Festiwal Kwiatów Brzoskwini w Nyingchi w Tybecie

Chociaż na początku marca w Tybecie było jeszcze zimno, Nyingchi, miasto we wschodnim Tybecie, jako pierwsze poczuło powiew „wiosny”. W pierwszej połowie 2020 r., wskaźnik ożywienia na rynku turystycznym w Tybecie zajmuje pierwsze miejsce wśród wszystkich prowincji w Chinach. Za sprawą Festiwalu Kwiatów Brzoskwini odbywającego się w mieście Nyingchi, Tybet przeżywa pierwszy szczyt sezonu turystycznego w tym roku.

Nyingchi oznacza „tron słońca”. Każdej wiosny kwiaty brzoskwini kwitną po obu stronach rzeki Brahmaputra i w jej dopływach. Kwiaty, błękitne niebo i pokryte śniegiem góry uzupełniają się nawzajem, tworząc niepowtarzalny krajobraz. Profesor Xing Zhen, ekspert z Uniwersytetu Rolnictwa i Hodowli Zwierząt w Tybecie, który zajmuje się badaniami nad dzikimi brzoskwiniami powiedział, że na obszarze Nyingchi są co najmniej 3 miliony dzikich drzew brzoskwini i nierzadko zdarza się, że wiek drzew sięga trzech do pięciuset lat. Wzdłuż drogi krajowej można zobaczyć gęste lub rozproszone dzikie drzewa brzoskwini rosnące w dolinie rzecznej i okolicy wsi. 30-kilometrowy kanion w powiecie Bomi jest najdłuższym wąwozem z kwiatami brzoskwini w Chinach.
Wiele cudownych krajobrazów Płaskowyżu Qinghai-Tybet znajduje się w regionach niedostępnych lub o trudnych warunkach pogodowych. W odróżnieniu od nich Nyingchi, jest malowniczym obszarem o wygodnym i przyjemnym usytuowaniu. Średnia wysokość wynosi tutaj około 3000 metrów nad poziomem morza, czyli jest niższa niż w innych częściach Tybetu. Dlatego jest to pierwszy wybór dla turystów, którzy chcą odwiedzać Tybet, ale obawiają się choroby wysokościowej. Jednocześnie jest to dzielnica o największym na świecie spadku ukształtowania terenu w pionie. Kwitnienie i więdnięcie kwiatów brzoskwini jest uzależnione od wysokości, co również wydłuża sezon turystyczny zdominowany przez kwiaty brzoskwini.
Od 2002 roku odbyło się już 18 edycji Festiwalu Kwiatów Brzoskwini, który stał się wizytówką Nyingchi. Poziom ruchu turystycznego w Nyingchi wciąż rośnie, ale lokalnym mieszkańcom nadal udaje się zachować oryginalne życie w stylu tybetańskim. Oprócz piękna natury, do Nyingchi przyciąga turystów tradycyjny koloryt i elementy tybetańskie, takie jak dobrze zachowane zabytki, specjalne potrawy i folklor.
Wioska Gala, położona w południowo-wschodniej części miasta Nyingchi, to stałe miejsce, w którym każdego roku odbywa się ceremonia otwarcia festiwalu. Ponad 1200 dzikich brzoskwini w pełnym rozkwicie czeka na grupy turystów, którzy będą podziwiać ich piękno. Oprócz uroków kwietnej scenerii i pokrytych śniegiem gór, goście mogą również wziąć udział w specjalnych zawodach łuczniczych, spróbować jazdy konnej, zrobić sobie zdjęcie w stroju tybetańskim i posmakować lokalnych przysmaków. W 2018 i 2019 roku, podczas Festiwal Kwiatów Brzoskwini wioska Gala przyjęła ponad 100 tysięcy turystów, a dochód z turystyki wyniósł około 1,64 miliona złotych i 2,25 miliona złotych.
Tegoroczny Festiwal Kwiatów Brzoskwini rozpoczął się 27 marca. Poza ceremonią otwarcia, w różnych miejscach w Nyingchi odbywały się imprezy towarzyszące, takie jak koncerty muzyczne, pokazy fajerwerków, festiwal przysmaków, targi żywności i produktów rolnych, obserwowanie gwiazd i zawody w ludowych dyscyplinach sportowych. Branża turystyczna pobudziła również rozwój gospodarczy, zapewniając mieszkańcom Tybetu więcej miejsc pracy i możliwość budowania marki produktów rolno-spożywczych.
Sezon turystyczny w Nyingchi rozpoczął się przed tegorocznym Festiwalem Kwiatów Brzoskwini, a popyt na hotele i kwatery prywatne w mieście i okolicach przewyższył podaż. W zależności od rodzaju zakwaterowania cena za dzień pobytu wahała się od około 170 do 600 złotych. Turyści to głównie grupy wycieczkowe złożone z osób w średnim wieku i starszych. Są też miłośnicy fotografii z profesjonalnym sprzętem. Turystka z prowincji Kanton powiedziała: „Słyszałam o kwitnącej brzoskwini w Nyingchi dawno temu. W tym roku w końcu mam czas, więc przyjechałam z przyjaciółmi. Różowe morze kwiatów i błękitne niebo Tybetu są bardzo urokliwe. Myślę, że to miejsce jest Krainą Czarów. ”
Wioska Suosong, ponad 80 kilometrów od wioski Gala, jest kolejnym popularnym celem podróży podczas Festiwalu Kwiatów Brzoskwini. Leży naprzeciw najwyższego szczytu w regionie Nyingchi – świętej Śnieżnej Góry Namcha Barwa o wysokości 7782 metrów. Znajduje się obok krętej rzeki Brahmaputra, wzdłuż brzegów której rozciągają się na kilka kilometrów kwitnące kwiaty brzoskwini.
Połączenie rzadkich naturalnych krajobrazów zapewnia stały napływ turystów do wioski Suosong, a także sprzyja rozwojowi turystyki w tej wiosce. Mieszkańcy wioski rozbudowali swoje domy na rodzinne hotele dla turystów. Obecnie we wsi znajduje się ponad 40 hoteli rodzinnych prowadzonych przez osoby indywidualne, a także duży hotel o nazwie Gongzun Demu założony wspólnie przez mieszkańców wsi i rząd lokalny. Wszystkie hotele mogą pomieścić jednocześnie 1600 turystów. Odwiedzający mogą nie tylko uzyskać tutaj wygodne i czyste zakwaterowanie, ale także kupić specjalistyczne produkty, takie jak suszone mięso jaka, wędzona tybetańska świnia, suszony matsutake i maczużniki chińskie oraz posmakować tybetańskich potraw, doświadczyć imprez z ogniskiem i integracji w otoczeniu wyjątkowej kultury Tybetańczyków.
Według statystyk rządu miasta Nyingchi, dochody z turystyki w Nyingchi w 2019 roku wyniosły 4,1 miliarda złotych. Szacuje się, że w 2021 roku miasto przyjmie 10 milionów odwiedzających, a dochody z turystyki osiągną około 4,9 miliarda złotych.
W ciągu pierwszych 3 dni od ceremonii otwarcia Festiwalu Kwiatów Brzoskwini, Nyingchi odwiedziło ponad 250 tysięcy turystów, przynosząc miastu dochody w wysokości około 55 milionów złotych. Dobrobyt branży turystycznej w dużej mierze wynika z ogólnej kontroli epidemii koronawirusa. Od wybuchu COVID-19 odnotowano w Tybecie tylko jeden potwierdzony przypadek, dlatego stale rośnie zainteresowanie tym kierunkiem podróży.

O potędze słowa Ważny tunajt

W związku z tym, że gdy nie koncertuję, to siedzę sobie w domu i mam dużo czasu, w mijającym tygodniu obejrzałem w państwowej telewizji wystąpienie prezydenta Polski z okazji obchodów 100-lecia Święta Policji.

Prezydent rozpoczął od powitania. Taka to już rola prezydenta, że to zwykle on musi zacząć, jak na każdym, dobrym zebraniu. Witał więc prezydent niezwykle dostojną, szacowną panią mister spraw, wyjątkowej wręcz dostojności szanownych panów wiceministrów, wielkiego szacunku i dostojeństwa generałów, inspektorów, nadinspektorów, podinspektorów, ogromnie serce radujące i czyste lica generalicji wojskowej możliwych dystynkcji, przez Pana Boga umiłowane, w Trójcy jedynego, osoby szacunku najwyższego godne – świątobliwości, duchowieństwo, a na końcu policjantów składających tego dnia przysięgę na Placu Piłsudskiego i cały lud odkupiony. Naprawdę, dobrzy ludzie, słuchałem jak płynie ten potok wazeliny i pudru i zastanawiałem się, ile następnych lat, kolejny notabl na tej czy innej mównicy, z okazji lub bez okazji, będzie rozpoczynał swoje przemówienia od witania władzy od wierchu aż po kłąb, aby na sam koniec dopiero zwrócić się do tych, którzy tę władzę wybierają i którym ona powinna służyć. Pies trącał protokoły dyplomatyczne; to Wy, ludzie gminu, przechodnie, turyści, którzyście się akurat napatoczyli na plac, pani z pudlem, telewidz-bezrobotny, który nie ma niczego lepszego do roboty i ogląda prezydencki spicz, każdy jeden jest ważniejszy, niż, jak to z nadmierną wręcz atencją pan prezydent raczył zauważyć, wielce szanowna i czcigodna pani minister i równie czcigodni panowie ministrowie. Jeśli bowiem już na początku, i to na poziomie leksyki i semantyki, ustala się taką, a nie inną, gradację ważności obywatela, to nie warto słuchać dalej, bo niewiele z tej paplaniny dla prostego człowieka wyniknie. Ale ja, mimo wszystko, zagryzłem zęby i dałem szansę.
Później było tylko lepiej. Prezydent długo ważył każde słowo, nadymał się, cedził wyraźnie każdą głoskę. Trochę jak ksiądz na mszy, kiedy celebruje ze świętym kielichem w ręku. Moduluje wtedy głos, marszczy brwi, a to znowu je unosi. Jakby te wszystkie zabiegi miały podkreślić podniosłość chwili i w związku z ich nienaturalnością, zmusić słuchającego do baczniejszego pochłaniania przekazu, bo na pewno ktoś ciekawie mówi, tylko nie do końca wiadomo o czym. Prezydent tymczasem, po krótkim rysie historycznym dotyczącym policji polskiej od zarania po wtedy, wypowiedział słowa, po którym niejednemu, młodemu policjantowi wstępującemu tego dnia do służby, musiało dość ostro opaść to, co wcześniej za sprawą prezydenckiego przemówienia mogło pójść do góry, ot choćby nadzieja na lepsze zarobki. Prezydent uderzył w mocny, patriotyczny ton, tu akurat się nie czepiam-prezydenci są od bicia w patriotyczne tony, że zajęcie policjanta, które podejmują ci wszyscy młodzi ludzie na placu tego dnia, to tak naprawdę wcale nie praca. To nie praca! To jest służba Polsce. Nie praca! Naturalnie, jak mniemam, większość zgromadzonych i słuchających pojęła tę prezydencką metaforę. Że rolą policjanta jest służyć Narodowi etc. i te wszystkie słodkie opowiastki z Polską, Ojczyzną, Bogiem, krwią i poświęceniem w tle, to obowiązkowy lajtmotyw na takie okazje. Tym ostatnim bardzo ładnie, jak widać, zapełnia się kartki przemówień i wypełnia czas, ale dużo trudniej zapełnić nim żołądek i wypełnić garnki. Niestety, podobnie jak z początkiem przemówienia, jak dotąd żaden z prezydentów nie wpadł jeszcze na pomysł, żeby miast karmić Naród i jego synów, którzy w przyszłości mają mu służyć, konkretnymi liczbami, zapewnieniami i deklaracjami, które w przyszłości przyniosą ludziom, konkretne, większe pieniądze, nadal próbuje się mamić ludzi historiami z mchu i paproci, o tym, jakiegoż to wspaniałego wyróżnienia mogą dostąpić wstępując do policji. Służyć, a nie pracować. A ludzie idą tam do ciężkiej roboty, która dla Narodu jest niezbędna, a za którą dostają marne grosze. Podobnie jak np. pielęgniarki, które może i nie noszą lampasów i biały ich strój, ale których w kraju dramatycznie brakuje, bo za służbę choremu Polska nagradza słabo. A wszak to też służba, a nie praca.
Dalej już nie chciało mi się słuchać tych wątpliwych deliberacji. Wyłączyłem odbiornik, gdy prezydent opowiadał o wdzięczności dzieci i młodzieży w stosunku do polskiej policji, którą obserwował naocznie w swoim rodzinnym Krakowie, po Światowych Dniach Młodzieży. Rzeczywiście, to musiało chwytać za serce. O wdzięczności geja i lesbijki do policjanta, ostatniej niedzieli, w Białymstoku, prezydent akurat nie wspomniał. A czekałem na ten wątek. Swoją drogą, byłby niezły z niego kozak, gdyby jasno zabrał głos w obronie Marszu Równości i wskazał z ambony, gdzie było tego dnia bydło, które ma kopyta i miota kamienie, a gdzie pokojowa i tęczowa Polska. Morawiecki tylko czeka na takie prezydenckie lapsusy…
Jarek Ważny

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”

To my jesteśmy rewolucją

Pierwsze dni marca to weekend Manif – w Warszawie i Poznaniu kobiety wychodzą na ulice, aby przypomnieć, że zbliżający się 8 marca to nie tylko dzień wręczania kwiatków i rajstop.

Stolice Mazowsza i Wielkopolski pospieszyły się – inne miasta postawiły na organizację Manif w kolejny weekend, już po 8 marca. Niemniej pula kobiecych postulatów pozostaje znana – bo wciąż niespełniona. To równość płac, aktywizacja zawodowa kobiet, przebicie szklanego sufitu, skuteczne procedury antydyskryminacyjne, walka z kulturą gwałtu, możliwość samodzielnego prawa do decyzji w kwestii praw reprodukcyjnych.
Przez ulice stolicy Manifa przeszła już po raz dwudziesty. Organizatorki z Porozumienia Kobiet 8 marca, Ewa Dąbrowska-Szulc oraz Zofia Marcinek, komentowały kobiece postulaty na radiowej antenie w manifowy poranek.
– Cały czas mamy tak na dobrą sprawę podobną debatę dotyczącą chociażby prawa do aborcji, ale też opieki, czy zapobiegania wszelkiej maści przemocy, nie tylko fizycznej i psychicznej, ale też ekonomicznej – mówiła Marcinek. – W tym roku bardzo duży nacisk kładziemy na postulaty dotyczące walki z przemocą.
Hasło stołecznej demonstracji to „Dość litości dla przemocowych gości” i „To my jesteśmy rewolucją”.
Kim jest przemocowy gość? Organizatorki wyjaśniają: „To ten, który stosuje przemoc – fizyczną, psychiczną, seksualną, ekonomiczną. Może nim być nasz sąsiad, współpracownik, szef czy kolega, o którym mamy bardzo dobre zdanie. Może być nim nasz partner. Może mieć nienaganną reputację, może oficjalnie deklarować sprzeciw wobec przemocy. To niekoniecznie potwór, którego łatwo wykluczyć ze środowiska i udawać, że problem zniknął. Przemocowiec to również dłużnik alimentacyjny – nas, kobiet, nikt nie pyta, czy możemy pozwolić sobie na wykarmienie, zakup ubrań dla dziecka czy opłacenie rachunków. Nie mamy wyjścia, nie możemy liczyć na społeczną wyrozumiałość. W przeciwieństwie do mężczyzn, którym wciąż się pobłaża. To właściciel korporacji, szef, który nie szanuje praw pracownic i pracowników. To kapitalista, który buduje i wspiera system oparty na wyzysku najciężej pracujących. To polityk, który ten system legitymizuje. Który nie upomina się o prawa wykluczonych i marginalizowanych. To hierarcha Kościoła – skrajnie patriarchalnej instytucji, w której kobieta jest nikim, i który swoją wewnętrzną hierarchię usiłuje przenieść na społeczeństwo”.
Szczególny nacisk na postać tego ostatniego położono na Manifie w Poznaniu. „Ani pana, ani plebana” – takie hasła niosły aktywistki, solidaryzując się z ofiarami kościelnej pedofilii, o której coraz głośniej się mówi. W Wielkopolsce prawicowi działacze zgłosili wcześniej w magistracie 87 kontrmanifestacji, które miały się odbyć m.in. na pierwotnej trasie Manify. Sęk w tym, że większość z nich okazała się fejkami obliczonymi na bojkot kobiecej imprezy – w miejscach, gdzie miały odbyć się kontrmarsze w intencji rodziny – hulał wiatr. Mimo to Manifa odbyła się – stacjonarnie. Organizatorki nie dały się zastraszyć:
„Walczymy o pełnię praw, sprzeciwiamy się dyskryminacji, wykluczeniom i zgodzie na przemoc. Gdy księża, politycy, szefowie, osoby publiczne działają przeciwko nam, my zwracamy się do siebie nawzajem, by działać razem. Dość zamykania nam ust, kiedy mówimy o przemocy ze strony Kościoła i państwa! Nie dajmy się podzielić i zarazić nienawiścią. W tym roku Manifa Poznań po raz kolejny przeciwstawia się władzy, która nie dba o prawa kobiet oraz osób wykluczonych” – oświadczyły. Demonstracja trwała około 3 godzin, wzięło w niej udział kilkaset osób. „Miejsce kobiet jest wszędzie!” – skandowały działaczki.
„Sumienie miał czyste, nieużywane” – napisano na transparencie z podobizną Jana Pawła II.
„Pieniądze na szkoły, nie na kościoły” – skandowały kobiety w odpowiedzi na przemówienie nauczycielki, która zwróciła uwagę na to, że fizycy i chemicy boją się sektora edukacji jak ognia.
Nie zabrakło głosu walczących o prawa lokatorów – to kolejna działka, w której kobiety pozostawiono same sobie: – Nie jest tajemnicą, że eksmisje dotykają najuboższych, a większość z nich to kobiety, samotnie wychowujące dzieci. To one zostają z problemem, jak zapewnić im dach nad głową – mówiła Kornelia Piotrowska z Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów, która przypomniała postać Jolanty Brzeskiej. – Spaliła ją mafia reprywatyzacyjna, a prokuratura nadal nie ma pomysłu, jak złapać sprawców.
Czy te hasła są nowe? Absolutnie nie. Znamy i powtarzamy je od lat, jak refren popularnej piosenki. Ale w tym roku Manifa jest „okrągła”, a przed nami jesienne wybory – szansa, aby antykobiecemu rządowi pokazać czerwoną kartkę.
„Mamy dość litowania się nad sprawcami przemocy, troski o ich dobre imię, kariery i komfort psychiczny. Mamy dość skupiania się na domniemaniu niewinności, która w praktyce jest domniemaniem kłamstwa skrzywdzonych. Mamy dość podważania wiarygodności ofiar, pytań, dlaczego nie zgłosiły się na policję bezpośrednio po doznanej krzywdzie, czy były pijane, co miały na sobie, czy są zdrowe psychicznie” – piszą Manifki z Warszawy. – „Mamy dość polskiego wymiaru niesprawiedliwości. Sądy pobłażają przemocowcom – alimenciarzom, gwałcicielom, a molestowanie seksualne ujęte jest wyłącznie w Kodeksie pracy i pozostaje bezkarne.
Podawanie do publicznej wiadomości nazwisk sprawców przemocy nie jest rozwiązaniem problemu, a krzykiem desperacji i sprzeciwu wobec systemu, który wspiera sprawców, a nie skrzywdzone”.
– PiS niestety prowadzi politykę, która pogłębia dyskryminację kobiet, kobiety są traktowane jako ludzie gorszego sortu. Już na początku rządów PiS została zniesiona obowiązkowa opieka instytucjonalna nad sześciolatkami, zróżnicowano wiek emerytalny, radykalnie obniżając go kobietom i tym samym obniżając ich poziom emerytur. Również różnica między wskaźnikami zatrudnienia oraz aktywności zawodowej kobiet i mężczyzn należy do najwyższych w Unii Europejskiej, przekraczając 15 pkt proc. Instytucjonalna opieka senioralna praktycznie nie istnieje, a liczba dzieci objętych opieką żłobkową należy do najniższych w UE. W konsekwencji polityka władzy prowadzi do dezaktywizacji zawodowej kobiet – powiedział „Trybunie” Piotr Szumlewicz, którego na warszawskiej Manifie widuję co roku.