Nomen omen Stryczek

Ja mówiłem, że tak będzie, że jak ktoś nazywa się Stryczek, to nie może to obejść się bez konsekwencji. Szlachetny Stryczek, jeśli wierzyć jego pracownikom, okazał się Stryczkiem tyranem. Małym, ale zawsze.

 

V Kolumna Szatana czyli Dublin w Warszawie?

Niechybnie działa w Kościele katolickim „piąta kolumna szatana”. Tak stwierdził w „Salonie dziennikarskim” Karnowskich ksiądz-redaktor pisma „Idziemy” (ale dokąd?) Henryk Zieliński. No bo nie może być przypadkiem, że niemal w tym samym czasie Smarzowski wjechał w Gdyni z tym „Klerem”, który przedstawia świątobliwych kapłanów jako „fabrykę małp, fabrykę psów, rezerwat dzikich stworzeń”, wróciła sprawa miliona na którego wypłacenie gwałconej przez księdza – jako nieletnia – młodej kobiecie skazał sąd Towarzystwo Chrystusowe, no i ten Stryczek. To nie może być przypadek, to skoordynowana akcja mająca na celu zniszczenie Kościoła. Będziemy mieli Dublin w Warszawie? Prezes się tego najwyraźniej obawia, bo nakazał magister Przyłębskiej strajk włoski w sprawie wniosków antyaborcyjnych złożonych do tzw. Trybunału Konstytucyjnego. Ta przez chwilę pomachała przyjaźnie ręką do posłanki Sobeckiej, posła Wróblewskiego, a przy okazji do Kai Godek i tyle ją widziano. A co do księdza-redaktora Zielińskiego, to tydzień wcześniej, też u Karnowskich, opowiadał o pobycie w Turcji i mówił jak tam teraz byczo jest.

 

Na kawę z tragarzami

Premier Matołusz Morawiecki przechodził akurat obok Sądu Najwyższego z tragarzami, więc wpadł do emerytowanej prezes Małgorzaty Gersdorf na pogawędkę przy kawie. „Dobra była” – pochwalił kawę premier. Tylko kawę, bo Sąd Najwyższy znów objawił śliskość węgorza i znów umknął ziobrowemu knutowi. Żartowałem z tą spontaniczną kawą. Premier Matołusz chciał mieć argument dla Unii Europejskiej, że „prowadzi dialog”, ale niechcący poleciało mu z rąk i zjadowiwszy prezes Gersdorf, utwardził ją. A wydawało mu się, że taką blondynkę łatwo podejść.W rewanżu tzw. komisja dyscyplinarna SN, najnowsze dziecko Ziobra wezwała na przesłuchanie trójkę sędziów, których postawa nie podoba się: Ewę Maciejewską, Igora Tuleyę i Krystiana Markiewicza. To swoją drogą wyjątkowa bezczelność szykanować sędziów na przykład za wysłanie pytania prejudycjalnego do Trybunału Sprawiedliwości. Tak czy inaczej, wymiar sprawiedliwości okazał się dla PiS orzechem twardszym do zgryzienia niż to się śniło filozofom. Na domiar złego Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że lekceważąc wolę niektórych tzw. rodzin smoleńskich, które sprzeciwiały się ekshumacji ciał ich bliskich, władza PiS złamała art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka dotyczący prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego. Przyznano im po 16 tysięcy euro odszkodowania. Zapłacimy więc wszyscy za pisowską nekromanię („Rodzić trupy i wykopywać trupy”).

 

Niezawodna Gienia

Jednak nie z każdej strony władza może się spodziewać oporu. Są też sojusznicy. Ot, choćby ex-towarzyszka z SLD, profesor Genowefa Grabowska od prawa konstytucyjnego, udzieliła wywiadu portalowi Karnowskich w polityce.pl i żyruje tam dewastowanie wymiaru sprawiedliwości przez PiS. „Kiedy grupie sędziów, przechodzących zgodnie z ustawą w stan spoczynku, nie udało się zablokować reformy na gruncie krajowym, to postanowiła przenieść spór na poziom europejski. To jest sprawa wyjątkowo smutna. Takie niemiłe uczucie, kiedy obywatel danego kraju szuka wsparcia za granicą. Smutne jest także to, że niektórzy sędziowie nie akceptują prawa, które obowiązuje. Skoro w całej Polsce wiek emerytalny to 65 lat, i tylko w niektórych przypadkach można go wydłużyć, to trzeba to zaakceptować. Wszyscy musimy respektować obowiązujące prawo, sędziowie nie są z tej reguły wyłączeni” – taką oto czystą narracją pisowską pojechała w tym wywiadzie Grabowska. No a konstytucja, Pani konstytucjonalistko? Pawka Morozow by się nie powstydził.

 

Nauczyciele i policjanci

Drugi z najpoważniejszych obok sądów problem PiS to narastające niezadowolenie w budżetówce, która w sobotę wyszła z dużym marszem protestacyjnym na ulice Warszawy, od nauczycieli do policjantów. Tu problem, bo niektórzy mówią, że PiS tworzy państwo policyjne, ale przecież zgodnie z formułą Lenina, państwo policyjne to takie, w którym policjant zarabia więcej niż nauczyciel. PiS jak wiadomo lubi dać, ale tylko tam, gdzie mu się to opłaca politycznie, na swoich warunkach. Gdy nie spodziewa się takiego efektu i gdy warunki próbują mu narzucać inni, wkłada do kieszeni węża wielkiego jak pyton. Premier Matołusz powinien zadzwonić na Woronicza do Kurskiego i zobowiązać go do złożenia zapewnienia, że zaprzestanie tego nieustannego pokazywania w propagandzie telewizyjnej stosów forsy, foliowanej albo furczącej jak proporce na wietrze w maszynkach liczących. Nic dziwnego, że lud pracujący nabiera ostrego apetytu na podwyżki płac, skoro mu się co rusz pod nos podstawia takie obrazki. A jak wiadomo, co z oczu to i z serca.

 

Przerwa w remisji u Antoniego

Po sławetnej dymisji w styczniu Antoni Macierewicz ucichł i jakoś zmarniał. Jednak podkomisja smoleńska, którą polecono mu się bawić, zwłaszcza po zakończeniu smoleńskiego cyklu miesiączkowego to nie to, co Ministerstwo Obrony Narodowej, co tak między Bogiem a Prawdą, w Polsce PiS oznaczało de facto bycie Naczelnym Wodzem, następcą Rydza i Sikorskiego. Ostatnio jednak reaktywował się i ogłosił, że jeśli PiS opanuje stolicę, to należy zburzyć Pałac Kultury a na jego miejsce postawić Kolumnę Chwały Wojska Polskiego. A już był taki całkiem spokojny okres remisji.

 

Krycha wymiata

Krystyna Pawłowicz dała przykład jak można nie bawić się w kurtuazję z europejską zarazą nawiedzającą nasz kraj. Po Polsce krążyła delegacja Komisji Praw Obywatelskich i Spraw Wewnętrznych Parlamentu Europejskiego (LIBE) pod przewodnictwem Claude Moraesa, która przybyła, by ocenić jak w tym zakresie w Polsce sprawy się mają. Odbyły się spokojne rozmowy z różnymi instytucjami, z jednej strony z Rzecznikiem Praw Obywatelskich, z drugiej z Ordo Iuris. Inaczej było w tzw. KRS. Tam przyjęła ich m.in. rzeczona Pawłowicz i tak wydarła się na lewactwo i tak je wymiotła, że bardzo szybko zmyli się jak niepyszni, niczym menele pogonieni od straganu przez energiczną i rezolutną przekupę.

 

W imię ojca i syna albo martwe dusze

Tymczasem bohaterami dni są nade wszystko Morawieccy. Syn kłamie jak najęty i będzie pozwanym w pierwszym procesie w trybie przedwyborczym. Natomiast wrocławscy aktywiści z partii jego ojca poszli śladem Cziczikowa z „Martwych dusz” Mikołaja Gogola i tak jak on skupował, tak oni zbierali martwe dusze z przeznaczeniem na listy wyborcze. Od Cziczikowa różni ich to, że poza duszami uzyskali także ich podpisy.

 

„Kler” zbliża się

Czy się jednak Krycha sroży i wymiata, czy nie, „Kler” i tak zbliża się, jako że ogólnopolska premiera już w najbliższy piątek. Wojciech Smarzowski okazał się niewdzięcznikiem i to pomimo wakacyjnej emisji jego „Wołynia” w TVP 1 z przytupem i umizgów „Kury”. Gdyńskie jury nie przyznało mu jednak głównej nagrody Złotych Lwów, może nie chcieli ostatecznie konfliktować się z władzą. Pisowskie media już intensywnie pracują nad frekwencją „Kleru”, ogłaszając że jest on częścią ataku na Kościół katolicki.

Głos lewicy

Miłosierdzie warunkowe

Łukasz Moll zżyma się na Facebooku na księdza Stryczka twórcę – „Szlachetnej Paczki”:
To było do przewidzenia, że ten klecha kupczący warunkowym miłosierdziem – bo księdzem, duszpasterzem bym go nie nazwał – jest w obyciu prywatnym równie przemocowy, co ideologia polityczna (neoliberalizm), którą w swojej skrajnej formie gorliwie wyznaje. Najgorsze, co można teraz zrobić – a taki będzie niestety przekaz dominujący – to utrzymywać, że Stryczek robi fajną robotę, pomaga potrzebującym, tylko gdzieś się zagubił, miał moment słabości jak każdy człowiek. I że jeśli zmieni podejście do pracowników, coś tam sobie przemyśli, przeprosi, to wszystko będzie git.
Nie, nie będzie git. Cały model charytatywny, jaki uprawia Stryczek opiera się na pogardzie do osób ubogich, wykluczonych, uzależnionych i na promowaniu stosunków społecznych opartych na bezwzględnej rywalizacji, na rozkładzie wspólnoty i promowaniu skrajnego indywidualizmu, na likwidacji socjalnych funkcji państwa, na pozbawianiu pracowników ich praw, na bezdusznym dyscyplinowaniu odbiorców pomocy. Model ten jest całkowicie zgodny z mobbingowymi skłonnościami Stryczka, za to całkowicie sprzeczny z chrześcijańską caritas. Facet ewidentnie minął się z powołaniem. Ze swoimi poglądami i ciągotami nie powinien zostać katolickim księdzem, tylko finansistą. Mógłby testować swoje zapatrywania na ludziach bez wyrzutów sumienia.
Teraz nic tylko trzymać kciuki, żeby kariera Stryczka dobiegła końca, a wolontariuszom nie były wbijane do głów przekonania stygmatyzujące ubogich. Ci, którzy martwią się o przyszłość beneficjentów „Szlachetnej paczki” mogą być spokojni: charytatywa we współpracy z biznesem sama staje się teraz świetnym biznesem. Można wrzucić ją sobie w koszta, a przy okazji zadbać o PR. Jak uczy Stryczek: gdzie jest popyt, tam znajdzie się i podaż, rynek wszystko wyreguluje, nisza się szybko zapełni, sławę będzie spijał kto inny. Jak dobrze, że bezwzględna gra rynkowej opinii potrafi czasem w sekundzie posłać na stryczek.

 

Lokatorzy ogłaszają

Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów rusza do walki z chorymi domami i chorą polityką mieszkaniową. Zespół lekarzy, mykologów i mikrobiologów zbada stan zdrowia mieszkańców i stan chorych domów komunalnych bez C.O. Najlepsi lokalni specjaliści zdecydowali się wesprzeć kampanię WSL, zaalarmowani dramatycznym położeniem lokatorów w wyniku zaniedbań i sprzeczności polityki mieszkaniowej. Wraz z nimi, WSL przed zimą uruchamia darmowy punkt porad medycznych. Za to już w tę sobotę na pierwszy obchód po mieszkaniach komunalnych pozbawionych C.O. udaje się sam prezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, dr Michał Sutkowski. Lokatorów wielu chorych domów poznaliśmy podczas kampanii WSL przeciw skutkom wysokich kosztów ogrzewania. Kampania ruszyła zimą tego roku, a na jeden z jej filarów przed najbliższym sezonem zimowym wyrasta walka z chorobami wywołanymi zamieszkiwaniem w zimnych, wilgotnych, zagrzybiałych lokalach. Podczas wizji terenowych w praskich budynkach miasta bez C.O. organizatorzy WSL zanotowali istotnie gorszy stan zdrowia lokatorów tych domów. W naszej opinii wyniszczone zdrowie owych mieszkańców – astmy, grzybice płuc, przewlekłe zapalenia nerek i pęcherza, a nawet gruźlica – wynika ze sprzeczności polityki mieszkaniowej ratusza, w ramach której najbiedniejsi mają płacić najwięcej aby przetrwać. W domach bez C.O. ogrzewają się najczęściej prądem, którego koszty wielokrotnie przekraczają czynsze. Aby otrzymać lokal z miasta należy wg kryteriów być osobą ubogą – aby utrzymać się w nim, trzeba być bogatym. Cudów nie ma. Całe rodziny oszczędzają zimą na zdrowiu, a i tak długi za prąd rosną. Lokalny zespół ds. walki z chorobami ‚zawodowymi’ lokatorów bez C.O. to kontynuacja zacieśniania więzi ze środowiskiem naukowym w ramach naszej kampanii. Wcześniej, latem br. zaprzyjaźnieni naukowcy z 14 krajów przybyli na wizyty terenowe po kamienicach biorących udział w kampanii. Efektem tych wizyt jest list otwarty do władz „Warszawa: chore domy, chora polityka mieszkaniowa” 5.09.2018. Naukowcy zaapelowali w liście: „Władze Warszawy muszą uznać, że mają do czynienia z wielkim kryzysem społecznym i wdrożyć odważne środki zaradcze”. Do czasu podłączenia wszystkich do C.O. postulują wraz z WSL całkowite oddłużenie i zniesienie czynszów w lokalach prądowych. Adresatem apelu jest też rząd, który powinien dążyć do obniżania cen prądu i urealnić wysokość dodatku energetycznego (dziś wynosi średnio… 15 zł na miesiąc, tj. promil drastycznych kosztów energii zimą).