Kulturalna starość

Jeśli nie chcesz przymierać głodem na starość – umrzyj nim dostaniesz pierwszą emeryturę.

Według rządu najniższa emerytura to jakieś 1200 zł. Oczywiście to nieprawda, bo rząd z tej kwoty potrąca podatek. Na rękę parę stów mniej.
Na każdy dzień nie ma nawet 40 zł. Z tych pieniędzy ma się najeść, ogrzać, umyć, zapłacić za dach nad głową i bardzo często kupić lekarstwa.
Większość „życzliwych” rodakom Polaków powie, że przecież taki ktoś mógł pracować więcej i lepiej zarabiać. A skoro tego nie robił, to znaczy, że był leniem i na taką właśnie najniższą emeryturę zasłużył. Według takiego rozumowania znakomita część emerytów była przez całe życie obibokami. Bo skoro GUS poddaje, że najczęściej wypłacana emerytura to ok. 60 złotych więcej niż minimalna emerytura, to znaczy, że jesteśmy narodem śmierdzących leni.
Ten sam GUS twierdzi też, że średnia emerytura w Polsce to 2 500 zł. Co oczywiście jest statystycznym pewnikiem, ale na którą to wartość można patrzeć ze śmiechem. Tym samym, który ogarnia Polaków, gdy czytają, że średnie wynagrodzenie u nas to ponad 6 tys. zł miesięcznie.
Ciepłe kraje
Kłamstwo statystyczne nie jest jedynym, które dotyczy emerytów. Największym jest bowiem sama „najniższa emerytura”. Bo – otóż – od czasu reformy Buzka czegoś takiego nie ma. Na ustawowe minimalne brutto załapują się bowiem faceci, którym pracodawca odprowadzał składki emerytalne przez 25 lat i kobiety, którym część wynagrodzenia przesyłano do ZUS przez lat 20. Po ludzku mówiąc, przez tyle właśnie lat jedni i drugie musieli w czasie swojego życia pracować na etacie.
Tymczasem żyjemy w kraju, gdzie w latach 90-tych pracować można było najczęściej na umowach cywilno prawnych, albo wręcz na czarno.
I mimo że ktoś harował na umowie o dzieło, lub umowie-zleceniu, to fundusz emerytalny ZUS nie dostawał z tego ani grosza.
Nie mający o tych czasach i sytuacjach, wielkomiejscy, liberalni mądrale, powiedzą oczywiście, że ludzie mogli się na takie coś nie zgodzić. Oczywiście. Tyle, że jedyną alternatywą było dla nich i ich rodzin żywienie się po śmietnikach i spanie pod mostem.
A jeśli i to nie przekona, nie mających pojęcia o życiu w mniejszych miejscowościach, to może niech spojrzą wokół siebie i spytają dzisiejszych 35-44-latków czy jeszcze kilka lat temu mieli etaty. Nie mieli otóż. Tak samo jak urlopów i mnóstwa świadczeń, które się ma z racji bycia etatowcem.
Zarzucanie lenistwa ludziom, którzy w latach 90-tych spędzali po kilka miesięcy za granicą i z racji niebycia Polski w UE musieli w większości pracować tam na czarno, też jest nie fair. A przecież robiło taki dobrych kilkaset tysięcy Polaków.
Pracodawca ci da
Prawo jest jednak twarde. Jeśli za kogoś przez wymienione w ustawie lata nie płacono składki emerytalnej, to osoba taka nie dostanie „emerytury minimalnej”. Dostanie natomiast – jak we Wrocławiu – co miesiąc 20 gr.
Aż dziw, że podając tę informację ZUS nie zestawił jej z najwyższą wypłacaną w Polsce emeryturą za ponad 60 oskładkowanych lat, wynoszącą ponad 20 tys zł miesięcznie. Byłaby przecież szansa udowodnić że (jak się z tych dwóch kwot zrobi średnią) średnia polska emerytura to 10 tysięcy z groszami.
Niemal bezgłośnie przeszła w mediach informacja, że liczba Polaków bez prawa do minimalnej emerytury wzrosła w ciągu 7 lat ponad dziesięciokrotnie. O ile bowiem w 2011 r. było takich osób niecałe 24 tys, to teraz jest ich trzy czwarte miliona. I ta armia będzie rosła. Według jednych ok 2030 roku będzie ich prawie milion, według zaś innych – nawet 1,5 mln.
Od lat o nieoskładkowane śmieciówki walczą pracodawcy, cały czas opowiadając, jak to uelastycznia rynek pracy, czyli ma nader pozytywny wpływ na gospodarkę. Teraz jednak grono to – konkretnie zaś Federacja Przedsiębiorców Polskich – zostało zaskoczone danymi o licznie niekwalifikujących się na najniższe emerytury. I co wymyślili?
Żeby zrobić ustawę nakazującą ZUS dopisać kapitał za lata, kiedy dana osoba pracowała na śmieciówce. A na dodatek lata te doliczyć do stażu niezbędnego by dostawać emeryturę najniższą. I jest to piękne. Ci, którzy zawsze gardłowali, że państwa ma być jak najmniej, dzięki czemu mogliby płacić pracownikom po uważaniu i zamiast na ZUS przekierowywać ich składki na własne konta. Teraz zaś leją krokodyle łzy nad tymi, których złupili i domagają się, żeby sprawiedliwość wzięło na siebie państwo. Czyli wszyscy podatnicy.
Z kapeluszem po emetyturę
Prawda jest jednak taka, że z emeryturami trzeba coś zrobić. Choćby dlatego, że za dekadę oprócz 1 miliona osób niezasługujących zdaniem ZUS na minimalne świadczenie, tych, którzy będą je dostawali w najniższym wymiarze będą miliony. Choćby tacy, którzy pracują na samozatrudnieniu. Bo mimo, że co miesiąc płacą ZUS jak za zboże, to ich składka emerytalna da dzisiejszym „przedsiębiorcom” właśnie najniższą emeryturę. Do tego dodajmy dotychczasowych beneficjentów „500 plus” i innych świadczeń socjalnych, które wymagają od ludzi wykazywania się minimalnymi zarobkami. Wszystkie te osoby zarabiały zatem oficjalnie jak najmniej. Najczęściej będąc zatrudnionymi na pół etatu. Pracowały zaś ile się da, dostając pieniądze „pod stołem”.
Można iść o zakład, że grono ludzi z najniższą emeryturą zasilą wszelkiej maści twórcy. Od kabareciarzy, przez piosenkarzy, czy muzyków, na dziennikarzach kończąc. W tych zawodach pojęcie etatu jest niemal nieznane. Tak jak nawet samozatrudnienie. Twórcy żyją z umów o dzieło. A od nich nie odprowadza się nawet składki zdrowotne, więc tym bardziej na emeryturę.
Dlatego za 15-20 lat nie zdziwcie się Drodzy Czytelnicy jak w jakimś buszującym w śmietniku kloszardzie rozpoznacie niegdysiejszego celebrytę. Takiego, który miał jeden przebój, którego już od dawna nikt nie chce grać, więc tantiemy też mu się nie należą.
Coraz mniej
OECD, czyli klub najbardziej rozwiniętych ekonomicznie krajów, przeprowadził symulację emerytur wśród swoich członków za 30 lat. Badaczom wyszło, że najwyższe emerytury będą dostawać Holendrzy. Niemal równe przeciętnej pensji. Na drugim miejscu jest Dania, gdzie emerytura będzie stanowić 86 proc. średniego wynagrodzenia. We Włoszech, Austrii, Luksemburgu, USA, Irlandii i Kanadzie, będzie się po przejściu na emeryturę dostawało ponad 70 proc. średnich zarobków.
Taki zaś Polak, czy Polka, gdy przejdą na zasłużony odpoczynek to dostaną ledwie 31 proc. przeciętnej niegdysiejszej pensji. To najgorszy wynik w Europie i drugie po Meksyku najniższe świadczenie na świecie.
W przeliczeniu na obecne pieniądze Polacy będą dostawać średnio niecałe 1200 zł na rękę. Potwierdzają to polscy naukowcy. Według nich będzie jednak nieco gorzej. Bo gdy 30-40 – latkowie przejdą na emeryturę, to 75 proc. z nich otrzyma co najwyżej świadczenie minimalne – czyli co najwyżej odpowiednik dzisiejszych 934 zł. Czeka to praktycznie wszystkie kobiety i ponad połowę mężczyzn.
Za starzy na życie
Dziś emeryci to ok. 6 mln osób. Lada chwila będzie ich jednak ponad 10 milionów. Co znaczy, że ludzi, którzy nie będą mieli pieniędzy na zaspokojenie podstawowych potrzeb będzie 7,5 miliona.
Powinno się wydawać, że dzisiejsze i przyszłe świadczenia dla osób starszych powinny być jednym z głównych haseł tegorocznych kampanii wyborczych. A nie są.
Kaczyński wymyślił dla nich łapówkę w postaci 13. emerytury. Morawiecki snuje wizje dalszego zasilania sektora bankowego poprzez PPK i IKE. Historia OFE nauczyła Polaków, że to ściema, na której zarobią tylko banksterzy. Opozycja problemu emerytów nie dostrzega.
Nikt nie wraca do dyskusji sprzed paru lat gdy partie przerzucały się – niejednokrotnie sensownymi – pomysłami.
Zaczął Waldemar Pawlak, gdy jeszcze był wicepremierem. Powiedział, że na starość jedno na co będzie można liczyć, to utrzymanie przez własne dzieci. A potem dodał, że musimy myśleć o emeryturze obywatelskiej. Czyli takiej, którą dostanie każdy, kto osiągnie wiek emerytalny. Poza nią dostawałby też i tę z ZUS, czy czegokolwiek.
Koncepcji przyklasnęli liberałowie z Centrum im. Adama Smitha. Ich wyliczenia pokazywały, że emerytura obywatelska miałaby być finansowana z podatków i wynosić powinna (parę przecież lat temu) ok. 900 zł.
Szydło mówiła wtedy, że emerytura obywatelska jest jedną z propozycji omawianych w PiS. Jak widać nader nieskutecznie. Choć nie do końca może.
Od zdobycia władzy przez PiS można zaobserwować dość ciekawe zjawisko. Po wielu latach wzrostu wieku umieralności Polaków, trend się odwrócił. Umiera nas znacznie więcej niż przewidywali to demografowie. Może zatem PiS uznał, że problem głodujących emerytów rozwiążą sami emeryci. Poprzez schodzenie z tego łez padołu, tydzień po przejściu na emeryturę.

Świadczenie obywatelskie – oferta dla obywateli, program dla Polski

Poszukiwanie nowych pomysłów na gospodarkę i społeczeństwo, na organizację państwa i odbudowę systemu prawnego zdemolowanego rządami nacjonalistyczno-katolickiej koalicji nie zajmuje dzisiaj szczególnie istotnego miejsca w działaniach partii politycznych tworzących opozycję parlamentarną.

Traci ona jedynie energię wikłana przez rządzących w przepychanki nad tworzonymi przez nich aktami prawnymi , co wobec posiadanej przez nich większości parlamentarnej z góry skazuje na niepowodzenie podejmowane przez opozycję wysiłki.

Dzielący społeczeństwo konflikt cywilizacyjny pomiędzy zwolennikami autorytarnego państwa wyznaniowego i demokratycznego, liberalnego państwa świeckiego w zasadniczy sposób utrudnia poszukiwanie sposobów na rozwiązywanie narastających w kraju problemów, które miałyby szanse na szerszą akceptację niż jedynie przez koalicję rządząca. W tych warunkach nawet dyskusja publiczna nad sprawami kraju nie jest możliwa, gdyż jej potencjalnym uczestnikom z góry przypisuje się zaangażowanie polityczne po jednej ze stron.

Tymczasem realizowana obecnie przez rządzących koncepcja rozwoju gospodarczego polega głównie na intensyfikacji aktywności państwa w sferze inwestycyjnej, w przemyśle, mediach i usługach finansowych. Jednocześnie koncentracja uwagi rządzących na upaństwowieniu podmiotów należących do kapitału zagranicznego budzi poważne wątpliwości co do efektów długofalowych takiej polityki, a niewielkie podwyżki wynagrodzeń minimalnych wobec stałego wzrostu cen w rezultacie pogarszają jedynie sytuację nie tylko drobnych i średnich przedsiębiorców, ale i wszystkich ludzi pracy. Dodatkowo zastąpienie zwiększania poziomu świadczeń publicznych atrakcyjnym dla wielu rodzin programem 500+, dodatkowymi wypłatami emerytur i rent czy nieznacznym podwyższaniem wybranych zasiłków przy braku radykalnego podwyższenia kwoty wolnej od podatku dochodowego pogłębia jedynie chaos finansowy i organizacyjny w rozbudowanym systemie świadczeń emerytalno-rentowych i socjalnych oraz zwiększa koszty jego obsługi. Co więcej, transfery pieniężne dokonywane poza systemem podatkowym , których nie ujmuje się w zeznaniach podatkowych, utrudniają przejrzyste funkcjonowanie systemu podatkowego. Bałagan jaki panuje w systemie zabezpieczeń społecznych ZUS i KRUS, trudności w finansowaniu zobowiązań tych instytucji, stały wzrost kosztów obsługi różnych zakresów uprawnień emerytalnych przewidzianych dla wojska, policji, górników, rolników czy sędziów i prokuratorów jest między innymi wynikiem rozdawnictwa środków pieniężnych mającego generować przychylność części społeczeństwa dla polityki rządzących. Niewątpliwie jest to cena za budowę autorytarnego państwa mającego realizować cel ideologiczny jakim jest budowa narodowego państwa wyznaniowego rządzonego przez nowe elity wywodzące się z obozu rządzącego, które muszą zostać wyposażone w środki materialne gwarantujące odpowiednio silną pozycje ekonomiczną. Podobnie jak pozostający w sojuszu Kościół katolicki, kler i organizacje około kościelne zawsze mogące liczyć na państwowe przysporzenia środków finansowych w zamian za bezwarunkowe poparcie.W związku z tym pogłębianie deficytu finansów publicznych do granic wytrzymałości , lekceważenie i naruszanie prawa, wzrost korupcji i przestępczości wśród rządzących i urzędników państwowych to nieuchronne następstwa takiej polityki . Trzeba dla nich tworzyć regulacje prawne uwalniające od ewentualnej odpowiedzialności karnej w przyszłości. Bankructwo realizowanego przez rządzących modelu państwa staje się coraz bardziej widoczne nie tylko w obliczu rozwijającej się pandemii , niewydolności opieki zdrowotnej, braków sprzętu i wyposażenia szpitali i wykwalifikowanego personelu medycznego kształconego w Polsce głównie na rynki zamożniejszych państw zachodnich, ale i w stałym podwyższaniu różnych form opodatkowania. Krytyka na jaką niewątpliwie zasługują obecne władze nie może jednak zwalniać od poszukiwania rozwiązań, które mogłyby stworzyć alternatywę i spójną, całościową propozycję polityczną, która miałaby szanse stać się rzeczywistą i konkurencyjną ofertą dla społeczeństwa. Powinna one z jednej strony być atrakcyjna i korzystna dla większości społeczeństwa, a z drugiej pozwalać na przeprowadzenie reformy wielu sfer organizacji i funkcjonowania państwa szczególnie w zakresie bezpieczeństwa socjalnego..

Niewątpliwie wśród zrealizowanych przez obecne władze propozycji polepszenia warunków życia części społeczeństwa pierwszeństwo należy się programowi 500+, który wymaga rzetelnej i obiektywnej oceny. Program ten jest często przyrównywany do jakieś formy coraz bardziej popularnego w rozwiniętych państwach demokratycznych projektu bezwarunkowego dochodu podstawowego, chociaż w mojej ocenie bezpodstawnie ponieważ istota bezwarunkowego dochodu podstawowego polega na przyznaniu każdemu obywatelowi lub nawet każdej osobie ludzkiej bez względu na wiek, dochody, sytuację majątkową czy zatrudnienie kwoty pieniężnej umożliwiającej zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych na założonym w danym wariancie poziomie.

Program 500+ był społecznie powszechnie akceptowany nie tylko ze względu na to, że stanowił konkretne przysporzenie pieniężne, ale również dlatego że stanowił reakcję przywracającą ludziom poczucie godności po latach rządów, które zawłaszczyły ideę liberalizmu nadając jej jednostronnie ekonomiczne znaczenie i czyniąc podmiotem wolności rynek, a nie człowieka. Władza, która z polskiego systemu demokracji uczyniła źródło rodzące niesprawiedliwość, wykreowała przy okazji prawicowy populizm sprzyjający rozwojowi nacjonalizmu, a nawet tendencjom faszystowskim. Władza zastosowała rozwiązania mające na celu kupienie przychylności środowisk najbardziej uzależnionych od wsparcia przez państwo co jednak nie rozwiązało ani problemu ubóstwa ani nie wpłynęło na polepszenie sytuacji demograficznej, funkcjonowania państwa czy zmniejszenia dotychczasowych obciążeń finansowych z tytułu wydatków na cele socjalne i społeczne.

Wypłata 500+, podobnie jak inne stosowane w wielu państwach przysporzenia określane mianem premii państwowych, narodowych dywidend, premii socjalnych, wynagrodzeń obywatelskich czy grantów powszechnych, jako równe, regularne świadczenie pieniężne otrzymywane przez wszystkich posiadających dzieci obywateli niezależnie od ich sytuacji materialnej, uzyskiwanych przychodów i posiadanej pracy finansowane jest ze środków publicznych. Powstaje więc zasadne pytanie o zdolność państwa do ponoszenia takich wydatków? W bieżącym roku wypłaty z tytułu 500+ sięgną kwoty 41 mld złotych, a gdyby świadczenie to było wypłacane każdemu pełnoletniemu obywatelowi, a więc ok.30 milionom Polaków, to byłby to wydatek rzędu 180 mld zł, przy czym taki poziom świadczenia nie gwarantował by nawet pokrycia kosztów minimum egzystencji ocenianego dzisiaj na ponad 600 zł miesięcznie. Nie ma zatem w najbliższej perspektywie żadnych możliwości wprowadzenia klasycznej wersji bezwarunkowego dochodu podstawowego, który pokrywałby co najmniej koszty utrzymania na poziomie minimum socjalnego wynoszącego 1200 zł miesięcznie.

Dotychczasowe eksperymenty związane z wprowadzaniem różnych form dochodu obywatelskiego testowane w różnych krajach i różnych warunkach społeczno-ekonomicznych jak np. w Finlandii, gdzie wypłacano 560 Euro miesięcznie, w kanadyjskiej prowincji Ontario, we Włoszech -760 Euro, w Niemczech, gdzie eksperymentem objęto 75 tys. osób czy w jednym z miast Namibii ,nie dostarczyły jednoznacznych wyników co do skutków ich prowadzenia. Wspólna cechą realizowanych projektów było to, że nie dotyczyły klasycznego bezwarunkowego dochodu podstawowego, lecz jakiejś jego formy , a wypłacane świadczenia nie wpływały na wzrost poziomu bezrobocia, a wprost przeciwnie intensyfikowały zainteresowanie poszukiwaniem pracy lub podjęciem własnej działalności gospodarczej. Szczególnie interesująco wyglądają wyniki testów jeżeli wypłacane świadczenia potraktuje się jako instrumenty antykryzysowe konieczne dla zapobieżenia nagłym kataklizmom jak chociażby obecna pandemia. Dr Jakub Sawulski – lider zespołu ds. makroekonomii w Polskim Instytucie Ekonomicznym uważa, że konieczne jest nawet przyznanie jakiegoś świadczenia osobom, które tracą dochód czy to na skutek zwolnień z pracy, wypowiedzenia umów cywilnoprawnych, uniemożliwienia czy ograniczenia prowadzenia działalności gospodarczej. Jest to szczególnie uzasadnione w dobie pandemii uniemożliwiającej normalne funkcjonowanie gospodarki na skutek wprowadzanych restrykcji i środków ostrożności. Dodatkowo nie ma żadnych przeszkód by przy obecnym poziomie transferów socjalnych i stopniu komputeryzacji nie tworzyć takiego modelu świadczeń pieniężnych dla społeczeństwa, który jednocześnie uwzględniałby kryteria dochodowe obywateli.

Nawet jeżeli nie jesteśmy jeszcze jako państwo na etapie umożliwiającym wprowadzenie bezwarunkowego dochodu podstawowego lub nawet jakiejś jego częściowej formy to trzeba pracować nad rozwiązaniami, które w przyszłości stworzą warunki do wprowadzenia jednolitego świadczenia obywatelskiego zastępującego wszystkie inne świadczenia socjalne i emerytalno-rentowe. W tym celu już dzisiaj warto skupić się na tworzeniu rozwiązań prawnych umożliwiających przejmowanie wartości generowanych np. przez maszyny i urządzenia w wyniku postępującej automatyzacji i robotyzacji procesów produkcji, informatyzacji i komputeryzacji usług jak np. diagnostyki medycznej, na rzecz całego społeczeństwa, a nie grupy najbogatszych ich właścicieli.

Zaletami świadczeń obywatelskich ze względów ekonomiczno-społecznych jest zarówno przeciwdziałanie utracie środków do życia przez ludzi, których procesy globalizacji, modernizacji, robotyzacji czy zmian klimatycznych wypychają z rynku, zmniejszenie lub likwidacja biurokracji i instytucji obsługujących sferę socjalną i podatkową, uproszczenie systemów podatkowych i emerytalno-rentowych jak i zniwelowanie efektów utraty dotychczas uzyskiwanych świadczeń socjalnych w wypadku podjęcia każdego, a przede wszystkim nisko opłacanego zatrudnienia czy działalności często postrzeganych jako nieopłacalne. Wprowadzenie powszechnego świadczenia pozwala większej ilości ludzi podejmować własną działalność gospodarczą, aktywność społeczną, uprawiać wolontariat, realizować się w działalności artystycznej czy też kształcić w wybranych kierunkach co zwiększa potencjał indywidualny człowieka i buduje kapitał społeczny.

Świadczenie obywatelskie może być również postrzegane jako instrument porządkujący wiele spraw w państwie poczynając oczywiście od systemu świadczeń społecznych, podatków, zabezpieczeń emerytalnych poprzez ich ujednolicenie, aż po system dotacji i grantów dla różnych instytucji społecznych i organizacji obywatelskich, kościołów i innych związków wyznaniowych, ograniczenie wydatków na utrzymywanie domów opieki społecznej, wszelkiego rodzaju ośrodków pobytu i opieki w tym lekarskiej, nie wyłączając ośrodków odosobnienie, które byłyby finansowane z przekazywanych świadczeń obywatelskich osób w nich umieszczanych.
Przede wszystkim jednak o wadze świadczenia zdecyduje jego powiązanie z powszechnym podatkiem dochodowym. Punktem wyjścia do rozważań tej kwestii jest koncepcja negatywnego podatku dochodowego lub ujemnego podatku dochodowego powstała już w latach czterdziestych XX wieku, a rozwinięta przez Miltona Friedmana w początku lat 60-tych. Zakłada ona istnienie progu opodatkowania po przekroczeniu którego podatnik odprowadza ustalony podatek, którego procentowa wartość rośnie wraz ze wzrostem dochodu (podatek progresywny). Jeżeli natomiast dochód podatnika nie przekroczy najniższego progu, to różnica pomiędzy progiem, a rzeczywiście uzyskanym dochodem jest wypłacana przez państwo nawet w całości jeżeli podatnik nie uzyskał żadnego dochodu. Oczywiście na potrzeby aktualnego stanu fiskalnego państwa można obniżać granice wypłat (zwrotu podatkowego) należnego osobom nie uzyskującym dochodu w wysokości najniższego progu podatkowego jak i je zwiększać stosownie do możliwości i uznania państwa .

Byłoby rzeczą niezmiernie cenną by zamiast z góry przyjętej krytyki tzw. rozdawnictwa ,poważnie zajęto się przeprowadzeniem oceny rzeczywistych kosztów i efektów wprowadzenia takiego świadczenia obywatelskiego nawet w rozbiciu na kolejne etapy, z których pierwszym byłaby od dawna postulowana konieczność podniesienia kwoty wolnej od podatku dochodowego osób fizycznych do przyzwoitego poziomu odpowiadającego co najmniej płacy minimalnej co również znacznie polepszyłoby sytuacje emerytów i rencistów. Wydatki państwa z tytułu emerytur i rent sięgają obecnie kwoty 400 mld złotych i w części przeznaczonej na zaopatrzenie rentowe mogą zasilić fundusz jednolitego świadczenia obywatelskiego podobnie jak wszelkie zasiłki socjalne, wypłaty z 500+, z pomocy społecznej, z dotacji państwowych dla różnych instytucji i organizacji. Świadczenie obywatelskie, które również ma do odegrania wielka role w pobudzaniu konsumpcji szczególnie po przezwyciężeniu pandemii mogłoby stać się wehikułem naprawy państwa i jego gospodarki, dającym szanse na poprawę poziomu życia obywateli i poczucia bezpieczeństwa ekonomicznego. Świadczenie, nawet przy rezygnacji z bezwarunkowości jego wypłaty, powiązane ze statusem obywatela byłoby także dalszym czynnikiem podnoszącym poczucie godności i rzeczywiście mogłoby prowadzić do wzmocnienia obywatelskiej postawy.