Gospodarka 48 godzin

Prawica wpędza w nędzę
Na koniec ubiegłego roku było aż 310 tys. osób pobierających emerytury, niższe od ustawowej emerytury minimalnej, wynoszącej pod rządami PiS zaledwie 1068 zł miesięcznie. Za taką kwotę trudno wyżyć i opłacić mieszkanie, gaz i światło, ale co gorsza, te 310 tys osób otrzymywało nie 1068 zł miesięcznie, lecz zazwyczaj dużo, dużo mniej, czasami zwykłe grosze. I to w sensie dosłownym, bo najniższe emerytury wypłacane w Polsce wynoszą 2 grosze miesięcznie. Ta nędza emerytalna nie jest jednak wyłączną winą Prawa i Sprawiedliwości. Głodowe emerytury to efekt jednej z tzw. czterech wielkich reform rządu Jerzego Buzka, które spowodowały w Polsce długi okres chaosu i stagnacji gospodarczej. Reforma emerytalna została wprowadzona przez rząd Jerzego Buzka z jasno określonym celem, którego jednak nie ujawniano, chcąc uniknąć protestów społecznych. Miała ona zmniejszyć emerytury Polaków i w ten sposób, wpędzając ich w nędzę, osiągnąć oszczędności budżetowe. Plan premiera Buzka i jego gabinetu powiódł się częściowo. Wprawdzie nieudolny prawicowy rząd nie zdołał zbilansować budżetu (dziura Bauca), ale wpędzenie emerytów w biedę udało się znakomicie. Tak jak przewidywali eksperci (a część z nich miała nadzieję, że tak się stanie), ludzie przechodzący na emeryturę w ramach nowego systemu zaczęli otrzymywać głodowe świadczenia. Dziś systematycznie rośnie liczba osób otrzymujących emerytury niższe od 1068 zł miesięcznie – bo także prawicowy rząd PiS idzie śladami Jerzego Buzka i bynajmniej nie zamierza wydobyć z nędzy tej najuboższej części polskiego społeczeństwa. Przybywa więc w naszym kraju ludzi wegetujących poniżej granicy skrajnego ubóstwa.

Blok czeka na naprawę
Nie ma już nadziei na szybkie przywrócenie eksploatacji nowego bloku w elektrowni Jaworzno, który został oddany do użytku pod koniec ubiegłego roku, ale zaraz się zepsuł. Elektrownia Jaworzno należy do państwowej grupy Tauron, a budowa tego bloku kosztowała gigantyczną sumę 6,2 miliarda złotych. Miał to być jeden z najnowocześniejszych i najtańszych w eksploatacji bloków węglowych w Polsce ale pracował krótko, bo już w styczniu tego roku doszło do pierwszej poważnej awarii, a w czerwcu do następnej. Wybudowała go firma Rafako, która zajęła się też jego naprawą. Teraz jednak władze Rafako oświadczyły, że wstrzymują prace naprawcze ze względu na zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi pracujących przy usuwaniu awarii. Wedle planów snutych wkrótce po awarii, zepsuty blok w elektrowni Jaworzno miał być naprawiony do końca lutego przyszłego roku. Dziś już wiadomo, że ten termin zostanie opóźniony o wiele miesięcy, o czym poinformowały też władze Rafako. Wezwały także Tauron do ujawnienia przyczyn uszkodzeń bloku w styczniu i czerwcu. Władze Tauronu twierdzą zaś, że Rafako żąda od ich grupy pieniędzy na naprawę bloku. To co się dzieje w elektrowni Jaworzno to kolejny dowód na to, że państwo PiS funkcjonuje tylko teoretycznie. Uruchomienie nowego bloku miało pokazać, że i energetyka węglowa może być nowoczesna. Nie umiano jednak ani porządnie dokończyć budowy tego bloku, ani zadbać o jego prawidłowe użytkowanie, a gdy doszło do awarii, nikt nie jest w stanie doprowadzić do szybkiego usunięcia uszkodzeń. I tak właśnie wygląda Polska pod rządami PiS.

Gospodarka 48 godzin

Wierszówki im nie starczy

Sąd Okręgowy w Warszawie w prima aprilis wydał wyrok, w którym nakazał Federal Media Company, wydawcy „Gazety Finansowej”, oraz Janowi Pińskiemu i Krzysztofowi Galimskiemu publikację przeprosin i zapłatę 300 tys. zł na cele charytatywne za artykuł pt. „Śmierć pełna tajemnic”, sugerujący, iż Jan Kulczyk, najbogatszy Polak, nie zmarł w połowie 2015 roku, tylko żyje i ukrywa się na Cyprze, gdyż sfingował własną śmierć. Federal Media Company zapowiedziała apelację. Inkryminowany artykuł ukazał się w „Gazecie Finansowej” w lipcu 2016 roku, a jego autorzy powoływali się ponoć na notatki Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W sprawie z pozwu z Dominiki i Sebastiana Kulczyków chodziło też nie tylko o zawarte w artykule teorie kwestionujące fakt śmierci Jana Kulczyka, zdaniem Sądu Okręgowego pozbawione podstaw, lecz i o sugestie, iż uciekł on z kraju w celu uniknięcia odpowiedzialności prawnej oraz utrzymywał kontakty z funkcjonariuszami Agencji Wywiadu. Sąd orzekł, że osobne przeprosiny musi zamieścić każdy z pozwanych. Mają one być opublikowane na trzeciej stronie „Gazety Finansowej” oraz przez trzy doby być widoczne u góry strony głównej serwisu internetowego tej gazety, GF24.pl. Panowie Jan Piński oraz Krzysztof Galimski mają zapłacić połowę czyli 150 tys zł na dwóch. Do tego dochodzą jeszcze koszty sądowe, które są niemałe, bo „Gazeta Finansowa” się broniła i postępowanie trwało długo. Wynoszą one co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych. Piotr Bachurski, redaktor naczelny „Gazety Finansowej” i prezes Federal Media Company zapowiedział apelację od tego wyroku.

Wreszcie przejrzeli na oczy?

NSZZ Solidarność oskarża: „Rząd nas oszukuje!”. Szef związku Piotr Duda stwierdza zaś: „Możemy zapomnieć o porozumieniu paryskim, o sprawiedliwej transformacji. Nie będzie żadnego „zielonego węgla” i nowoczesnych bezemisyjnych technologii opartych na węglu. Możemy to wszystko między bajki włożyć”. Piotr Duda ma tu oczywiście rację, tak jak i cała „Solidarność”, uznająca, że rząd PiS oszukuje. Dobrze, że związkowcy z „S” wreszcie to zrozumieli – późno, ale lepiej później niż wcale. Nieco dyskusyjna jest natomiast przyczyna tych zarzutów, bo związkowcom nie tyle chodzi o przyszłość polskiej energetyki, lecz o obawę, iż podzielona zostanie państwowa grupa energetyczna Tauron, co może oznaczać redukcję etatów i zamrożenie zarobków. Dlatego właśnie w zakładach grupy Tauron rozpoczęły się spory zbiorowe, a „Solidarność” zażądała rozmów z premierem Mateuszem Morawieckim, chcąc zapewne uzyskać gwarancję, że Tauron nie będzie zlikwidowany, a etaty i zarobki ocaleją. Premier dotychczas nie znalazł czasu na rozmowy, więc „S” grozi protestami i zarzuca, że w grudniu ubiegłego roku w Brukseli, premier „w zamian za pieniądze na nowy polski ład, sprzedał polską energetykę konwencjonalną”. Czyli, związkowcy z „S” uważają, że Polsce grozi pochopne odchodzenie od spalania węgla w energetyce. W sprawie przyszłości energetyki i losów grupy Tauron odbyło się natomiast spotkanie zespołu do spraw branży energetycznej, po którym „Solidarność” zarzuciła, że strona rządowa nie przedstawiła im żadnych dokumentów ani konkretnej strategii.

Gospodarka 48 godzin

Związek wraz z zarządem?
Organizacje „Solidarności” w państwowej grupie Tauron wszczęły w swoich zakładach spory zbiorowe. To wyraz niepokoju o miejsca pracy w związku z planowanym przez Ministerstwo Aktywów Państwowych procesem transformacji energetycznej. „W całej branży wśród załóg rośnie niepokój, a liderzy „Solidarności” zwracają uwagę na niedotrzymywanie przez stronę rządową dotychczasowych ustaleń” – stwierdza komunikat tego związku. Marek Boiński, przewodniczący Krajowej Sekcji Energetyki NSZZ „S” relacjonując sytuację w branży wskazał na zagrożenia dla pracowników branży energetycznej wynikające z działań rządu i z pozorowanego dialogu. – Nikt nie odpowiada na pisma, nikt nie mówi prawdy, wszystkie ustalenia, deklaracje i terminy nie zostały dotrzymane – powiedział Boiński. Związkowcy uważają, że energetyka to system naczyń połączonych, składający się zarówno z górnictwa, jak i wytwarzania, dystrybucji oraz wszystkich sektorów, bez których system nie może funkcjonować. Dlatego w sprawie transformacji energetycznej „Solidarność” podejmie działania wspólnie i w sposób skoordynowany. Członkowie „S” wskazują, że atmosfera wśród załóg jest bardzo zła, są obawy, że kilkadziesiąt tysięcy ludzi pójdzie na bruk. – Ponadto mamy informacje, że nie ma co liczyć na jakiekolwiek środki na energetykę konwencjonalną – twierdzą członkowie sekcji energetyki. Szef „Solidarności” Piotr Duda przypomniał, że każda organizacja związkowa ma obowiązek w obronie miejsc pracy podejmować wszelkie konieczne działania z protestami włącznie i „Solidarność” ma ku temu narzędzia. Związkowcy chcą też zawarcia branżowego, a nawet sektorowego układu zbiorowego. To dla nich istotne przy obecnych przekształceniach własnościowych, np. firm przejmowanych przez Orlen. Ponadto, zdaniem organizacji „Solidarności” działających w Tauronie, proces transformacji energetycznej prowadzony przez resort aktywów zakłada jej likwidację. Grupa Tauron obejmuje obszary dystrybucji, wytwarzania, wydobycia, ciepła i wsparcia, a sprawa dotyczy blisko 26 tys. pracowników. Działacze „S” przekazali Piotrowi Dudzie informacje o sytuacji w swoich firmach. Wskazali na narastającą determinację wśród załóg. W ich ocenie proces transformacji spowoduje likwidację wielu miejsc pracy, czemu „Solidarność” zamierza się zdecydowanie przeciwstawić. – Chcemy, aby Grupa Tauron pozostała w obecnej formie organizacyjnej – stwierdził Jarosław Grzesik szef Sekretariatu Górnictwa i Energetyki „S”. – Nie oddamy Grupy Tauron – zawtórowali mu inni związkowcy. Zapewne taka jest też wola kierownictwa grupy Tauron. Wygląda więc na to, że członkowie „Solidarności” osiągnęli historyczną jedność z szefami swej firmy i przemawiają tym samym głosem.

Internet w telewizorze
Telewizor w domu ma blisko 97 proc. gospodarstw domowych w Polsce, a 65 proc. z nich płaci za dostęp do telewizji, korzystając z platform satelitarnych, kablówek czy IPTV (czyli możliwości oglądania w telewizorze programów z internetu). Najczęściej Polacy deklarują, że mają w domu jeden telewizor (81 proc. odpowiedzi), niemal co piąte gospodarstwo posiada dwa odbiorniki lub więcej (19 proc.). Treści chętnie oglądamy też na smartfonach – dostęp ma 73 proc. gospodarstw telewizyjnych – oraz komputerach czy laptopach (zadeklarowało to 67 proc.). Takie dane zawiera raport Nielsen Media prezentowany przez Wirtualne Media.

Kapitalizm w służbie propagandy

Zakład Tworzyw Sztucznych „Artgos”, spółka z udziałem skarbu państwa, wyprodukowała 200 tys. różańców, a w zamian nie otrzymała pieniędzy, tylko cykl reklam w „Naszym Dzienniku”. Żaden z posłów partii rządzącej nie widzi jednak nic złego w tej transakcji. Dzieje się tak być może dlatego, że nie jest to pierwszy przypadek wydawania setek tysięcy złotych ze spółek państwowych na cele związane z Kościołem lub propagandą rządową.

 

Przykładowo, kilkanaście miesięcy temu fundacja PGiNG kupiła 4 tys. rocznych prenumerat miesięczników „Historia do Rzeczy” oraz „W Sieci Historii”, a Polska Grupa Zbrojeniowa wsparła finansowo klasztor ojców Oblatów. W październiku zeszłego roku odbyła się akcja „Różaniec bez granic”, w ramach której wierni ze wszystkich zakątków Polski zamierzali otoczyć różańcem cały kraj i modlić się o ratunek dla świata. Mało kto zwrócił uwagę, że nie była to po prostu oddolna inicjatywa obywatelska, lecz przedsięwzięcie obficie finansowane z pieniędzy publicznych. W inicjatywę zaangażowała się między innymi Grupa Energa, której większościowym udziałowcem jest skarb państwa, i państwowa Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych. Do akcji przyłączyły się też samorządowe Przewozy Regionalne, które sponsorowały bilety promocyjne do kościołów. Innymi słowy podatnicy finansowali akcję fundamentalistów katolickich, a na dodatek nikt nie poinformował, ile to właściwie kosztowało.

Również Polska Fundacja Narodowa jest obficie finansowana ze środków publicznych. Rząd nie bierze za nią odpowiedzialności poprzez finansowanie z budżetu, lecz ściąga środki z największych spółek państwowych. W finansowaniu fundacji udział mają: Enea SA, Energa SA, PGE Polska Grupa Energetyczna, Grupa Azoty, Grupa Lotos, Tauron, PKN Orlen, PGNiG, PZU, PKO BP, Giełda Papierów Wartościowych, KGHM, Totalizator Sportowy, Polska Grupa Zbrojeniowa, Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, Polskie Koleje Państwowe i Polski Holding Nieruchomości. Docelowo fundacja ma dysponować majątkiem o wartości aż pół miliarda złotych, a cele Fundacji są wskazywane przez rząd. Innymi słowy kontrolowana przez władze centralne fundacja wykorzystuje środki spółek publicznych do propagandy rządowej.

Skala wyprowadzania środków ze spółek skarbu państwa jest nieznana, ponieważ firmy nie chcą informować o wszystkich swoich wydatkach. Prawie każda z nich ma fundację, do której nominowani politycznie członkowie zarządów transferują środki, przeznaczane potem na propagandę rządową i wsparcie dla kleru. To mechanizm, który w demokratycznym państwie nie powinien mieć miejsca, tymczasem dokonuje się on za przyzwoleniem władzy, a wręcz przy jej aktywnym wsparciu.

Afera Amber Gold to przykład, jak państwo nie zainterweniowało na czas, aby uchronić ludzi przed nieuczciwością jednej prywatnej firmy. Finansowanie kleru i propagandy rządowej przez większość spółek skarbu państwa to rozkradanie mienia publicznego na dużo większą skalę. Być może ten mechanizm trwa od lat, być może państwo traci na nim nie dziesiątki milionów, tylko miliardy złotych, być może środki idą do prywatnych osób. Niestety nie ma nadzoru nad fundacjami, które działają przy państwowych spółkach, a ministrowie odpowiedzialni za ich funkcjonowanie odmawiają szczegółowych informacji na ten temat. Jeżeli ktoś trwoni środki publiczne, a instytucje kontrolne nie są w stanie przerwać patologicznych zjawisk, to powinna powstać komisja śledcza.

Najwyższy czas, abyśmy jako społeczeństwo dowiedzieli się, jaka jest skala marnotrawienia środków publicznych, a przede wszystkim ten oburzający proceder powinien być natychmiast przerwany.