Bigos tygodniowy

Nauczyciele rozpoczęli strajk generalny. Na jego czele stanął głównie Związek Nauczycielstwa Polskiego. Natomiast oświatowa „Solidarność” okazała, jak można się było tego spodziewać, solidarność z pisowskim rządem. Przeciw łamistrajkowi Proksie wystąpiła nawet część członków „S”.

Jako były wieloletni (17 lat) pedagog i uczestnik strajku w 1993 roku, za rządów Hanny Suchockiej, mam prawo powiedzieć nauczycielom, którzy w poniedziałek rozpoczęli strajk: nie dajcie się zaszantażować rozmaitymi okrzykami, że macie, owszem, prawo do protestu, ale akurat nie podczas egzaminów i nie kosztem młodzieży szkolnej. Otóż przyjęcie takiej logiki prowadziłoby prostą drogą do uczynienia każdego nauczycielskiego protestu nieskutecznym. Nauczyciele już strajkowali bez dolegliwości dla kogokolwiek i skończyło się to niczym. Dlatego stanowisko ZNP nie jest żadnym radykalizmem, ale wyciągnięciem wreszcie, wniosków z przeszłości. Strajkować w wakacje to mogą ratownicy wodni i marynarze floty turystycznej.

Po rocznej przerwie – powtórka z rozrywki. Dziś, 10 kwietnia znów odbędą się uroczystości smoleńskie, msze, przemarsz pod Pałac Prezydencki, przemówienie Prezesa i tym podobne szopki. Z tej okazji TVPiS nadał sławetny „Smoleńsk” Antoniego Krauzego, utalentowanego i doświadczonego reżysera, który na finał kariery zrobił kicz polityczny i film tak nieporadny warsztatowo, jakby nakręcił go mało zdolny student reżyserii.

W minioną niedzielę odbyły się dwie konkurencyjne konwencje wyborcze. Kontrast w wizualnym i akustycznym efekcie aż karykaturalny i kiczowaty zarazem. Na jednej konwencji styl współczesny, „europejski”, na drugiej „cepelia” i kurpiowskie wycinanki, sentymenty do dachów strzechą krytych, folklor tak stężony, tak ociekający kiczem, że aż ocierający się o karykaturę. Wiadomo, że nie można przywiązywać przesadnej wagi do form i mód, że nie można zbyt serio przeciwstawiać strojów i przyśpiewek ludowych garniturom i europejskiemu sznytowi. Rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana, nie ma nic złego w folklorze, a nie wszyscy Europejczycy lubią garnitury i krawaty i nie one świadczą o europejskości, bo ta jest w głowie. A jednak było coś uderzającego w tym dwoistym obrazie, jakiś „duch czasu” współczesnej Polski, jakiś refleks odwiecznego sporu między Swojszczyzną a Cudzoziemszczyzną. I Henryk Rzewuski („Listopad”) i Julian Ursyn („Powrót posła”) i Gombrowicz („Transatlantyk”) się kłaniają.

W „Gazecie Polskiej” (nr 14/2019) Robert Tekieli w cotygodniowym felietonie napisał: „Panie Broniarz, jest pan terrorystą i jeśli wprowadzi pan te zapowiedzi w życie, będzie pan potraktowany jak terrorysta”. To jawnie kłamliwe i sprzeczne z elementarnym zdrowym rozsądkiem określenie jest podstawą do podania go do sądu i sprawa jest z góry wygrana. To nie jest zwykły epitet, nawet najgorszy epitet. Nie można nikogo bezpodstawnie nazywać „terrorystą”. Ja bym nie odpuścił.

Sprawa dymisji ministry finansów Teresy Czerwińskiej przypomina już przenoszoną ciążę. Miało się coś urodzić, a nadal się nie rodzi. Ciężarna podobno czuje się dobrze, ale niepokojący sygnał poszedł w eter. Sygnał, oszalałe rozdawnictwo PiS, które omija jednak nauczycieli, mogą doprowadzić do wariantu greckiego. Na razie jedna sprawę przykrył strajk w oświacie.

Na ścianie sali, w której obraduje komisja Jakiego do spraw reprywatyzacji, obok godła państwowego wisi krzyż, wielki jak cep. Czy to jest komisja państwowa, czy kościelna, ja się pytam? I dlaczego Jaki tak bezczelnie łamie art. 25 Konstytucji RP?

Po 50 twarzach Greya i 50 tysiącach złotych Kaczyńskiego pojawiło się 900 miliardów (dolarów amerykańskich) odszkodowania, o które rząd PiS wystąpi do Niemiec, jeśli będą mu bruździć, Już widzę te pieniądze.

Minister (łech, łech) kultury Gliński przegrał proces z Malta Festival Poznań, któremu nie przekazał przyznanej dotacji w odwecie za to, że w jury festiwalu był Oliver Frljic, twórca „Klątwy”. Malcie sąd przyznał 300 tysięcy złotych odszkodowania.

Na jednym ze spotkań z dziećmi, minister Anna Zalewska zapytana o to, kim chciała kiedyś być, odpowiedziała, że „baletnicą”. I kto wie czy to nie byłby najlepszy wybór.

Na fasadzie kamienicy przy Alei Szucha 16 w Warszawie pisowcy uroczyście odsłonili tablicę pamięci Walerego Sławka, który tu mieszkał. Sławek, uważany za sukcesora Piłsudskiego, popełnił tu 2 kwietnia 1939 roku samobójstwo. Jednak zakłamania nie dało się uniknąć. „Wiadomości” TVPiS wspomniały o „tragicznej” śmierci Sławka, ale nawet nie zająknęły się o samobójstwie. Przemówili też milczący zazwyczaj marszałek Sejmu Kuchciński i p.o. szefa Urzędu do spraw Kombatantów Kasprzyk, ale i im przez usta nie przeszło słowo „samobójstwo”. Ano dlatego, że ambitny Sławek odebrał sobie życie w reakcji na brutalne odsunięcie go od władzy i wpływów po śmierci Piłsudskiego przez tzw. „klikę sanacyjną” z marszałkiem Rydzem oraz pułkownikami Beckiem, Kocem i innymi na czele. Zwyczajne to obyczaje na szczytach władzy, ale jak tu jednocześnie uprawiać liryczny kult Piłsudskiego, jego towarzyszy czynu legionowego i tej cudownej, niepodległej II Rzeczypospolitej, jednocześnie mówiąc prawdę o jego sukcesorach i o losie jego następcy?

W Lublinie wielki kilkumetrowy krzyż stojący pod kościołem zwalił się na zaparkowane w pobliżu auto i poważnie je uszkodził. Nie wiadomo, czy było to auto proboszcza czy wiernego. Czyżby był to palce boży wskazujący na stan tegoż Kościoła?

W Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie ostatnie dwa tygodnie wystawy „Strachy” Daniela Rycharskiego. Składa się z bardzo interesujących konceptów dotykających istotnych polskich zagadnień społecznych. Są także dwa obrazoburcze: kostium członka Ku-Klux-Klanu, z kapturem, wykonany z szat katolickiego kapłana-celebransa, a także różnobarwne stroje pochodzące od osób LGBT, zawieszone na krzyżach katolickich niczym strachy na wróble, czyli owe tytułowe „Strachy”. Ministrze Gliński, do ulubionego przez Pana dzieła – cenzorskiego!