Lewandowski rządzi w Bundeslidze

W minioną sobotę obyła się ostatnia, 34. kolejka niemieckiej ekstraklasy piłkarskiej. Bayern Monachium wygrał na wyjeździe 4:0 z VfL Wolfsburg, a jedną z bramek zdobył Robert Lewandowski. Było to jego 34. ligowe trafienie w tym sezonie. Z takim wynikiem Polak po raz piąty zdobył tytuł króla strzelców, został też uznany za najlepszego gracza sezonu.

W głosowaniu przeprowadzonym przez oficjalny serwis internetowy Bundesligi Lewandowski zwyciężył przeważającą liczbą głosów. W plebiscycie uczestniczyli kibice, ale też znaczący wpływ na wynik głosowania miały wskazania ekspertów. Polski napastnik Bayernu Monachium otrzymał 57 procent oddanych głosów. Daleko za jego plecami uplasował się angielski gwiazdor Borussii Dortmund Jadon Sancho (13 procent), a na najniższym stopniu podium stanął niemiecki pomocnik Bayeru Leverkusen Kai Havertz (12 procent). To pierwsze takie wyróżnienie w karierze Lewandowskiego. Oprócz wymienionej trójki nominacje do nagrody piłkarza sezonu dostali jeszcze Amine Harit (Schalke Gelsenkirchen), Serge Gnabry (Bayern Monachium), Timo Werner (RB Lipsk) oraz Erling Haaland (Borussia Dortmund). Lewandowskiego doceniono za znakomity sezon, w którym zdobył 34 ligowe bramki, wyrównując osiągnięcie Dietera Muellera z sezonu 1976/1977. Więcej ligowych goli strzelonych w jednym sezonie od tych dwóch graczy ma tylko legendarny Gerd „Bomber” Mueller”, który częściej trafiał w sezonach 1971/1972 (40 razy), 1969/1970 (38 razy) oraz 1972/1973 (36 razy).
To nie jedyne indywidualne wyróżnienie Lewandowskiego w ostatnich dniach. Wcześniej został już wybrany piłkarzem sezonu Bundesligi. Jego pozycję na niemieckich boiskach potwierdza także ranking „Kickera”, stworzony na podstawie średniej ocen pomeczowych, wystawianych w każdej kolejce. Ostateczna nota „Lewego” wyniosła 2,43 (gdzie 1 to najwyższa ocena). Drugie miejsce w zestawieniu zajął bramkarz Bayeru Leverkusen Lukas Hradecky (2,74), a podium uzupełnił klubowy kolega Lewandowskiego – Joshua Kimmich (2,78).
Nic dziwnego, że niemieckie media poświęcają Lewandowskiemu w ostatnich tygodniach mnóstwo miejsca, przypominając jego dokonania, cytując statystyki i nie skąpiąc komplementów. Wygląda na to, że po 10 latach występów na boiskach niemieckiej Bundesligi „Lewy” wreszcie wspiął się na sam szczyt. Wydaje się wręcz niewiarygodne, że stało się to dopiero teraz, chociaż w 462 występach w barwach Borussii Dortmund i Bayernu Monachium zdobył 338 bramek, a w samej Bundeslidze w 321 meczach strzelił 236 goli,co daje mu trzecią pozycję w klasyfikacji strzelców wszech czasów. Przed nim są tylko Klaus Fischer – 268 trafień i Gerd Mueller – 365.
Zdobyte w tym sezonie 34 ligowe gole to najlepszy wynik „Lewego” w historii występów na niemieckich boiskach. Drugiego w klasyfikacji strzelców, Timo Wernera z RB Lipsk, wyprzedził o sześć trafień i pewnie zdobył po raz trzeci z rzędu, a piąty w karierze słynna replikę armaty, nagrodę dla zdobywcy tytułu króla strzelców niemieckiej ekstraklasy. Pięć tytułów króla strzelców Bundesligi to też niecodzienne dokonanie. Lepszy od niego pod tym względem jest już tylko Gerd Mueller, który najskuteczniejszy w lidze był siedmiokrotnie.
Z 10 sezonów spędzonych dotąd w Bundeslidze Lewandowski aż osiem kończył jako mistrz Niemiec – sześciokrotnie z rzędu z Bayernem Monachium, a wcześniej dwukrotnie z Borussią Dortmund. W dwóch pozostałych sezonach też nie było źle, bo jeszcze w barwach ekipy z Dortmundu kończył rozgrywki jako wicemistrz Bundesligi. „Lewy” znalazł się w elitarnym gronie piłkarzy, którzy mogą się pochwalić ośmioma tytułami mistrza Niemiec. O jeden więcej od niego mają w tej chwili przebywający już na futbolowej emeryturze Francuz Franck Ribery oraz dwaj jego koledzy z obecnego zespołu Bayernu – Thomas Mueller i Austriak David Alaba.
Warto też odnotować, że Lewandowski 4 lipca stanie przed szansą na zdobycie kolejnego trofeum, bo tego dnia Bayern na Stadionie Olimpijskim w Berlinie zmierzy się w finale Pucharu Niemiec z Bayerem Leverkusen. Nasz piłkarz ma w swojej kolekcji trzy triumfy w tych rozgrywkach i dużą szansę na czwarty. Jeśli w finale zdobędzie bramkę, obejmie też samodzielne prowadzenie w klasyfikacji strzelców Pucharu Niemiec, a w tej chwili pierwsze miejsce dzieli z Rouwenem Henningsem z Fortuny Duesseldorf (obaj strzelili po cztery gole).
W ostatnich pięciu sezonach Polak zdobył 215 bramek dla Bayernu oraz 35 w narodowych barwach, co daje razem 250 trafień. To więcej niż w tym samym czasie strzelili dwaj futbolowi giganci – Leo Messi (241 goli) i Cristiano Ronaldo (236). Te wszystkie liczby potwierdzają tylko klasę Lewandowskiego. W polskim futbolu więcej niż 34 ligowe gole w jednym sezonie ma tylko legendarny Henryk Reyman, a rekord ten ustanowił w pierwszym sezonie polskiej ligi w 1927 roku. Lewandowski jednak od soboty jest samodzielnym rekordzistą pod względem liczby tytułów króla strzelców wywalczonych przez Polaka w zagranicznych ligach. Do tej pory dzielił się miejscem z Łukaszem Sosinem, który cztery razy był najlepszym snajperem w ekstraklasie Cypru. Oprócz tej dwójki jeszcze tylko sześciu naszych piłkarzy sięgało po ten laur w ligach zagranicznych.
W statystykach wygląda to teraz tak: Robert Lewandowski (20 goli w sezonie 2013/2014, Borussia Dortmund, 30 w sezonie 2015/2016, 28 w sezonie 2017/2018, 22 w sezonie 2018/2019 i 34 w obecnym – cztery ostatnie w barwach Bayernu); Łukasz Sosin (21 w 2003/2004, 21 w 2004/2005, 28 w 2005/2006 jako gracz Apollonu FC) oraz 16 w 2007/2008 w barwach Anorthosis Famagusta); Krzysztof Warzycha (24 w 1993/1994, 29 w 1994/1995, 32 w 1997/1998 – wszystkie jako gracz Panathinaikosu Ateny); Janusz Kowalik (30 w 1968 w barwach Chicago Mustangs); Marek Czakon (16 w 1990 w barwach fińskiego FC Ilves); Andrzej Kubica ( 21 w 1998/1999 jako gracz Maccabi Tel Awiw); Radosław Gilewicz ( 22 w 2000/2001 w barwach Tirolu Innsbruck); Wojciech Kowalczyk ( 24 w 2001/2002 w barwach Anorthosis Famagusta oraz Łukasz Teodorczyk ( 22 w 2016/2017 jako zawodnik Anderlechtu Bruksela). Warto też odnotować, że Lewandowski ma też na koncie jeden tytuł króla strzelców polskiej ekstraklasy (18 goli dla Lecha Poznań w sezonie 2009/2010), w sumie zatem ma w dorobku sześć takich trofeów i pod tym względem także jest liderem wśród polskich piłkarzy, mając za plecami nie tylko wspomnianego Sosina, lecz także tak uznanych graczy, jak Włodzimierz Lubański, Kazimierz Kmiecik, Krzysztofa Warzycha i Tomasz Frankowski, którzy także mają w dorobku cztery tytuły najlepszego snajpera rozgrywek (Warzycha był raz królem także w polskiej ekstraklasie, w barwach Ruchu).
A to przecież jeszcze nie koniec kariery „Lewego”. Trudno będzie poprawić jego rekordy.

Lewy ma mocnych konkurentów

Ubiegły rok Robert Lewandowski zakończył w glorii najskuteczniejszego strzelca w Europie – strzelił w nim łącznie we wszystkich rozgrywkach 54 gole i przerwał hegemonię Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. Z 19 trafieniami na koncie był też po rundzie jesiennej liderem klasyfikacji strzelców Bundesligi oraz klasyfikacji „Złotego Buta”.

Podczas krótkiej przerwy zimowej Lewandowski załatwił trapiący go od jakiegoś czasu problem z przepukliną pachwinową. Niemal tuż po ostatnim meczu rundy jesiennej przeszedł zabieg i z tego powodu do treningów z zespołem Bayernu Monachium wrócił dopiero w minioną środę. Trener bawarskiej drużyny Hans Flick był jednak pod wielkim wrażeniem fizycznej formy polskiego napastnika i z niekłamanym uznaniem stwierdził: „To profesjonalista, jest już gotowy do gry niemal na sto procent. Jego indywidualna praca w okresie rehabilitacji i indywidualnych treningów była bardzo dobra. Nie ma żadnych problemów zdrowotnych, nawet podczas najbardziej intensywnych zajęć nie odczuwa żadnego bólu. Bardzo mnie to cieszy”. I rzecz jasna wystawił „Lewego” do gry przeciwko Herthcie w podstawowym składzie.
Nie musiał zapewne Lewandowskiego przymuszać, bo on sam bardzo chciał zagrać w tym spotkaniu. Z oczywistego powodu – po sobotnich spotkaniach Bundesligi stracił bowiem prowadzenie w klasyfikacji strzelców. Odebrał mu je nie kto inny, jak Timo Werner, najgroźniejszy konkurent do zdobycia tytułu króla strzelców. Po rundzie jesiennej napastnik RB Lipsk miał 18 trafień na koncie, zatem tylko jedno mniej od „Lewego”, a w sobotnim meczu z Unionem Berlin (3:1) 23-letni reprezentant Niemiec zdobył dwie bramki i tym samym po raz pierwszy w obecnym sezonie znalazł się na czele tabeli strzelców. Przewodził też w tzw. klasyfikacji kanadyjskiej, bo oprócz 20 goli na koncie miał jeszcze sześć asyst. A Werner jest jednym z transferowych celów Bayernu i z tego tytułu jego strzelecka rywalizacja z Lewandowskim nabiera teraz podwójnego znaczenia. Kapitan reprezentacji Polski w spotkaniu z Herthą odpowiedział jednym golem uzyskanym z rzutu karnego, ale jednego gola arbiter mu nie uznał. Bayern wygrał 4:0 i awansował na pozycję wicelidera, tracąc do prowadzącego RB Lipsk cztery punkty. Ale do końca sezonu jeszcze 16 kolejek. Nas cieszyć powinno to, że Lewandowski po operacji nie stracił skuteczności i nadal walczy o najcenniejsze strzeleckie trofea.
W Bundeslidze pojawił się jednak napastnik, który może już w tej rundzie przyćmić obu tych graczy. To pozyskany przez Borussię Dortmund z RB Salzburg 19-letni jeszcze Norweg Erling Braut Haaland. W swoim poprzednim klubie w rundzie jesiennej we wszystkich rozgrywkach w 22 meczach zdobył 28 bramek i zaliczył siedem asyst, ale że liga austriacka jest znacznie słabsza od niemieckiej, trener Borussii Lucien Favre w pierwszym meczu rundy wiosennej, na wyjeździe z Augsburgiem, posadził go na ławce. Gdy jednak jego zespół w 55. minucie przegrywał już 1:3, francuski szkoleniowiec postanowił zaryzykować. Zdjął z boiska Łukasza Piszczka i w jego miejsce posłał do gry Halanda. Norweg potrzebował tylko trzech minut, żeby zdobyć swoją pierwszą bramkę w Bundeslidze, a dwudziestu, żeby ustrzelić hat-tricka. Trochę już znudzone opisywaniem kolejnych strzeleckich wyczynów Lewandowskiego niemieckie media wręcz oszalały z zachwytu, bo nagle trafiły im się dwa świeżutkie i soczyste tematy – wyzwanie rzucone „Lewemu” przez Timo Wernera oraz efektowny debiut Halanda.
W niedzielnym meczu z Herthą Lewandowski musiał jednak odpowiedzieć nie tylko na wyczyny Wernera i Halanda w Bundeslidze, lecz także na kolejny strzelecki popis napastnika Lazio Rzym Ciro Immobile, który w spotkaniu Serie A z Sampdorią Genua (5:1) zaliczył hat-tricka i powiększył swój ligowy dorobek do 23 trafień. Tym samym włoski napastnik umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji „Złotego Buta” i odskoczył „Lewemu” o cztery bramki. Immobile jest na najlepszej drodze do zdobycia trzeciego w karierze tytułu króla strzelców Serie A. Lewandowski ma zatem w nim konkurenta mocno zmotywowanego, na dodatek na którego gole pracuje zgodnie cały zespół Lazio, podobnie jak zespół RB Lipsk na kolejne trafienia Wernera. Piłkarze Bayernu nie widzą takiej potrzeby wspierania „Lewego” i dlatego w tym sezonie Polakowi może być trudno wywalczyć najważniejsze strzeleckie nagrody.