Amerykańska mowa nienawiści

Prezydent USA Joe Biden nazwał Władimira Putina mordercą. Kto kogo przezywa tak się sam nazywa – odparował Putin.

Udzielając takiej riposty Putin potraktował swojego amerykańskiego partnera jak złośliwego i niezbyt rozgarniętego uczniaka szkoły podstawowej – uważa szewc Fabisiak. Ponadto Putin wykorzystał okazję aby przypomnieć Bidenowi eksterminację Indian, którą nazwał wprost ludobójstwem oraz rzucenie bomby atomowej na Hiroszimę.

Wyobraźmy sobie podobną sytuację w naszym kraju. W polskim pieniackim i pozbawionym poczucia humoru politycznym środowisku podobna wypowiedź wywołałaby niechybnie ostro brzmiące komentarze, żądania publicznych przeprosin oraz zapowiedzi kierowania sprawy do sądu. Po raz kolejny wytykano by politycznym adwersarzom mowę nienawiści. Łatwo też można sobie wyobrazić co by się działo gdyby to Putin w taki sam sposób mówił o Bidenie. Cały polityczny i medialny mainstream codziennie huczałby z oburzenia. Jednak nie w przypadku amerykańskiego prezydenta. Wszak Stany Zjednoczone to nasz najwierniejszy przyjaciel i sojusznik strzegący nas przed złowróżbną rosyjską agresją, godny naśladowania wzorzec demokracji przeciwstawny kremlowskiej dyktaturze. Dlatego też polskie komentarze w tej materii był raczej miękkie czy wręcz aprobujące retorykę Bidena. Przykładowo, były ambasador na Ukrainie Jan Piekło stwierdził w ostatnim Studiu Wschód, że Biden powiedział prawdę co jednak wymagałoby jakiegoś racjonalnego uzasadnienia. Nie tylko wykształceni prawnicy ale też ktoś kto ma jakieś pojęcie o prawie w rzeczonej wypowiedzi Bidena, a także wtórującego mu pana Piekło, dopatrzyliby się braku elementarnego rozeznania w powszechnie obowiązującej jurysdykcji. Zakłada ona bowiem zasadę domniemania niewinności natomiast nazywanie kogoś mordercą nie tylko przy braku ewentualnych dowodów ale również przed wydaniem prawomocnego wyroku sądowego nosi znamiona znieważenia.

Wśród naszych rodzimych oraz zagranicznych komentatorów trwają dywagację co do tego dlaczego Joe Biden wypowiedział się w stylu agresywnego amerykańskiego kowboja wobec którego Donald Trump jawi się jako wzór uprzejmości i elegancji. Oraz dlaczego Putin zamiast odpalić z grubej rury podszedł do całej tej sprawy z ironicznym i jakby lekceważącym dystansem. Szewc Fabisiak dostrzega tu kilka wątków. Biden od pierwszych dni swojej prezydentury podkreślał, że głównymi wrogami USA są Chiny i Rosja. Koncentrując się na walkę z Chinami musiał niejako dla równowagi ostro przywalić także Rosji. Drugim elementem tej retorycznej równowagi jest chęć przyćmienia w publicznym obiegu tych obszarów, gdzie dochodzi do porozumienia a nawet współpracy między Waszyngtonem a Moskwą. Najbardziej znanym na świecie przykładem jest tu zawarcie w ostatnich dniach stycznia wzajemnego porozumienia o przedłużeniu umowy o dalszej redukcji i ograniczeniu strategicznej broni bojowej. Motywów takiej decyzji może być kilka. Najważniejszy wydaje się ten, że termin obowiązywania umowy mijał w dniu 5 lutego. Dla Bidena najprostszym rozwiązaniem byłoby jej przedłużenie na kolejnych 5 lat niż rozpoczynanie nowych negocjacji. Zwolennikiem takiego właśnie podejścia był Trump, który lubił i umiał prowadzić negocjacje natomiast dla Bidena wydaje się to być zbyt trudnym zajęciem a ponadto woli on występować z pozycji siły odradzającego się jakoby mocarstwa. Parząc na to z polskiego punktu widzenia można by dojść do wniosku, że tak jak Trump starał się w stosunkach międzynarodowych postępować inaczej niż Obama, tak polityka Bidena ma stanowić odwrotność polityki Trumpa, który zwlekał z podpisaniem porozumienia. A zwlekał ponieważ uważał, że do tego rodzaju układów należałoby włączyć trzecie światowe mocarstwo – czyli Chiny w czym była pewna logika przynajmniej z punktu widzenia amerykańskich interesów.

Drugi, choć informacyjnie mało eksponowany przykład amerykańsko-rosyjskiego współdziałania dotyczy sytuacji w Afganistanie. W ostatnich dniach odbyła się w Moskwie konferencja poświęcona zakończeniu trwającej od 20 lat wojny domowej. Oprócz przedstawicieli afgańskich władz oraz talibów wzięli w niej udział także przedstawiciele kilku innych krajów w tym Stanów Zjednoczonych, które po raz pierwszy uczestniczyły w międzynarodowym spotkaniu na terenie Rosji. Obecne na tej konferencji kraje wydały wspólny komunikat wzywający skonfliktowane strony do ograniczenia stosowania przemocy oraz natychmiastowego podjęcia rozmów co do przyszłości kraju. Oczywiście zajęcie przez Rosję i USA wspólnego stanowisko było możliwe dlatego, że oba kraje mają już dość wojny w Afganistanie i chcą jak najszybszego jej zakończenia. Stany chciałyby w końcu wycofać stamtąd swoje wojska zaś Rosji zależy na zaprowadzeniu bezpieczeństwa na bliskim jej geograficznie obszarze.
Do wyjaśnienia pozostaje jeszcze reakcja Władimira Putina na słowa Joe Bidena. Zdaniem szewca Fabisiaka, reagując w taki a nie inny sposób Putin chciał poprawić swój image na arenie międzynarodowej zwłaszcza w sytuacji gdy jest krytykowany za sprawę Nawalnego. Dlatego też nie dał się wpuścić w bazarową pyskówkę a co więcej zaproponował Bidenowi przeprowadzenie wspólnej wideokonferencji w celu – jak to formułuje oficjalny komunikat rosyjskiego MSZ – „poszukiwania wyjścia z powstałego z winy Waszyngtonu impasu”. Strona amerykańska nie zgodziła się na tę propozycję. Z poczucia wyższości czy też z obawy przed brakiem argumentów? – zastanawia się szewc Fabisiak.