Co może mieć piernik do wiatraka?

Dwa tygodnie temu szewc Fabisiak cytował oświadczenie ministra Kurtyki jakoby pomiędzy Polską a Czechami uzgodniono powołanie grup roboczych w celu monitorowanie rozwoju sytuacji wokół kopalni Turów. Wypowiedź ta jest niespójna z tym co przed paroma dniami mówił wicepremier Sasin. Mianowicie to, że polski rząd do powołania takiego zespołu dopiero się przygotowuje.

Wygląda na to, że minister od klimatu i środowiska wzorem premiera Morawieckiego puścił uspokajającego fake newsa. I dopiero prawdomówny tym razem wicepremier wyłuszczył jak w istocie sprawy stoją a właściwie leżą. Po raz kolejny okazało się, że Czechów nie uda się wziąć na przeczekanie. Wnerwieni lekceważącą opieszałością ze strony polskiej zażyczyli sobie aby płaciła im karę w wysokości 5 mln euro dziennie. I dopiero ta perspektywa prawdopodobnie unaoczniła polskiemu rządowi, że jednak należy południowych sąsiadów traktować poważnie i dała impuls do próby podjęcia jakichkolwiek działań. Zanim jednak ów zapowiadany zespół się ukonstytuuje i przystąpi do rozmów ze stroną czeską będzie stukał licznik aż do momentu gdy Polska wreszcie zapłaci zubożając skarb państwa o miliony złotych. Tym jednak – uważa szewc Fabisiak – decydenci chyba niezbyt się przejmują. Skoro można było bezkarnie zmarnować mamonę na niedoszłe wybory, to czemuż by nie utopić kolejnych milionów. I żaden Banaś nam tu nie podskoczy – zauważa szewc Fabisiak. 

Kłopot z kopalnią Turów, choć jest to temat aktualnie nośny i budzący zrozumiałe emocje, nie jest jedynym problemem związanym z górnictwem węglowym a tym samym z przyszłością polskiej energetyki. Szewc Fabisiak nie należy do tych, którzy mają ekologicznego fisia na punkcie szkodliwości węgla. Uważa zatem, że należy go wykopywać póki jeszcze jest. Aż do momentu, gdy jego wydobycie okaże się na tyle kosztowne, że dużo tańsze będzie kupowanie go zagranicą co zresztą już powoli następuje. Natomiast pozostawianie pod ziemią energotwórczego surowca to zwykłe marnotrawstwo. W związku z tym należy odstawić na bocznicę dysputy na temat ewentualnych dat tzw. wygaszania kopalni. Tego typu myślenie jest – zdaniem szewca Fabisiaka – karykaturą gospodarki planowej.

Najczęstszym argumentem wysuwanym przeciwko węglowi jest to. że jego spalanie zanieczyszcza powietrze. Jest to fakt, jednak przy okazji warto zwrócić uwagę na to, że zadymiają nas również efekty spalania benzyny. I to chyba w większym stopniu, jako że kłęby dymu ze spalonego węgla wędrują sobie w grę i rozpływają się gdzieś w okołoziemskiej atmosferze, natomiast spaliny wdychamy bezpośrednio poruszając się po ulicach. Mimo to żaden z odłamów ruchu ekologicznego nie postuluje zaprzestania wydobycia ropy naftowej, której produkty emitują jeszcze bardziej szkodliwe niż węglowe wydzieliny. Czy dlatego, że lobby naftowe, zarówno prywatne jak i państwowe, jest na tyle silne i wpływowe, że podskakiwanie im nie odniosłoby żadnego efektu? Czy może tylko dlatego, że ekologistom brakuje wyobraźni i koncentrują się na szkodliwości węgla pomijając problemy związane z ropą naftową czy też zanieczyszczaniem akwenów wodnych? – zastanawia się szewc Fabisiak. 

Zamiast węgla  lansuje się odnawialne źródła energii. Są one co prawda ekologicznie czystsze, to jednak dużo mniej wydajne. Przede wszystkim są uzależnione od klimatycznych uwarunkowań na które nie mamy wpływu. Zostawmy węgiel, niech sobie gnije pod ziemią i zacznijmy używać wiatraków. I w tym momencie – jak zauważa szewc Fabisiak –  traci na aktualności znane porzekadło: co ma piernik do wiatraka. Otóż zasilane wiatraczną energią elektrownie będą wytwarzać prąd, który następnie zostanie wykorzystany przez zakłady cukiernicze do produkowania pierników. Z kolei kiedy wiatry będą wiały, to co prawda na zewnątrz będzie zimno ale za to w domu ciut cieplej zanim wiatr nie przestanie wiać. Dobra jest też energia słoneczna. Zwłaszcza zimą, kiedy słońce świeci krótko a kiedy jest zachmurzenie to już kicha. Można też budować elektrownie atomowe, które będą działać tak długo aż nie wybuchną.      Pozostaje jeszcze gaz z którym jednak możemy mieć kłopot. Obrażona na rosyjski gazociąg Nord Stream 2 i nie lubiąca Rosji jako takiej dumna Polska ma zamiar zrezygnować z dostaw rosyjskiego gazu. W zamian umyśliła sobie gazoport mający podobno przywozić nam gaz z Kataru. Podobno, gdyż o tych katarskich transportach jakoś ostatnio cicho – zwraca uwagę szewc Fabisiak. Ubytek gazu rosyjskiego ma rekompensować przypływający do tegoż gazoportu amerykański gaz skroplony. Będzie on prawdopodobnie droższy od tego z Rosji a jego dostarczane nam ilości raczej nie pokryją naszego zapotrzebowania. A właściwie nie raczej a na pewno – wprowadza korektę szewc Fabisiak – skoro przymierzamy się do budowy przewodów do przesyłania gazu z Morza Północnego za pośrednictwem tzw. Baltic Pipe. Tu jednak pojawia się problem, gdyż część tego gazociągu miałaby przebiegać na terytorium Danii. A ta nie wyraża na to zgody wyżej sobie ceniąc egzystencję zamieszkałych na tych terenach myszy i nietoperzy. W efekcie może dojść do tego, że będziemy zmuszeni kupować od Niemców gaz dostarczany tam politycznie groźną rurą Nord Stream 2 i zarobi na tym jakiś pośrednik. Polskie władze to jednak mają łeb do interesów – dochodzi do wniosku szewc Fabisiak również na podstawie afery związanej z kopalnią Turów.

Wykopywanie kopalni

Jak twierdzą przedstawiciele rządu, Polska dochodzi do porozumienia z Czechami co do wspólnych działań w temacie kopalni Turów. Jednak dlaczego dopiero teraz, kiedy Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał niekorzystne dla Polski postanowienie – dopytuje szewc Fabisiak.

Wymogi stawiane przez stronę czeską co do podjęcia przez Polskę działań mających na celu powstrzymanie odwodnienia czeskich terenów przygranicznych znane były bowiem od dawna. Jednak brak porozumienia, jak też przewlekanie sprawy z strony polskiej zgodnie ze znaną z ”Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego zasadą: „jakoś to będzie”, spowodował, że Republika Czeska mała już dosyć tego wyczekiwania i kluczenia i w końcu złożyła do TSUE wniosek o wstrzymanie wydobycia w kopalni Turów. Trybunał przychylił się do tego wniosku, ponieważ nie miał innego wyjścia, co mocno zdziwiło wyraźnie oderwanego od rzeczywistości wicepremiera Sasina. Nie miał też wyjścia wydając takie a nie inne postanowienie. gdyż Polska całkowicie zlekceważyła argumenty strony czeskiej a także unijną dyrektywę. Osobom zainteresowanym historycznym przebiegiem tej całej przepychanki szewc Fabisiak poleca publikację na ten temat w ostatnim numerze tygodnika PRZEGLĄD. Na podstawie podanych tam faktów wyraźnie widać, że Polska jak to się mówi dała ciała na własne życzenie. Być może dała tu o sobie znać arogancja władzy przeniesiona z poziomu krajowego na poziom międzypaństwowy pospołu z nazywaną przez cytowanych przez tokfm.pl czeskich dziennikarzy, ilustracją polskiej wydumanej mocarstwowości.

To, że polski rząd ma w zwyczaju spartaczyć niemal wszystko czego się dotknie znalazło potwierdzenie nie tylko w tym, że przegrano walkowerem kopalniany spór, lecz także w zaniedbaniu polskich interesów – zauważa szewc Fabisiak. Wydająca postanowienie sędzia TSUE zwróciła uwagę, że Polska nie przedstawiła żadnych dowodów na to jakie negatywne skutki może spowodować natychmiastowe zatrzymanie działalności pracującej na turoszowskim węglu elektrowni. Tymczasem można było oszacować koszty wynikające ze wstrzymania wydobycia oraz zakupu energii z innych źródeł. Taki wyliczenie można było przedstawić Czechom i targować się o to, kto bardziej na tym interesie straci. Jak w kupieckich negocjacjach: my zrekompensujemy wam straty za obniżenie poziomu wód ale wy za to zapłacicie nam za postojowe dla górników i zakup węgla dla elektrowni. Jednak póki co Polska musi być przygotowana na ewentualność płacenia kar pieniężnych jeśli tak postanowi Komisja Europejska. A chyba postanowi – domniemywa szewc Fabisiak.

Po tym, gdy premier Morawiecki obwieścił, że Czechy zgodziły się na wycofanie wniosku do medialnego boju przystąpili członkowie jego rządu.. Minister Kurtyka mówił o podpisaniu pomiędzy obu stronami sporu protokołu uzgodnień przewidującego m. in. powołanie grup roboczych oraz monitorowanie rozwoju sytuacji. Jest to, jego zdaniem, krok w kierunku umowy, która w konsekwencji ma doprowadzić do wycofania przez Czechy wniosku do TSUE i osiągnięcie porozumienia, które – jak twierdzi – jest już bliskie. Szewc Fabisiak ma jednak w tej materii pewne wątpliwości. Co prawda Polska przyjęła środek zaradczy polegający na budowie ekranu przeciwfiltracyjnego mającego w szczególności zapobiec negatywnym skutkom środowiskowym , jednak ukończenie budowy tego urządzenia planowano dopiero na rok 2023. Wprawdzie pod presją czasu Morawiecki obiecał Czechom przyspieszenie tego procesu do jesieni br., jednak już nie tylko w Polsce ale i w Czechach nie traktuje się poważnie słów szefa polskiego rządu zwłaszcza po jego wypowiedzi na temat wycofania czeskiej skargi z TSUE. Tym samym – jak zauważa szewc Fabisiak – prawdomówność Mateusza Morawieckiego wzniosła się już na poziom międzynarodowy.
Wydając stosowne postanowienie TSUE zapewne zdawał sobie sprawę z tego, że jest ono niewykonalne. Można było co prawda natychmiast wstrzymać wycinkę drzew w Puszczy Białowieskiej ale nie da się z dnia dzień wygasić pracę kopalni. Postanowienie to zostało wydane w trybie pilnym na wniosek Republiki Czeskiej co Trybunał uzasadnił wyższością – cytując – „względów związanych ze środowiskiem naturalnym i zdrowiem ludzkim” nad „niemożnością realizacji ważnych projektów i inwestycji w dziedzinie energetycznej ”. Szewc Fabisiak widzi w tej sprawie również i drugie dno. Uważa mianowicie, że na fali ekologicznego nacisku na zaprzestanie wydobywania węgla unijne instytucje wykorzystają każdą okazję aby wykopać z europejskiego rejestru jakąś kopalnię. A polskie władze przez swoją własną indolencję, ignorancję i arogancję im w tym pomagają.

Komu bije ekodzwon? Czy triumfalna zapowiedź premiera ma podstawy?

Niepokojące wieści z TSUE zabrzmiały jak dzwon okrętowy, bijący na alarm przed nieznanym niebezpieczeństwem. Nasi mądrzy, by nie rzec, przemądrzali przywódcy zareagowali tak, jak można było oczekiwać.

Zamiast podnieść załogę na nogi, ogłosić alarm i szukać ratunku w posiadanym na wypadek katastrofy oprzyrządowaniu, mają pretensję do skały na którą wpadli. Niestety, to nie mielizna, z której można ściągnąć statek. Trzeba przyznać, że nasz rząd jednak sporo się napracował, aby konflikt zyskał wymiar międzynarodowy. Nie od rzeczy będzie jednak przypomnieć, że to konsekwentna polityka poprzedników jest podstawą ekologicznej arogancji. Przypomnieć wypada, że Polska przespała i przegrała na własne życzenie spotkanie w Poznaniu, na którym nasza niemota nie umiała uzyskać korzystnego przelicznika podstawy naliczeń za zanieczyszczenia. Dziś wygląda na to, że okrzyczana Grupa V4 nie widzi, że rozbijana jest przez Polskę od środka. Od kilku miesięcy Polska nie ma ambasadora w Pradze! I premier z prezydentem tego nie widzą? Czy nie ma nikogo, znającego język czeski czy też mającego jakieś pojęcie na temat sytuacji politycznej, kultury i historii sąsiadującego z nami państwa? Profesor Skubiszewski z braku innych ściągał z katedr profesorów historii danego kraju i posyłał ich z korzyścią na zagraniczny posterunek. A tu znamienny impas. Po drugie, te konsultacje, łącznie z wizytą w Libercu trwały od 2020 roku. Czy nikt nie umiał jako preambuły powołać się na zapis wygaszający w 2040 roku wydobycie i na tej kanwie opracować projekt na kolejne dwadzieścia lat? Tak robią Niemcy, skutecznie kopiąc kolejne odkrywki. Tyle, że nie na żadnej granicy. Skoro jednak zdecydowano się kopać w pobliżu polsko-czeskiej granicy to dlaczego bez konsultacji z Czechami? Dalej kompleks paliwowy rządzi Polską? To ci sami, których ręce szukają łopat, aby do końca rozwalić przyrodę Wielkopolski i zacząć budować z zaskoczenia odkrywkę pod Wieluniem?

Wypowiedzi premiera zdają się potwierdzać, że posiada kompetentną wiedzę o skali zagrożenia. Niestety, jako historyk, idzie w zaparte, zamiast kierować się znana dewizą: „Historia magister vita est”. A ta uczy, że przyjaciół trzeba szukać blisko, a wrogów daleko. Zamiast przeć na ekrany, powinien był od chwili zapowiedzi TSUE powołać sztab kryzysowy pod przewodnictwem wicepremiera odpowiedzialnego za energetykę, z ministrami spraw zagranicznych, środowiska i energetyki a być może może także spraw wewnętrznych i finansów, sprawa bowiem dotyczy przejścia granicznego i ruchu ludności i transportu między krajami oraz odsetek, do ściągnięcia z odliczonych funduszy unijnych. To nie jest tak, że Polska nie zapłaci. Nasze fundusze idą z Brukseli i zawsze ten kurek można przykręcić, wbrew chełpliwym zapowiedziom, że ktoś się z kimś dogadał.. Tymczasem kompleks paliwowy sprytnie wystawił na pożarcie ministra środowiska, który w Polsce ma księżycowe uprawnienia. Ten kryzys powinien mieć dalsze konsekwencje dla wzmocnienia polityki pro ekologicznej. Z jednej strony, przy Ministerstwie Środowiska powinna powstać straż ekologiczna z policyjnymi uprawnieniami zatrzymywania podejrzanych transportów i kierowania do wydzielonych i wyspecjalizowanych w sprawach ekologicznych przy granicach sądów oraz dział ekoinwestycji, nadzorujący i posiadający prawo udzielania zezwoleń na wszelkie inwestycje z ochroną środowiska związane. Konieczny jest ścisły nadzór nad zakładaniem wysypisk i przyspieszenie budowy oczyszczalni ścieków oraz ochrony i budowy zbiorników retencyjnych. Niepokojące sygnały o likwidacji pod Warszawą historycznych stawów w Raszynie pod budowę osiedla mieszkaniowego dla wybranych, podobnie, jak dopuszczenie do budowy pałaców w chronionej puszczy musi być skutecznie dopilnowane. Wieloletnie zaniechania zanieczyszczenia gruntów przez wodociągowanie bez równoległej kanalizacji skutecznie zdegradowało wody gruntowe. Od ponad pięćdziesięciu lat sami mieszkańcy zatruwają sobie wodę. Nawet w tak ważnej aglomeracji stołecznej, przy stałym wzroście zabudowy w kierunku zachodnim, nadal po lewej stronie brakuje dużej, po wielekroć większej od Czajki zlewni ścieków i oczyszczalni. Czyżby jaśnie portfelowym inwestorom śmierdziało, bo na Pradze to inni ludzie?

Zamiast odziewać się w szaty Kasandry i bić na larum, wypada zakasać rękawy i wziąć się do roboty. A na granicach, gdzie wpływają rzeki i potoki postawić stacje pomiaru czystości, podobnie jak w miejscach przepływu skażonego powietrza Zatem dosyć jeremiady i do roboty. Inaczej owe miliardy w całości zjedzą odsetki od kar nakładanych na kaznodziejów zapominających, że są sługami narodu, czyli ministrami. Cieszy, że premier zapowiedział, iż nasi sąsiedzi wycofają wniosek, choć nie natychmiast co wyraźnie podkreślił czeski premier Andrej Babiš. Ważne, aby ta zapowiedź miała pełne prawne podstawy, uzgodnione z Czechami, a projekt wygaszenia kopalni był akceptowany przez obie strony. Ekofundusze przeznaczone dla Polski powinny być sumiennie wykorzystane przy zaspokojenie czeskich, jeśli okażą się sprawdzone i akceptowane przez obie strony, obaw. Wspólna polityka ekologiczna obu państw to podstawa sukcesu całej Grupy Wyszehradzkiej w kształtowaniu bezpieczeństwa ekologicznego przynajmniej tej naszej części Europy.

Oświadczenie Prezydium RN PPS w sprawie postanowienia TSUE w sprawie Kopalni Turów

Konflikt z Republiką Czeską w sprawie szkód ekologicznych trwa od wielu lat. Był on „zamiatany pod dywan” przez kolejne rządy. Zwracamy uwagę na fakt, iż od roku nie posiadamy Ambasadora RP przy rządzie Republiki Czeskiej a działania rządu, mające na celu rozwiązanie tego konfliktu, były znikome i bezskuteczne.

W 2020 r. koncesja na wydobycie węgla brunatnego w Turowie została przedłużona do 2026 r. Obecnie wydobycie będzie można prowadzić do 2044 roku. Jest to sprzeczne z oczekiwaniami Czechów. Nie wykonano analiz środowiskowych, które byłyby miarodajne dla wszystkich stron konfliktu. W trakcie wizyty czeskiego Ministra Spraw Zagranicznych w Polsce w lutym tego roku rząd Polski zlekceważył problem i nie podjął rozmów na temat rozwiązania sporu. W efekcie czego rząd Republiki Czeskiej złożył skargę do TSUE, który nakazał w ramach zabezpieczenia zaprzestania wydobycia do czasu ogłoszenia przez TSUE wyroku w sprawie.

Wykonanie tego postanowienia niesie dla Polski poważne skutki ekonomiczne. Turów to wielki kompleks energetyczny, elektrownia powiązana z kopalnią to kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy związanych z kompleksem energetycznym i 7% produkowanej w Polsce energii. Kopalnia to nie Skoda „Oktawia” gdzie się wyciąga kluczyk i wystarczy. Zaprzestanie wydobycia to poważny proces technologiczny niosący za sobą skutki gospodarcze dla całego regionu i kraju. Przyjmując zobowiązania dotyczące transformacji energetycznej, w której zaprzestanie spalania węgla brunatnego jest jednym z podstawowych warunków zmniejszenia emisji, rząd nie podjął żadnych działań dla zabezpieczenia w przyszłości miejsc pracy w rejonie Turowa, co czyni problem jeszcze trudniejszym do rozwiązania.

Wzywamy polski rząd do bezzwłocznego rozpoczęcia działań negocjacyjnych z Czechami i UE, których celem byłby kompromis w sprawie kopalni Turów i zawieszenie wykonania wyroku TSUE. Droga, którą podąża rząd, negowanie kolejnych wyroków i orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości i szukanie winnych tego stanu rzeczy w UE to ślepy zaułek. Powiększy on naszą alienację wśród państw europejskich i może doprowadzić do polexitu niosącego Polsce niewyobrażalne skutki gospodarcze.

Polska jest członkiem Grupy Wyszehradzkiej, od 2020 roku trwa nasza prezydencja. Czesi złożyli skargę do TSUE cztery dni po spotkaniu tego ciała. Uważamy, że to V4 jest właściwą platformą do rozwiązywania konfliktów z naszymi sąsiadami, dotyczących wspólnych złóż kopalnych. Zamiast namawiać naszych sąsiadów do ścigania kobiet zmuszonych do wykonania zabiegu terminacji ciąży poza granicami Polski, rząd powinien zainicjować rozmowy z partnerami o ekologicznych konsekwencjach wydobycia paliw kopalnych. Współdzielone złoża to nie tylko Turów.
Wzywamy rząd do zintensyfikowania działań na rzecz transformacji energetycznej. Skuteczna transformacja energetyczna to jedyne realne rozwiązanie, które ochroni nasz kraj przed zagrożeniami ekologicznymi.