Sprawa się rypła czyli Nielegały u władzy

Sprawa się rypła, ktoś za to beknie! Stare porzekadło, którego pierwsza część została wykorzystana m.in. w tytule filmu Janusza Kidawy z 1984 r. z udziałem Franciszka Pieczki i Mariana Dziędziela, nabrało świeżości za przyczyną posła Marka Suskiego, czołowej postaci obecnej sceny politycznej w Polsce, totumfackiego samego guru Jarosława, pana na Nowogrodzkiej.

Słoń w składzie porcelany, w porównaniu z wdziękiem i gracją posła, zwanego Carycą, poruszającego się po scenie politycznej, to primabalerina moskiewskiego Teatru Bolszoj w „Jeziorze Łabędzim” .

Mnie nieodparcie poseł S., zwłaszcza swoim promiennym uśmiechem, kojarzy się ze znakomitą rolą czeskiego aktora Rudolfa Hrušinský’ego odtwarzającego postać pewnego poczciwego mieszkańca Pragi Czeskiej, dotkniętego podagrą, stałego bywalca gospody „Pod kielichem” i przede wszystkim jednego z najwybitniejszych myślicieli wszechczasów, przez niezrozumienie jego głębokich przemyśleń, uważanego powszechnie za idiotę.

Pana posła z wybitnym prażaninem łączy ów promienny uśmiech. Natomiast co do jego intelektualnej sprawności zdania w społeczeństwie są podzielone.

Niemniej to właśnie on ujawnił jedną z najbardziej strzeżonych i kamuflowanych tajemnic obecnie rządzących. Co istotne, nie zauważyłem, by to ujawnienie zostało dostrzeżone przez media, opozycję… A rzecz jest najwyższej wagi państwowej! Otóż podnóżek i guru Jarosława na Nowogrodzkiej oświadczył publicznie, że obecna władza w Polsce jest nielegalna!

Tak, tak!!! To z jego ust padło publicznie 9 września 2021 roku stwierdzenie, że Polska nielegalna walczyła z okupantem niemieckim, potem sowieckim, a teraz z brukselskim!

Sprawa się rypła: Polska nielegalna!!! walcząca z „ brukselskim okupantem”

Król stał się nagi!:

Bo przecież z „okupantem brukselskim” nie walczy cała Polska tylko jej część – ta która obecnie rządzi. Większość Polek i Polaków nie widzi tej okupacji, i chociaż wielu ma pod adresem UE sporo uwag krytycznych (sam do nich należę) to jednak nikt z tej większości nie odgrywa szopki, że jęczy pod brukselskim knutem, ale jest zadowolone z wielu profitów, które daje przynależność do Unii.

Tragifarsę odgrywa mniejszość, konserwa, o świadomości ukształtowanej na żoliborsko-toruńskim Uniwersytecie Kaczyzmu-Rydzykizmu, którego ideowe motto brzmi – NAM SIĘ NALEŻY!

Powtórzmy jeszcze raz, z brukselskim ciemiężycielem nie walczy cała Polska tylko jej mniejszość składająca się z rządzącej kamaryli i przyssanych do jej cycków doicieli, Toteż gdy odbierzemy precyzyjnie wypowiedź posła Suskiego, nie ma wątpliwości. – POLSKĄ RZĄDZĄ NIELEGAŁY!

*

Powyższa analiza to moja licentia poetica. Ale czy jest ona daleka od prawdy?

Jean Paul Sartre powiedział: Uzurpowana władza zawsze ma najlepsze świadectwa legalności.

Obecnie sprawujący u nas władzę podpierają się tym świadectwem legalności – wygranymi wyborami. Tylko na tej podstawie uznali, że mają prawo do wszystkiego. Zaczęli demolować i niszczą nadal podstawowe kanony, jakie obowiązują rządy w demokracji, czyli m.in.: kultura polityczna, stwarzanie formalnych zabezpieczeń obywateli przed nadmierną i nieuzasadnioną ingerencją władzy w ich sprawy, równość wobec prawa, wolność w wyrażaniu poglądów i związana z tym wolność organizowania się, ochrona praw mniejszości, przestrzeganie wolności słowa, mediów.

Od kilku lat, niemal codziennie, mamy do czynienia przez maskowane lub bezczelne wprost deptanie tych kanonów przez rządzących

A skoro zasad demokratycznego rządzenia nie przestrzegają, łamią Konstytucję, zaczynają działać nielegalnie, to w państwie demokratycznym stają się nielegalni.

Czyli Marek Suski powiedział prawdę.

Wielu jego współwyznawców się z nim zgodziło, w tym poseł Waldemar Andzel, który powiedział dziennikarzom, że przyłancza się do posła Suskiego. Ciekawe, jaką fuchę za to przyłanczenie dostanie?… Może dzyndzla Carycy?

Polski XIX-wieczny pisarz, publicysta, filozof, historyk Aleksander Świętochowski stwierdził: Jeśli tyran powie, że trójkąt jest kołem, natychmiast zbierze się tłum dobrowolnych niewolników, którzy zażądają zmiany w prawidłach geometrii.

Wyznawcy sekty z Nowogrodzkiej są tego dobitnym dowodem.

Tylko patrzeć, jak jeden z jej czołowych kaznodziejów i nadzorców wychowania szkolnego dzieci i młodzieży, Przemysław Czarnek, weźmie się też za reformę geometrii.

Tales z Miletu, Archimedes i inni ojcowie matematyki zostaną wskrzeszeni (cudotwórców w sekcie nie brakuje) i skierowani do zreformowanej szkoły, gdzie poznają zmienione prawa geometrii. Przy okazji otrzymają nową wykładaną tam wiedzę z innych przedmiotów, w tym najważniejszy przekaz – Kto jest jeszcze nieemerytowanym zbawcą ludzkości.

Biskupi emeryci – jak żyć?

Jesienią ub. roku ukazał się ciekawy artykuł autorstwa Marcina Wójcika pt.: Kościół sp. z o.o….) i temat szybko ucichł. A szkoda, bo dowiedzieliśmy się w nim, z czego żyją podstawowe jego komórki, co jest wiedzą raczej notoryjną (ludowi znaną). Ale niewiele wiemy, jak żyją zarządy i rady owej spółki, także po odejściu na zasłużoną emeryturę. A ponieważ zajmuję się finansami, niestety niekościelnymi, to temat wydaje się interesujący.

Emerytowany ksiądz profesor, zapytany: Ile pieniędzy ma polski Kościół?, powiada: To wie tylko Pan Bóg! Ujawnianie tajemnicy finansowej to poważne nadużycie, ale cóż począć! – To biedny emeryt! Dodajmy jednak: przyrównanie do spółki z o.o. jest mało adekwatne, bowiem tam, oprócz Boga, o finansach musi wiedzieć wielu śmiertelników!

Temat wydaje się interesujący, bo dowiadujemy się, że kilka znanych postaci odesłano na przymusową emeryturę, więc pojawił się problem: jak żyć? Pytanie ważne, bo zadają je emeryci, tyle, że kto miałby odpowiedzieć, skoro Franciszek tematu unika, a władza Najwyższa też umywa ręce. Ale wyjaśnijmy, owi włodarze średniego szczebla to erudyci, którzy, w przeciwieństwie do ludu, posiedli dziejowe mądrości, by uzmysłowić sobie, że z tym wiekuistym błogostanem pewności nie ma, więc w życiu doczesnym nie wypada otaczać się jedynie tzw. res pauperem (rzeczy liche). A swoją drogą ciekawe, że wśród owych ”uczonych w piśmie” nie spotkamy wielu profesorów! Niemniej jednak warto się uczyć, o czym z żalem mówi kolega, któremu zachorowali pracownicy (czytaj: poszli na L4), więc biznes leży, więc z rozrzewnieniem wspomina:, jako młody i głupi nie skorzystałem z propozycji! Dziś byłbym biskupem z podwójną emeryturą, i miałbym gdzieś zmartwienia o czyjeś chorobowe! Ale są też dobre wieści, odnalazły się daniele abpa, ale pojawił się problem następny, zaginął gdzieś drugi hierarcha.

Ci, co nic nie mają, rzadko zasługują na chwałę, o czym zaświadczył o. Dyrektor, dostąpiwszy łaski napotkania śp. Stanisława. Od tego czasu kłaniam się w pas każdemu tułaczowi; a nuż ma choćby jedną, nawet używaną gablotę. Niestety, widać na takie dary zasługują jedynie ludzie niezłomnej wiary.

Wiemy, zatem, że do szczęścia nie tylko doczesnego, niezbędne są dobra materialne, czego doświadczamy powszechnie. Dlatego należy pamiętać o taryfikatorach, stojących kopertach, o podziale parafii na „miedziane, mieszane i papierowe” itd. Mniej zorientowanym wyjaśniam: to taki korporacyjny slang – podział parafii według zamożności i hojności wiernych (np. papierowe – to dochodowe, miedziane – same miedziaki). Brak wiedzy możemy uzupełnić czytając komentarze internautów, np.: „ … Kościół katolicki jest najstarszą formą, Piramidy Finansowej”, u której podstaw, jako tak zwane pracownice mrówki, albo pszczółki robotnice, występują: księża, zakonnice, mnisi itp., zobowiązani swą pracą przysparzać wpływów finansowych. A z wpływów tych najwięcej korzystają biskupi i kardynałowie, na luksusowe życie w swych pałacach, rezydencjach!!!” Są też komentarze o wstrzemięźliwości, idei ubóstwa wspomaganiu potrzebujących itp., Ale skoro komentujemy finanse, to tematu ubóstwem zajmować się nie wypada. Wypada natomiast wyjaśnić znaczenie „stojących kopert”. Rozumienie tego terminu, dość powszechne w czasach minionych, w społeczeństwie powoli zanika, choć funkcjonuje nadal, co potwierdzam.In film „Kler”. Tradycje trzeba kultywować, a slang korporacyjny też warto znać, bo możemy nie rozumieć prostych rozmów np. przy obiedzie, czego przykładem jest niżej opisana przygoda.

Za czasów rządów Platformy i PSL, znalazłem się niespodzianie na odświętnym obiedzie w jednej z warszawskich parafii, znanej ze szczególnego uwielbienia miłościwie nam panujących, nawet bardziej cywilnych niż kościelnych. Byłem tam uważany za „ziomala”, (bez sprawdzenia, – co dziś byłoby niemożliwe), więc tematy poruszane przy stole były dość swobodne, ogólnie „luźno” związane z religią. Niewiele obeznany w temacie i środowisku, jako korporacyjny klon, zagaiłem naiwnie gospodarza: „Dużo pracy chyba w parafii, bo tylu księży!?

Proboszcz na to szczerze: „ Nie tak dużo; tych kilkunastu wikarych muszę trzymać, bo nie mam, co z nimi zrobić. Aby wysłać na jakąś parafię, trzeba dać 300 tys. złotych, a za parafię w Warszawie to nawet 2-3 razy tyle. Ja takich pieniędzy nie mam, oni też, dlatego tu są. Chyba odruchowo wyraziłem zdziwienie, więc ksiądz perorował dalej: „każda parafia jest wyceniona, ile ma przynieść dochodu, a nabywca np. „papierowej” parafii, jako proboszcz, dla zachowania poprawnych stosunków z kurią, przy każdej wizycie winien zapewnić kopertę raczej „stojącą”. Jeśli nie, to, jako marny władca dusz, wysyłany jest na parafię „miedzianą”. A jak młody – to na misje do ciepłych krajów”. Rozmowa toczyła się w miłej i przyjaznej atmosferze, a wśród słuchaczy chyba, jako jedyny nie kumałem zanadto, pewnie też reagowałem dziwnie, bo spytano mnie czy aby smakuje obiad. Potwierdziłem, że bardzo i wróciłem do konsumpcji, bo dania były znakomite.

Nie uczestniczyłem więcej w podobnych uroczystościach, czy obiadach w tak dostojnym składzie, ale zarządca tejże parafii opowiadał wszystko z taką swobodą, otwarcie i bez cienia zakłopotania, że nie pozostawało cienia wątpliwości, iż owe zwyczaje i korpojęzyk są raczej powszechne. Ponieważ podobne wątki opowiadają inni, chciałbym uwierzyć, że opisany przykład jest w polskim Kościele wynaturzeniem, a nie normą. Wygląda na to, że takie zachowania nie są grzeszne, co potwierdza Tadeo Rydzyk, bo … kto nie grzeszy? Według tego przedsiębiorcy np. pedofilia jest niby grzechem, ale raczej lekkim, czego nie rozumieją nieprzyjazne media.

Dla porównania – w kościołach chrześcijan protestantów podobne zjawiska raczej nie występują, mimo iż społeczeństwa, w których one funkcjonują, są z reguły bogatsze, a księża/ pastorzy posiadając rodziny, nie muszą traktować seksu i pieniędzy, jako szczególnego przywileju i nagrody za wypełnianie „ misji” wyznaczonej przez szefów, od której odwołać się niepodobna nawet do Franciszka. A instancja najwyższa równie nieskuteczna! Albo w ogóle jej nie ma, o czym oświeceni hierarchowie są w większości przekonani.

Polityczny szczękościsk prawicowej władzy w Polsce

Czyli upadek rozumu i porażka człowieczeństwa.

Ulice polskich miast kipią od tłumnych protestów kobiet – także wspierających je mężczyzn – okazujących energiczną i głośną niezgodę na ogłoszone nie dawano przez tzw. Trybunał Konstytucyjny uzasadnienie do wcześniejszego wyroku zakazującego aborcji w przypadku tzw. wady letalnej płodu. Oznacza to w praktyce, że możemy poszczycić się najbardziej drakońskim w Europie – poza państwem Watykan – prawem dot. usuwania ciąży. Prawo zastało tu dramatycznie zindoktrynowane – zawężone – a sama aborcja, z niewielkim wyjątkiem, podlega penalizacji; grozi więzieniem lekarzowi i matce, która z poważnych powodów zdrowotnych i społecznych zdecyduje się na usunięcie płodu. Władzy, łącznie z Kościołem, który skrywa się za restrykcją, pomyliły się epoki. Średniowiecze, i inne ciemne czasy Europa ma już za sobą. Szanuję i podziwiam matki, które decydują się na donoszenie i urodzenie chorego już w łonie dziecka, lecz jednocześnie nie potrafię potępiać tych matek, które zechcą taki płód usunąć, gdyż to kobieta, z ważnych i rozsądnie skodyfikowanych powodów winna mieć prawo decydować, co uczynić z takim mniej czy bardziej rozwiniętym, chorym zalążkiem życia w swoim łonie. Ewentualna aborcja jest również ogromnym dramatem i cierpieniem kobiety, przeżywanym za przyczyną poważnego przymusu zdrowotnego.

Przymuszanie kobiet do heroizmu rodzenia dzieci obciążonych poważnym defektami zdrowotnymi jest okrutnym kuglarstwem prawnym oraz nadużyciem etycznym, klepniętym konstytucyjnie przez organ nieuprawniony, powołany do sądzenia – wedle poważnych opinii – w sposób prawnie wadliwy. Całość ta dowodzi sfanatyzowania rządzących, mocujących coś takiego w prawie, przy tym kalkulujących to prawo na zimno. Ogromna część Polaków zauważa, że to paranoja. Ja również. Lecz należy pamiętać, że wcale nie wszyscy podzielają poglądy protestujących. Co z tego, że tłumy wyszły na ulice ?! Władza przywykła do protestów, wpisała je w koszty swojego rządzenia wedle zasady: psy szczekają, karawana jedzie dalej. PiS ma przed sobą jeszcze trzy lata rządów i cieszy się poparciem wcale pokaźnego elektoratu, który w nosie ma – nie ogarnia – przekrętów partii Kaczyńskiego; te go ani nie interesują ani obchodzą, więc płynie nurtem jej zideologizowanego programu. Popierający PiS czują się w większości zwolnionymi od myślenia. Zatracili empatię w wielu sprawach, że dodatkowo wspomnę tu ustawę zwaną, nie wiedzieć dlaczego, „Dezubekizacyjną” z grudnia 2016 roku. Należy przypomnieć, ze wpędziła ona w biedę tysiące mundurowych emerytów i rencistów, razem z rodzinami – rzekomych „ubeków”. Szczuto na tą grupę od dawna, nawet w kościołach. Brakuje w języku polskim słów mogących trafnie ważyć głębie nikczemności tego wyroku władzy. W Polsce, gdzie jedno ludzkie nieszczęście potrafi burzyć tłumy, zadbano o to, aby nieszczęście tysięcy wepchnąć do piekła obojętności i zapomnienia. I nazwać je przewrotnie rzekomym spełnieniem oczekiwanej przez naród sprawiedliwości. Temat nie cieszy się wzięciem gwiazd medialnych – wszak, kto będzie bronić .. „ubeków – komunistycznych oprawców” ?! W tej akurat sprawie nie tylko PiS, ale równie polskie elity szeroko pojęte nie zdały egzaminu z człowieczeństwa; albo uwierzyły w dekomunizacyjną sprawiedliwość Ustawy nie bacząc, że klecąc ją łamano z hukiem kluczowe zasady Prawa Rzymskiego, lub wolały schować uszy po sobie, trzymając się maniery i salonowej koniunktury. Prawo i Sprawiedliwość – Zjednoczona Prawica – posiadło moc sprawczą forsowania swoich władczych pomysłów, także urojeń. Wyrosło na mistrza stawiania narodu pod ścianą faktów dokonanych. Kuglarstwo paragrafami towarzystwo to opanowało do perfekcji, przecząc moralności, jeśli moralność w polityce znaczy cokolwiek. Jarosław Kaczyński, jako polityk, przepoczwarzył się i wyrósł na polskie wcielenie Niccolo Machavelli’ego. Nie ulega wątpliwości, że PiS zgarnęło władzę demokratycznie, przy tym wcale nie bezwzględną wyborczą przewagą nad resztą politycznie podzielonej konkurencji, lecz „D’Hondtem”. Wydawałoby się, że takie rozstrzygnięcie winno motywować zwycięzców do jakiegoś umiaru. Antony Beevor, brytyjski historyk – mój rówieśnik – autor paru bardzo ciekawych książek historycznych (patrz np., „Stalingrad” czy „Berlin 1945”) jest autorem dzieła, „Walka o Hiszpanię 1936 – 1939”, opatrzonego podtytułem „Pierwsze starcie totalitaryzmów”.

To mądra i wyważona w sądach książka, rozsądnie rozdzielająca po latach winy obojga stron nieszczęścia, które dotknęło to iberyjskie państwo w tym samym czasie, kiedy nad Europą zbierały się burzowe chmury nadciągającej wojny światowej. Aspirujący do władzy Front Ludowy zdobył w nich niewielką przewagę – poniżej dwóch procent. .Beevor, konstatując wyniki parlamentarnej elekcji Hiszpanów, odnosi je do tryumfującej w wyborach Lewicy. Pisze dalej: „Lewica, lekceważąc skromność swego zwycięstwa, zaczęła się zachowywać tak, jakby otrzymała powszechny mandat do wprowadzenia rewolucyjnych zmian” (sic!). Rzecz historycznie odległa w czasie oraz w geografii nasuwa cząstkę analogii do tego, co aktualnie dzieje się w Polsce, tyle, że słowo „Lewica” należałoby tu zastąpić zwrotem „Prawica” do tego „Zjednoczona”. Hiszpański przykład tamtego czasu, opisany piórem wrażliwego pisarza i historyka, mającego wyczucie niebezpieczeństw niepohamowania zapędów – „rewolucyjnych zmian” – władzy zdobytej akurat niewielką przewagą elekcyjną – także tu i teraz polskim „D’ontem” – zdaje się być ostrzeżeniem przed jej nadużywaniem. W Polsce, sumarycznie po stronie przeciwnej, była jednak większość tych, którzy głosowali na inne od PiS partie, co w jakiś cywilizowany sposób winno być uszanowane i motywować rządzących od powściągnięcia we wdrażaniu rozwiązań budzących skrajne kontrowersje, wtłoczonych do praktyki w sposób prawnie wątpliwy. I tak być powinno. I chociaż nie ma ku temu żadnej, zapisanej w prawie obligacji, owa powściągliwość winna wpisać się w polityczny obyczaj – stanowić żywą część demokratycznego myślenia elit władzy o państwie jako cywilizowanej, delikatnej tkance rozwiązań i instytucji, mającej na celu łączenie, a nie dzielenie i szczucie na siebie obywateli. Warto przywołać tutaj słowa utrwalone przez Cypriana Kamila Norwida w liście słanym przez poetę w 1862 roku do Michaliny z Dziekońskich Zalewskiej: „Jesteśmy żadnym SPOŁECZEŃSTWEM. Jesteśmy wielkim SZTANDAREM NARODOWYM”. Mało co nam tak dobrze, wspólnie i zbiorowo wychodzi, jak wymachiwanie sztandarami i gromkie śpiewanie hymnu – dwóch zwrotek obowiązkowo. A nawet trzech. Po nasyceniu łopotem i śpiewem poczucia bycia patriotami, wzbiera w nas chęć skoczenia sobie do gardeł. Zjednoczona Prawica skłonność tą podsyca i konserwuje. Nasi wyborczy zwycięzcy po coś w końcu zassali do swojej polityki Trybunał Konstytucyjny, resorty siłowe – w tym sądy i prokuraturę – oraz komplet mediów publicznych. Teraz zasysają prasę, rzecz jasna dla dobra Polaków. W TVP 1, we wiadomościach, pojawia się twierdzenie, że w Polsce panoszą się siły neoliberalne i neokomunistyczne, chcące zniszczyć jej fundament .. polską rodzinę. Na ulicach panoszy się wściekły alians liberałów i komunistów, uprzykrzających życie prezesa w jego samotni na Żoliborzu, dający niepotrzebne zatrudnienie policji, która miast tropić zbójów jest przymuszana do pałowania i gazowania burzycieli porządku i spokoju polskiego domu. Minister Czarnek, arcyprawicowy fanatyk kierujący resortem Edukacji Nauki, rekomenduje utworzenie nowej dziedziny nauki: o rodzinie. Rzecz jasna, wedle jedynie słusznego modelu i wyobrażeń pisowskich akuszerów pomysłu. I będzie można z tego robić .. doktoraty; pewnie i na przykład na toruńskiej uczelni Rydzyka. Podlana bogoojczyźnianym sosem żenada władzy ?! Jasne, że tak. Lecz nie dla wszystkich. Z pewnością nie dla żarliwych oglądaczy i słuchaczy – wielbicieli mediów publicznych, i tych toruńskich. Także całego multum obojętnych na cokolwiek. I ten cały cyrk ma się ciągle dobrze i trzyma publikę. Jakkolwiek, o czym wiem, moje pisanie jest pisaniem na Berdyczów – wielu pisze podobnie – powstrzymać się nie potrafię, aby nie wylać na papier wieloźródłową gorycz niezrozumienia, jak coś takiego możliwym jest w dwudziestym pierwszym wieku w rzekomo cywilizowanym państwie Europy. Władza w Polsce wylądowała w łapach prawicowych, sfanatyzowanych pseudomyślicieli i mściwców z politycznym i historycznym szczękościskiem na gardłach urojonych liberałów i komunistów. I kogo tam jeszcze. To ogromnie smutne i dołujące. Niech to szlag trafi.

Więcej kasy dla o. Rydzyka

Centrum Ochrony Praw Chrześcijan (COPC) – powołane do życia przez fundację Tadeusza Rydzyka – będzie dysponowało milionami przekazanymi przez resort Zbigniewa Ziobry.

COPC to instytucja powołana przez Fundację Lux Veritatis, której założycielem jest obrotny zakonnik Tadeusz Rydzyk. To, jak wynika ze strony internetowej COPC, „odpowiedź na falę dyskryminacji religijnej pojawiającej się na świecie i w Polsce. Naszym celem jest angażowanie się w obronę jednostek pokrzywdzonych i środowisk zagrożonych prześladowaniem”. Realizuje swe zadania poprzez informację i edukację, prowadzenie kampanii społecznych i medialnych, udzielanie bezpłatnej pomocy prawnej i i porad obywatelskich oraz prowadzenie badań na temat prześladowań chrześcijan w Polsce i na świecie.

Na to wszystko, jak informuje oko.press, pieniądze popłyną z Funduszu Sprawiedliwości, nadzorowanego przez ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w jednym – Zbigniewa Ziobrę, a przeznaczonego na pomoc dla ofiar przestępstw. Centrum niespecjalnie się z tym kryje, pisząc otwarcie, że „działalność jest współfinansowana ze środków Funduszu Sprawiedliwości, którego dysponentem jest Minister Sprawiedliwości”.

Portal oko.press zadał sobie trud, by policzyć, że skoro w ostatnim kwartale przekazano milion złotych, a datki przekazywane są w kwartalnych właśnie transzach, to na konto COPC trafiają miliony złotych, o które wnioskowało Centrum (dokładnie 7 milionów).

Czemu pieniądze z państwowej instytucji, jaką jest ministerstwo sprawiedliwości, mają trafić do rąk jednoznacznie religijnej instytucji i czemu mają być przeznaczone na ochronę przed prześladowaniami chrześcijan na całym świecie, choć w Polsce pomoc ofiarom przestępstw wciąż kuleje? Pytanie raczej retoryczne. Wiadomo za to, jak Centrum Tadeusza Rydzyka ma bronić „prześladowanych” chrześcijan w Polsce. Sądząc po wpisach na profilu na Facebooku będzie zajmować się donoszeniem, gdzie i na jakiej demonstracji naruszono, oczywiście w mniemaniu działaczy Centrum, prawa chrześcijan i wnioskować o zastosowanie zapisów kodeksu karnego.

Zmierzch katolicyzmu politycznego

Z prof. JERZYM J. WIATREM, socjologiem polityki ze Europejskiej Wyższej Szkoły Prawa i Administracji, honorowym prezesem Towarzystwa Kultury Świeckiej, rozmawia Krzysztof Lubczyński.

Zaplanowaliśmy rozmowę o sprawach systemowych, ale bieżąca rzeczywistość polityczna nie ułatwia nam tego. W styczniu doszło do zamordowania prezydenta Gdańska, a przed chwilą, jedno po drugim, najpierw CBA zatrzymało został osławionego rzecznika MON i faworyta Antoniego Macierewicza, Bartłomieja Misiewicza, a „GW” ujawniła tzw. „taśmy Kaczyńskiego”. Jak, zwłaszcza to ostatnie, wpłynie na położenie PiS i obozu władzy?

Moim zdaniem obóz władzy PiS znalazł się w jeszcze trudniejszej sytuacji niż był dotąd. Kiedy niedawno opublikowałem w „Trybunie” tekst o dylematach władzy autorytarnej, zwróciłem uwagę na to, że po zamordowaniu prezydenta Adamowicza w PiS nastąpiła polaryzacja na tych, których to oburzyło i na skrzydło faszyzujące. Do momentu tego morderstwa prezesowi Kaczyńskiemu udało się te dwa skrzydła utrzymywać w relatywnej zgodzie. Teraz zaistniała konieczność opowiedzenia się Kaczyńskiego po jednej ze stron i wyciągnięcia z tego konkretnych konsekwencji kadrowych. Drugi kłopot PiS, to ujawnienie wspomnianych taśm. Może nie wskazują one na działania wprost kryminalne, ale na rządzący w tej partii mechanizmy oligarchiczne, niezależnie od cech samego prezesa. Jest to dla nich niebezpieczne dlatego, że pokazuje, iż to nie formacja liberalna krytykowana za afery, nie Tusk, nie Schetyna, nie Kopacz, ale partia która doszła do władzy pod hasłami uczciwości objawia te mechanizmy, które potępiała. To może kosztować PiS utratę kilku procent poparcia tych wyborców, którzy nie należą do tzw. twardego elektoratu. Równocześnie doszło do zatrzymania i aresztowania ludzi związanych z Antonim Macierewiczem i to pod zarzutami korupcyjnymi. Dla znaczącej części elektoratu PiS zarzuty korupcyjne należą do najcięższych, jako że jest to elektorat antyelitarny, a także na ogół uboższy, dla którego korupcyjne zachowania takich młodych ludzi jak Bartłomiej M., to horrendum Słyszałem opinię, że jest to wyraz wewnętrznej walki o władzę i o osłabienie polityczne Macierewicza. Walka jaka toczy się między Kaczyńskim a nim jest walka nie tylko o władzę, ale i o kierunek działania PiS, którego Macierewicz jest przecież wiceprzewodniczącym, filar skrzydła ultraprawicowego. Poza tym na Macierewiczu ciążą podejrzenia o powiązania rosyjskie, o których napisał w swojej drugiej już książce Tomasz Piątek. Jeśliby się okazało, że Macierewicz, ważny polityk polski jest sterowany z zewnątrz, to byłby to dzwon alarmowy dla państwa. Tak więc ten rok zaczął się dla PiS feralnie. Moim zdaniem w PiS dojrzewa kryzys władzy, który polega nie tylko na tym, że ktoś chce odsunąć go od władzy, ale że on sam traci zdolność mocnego trzymania władzy w ręku i to nie przede wszystkim z uwagi na jego, nie tak przecież bardzo podeszły wiek i nie z uwagi na stan zdrowia, ale na to, że w impasie znalazła się jego polityka, a ten impas zaostrzył się w wyniku wspomnianej polaryzacji po śmierci Adamowicza. Jeśli tak dalej pójdzie, to może spełnić się moje przewidywanie, że Polska będzie pierwszym krajem europejskim, który demokratycznie odsunie od władzy prawicowych populistów.

Już teraz widać w niektórych mediach propisowskich nastroje znacznie mniej triumfalistyczne, a nawet defetystyczne. Pojawiają się frazy o możliwości przegranej, jeszcze pół roku temu nie do wyobrażenia.Wywołanie nazwiska Macierewicza niejako automatycznie wywołuje także nazwisko Tadeusza Rydzyka i toruńskiego ośrodka radiomaryjnego. Jak Rydzyk może się zachować wobec tej rywalizacji wspomnianych przywódców PiS?

Wiadomo, że ultraprawicowe skrzydło Macierewicza cieszy się uznaniem i poparciem ojca Rydzyka. Dlatego stoi on przed dylematem kogo poprzeć, tym bardziej że szanse partyjki, która powstała pod jego auspicjami, jest znikome. Jednak nie jest to dla niego tylko wybór między Kaczyńskim a Macierewiczem, ale także ewentualny wybór między Macierewiczem, a innymi kandydatami do stanięcia na czele skrajnie prawicowego, faszyzującego skrzydła PiS. Wiele będzie zależało od tego, czy zwycięży tam skrzydło umiarkowane z Kaczyńskim i Brudzińskim. Jeśli zwycięży, to Rydzyk i skrajna prawica staną dęba, a notowania Macierewicza u nich spadną. Ważnym papierkiem lakmusowym dla władzy będzie sposób reakcji na takie skandaliczne zachowania jak to wystąpienie antysemitów podczas ostatnich obchodów wyzwolenia Auschwitz. Jeśli będą to tolerowali, to skompromitują się w skali międzynarodowej. Z drugiej strony ludzie pokroju Piotra Rybaka mają swoich cichych popleczników i sympatyków w obozie PiS. Gdyby ich nie było, to prokuratura dawno zabrałaby się za tych antysemitów. Przed Kaczyńskim stoi więc twardy wybór.

Rydzyk jest bardzo niezadowolony z tego, że nie doszło do całkowitego zakazu aborcji. Kaczyński z różnych powodów jest temu przeciwny. Obstaje za to przy tym mała partyjka skrajnie prawicowa z Korwinem-Mikke i Robertem Winnickim, do której ostatnio dołączyła radykalna „prolajferka” Kaja Godek. Kogo więc Rydzyk poprze wobec takiego wyboru?

To będzie zależało od szans politycznych PiS. Jeśli do wyborów utrzyma się poparcie dla nich na poziomie powyżej 30 procent, to Rydzyk PiS poprze. Jeśli to poparcie znacząco się skurczy, a widzę ku temu przesłanki, jeśli porażka PiS stanie się oczywista, to krąg Rydzyka może rozumować następująco: skoro i tak przegramy wybory, to stwórzmy jednolitą ideowo formację narodowo-katolicką i wprowadźmy ją do parlamentu.

A na ile wrażliwy jest tzw. twardy elektorat PiS, zarówno ten narodowo-katolicki, jak socjalny, dla którego korzyści z 500 plus mają istotne znaczenie dla poprawy bytu. Czy jest coś, co mogłoby nimi wstrząsnąć?

Kumulacja zjawisk, od których zaczęliśmy rozmowę postawiła PiS w świetle innym niż to, pokazujące ją jako partię antykorupcyjną, partię ludzi uczciwych. PiS zaczyna wyglądać tak, jak chciał przedstawić swoich rywali. To może ich popchnąć do cofnięcia PiS-owi poparcia przez część nawet radykalnych dotąd zwolenników. Oni raczej nie poprą opozycji, ale pozostaną w domu.

Przejdźmy teraz do sytuacji w opozycji…

Ona jest obiektywnie w trudnej sytuacji, bo jest pluralistyczna i PiS jest silniejsze jej słabością niż własną siłą. Opozycji trudniej stworzyć jednolity blok. Do tego dochodzą żenujące spory wewnętrzne, walki o władzę, eliminacja Petru z „Nowoczesnej”, podobnie jak wyrwanie z tej partii przez PO ośmiorga posłów. To marny zysk w porównaniu ze stratą jako poniesie idea wspólnej koalicji. Co do SLD, to widzę pozytywną ewolucję w stronę uznania potrzeby wspólnego bloku wyborczego opozycji. Z drugiej strony widzę w SLD dużo niezdecydowania, a brak wyrazistej strategii i koncepcji. Rozumiem trudność w podjęciu trudnych decyzji, ale nikt nie powiedział, że polityka ma być łatwa. Odsunięcie PiS od władzy jest warunkiem niezbędnym dla uratowania systemu demokratycznego i wyjściowym dla forsowania w przyszłości wartości lewicowych. Przecież bez tego one i tak nie mają szans na realizację. Nadzieją napawa mnie jednak artykuł w „Trybunie” wiceprzewodniczącego SLD Wincentego Elsnera, który jest za wspólnym blokiem wyborczym. Nie trzeba też jednak zapominać o perspektywie wyborów prezydenckich, więc tak naprawdę obecny cykl polityczny ostatecznie zamknie się i rozstrzygnie w 2020 roku, a koalicja demokratyczna, jeśli wygra, przez ponad pół roku będzie musiała współegzystować z prezydentem Dudą.

Będzie działał obstrukcyjnie?

Trudno ocenić, nie przesądzał bym sprawy już teraz.

Zatrzymajmy się teraz przy czynniku, jakim jest Kościół katolicki…

W Polsce odsetek deklarujących się jako wierzący jest istotnie większy niż w Europie, nie mówiąc już o najbardziej zlaicyzowanych Czechach. Jednak jednocześnie następuje laicyzacja obyczajów. Związków nieformalnych, w których rodzą się dzieci jest dziś czterokrotnie więcej niż jeszcze 30 lat temu i to nie jest rezultat przypadkowych ciąż, lecz świadomej rezygnacji z instytucji małżeństwa. Nastąpił wzrost, do około 40 procent, zwolenników liberalizacji ustawy antyaborcyjnej, nieco więcej jest zwolenników zachowania obecnej ustawy, ale już zwolenników zaostrzenia jest nie więcej niż kilka procent. Stanowisko fundamentalistów, skądinąd wewnętrznie logicznie, choć go nie podzielam, jest zatem coraz silniej kontestowane społecznie. Nasila się poczucie, że sprawę przerwania ciąży trzeba zostawić sumieniu kobiety. Słabnie też poparcie dla obecności religii w szkole, a najbardziej przeciw temu występuje sama młodzież, która głosuje „nogami”, zwłaszcza gdy dochodzi do wieku, w którym może sama decydować. Poza wszystkim – dobremu wychowaniu religijnemu lepiej sprzyjałaby nauka religii poza szkołą. Ponadto przeżył się dotychczasowy model finansowania Kościoła z kasy państwa i coś trzeba z tym zrobić, wprowadzając na przykład dobrowolne opodatkowanie na jego rzecz. Dominikanin Ludwik Wiśniewski powiedział, że w Polsce umiera chrześcijaństwo, a w jego miejsce wchodzi nienawiść. Nie jestem aż takim pesymistą, natomiast uważam, że autorytet Kościoła słabnie. I przyznam, że choć jestem niewierzący, to wolałbym aby w Polsce był otwarty Kościół z dużym społecznym autorytetem niż agresywny Kościół bez autorytetu. W chrześcijaństwie pociąga mnie idea miłości, choć z ontologicznego punktu widzenia nie wierzę ani w niebo ani w piekło, lecz po prostu w koniec przygody jaką jest życie. Tymczasem w obecnym Kościele kłopoty mają tacy księża jak Lemański, Sowa czy Boniecki, a poparciem hierarchii cieszą się duchowni w rodzaju Rydzyka.

W wywiadzie dla „Trybuny” profesor Jan Hartman uznał deklarację Barbary Nowackiej o potrzebie rozdziału Kościoła i Państwa za formę upokarzających starań państwa o coś, co mu się z definicji należy – suwerenność i wolność od obcego, watykańskiego dyktatu. Jest też przeciwny obecności konkordatu w konstytucji, jak również uważa jej propozycje za kosmetyczne, n.p. zaprzestanie finansowania religii w szkole, zamiast jej wyprowadzenia. Jaki jest na to Pana pogląd?

Rozumiem te niuanse podkreślone przez profesora Hartmana, ale dla mnie najważniejsza jest praktyka, realna równość praw Państwa i Kościoła, by państwo, tak jak to było i jest nadal, nie zajmowało wobec niego postawy partnera uległego. Natomiast co do samego wystąpienia Barbary Nowackiej, to choć zgadzam się z nią co do zasadniczych intencji, to wolałbym, by zrezygnowała z wystąpienia indywidualnego na rzecz lojalnego działania w ramach szerokiego bloku. Byłoby to znacznie bardziej nośne i ważkie.
A co z postulatem świeckości państwa, którego w Konstytucji nie ma, bo jest w niej zapis o „niezależności i autonomii”?
Formuła o pełnej świeckości państwa rodzi jednak pewne niebezpieczeństwa, n.p. groźbę szykan wobec ludzi noszących oznaki religijne, n.p. krzyżyki. Nie byłbym też zwolennikiem totalnego zakazu akcentów religijnych w sytuacjach publicznych. To uważam za formę zbyt daleko idącego naruszenia wolności osobistych. Jednak uważam, że w powszechnie dostępnych urzędach państwowych i publicznych, w salach itd. nie powinno być symboli religijnych. Kiedy zostałem ministrem edukacji poleciłem zdjąć ze ściany krucyfiks, bo uznałem, że jego zatrzymanie byłoby z mojej strony przejawem oportunizmu, a ja oportunistą nie jestem. Nie nakazałem jednak uczynić tego samego wiceministrom i dyrektorom w ich gabinetach. Jednak najważniejsza jest w moim odczuciu nie sfera symboliczna, lecz sfera realnych zachowań. W każdym razie nadszedł najwyższy czas, aby relacje kościelno-państwowe w Polsce uległy we wszelkich aspektach fundamentalnemu przedefiniowaniu i zreformowaniu w duchu nowoczesnego państwa.

Dziękuję za rozmowę.

Głos prawicy

LGBTQ…

Krystyna Pawłowicz skomentowała na Facebooku Parad Równości:

Dziś prowadzać się będą osoby LGBTIQKCHJ
Im i 52 zagranicznym dyplomatom popierającym w Polsce patologie obyczajowo – zdrowotne polecam swe wystąpienie sejmowe sprzed kilku lat o 5 projektach ustaw o związkach partnerskich /z ub kadencji Sejmu/
Po moim wystąpieniu Sejm wszystkie projekty PO,SLD i Palikota odrzucił. PIS był wtedy w mniejszości.”

 

Ważne pytania w KFC

Na Facebooku pojawiło się nagranie zamieszczone przez kobietę, która zaczepiła prezydenta Andrzeja Dudę w restauracji KFC i pytała go o łamanie konstytucji.

Przygoda w KFC z marionetką (p. Duda obecny „prezydent”). Ochrona nie dopuszczała ludzi z telefonami, jednak kiedyś chodziłam do szkoły gdzie p. Konhauser-Duda uczyła. Dzięki przywitaniu się z nią i poproszeniem o zdjęcie (miny mówią wczystko) udało mi się zapytać o Konstytucję” – napisała na Facebooku Katarzyna Kulerska (pisownia oryginalna – red.).
– Mogę wiedzieć, dlaczego pan łamie konstytucję? – zapytała kobieta. Wtedy ochroniarz zwrócił jej uwagę, żeby nie przeszkadzała prezydentowi, natomiast małżonka głowa państwa, Agata Kornhauser-Duda, poprosiła o wskazanie, w którym miejscu konstytucja jest łamana.
– Chodzi przede wszystkim o ustawy sądowe, zakaz wstępu do Sejmu, załamanie ustawy o KRS. Pan zawetował dwie ustawy i super. Szkoda, że kolejnych nie – mówiła dziewczyna. – Ja rozumiem, że pani nie może pogodzić się z tym, kto wygrał wybory, ale bardzo mi przykro – odpowiedział kobiecie prezydent.
Na portalu NaTemat można znaleźć informację, że Katarzyna Kulerska działa m.in. w ruchu Obywatele RP, w Komitecie Obrony Demokracji oraz w Czarnym Proteście. Brała też udział w pikietach przeciwko wizytom prezesa PiS przy grobie Lecha Kaczyńskiego na Wawelu.
Źródło: Do Rzeczy

 

Rydzyk do seniorów

Tymczasem szkoła ojca Rydzyka docenia seniorów:

Seniorzy w niepodległej” – pod takim hasłem w murach Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej odbyła się konferencja poświęcona polityce senioralnej rządu. Organizatorami wydarzenia – obok toruńskiej uczelni – była sejmowa Komisja Polityki Senioralnej, której pracami kieruje poseł Małgorzata Zwiercan.
– Nie możemy stygmatyzować seniorów, bo do tej pory byli stygmatyzowani, że są obciążeniem dla państwa, że są obciążeniem dla młodych – podkreślała poseł Małgorzata Zwiercan z „Wolnych i Solidarnych”.
To jednak nie obciążenie, nie koszt, a inwestycja w bliźniego i społeczeństwo – napisał w liście odczytanym przez Marzennę Drab premier Mateusz Morawiecki.
– Nie szczędzimy starań, by jesień życia była czasem należnej seniorom godności – akcentował premier RP.
Stąd szereg programów socjalnych, których celem jest w pierwszej kolejności aktywizacja osób starszych – podkreśla poseł Joanna Borowiak.
– Chcą być dostrzegani, chcą czuć się ważni, a przecież są ważni – zwracała uwagę poseł PiS.
Lista potrzeb wcale nie jest krótka. Dlatego rząd przygotował kompleksowy dokument: „Polityka społeczna wobec osób starszych 2030”.
– To jest pierwszy kompleksowy, można powiedzieć historyczny dokument, który spaja wszystkie działania w sposób kompleksowy dla osób starszych – relacjonowała Elżbieta Bojanowska, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej
Bezpieczeństwo, uczestnictwo, solidarność – jak przypomina wiceminister rodziny – to główne przesłanie dokumentu i całej polityki rządu.

Głos lewicy

Tłusty wyjęty z kontekstu

W związku z pojawiającymi się w mediach wyrwanymi z kontekstu fragmentami moich wypowiedzi w Studio Polska w dniu 26 maja, informuję co następuje: przede wszystkim prawicowe media eksponują z mojej wypowiedzi jedno jedyne zdanie:” Niech tłusty pofatyguje się na kolanach”. Miałaby to być ilustracja mojego wrogiego stosunku do Kościoła i, w domyśle, wiernych. Oświadczam, że to manipulacja. Pełna moja wypowiedź w dyskusji wyglądała następująco:

W odpowiedzi na zapewnienia Pana Borowskiego, że PiS przeznaczył duże sumy na pomoc ubogim zauważyłem, że tę działalność popierałbym: „Gdyby (rząd) równolegle nie robił prawie tyle samo dla Rydzyka i dla Kościoła to byłoby dla niepełnosprawnych. Jak można napychać temu tłustemu mnichowi kieszenie?” W polskiej kulturze krytyka opasłych i chciwych mnichów ma bogatą tradycję, żeby wspomnieć choćby o słynnej Monachomachii biskupa Ignacego Krasickiego. W studio, mimo histerycznej reakcji części widowni dodałem: „ Jego (o. Rydzyka) pazerność nie zna granic. Na klęczkach powinien iść do niepełnosprawnych i przeprosić za swoją pazerność.” Potem wyjaśniłem, że: „Znam dobrze encykliki Jana Pawła II i społeczną doktrynę Kościoła i chce powiedzieć, że Kościół w Polsce jest Kościołem schizmatycznym, który w ogóle sabotuje swojego papieża, który jest barbarzyński, dąży do dóbr materialnych, grzeszy grzechem pychy i braku skromności. To jest moje zdanie o kościele, osoby świeckiej. Nie mam nic do wiary, uważam, że wiara może być szlachetna” – napisał na swoim profilu fejsbukowym Piotr Ikonowicz.

 

Nierefundowane

Mam wśród bliskich rodzinę, która opiekuję się chorym dzieckiem, które praktycznie cały czas przebywa w szpitalu. Mama, która heroicznie się tym dzieckiem zajmuje i przebywa praktycznie cały czas w szpitalu musi płacić za hotel, który jest przy tej placówce służby zdrowia – mówiła Katarzyna Piekarska na w programie „Szpile” antenie „Superstacji”Nikt tego przecież nie refunduje – dodała.

– W nowym systemie oświaty dzieci niepełnosprawne nie mają chodzić do szkoły, dla nich jest tylko kształcenie indywidualne w domu. A dla tych dzieci niepełnosprawnych to niezwykle ważne jest, aby miały kontakt ze szkołą – oceniła polityczka SLD. – To wszystko jest straszne – podsumowała.

 

SLD ma czystą kartę

– Bez względu na to, kto w jakiej partii jest, to sytuacja jest taka – wiele świństw, złodziejstw i na końcu morderstwo działo się w Warszawie. Nie wierzę w to, że nikt o tym nie wiedział. Wszyscy o tym wiedzieli. To była tzw. tajemnica poliszynela. W tej sprawie odpowiedzialnych trzeba znaleźć i trzeba ukarać – mówił odnosząc się do tzw. „dzikiej reprywatyzacji” Włodzimierz Czarzasty.
Przewodniczący SLD podkreślił na antenie Programu Pierwszego Polskiego Radia, że ws. reprywatyzacji warszawskiej jego partia ma „wyjątkowo czystą kartę”. – Choć współrządziliśmy Warszawą, zawsze mieliśmy radnych Warszawie, że nigdy nie byliśmy w tej sprawie atakowani. Jak był czas zgłaszaliśmy do prokuratury rzeczy związane z reprywatyzacją, które nam się nie podobały. Jak był czas zgłaszaliśmy również ustawy dotyczące reprywatyzacji, bądź uchwały do rady miasta – powiedział Czarzasty.

 

Cztery postulaty

– „Pakt solidarnościowy” zawiera cztery postulaty na rzecz osób niepełnosprawnych, do których spełnienia zobowiązują się wszystkie partie opozycyjne. Są to: wprowadzenie comiesięcznego dodatku rehabilitacyjnego w wysokości 500 zł dla osób niepełnosprawnych niezdolnych do samodzielnej egzystencji, reforma systemu orzecznictwa o niepełnosprawności, wyrównanie — zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego — świadczeń dla różnych grup osób niepełnosprawnych oraz zagwarantowanie realnego i najszerszego dostępu osób z niepełnosprawnościami do obiektów użyteczności publicznej – powiedział Marcin Kulasek w wywiadzie dla „Gazety Olsztyńskiej”.