Pod opieką św. Andrzeja

Wyjaśnienie Urzędu Transportu Kolejowego dotyczące
nieszczęśliwych wypadków na PKP.

Szanowny Panie Redaktorze,
Chciałbym zwrócić uwagę, że w artykule „Niech nas strzeże św. Andrzej” pojawiła się nieścisłość. Napisał Pan „Prezes UTK Ignacy Góra ma nieco inne zdanie i uważa, że przyczyny nieszczęśliwych wypadków leżą w ok. 75 proc. poza systemem kolejowym.” Cytowane zdanie w połączeniu z akapitem, który jest powyżej można mylnie zrozumieć.
Ignacy Góra, Prezes Urzędu Transportu Kolejowego mówiąc, że 74% przyczyn wypadków leży poza systemem kolejowym – z pewnością nie miał na myśli wypadków na przejazdach kolejowo-drogowych. Chodziło o to, że spośród wszystkich wypadków na kolei, aż 74% to takie, których przyczyny leżą poza systemem kolejowym, czyli np. wypadki na przejazdach i potrącenia na tzw. dzikich przejściach. Takie dane znajdują się m.in. w „Sprawozdaniu ze stanu bezpieczeństwa ruchu kolejowego w 2018 r.”.
Jeśli to możliwe, może uda się Panu to odpowiednio skorygować.
Z poważaniem

Tomasz Frankowski
Naczelnik Wydziału, Wydział Prasowy, Biuro Prezesa

Dziękując Panu Naczelnikowi za powyższe wyjaśnienie, warto przypomnieć, do jakiego fragmentu artykułu w Trybunie się ono odnosi. Oto ten tekst:
„PKP Polskie Linie Kolejowe, państwowa firma odpowiadająca za stan infrastruktury kolejowej w Polsce, niezmiennie uznaje, że tragedie na przejazdach to w 98 proc. wina kierowców lub przechodniów, którzy pokonują przejazd czy przejście wtedy, kiedy już nie powinni tego robić, bo pociąg się zbliża.
Prezes UTK Ignacy Góra ma nieco inne zdanie i uważa, że przyczyny nieszczęśliwych wypadków leżą w ok. 75 proc. poza systemem kolejowym.
W rzeczywistości zaś, stopień winy ofiar jest jeszcze mniejszy. Najwięcej ludzi ginie i odnosi rany na przejazdach niestrzeżonych. Gdy pokonuje się przejazd, przed którym stoi tylko znak ostrzegawczy z lokomotywką oraz krzyż św. Andrzeja, to jeśli np. jest mgła, kierowca nie ma możliwości zorientowania się czy nadjeżdża pociąg.
W dodatku drogi często krzyżują się z torami nie prostopadle, lecz pod kątem ostrym, co ogromnie utrudnia dostrzeżenie pociągu. A jeśli jeszcze przejazd jest na łuku torów, co też się dość często zdarza, to już w ogóle nic nie można zobaczyć. Wtedy bezpieczne pokonanie torów przypomina grę w rosyjską ruletkę.
Ponadto, krzyże św. Andrzeja stoją nie tylko przed torami po których jeżdżą pociągi, lecz i przed torami na których ruch jest już od dawna wstrzymany – zardzewiałymi, pokrytymi ziemią, z drzewami rosnącymi między szynami. Kierowcy często uznają więc, że krzyż św. Andrzeja oznacza przejazd na którym nie trzeba uważać, bo nie ma tam pociągów – i tragedia gotowa. Jednym z powodów dużej liczby ofiar jest też niewłaściwa sygnalizacja świetlna, stosowana w Polsce na przejazdach kolejowych. O tym, że trzeba się zatrzymać bo nadjeżdża pociąg, ostrzega migające czerwone światło.
Tymczasem kierowcy są przyzwyczajeni do tego, że w ruchu drogowym czerwone migające światło oznacza, iż jeszcze mają chwilę czasu, żeby zdążyć. Niekiedy myślą tak samo, widząc czerwone migające światło na przejeździe – i niestety nie zdążają”.