Trump – prezydent miłujący demokrację i logikę

Prezydent USA groził policyjną represją przeciwko wszelkim protestującym, którzy gromadzili się, aby go potępić podczas jegow wiecu wyborczego w Tulsa w Oklahomie. Potem poggrążył się bardziej. Zakomunikował, że na jego polecenie służby sanitarne kraju znacząco spowolniły testowanie obywateli na obecność koronawirusa żeby było mniej zakażeń.

„Wszyscy protestujący, anarchiści, agitatorzy, rabusie i łobuzy, którzy jedziecie do Oklahomy, musicie zrozumieć, że nie będziecie traktowani tak, jak w Nowym Jorku, Seattle czy Minneapolis. To będzie zupełnie inna scena!” – zapowiedział prezydent USA Donald Trump w piątek na Twitterze. Tym samym zrównał protestujących ze złodziejami sugerując, że, jeśli nie odstąpią od protestu, zostaną brutalnie potraktowani przez policję. Tweet prezydenta, oprócz gróźb, zawiera również fałszywą sugestię, jakoby w wymienionych wyżej miastach policja wykazywała powściągliwość w swoich reakcjach na pokojowe demonstracje.
Przeciwnicy Trumpa są oburzeni. „Prezydent wyraża zamiar naruszenia Konstytucji, odmawiając Amerykanom prawa do pokojowego gromadzania się w ramach Pierwszej Poprawki do konstytucji” – napisał na Twitterze Demokrata Don Beyer, członek Izby Reprezentantów. „Trump ubóstwia dyktatorów, którzy reagują przemocą i krytyką. Nie nadaje się na urząd” – dodał.
Republikański burmistrz Tulsy, gdzie ma odbyć się rzeczony wiec, G. T. Bynum, prewencyjnie wprowadził godzinę policyjną, która ma obowiązywać aż do najbliższej niedzieli w godz. od 22.00 do 6.00 rano w okolicach, w których Trump będzie agitował wyborców. W ramach uzasadnienia powołał się na rzekome „informacje z Departamentu Policji w Tulsa i innych organów ścigania, z których wynika, że ​​osoby z zorganizowanych grup, które były zaangażowane w destrukcyjne lub agresywne zachowania w innych stanach, planują podróż do miasta Tulsa w celu spowodowania niepokoju w okolicach wiecu”. No, jasne!
Oskarżany o dyktatorskie zapędy, o brak zrozumienia, czym jest wolność słowa i prawo do zgromadzeń, Trump znalazł sposób na to, by szczuć Amerykanów na siebie, oddzielając rzekomo dobrych protestujących od złych. W przemówieniu w Białym Domu na początku tego miesiąca amerykański prezydent przedstawił się jako „sojusznik wszystkich pokojowych protestujących”, a zarazem przeciwnik „zawodowych anarchistów, brutalnych tłumów, podpalaczy, łupieżców, przestępców, uczestników zamieszek, Antify i innych”.
Piątkowy tweet prezydenta wskazuje na to, że „podpalaczami” i „przestępcami” są dla niego wszyscy ci, którzy nie zgadzają się z jego polityka i głośno dają temu wyraz. Pod pretekstem zaprowadzania porządku na ulicach amerykańskich miast postępuje zjawisko kryminalizacji protestu jako takiego, zwłaszcza gdy ma on charakter lewicowy i postępowy.
Na słowa Trumpa zareagowała organizacja American Civil Liberties Union (ACLU), która zapowiedziała, że jeśli organy ścigania zaatakują pokojowych demonstrantów w Tulsa, skieruje wobec nim wniosek do sądu.
„Każdy prezydent, burmistrz lub szef policji, który atakuje protestujących, powinien zrozumieć, że zostanie pozwany, tak jak to zrobiliśmy w D.C., Seattle i Minneapolis” – czytamy w oświadczeniu organizacji.
W Tulsie Trump opowiadał też, że testowanie ujawniały rosnąca liczbę zarażonych (!). „To kij o dwóch końcach. (…) Oto jak wygląda zła strona: kiedy testuje się w takiej skali, to potwierdza się coraz więcej przepadków pozytywnych. Dlatego poprosiłem swoich ludzi – przystopujcie testowanie”, mówił Trump, cytowany przez CNN. Na tym tle wezwania Lecha Wałęsy, by stłuc termometr, żeby nie mieć gorączki, wyglądają jak niewinny żarcik.
Opozycyjna wobec Trumpa CNN, która poinformowała o tej wypowiedzi amerykańskiego prezydenta, nazwała ją „oszałamiającą szczerością”, jeśli zważyć jak ważną role pełni testowanie w walce z epidemią oraz fakt, że zmarło już około 120 tysięcy ludzi.
Sztab Trumpa i wiceprezydent Pence, próbowali usprawiedliwić swojego pryncypała twierdzeniem, że to był „oczywisty żart”, ale to nie przynosi żadnych skutków, a polityczni konkurenci Trumpa wykorzystują tę jego wypowiedź na całego. Chwyt, że głupie słowa to tylko „żarty” raczej nie są skuteczną taktyką w przedwyborczej walce w USA.
– Nie żartuję. Pozwólcie mi to powiedzieć. Pozwólcie, że wyjaśnię – odpowiedział na te próby obrony jego inteligencji Trump dziennikarzom, gdy dopytywali się, czy jego uwagi na wiecu wyborczym w sobotę w Tulsie, w Oklahomie, były zamierzone jako żart.
– Mamy najlepszy program testowy na świecie. Testujemy lepiej niż ktokolwiek inny na świecie. Nasze testy są najlepsze na świecie i mamy ich najwięcej – mówił.
– Robiąc więcej testów, ujawniamy więcej przypadków – demonstrował swój stan intelektualny kilka godzin przed podjęciem Andrzeja Dudy.
Na wspomnianym wiecu w Oklahomie Trump obiecał, że w listopadzie zwyciężą „sennego Joe Bidena”. Jednak jeszcze kilka takich ataków szczerości amerykańskiego prezydenta i to zwycięstwo może okazać się trudniejsze niż się Trumpowi wydaje.

W Wuhan przebadano prawie 10 milionów ludzi. Testy na COVID-19 wykonano w całym mieście.

Na ten bezprecedensowy test władze miasta przeznaczyły około 126 milionów dolarów amerykańskich. Dla mieszkańców Wuhan testy były dobrowolne i darmowe. Odpowiedzialne za przeprowadzenie badań władze i służby miejskie stwierdziły, że ten gigantyczny test miał też dodatkowy cel – zdjęcie „psychologicznego lockdownu” mieszkańców Wuhan. I udowodnienie, że Wuhan jest już bezpiecznym miejscem.

Miasto Wuhan, jeszcze niedawno epicentrum epidemii koronawirusa w Chinach, przetestowało w ciągu 19 dni ponad 9,8 miliona ludzi. Ilość dziennie przeprowadzonych testów wzrosła tam początkowo z 300 000 do ponad miliona próbek podczas ostatnich dni.
Takie masowe badanie doprowadziło do wykrycia 300 nowych bezobjawowych przypadków. Nie znaleziono ani jednego potwierdzonego przypadku nowego zakażenia.
Wuhan, miasto w prowincji Hubei w środkowych Chinach, przetestowało prawie 10 milionów mieszkańców w czasie 19-dniowej bezprecedensowej akcji wykrywania nowych zakażeń koronawirusem.
Podczas zorganizowanej 2 czerwca konferencji prasowej poinformowano, że służby miejskie pomiędzy 14 maja a 1 czerwca przetestowały 9 889 828 osób.
„Nie wykryto potwierdzonych zakażeń COVID-19”, powiedział Lu Zuxun, profesor z Tongji Medical College z Techniczno – Naukowego Uniwersytetu w Huazhong (Huazhong University of Science and Technology).
W trakcie badań znaleziono 300 bezobjawowych przypadków u testowanych mieszkańców. Poddano ich rutynowej kwarantannie.
Profesor Lu powiedział mediom, że służby medyczne dotarły też do wszystkich 1174 osób, które miały bliskie kontakty z osobami przechodzącymi zarażenie bezobjawowo. W testach na obecność COVID-19 uzyskały one wynik negatywny, ale również zostały poddane kwarantannie.
To wielkie badanie rozpoczęło się 14 maja. Służby miejskie najpierw przeprowadziły kampanię informacyjną, oferującą testy tym, którzy ich jeszcze wcześniej nie przeszli. W ten sposób władze chciały zdiagnozować bezobjawowe przypadki oraz uspokoić nastroje społeczne w czasie kiedy miasto stopniowo otwierało fabryki, firmy i szkoły.
Zastępca burmistrza Hu Yabo podczas konferencji powiedział, że w Wuhan na ten cel wydano 900 milionów juanów, czyli 126 milionów dolarów amerykańskich. Było to „całkowicie warte swojej ceny”, ponieważ uspokoiło poczucie bezpieczeństwa mieszkańców Wuhan, a także całych Chin. Wyniki testu pomogą też miastu przywrócić jego gospodarczą i społeczną działalność.
„Po testach obejmujących całe nasze miasto, mieszkańcy Wuhan, którzy dokonali wielkich poświęceń w czasie blokady miasta, będą teraz mogli też znieść blokadę psychologiczną”, dodał.
Obecni na konferencji przedstawiciele Miejskiej Komisji Zdrowia zapewnili, że wszystkie testy były dobrowolne i bezpłatne, a ich koszty poniósł rząd.
Li Lanjuan, znana chińska epidemiolog, poinformowała, że pomyślnie zakończona kampania podniosła liczbę wszystkich poddanych testom w Wuhan do 10,9 miliona osób.
Li zauważyła również, że w czasie testu nie wyhodowano żadnego żywego wirusa z próbek wydzieliny i wymazów pobranych z gardła 106 bezobjawowych nosicieli. A wśród ponad 97 procent przebadanych zasobów mieszkalnych Wuhan nie wykryto przypadków bezobjawowych infekcji.
„Wuhan jest teraz bezpieczny i mieszkańcy Wuhan są bezpieczni”, powiedziała mediom.
Jak Wuhan to bezpieczeństwo osiągnęło?
Zaproponowane przez władze miasta testy spotkały się z powszechną aprobatą mieszkańców i społecznym entuzjazmem. Reporterzy Xinhua widzieli długie kolejki mieszkańców Wuhan stojących w sprzyjających bezpieczeństwu maskach i zachowujących odpowiedni dystans między kolejkowiczami. Testy przeprowadzano w wyznaczonych obiektach na terenie osiedli mieszkaniowych oraz w miejskich instytucjach publicznych.
Wang Weihua, zastępczyni dyrektora Miejskiej Komisji Zdrowia w Wuhan, powiedziała, że w mieście zostały zmobilizowane 63 laboratoria w celu zwiększenia wydajności testowania. Aby wesprzeć akcję wykorzystano też krajowe zasoby medyczne.
Aby przyśpieszyć proces testowania pobrane próbki testowano też partiami, czyli w jednym teście mieszane było maksymalnie pięć próbek. Wszystkie od różnych osób. Kiedy nie stwierdzono w nich zakażenia uznawano wynik za zadowalający. Tylko wtedy, kiedy wynik takiego testu wskazywał na obecność wirusa, przeprowadzano drugą rundę testów, już indywidualnych.
Burmistrz Hu dodał, że w czasie powszechnego testowania w Wuhan stosowano przeede wszystkim testy indywidualne, a testy robione partiami były ich uzupełnieniem.
Wszystkie te wysiłki sprawiły, że dzienna zdolność Wuhan do testowania wzrosła z 300 000 do ponad miliona próbek, podsumowała dyrektor Wang.
Chińska firma biotechnologiczna BGI, jedna z uczestniczących w teście, przyznała, że była w stanie uzyskać wynik testu już w ciągu 24 godzin i zachować zbadane próbki przez kolejne dwa dni. To na wypadek konieczności wykonania testu powtórnie.
Należące do firmy laboratorium Huo-Yan w Wuhan podwoiło swoją wydajność testowania do 40 tys. próbek dziennie, powiedział Zhu Shida, dyrektor laboratorium. Stało się tak bo do tej akcji oddelegowano dodatkowych techników i sprzęt z całych Chin.
Czy warto było ?
Niektórzy eksperci ochrony zdrowia publicznego stwierdzili, że testowanie na taką skalę może okazać się zbyt kosztowne. Jednak Hu Ke, lekarz pulmonolog w Szpitalu Renmin na Uniwersytecie Wuhan, uważa, że w sumie jest to opłacalne. Zwłaszcza w mieście, w którym wirus zainfekował ponad 50 000 osób. Dodał, że ten test bardzo pomoże zapobiec ewentualnemu nawrotowi epidemii oraz uspokoi obawy społeczne.
„Masowe testy pomogły wykryć bezobjawowe przypadki, które wciąż mogą zarazić innych. Tylko ich ścisła izolacja i leczenie może powstrzymać epidemię i uspokoić całe społeczeństwo” – stwierdził Hu. Wyniki tak masowego testu, z wykrytymi jedynie 300 przypadkami bezobjawowymi, uznał za dowód sprawności i sukcesu kontroli epidemicznej Wuhan.
„Ten test odzwierciedla także ideę stawiania ludzi na pierwszym miejscu w walce z wirusem w Chinach”, podsumował.
Du Zhizhang, wicedziekan Instytutu Zarządzania Państwem, z Techniczno – Naukowego Uniwersytetu w Huazhong (Huazhong University of Science and Technology), zauważył, że takie testy pomogą światu lepiej zrozumieć rzeczywistą sytuację w Wuhan. A pracodawcy korporacji i innych przedsiębiorstw będą mogli skorzystać z ogłoszonych wyników do sporządzenia racjonalnych harmonogramów powrotu ich firm do normalnego funkcjonowania.
Wielki test w Wuhan miał też dla mieszkańców miasta olbrzymie korzyści psychologiczne.
”To jakby wystawić certyfikat zdrowia mieszkańcom Wuhan, który pomoże im uniknąć dyskryminacji”, podsumował uniwersytecki ekspert.