40 lat oczekiwań, czyli jest „Kuźnica” w Zamościu

20 października zainaugurowała swoją działalność zamojska filia stowarzyszenia Kuźnica. Na prezesa wybrano redaktora „Trybuny”, pochodzącego z Tomaszowa, Jarka Ważnego. Sekretarzem filii został Marek Palonka, przewodniczący struktur Nowej Lewicy w mieście.

Spotkanie organizacyjne odbyło się w sali konferencyjnej zamojskiego hotelu „Renesans”. Zgromadziło ok. 50 osób, lewicowej proweniencji, z Zamościa i innych miast byłego województwa zamojskiego, reprezentujących różne organizacje społeczne i polityczne.

Zebranych przywitał gospodarz miejsca, Marek Palonka, który poinformował, że siedzibą i docelowym adresem dla przyszłych, zamojskich kuźniczan, będzie siedziba Nowej Lewicy na ulicy Greckiej.
Jarek Ważny, nowy szef „Kuźnicy” w Zamościu apelował do zebranych, żeby dać szansę organizacji i próbować zawalczyć o to, aby nie oddać Zamościa i regionu w ręce ludzi takich Czarnek i Monika Pawłowska, którzy nieodzownie kojarzą się w Polsce z Zamojszczyzną. Podobnie jak nowy rektor Akademii Zamojskiej, które chce przeprowadzić w Zamościu eksperyment z „ugruntowywaniem cnót niewieścich”. Wspomniał też, że 20 października przypada Światowy Dzień Godności, której nie wolno sobie dać odebrać, zwłaszcza przez pisowską władzę.

Na spotkaniu obecny był także prezes stowarzyszenia „Kuźnica”, Paweł Sękowski, oraz wiceprezes, Rafał Skąpski, którzy przybliżyli zebranym to, czym „Kuźnica” była i czym jest dzisiaj, zarówno od strony formalnej, jak i ideowej. Rozprowadzano również bieżący numer czasopisma „Zdanie”.
Na zakończenie głos zabrał Włodzimierz Fudali, zamościanin, członek „Kuźnicy” w Nowym Sączu, który dziękował wszystkim przybyłym za liczną obecność i za doprowadzanie przez Jarka do sfinalizowania całego przedsięwzięcia, które miało dotychczas w Zamościu cztery nieudane próby założycielskie. 40 lat wcześniej, powołano w mieście agendę klubu „Kuźnicy”. Wspominał o tym w swoim wystąpieniu nowy przewodniczącym. Jej szefem był ówczesny wicenaczelny „Tygodnika Zamojskiego”, Zdzisław Kazimierczuk. Niestety, ówczesna zamojska „Kuźnica” przetrwała do sierpnia 1981 r. a po stanie wojennym więcej się nie odrodziła.

Słowo do zebranych skierowali także, za pośrednictwem internetu, Ludwik Maźnicki, I sekretarz KW PZPR w Zamościu w latach 1975-1980 i prof. Stanisław Obirek, urodzony w Tomaszowie, a wychowany w Narolu, myśliciel i wykładowca akademicki. Jak wspomniał na koniec nowy szef zamojskiej filii, jest wielce prawdopodobne, że prof. Obirek będzie gościem w Zamościu już za miesiąc.

„Kowadło” dla Gajosa

W poniedziałek 4 października b.r. w krakowskim Teatrze Scena Stu odbyła się uroczystość wręczenia „Kowadła” Kuźnicy Januszowi Gajosowi, jednemu z najwybitniejszych polskich aktorów filmowych i teatralnych, profesorowi sztuk teatralnych.

Na coroczną galę wręczenia nagrody „Kuźnicy” stawili się licznie członkowie i sympatycy krakowskiego stowarzyszenia. Przybyłych gości powitał prezes „Kuźnicy”, Paweł Sękowski. W swoim przemówieniu przywołał po krótce dorobek stowarzyszenia na przestrzeni ostatnich lat. Skupił się jednak na osobie samego laureata. Gospodarz miejsca, dyrektor Tetru Stu, Krzysztof Pluskota, również nie szczędził Januszowi Gajosowi komplementów.

Gajos uhonorowany został – jak podkreślił prezes Kuźnicy Paweł Sękowski – „w uznaniu wielu niezapomnianych kreacji teatralnych i filmowych, odważnego i rozważnego obywatelskiego głosu w przestrzeni publicznej, bezpretensjonalnej postawy w życiu codziennym, rzadkiej pośród najwybitniejszych artystów”.

Laudację, w swoim stylu, wygłosił Andrzej Poniedzielski. Nie tyle wygłosił, co bardziej…zaśpiewał, do melodii znanego przeboju Leonarda Cohena. Janusz Gajos, jak podkreślił w laudacji Poniedzielski, to aktor, który w swej twórczości posługuje się mało popularnymi środkami wyrazu, takimi jak smutek, rozwaga i poczucie sensu.

Głos zabrał również przyjaciel Gajosa, aktor Jerzy Trela, który dziękował mu za jego wkład w polską kulturę słowami ks. J. Tischnera z jego „Filozofii po góralsku”.

Odbierając nagrodę w krakowskim Teatrze Scena Stu J. Gajos podkreślił, że Krakowowi wdzięczny jest przede wszystkim za swoją żonę, Elżbietę, którą poznał właśnie w tym mieście.

List z okazji przyznania nagrody skierował do zgromadzonych Aleksander Kwaśniewski, członek honorowy stowarzyszenia Kuźnica, który podkreślił, że Gajos w swoich rolach „cieszy, wzrusza i zmusza do myślenia kolejne pokolenia widzów”. Wskazał jednak, że nie zamyka się on w „wieży sztuki”, ale jest też „wrażliwym obywatelem, niegodzącym się na psucie demokracji, ograniczanie wolności, kłamstwo w życiu publicznym i dzielenie ludzi”.
Całość gali zwieńczył koncert w wykonaniu artystów, zaprzyjaźnionych z krakowską sceną Teatru Stu – Pawła Rosaka i Sławomira Bernego, Joanny Pocicy z towarzyszeniem Konrada Mastyło i Zbigniewa Palety, skrzypka grupy „Anawa”, który na uroczystość wręczenia „Kowadła” Januszowi Gajosowi przyleciał specjalnie z Meksyku, w którym na co dzień mieszka.
O pojubileuszowy bankiet zatroszczyła się Fundacja Róży Luksemburg, na czele, z obecnym na uroczystości prezesem, Holgerem Polittem.

Rozmowa z Januszem Gajosem, laureatem „Kowadła Kuźnicy” A.D. 2021

To wyróżnienie od „Kuźnicy”…Pan się tak nie boi?
– Myśli Pan, że to groźne?
A bo ja wiem…
Ja myślę, że doszliśmy już do takiego konsensusu, że możemy sobie mówić pewne rzeczy wprost. I nie widzę w tym niczego groźnego.
A pańscy koledzy ze środowiska, którzy częściej chadzają do Kościoła niż Pan, co mogliby powiedzieć, gdyby zobaczyli Pana w takim towarzystwie, do tego z tą nagrodą?
– Myślę, że nic. Ta nagroda dotyczy mojej pracy, mojego zawodu a nie tego czy się modlę czy nie.
A modli się Pan?
– Podejrzewam, że nie damy rady w tej rozmowie ustalić jaki jest mój stosunek do spraw ostatecznych i jak próbuję dać sobie z tym radę. Na razie próbuję zorientować się w tym co się dzieje wokół.
A co się dzieje?
Okropny bałagan! Mam za sobą spory kawałek życia i wciąż próbuje się w tym połapać. Na studiach w Szkole Filmowej przyszedł do mnie profesor którego ceniłem i powiedział mi co następuje : „Słuchaj, ja jestem w partii. Powiem ci wprost, nie wszystko mi się w tym podoba. Bardzo potrzebujemy takich ludzi jak ty. Kto ma robić w tym jakiś porządek, jak nie wy, młodzi i zdolni. Zgodziłem się. Profesor był fajnym, komunikatywny facetem. Bardzo szybko okazało się , że „młody zdolny” nic nie może. Jest tylko zapisem na liście członków. Wypisałem się. Zrozumiałem, że to nie dla mnie.
Żałuje Pan tego kroku? Że się Pan zapisał?
Nie, nie żałuję. Życie uczy przez doświadczenia. Jeden z bohaterów sztuki p.t. „Opowieści Hollywoodu” Odona von Horvatha powiedział że człowiek, który chce opisać kawałek świata, powinien stać na zewnątrz opisywanego obiektu nie w jego wnętrzu.
A jak Pan słucha albo czyta wypowiedzi ludzi, osób piastujących funkcje publiczne, którzy wygumkowują swoją partyjną przeszłość z życiorysów, to co Pan sobie wtedy myśli?
To jest rodzaj dziecinady. Sposób na usuwanie kawałków samego siebie.
Jakby dostał Pan propozycję przyjęcia z rąk Andrzeja Dudy odznaczenia państwowego, zgodziłby się Pan?
– Nie , nie przyjąłbym odznaczenia od Prezydenta który łamie Konstytucję. W ogóle uważam że mamy do czynienia z żenującym marnym teatrem.
A reżyser?
Reżysera, nie ma, jest tylko treser. Można powiedzieć, że dość sprawny.
Kiedy Obama wygrywał w Stanach wybory na swoją pierwszą kadencję, wsparło go bardzo mocno środowisko artystyczne, na czele z reżyserem Spikem Lee. Sądzi Pan, że u nas mogłoby się zadziać coś podobnego? Jest w Polsce polski Spike Lee, który nie będzie się bał głośno walczyć z prawicą?
– Myślę ,że tacy są , n.p. Agnieszka Holland .
A gdyby zgłosił się do Pana ktoś z podobną propozycją, to wyraziłby Pan gotowość?
– Nie, dlatego że ja nie umiem tego robić.
A jest dziś w Polsce jakiś polityk, który nie próbuje Pana zamotać w to albo owo?
– Myślę, że Donald Tusk jest fachowcem dużej klasy, który działał w prawdziwej, nieudawanej polityce.
Jak go Pan słucha, to…
…to mu wierzę.
Rozmawialiście kiedyś, Pan i Tusk?
– Kiedyś, krótko i jak się to mówi grzecznościowo.
A ministra Glińskiego Pan zna?
– Nie, przy okazji jakichś festiwali, to możliwe, że byliśmy sobie przedstawieni, ale i tego sobie dokładnie nie przypominam…
A co Pan sobie myśli, kiedy Pan obserwuje jak Piotr Gliński zarządza polską kulturą?
– Trudno to określić. Myślę, że tak, jak mu każą.
Ale że dobrze, niedobrze?
– No niedobrze. To jest urzędnik, który robi osobistą karierę. Wykona każde zadanie, które mu się zleci.

Krakowski dobrobyt kulturalny

Wybaczcie, ale ten felieton zacząć muszę od smutnej informacji. Cenzura, powróciła do naszego życia. Już, już, Was uspokajam, na szczęście jest to tylko moja prywatna autocenzura, którą włączyć musiałem we własnym sumieniu, gdyż wszystkiego Wam opisać nie będę w stanie. Wszak felieton z gumy nie jest, a szczególnie ten w papierze oferowany Czytelnikom „Trybuny”, na której łamach także od dziś gościć będę, popularyzując w Polsce, co w kulturalnym Krakowie się dzieje.

A powinniście wiedzieć, że w ostatnich dniach tak wiele pod Wawelem się wydarzyło, iż z braku miejsca nie da się tego opisać i zrecenzować. Nie mogę więc ani słowa wspomnieć o uroczystym otwarciu nowej siedziby Teatru KTO, prowadzonego od dekad wielu przez Jerzego Zonia. Ani o zorganizowanym przez niego przeglądzie teatru otwartego, dzięki któremu krakowskie ulice zatętniły scenicznym życiem dla każdego. Muszę się autoocenzurować, by słowa nie wspomnieć o jakże udanej kolejnej edycji przeglądu filmowego Mastercard Off CAMERA, na którym twórcy kina, uznawanego za nieprofesjonalne, pokazywali dzieła filmowo i aktorsko profesjonalne jak najbardziej. Miejsca brakuje, by napisać, że godnie czcimy w Krakowie Rok Stanisława Lema, czemu towarzyszy wiele arcyciekawych spotkań i wystaw, takich choćby jak otwarta w siedzibie Krakowskiego Forum Kultury wystawa mniej znanych fotografii Lema.

W dostatku artystycznych wydarzeń, zdarzyły się i takie, których opisania odmówić sobie nie mogę, gdyż bliskie są sercu mojemu i warte Waszego poznania. Zaproszony, czym prędzej więc pobiegłem na pożegnanie i premierę jednocześnie, zorganizowane przez Stowarzyszenie Kuźnica, a dotyczące kwartalnika „Zdanie”. Choć niszowe, to niewątpliwie zasłużone dla polskiej kultury jest to pismo, w którym zaczytywałem się od końca lat 70. Zawsze z podziwem dla mądrości jego Autorów i wolności mądrej myśli. Kudy mnie do takich nazwisk, jak m.in. Stanisław Lem, Andrzej Wajda, bp. Tadeusz Pieronek, Marian Turski, Zygmunt Bauman, Andrzej Mleczko, Jerzy Trela, Bronisław Łagowski. I wielu innych. A wszyscy oni w „Zdaniu”prezentowali własne zdanie. Niezmiennie celne i wolne od propagandowej sieczki, świat najczęściej otaczającej. Choć kwartalnik uchodzi za głos lewicy, zawsze dominowała w nim intelektualna różnorodność, mogli w nim swoje opinie wyrażać ludzie prawicy, Kościoła, artyści wolni i zdolni do każdej opinii. Potwierdzeniem tego cykl wywiadów Trzech na jednego, przez twórców pisma wymyślony, w którym trzech dziennikarzy dokładnie indaguje jednego bohatera. Współtwórcą cyklu był dr Edward Chudziński, wieloletni szef pisma, a także współtwórca wielu sukcesów Teatru Stu i założyciel kierunku dziennikarskiego na krakowskim Uniwersytecie Pedagogicznym. Chudziński przeszedł właśnie na zasłużoną emeryturę, stery pisma młodzieży przekazał (dr Paweł Sękowski), z tej też okazji cykl pożegnalnych i powitalnych spotkań zorganizowano w Warszawie i Krakowie. A na nich promowano m.in. najnowszą publikację książkową, czyli sławetny cykl wywiadów w jednym pokaźnym tomie. Tu znów moja cenzura wkracza do akcji, gdyż napisać nie mogę, że w tej księdze znajdziecie wywiady m.in. z Januszem Gajosem, Andrzejami: Walickim i Sewerynem, Krzysztofem Jasińskim i Aleksandrem Kwaśniewskim. Bohaterowie, z jakże różnych szuflad, jakże mądre zdania w tych rozmowach wypowiadają. Czytajcie, a prawdę o życiu lepiej poznacie.

Tę powagę myśli intelektualnej musiałem rozrywkowo odreagować. Jakże świetną okazją ku temu była kolejna premiera w Teatrze Bagatela. Tę zasłużoną krakowską scenę od roku odnawia duet Andrzej Wyrobiec – Krzysztof Materna. I dzieje się wiele dobrego. Najnowszym dobrem była światowa premiera komediowego klasyka, farsy Raya Cooneya, czyli Mayday odNowa. Odnowa spektaklu polega na tym, że adaptował ją scenariuszowo Michael Bartfoot, z głównego bohatera czyniąc nie taksówkarza bigamistę, tylko kobietę bigamistkę za kierownicą taxi. Śmiały pomysł odwrócenia ról przyniósł prześmieszny scenariusz, którego reżyserii podjął się Artur Barciś. Znany aktor okazuje się być także świetnym reżyserem, a w dziele tym całkiem udanie wsparli go aktorzy Teatru Bagatela. Tu znów tekst cenzurować muszę, gdyż autorów udanych kreacji wymienić nie sposób. Napiszę więc tylko: aktorska siódemka świetne odegrała, co scenariusz i reżyser zaoferowali. W atrakcyjnej scenografii Urszuli Czernickiej tak wiele się i śmiesznie się działo, że brzuszek od śmiechu zaczął mnie boleć. Pędźcie czym prędzej do krakowskiej Bagateli na spektakle odnowionego Mayday, bo doprawdy świetna to komedia. A skoro już o tym sukcesie piszę, przewiduję już kolejny. Artura Barcisia, Kraków, jego teatralne sceny i aktorzy, urzekł na tyle, że już szykuje kolejną komedię. Na połowę października Teatr im. Słowackiego zapowiada premierę komedii francuskiej Nerwica natręctw, także w jego reżyserii.

Napisałbym Wam jeszcze szerzej o projekcie Muzeum Czartoryskich Przeszłość Przyszłości… związanym z wykorzystaniem tego pięknie odnowionego Muzeum, o imprezach związanych z 90-tą rocznicą urodzin Piotra Skrzyneckiego, legendy Piwnicy pod Baranami, o wystawionej w Teatrze Proxima sztuce (reż. Piotr Sieklucki), której bohaterem jest rockowy skandalista Ozzy Osbourne. Napisałbym słów wiele, ale sami rozumiecie, musiałem włączyć autocenzurę.

Czekajcie na mnie za dwa tygodnie.