Lewy dogonił Messiego

Fot. Robert Lewandowski w Lidze Mistrzów pisze swoja własną legendę

 

 

Po 5. kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów 12 zespołów ma już zapewniony awans do 1/8 finału. O pozostałe cztery miejsca rywalizacja będzie się toczyć w ostatniej serii spotkań, która odbędzie się w dniach 11 i 12 grudnia.

 

Wśród niepewny jeszcze awansu jest m.in. finalista poprzedniej edycji FC Liverpool. W grupie B o awans bić się będą do końca Tottenham i Inter Mediolan, zaś w grupie C cała czwórka zespołów wciąż ma jeszcze o co grać. Szanse na awans do 1/8 finału LM mają już co prawda tylko Paris Saint-Germain, SSC Napoli i FC Liverpool, ale Crvena Zvezda Belgrad walczy o prawo gry w Lidze Europy. Natomiast w grupie F biją się jeszcze o awans Olympique Lyon i Szachtar Donieck.

Piąta kolejka była udana dla polskich piłkarzy. Robert Lewandowski strzelił dwa gole w wygranym przez Bayern Monachium 5:1 meczu z Benficą Lizbona i poprawił swój dorobek w klasyfikacji strzelców wszech czasów Ligi Mistrzów do 51 trafień, wyprzedzając kolejną futbolową legendę – Francuza Thierry’ego Henry. „Lewy” jest obecnie na szóstej pozycji w tym prestiżowym zestawieniu. Przed nim są tylko Portugalczyk Cristiano Ronaldo (121 goli), Argentyńczyk Leo Messi (106), Hiszpan Raul Gonzalez (71), Francuz Karim Benzema (59) i Holender Ruud van Nistelrooy. Kapitan reprezentacji Polski w obecnej edycji Ligi Mistrzów zdobył już sześć bramek i na spółkę z Leo Messim przewodzi w klasyfikacji strzelców. Za nimi z pięcioma trafieniami jest Bośniak Edin Dzeko z AS Roma, a w gronie graczy z czterema golami znajduj się m.in. Argentyńczyk Paulo Dybala z Juventusu, Brazylijczyk Neymar z Paris Saint-Germain, Francuz Antoine Griezmann z Atletico Madryt i Anglik Harry Kane z Tottenhamu. Wśród tych graczy należy upatrywać zwycięzcę wyścigu po koronę króla strzelców obecnej edycji tych rozgrywek.

Łukasz Piszczek po meczu z Club Brugge jest samodzielnym rekordzistą w Borussii Dortmund w liczbie występów w Lidze Mistrzów. Środowe starcie było jego 45. w tych najbardziej prestiżowych klubowych rozgrywkach w Europie. Wcześniej Piszczek pierwsze miejsce dzielił ze Stefanem Reuterem, który reprezentował barwy BVB w latach 1992-2004. Trzeci w zestawieniu jest Lars Ricken (43 występy), czwarty Marcel Schmelzer (41), a piąty Roman Weidenfeller (38) Piszczek zadebiutował w Lidze Mistrzów 13 września 2011 roku (Borussia zremisowała z Arsenalem 1:1). W dotychczasowych występach nie strzelił gola, ale zanotował sześć asyst. W tej edycji wszystkie spotkania rozpoczynał w wyjściowym składzie.

Z innych naszych graczy w Lidze Mistrzów znakomity występ w barwach Juventusu w wygranym 1:0 meczu z Valencia zaliczył Wojciech Szczęsny, natomiast w Lokomotiwie Moskwa duży udział w zwycięstwie nad Galatasaray (2:0) mieli Grzegorz Krychowiak i Maciej Rybus. W Napoli po przerwie zagrał tylko Piotr Zieliński, a Arkadiusz Milik grał do końca ławę. Kamil Glik w AS Monaco nie grał, bo leczy kontuzję.

 

 

Nemanja Nikolić strzela rzadziej

Fatalne wyniki w tym sezonie MLS notują piłkarze Chicago Fire. Gwiazdą tego zespołu jest były król strzelców Lotto Ekstraklasy Węgier Nemanja Nikolić. Zespół z Chicago w niedzielę przegrał 15. mecz, ulegając Montreal Impact 1:2.

 

Ostatnie zwycięstwo drużyna z „Wietrznego Miasta” zanotowali 1 lipca, kiedy to przed własną widownią pokonała 3:2 New York City. Od tego czasu trwa seria słabych występów ekipy „Strażaków”, która zajmuje obecnie ostatnie, 11. miejsce w Konferencji Wschodniej MLS. Nikolić w poprzednim sezonie był niekwestionowaną gwiazdą nie tylko Chicago Fire, lecz całej Major League Soccer. W 35 występach zdobył 24 bramki i został królem strzelców ligi. Uhonorowano go także nagrodą dla najlepszego piłkarza sezonu. Tym samym węgierski napastnik dołączył do galerii najwybitniejszych graczy MLS.

Warto przypomnieć, że przed nim takie wyróżnienie dostali m.in. Francuz Thierry Henry i Anglik David Beckham, czyli piłkarze z najwyższej światowej półki. Niestety, obecny sezon dla 31-letniego Nikolicia nie jest już taki udany jak poprzedni. W spotkaniu z Montreal Impact strzelił co prawda honorowego gola, ale było to dopiero jego jedenaste ligowe trafienie w 23 występie. Były król strzelców naszej ekstraklasy ma w dorobku jeszcze cztery bramki zdobyte w Pucharze USA, ale jego szanse na ponowne zwycięstwo w klasyfikacji strzelców są iluzoryczne. Mimo to Węgier należy do tych graczy, do których kibice mają najmniej pretensji o słabe wyniki.

Zawodnicy Chicago Fire mogą już powoli oswajać się z myślą, że w tym sezonie nie powalczą w fazie play off. Przegrany wyjazdowy mecz w Kanadzie był już ich ósmą porażką z rzędu. W całym sezonie wygrali tylko sześć z 26 ligowych spotkań, ponadto mają jeszcze w dorobku pięć remisów. Odrobienie takich strat raczej nie jest już możliwe.