amersfoort, Rapa – Scalet.
Sędziował: Łukasz Szczech (Warszawa).
Mecz bez udziału publiczności.
Lechia Gdańsk – Wisła Kraków 2:0
Gole: Flavio Paixao (64 karny), Żarko Udovicić (90). Żółte kartki: Pietrzak – Jean Silva, Frydrych, Mawutor.
Sędziował: Jarosław Przybył (Kluczbork).
Mecz bez publiczności.
Górnik Zabrze – Zagłębie Lubin 2:0
Gole: Piotr Krawczyk (21), Alasana Manneh (65). Żółta kartka: Kubica (Górnik).
Sędziował: Wojciech Myć (Lublin).
Mecz bez publiczności.
Lech Poznań – Piast Gliwice 0:0
Żółte kartki: Kamiński – Holúbek.
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Stal Mielec – Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:1
Gole: Krystian Getinger (52), Marcin Flis (70) – Kamil Biliński (32).
Żółte kartki: Dadok – Biliński, Rundić. Czerwona kartka: Dadok (90., za drugą żółtą).
Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Legia 21 45 37:22
  2. Pogoń 21 38 25:13
  3. Raków 21 36 32:22
  4. Lechia 21 33 29:24
  5. Górnik 21 31 25:22
  6. Lech 21 29 28:25
  7. Śląsk 21 29 25:22
  8. Zagłębie 21 29 26:24
  9. Piast 21 28 26:23
  10. Warta 21 26 22:25
  11. Wisła K. 21 25 30:28
  12. Jagiellonia 21 25 26:33
  13. Wisła P. 21 24 27:34
  14. Cracovia 21 20 22:25
  15. Stal 21 19 23:36
  16. Podbeskidzie 21 18 21:46

Kolejka niespodzianek w PKO Ekstraklasie

Ostatni w tym roku ligowa kolejka obfitowała w zaskakujące rozstrzygnięcia. Największą niespodziankę sprawili kibicom i bukmacherom piłkarze Stali Mielec, którzy pokonali lidera ekstraklasy Legię na jej stadionie 3:2. Niewiele mniejszymi sensacjami były wyjazdowe wygrane Lechii Gdańsk z Cracovią 3:0 i Wisły Kraków z Lechem 1:0.

Trener Leszek Ojrzyński przejął zespół Stali Mielec 11 listopada po Dariuszu Skrzypczaku. Mielczanie po dziewięciu rozegranych kolejkach mieli na koncie ledwie pięć punktów i serię czterech porażek z rzędu, w tym nader bolesne 0:6 z Wisłą Kraków na swoim stadionie. Pod wodzą nowego szkoleniowca Stal w pięciu kolejnych ligowych meczach wywalczyła osiem cenny punktów, notując dwie wygrane, dwa remisy i tylko jedną porażkę, na wyjeździe z Pogonią (0:2).
Wygrali dzięki karnym
Odniesione w miniony piątek wyjazdowe zwycięstwo nad Legią trzeba jednak uznać za sensację, bo chociaż była to trzecia porażka legionistów doznana w obecnych rozgrywkach na własnym stadionie, to wypada podkreślić, że obie wcześniejsze stołeczny zespół poniósł jeszcze za trenerskich rządów Aleksandara Vukovicia. Odkąd szkoleniowcem Legii jest Czesław Michniewicz, na Łazienkowskiej urwać jej punkty udało się jedynie Piastowi Gliwice, który zremisował tam 29 listopada w 11. kolejce, lecz aż do spotkania ze Stalą legioniści pod wodzą Michniewicza pozostawali w naszej lidze niepokonani.
Legia przegrała ze Stalą w dość niecodziennych okolicznościach, tracąc wszystkie trzy gole po rzutach karnych. Dwie pierwsze „jedenastki” podyktowane przez sędziego Bartosza Frankowskiego były raczej bezdyskusyjne, chociaż drugą odgwizdał dopiero po interwencji arbitrów z VAR (w tym meczu służbę przy analizie wideo pełnili Krzysztof Jakubik i Arkadiusz Wójcik). Oba rzuty karne na bramki zamienił Maciej Domański, dzięki czemu mielczanie po pierwszej połowie remisowali 2:2 (gole dla gospodarzy strzelili Bartosz Slisz w 17. i Tomas Pekhart w 24. minucie), ale piłkarz ten mimo to w przerwie został zmieniony. Gdyby został na boisku chociaż jeszcze na kwadrans, miałby dużą szansę na skompletowanie hat-tricka, bo w 58. minucie Frankowski po raz trzeci podyktował rzut karny na korzyść zespołu gości. Tym razem kontrowersyjny, bo w starciu napastnika Stali Łukasza Zjawińskiego, nota bene byłego gracza Legii oddanego do Stali za bezcen, z Arturem Jędrzejczykiem obaj ostro szarpali się za koszulki. Sędzia uznał jednak, że Jędrzejczyk robił to bardziej nieprzepisowo i nie dość, że odgwizdał kolejną „jedenastkę”, to jeszcze wlepił stoperowi Legii żółtą kartką. Po obejrzeniu telewizyjnej powtórki tej spornej sytuacji trudno nie nabrać przekonania, że Zjawiński trochę arbitra oszukał waląc się z teatralną przesadą na murawę jak kłoda. Dziwi jednak, że akurat w tej sytuacji sędziowie VAR nie zabrali głosu. Co ciekawe, ta sama para sędziów VAR także podczas zaległego meczu Lecha z Pogonią (0:1) nie interweniowała przy nieprawidłowo podyktowanym rzucie karnym. „Moi piłkarze przebiegli w tym meczu w sumie 123 kilometry i cały czas walczyli, ale jeśli chce się coś ugrać w z Legią, najlepszą drużyną w Polsce, to inaczej się nie da. Prowadziliśmy 1:0, ale później się zagapiliśmy i straciliśmy dwa gole, lecz rzuty karne utrzymały nas przy życiu” – przyznał trener Ojrzyński.
Lechia przełamała impas
Ekipa Lechii Gdańsk przyjechał do Krakowa z podwójnym obciążeniem – po czterech kolejnych porażkach poniesiony w obecnym sezonie w ekstraklasie oraz serii sześciu przegranych meczów z Cracovią z rzędu. Zespół „Pasów” wydawał się więc murowanym faworytem sobotniej potyczki, tym bardziej, że podopieczni trenera Michała Probierza w poprzedniej kolejce wywieźli komplet punktów z niegościnnego dla przyjezdnych stadionu Górnika Zabrze. Ale już po kwadransie gry było widać, że tym razem ekipie „Pasów” trudno będzie o kolejne zwycięstwo nad gdańszczanami. W 15. minucie pierwszego gola dla Lechii strzelił z rzutu wolnego były zawodnik Wisły Kraków Rafał Pietrzak. Gospodarze rzucili się do ataku chcąc jak najszybciej doprowadzić do remisu, ale jak ktoś za bardzo się spieszy, to rywal tylko się cieszy. Gracze Cracovii swoimi chaotycznymi atakami nie byli w stanie poważnie zagrozić ekipie Lechii, która do przerwy miała kilka okazji do przećwiczenia gry z kontrataku. W przerwie trener Probierz przeprowadził trzy zmiany, co pomogło o tyle, że optycznie gospodarze sprawiali wrażenie, iż mają na boisku przewagę. Nic jednak z niej nie wynikało, natomiast lechiści z każdą kolejna kontrą czyli pod bramką strzeżoną przez Karola Niemczyckiego coraz większe zagrożenie. W 79. minucie prowadzący spotkanie sędzia Krzysztof Jakubik za drugą w tym spotkaniu żółtą kartkę wyrzucił z boiska obrońcę „Pasów” Michała Gardawskiego, co zespół Lechii natychmiast wykorzystał zdobywając drugą bramkę. Przy tym trafieniu asystę zaliczył Pietrzak, a bramkarza „Pasów” pokonał najlepszy na boisku Maciej Gajos. Już w doliczonym czasie gry rozbity psychicznie zespół gospodarzy „dobił” dawny zawodnik krakowskiego klubu Jaroslav Mihalik, który wykorzystał podanie Conrado i ustalił wynik spotkania na 3:0.
Błaszczykowski załatwił Lecha
Zespół Lecha Poznań jako jedyny w ekstraklasie musiał do grudnia godzić grę na krajowym podwórku z występami w fazie grupowej Ligi Europy. Trener „Kolejorza” Dariusz Żuraw w rozegranym w środku tygodnia zaległym meczu z Pogonią Szczecin musiał radzić sobie bez ośmiu kontuzjowanych piłkarzy, a w sobotnim meczu z Wisłą Kraków do listy nieobecnych w kadrze z powodu urazów graczy dołączyli kolejni – stoperzy Thomas Rogne i Djordje Crnomarković oraz najskuteczniejszy strzelec zespołu Mikael Ishak. Ale nowy trener ekipy „Białej Gwiazdy” Peter Hyballa też miał poważne luki w kadrze, bo za przekroczenie limitu żółtych kartek musieli pauzować Michal Frydrych i Maciej Sadlok, a sześciu innych graczy leczyło kontuzje. W tej sytuacji po dłuższej przerwie w kadrze meczowej pojawił się Jakub Błaszczykowski, który jednak zaczął mecz na ławce rezerwowych.
Do przerwy emocje były tylko w 42. minucie gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski odgwizdał rzut karny dla gospodarzy, który jednak po analizie VAR anulował. Po zmianie stron lechici mocno przycisnęli wiślaków i wydawało się, że lada moment zaczną strzelać gole. Ale wtedy w 53. na boisku pojawił się Błaszczykowski, który w 68. minucie przesądził o wygranej wiślaków. Bramkarz Lecha podał piłkę do lewego obrońcy Wasyla Kraweca, ale ukraiński piłkarz fatalnie przyjął piłkę, która trafiła do Błaszczykowskiego. Współwłaściciel krakowskiego klubu nie zmarnował okazji i strzałem przy słupku pokonał bramkarza Lecha. Potem jednak bohaterem w krakowskiej drużynie był już tylko bramkarz Mateusz Lis, broniący skutecznie i z dużym szczęściem liczne strzału piłkarzy „Kolejorza”. To dzięki niemu wiślacy utrzymali korzystny wynik do ostatniego gwizdka sędziego.
W Lechu po tej porażce z pewnością będzie nerwowo, a trenera Żurawia jeszcze przed świętami czekają trudne rozmowy z szefami klubu. Jeden ligowy punkt zdobyty w trzech ostatnich spotkaniach to może nie jest powód do zwolnienia z posady, ale władze poznańskiego klubu będą chciały usłyszeć od szkoleniowca jakie ma pomysły na drugą część rozgrywek. „Kolejorz” ma już dużą stratę punktową do czołówki, więc jeśli chce liczyć się w walce o czołowe lokaty, a wiadomo, że chce, w pozostałych do rozegrania 16 kolejkach nie może już pozwolić sobie na słabsze występu w żadnym meczu.

PKO Ekstraklasa: Już zamykają stadiony

W weekend po przerwie do gry wraca nasza piłkarska ekstraklasa. Mecze 7. kolejki odbędą się przy zaostrzonym reżimie sanitarnym, a spotkanie Stali Mielec z Wisłą Kraków zostanie rozegrane bez publiczności.

W związku z tym, że cały kraj znalazł się w żółtej strefie, stadiony będą mogły być wypełnione maksymalnie w 25 procentach. Na niektóre obiekty kibice w ogóle mogą nie zostać wpuszczeni. Taka sytuacja już ma miejsce w Mielcu. W niedzielę Stal zagra z Wisłą Kraków przy pustych trybunach. Powodem jest to, że powiat mielecki znalazł się w tzw. strefie czerwonej zagrożenia epidemicznego. Wzrost liczby zakażeń w całym kraju może jednak listę zamkniętych stadionów znacznie wydłużyć.
Zestaw par 7. kolejki PKO Ekstraklasy. Sobota: Cracovia – Piast Gliwice, godz. 15:00; Górnik Zabrze – Raków Częstochowa, godz. 17:30; Jagiellonia Białystok – Lech Poznań, godz. 20:00. Niedziela: Wisła Płock – Śląsk Wrocław, godz. 12:30; Stal Mielec – Wisła Kraków, godz. 15:00; Legia Warszawa – Zagłębie Lubin, godz. 17:30. Poniedziałek: Podbeskidzie Bielsko-Biała – Warta Poznań, godz. 18:00; Lechia Gdańsk – Pogoń Szczecin, godz. 20:30.