Wyszyński nieświęty

Kolejny polski duchowny wchodzi na ołtarze Kościoła katolickiego. Polskie media zachłystują się w peanach nad osobą kard. Stefana Wyszyńskiego – bo to właśnie on został 12 września beatyfikowany w stołecznej Świątyni Opatrzności Bożej.

Zachwytów nie mąci fakt, że sama konotacja świętości we współczesnym świecie mocno przybladła. Oczywiście tego przyczyną są skandale różnego rodzaju, zwłaszcza obyczajowe i korupcyjne, trapiące Kościół rzymski. Nagminnie goszczą one na łamach mediów. Dotyczą one także kanonizowanych i beatyfikowanych – czyli świętych i błogosławionych mających stanowić wzorce moralno-osobowych wg nauki Kościoła – w rodzaju Matki Teresy z Kalkuty, założyciela Opus Dei Escrivy de Balaguera czy samego Jana Pawła II.

Beatyfikacja (z łac. beatificare – wyróżniać) – to akt wydawany przez Kościół katolicki, uznający osobę zmarłą za błogosławioną, zezwalający na publiczny kult, ale o charakterze lokalnym (np. w diecezji czy państwie). Wydawany jest po pozytywnym przeprowadzeniu procesu beatyfikacyjnego. Beatyfikację – stanowiącą niejako niższy stopień kultu i jest zazwyczaj wstępem do kanonizacji (czyli uznaniem pełnej i globalnie czczonej świętości) – zatwierdza papież.

Większość czytelników „Trybuny” mniej lub bardziej zna meandry kariery kościelnej i politycznej – tak to trzeba nazwać – kard. Stefana Wyszyńskiego, długoletniego Prymasa Polski (1948-81). Związana jest ona nierozerwalnie z najnowszymi, powojennymi dziejami Polski Ludowej. Nie będę więc wspominać powszechnie kojarzonych faktów, nawet jeśli w ostatnich latach (po 1989 r.) przedstawiano je najczęściej w mitycznej, nierzeczywistej, mocno zakłamanej formie. „Dziękujemy” za to IPN-owi i zwierzęco-antykomunistycznym środkom masowej komunikacji. dla nich historię Polski rysuje się wyłącznie wedle schematu „czerni i bieli”. Oczywiście – czerń ma utożsamiać rządzących Polską do 1989 tzw. „komunistów”. Bez rozróżnienia niuansów, czasów i ewolucji jakim podlegała władza w PRL. Tak rysuje się też hagiografię, publicznie i powszechnie przedstawiającą postać i działania Stefana Wyszyńskiego na przestrzeni upływającego czasu . Bo on też się zmieniał, ewoluował, dostosowywał się do okoliczności. Jak każdy człowiek, a polityk (tej rangi) przede wszystkim.

Wyszyński był nieodrodnym synem polskiej wsi i takiej religijności, by nie rzec – pobożności. Charakteryzującej się od zawsze manifestacyjną, ludową, plebejską formą wiary religijnej. Bardzo specyficzną dla społeczności rolniczych i tradycjonalistycznych. To był twardy i mocno zmurszały – jak nawet na lata poprzedzające Vaticanum II – konserwatyzm. Stąd się u niego brał dewocyjny kult Matki Jezusa. Było to żywe echo dawnych, przed-chrześcijańskich kultów płodności i Matki Ziemi, ubranych oczywiście w katolicki sztafaż liturgii, kultu i specyficznej dewocji. Ma się ono dobrze do dziś w całej, ludowej wiejsko-małomiasteczkowej formie kultu maryjnego.
Z tym wiąże się także prymasowska konserwatywnie, zachowawczo uzasadniona niechęć do „nowinek”, jakie niosły czasy poprzedzające II Sobór Watykański, wobec głównych kierunków soborowej debaty, której wektory nadawali tzw. „progresiści” (zwłaszcza jeśli chodziło o hasła-klucze Jana XXIII reform w Kościele: accomodata renovatio i aggiornamento – czyli uwspółcześnienie Kościoła i jego nauki) oraz czasów burzy i naporu, jakie wstrząsnęły Kościołem i katolicyzmem – zwłaszcza na Zachodzie Europy i w Ameryce Łacińskiej – po Soborze. Na tym tle, w warstwie teologiczno-praktycznej przebiegał konflikt (skrywany i o którym się dziś mało mówi) między Wyszyńskim a tzw. „katolicyzmem otwartym”, reprezentowanym w czasach przedsoborowych, podczas trwania Soboru i po nim (gdy przyszła pora na praktyczne wdrażanie uchwał soborowych) przez środowiska proreformatorskie wewnątrz polskiego katolicyzmu.

Chodzi przede wszystkim o krakowski Znak

Jerzy Turowicz i spółka byli entuzjastami kierunków rozwoju, jakie miało nadać Kościołowi i jego nauce Vaticanum II. Tymczasem Wyszyński oraz gros polskiego episkopatu byli „chłodno wycofani” wobec tych pomysłów i prób drobnych nawet reform w Kościele. I przyczyną tego nie był fakt, iż Polską rządzili wówczas „komuniści”. Powtórzę – wynikało to z ich konserwatyzmu, tradycjonalizmu i owej dewocyjno-bigoteryjnej religijności, pozbawionej indywidualizmu w kontakcie wierny – Absolut, subiektywnego i krytycznego stosunku do wiary oraz personalnej realizacji jej zasad. W takim bowiem wymiarze maleje znaczenie kapłana, tak mocno podkreślane w polskiej religijności, której hołdował m.in. Wyszyński. I to jest też przejaw polskiego klerykalizmu. Tu należy również szukać współczesnych problemów Polski z nad-obecnością Kościoła w przestrzeni publicznej i negatywnego stosunku wielu hierarchów oraz lwiej części duchowieństwa do demokracji, wolności obywatelskich, swobód obyczajowych. .

Nawiasem mówiąc – m.in. dlatego lata pontyfikatu Karola Wojtyły wielu zachodnioeuropejskich, progresywnie nastawionych teologów i filozofów katolickich (i nie tylko oni, ale także znawcy tematyki kościelnej oraz grono krytycznych i obiektywnych watykanistów) słusznie i zasadnie uznało za regres w stosunku do czasów soborowych. Jan Paweł II to nieodrodny syn polskiego katolicyzmu i takiej też wersji Kościoła – w efekcie niektórzy obserwatorzy pisali nawet o powrocie do czasów „Piusów”.

Wracając do ewolucji, jakiej podlega każdy człowiek wraz z upływem czasu: nie inaczej było ze Stefanem Wyszyńskim. Oto w latach 30. XX wieku młody ksiądz Wyszyński, będąc redaktorem naczelnym katolickiego miesięcznika diecezji włocławskiej „Ateneum Kapłańskie” opublikował ponad 100 tekstów, z których większość zahaczała o problemy zderzenia katolickiej nauki społecznej, z potężnymi zagadnieniami społecznymi, wywołanymi głębokim kryzysem gospodarczym, masowym bezrobociem i brakiem sprawiedliwości społecznej trawiącymi II RP. Tu widzimy źródła jego socjalnych zainteresowań, ale w perspektywie … narodowej. Dziś publikowane w mediach panegiryki ukrywają skrzętnie jego narodowo-socjalistyczne fascynacje sprzed wojny. Wyszyński nie krył bowiem zachwytu nad rozwiązaniami na szeroką skalę zastosowanymi w III Rzeszy. Taki był wówczas trend w Europie. Oto kilka przykładów i cytatów:

  • „Dzisiejsza Trzecia Rzesza podjęła tytaniczną próbę realizacji wielkich idei, które mają przynieść odrodzenie ludzkości. (…) Rasizm kryje w sobie pewne zdrowe myśli, które dotychczas znane były tylko w szczupłym gronie lekarzy i biologów. Dziś przyszedł czas na ich rehabilitację” (Ateneum Kapłańskie, nr 1938, z. I s. 23)
  • „Rasizm kryje w sobie pewne zdrowe myśli, które dotychczas znane były tylko w szczupłym gronie lekarzy i biologów. Dziś przyszedł czas na ich rehabilitację” (tamże)
  • „Zasady wychowawcze nacjonalizmu niemieckiego są WZORCEM dla innych narodów. W nacjonalizmie odbija się dusza Niemiec” (Ateneum Kapłańskie, 1937, z. I, s 152).
    O stwierdzeniach jawnie zahaczających o antysemityzm pojawiających się w tym periodyku (zresztą jak w wielu katolickich i narodowych publikatorach) nie warto wspominać. Pisał na ten temat m.in. Przemysław Prekiel w tekście pt. „ONR-u rasizm na sztandarach” („Nigdy Więcej”, wiosna-lato 2014). Co oczywiście nie przeszkadzało potem, w czasie wojny, Wyszyńskiemu pomagać ściganym i prześladowanym powszechnie obywatelom polskim pochodzenia żydowskiego.
    To w tych narodowych – niesłychanie tradycjonalistycznie pojmowanych – wartościach należy szukać źródeł takich słynnych wystąpień publicznych kard. Wyszyńskiego, już jako Prymasa Polski, gdy jawnie poparł władze Polski Ludowej. Rozumiał, że było to w interesie państwa polskiego, zachowania spokoju społecznego i dalszego rozwoju kraju. To październik 1956, kiedy po wyjściu z internowania Prymas otwarcie apeluje o poparcie programu jaki niosła osoba Władysława Gomułki, ówczesnego I Sekretarza PZPR i autentycznego w owym czasie przywódcy Polski. Tu także należy zakwalifikować niemniej słynną homilię na błoniach jasnogórskich w gorących dniach sierpnia 1980 i apel o rozwagę oraz odpowiedzialność nie tylko ze strony władzy, ale i strajkujących pracowników. Krotko mówiąc – Wyszyński mimo swego konserwatyzmu i antykomunizmu był propaństwowcem. W starym, -XIX wiecznym stylu z rolą Kościoła jako najważniejszej siły w państwie i społeczeństwie.
  • Na zakończenie dwie refleksje. Tu, w takich uwarunkowaniach i wizjach świata, Polski, człowieka – tkwią źródła sukcesu Tadeusza Rydzyka i jemu podobnych kapłanów. Ich świat jest po prostu inny, nowoczesnym być nie może. Brakuje nim jednak, mimo wszystkich ograniczeń i antymodernizmu, szerszego spojrzenia na państwo i społeczeństwo, jakim dysponował Wyszyński. Inne były czasy, inne wyzwania. Co oczywiście nie determinuje ewentualnego zachowania w warunkach demokracji po 1989 r. To są jedynie luźne przypuszczenia.
    I druga refleksja. Oto dwie, niesłychanie ważne dla dziejów Polski w II połowie XX wieku, dla historii Polski Ludowej, osobistości życia publicznego, przedstawiane na zasadzie absolutnej antynomii i walki – czyli Wyszyński i Gomułka – osobowościowo, mentalnie, w sposobach widzenia świata i ludzi są niesłychanie do siebie zbliżone. Mimo politycznych różnic i personalnych doświadczeń. Bardzo podobne, gdyż wyrosłe z tej samej gleby polskiego konserwatyzmu i tradycji. Paradoks – nie, samo życie.

„Dobro Rzeczypospolitej zawsze mieć przed oczyma” (cz. II)

   „Wychowanie młodego pokolenia w duchu miłości do dziejów ojczystych, ma olbrzymie znaczenie dla przyszłości Narodu”.

  kard. Stefan Wyszyński

    „Prymas był człowiekiem wielkiego rozumu, serca i odpowiedzialności”

    gen. Wojciech Jaruzelski

Proces beatyfikacyjny Sługi Bożego Stefana Kard. Wyszyńskiego trwał od maja 1989 r. Fakt, że gen. Wojciech Jaruzelski złożył w nim zeznania, będąc ciężko chorym – niech będzie dla Państwa zachętą do kolejnego „spojrzenia” na Prymasa Tysiąclecia, jako „duchowego sługi” dobra Polski. Znamiennym wyrazem tej „służby” jest taki fakt. Podczas mszy św. dla Polonii w RFN (1978 r.), jej uczestnicy zaśpiewali „Boże coś Polskę” ze słowami – „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”. Prymas powiedział zebranym -„Niewłaściwie śpiewacie tę pieśń. Zalecamy w naszych kościołach śpiewanie w oryginalnej treści: Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”. Sens tłumaczył tak -„Choć nie wszystko nam się w tej Ojczyźnie podoba, ale jest to nasza Ojczyzna”. Może w „dniach beatyfikacji” warto postawić – dla niektórych obrazoburcze pytania – a czy dziś „wszystko nam się podoba, czy nie jest to dla nas nasza Ojczyzna”? A czy PRL nie powinna być „naszą Ojczyzną” dla młodego pokolenia Polaków, zważywszy – jak mówił Prymas – na „ducha miłości do dziejów ojczystych”. Co my, „dużo starsze” i sędziwe pokolenie możemy tu jeszcze uczynić – pomyślmy!

Prymas o Partii

Nikt zapewne nie zdziwi się, że Prymasowi „ nie podobała się w Ojczyźnie” działalność Partii. Ale nie stawiał na pierwszym miejscu „swobody religijnej”, jak dziś powiedzielibyśmy. Na uwadze miał cele wyższe. Prymas spotkał się z Edwardem Gierkiem w listopadzie 1979 r. Wręczył memoriał – nie konsultowany z Episkopatem, gdzie wytykał błędy, nieprawidłowości w postępowaniu władz.  Rozmawiając z Generałem w Natolinie 26 marca 1981 r., m.in.  stwierdził -„Nie mam powodu do adorowania partii. Ale w tym ustroju, w tym bloku jest ona realnością, po prostu musi istnieć. Aby tak było, partia musi być na poziomie, musi być zdrowa, silna. Inaczej zniknie, a blok da nam inną. Gierek w tej sprawie nic nie zrobił. A przecież można było uniknąć wielu zapalnych punktów. Można było uniknąć niezadowolenia społecznego”. Oczywiste są te racje. Szerszy horyzont patrzenia Kierownictwa Partii na sprawy robotnicze mógłby spowodować uniknięcie wydarzeń w Radomiu i Ursusie. Tak patrząc, można domniemywać uniknięcia groźby interwencji radzieckiej w sierpniu – wrześniu 1980 r., o czym nikt u nas nie wiedział (pisałem „Ściśle tajny dokument”). Dekada lat 80-tych dowodzi, że ta Partia,  choć „chwiejnego zdrowia”, jej reformatorskie skrzydło na czele z Generałem, doprowadziło do Okrągłego Stołu i do historycznych przemian. Ale na początku lat 80- tych pozycja Partii była słaba. 

 Stanisław Kania, na posiedzeniu BP KC PZPR, 8 lutego 1981, złożył relację z rozmowy z Prymasem w dniu 7 lutego: „Wyszyński uważa, że w Polsce musi być silna władza, że Polska jest związana z blokiem socjalistycznym, że musi być partia, która winna sama się regenerować. Jeśli zaś partia miałaby się rozsypać, to wówczas musiałaby powstać nowa partia. On, Prymas Polski opowiada się za obecną partią, ale zmienioną. Partia gwarantuje władzę i spokój”. Kto po 40 latach poda argumenty, dowody, że oceny Prymasa w ówczesnej sytuacji nie miały realnych  i racjonalnych podstaw? Od lipca- homilia na Jasnej Górze, do lutego – czas tej rozmowy wykazał, że przed Partią staje historyczne wyzwanie – „zagwarantować spokój”. Po latach z westchnieniem Generał wypowiedział myśl- gdyby żył Prymas Tysiąclecia, nie doszłoby do stanu wojennego.

Prymas o Polsce i Solidarności.

„Czas Solidarności” narzucił nie spotykane dotąd tempo biegu naszej, polskiej historii. Choć fragmentarycznie pisałem poprzednio – korzystam z Państwa sugestii –  dla chronologicznej ciągłości przypominam te fakty.

Jasna Góra, 26 sierpnia 1980 r.  : 

„W tej chwili przyszła na naszą Ojczyznę godzina rachunku. Jeśli się obudzi w nas świadomość odpowiedzialności za Naród, to musi się z tym wiązać poczucie  odpowiedzialności za życie każdego z nas, za życie naszej rodziny, całego Narodu i Państwa. Odpowiedzialność jest wspólna, bo wspólna jest i wina”…

„To wszystko wymaga rozwagi, roztropności, ducha pokoju i pracy. Bez tego nie ma właściwego rozwiązania sytuacji, pomimo najsłuszniejszych racji, jakie moglibyśmy przytoczyć” 

„Żądania mogą być słuszne i na ogół są słuszne, ale nigdy nie jest tak, aby mogły być spełnione od razu, dziś. Ich wykonanie musi być rozłożone na raty. Trzeba więc rozmawiać: w pierwszym rzucie wysuwamy żądania, które mają podstawowe znaczenie, w drugim rzucie następne. Takie jest prawo życia codziennego…Musimy mieć roztropność kierowniczą … Brońmy się przez wypełnianie swoich obowiązków. Gdy je wypełnimy, będziemy mieli tym większy tytuł do postulowania naszych praw”… 

 „Pamiętajcie, jesteśmy narodem na dorobku. Doszliśmy do wolności przez gruzy. Jeszcze jako nowo mianowany biskup Warszawy szedłem do swojej katedry, prokatedry po stertach gruzów. Polska odrodzona przez cierpliwość i pracę odbudowała sprawnie Warszawę, Gdańsk, Wrocław, Poznań i tyle innych miast zrównanych z ziemią. Ale nie nastąpiło to od razu. Dużo pozostało do zrobienia. Trzeba ciągle zwielokrotniać wysiłek pracy, pogłębiać jej poziom moralny, poczucie odpowiedzialności zawodowej, ażeby nastąpił należyty ład i porządek”…

    Prymas, czując odpowiedzialność za Ojczyznę – wzywał ze „świętego miejsca” do:

– „odpowiedzialności za życie każdego z nas, za życie naszej rodziny”. Ta gorzka refleksja, sprawdziła się w grudniu, gdy miliony Polaków, także i strajkujących członków Solidarności stanęło przed widmem śmierci z głodu i zimna. Z goryczą oceniał Generał – gdyby „mitygujące wskazówki… prymasa Wyszyńskiego… Glempa”, zrozumieli „wszyscy działacze Solidarności”, wówczas stan wojenny nie byłby potrzebny. Ze zdumieniem i dozą wstydu, wypada zapytać- czyżby członkowie Solidarności nie znali tej banalnej prawdy, żeby strajkować, protestować czy głosić wzniosłe idee i pisać „patriotyczne narracje”- trzeba być najpierw sytym, najedzonym. A potem-trzeba żyć by głosić romantyczne wizje, mądrze, racjonalnie dążyć do urzeczywistnienia.  Godzi się zapytać działaczy i doradców Solidarności-czy tego nie wiedzieli w latach 1980-1981? Dlaczego wciąż tępy upór Solidarności ma uznanie, a rozum spotyka pogarda?;

– przypominał, że „wspólna jest i wina”, czyli władzy, partii i strajkujących robotników; 

– wzywał do „rozwagi, roztropności, ducha pokoju i pracy”. Kto czytelnie wskaże ile razy, gdzie i kiedy cechy te dobitnie wykazywało w praktyce Kierownictwo Solidarności?; 

– uczył MKS i strajkujących, że wykonanie słusznych żądań musi być rozłożone na raty. Czy i kiedy z tej rady Solidarność skorzystała?;

– przypominał przeszłość, gruzy Warszawy! Polska odrodzona przez cierpliwość i pracę odbudowała sprawnie Warszawę, Gdańsk, Wrocław, Poznań i tyle innych miast zrównanych z ziemią. To zarówno „ku pamięci”, jak i przestrodze, by nie spowodować kataklizmu zniszczenia. Tylko władza pamiętała te bolesne doświadczenia. Kto o tym uczciwie mówi młodzieży?

Głos rozwagi i … przygany

    26 sierpnia 1980 r. ukazał się komunikat Rady Głównej Episkopatu Polski, w którym czytamy -„Osiągnięte porozumienia poparte odpowiednimi gwarancjami, powinny zakończyć strajki, aby normalne funkcjonowanie gospodarki narodowej i życia społecznego w pokoju stało się możliwe. Porozumienia powinny być dotrzymane przez obie strony w myśl zasady: Pacta sunt servanda”. Zachęcam Państwa do własnej oceny „dotrzymania” 21 postulatów przez Solidarność i władzę. Odważcie się, „czując błogosławieństwo” Prymasa w „tych dniach” – podzielcie się z  dziećmi i wnukami swoją roztropną i rozważną oceną w „duchu miłości do dziejów ojczystych”.

Podczas posiedzenia Rady Głównej Episkopatu Polski, we wrześniu 1980 r., Prymas:

– poddał pod rozwagę myśl – „Nawet w takiej sytuacji, w jakiej znalazł się naród, trzeba unikać wszystkiego, co mogłoby nas doprowadzić do krwawych porachunków wewnętrznych i do interwencji obcej. Wolę utrzymywać, że interwencja obcych sił – tanków sowieckich- jest możliwa, choćbym miał się omylić, niż narazić się na to, by choć jeden chłopiec Polski zginął podniecony pewnością, że Moskale nie naruszą granic Polski”. Czyżby ten światły Prymas we wrześniu – miesiąc po podpisaniu porozumień- już przewidywał walkę bratobójczą, „krwawe porachunki wewnętrzne”, które Solidarność inspirowała a nie zdążyła podjąć. Dzięki Generałowi i obywatelskiej postawie Wojska Polskiego, „Moskale nie naruszyli granic Polski” i ani „jeden chłopiec Polski nie zginął”; Kto będzie to pamiętał w grudniu 2021 r.;

– odpowiedział na dezaprobatę jasnogórskiej homilii ze strony części kościelnej hierarchii. „Po pierwsze – to, co mówiłem, uważam za uzasadnione i słuszne. Po drugie – jeśli miałbym jeszcze raz wystąpić, powiedziałbym to samo. A po trzecie – błogosławię waszą roztropność”. Wyjaśnił biskupom – „Jednym się wydawało, że za mało Prymas mówi >pod rząd<, innym znów, że za mało mówi >pod stoczniowców<. Prymas nie mówi ani pod rząd ani pod stoczniowców, tylko do rozumnych dzieci narodu. Narodowi na tym etapie wystarczyło spokojnie, bez złudzeń powiedzieć tylko tyle”.

7 września 1980, Warszawa, spotkanie z Lechem Wałęsą

Tydzień po podpisaniu 21 postulatów, w Warszawie Prymas przyjmuje Lecha Wałęsę z delegacją, w której jest ks. Henryk Jankowski. Kładzie akcent na sprawy związkowo- robotnicze. Przypomina i wyjaśnia, co mówił na Jasnej Górze -„Musimy mieć roztropność kierowniczą …Brońmy się przez wypełnianie swoich obowiązków. Gdy je wypełnimy, będziemy mieli tym większy tytuł do postulowania naszych praw”. Czyżby już wtedy, zaledwie tydzień, po głośnym podpisaniu porozumień sierpniowych i noszeniu Lecha Wałęsy na robotniczych rękach, po mszy św. w Kościele św. Brygidy, Prymas przewidywał brak „roztropności kierowniczej” i „boczenie” się związkowców na „wypełnianie swoich obowiązków”? Faktem jest, że Solidarność postulatów miała mnóstwo, niczym św. Mikołaj prezentów dla dzieciaków. Pamiętam rozmowę z Generałem podczas której wspominał „dobre rady” Solidarności, by tylko władza je realizowała. 

10 listopada1980  Warszawa, rejestracja Solidarności

Prymas delegacji panny „S” radził – „Chociaż mielibyście różne pokusy natury politycznej, pamiętajcie, że pierwszym waszym celem jest realizacja zadań społeczno -zawodowych: obrona środowiska pracy, warunków higieny i bezpieczeństwa pracy, przestrzegania kodeksu pracy, ustawodawstwa społecznego. Obrona człowieka pracującego-to jest wasze najważniejsze zadanie … Nadrzędnym celem wszelkiej działalności winien być interes Ojczyzny i rzetelna praca dla wszystkich ludzi, dla dobra Polski”. Warto zapytać KKP Solidarności –  jak w latach 1980-1981 rozumieli „w praktyce” interes Ojczyzny, który w różnych odniesieniach i znaczeniach przywoływał i tłumaczył Prymas? Chyba Naród zasłużył na taką prawdę po 40 latach! 

Warszawa, 19 stycznia 1981 r. 

Tego dnia, Prymas spotkał się z Lechem  Wałęsą i delegacją Solidarności. Wyjaśniał im- „Można w odruchu bohaterskim oddać swoje życie na polu walki, ale to trwa krótko. Większym niekiedy bohaterstwem jest żyć, trwać, wytrzymać całe lata… W sytuacji, w jakiej znajduje się Polska, przeprowadzenie właściwej linii ku sprawiedliwości społecznej, aby uruchomić wszystkie prawa człowieka, osoby ludzkiej, a szczególnie prawa społeczne, organizacyjne, zawodowe-wymaga nie lada wysiłku, cierpliwości i rozwagi. Wymaga też nieustannego wiązania waszych najskuteczniejszych porywów z dobrem Rzeczypospolitej, które zawsze macie przed oczyma. Na pewno chcielibyście osiągnąć bardzo wiele. Aby chcieć wiele i osiągnąć wiele – trzeba mieć dużo cierpliwości na dziś i na jutro. Potrzeba umiejętności przewidywania tego, co jest do zrobienia dziś, a co jutro”. Czy te słowa Prymasa trafiły do „serca” przewodniczącego, doradców i ekspertów- patrząc z dystansu 40 lat, Państwo sami możecie orzec.

Natolin 26 marca 1981 r.

Działalność Solidarności (jeszcze trwał bydgoski incydent), w rozmowie z Generałem Prymas tak  oceniał -„powinna iść po linii społeczno – zawodowej. Napięcia, które się pojawiają, są wręcz irracjonalne. Ludziom trudno zrozumieć, o co idzie. Solidarność to taki romantyczno – renesansowy prąd. Obecnie jednak następuje infiltracja, aby uczynić z niej ruch polityczny. To jest obce, narzucane z zewnątrz. Wałęsa to rozumie. To człowiek dobrej woli, ale wpływy z zewnątrz, zwłaszcza KOR-owskie, popychają go niekiedy do niefortunnych posunięć”. Były to dla Generała istotne uwagi, głównie odnośnie postrzegania Solidarności w społeczeństwie, roli KOR-u i wpływu jego doradców na przewodniczącego oraz dające wiele do myślenia „wpływy zewnętrzne”. Czyżby Prymas „coś wiedział” o „radach Zachodu” i finansowym wsparciu?

Celną uwagę uczynił odnośnie rolników.„Byłoby źle, gdyby te dwie Solidarności, miejska i wiejska, podały sobie ręce. Na zasadzie instrumentalnego wspierania – tej wiejskiej przez miejską. Im szybciej wiejską uznamy, tym bardziej będzie ona samodzielna… trzeba szukać sojuszników, a nie walczyć…Chłopi będą sprzymierzeńcami…To uspokoi wiele milionów ludzi”. Zrozumienie Generała dla tego wywodu, Prymas odczytał i przekazał jako zgodę władzy!  Wtedy ZSL przyjął z przekąsem. Chciał spokoju na swoim terenie, to oczywiste, tylko szczegół – wieś to nie PGR-y, gdzie byli „pracownicy rolni”, a nie chłopi w tradycyjnym rozumieniu. Ciekawe, co po 40- latach powiedzą ich spadkobiercy – obecne PSL! 

    Warszawa, spotkanie 27 marca 1981

    Dzień po spotkaniu z Generałem, a 3 dni przed generalnym strajkiem okupacyjnym, znów Prymas spotkał się z Lechem Wałęsą. Radził – „Słuszne wydaje się rozłożenie waszych zadań na raty…Ale na razie najpilniejsza sprawa jest ta, abyście panowie chcąc wiele, nie stracili tego, co macie dziś… To nie jest oczywiście największa cnota: męstwo. Największą cnotą jest miłość, ale także roztropność i rozwaga… Wstrzymujemy się od środków tak kosztownych, jakim może być strajk generalny, który tak łatwo jest zacząć, ale skończyć bardzo trudno”. Lech Mażewski spotkanie ocenił jako „uratowanie” Solidarności, choć – „pęd solidarnościowych działaczy do konfrontacji z władzą, został ograniczony jedynie na krótko”.

Warszawa, kwiecień 1981 r.

 Prymas 2 kwietnia spotkał się z delegacją Solidarności „miejskiej” i „wiejskiej”. Radził im – „Musicie teraz uporządkować swoją organizację, umocnić się, stworzyć aparat administracji związkowej, przeszkolić ludzi do tych zadań, dać im wykształcenie z zakresu polityki i etyki społecznej, polityki rolnej, kodeksu pracy, wszystkich obowiązków i praw, które ten kodeks daje. I dalej pracować. Przyjdzie czas, wpierw czy później, że nie tylko postulaty społeczno-zawodowe, ale i inne będą na pewno osiągnięte przez potężny ruch Solidarności przemysłowej i Solidarności Związków Zawodowych Rolników Indywidualnych”. Życzył im „ażeby działali cierpliwie. My w Polsce nie możemy się awanturować, bo nie jesteśmy sami… Możemy powiedzieć, iż obok władzy partyjnej, jest w Polsce władza społeczna. Dowody na to mieliśmy 27 marca. Dzięki Bogu, nie było innego dowodu, a mianowicie zapowiadanego strajku generalnego. Tego należało uniknąć. Chociaż bowiem moralnie jest uzasadnione prawo użycia tego środka przez ludzi broniących się, jednakże zawsze środki muszą być proporcjonalne do zamierzeń, do zadań i osiągnięć … Zawsze układajcie to tak, żeby była ta proporcja  między postulatem, wymaganiem, a środkiem, który się będzie stosowało. Żeby do ptaków nie strzelać z granatów”. Prawda, że ciekawe skojarzenie, „strzelanie z granatów”. Na jak długo zapamiętane, kto z Państwa wie? To podczas tej rozmowy poinformował gości o możliwości rejestracji ich Związku- NSZZ RI, w niezbyt odległym czasie. Stało się to 10 maja.

    Refleksje… na dziś też

Uważna obserwacja poczynań Prymasa i Solidarności, pozwoliła na tę ocenę: Mieczysław Rakowski –Lech Wałęsa i koledzy Słowa prymasa przyjmowali z uwagą, a może i szacunkiem, ale gdy tylko wychodzili z posłuchania, górę brał duch konfrontacji”. Generał „Kościół był bowiem chętnie słuchany, kiedy sprzyjał działaniom skierowanym przeciwko władzy. Wszędzie tam, gdzie starał się powstrzymywać, mitygować- jego możliwości były na ogół ograniczone”. 

Prymas – 27 stycznia1980 r. w „Pro memoria” zapisał taką ocenę – „Nie trzeba zmniejszać czujności Narodu i nie uzbrajać go w awanturniczą gotowość do wszelkich porywów, by nie dopuścić do przelewu krwi. Moskale, dla obrony Bloku i wygodnej linii strategicznej, gotowi są uczynić wszystko, a nawet poświęcić Polskę. Istnieje atawizm historyczny, mający swoją siłę, nie dający się okiełznać. Słowem, nie wolno ryzykować życia młodych Polaków w beznadziejnej walce ze wschodnim mocarstwem, a z pewnością nie należy niczego czynić co mogłoby prowadzić do takiej sytuacji.” Dwa miesiące później, w rozmowie z Generałem użył takiej metafory – „Jeżeli człowiek stoi w jakimś pomieszczeniu, to nie może jednocześnie opierać się o dwie przeciwległe ściany. Kraj nasz znajduje się jak gdyby między dwiema ścianami- germańską i słowiańską. Polska w tej sytuacji powinna opierać się o ścianę słowiańską”. Dyplomatyczny język – „ściana słowiańska”, a jak wiele znaczący i wiele świadczący o wzajemnym rozumieniu! Pozwólcie Państwo „wybiec” tu 2 lata naprzód, Belweder 17 czerwca 1983. Papież tą samą myślą rozpoczyna prywatną rozmowę- „Panie Generale, na Boga, wiem, że jest Pan człowiekiem uzależnionym od Moskwy”. Tę umiejętność obrony racji Polski, okrywa wzniosłym tytułem- „ale przecież jest Pan także patriotą”! Bądźcie Państwo łaskawi zwrócić uwagę jesienią na krytyków stanu wojennego. Czy dostrzegą to uznanie złożoności sytuacji i mądrości Generała – przez Błogosławionego Prymasa i Świętego Papieża. A druga – „ściana germańska”, co obie niosą dziś.

Kilka myśli Prymasa – pod rozwagę

    Nie ilość decyduje o prawie do bytu, ale jakość tej więzi, która zespala ludzi.

                                    Warszawa, 18 lutego 1957

    Nie ma większego nieszczęścia dla Narodu, jak społeczeństwo zastraszone, milczące, nie zdolne do wyznania prawdy!                        Warszawa, 7 kwietnia 1963

    Wychowanie młodego pokolenia w duchu miłości do dziejów ojczystych, ma olbrzymie znaczenie dla przyszłości Narodu.                                                    Warszawa, Wielki Post 1967

    Jak bardzo trzeba czuwać, aby duch Narodu był zdrowy, miłujący, zdolny do ofiar.

                                    Warszawa, 8 września 1969

    Wielką mądrością jest umiejętność czerpania z doświadczeń przeszłości.

                                    Warszawa,4 października 1970

    Kochać Ojczyznę – to znaczy miłować wszystko, co Polskę stanowi

                                    Warszawa, 22 marca 1972

    Mamy jedną Ojczyznę i jej winni jesteśmy miłość, służbę, ofiarę, a nawet śmierć, gdy Bóg tego zażąda!                                                                               Jasna Góra, 1973

    Nie wszystko jedno, jaka Polska będzie dziś i jutro. Już dzisiaj pracować trzeba dla Polski jutra.                                                                                                  Lublin, 12 listopada 1978

    Polska wróciła do praw wolnego państwa, ponieważ nigdy nie utraciła wiary w swoje prawo do wolności.                            Nadarzyn, 21 września 1980

    Polska jest własnością nas wszystkich. Mamy prawo czuć się bezpieczni w Ojczyźnie. 

                                    Nadarzyn, 21 września 1980

Pamiętajcie, serce, chociaż ważne, jest niżej, trochę wyżej jest głowa. 

                                    Warszawa, 10 listopada 1980

Życzę, by dzień beatyfikacji skłonił Państwa do wielu refleksji. Proszę o namysł nad taką – naukami i radami kierowanymi do przywódców partyjnych i państwowych, do nas, Polaków – bez względu na wyznane wartości i przekonania religijne – ten mądry Prymas zasłużył nie tylko na „beatyfikację z Rzymu”, a właściwie na kanonizację z woli naszych głów i serc.

„Dobro Rzeczypospolitej zawsze mieć przed oczyma” (cz. I)

„Dla nas, po Bogu, największa miłość to Polska! Musimy dochować wierności Ojczyźnie i narodowej kulturze!”
kard. Stefan Wyszyński

„Wyszyński był człowiekiem realizmu politycznego, z dużym zrozumieniem dla racji stanu”.
prof. Andrzej Werblan

Przygotowując tę publikację na okoliczność beatyfikacji Księcia Kościoła – 12 września 2021 r. natrafiłem na – moim zdaniem – nie znany szerszemu ogółowi polskiego społeczeństwa, tekst rozważań drogi krzyżowej, jaki Kardynał wygłosił 12 września 1968 r. (53 lat temu, co za zbieg dat!) w Kościele św. Barbary w Warszawie. Uwagę zwraca treść Stacji IX w brzmieniu -„Wydaje się, że to upadek najgłębszy, na twarz, upadek, w którym Chrystus spotyka się z błotem drogi. Upadek zda się beznadziejny, u kresu, pod szczytem góry kalwaryjskiej…

Znają ludzie takie upadki. Taki był upadek Jerozolimy. Może podobny był upadek naszej stolicy… Zda się, już nic nie pozostaje do zrobienia, ale u Boga nie ma rzeczy niemożliwej… Powstał Chrystus z najgłębszego upadku, powstaje niejeden człowiek, który ufa Jego mocy… Mocą takiej ufności, która jest wielką potrzebą społeczną każdego człowieka i każdego narodu, powstały z upadku miliony ludzi. Powstała z gruzów i unicestwienia nasza stolica. Skazani na całkowitą zagładę – powstaliśmy, jesteśmy! … Potrzebna jest Narodowi potężna ufność i wielka nadzieja – matka mądrych. Patrzmy na wzór, jak dźwigać się z beznadziejności”…

Mam świadomość, że każdy z Państwa odczyta treść tej modlitwy wg własnego uznania. Gdyż – jak zapisano w preambule do Konstytucji – „wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga, będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości, wywodzący z innych źródeł”- dostrzegą jasne i czytelne odniesienia do cierpień i strat naszej Stolicy – Warszawy, do naszego Narodu. Skłonią Państwa, do własnych przemyśleń i refleksji. o okresie PRL, od trzech dekad opluwanego. Jest więc właściwym przypomnienie dokonań i zasług Księcia Kościoła dla całego okresu Polski Ludowej. Mądrości i roztropności Osoby ogłaszanej Błogosławionym.

Z biografii Prymasa …

Urodził się (Zuzela, 1901 r.), gdy Polski nie było na mapie Europy. Księdzem został w II RP (1924 r.), biskupem i Prymasem był w PRL. Nie lubił zbytku, był bardzo wrażliwy, troskliwy i kreatywny otwarty i pokorny. Cenił dialog i przyjaźń. Zauważał każdy gest, uśmiech, łzę. Żył ubogo i skromnie. Opowiadał anegdoty, mówił góralską gwarą, kochał zwierzęta. Do swojego kapelana ks. Bronisława Piaseckiego powiedział – „Ty w moim imieniu będziesz przyjmował ludzi na progu domu … Każdy wchodzący ma być uszanowany i wysłuchany”. Woził ze sobą obraz Matki Boskiej Częstochowskiej – z tyłu notował nazwy miejscowości, które odwiedzał. Nigdy nikomu nie przerywał w rozmowie, słuchał uważnie. Pracowity i systematyczny. Każdą chwilę wykorzystywał na pogłębianie wiedzy i czynienie dobra. „Ja nie mam wrogów. Są tylko ludzie, którzy siebie uważają za moich wrogów”. Pogodnie znosił cierpienie choroby na raka, jeździł na inwalidzkim wózku. „Nie mówcie panu kierowcy, że mam taki nowy pojazd, bo mu będzie przykro”. Prosił, by nie modlić się za niego, ale za Jana Pawła II, który postrzelony13 maja 1981 r., w klinice Gemelli walczył o życie. Prymas zmarł pół roku przed wprowadzeniem stanu wojennego, nad ranem 28 maja 1981 r., chcąc jeszcze zaśpiewać „Chwalcie łąki umajone”, ale wyszeptał tylko te słowa…

Powstanie Warszawskie, krew czerwona i … Bierut

Jeszcze będąc w Komańczy, pod datą 1 sierpnia 1956 r. w „Zapiskach więziennych” pisze – „Modlimy się za Powstańców. Jest to bodaj pierwsza rocznica, gdy można mówić o krwi powstańczej i o jej zasłudze dla wolności. Ale Kościół od początku modlił się za Powstańców, bez różnicy światopoglądów i orientacji politycznych. Przecież wszyscy wylewali krew czerwoną: i ci z Armii Krajowej, i ci z Batalionów Chłopskich, i ci z Armii Ludowej”. Czy po 1989 r. rozumiano tę złożoność „koloru polskiej krwi”, a jak jest po 30 latach? Był kapelanem AK Żoliborz – Kampinos, ps. Radwan III i zakładu niewidomych w Laskach. Asystował przy wielu operacjach w szpitalu polowym – prał bandaże i mundury, przenosił i opatrywał rannych i chorych, udzielał duchowej pomocy, organizował prowizoryczne pogrzeby. Jedną z łączniczek niósł na plecach 4 km, po wojnie udzielił jej ślubu i chrzcił dzieci.

Zastanawiające fakty – po upadku Powstania Warszawskiego, do pracującego w szpitalu koło Izabelina ks. Stefana Wyszyńskiego, podeszło kilku lekarzy niemieckich, tu pracujących. Pokazali mu zdjęcie leżącej figury Chrystusa z Kościoła pw. Św. Krzyża, który dłonią wskazuje ocalały na cokole napis -„sursum corda” („w górę serca”). Jeden z Niemców powiedział „Ist noch Polen nich verloren” („Jeszcze Polska nie zginęła”). Tę figurę- odbudowany pomnik, odsłonił 22 lipca 1947 r. Bolesław Bierut, prawdopodobnie w obecności bp Stefana Wyszyńskiego (nie mam pewności). Gdy zmarł Bolesław Bierut, 12 marca 1956 r. ks. Prymas odprawił za niego mszę. „Już teraz odpuszczam memu winowajcy, ufny, że sprawiedliwy Bóg znajdzie w tym życiu jaśniejsze czyny, które zjednają Boże Miłosierdzie”- pisał. Kartkę z jego nazwiskiem, wśród innych, za których się modlił, nosił w brewiarzu do końca życia. Podczas wieczerzy opowiedział dwóm księżom sen z poprzedniej nocy, w którym szedł ulicą Lublina z Bolesławem Bierutem. „Tyle razy w ciągu swego więzienia modliłem się za Bolesława Bieruta. Może ta modlitwa nas związała tak, że przyszedł po pomoc. Oglądałem się za nim we śnie i nie zapomnę o pomocy modlitwy. Może wszyscy zapomną o nim rychło, może się go wkrótce wyrzekną, jak dziś wyrzekają się Stalina – ale ja tego nie uczynię. Tego wymaga ode mnie moje chrześcijaństwo”. A czego wymaga chrześcijaństwo od tego pokolenia Polaków, w ocenie dorobku i krzywd PRL?

Ziemie Zachodnie

„Porozumienie między przedstawicielami rządu Rzeczypospolitej Polskiej i Episkopatu Polski”, podpisane 14 kwietnia 1950 r. zawiera pkt. 3 o treści – „Episkopat Polski stwierdza, że zarówno prawa ekonomiczne, historyczne, kulturalne, religijne jak i sprawiedliwość dziejowa wymagają, aby Ziemie Odzyskane na zawsze należały do Polski. Wychodząc z założenia, że Ziemie Odzyskane stanowią nieodłączną część Rzeczypospolitej, Episkopat zwróci się do Stolicy Apostolskiej, aby administracje kościelne, korzystające z prawa biskupów rezydencjalnych, były zamienione na stałe ordynariaty biskupie”. Tak też się stało. Prymas w październiku 1950 r. wysłał do Rzymu „Memoriał”, w którym m.in. wskazywał, że „powrót Polski nad Odrę i Nysę, to jest zarazem powrót Kościoła na ziemie ongiś sprotestantyzowane, zwłaszcza w Ziemi Lubuskiej i na Pomorzu Zachodnim. Na tych terenach żyje dziś przeszło 7 milionów katolików; pracuje wśród nich prawie 3 tysiące kapłanów…Kościół katolicki wrócił wraz z ludnością polską tu, skąd był przed wiekami wyparty przez reformację luterańską”. Prymas i biskupi przeprowadzili kilka rozmów wyjaśniających w Sekretariacie Stanu, w tym z Ojcem Świętym, „gdzie poświęcono nam wiele uwagi i najlepszej woli zrozumienia naszych oświetleń” – później tłumaczył w prasie. Nie zapobiegło to krytyce prasy partyjnej, niechętnej temu „Porozumieniu”, co wydaje się wręcz nie zrozumiałe, zważywszy na jego pozytywne strony dla ówczesnej władzy. Kto miał w tym i jaki „interes”, trudno doszukać się sensu, nie mówiąc o logice. 9 lipca 1951 r. zachodni alianci opublikowali oświadczenie o „zakończeniu stanu wojny z Niemcami”. W Moskwie i Warszawie starania Prymasa w Rzymie odczytano jako podważanie stosunków z Niemcami i aliantami. Skąd tak błędna ocena, a za tym i fałszywa krytyka Prymasa, nie sposób tego zrozumieć z dostępnych materiałów, nawet po latach.

Z kolei pkt 4 „Porozumienia” stanowił – „Episkopat w granicach sobie dostępnych będzie się przeciwstawiał wrogiej Polsce działalności, a zwłaszcza antypolskim i rewizjonistycznym wystąpieniom części kleru niemieckiego”. Prymas, choć zalecał duchownym rozeznanie sytuacji wśród polskich osadników, sam wybrał się w „pasterską podróż” po Ziemiach Odzyskanych, w połowie listopada 1951 r. Spotkał się z życzliwym, nawet owacyjnym przyjęciem. To też zostało odczytane przez część prasy jako- dziś powiedzielibyśmy- „wchodzenie w kompetencje władzy”. Ale Prymas tę wizytę odczytał jako „odpowiedź społeczeństwa” na rewizjonistyczną propagandę w NRF. Wysłał do rządu 23 stycznia 1952 r. obszerny list wyjaśniający realizację obu punktów tego „Porozumienia” przez Episkopat, m.in. pisząc- że „stanowisko w sprawie przynależności Ziem Zachodnich do Polski nie budzi żadnych wątpliwości i nie może wywoływać dyskusji”, że temu Episkopat „dał wiele dowodów” (są podane). Tu też zawarta jest polemika z krytyką prasy, konkretne wyjaśnienia i odniesienia do zarzutów. To niezwykle interesująca lektura. Udzielił też obszernego wywiadu „Tygodnikowi Powszechnemu”, m.in. mówiąc- „Społeczeństwo polskie jest słusznie zaniepokojone odgłosami propagandy antypolskiej, która coraz silniej podnosi głos przeciwko granicom Polski nad Odrą i Nysą. Podzielamy ten niepokój, bo widzimy w odgłosach antypolskich grozę dla pokoju. A Ojczyźnie naszej tak bardzo potrzeba pokojowej pracy, by zdołała odbudować życie swoje, gospodarcze i zabliźnić rany, zadane naszemu dorobkowi biologicznemu i kulturalnemu. Mielibyśmy nawet prawo oczekiwać od narodu niemieckiego, a zwłaszcza od katolików niemieckich, czegoś innego. Wszak moralność katolicka każe uznać w sumieniu odpowiedzialność za wywołaną wojnę, której ofiarą padła m.in. Polska”. Oczywiście, ani to działanie, ani późniejsze, tak Kościoła jak i władz nie zakończyły ataków rewizjonistów NRF, trwających w różnej postaci i formie do końca lat 70-tych, nawet później. Nie przerwał tego także „list biskupów”, o tym za chwilę. Poprzedziły go inne fakty i wydarzenia.

Non possumus i … internowanie

W lutym 1953 r. Rada Państwa uchwaliła dekret o obsadzaniu stanowisk kościelnych. Za aprobatą rządu miały być obsadzane stanowiska biskupów, niższe, np. proboszczy- za zgodą rad narodowych. Episkopat 8 maja1953 r. wydał memoriał zakończony zdaniem: „Rzeczy Bożych na ołtarzach Cezara składać nie można. Non possumus!” (Nie możemy!). 24 września, rząd zakazał Prymasowi „wykonywania funkcji wynikających z piastowanych dotąd stanowisk kościelnych”, z powodu „uporczywego nadużywania dla celów godzących w interesy PRL”.

W nocy 25 września 1953 r. w pałacu przy ul. Miodowej został aresztowany (następca bp. Antoni Baraniak). Pies Prymasa ugryzł funkcjonariusza UB, któremu ten opatrzył ranę. Został przewieziony do klasztoru kapucynów w Rywałdzie Królewskim. Później po ok. miesiącu przewieziono Prymasa do pobernardyńskiego klasztoru w Stoczku Warmińskim (było zimno, lód pokrywał ściany – „nóg nie mogłem rozgrzać nawet w nocy. Ręce mi puchły. Odczuwałem wielki ból w okolicy nerek i w całej jamie brzusznej” – „Zapiski więzienne”).

5 października 1954 r., lekarz mówi – „Ponieważ klimat tutejszy i stan domu nie służy księdzu, rząd postanowił zmienić warunki klimatyczne”. Kardynała przeniesiono do klasztoru franciszkanów w Prudniku. Rok później, 29 października 1955 r., do Komańczy (klasztor nazaretanek), bez oficjalnej ochrony w strefie nadgranicznej. Prymas zapewnił, że sam stąd się nie oddali. Tu napisał słynne śluby jasnogórskie(odczytał bp Michał Klepacz, 26 sierpnia 1956 r.) Przez 2 lata z Prymasem przebywało dwoje współwięźniów, ks. Stanisław Skorodecki (Krystyna) i siostra Maria, Leonia Graczyk (Ptaszyńska), agenci UB. Ich raporty, to w sumie 14 tomów.
Podczas wiecu poparcia dla Władysława Gomułki na Placu Defilad 24 października 1956 r. (ok. 300 tys.) ludzi skandowało-„Wyszyński, Wyszyński do biura”. Oczywiście -Politycznego” wspominał I sekretarz KW PZPR w Warszawie, Stefan Straszewski. 2 dni po tym do Komańczy, z polecenia Władysława Gomułki pojechał Zenon Kliszko i Władysław Bieńkowski. Prymas wrócił 28 października 1956 r., o godz. 21-ej na Miodową, witany przez dużą grupę wiernych, po 3 latach, 1 miesiącu i 3 dniach.

List biskupów

Skupiał uwagę w Polsce, Niemczech i Europie w latach 1956-1966. Jego inicjatorem i autorem był wrocławski bp Bolesław Kominek, Ślązak z urodzenia, Polak z wychowania. Od zakończenia wojny utrzymywał stałe kontakty z niemieckimi duchownymi. Sondował ich opinie, „denerwował się, że biskupi niemieccy nie chcą uznać granicy na Odrze i Nysie”, zaś ks. prof. Franzowi Scholzemu, kapelanowi polskich robotników w Niemczach mówił wprost – „granica musi być uznana, żeby potem ją znieść”- czytam w „Wokół orędzia”(Pamięć i przyszłość”, nr 3 z 2009), stąd pochodzi ten opis. Te kontakty bp Kominka z niemieckimi hierarchami, Prymas i niektórzy biskupi traktowali z nieufnością”, ale zgodzili się na redakcję orędzia, przyznaje w cytowanym tekście ks. prof. Józef Swastek. List z myślą uczczenia milenium chrztu Polski, bp Bolesław Kominek zaczął pisać we wrześniu 1965 r., podczas II Soboru Watykańskiego w Rzymie, przy powściągliwej postawie części duchownych. Zawierał szeroki, wyważony opis cierpień Polaków i ludności niemieckiej, nie tylko podczas ostatniej wojny, czego biskupi byli świadkami, niektórzy z nich przeżyli obozy koncentracyjne, np. bp Kazimierz Majdański, Dachau. Jego pierwszą redakcję wnikliwie czytali i poprawiali biskupi, Jerzy Stroba, Karol Wojtyła, Kazimierz Kowalski. Konsultowali go niektórzy biskupi niemieccy. Zanim list został wysłany do adresatów (23 listopada 1965 r.), otrzymał go redaktor Ignacy Krasicki, dziennikarz PAP, obserwujący z ramienia polskich władz obrady Soboru, z prośbą o przekazanie Władysławowi Gomułce. Po kilku dniach dziennikarz poinformował biskupów, iż list dotarł do I Sekretarza i „nie należy oczekiwać ostrej polemiki”. Prawdopodobnie tekstu nie doręczył. Wszyscy pamiętamy słowa „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie” wywołały falę ostrej krytyki. Prymas Wyszyński w jednym z kazań pytał -„czy dlatego jesteśmy tak szkalowani w prasie, na wiecach, na zebraniach, nawet na uniwersytecie, że napisaliśmy całą prawdę biskupom niemieckim”. 41 biskupów niemieckich, z obu państw, NRF i NRD wysłało 5 grudnia odpowiedź – „Z głębokim braterskim szacunkiem ujmujemy wyciągnięte ku nam dłonie, żeby zły duch nienawiści nigdy już nie rozdzielił naszych rąk”. Prymas był tym rozczarowany. Do kard. Doepfnera napisał, że „nasza, tak serdecznie podana dłoń, została przyjęta nie bez zastrzeżeń”, a niemieccy ewangelicy wykazali dużo większą wolę pojednania. Głośna była reakcja Władysława Gomułki na list. Nerwowo, dopatrywał się sprzeczności ze swoją linią postępowania i „wejścia biskupów” na grunt polityki, zastrzeżonej dla władzy. Profesor Andrzej Werblan pamięta rozmowę z Władysławem Gomułką, który mówił – „Kościołowi chodziło tylko o diecezje, a nam chodziło o granice. Oni po prostu postawili swój interes ponad interes państwa” („Polska Ludowa”, Wyd. Iskry 2017). Także opacznie przedstawiała to ówczesna propaganda, że biskupi chcą oddać Ziemie Zachodnie. Władysław Gomułka jednak odcinał się od takiego tonu i oceny. Na zebraniu prezydium Frontu Jedności Narodu (FJN) mówił, iż „prasa zarzuca, że biskupi nie stoją na gruncie państwowym, nie bronią granicy zachodniej. To jest nie słuszne. Biskupi są Polakami, a wszyscy Polacy, biskupi też, stoją na gruncie granicy. Owszem, biskupi tym co robią, szkodzą tej sprawie, ale nie dlatego, że chcą szkodzić”. Po latach patrzenie na to orędzie uległo zmianie – diametralnej! A Jan XXIII przyspieszył wprowadzenie w życie postanowienia papieża Pawła VI, nadając polskim biskupom wyłączność jurysdykcji na tych ziemiach. Był to też czytelny sygnał normalizacji stosunków dyplomatycznych z Polską. Papieża Jana XXIII ówczesne władze uhonorowały pomnikiem, ze słowami „Pacem interis”(pokój na ziemi). To jedyny gest, nie spotykany w krajach bloku wschodniego. Posadowiony we Wrocławiu (1968 r.) ma wyraźną wymowę ekumeniczną i państwową. Ciekawe, dlaczego o tej doniosłej decyzji „jakoś” zapomniano w polskiej publicystyce, nawet podczas kanonizacji Jana XXIII i Jana Pawła II w 2014 r. Wpisywała się przecież w kontekst stosunków państwo-Kościół, miała wymiar polityczny i międzynarodowy, co zaświadczają późniejsze fakty. Zwiedzających Ostrów Tumski, niektórzy przewodnicy przy pomniku raczyli osobliwą interpretacją, że Papież, ręką podniesioną w geście błogosławieństwa wskazuje budynek KW PZPR we Wrocławiu. Jan Paweł II podczas drugiej pielgrzymki do Polski (1983) odwiedził Ziemie Zachodnie. 21 czerwca we Wrocławiu witały Papieża herby miast zachodniej Polski i pieśń „Nie rzucim ziemi”. W homilii mówił o polskości tych ziem i swoich związkach z Wrocławiem. Na Ostrowiu Tumskim w zadumie pokłonił się Janowi XXIII. Na Górze Świętej Anny mówił o historycznych związkach opolszczyzny z Macierzą, zapewnił, że „Góra Świętej Anny pamięta o powstańcach śląskich, którzy zginęli na tych ziemiach”.

Milenium Chrztu Polski

Uroczystą akademią 13 stycznia 1966 r.- w Watykanie rozpoczęto obchody 1000-lecia Chrztu Polski, z inicjatywy kard. Stefana Wyszyńskiego – nie otrzymał zgody na wyjazd. Papież Paweł VI też nie – na główne obchody 3 maja na Jasnej Górze. Ze strony władzy była to naganna represja. Stracono – nie pierwszą – okazję, by wspólnie upamiętnić ważne dla ciągłości Państwa i Narodu – rocznice. To była nie tylko przegrana władzy, jak od lat piszą media, ale obu stron – władzy i Kościoła. Oczywiście, można toczyć spór, kto, która strona straciła więcej w walce o „rząd dusz” czy jak chcą inni „wojnę o milenium”. Brak rozwagi jest widoczny. Potwierdza prof. Andrzej Werblan – „Gomułka podejrzewał, że Kościół w celach antysocjalistycznych walczy o rząd dusz. Mylił się. Wyszyński był człowiekiem realizmu politycznego, z dużym zrozumieniem dla racji stanu. Owszem, chciał umacniać Kościół i przeciwstawiał się laicyzacji. W jego przekonaniu leżało to w interesie utrzymania tożsamości narodu polskiego. Ale to nie znaczy, że należy naród buntować przeciwko temu systemowi. O nie! Gomułka wdawał się w wojnę z Kościołem w sprawach niepotrzebnych” („Polska Ludowa, postscriptum”, Wyd. Iskry 2019). Władza – jak wtedy mówiono „wymyśliła” obchody „1000 szkół na tysiąclecie”, wybudowano ich 1417. Zastanawiająca złożoność ocen i racji…

Cztery rozmowy Gomułka – Wyszyński

Poprzedziło je spotkanie Prymasa z Józefem Cyrankiewiczem, w części odpowiedzialnym za internowanie (Gomułka był w więzieniu). Rozmowa trwała 2,5 godz. Po niej Episkopat ogłosił apel do wiernych, by 20 stycznia 1957 r. wzięli udział w głosowaniu do Sejmu „bez skreśleń”. Oznaczało poparcie dla kandydatów Gomułki. Głosował też Prymas.

Pierwsze spotkanie- 1 maja 1957 r. (uczestniczył Cyrankiewicz). Gomułka skrytykował politykę państwa wobec Kościoła sprzed 1956 r. Prymas docenił zmiany po Październiku ’56. Władze do maja 1958 r. wydały 250 pozwoleń na budowę kościołów (2 razy więcej, niż przez 10 lat po wojnie).
Drugie spotkanie- 9 stycznia 1958 r. (od godz. 17-ej do 4 rano, najdłuższe, uczestniczył Cyrankiewicz). Wzajemnie przerzucali się oskarżeniami. Gomułka zarzucał, że Wielka Nowenna ma akcenty polityczne. Prymas, protestował przeciwko ateizacji – „Podziwiałem wytrwałość pana Gomułki, który tylko raz pociągnął ze szklanki łyk herbaty. Cyrankiewicz wypił swoją herbatę i zjadł ciastko. Ja wypiłem pół szklanki herbaty”- zanotował Prymas.

Trzecie spotkanie – 11 stycznia 1960 r. Burzliwa rozmowa. Prymas – „Wiemy, że sytuacja Polski byłaby o wiele groźniejsza, gdyby pan może mniej kochał Polskę. Ale my ją też kochamy”. Gomułka – „ Tylko inaczej widzimy, jakbyśmy jakoś po różnych drogach widzieli możliwości rozwoju tego kraju. Gdyby nie socjalizm, Polska byłaby skazana na zagładę”.
Czwarte spotkanie – 26 kwietnia 1963 r. Gomułka obarczył winą Kościół za zły stan stosunków z państwem. „Uchodzimy w świecie za przyjaciół”- zakończył rozmowę. Następnego dnia Jerzemu Zawiejskiemu tak ocenił rozmowę – „Wyłożyliśmy swoje racje. Ja swoje, kardynał swoje”. Prezes Koła Poselskiego Znak zapytał – „Czy pan jest zadowolony z tej rozmowy” i usłyszał – „Naturalnie. Lepiej rozmawiać, niż się gniewać”.

Filozof Leszek Kołakowski, w 1963 r. odbył długą rozmowę z Prymasem w Laskach. Relacja z niej dla Władysława Gomułki, zawiera m.in. ocenę-„Wrażenie ogólne, jakie wyniosłem z tej rozmowy, było takie, że to człowiek ograniczony i mierny, którego obchodzą niemal wyłącznie interesy instytucji kościelnej, nie wrażliwej zupełnie na istotną problematykę współczesności, która skądinąd znajduje zrozumienie w bardziej otwartych kołach katolickich”. Czyżby ten mądry filozof mógł się aż tak bardzo mylić?

Ciekawostki… pod rozwagę

Pierwsza- interwencja w CSRS, 1968 r. Posłowie katolickiego koła Znak planowali napisanie listu protestacyjnego. Prymas przekonał ich, by milczeli, bo „Gomułka działał w stanie wyższej konieczności”. Zwróćcie Państwo uwagę – wyższa konieczność! Czy to nie roztropność w myśleniu i działaniu tego wybitnego hierarchy Kościoła? I druga – rok 1970, rok 50- rocznicy „Cudu nad Wisłą”. Episkopat przygotował list pasterski. Grzecznie, ale stanowczo sprzeciwiła się władza. Kościół ustąpił. Prymas napisał prywatny list do Gomułki. Pisał – „Nie bez win po polskiej stronie wojna wtedy się toczyła. Ale stworzyła zagrożenie dla państwa. Naród o tym nie zapomina… społeczeństwo nie kwestionuje ustroju i tej władzy. To daje wam możliwość żeby ze społeczeństwem swobodniej rozmawiać. Żeby inną prowadzić politykę…Poza mną i panem I sekretarzem, nikt tego listu znać nie będzie”. Profesor Andrzej Werblan ocenia ten list jako „wyciągnięcie ręki” przez Prymasa do Gomułki, który też zamierzał tak postąpić. Nie zdążył, dalece ważniejsze były wydarzenia Grudnia 1970. Macie Państwo wątpliwości, czy słusznie jest błogosławiony?

Po odejściu Gomułki ze stanowiska, Prymas zapisał: „Został postawiony na czele PZPR przez Sowiety bez żadnego przygotowania, bez nauki i szerszego oglądu na sprawy. Cechowała go szalona pycha, pewność siebie, pogarda dla ludzi i gwałtowność. Nigdy nie umiał mówić spokojnie. Nieraz w rozmowie ze mną podrywał się do gniewu, ale go uspokajałem, albo wręcz, jak przy Cyrankiewiczu – oświadczyłem, że dalej nie będę prowadził rozmowy, jeśli się nie uspokoi. Niejednokrotnie dopuścił się zniewagi przeciwko mnie…Niech im Pan Bóg wybaczy” (chodziło o Kliszkę). Anna Rastawiecka, pracownica sekretariatu zapytała Prymasa, czy naprawdę kocha Gomułkę i usłyszała – „Przecież go Pan Bóg kocha”.

Zachęcam Państwa do przemyśleń.

Świetlicki, wróć!

Parę dni temu, Czarnek, minister edukacji, dokonał korekty listy lektur dla szkół podstawowych i średnich. Z żyjących autorów, których nazwiska wypadły z dotychczasowej, znam osobiście jedynie poetę Świetlickiego. Jego wierszy nie przeczytają już licealiści ani uczniowie techników, „ponieważ myśli zawarte w wielu utworach nie reprezentują wartości, które wpisane zostały w podstawie programowej”, jako rzecze resort ustami rzecznika. Na szczęście nikt nie zabronił im jeszcze pić „Finlandii”. Po kryjomu albo jawnie.

Ponadto MEiN stwierdza, że: „Poziom ironii, z którym mamy do czynienia w wierszach M. Świetlickiego, przerasta niejednokrotnie możliwości intelektualne kilkunastoletniego odbiorcy, jakim jest uczeń szkoły ponadpodstawowej. W efekcie prowadzić to może do odczytania dosłownego treści utworów”. A ja się pytam, za poetą wyrzuconym/wyklętym, ile lat ma urzędnik, który napisał takie uzasadnienie; jakie są u niego kwalifikacje intelektualne do stawiania tak mocnych tez i dlaczego na starcie wyrzuca polską młodzież za nawias, jako grupę bez własnego zdania i pomyślunku? Ciekawi mnie też z drugiej strony, jaki poziom ironii występuje w wierszach Karola Wojtyły, skoro jego utwory się dla dziatwy nadają, a nie chcę się nawet domyślać, ile ironii kryje się w twórczości Stefana Wyszyńskiego, zwłaszcza z jego wczesnych dzieł przedwojennych. Ale i po wojnie miał Wyszyński sporo ciekawego do powiedzenia. W 1957 r. napominał księży na katedrze KUL-u: „Aspiracje społeczne współczesnych kobiet muszą być przez Kościół i przez duchowieństwo należycie rozumiane i doceniane. Ten problem nie może być przedmiotem żartów, dowcipów, jakiejś przewagi władczej instynktu męskiego”. I, aliści, już w 1970 roku przewidział czarne protesty grzmiąc z ambony: „Obyście nie poddali się wygodnictwu, egoizmowi i wrogości życia! Obyście nie naśladowali modnych lalek, których pełne są teatry, kabarety, kawiarnie, redakcje. Obyście nie naśladowali kobiet, wyśmiewających matki, które urodziły Polsce i Kościołowi trzecie, czwarte, czy piąte dziecko. Pamiętajcie, nowa Polska nie może być Polską bez dzieci Bożych! Polską niepłodnych lub mordujących nowe życie matek! Polską pijaków! Polską ludzi niewiary, bez miłości Bożej!”. Tak, bracia i siostry, to wszystko jest dostatecznie ironiczne dla młodych; ten przekaz ich młode umysły odpowiednio zdekodują, a po przeczytaniu Świetlickiego grozi im co najwyżej alkoholizm i sentymentalizm, co w przypadku niewiast, jest po dwakroć niebezpieczne, bo zaczytane w mącicielu porzucą swoje cnoty i wypełnią sobą kawiarnie, teatry i lokale, zapominając o wypełnianiu macic drogocennym nasieniem, z którego wzejdzie kolejny Polak i Polka, ad maiore del gloriam! Wszystkie kanony lektur, idąc za Eliotem, są nic niewarte, bo tak jak zmienne są czasy, zmieniają się i czytelnicze mody, a umysł ludzki przyswajający ostatnio jedynie memy i komentarze z insta nie nawyknie do dłuższych niż 15 stron lektur, zwłaszcza wierszem, więc nie ma w ogóle o czym mówić. Jest jednak coś takiego, jak ogólnonarodowa zgoda na to, jak ma wyglądać przeszłość w polskiej szkole. A jeśli jej nie ma, bo chyba nie ma, to powinno się ją stworzyć. Ponad podziałami.

Gdybyśmy mieli prezydenta, które chce po sobie pozostawić coś więcej, niż wypierdziany fotel w pałacu, ten powinien na początku swojej kadencji zebrać u siebie przedstawicieli wszystkich, najważniejszych formacji politycznych, tych z dostępem do żłoba i tych poza nim, i zainicjować, a później pilotować, program ogólnonarodowej zgody edukacyjnej, z wpisaniem do konstytucji włącznie. Póty będziecie Wy, politycy, ze sobą dyskutować i się spierać co do sposobu kształcenia, póki wypracujecie kompromis, czyli rozwiązanie, z którego nikt nie będzie do końca zadowolony. A ten naród przyjmie w referendum. Zapisane w nim będzie, że nie ruszamy edukacji, od kanonu lektur po reformę akademicką, póki nie będzie zgody 75 proc. Sejmu i 100 zgody Senatu, a ta reforma, którą teraz wypracowaliśmy, jest obowiązująca dla każdego rządu, niezależnie kto by sprawował funkcję premiera. I tak z każdą strategiczną gałęzią, na której siedzi Polska ze swoimi chłopkami-roztropkami; służba zdrowia, obronność, administracja publiczna i służba cywilna, co oznacza, że nie ma wyrzucania urzędników państwowych z roboty po każdej zmianie gabinetu a na stanowiska są konkursy. I nie byłoby wtedy Czarnka, ministra edukacji, bo nawet na stójkowego trzeba by się wykazać większą empatią i antycypacją swoich poczynań. Wszystko to oczywiście moje pobożne życzenia, ale nad wyraz delikatny jestem z rana, na kacu, i kto głupiemu zabroni marzyć…

Papież i Prymas wobec władzy i Solidarności w latach 1980-1981 (cz. I)

„Gdyby wszyscy działacze Solidarności wzięli sobie poważnie do serca mitygujące wskazówki Kościoła, prymasa Wyszyńskiego, a następnie Glempa – wprowadzenie stanu wojennego okazałoby się niepotrzebne.”
gen. Wojciech Jaruzelski

Majowe rocznice

Maj jest szczególnym miesiącem w dziejach polskiego Kościoła. Właśnie mija 40 lat, gdy 13 maja 1981 r. o godz. 17.17 na Placu św. Piotra, turecki zamachowiec ciężko ranił Jana Pawła II i dwie osoby. Jedną z nich, Papież zaprosił na spotkanie 4 czerwca. Po angielsku zapytał o stan zdrowia i leczenie w szpitalu. Zdumiał się odpowiedzią usłyszaną po polsku. Była Amerykanką polskiego pochodzenia. Jej matka, Katarzyna Placek-Balonek urodziła się i kilka lat mieszkała w Wadowicach. Z mężem Odrzywolskim wyemigrowali do USA. Tu urodziła się ich córka Anna, 18 maja 1923 r.(3 lata później niż Papież), a 13 maja ranna w pierś. Co za zbieg okoliczności! Trudne do wymówienia w USA nazwisko, zmieniła na Odre. Przyjaźnili się do końca życia.

Ten miesiąc był ostatnim w życiu Prymasa Tysiąclecia, zmarł 28 maja 1981r., mija 40 lat.

Pamięć o obu tych wydarzeniach skłania, by przypomnieć tu chronologicznie (kilka razy czyniłem wycinkowo) nauki, rady, ostrzeżenia Papieża, Prymasa Tysiąclecia, w roku 40 rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. Swoją pamięcią – oddajmy hołd i tak okażmy wdzięczność.
Prymas Tysiąclecia

Redakcja Trybuny- jak poprzednio, otwiera przed Państwem łamy celem zobrazowania wrażliwości obu wielkich Polaków i Kościoła na wspólne dobro i odpowiedzialność za Ojczyznę. Niestety, z żalem należy zauważyć, że tego poczucia odpowiedzialności nie dostrzegano w MKS, negocjującym 21 postulatów. Czas uciekał. Wywoływał obawy o stan gospodarki kraju i nastroje zniecierpliwienia, o czym informowała prasa. Zaniepokojony sytuacją Prymas, przypominał i wzywał do rozsądku, do odpowiedzialności.

Oto kilka myśli:
Jasna Góra, 26 sierpnia 1980 r. :
„W tej chwili przyszła na naszą Ojczyznę godzina rachunku. Jeśli się obudzi w nas świadomość odpowiedzialności za Naród, to musi się z tym wiązać poczucie odpowiedzialności za życie każdego z nas, za życie naszej rodziny, całego Narodu i Państwa. Odpowiedzialność jest wspólna, bo wspólna jest i wina”.

„To wszystko wymaga rozwagi, roztropności, ducha pokoju i pracy. Bez tego nie ma właściwego rozwiązania sytuacji, pomimo najsłuszniejszych racji, jakie moglibyśmy przytoczyć”.

„Żądania mogą być słuszne i na ogół są słuszne, ale nigdy nie jest tak, aby mogły być spełnione od razu, dziś. Ich wykonanie musi być rozłożone na raty. Trzeba więc rozmawiać: w pierwszym rzucie wysuwamy żądania, które mają podstawowe znaczenie, w drugim rzucie następne. Takie jest prawo życia codziennego…Musimy mieć roztropność kierowniczą … Brońmy się przez wypełnianie swoich obowiązków. Gdy je wypełnimy, będziemy mieli tym większy tytuł do postulowania naszych praw”.

„Pamiętajcie, jesteśmy narodem na dorobku. Doszliśmy do wolności przez gruzy. Jeszcze jako nowo mianowany biskup Warszawy szedłem do swojej katedry, prokatedry po stertach gruzów. Polska odrodzona przez cierpliwość i pracę odbudowała sprawnie Warszawę, Gdańsk, Wrocław, Poznań i tyle innych miast zrównanych z ziemią. Ale nie nastąpiło to od razu. Dużo pozostało do zrobienia. Trzeba ciągle zwielokrotniać wysiłek pracy, pogłębiać jej poziom moralny, poczucie odpowiedzialności zawodowej, ażeby nastąpił należyty ład i porządek”.

Komentowałem te słowa, myśli w poprzednich tekstach, nie ma więc podstaw je powtarzać.

Jedynie logika chronologii wskazuje na celowość przypomnienia postawy Prymasa, jako hierarchy Kościoła czującego odpowiedzialność za Ojczyznę. Wzywał ze „świętego miejsca” do:
– „odpowiedzialności za życie każdego z nas, za życie naszej rodziny”. Ta gorzka refleksja, sprawdziła się w grudniu, gdy miliony Polaków, także i strajkujących członków Solidarności stanęło przed widmem śmierci z głodu i zimna. Jak z goryczą oceniał Generał-gdyby „mitygujące wskazówki… prymasa Wyszyńskiego… Glempa”, zrozumieli „wszyscy działacze Solidarności”, wówczas stan wojenny nie byłby potrzebny. Ze zdumieniem i dozą wstydu, wypada zapytać- czyżby członkowie Solidarności nie znali tej banalnej prawdy, żeby strajkować, protestować czy głosić wzniosłe idee i pisać „patriotyczne narracje”- trzeba być najpierw sytym, najedzonym. A potem -żeby żyć i głosić romantyczne wizje, mądrze, racjonalnie dążyć do ich urzeczywistnienia. Godzi się zapytać działaczy i doradców Solidarności-czy tego nie wiedzieli w latach 1980-1981? Dlaczego wciąż tępy upór Solidarności ma uznanie, a rozum spotyka pogarda?;

– przypominał, że „wspólna jest i wina”, czyli władzy, partii i strajkujących robotników;

– wzywał do „rozwagi, roztropności, ducha pokoju i pracy”. Kto czytelnie wskaże ile razy, gdzie i kiedy cechy te dobitnie wykazywało w praktyce Kierownictwo Solidarności?;

– uczył MKS i strajkujących, że wykonanie słusznych żądań musi być rozłożone na raty. Czy i kiedy z tej rady Solidarność skorzystała?
– przypominał przeszłość, gruzy Warszawy! Polska odrodzona przez cierpliwość i pracę odbudowała sprawnie Warszawę, Gdańsk, Wrocław, Poznań i tyle innych miast zrównanych z ziemią. To zarówno „ku pamięci”, jak i przestrodze, by nie spowodować kataklizmu zniszczenia. Tylko władza pamiętała te bolesne doświadczenia. Kto o tym uczciwie mówi młodzieży?

Uwagi i refleksje

Do Prymasa doszły głosy, że część kościelnej hierarchii jasnogórską homilię przyjęła z dezaprobatą. Na spotkaniu z biskupami powiedział: „Po pierwsze – to, co mówiłem, uważam za uzasadnione i słuszne. Po drugie – jeśli miałbym jeszcze raz wystąpić, powiedziałbym to samo. A po trzecie – błogosławię waszą roztropność”. Wyjaśnił biskupom- „Jednym się wydawało, że za mało Prymas mówi >pod rząd<, innym znów, że za mało mówi >pod stoczniowców<. Prymas nie mówi ani pod rząd ani pod stoczniowców, tylko do rozumnych dzieci narodu. Narodowi na tym etapie wystarczyło spokojnie, bez złudzeń powiedzieć tylko tyle”. 26 sierpnia 1980 r. ukazał się komunikat Rady Głównej Episkopatu Polski, w którym czytamy-„Osiągnięte porozumienia poparte odpowiednimi gwarancjami, powinny zakończyć strajki, aby normalne funkcjonowanie gospodarki narodowej i życia społecznego w pokoju stało się możliwe. Porozumienia powinny być dotrzymane przez obie strony w myśl zasady: Pacta sunt servanda”. Zachęcam Państwa w ciepłe majowe dni- może już bez wirusa na działce, do własnej oceny „dotrzymania” 21 postulatów przez Solidarność i władzę – tak, na użytek dzieci i wnuków! Natomiast podczas posiedzenia Rady Głównej Episkopatu Polski, we wrześniu 1980 r. pod rozwagę poddał biskupom taką refleksję- „Nawet w takiej sytuacji, w jakiej znalazł się naród, trzeba unikać wszystkiego, co mogłoby nas doprowadzić do krwawych porachunków wewnętrznych i do interwencji obcej. Wolę utrzymywać, że interwencja obcych sił – tanków sowieckich- jest możliwa, choćbym miał się omylić, niż narazić się na to, by choć jeden chłopiec Polski zginął podniecony pewnością, że Moskale nie naruszą granic Polski”.

Czyżby ten światły Prymas już wtedy, we wrześniu- miesiąc po podpisaniu porozumień- już przewidywał walkę bratobójczą, „krwawe porachunki wewnętrzne”, których Solidarność nie zdążyła podjąć rok później-17 grudnia, bo wcześniej był 13 grudnia. Uprzedził „patriotyczny” rozlew krwi i „obcą interwencję”. Dzięki Generałowi i obywatelskiej postawie Wojska Polskiego, ani „Moskale nie naruszyli granic Polski” i ani „jeden chłopiec Polski nie zginął”. Kto będzie to pamiętał w 2021 r. 7 września 1980, Warszawa, spotkanie z Lechem Wałęsą Tydzień po podpisaniu 21 postulatów, w Warszawie Prymas Tysiąclecia przyjmuje Lecha Wałęsę z delegacją, w której jest ks. Henryk Jankowski. Kładzie akcent na sprawy związkowo- robotnicze. Przypomina i wyjaśnia, co mówił na Jasnej Górze -„Musimy mieć roztropność kierowniczą…Brońmy się przez wypełnianie swoich obowiązków. Gdy je wypełnimy, będziemy mieli tym większy tytuł do postulowania naszych praw”. Czyżby już wtedy, zaledwie tydzień, po głośnym podpisaniu porozumień sierpniowych i noszeniu Lecha Wałęsy na robotniczych rękach, po mszy św. w Kościele św. Brygidy, Prymas przewidywał brak „roztropności kierowniczej” i „boczenie” się związkowców na „wypełnianie swoich obowiązków”? Faktem jest, że Solidarność postulatów miała mnóstwo, niczym św. Mikołaj prezentów dla dzieciaków. Pamiętam rozmowę z Generałem podczas której wspominał „dobre rady” Solidarności, by tylko władza je realizowała. 10 listopada1980 Warszawa, rejestracja Solidarności Prymas, spotkając się z delegacją Solidarności powiedział – „Chociaż mielibyście różne pokusy natury politycznej, pamiętajcie, że pierwszym waszym celem jest realizacja zadań społeczno-zawodowych: obrona środowiska pracy, warunków higieny i bezpieczeństwa pracy, przestrzegania kodeksu pracy, ustawodawstwa społecznego. Obrona człowieka pracującego-to jest wasze najważniejsze zadanie”. I dalej-„Nadrzędnym celem wszelkiej działalności winien być interes Ojczyzny i rzetelna praca dla wszystkich ludzi, dla dobra Polski”.

Może i z pewnym przekąsem- po latach warto zapytać działaczy, ekspertów Solidarności-do czego był im potrzeby „człowiek pracujący”? A jak w latach 1980-1981 rozumieli „w praktyce” interes Ojczyzny, który w różnych odniesieniach i znaczeniach przywoływał i tłumaczył Prymas? Panów działaczy i ekspertów proszę-wyjaśnijcie to „Narodowi” po 40 latach. Chyba zasłużył na taką waszą prawdę! Warszawa, 19 stycznia 1981 r. Tego dnia, Prymas spotkał się z Lechem Wałęsą i delegacją Solidarności. Wyjaśniał im- „Można w odruchu bohaterskim oddać swoje życie na polu walki, ale to trwa krótko. Większym niekiedy bohaterstwem jest żyć, trwać, wytrzymać całe lata… W sytuacji, w jakiej znajduje się Polska, przeprowadzenie właściwej linii ku sprawiedliwości społecznej, aby uruchomić wszystkie prawa człowieka, osoby ludzkiej, a szczególnie prawa społeczne, organizacyjne, zawodowe-wymaga nie lada wysiłku, cierpliwości i rozwagi. Wymaga też nieustannego wiązania waszych najskuteczniejszych porywów z dobrem Rzeczypospolitej, które zawsze macie przed oczyma. Na pewno chcielibyście osiągnąć bardzo wiele. Aby chcieć wiele i osiągnąć wiele – trzeba mieć dużo cierpliwości na dziś i na jutro. Potrzeba umiejętności przewidywania tego, co jest do zrobienia dziś, a co jutro”. Jeśli Państwo uznaliście, że te słowa Prymasa trafiły do „serca” przewodniczącego, doradców i ekspertów- patrząc z dystansu 40 lat, sami możecie orzec. 27 stycznia 1980, Prymas zapisał „Nie trzeba zmniejszać czujności Narodu i nie uzbrajać go w awanturniczą gotowość do wszelkich porywów, by nie dopuścić do przelewu krwi. Moskale, dla obrony Bloku i wygodnej linii strategicznej, gotowi są uczynić wszystko, a nawet poświęcić Polskę. Istnieje atawizm historyczny, mający swoją siłę, nie dający się okiełznać. Słowem, nie wolno ryzykować życia młodych Polaków w beznadziejnej walce ze wschodnim mocarstwem, a z pewnością nie należy niczego czynić co mogłoby prowadzić do takiej sytuacji.” (Pro memoria, 27 stycznia1980).

Wielu z Państwa z zaciekawieniem przeczytałoby opinie i wnioski ekspertów Solidarności- nawet z dystansu czasu o tych refleksjach Księcia Kościoła. Byłaby to cenna nauka dla młodych. Prymas o partii Stanisław Kania, na posiedzeniu BP KC PZPR, 8 lutego 1981, złożył relację z rozmowy z Prymasem w dniu 7 lutego: „Wyszyński uważa, że w Polsce musi być silna władza, że Polska jest związana z blokiem socjalistycznym, że musi być partia, która winna sama się regenerować. Jeśli zaś partia miałaby się rozsypać, to wówczas musiałaby powstać nowa partia. On, Prymas Polski opowiada się za obecną partią, ale zmienioną. Partia gwarantuje władzę i spokój”. Nawet po 40 latach uważam, że te oceny Prymasa w ówczesnej sytuacji miały realne i racjonalne podstawy. Dedykuję wszystkim plujom na tamtą rzeczywistość, przy tym zachęcam co bardziej porywnych do rozwagi-12 września Prymas zostanie beatyfikowany. Niewątpliwie właściwym będzie, by przypomnieć dokonania i zasługi Księcia Kościoła dla całego okresu Polski Ludowej. Natomiast w Natolinie 26 marca 1981 r., rozmawiając z Generałem stwierdził-„Nie mam powodu do adorowania partii. Ale w tym ustroju, w tym bloku jest ona realnością, po prostu musi istnieć. Aby tak było, partia musi być na poziomie, musi być zdrowa, silna. Inaczej zniknie, a blok da nam inną. Gierek w tej sprawie nic nie zrobił. A przecież można było uniknąć wielu zapalnych punktów. Można było uniknąć niezadowolenia społecznego”. Oczywiste są te racje. Dekada lat 80-tych dowodzi, że ta partia „na poziomie”, choć „chwiejnego zdrowia”, jej skrzydło reform doprowadziło do Okrągłego Stołu i historycznych przemian. Chwała i uznanie członkom!” Natolin 26 marca 1981 r.

Działalność Solidarności (jeszcze trwał bydgoski incydent), w rozmowie z Generałem Prymas oceniał, że„ powinna iść po linii społeczno – zawodowej. Napięcia, które się pojawiają, są wręcz irracjonalne. Ludziom trudno zrozumieć, o co idzie. Solidarność to taki romantyczno – renesansowy prąd. Obecnie jednak następuje infiltracja, aby uczynić z niej ruch polityczny. To jest obce, narzucane z zewnątrz. Wałęsa to rozumie. To człowiek dobrej woli, ale wpływy z zewnątrz, zwłaszcza KOR-owskie, popychają go niekiedy do niefortunnych posunięć”. Były to dla Generała istotne uwagi, głównie odnośnie postrzegania Solidarności w społeczeństwie, roli KOR-u i wpływu jego doradców na przewodniczącego oraz dające wiele do myślenia „wpływy zewnętrzne”. Czyżby Prymas „coś wiedział” o „radach Zachodu” i finansowym wsparciu? Celną uwagę Prymas uczynił odnośnie rolników.

„Byłoby źle, gdyby te dwie Solidarności, miejska i wiejska, podały sobie ręce. Na zasadzie instrumentalnego wspierania – tej wiejskiej przez miejską. Im szybciej wiejską uznamy, tym bardziej będzie ona samodzielna… trzeba szukać sojuszników, a nie walczyć…Chłopi będą sprzymierzeńcami…To uspokoi wiele milionów ludzi”. Po latach można powiedzieć -słusznie, z punktu widzenia wsi i Kościoła. A jak ZSL? Stronnictwo chciało spokoju na swoim terenie, to oczywiste, tylko szczegół- wieś to nie PGR-y, gdzie byli „pracownicy rolni”, a nie chłopi w tradycyjnym rozumieniu. Zrozumienie Generała dla tego wywodu, Prymas odczytał i przekazał jako zgodę władzy! Tak rozmówcę postawił przed faktem dokonanym i pozostawił z tym dylematem! Proszę, wczujcie się Państwo w tamtą sytuację i wskażcie zadowalające wszystkich rozwiązanie. Dla Generała niezwykle wymowną była taka metafora Prymasa- „Jeżeli człowiek stoi w jakimś pomieszczeniu, to nie może jednocześnie opierać się o dwie przeciwległe ściany. Kraj nasz znajduje się jak gdyby między dwiema ścianami- germańską i słowiańską. Polska w tej sytuacji powinna opierać się o ścianę słowiańską”.

Dyplomatyczny język- „ściana słowiańska”, a jak wiele znaczący i wiele świadczący o wzajemnym rozumieniu! Pozwólcie Państwo „wybiec” myślą 2 lata naprzód, Belweder 17 czerwca 1983. Papież tą samą myślą rozpoczyna prywatną rozmowę- „Panie Generale, na Boga, wiem, że jest Pan człowiekiem uzależnionym od Moskwy”. Tę ocenę – umiejętność obrony racji Polski, okrywa wzniosłym tytułem- „ale przecież jest Pan także patriotą”! Bądźcie Państwo łaskawi zwrócić uwagę jesienią na krytyków Generała i stanu wojennego, czy dostrzegą to uznanie złożoności sytuacji i mądrości – przez Świętego Papieża. Warszawa, spotkanie 27 marca 1981 Dzień po spotkaniu z Generałem, a 3 dni przed generalnym strajkiem okupacyjnym, znów Prymas spotkał się z Lechem Wałęsą i jego grupą. Radził gościom – „Słuszne wydaje się rozłożenie waszych zadań na raty…Ale na razie najpilniejsza sprawa jest ta, abyście panowie chcąc wiele, nie stracili tego, co macie dziś… To nie jest oczywiście największa cnota: męstwo. Największą cnotą jest miłość, ale także roztropność i rozwaga… Wstrzymujemy się od środków tak kosztownych, jakim może być strajk generalny, który tak łatwo jest zacząć, ale skończyć bardzo trudno”. Lech Mażewski spotkanie ocenił jako „uratowanie” Solidarności, choć – „pęd solidarnościowych działaczy do konfrontacji z władzą, został ograniczony jedynie na krótko”. Warszawa, kwiecień 1981 r. Na początku kwietnia, Prymas spotkał się z delegacją wiejskiej Solidarności. Podobnie jak ich „miejskim kolegom” radził- „Pragnę całym sercem Wam życzyć, abyście działali cierpliwie. My w Polsce nie możemy się awanturować, bo nie jesteśmy sami… Możemy powiedzieć, iż obok władzy partyjnej, jest w Polsce władza społeczna. Dowody na to mieliśmy 27 marca. Dzięki Bogu, nie było innego dowodu, a mianowicie zapowiadanego strajku generalnego. Tego należało uniknąć. Chociaż bowiem moralnie jest uzasadnione prawo użycia tego środka przez ludzi broniących się, jednakże zawsze środki muszą być proporcjonalne do zamierzeń, do zadań i osiągnięć … Zawsze układajcie to tak, żeby była ta proporcja między postulatem, wymaganiem, a środkiem, który się będzie stosowało. Żeby do ptaków nie strzelać z granatów”.

Prawda, że ciekawe skojarzenie, „strzelanie z granatów”. Na jak długo zapamiętane, kto z Państwa wie? To podczas tej rozmowy poinformował gości o możliwości rejestracji ich Związku- NSZZ RI, w niezbyt odległym czasie. Stało się to 10 maja. Papież Jan Paweł II Papież- Polak uważnie śledził powstanie i działalność Związku. Był w stałym kontakcie z Prymasem, znał bieżące problemy, ich ocenę zachodniej prasy. Podczas pierwszej rozmowy w Watykanie, 11lutego 1981 r., Lechowi Wałęsie i grupie działaczy Solidarności- podobnie jak Prymas mówił -„Chodzi o to, aby sprawy dojrzewały do właściwego kształtu, żeby dojrzewały w spokoju, żeby również wśród napięć, które rozwojowi tych spraw towarzyszą, zachować umiar i poczucie odpowiedzialności za wielkie wspólne dobro, jakim jest nasza Ojczyzna”. Te nasze, polskie doświadczenia uczynił „nauką Kościoła” dla przyszłych pokoleń – na zawsze, pisząc w encyklice Laborem exercens (14 września1981) o związkach zawodowych w następującym fragmencie- „Słuszne zabiegi o zabezpieczenie uprawnień ludzi pracy połączonych tym samym zawodem muszą zawsze liczyć się z tymi ograniczeniami, jakie nakłada ogólna sytuacja ekonomiczna kraju …Działalność związków zawodowych wkracza niewątpliwie w dziedzinę polityki, rozumianej jako roztropna troska o dobro wspólne. Równocześnie jednak, zadaniem związków nie jest uprawianie polityki w znaczeniu, jakie powszechnie nadaje się temu słowu dzisiaj. Związki nie mają charakteru partii politycznych walczących o władzę i nie powinny podlegać decyzjom partii politycznych ani też mieć zbyt ścisłych związków z nimi. …Trzeba podkreślić, że strajk pozostaje poniekąd środkiem ostatecznym. Nie można go nadużywać… zwłaszcza dla rozgrywek politycznych. Nie należy nigdy zapominać o tym, że nieodzowne usługi dla życia społecznego, winny być zawsze zabezpieczone, w razie konieczności nawet przy pomocy odpowiednich środków prawnych. Nadużywanie strajku może prowadzić do paraliżowania całego życia społeczno-ekonomicznego co jest sprzeczne z wymogami wspólnego dobra społeczeństwa”. Znów proszę o zauważenie, kogo ta nauka Papieża przywoła do rozważnych ocen i wniosków oraz powstrzyma przed opluwaniem jesienią , w 40-lecie stanu wojennego. Czy będzie to kolejna lekcja historycznej nienawiści i pogardy? A może tym razem-pokory i namysłu nad kolejami polskiego losu, ku nauce młodego pokolenia Polaków. Dziś- w majowe 40-te rocznice, te nauki Papieża i Prymasa można skrótowo ująć tak – Kościół ostrzegał, Solidarność lekceważyła, władza obroniła. Znając życzliwość Redakcji- napiszę o tym w stosownym czasie, jesienią br.