Kryminalny Wrocław w poprzek konwencji

Kiedy myślimy o kryminalnym Wrocławiu, to pierwsze przychodzą na myśl mroczne książki Marka Krajewskiego osadzone w scenerii przedwojennego Breslau. Pisarstwo Anety Wybieralskiej pokazuje, że jeśli przyjmie się jako klucze „Wrocław” i „kryminał” – można też inaczej.

Co wcale nie znaczy, że źle.

Przede wszystkim – książki Anety Wybieralskiej osadzone są w rzeczywistości współczesnej. Po drugie – autorka bawi się konwencjami, prowadzi czytelnika raz tropem właściwym dla klasycznej opowieści kryminalnej, raz powieści obyczajowej, innym razem pastiszu czy komedii, a nawet – w „Sznurze wisielca” – eksplorowanie rzeczywistości magicznej związanej z osobliwym amuletem. Nie ulega też wątpliwości, że autorka wie, o czym pisze.

Dlatego też, oprócz kryminalnej zagadki, jest w nim wiele prawdy o pracy policjanta, bardzo różnej od wykreowanego przez klasykę gatunku wizerunku genialnych i błyskotliwych detektywów lub gromiących złoczyńców superbohaterów.

U Anety Wybieralskiej policjant to ktoś, komu też nie wszystko się udaje, od kogo wiele się wprawdzie wiele oczekuje i wymaga, ale kto musi działać znojnie i cierpliwie, nierzadko długo pracując na swój niedoceniany sukces. Zupełnie nie tak, jak w sensacyjnym filmie – bo, powiedzmy sobie szczerze – taki obraz jest dużo bardziej prawdziwy od sensacyjnych opowieści. Szczególnie w „Sznurze”, w którym główny bohater pełni także rolę policyjnego mediatora, mamy okazję wejść w specyfikę tej pracy bardzo głęboko.

Wybieralska potrafi opowiadać, przez co czytelnik niejako uczestniczy w opisywanym świecie – czy jest to świat dziwacznych kloszardów, czy mieszczuchów, czy jeszcze innych środowisk – a przy tym prowadzi swoją opowieść lekko i z dowcipem, choć nie stroni też od pewnej dosadności, gdy sytuacja i tok narracji tego wymagają. Wiodące postaci, stworzone najpierw na użytek „Garnituru” („Sznur” jest jego sequelem), są w przekonujący sposób skonstruowane, autentyczne. Podobnie jak w opisie pracy policjanta, nie zawsze ekscytującej, także i fabuły obu książek, choćby i pełne osobliwości, zdają się dobrze zakotwiczone w rzeczywistości
nie budowanej pod jakąś z góry założoną tezę, ale stworzonej po-
przez literacką transformację prawdziwych wydarzeń i sytuacji. Jeśli więc autorka w „Sznurze” prowadzi nas nie tylko przez kryminalną intrygę,
ale też przez świat guseł i zabobonów, sami musimy oceniać, czy jesteśmy przekonani do wiary w nie (podobnie jak i postaci z tej opowieści), czy też raczej zadziwieni faktem, jak wiele z nich nadal funkcjonuje w naszym, wydałoby się tak bardzo racjonalnym i poukładanym świecie.

Autorka także unika schematów – postaci drugoplanowe i poboczne wątki, które pojawiają się na kartach jej książek, nie są podporządkowane jakimś podręcznikowym regułom – jej sposób narracji bardziej przypomina dzianie się życia niż z góry założony schemat lub figurę, przez co czytelnik daje się zaskoczyć – nie tym, że to czy owo stanie się w konkretnym momencie podpowiedzianym przez jakiś podręcznik suspense’u, ale raczej – stanie się, kiedy się stanie. Tak samo, jak nie ma pewności, czy na wszystkie pytania da się znaleźć odpowiedzi. Również – jak w życiu, a nie w myśl jakichś narzuconych reguł. Kiedy się zatem podąża za narracją „Garnituru” bądź „Sznura” można mieć pewność, że autorka nie sprzedaje
nam prefabrykowanego produktu z gotowych elementów.

Niezależnie, czy będziemy czytać powieści Wybieralskiej jako lekturę wakacyjną, czy – na przykład – odkrywając ukryte znaczenia, choćby dotyczące topografii – czas poświęcony tej lekturze będzie na pewno czasem dającym przyjemność, satysfakcję i – co nie bez znaczenia – dobrą rozrywkę. I po zakończeniu lektury odłożymy „Sznur”, czekając na trzecią część serii.

Aneta Wybieralska, Garnitur na słupie,
wyd. Novae Res, Gdynia 2019, str. 388,
ISBN 978-83-8147-552-5.
Aneta Wybieralska, Sznur wisielca, wyd.
Novae Res, Gdynia 2019, str. 375, ISBN
978-83-8147-825-0.