Zalewska kontratakuje

Minister Zalewska nie ma sobie i MEN nic do zarzucenia w sytuacji nadciągającego strajku nauczycieli w całym kraju, a niskim płacom w sektorze jest winna PO.

Uważa, że może spokojnie objąć funkcję deputowanej Parlamentu Europejskiego, bo spełniła się całkowicie na stanowisku rządowym w Polsce, a jej reforma ma się świetnie. Zapowiada też, że da zdecydowany odpór karcie LGBT w Warszawie.
W wywiadzie jaki w sobotę 16 marca rano ukazał się na jednym z portali minister edukacji Anna Zalewska najwyraźniej wątpi, czy zapowiadany na kwiecień strajk nauczycieli będzie odmową pracy na wielką skalę i uniemożliwi egzaminy gimnazjalne.
– Poczekamy na wynik nauczycielskiego referendum, który może przybierać różnego rodzaju formy – mówi szefowa MEN, podczas gdy faktycznie, jak już pisał Portal Strajk, nauczyciele w szkołach, gdzie referenda już się odbyły, w zdecydowanej większości opowiadają się za strajkiem.
Zalewska jednocześnie utrzymuje, że nie ma sobie nic do zarzucenia w kwestii podwyżek, jakich żądają nauczyciele, a ZNP zaprasza na “dalsze rozmowy”, oskarżając jednocześnie związek o niechęć do dialogu. Czołowy nauczycielski postulat podniesienia wynagrodzenia zasadniczego o 1000 zł określiła jako “zaporowy” i niemożliwy do realizacji ze względów budżetowych. Mówi, że budżet na ten rok jest już zamknięty, nie odnosząc się jednak do faktu, że główny postulat i groźba strajku były przez ZNP artykułowane od połowy roku ubiegłego.
Szefowa ministerstwa uparcie powtarza, że proponowane przez resort symboliczne podwyżki, gdzie nauczyciele dyplomowani dostaną w trzech turach dodatkowe 508 zł, a pozostali mniej, to na razie absolutny pułap. Nie wyklucza co prawda dyskusji o kolejnych podwyżkach w przyszłości i zaprasza ZNP do dalszych rozmów, podczas gdy przez cały ubiegły rok MEN regularnie ignorował głos związku.
– Kompromis zakłada, że my się gdzieś w pół drogi spotykamy – podkreśla przedstawicielka rządu, upominając ZNP, chociaż nie wiadomo, co w świetle dotychczasowych doświadczeń miałoby to oznaczać.
Pani minister nie ma wątpliwości, że jej rząd zrobił dla nauczycieli wszystko, co było możliwe. – Z mojej strony jest wyłącznie dobra wola – powtarza, a sedna problemu z niskimi zarobkami upatruje w polityce poprzedniej ekipy.
– Jestem ministrem edukacji, który oddał nauczycielom wszystko to, co zabrali moi poprzednicy, pamiętając, że nauczyciele zasługują na podwyżki, do których się zobowiązałam. (…) Nie wywołuję żadnych konfliktów. Zapowiedziałam podwyżki i je zrealizowałam przy absolutnym spokoju i aprobacie związków zawodowych.
Zalewska odżegnuje się od podejrzeń, że jej kandydatura do Parlamentu Europejskiego jest ucieczką od problemów polskiej edukacji, z którymi nie daje sobie rady.
– Jarosław Kaczyński i premier Beata Szydło poprosili mnie, abym z tego mandatu zrezygnowała i poszła do najtrudniejszego resortu z jednym celem: abym przeprowadziła reformy. I tak właśnie się stało. (…) Reforma jest dopilnowana (…) Jesteśmy absolutnie spokojni.
Pani minister zapowiedziała jednocześnie, że będzie walczyć z kartą LGBT w warszawskich szkołach, bo jej postanowienia są jej zdaniem niekonstytucyjne.
– W systemie oświaty nie występuje ktoś taki jak „latarnik”. Jest za to pedagog czy psycholog – zastrzega i zapewnia, że “latarnicy”, czyli osoby sygnalizujące dyskryminację osób LGBT, absolutnie do szkół nie wejdą. – To jest niezgodne z prawem. Będziemy tego bezwzględnie pilnować.

Polityka antyzagraniczna PiS

„Polityka antyzagraniczna” tak określam politykę rządu Prawa i Sprawiedliwości w ostatnich latach, z kilku powodów.

Tak słabej pozycji międzynarodowej Polska od dawna nie miała. Polska traci prestiż, wiarygodność i wpływy w światowej polityce. Jak stwierdziła to konferencja byłych ambasadorów RP w swoim oświadczeniu 31 maja 2018r. „obecne władze czynią z Polski państwo słabe, izolowane i samotne. Dorobek polityki zagranicznej niepodległej Polski jest marnotrawiony i niweczony”.
Polska jest członkiem Unii Europejskiej, ale nie ma dziś wzorowych stosunków z żadnym państwem tego ugrupowania jak również nie ma bezkonfliktowych stosunków z państwami nie należącymi do UE. W interesie każdego państwa jest zabieganie o dobre, przyjazne stosunki z sąsiadami. Tymczasem Polska ma napięte stosunki z Rosją, problemy z Białorusią i poprawne choć nie najlepsze stosunki ze Słowacją, Czechami i Niemcami. Nic więc dziwnego, że tracimy wpływy na arenie międzynarodowej.
Niemcy są naszym największym partnerem handlowym. Tymczasem raz po raz ze strony polskiej pojawiają się wypowiedzi drażniące naszego zachodniego sąsiada. Świadczą o tym żądania nowych odszkodowań mimo, że sprawa ta została dawno uregulowana. Nie służą dobrze stosunkom dwustronnym nieodpowiedzialne wystąpienia ambasadora RP w Niemczech Andrzeja Przyłębskiego.
Nie tylko nie potrafimy wykorzystać naszego członkostwa w Unii Europejskiej dla wzrostu znaczenia Polski, ale nieodpowiedzialnymi zachowaniami osłabiamy naszą pozycję w tym ważnym ugrupowaniu. Niejako symbolem naszego braku znaczenia dla członkostwa w UE było usunięcie przez ówczesną premier Beatę Szydło flagi unijnej z siedziby Rady Ministrów. Do Trybunału Sprawiedliwości UE napływają skargi na Polskę za łamanie prawa unijnego. W wyniku werdyktu Trybunału Sprawiedliwości władze polskie zmuszone były do rezygnacji ze zmian m. in. w ustawach o sądownictwie, w tym w ustawie o Sądzie Najwyższym oraz o wycince drzew w Puszczy Białowieskiej.
Przykładem amatorszczyzny i porażki polskiej dyplomacji była konferencja w Warszawie 14 lutego br. o Bliskim Wschodzie. Inicjatorem tej konferencji była administracja Donalda Trumpa. Amerykanie chcieli zorganizować tę konferencję w Europie Zachodniej lub w Maroku, ale żaden kraj nie zgodził się na rolę gospodarza. Poniżające dla nas było to, że konferencję w Warszawie zapowiedzieli Amerykanie zanim jeszcze pojawiły się o tym informacje ze strony polskiej. Uznano to za przykład klientelizmu i serwilizmu rządu polskiego wobec Waszyngtonu. Początkowo Amerykanie chcieli z tego spotkania, w którym wzięło udział ponad 50 państw uczynić antyirański show. Nawet padło słowo „wojna” przeciw Iranowi. Ale nie znalazło to poparcia wśród innych państw. Kilka krajów zbojkotowało spotkanie w Warszawie.
Konferencja w Warszawie była niewypałem politycznym i obfitowała w liczne skandale, do czego przyczynili się głównie Amerykanie i Izraelczycy. Według informacji prasy zagranicznej premier Netanjahu miał oświadczyć, że Polacy mordowali Żydów, co mogło sugerować że czynili to wszyscy Polacy. Dziennikarka z amerykańskiej stacji NBC Andrea Mitchell w relacji z Warszawy dezinformowała Amerykanów, że w czasie powstania w warszawskim getcie powstańcy żydowscy walczyli z polskimi i nazistowskimi władzami. Nawet organizacje żydowskie w Stanach Zjednoczonych zaprotestowały przeciw temu kłamstwu. Dziennikarka amerykańska po licznych protestach przeprosiła za swe kłamliwe wypowiedzi.
Stany Zjednoczone były reprezentowane na warszawskiej konferencji przez wiceprezydenta Mike’a Pence’a oraz sekretarza stanu Mike’a Pompeo. Amerykanie wykazali się ignorancją przypominając Polakom o należnych im odszkodowaniach za mienie znacjonalizowane w powojennej Polsce. Zapomnieli, że Polska w 1960 r. podpisała porozumienie z rządem USA w wyniku którego zgodziła się zapłacić 40 mln. ówczesnych dolarów za znacjonalizowane mienie amerykańskie. Przedstawiciele rządu PiS nie wyjaśnili Amerykanom, że ich żądanie nie ma podstaw prawnych.
Rząd Prawa i Sprawiedliwości w ciągu ponad trzech lat sprawowania władzy doprowadził do znacznego osłabienia pozycji Polski na arenie międzynarodowej. Dotyczy to pogorszenia stosunków bilateralnych z wieloma państwami jak również pozycji naszego kraju w strukturach międzynarodowych takich jak UE, NATO, ONZ. W mediach zagranicznych często wspomina się Polską ksenofobię i antysemityzm oraz brak gotowości do przyjmowania uchodźców.
Do osłabienia pozycji i wpływów Polski na arenie międzynarodowej przyczyniają się mankamenty polskiej służby dyplomatycznej. Z MSZ zwolniono wielu doświadczonych dyplomatów. Na czele polskich placówek zagranicą stoją ludzie niedoświadczeni i pozbawieni obycia międzynarodowego. Prawo i Sprawiedliwość nie chce wręcz korzystać z doświadczonych osób, jeżeli nie mają one związku z ich partią i ich poglądami.

Jeszcze weselsze będzie życie staruszka

Rząd twierdzi, że Polacy żyją coraz dłużej. Tak się jednak składa, że od dwóch lat, pod rządami PiS, żyją coraz krócej, zaś liczba zgonów rośnie. Za to komfort krótkiego życia naszych seniorów ma się poprawić.

 

Rady Ministrów pochyliła się z troską nad losem seniorów w Polsce. W związku z tym jej Komitet Społeczny przyjął tak zwaną strategię polityki senioralnej.
– Żyjemy coraz dłużej, ale z czasem komfort życia się pogarsza. Rząd Prawa i Sprawiedliwości chce to zmienić – oświadczyła wicepremier Beata Szydło, szefowa KS Rady Ministrów.

 

Żyjmy dłużej!

Pani wicepremier jest zdecydowanie zbyt skromna. Rzecz w tym, że rząd Prawa i Sprawiedliwości już to skutecznie zmienił. To znaczy, zmienił to, że żyjemy znacznie dłużej. Teraz bowiem, pod rządami PiS żyjemy coraz krócej.
Pani wicepremier Szydło oczywiście doskonale o tym wie, bo jako szef KSRM zna (lub powinna znać) statystyki demograficzne. Woli jednak mówić, oszczędnie gospodarując prawdą, że nasze życie się wydłuża. Niestety, jest odwrotnie. W 2016 r. przeciętna dalsza długość życia w Polsce spadła o dwa miesiące. W roku ubiegłym – o kolejny miesiąc.
Liczba zgonów rośnie. W 2016 r. odnotowano w Polsce 388 tys. zgonów, podczas gdy w 2017 aż 403 tys. W rezultacie, Polska ma ujemny przyrost naturalny, bo w ubiegłym roku zarejestrowano tylko 402 tys. urodzeń żywych.
W dodatku, rośnie też liczba tragicznych wypadków przy pracy. Jak policzył Główny Urząd Statystyczny, w 2017 r. ogółem 88 330 osób padło ofiarą wypadków przy pracy, z czego wypadkom śmiertelnym uległo 269 osób.
To więcej niż w roku ubiegłym. W 2016 r. tylko 87 886 osób doznało wypadków przy pracy, a zginęło w nich 239 osób.

 

Oszczędności na zdrowiu

Przyczyny wymierania Polaków są dosyć znane i oczywiste. To nie tylko brak troski obecnej ekipy o dobro pracowników i zwykłych mieszkańców kraju.
To także coraz gorsze zarządzanie ochroną zdrowia przez PiS i coraz trudniejszy dostęp do świadczeń medycznych.
To czynienie oszczędności na leczeniu ludzi chorych, których w krajach cywilizowanych udaje się ratować. Dlatego Najwyższa Izba Kontroli stwierdza jednoznacznie: „Polski pacjent nie może korzystać z porównywalnego do mieszkańców innych krajów zachodniej Europy zakresu dostępnych opcji terapeutycznych w leczeniu nowotworów: ma ograniczony dostęp do nowoczesnych urządzeń i technologii, w tym nowoczesnych leków”.
Będzie więc nas umierać coraz więcej.

 

Pozytywny obraz starości

Być może jednak coś się zmieni. Przecież na rządzie „stanęła” właśnie strategia polityki senioralnej. Ów ważny dokument z pewnością odnosi się do wszystkich bolączek skracających polskie życie i próbuje je naprawić. Z pewnością porusza bardzo ważne sprawy i proponuje mądre rozwiązania.
I rzeczywiście. Oto bowiem w rządowej strategi senioralnej można przeczytać, że rozwiązania zaplanowane wobec ogółu osób starszych uwzględniają siedem obszarów działań.
Pierwszym i najważniejszym z nich jest kształtowanie pozytywnego postrzegania starości w społeczeństwie. Trafione w sedno!
To rzeczywiście jest problem numer jeden polskich seniorów, którzy niczym tak się nie zamartwiają, jak tym, że ich starość nie ma pozytywnego wizerunku w oczach ogółu społeczeństwa.
Trzeba to zmienić, wykorzystując media i ludzi kultury. Już dawno przecież w Kabarecie Starszych Panów śpiewano: „Wesołe jest życie staruszka”. Należy więc kręcić filmy, tworzyć słuchowiska radiowe, sztuki i telenowele pokazujące pogodnych, zadbanych, zdrowych ludzi w starszym wieku. Zwłaszcza filmy, bo jak wiadomo, ze wszystkich sztuk, sztuka filmowa jest dla władzy najważniejsza.
I rząd właśnie to wszystko planuje. Jak stwierdza bowiem strategia polityki senioralnej, wkrótce zacznie się realizacja edukacyjnych kampanii społecznych. Najprawdopodobniej będą one pod hasłem: „Polska starość jest wspaniała”.
Wtedy zaś ogół społeczeństwa inaczej, bardzo pozytywnie, zacznie postrzegać podeszły wiek seniorów. Ba, nawet zacznie marzyć o tym, żeby jak najszybciej się zestarzeć – bo przecież nie ma po co trawić życia w młodości i średnim wieku, skoro starość w Polsce jest taka piękna.

 

Przede wszystkim religia

Drugi obszar rządowej polityki senioralnej, także ważny, zakłada: „wspieranie wszelkich form aktywności – obywatelskiej, społecznej, kulturalnej, sportowej i religijnej osób starszych”.
Nie trzeba chyba dodawać, że w tym zestawieniu rządowi chodzi przede wszystkim o wspieranie aktywności religijnej.
Ona właśnie stanowi dla seniorów naturalną formę wyżycia się i ekspresji, a poza tym może im stworzyć wspaniałe i dalekosiężne perspektywy – bo w ich wieku czas już przecież pomyśleć o tym, jak będzie wyglądać życie wieczne. Również i dla obecnej władzy aktywność religijna seniorów jest wszak milsza, niż jakakolwiek inna.
A trzeba też przyznać, co z pewnością potwierdzi Kośćiół Rzymsko-Katolicki, że jest jeszcze wiele do zrobienia, by ułatwić seniorom wykazywanie aktywności religijnej. Zwłaszcza sieć kościołów w Polsce mogłaby być znacznie gęstsza, by ludzie starsi nie musieli chodzić do nich tak daleko jak dziś.
Trzeci obszar uwzględnia wykorzystanie potencjału osób starszych w życiu gospodarczym i na rynku pracy, by zapobiegać ich wykluczeniu ekonomicznemu, cyfrowemu i technologicznemu.
To również bardzo ważne dla rządu, bo seniorzy ochoczo poszli na przywrócone emerytury, więc trzeba znaleźć jakieś sposoby, aby ich skłonić do pracy, co mogłoby nieco odciążyć ZUS.

 

Rząd podniesie emerytury?

Wykluczeniu ekonomicznemu mogłyby ponadto najskuteczniej zapobiec znacznie podniesione emerytury. Można zatem mieć chyba pewność, że troszczący się o dobro seniorów rząd wkrótce wystąpi z jakąś satysfakconującą propozycją finansową.
Dopiero na czwartym miejscu znajdujemy jakiekolwiek odniesienie do fatalnego poziomu opieki medycznej w Polsce. Rządowa strategia senioralna stwierdza bowiem: „Czwarty obszar obejmuje działania z zakresu promocji zdrowia, profilaktyki chorób oraz dostępu do diagnostyki, leczenia i rehabilitacji poprzez np. rozwój telemedycyny i teleopieki oraz dostęp do udogodnień technicznych, wspierających samodzielność osób starszych”.
Jak widać, nic tu jednak nie ma o poprawie poziomu leczenia groźnych chorób, zwłaszcza nowotworowych. Dla rządu to nie jest ważne. Zamiast tego seniorom oferuje się telemedycynę, teleopiekę i profilaktykę – jak gdyby w wieku 65 lat i więcej profilaktyka chroniąca przed chorobami była ważniejsza, niż ich leczenie.

 

Poradnictwo zamiast policji

Piąty obszar ma polegać na przeciwdziałaniu przemocy i zaniedbaniom wobec osób starszych dzięki stworzeniu sieci poradnictwa na terenie kraju.
A może, zamiast sieci udzielania mądrych porad dla seniorów, rząd zająłby się poprawą skuteczność działań policji? To najlepiej zapobiegłoby przemocy i zaniedbaniom wobec osób starszych.
Mamy jeszcze dwa obszary – szósty, dotyczący wspierania integracji międzypokoleniowej m.in. poprzez realizację projektów edukacyjnych – czyli pokrewny wobec obszaru pierwszego; no i ostatni, siódmy, poświęcony „szeroko zakrojonym działaniom edukacyjnym na temat starości”.
I taka jest właśnie ta rządowa polityka senioralna. Jeśli zostanie w pełni zrealizowana i pójdą na nią pieniądze, które mogłyby trafić na przykład na ochronę zdrowia, to jej efekt z pewnością będzie porażający, chociaż nieco połowiczny.
Wzmiankowany przez rząd komfort życia seniorów wprawdzie się nie poprawi, ale za to będą się oni coraz krócej męczyć. To drugie zadanie na pewno się uda obecnej ekipie, bo już pokazała swoją skuteczność w jego realizowaniu.