Podróż do Złocieńca

Akcja szczepień przeciwko COVID-19 rozwija się ślamazarnie, ale za to obfituje w niespodzianki. Jedną z nich jest swego rodzaju „loteria covidowa” – nie wiadomo bowiem, gdzie zostaniemy na szczepienie skierowani. Znane są przypadki, kiedy 70-latków kieruje się do punktów szczepień odległych nawet o ponad 100 kilometrów od miejsca zamieszkania.

Wielu pacjentów ma więc niespodziewany problem: jak dojechać? Nie każdy ma samochód, albo kogoś, kto mógłby go zawieźć. Pozostaje transport publiczny. Niestety w Polsce od lat borykamy się z tzw. „wykluczeniem transportowym”. Prywatyzacja Państwowej Komunikacji Samochodowej – często „na chybcika”, zamiany cywilizacyjne, rynek i jego prawa, były czynnikami, które wpłynęły i wpływają na marną kondycję transportu publicznego. Na domiar złego spustoszenie poczynił (i czyni nadal) COVID-19, który drastycznie pogarsza wyniki ekonomiczne przewoźników.
Mimo wszystko państwo ma obowiązek zapewnić tę usługę w ramach działalności społecznie użytecznej, a więc takiej, która nie musi przynosić zysków, ale powinna zapewnić obywatelom przemieszczanie się z miejsca na miejsce bezpiecznie, punktualnie, w dobrych warunkach i po przystępnej cenie.

Z takiej właśnie potrzeby w 2019 roku, powstał „Fundusz rozwoju przewozów autobusowych”. Można było jednak odnieść wrażenie, że Fundusz był elementem rządowej kampanii wyborczej, czymś w rodzaju 500 + dla wykluczonych komunikacyjnie mieszkańców odległych od głównych tras miejscowości. Rzeczywiście początkowo było w tym zamyśle więcej propagandy niż konkretów. Organizatorzy taniego transportu, którymi miały być samorządy, zostały wpierw zaskoczone, potem zaczęły liczyć i wychodziło im, że to w ogóle się nie opłaca. Trzeba było bowiem wnieść 10 proc. wkładu własnego w odtworzenie lub zorganizowanie na nowo linii, żeby potem dostać dopłatę w wysokości 1 złotówki do tzw. wozokilometra. W pierwszym roku program więc właściwie nie wypalił, w drugim było trochę lepiej, w tym – wygląda na to, że może być jeszcze lepiej, choć szału nie ma.

Tymczasem, jak twierdzi Petr Susen (na łamach „Transportu Publicznego”), dyrektor operacyjny Busradar.pl, czyli serwisu z wyszukiwarką połączeń dalekobieżnych i porównywarką ofert, do co piątej wsi nie dojeżdża żaden autobus.

Do zainteresowania się, jak w trzecim roku istnienia działa „Fundusz rozwoju przewozów autobusowych” skłoniła mnie z pozoru drobna informacja wyczytana w internecie. Otóż pewna mieszkanka Szczecina napisała, że wyznaczono jej termin szczepienia przeciwko COVID-owi. Wyznaczono jej także miejsce szczepienia: Złotów. Ponad 100 km. od Szczecina! Jak ona się tam dostanie?

Może pociągiem. Jest jedno połączeni bezpośrednie, które zapewnia, że w jeden dzień sprawę by załatwiła – wyjechałaby rano, o 8:37 i o 10:48 byłaby na miejscu.

Ze Złocieńca do Szczecina mogłaby wyjechać o 16.45 i na miejscu byłby przed 19.00. Słowem – cały dzień za ponad 50 złotych (bilet w jedną stronę kosztuje 27 zł.) plus jakiś obiad, bo przecież nikt na głodniaka nie wytrzyma tyle godzin.

PKS-em do Złocieńca ze Szczecina nie da się dojechać, bo nie ma takiego kursu. Szczeciński PKS obsługuje dwa lotniska – Goleniów i Berlin Branderburg oraz okolicę: Goleniów, Stargard, Dębno, Chojnę itp. PKS można też wynająć na wesela, pogrzeby, wycieczki, przejazdy szkolne, można w ich warsztatach wymienić opony we wszystkich samochodach, wynająć od nich plac pod budkę albo pawilon lub też wymalować reklamę na autobusie.

PKS-em do Złocieńca się nie dojedzie… ale ze Złocieńca do Szczecina też nie! Dlaczego? Jak to działa, a właściwie nie działa?

Dzięki panu Mirosławowi Stołowskiemu, prezesowi zarządu PKS Złocieniec poznajemy kulisy „Fundusz rozwoju przewozów autobusowych”.

W pierwszym roku, gdy Fundusz zaczynał z dopłatami do samorządów w wysokości 1 zł. do wozokilometra była klapa, bo nikomu to się nie opłacało. Wyciągnięto wnioski i od wiosny 2020 podniesiono dopłatę do 3 zł. Ta stawka obowiązuje także w tym roku. Warunek: pieniądze dostają samorządy, które ogłoszą się organizatorem transportu. Tyle, że samorząd może być organizatorem tylko na swoim terenie. Co prawda samorządy mogą zawrzeć porozumienie z samorządami sąsiadującymi, utworzyć wspólne linie, ale i tak muszą wskazać, który konkretnie występuje jako organizator transportu publicznego. Takie porozumienie zawarły np. powiaty łobeski, drawski i świdwiński, które wskazały powiat drawski, jako organizatora i zawarły porozumienie na obsługę linii z PKS Złocieniec – co bardzo ważne spółką samorządową. PKS działa jako operator, liczy koszty, wystawia rachunek organizatorowi, a ten (czyli pow. drawski) występuje do wojewody o ich pokrycie w wysokości do 3 złotych od wozokilometra. Tak to działa. Trochę to skomplikowane, wymagające wysiłku, ale za to działa! Niestety po przeciwnej stronie, czyli od strony Szczecina, takiego porozumienia, które obejmowałoby również samorządy południowo-wschodnich krańców województwa, nie ma. Jednak, żeby je w ogóle zawarto musi być zainteresowanie. Zainteresowania zaś najczęściej nie ma, kiedy przedsięwzięcie się nie opłaca. To podstawowa przyczyna, że porozumienia samorządowe nie działają wszędzie.

Jak się oblicza wykluczenie transportowe może dotykać w Polsce nawet 14 milionów osób! W kraju, w którym jest już zarejestrowanych ok. 30 mln. pojazdów samochodowych… Paradoks? A jednak…

Dno

Przepraszam Czytelników Trybuny. Parę dni temu napisałem, że grupa moich sklerotycznych przyjaciół dała naszemu rządowi przyzwoity stopień 3+, za organizację zapisów na szczepienia seniorów powyżej osiemdziesiątki. Takie mieliśmy obserwacje, zapominając, że ta grupa pacjentów jest przecież najmniejsza.

Ten niezły stopień przestał być aktualny od dnia 22 stycznia, kiedy zaczęto zapisywać następną grupę, czyli 70 – 80 lat.

To, że przed wieloma ośrodkami zdrowia już w nocy ustawiały się kolejki, otrzymując rano cenną informację, że zapisy się skończyły, bo nie będzie szczepionek, Czytelnicy wiedzą zapewne z telewizji lub prasowych serwisów. Ale chyba nie wiedzą, że w nieco późniejszych godzinach nie działał żadem kanał informacyjny. Słynny telefon 989 tylko piszczał, albo miłym kobiecym głosem powiadamiał, że połączenie nie jest możliwe. Panie w znacznej części recepcji ośrodków zdrowia odmawiały nie tylko zapisów, ale nawet zanotowania danych osoby dzwoniącej. Bo ośrodek, – mimo, że jest w wykazie szczepiących – „nie dostał „przydziału szczepionek”. Tak dosłownie informowano, np. w [podwarszawskich Markach. Nie pomagały prośby, aby zapisać dane telefonującego pacjenta i zawiadomić go o ewentualnej zmianie sytuacji w następnych tygodniach.

Rząd PISu, zwany rządem RP, pokazał nam zadziwiającą nieudolność organizacyjną, której źródłem pierwotnym jest nieustanna skłonność do centralizacji i, wykształcone przez kilka lat sprawowania władzy, lekceważenie obywateli. Obserwując dno organizacyjne w dniu 22 stycznia 2021, każdy inteligentny student i absolwent zarządzania, może zadać trzy proste pytania:

Jeśli w systemie opieki zdrowotnej można zapisywać obywateli na wizyty u specjalistów w terminach rocznych a nawet dwuletnich, to dlaczego nie „polecono” ośrodkom zdrowia i szpitalom prowadzącym szczepienia, zapisywania chętnych „do oporu”. „Będziemy dostawać tylko 30 szczepionek na tydzień, musimy część rezerwować na drugie szczepienie, więc proponuję pani (panu) np. termin 26 października, 2021r. Jeśli otrzymamy więcej szczepionek, terminy ulegną skróceniu i będziemy o tym zawiadamiać zainteresowanych telefonicznie lub e-mailowo, z obowiązkiem potwierdzenia otrzymania informacji lub kontaktu dla negocjacji innego terminu.

Takie rozwiązanie wymaga oczywiście nieco większego wkładu pracy, ale daje też pozytywny, dodatkowy efekt – wiarygodną liczbę pacjentów, którzy chcą się zaszczepić. A tym samym może ułatwić rządowi korygowanie skali zakupu szczepionek. Daje też efekt psychologiczny – wszyscy chętni czują się zapisani i mają wstępny termin szczepienia.

Kolejki staruszków obozujących nocą pod ośrodkami zdrowia w dniu 22 stycznia były obrazem żenującym. Rząd stworzył przyczyny ich powstawania, ale winą ośrodków było ich utrzymywanie. Sądzę, że w każdym ośrodku można było znaleźć jednego czy dwóch młodych pracowników, którzy już w nocy czuwaliby nad tym, aby kolejki nie powstawały. Wystarczyło dyżurować pod przychodnią, każdą przychodzącą osobę zapisać, jako chętną, w ciągu dnia skontaktować się z nią telefonicznie i ustalić termin szczepienia zgodnie z zasadą z pkt. 1. Podobno były nieliczne przypadki, że tak usiłowano robić. Ale w większości widoczna była charakterologiczna znieczulica i niechęć, do „tłumu, który nic nie rozumie”.

Nie mogę zrozumieć, po co w systemie informatycznym „akcji szczepienia” wprowadzono „profil zaufany”. Trzy czwarte obywateli w ogóle nie wie, co to jest. Zaledwie kilka procent ma taki profil. Akcja szczepień nie jest operacją finansową, obywatele nie podpisują umów i czeków, a nawet nie płacą za szczepienia. Dlaczego identyfikacji pacjentów nie ograniczono do Imienia, nazwiska, peselu i miejsca zamieszkania, – a więc danych zrozumiałych dla „seniorów.

Sądzę, że dno organizacyjne zapoczątkowane w dniu 22 stycznia będzie trwało jeszcze przez miesiąc lub dwa. Jest wiele osób 70+, które nigdzie nie zostały zapisane. Jest ich dużo także w w informatycznym systemie rejestracji, jako oczekujących na wskazanie miejsca i terminu, gdzie mogą się zapisać. To potrwa i może się pogłębiać, przez występujące już paradoksalne skierowania chętnych do odległych miejscowości, gdzie – czasem naprawdę, a czasem rzekomo – może na nich czekać jeszcze wolna szczepionka.

Moja grupa sklerotyków nie może za fazę przygotowania szczepień osób w wieku 70+ przyznać innego stopnia, jak niedostateczny. Osiągnięto w tym działaniu dno, świadczące o zupełnym braku kompetencji organizacyjnych rządu. Tak głębokim i tak społecznie szkodliwym, że nie tylko minister zdrowia, ale premier z całym rządem powinien podać się do dymisji. I gdyby miał poczucie odpowiedzialności za powierzoną misję i nie tracił czasu na propagandowe wystąpienia np. przy okazji wysyłania naszych „deficytowych” lekarzy do pomocy za południową granicą – to tak by zrobił.
I nie traktuję tej sugestii, jako żartu.

Warszawa–Marki,23.01.2