Wyborów 10 maja nie będzie

Ryzykuję to stwierdzenie 30 marca narażając się na opinię osoby wciąż naiwnej, bo wierzącej, że rządzącym jednak choć trochę zależy na naszym życiu i zdrowiu. Powiedzmy, że w to wierzę, choć znacznie bardziej istotny jest dla tej kwestii „bunt samorządowców”. Coraz więcej prezydentów miast, wójtów i pełnomocników wyborczych stwierdza, że nawet gdyby oni sami wykazaliby się determinacją w podporządkowaniu się woli Kaczyńskiego, to przygotować się do wyborów nie zdążą, bo ani komisji wyborczych nie zbiorą, ani lokali nie przygotują, ani podległych sobie urzędników do dobrowolnego narażenia się na zachorowanie nie zmuszą. Nawet jeśli sejmowa tabletowa większość utrzyma wprowadzoną bezprawnie możliwość głosowania korespondencyjnego (pisząc ten tekst jeszcze tego nie wiem), to przecież ktoś spisy osób uprawnionych do takiego głosowania będzie musiał przygotować, koperty wysłać i głosy zliczyć, a wszystko to jeszcze grubo przed 10 maja.

Jak zmusić urzędników, którzy teraz pracują zdalnie, by w szczycie epidemii zgłosili się do roboty? Ilu z nich do tego czasu znajdzie się w kwarantannie , w szpitalu albo izolatorium? Żaden prezydent miasta albo wójt, którzy teraz mają ważniejsze zadania do wypełnienia nie będzie się dla satysfakcji prezesa narażał na gniew ludzi i na śmieszność. Funkcjonowanie wodociągów, straży pożarnej i elektrociepłowni oraz handlu artykułami pierwszej potrzeby muszą zapewniać. Zwłaszcza, że tym razem chodzi naprawdę o życie i zdrowie tysięcy ludzi. Czy wyobrażacie sobie państwo, co by się teraz stało, gdyby do tego co już jest doszła np. duża awaria ciepłownicza, albo strajk ludzi odpowiedzialnych za wywóz śmieci? Więc samorządowcy coraz głośniej i dobitniej „meldują” nam wszystkim, że oni żadnych wyborów na 10 maja nie zamierzają przygotowywać. I to powinno nas, obywatelki i obywateli bardzo cieszyć, bo to świadectwo ich odpowiedzialności i jednocześnie potwierdzenie, że nie pomyliliśmy się oddając na nich nasze głosy.

Bo co do posłów i posłanek już tej pewności niestety mieć nie możemy. Prąca do reelekcji za każdą cenę Andrzeja Dudy pisowska większość. Łamiąca Konstytucję i Regulamin Sejmu marszałkini Witek. Bezczelny wicemarszałek Terlecki grożący zbuntowanym samorządowcom wprowadzeniem komisarzy.

Z drugiej strony kompletnie pogubiona i niepotrafiąca podjąć jakiejkolwiek wspólnej inicjatywy opozycja. Z większa wprawą i zaangażowaniem okładająca się inwektywami w mediach społecznościowych, niż skutecznie przeciwstawiająca się aberracji rządzących.

Ci, co głosowali na opozycję zniesmaczeni wzruszają ramionami słuchając biadolenia „nas nikt nie chce słuchać” i z niesmakiem obserwują wzajemne złośliwości. Ci, co głosowali na rządząca większość teraz włosy z głowy rwać powinni. Chyba, że jak niektórzy biskupi wierzą, że koronawirus to dopust boży oraz kara za ten gender rozpasany i tęczowe lewactwo w Polsce rozpanoszone. Wirus nie wybiera, za to epidemia zaczyna niestety wydobywać z nas nie tylko solidarne działania, ale także cechy niedobre. Dotąd skrywany egoizm i skłonność do jego tłumaczenia strategią wyboru „mniejszego zła”. Jeszcze do niedawna w Internecie wiele było wpisów wykpiwających „histerię rządów i panikę głupców”. Przypomnę, że marszałek Senatu, lekarz, wybrał się na urlop do Włoch, a następnie powróciwszy i oświadczył – nic się nie stało, jestem zdrów jak ryba. Stało się, niestety marszałek Grodzki jako jeden z pierwszych poderwał nasze zaufanie do polityków i co gorsza, lekarzy. A zaufanie, to w takim momencie rzecz bezcenna. Niestety podrywała je także znana ekspertka od grypy. Prof. Brydak zbyt długo i nazbyt autorytatywnie twierdziła, że cóż, wirus jak wirus, a na wirusa grypy tak nie reagujemy i nawet się nie szczepimy, a on też przecież zabija. Niefrasobliwe słowa pozostały w ludzkiej pamięci i czynią już wiele złego – przecież grypę przechorowałem i nic mi, a że pogoda coraz lepsza, roboty nie ma, no to na rower, na słońce, na piwko z kumplami.
Jeszcze gorsze wydaje mi się stałe powtarzanie, że to ludzie starsi są najbardziej narażeni, więc niechże w domach siedzą. Absolutnie banalna prawda, ludzie starsi i chorzy na przewlekłe choroby są bardziej podatni na każdą infekcję, a przebieg choroby jest u nich z reguły cięższy. Ale takie powtarzanie już skutkuje tym, że jedna czwarta wśród osób zdiagnozowanych w Polsce ma mniej niż 30 lat. A testy nadal wykonywane są wyłącznie tym, którzy mają widoczne objawy chorobowe lub byli w udowodnionym kontakcie z osobą chorą. Młodzi usłyszeli, że w gruncie rzeczy im nic nie grozi, więc tłumnie zaludniają jeszcze niepozamykane parki i laski.
Swoją drogą zamykać miejsca, gdzie ludzie mogli w przyzwoitej od siebie odległości złapać trochę świeżego powietrza i jednocześnie opowiadać, że nie ma żadnego stanu nadzwyczajnego, a wybory mają być w terminie, potrafi tylko PiS.

Rządowa propaganda niszczy społeczeństwo

Jesteśmy kompletnie nieodporni na fake newsy, tego się w ogóle nie uczy w szkole, starsze osoby z kolei wierzą we wszystko, co zobaczą w telewizji czy przeczytają w gazecie. Odporność na propagandę tak zmalała, że nie mając żadnych dowodów, można skazać człowieka – mówi dr Mirosław Oczkoś, ekspert od marketingu politycznego, w rozmowie z Justyną Koć (wiadomo.co).

51 proc. wierzy, że marszałek Grodzki jako lekarz brał łapówki – pokazuje ostatni sondaż i abstrahując od jakości tego badania, to coś mówi o Polakach. Czy dzisiaj, posiadając wiedzę i umiejętności, można wykreować wszystko?

MIROSŁAW OCZKOŚ: Wręcz przeciwnie, można to zrobić nie posiadając żadnych umiejętność i wiedzy. Jesteśmy świadkami bardzo przykrej rekonstrukcji historycznej – gdyby ktoś nie wiedział, jak można było zaszczuć dowolną osobę w czasach słusznie minionych, to ma najlepszy przykład. Sądzę, że nawet Jerzy Urban mógłby się paru rzeczy nauczyć od obecnej ekipy, bo powiedzieć, że te działania to tzw. czarny PR, to nic nie powiedzieć. To przypomina włamanie z łomem chuliganerii.
Okazuje się, że jesteśmy kompletnie nieodporni na fake newsy, tego się w ogóle nie uczy w szkole, starsze osoby z kolei wierzą we wszystko, co zobaczą w telewizji czy przeczytają w gazecie. W efekcie odporność na propagandę tak zmalała, że nie mając żadnych dowodów, można skazać człowieka.

Co jest najbardziej przerażające w tym wszystkim, to fakt, że politycy muszą mieć twardą skórę i liczyć się z nieczystymi zagraniami. To nie jest w porządku, ale taki jest świat polityki. Proszę sobie jednak wyobrazić, co będzie, gdy w takiej sytuacji znajdzie się obywatel, który jest lekarzem, kominiarzem, kierowcą, nauczycielem czy adwokatem, skoro można w ten sposób potraktować trzecią osobę w państwie. W ten sposób można doprowadzić do śmierci cywilnej, samobójstwa politycznego, nie chcę mówić o gorszych rzeczach. Przez ostatni rok analizowaliśmy z kolegami i koleżankami z marketingu politycznego i socjologii sytuację Pawła Adamowicza. On był poddawany dokładnie takim samym zabiegom jak dzisiaj marszałek Senatu Tomasz Grodzki.

To nie tylko oskarżenia o łapówki, ale też o donoszenie na Polskę za granicą. Prezydentowi Gdańska zarzucano to samo, regularnie oskarża się też o to Donalda Tuska, opozycję.

Bo doszliśmy do etapu, kiedy w niewinnych “rekonstrukcjach historycznych” dzieci odgrywając sceny z Oświęcimia, udają gazowanie. Myślę, że politycy muszą się w końcu zastanowić, bo to nigdy nie działa w jedną stronę.Coś, co teraz jest pałką w naszych rękach, może być kiedyś w innych i sami odczujemy to na własnej skórze ze zdwojoną siłą. To jak bumerang.

Widać to we współczesnym świecie, nie tylko w Polsce, chociaż trzeba przyznać, że obecna ekipa rządząca przekracza wszelkie bariery, łącznie z tym, że posługuje się jawnym kłamstwem. Już nie silą się na mijanie się z prawdą czy gdybanie. Premier mówi, że sędziowie zostali wykształceni przez komunistów i przejęli ich poglądy. To już nie jest donoszenie na Polskę w “Die Welt”, tylko analiza sytuacji. Nie ma żadnego poczucia wstydu, ani co gorsze, nie ma przewidywania przyszłości – do czego to może doprowadzić.

Do czego?

Do wykańczania przeciwnika politycznego. Pytanie, ile wytrzyma marszałek Grodzki i jego otoczenie, ale ten czarny marketing polityczny przekłada się też na osoby, które na co dzień nie zajmują się polityką. Takiej wersji jeszcze nie mieliśmy.

Niszczy się wszystkie struktury społeczne, niszczy autorytety, jasne widzenie świata, co powoduje zaburzenie relacji i komunikacji, które są fałszywie odczytywane, co prowadzi do bezradności.Dzieje się tak, bo ludzie nie mają narzędzi, żeby to nazwać i sprawdzić, zaczną więc udawać się na emigrację wewnętrzną. Pozostali bliżej władzy, np. obsadzeni w spółkach Skarbu Państwa, zaczną się urządzać w przysłowiowej d… o której mówił Kisielewski. Zatem znowu zaczynamy produkować na skalę państwową ludzi, którzy dla świętego spokoju będą konformistami.
Marszałek Grodzki jest jaskrawym przykładem, jak działa ta machina – to szukanie haków, apele CBA o donosy. Wobec sędziów od dawna prowadzona jest ta sama działalność, tylko w wersji trochę bardziej soft?
Sędziów jest po prostu więcej. Jesteśmy świadkami kuriozalnych sytuacji, kiedy funkcjonariusze państwowi, jak ministrowie, obrażają publicznie sędziego za to, że przeszedł się w naszej sprawie – wszystkich obywateli – w marszu. Za to jest postponowany przez urzędników państwowych i dziennikarzy usłużnych władzy, którzy opowiadają steki bzdur. U sędziów ma to jeszcze jedną konsekwencję – sprawy dyscyplinarne. To są tzw. miękkie represje, które będą się sprowadzały do tego, że ludzie będą tracić pracę albo będą musieli się naginać do systemu. To jest bardzo niebezpieczne, bo jeśli zostanie złamany kręgosłup młodych sędziów, to konsekwencje będą długofalowe i marnie nam to jako krajowi wróży.

Do tej pory marketing polityczny kojarzył się ze słynną debatą Kennedy-Nixon, z niebieską koszulą u polityka czy ze sprawnym spotem wyborczym. Czy dziś pojęcie “marketing polityczny” nabiera innego znaczenia?

To jest ciągle marketing polityczny, bo ciągle są wywieszane billboardy, a politycy chodzą do mediów, są hasła i slogany. Natomiast warto popatrzeć na to, co czeka nas w najbliższych miesiącach. Władza doskonale zdaje sobie sprawę, że wybory prezydenckie w maju są kluczowe. Spodziewam się niestety bardzo brutalnej kampanii. W zasadzie będą panować reguły uliczne, czyli bardziej brak reguł. Pan prezes Kaczyński napisał do działaczy w Rzeszowie, że domaga się, aby Andrzej Duda wygrał w I turze, zatem cały ogień pójdzie już od samego początku. Na dziś wszystko wskazuje na to, że dojdzie do II tury i wejdzie do niej oprócz obecnego prezydenta kandydatka KO Małgorzata Kidawa-Błońska.

To będzie oznaczać, że w II turze odbędzie się plebiscyt: opozycja kontra siły ciemności czy demokracja kontra autorytaryzm. Tu wkracza nam marketing polityczny, który podpowiada, że lepiej jeżeli uda się wygrać w I turze PiS-owi, bo opozycja będzie w niej rozproszona.

Gdzie jest granica miedzy marketingiem politycznym a manipulacją?

Marketing polityczny kończy się wtedy, kiedy z wywierania wpływu przechodzimy do propagandy. Propaganda jest nastawiona na niszczenie ludzi, a nie na idee, myśli, programy. To nie jest wyśmiewanie tego, co drugi uważa, tylko tego, jaki jest: za gruby, za chudy, za wysoki, jąka się, a w ogóle to nie jest prawdziwym Polakiem, bo donosi na Polskę i bierze łapówki. To atak personalny na człowieka, a nie na wartości, poglądy. Wtedy jesteśmy obiema nogami w autorytaryzmie albo w totalitaryzmie, w zależności, jak daleko to będzie posunięte.

Warto zwrócić uwagę w tym kontekście na 2 mld złotych dotacji na telewizję partyjną, kiedy przez 28 lat WOŚP zebrał 1,2 mld. To pokazuje dobrze skalę i determinację. To też pokazuje, jak bardzo władza musi się bać, że prezydentem nie zostanie Andrzej Duda i jak daleko się posunie, aby mu reelekcję zapewnić. Cały aparat państwa, spółki skarbu państwa plus media będą o to walczyć.

Jest szansa na “normalną” debatę w tzw. mainstreamowych mediach czy nawet tam to będzie wypaczane przez speców od marketingu politycznego?

Dziś media mainstreamowe oznaczają zupełnie coś innego, niż jeszcze 5 lat temu. Media mainstreamowe to dziś TVP, TVP Info, wszystkie kanały Polskiego Radia, a nawet Polsat. Zresztą ten ostatni to bardzo przykry obrazek. Powiem szczerze, że smutno patrzeć, jak nieźli dziennikarze zostają odsuwani od anteny albo łamani. Zostaje zatem internet, TVN, parę stacji radiowych, ale widać dokładnie, że siła przesunęła się na druga stronę.

5 lat temu widzieliśmy w wykonaniu PiS-u bardzo dobry marketing polityczny. Andrzeja Dudę wyciągnięto z trzeciego szeregu, skalkulowano, co trzeba zrobić, gdzie pojechać, co opowiadać, co prawda mijając się z prawdą, bo jeszcze nie kłamiąc, ale to był marketing polityczny. Dziś skoro władza stoi przed dylematem “albo ty albo ja” i wszyscy czekają na to, co pokaże Cezar z Nowogrodzkiej – czy uniesie kciuk do góry, czy skieruje w dół w geście “dobij” – to przestaje już mieć znamiona marketingu politycznego, a robi się z tego walka gangów.

Jak można się bronić przed manipulacją polityczną?

Niestety jest to trudne. Przez ostatnie 30 lat nie wypracowaliśmy większości społeczeństwa obywatelskiego, które rozumie pewne procesy. Oczywiście można ponarzekać, że mamy za dużo kanałów komunikacji, ale z drugiej strony to może być też paradoksalnie ratunkiem. Wielość źródeł daje możliwość sprawdzania i warto z tego korzystać. Polecam też rozmowę z kimś, komu ufamy, kto się, być może, lepiej zna. Zadawajmy ludziom pytania otwarte, nie pozostawajmy w swojej bańce. Weryfikujmy informacje.

Rozumiem, że można mieć poczucie beznadziei, szczególnie kiedy dochodzi do naszego domu tylko TVP Info, gdzie “Dziennik telewizyjny” leci niemal 24 godziny na dobę, ale można i warto poszukać w Internecie, posłuchać różnych stacji radiowych. I zachowajmy zdrowy rozsądek. Jeżeli kogoś znamy od 20 lat, to nie wierzmy, że zrobił coś złego, bo ktoś tak powiedział, bo za nim świadczy całe jego życie. Warto o tym pamiętać.

Sposób na sprawę marszałka Grodzkiego?

Zasianie wątpliwości to cel propagandy. Przypominam, że sprawa marszałka Grodzkiego zaczęła się od pana Karola Guzikiewicza, który jest radnym PiS-u i który powiedział, że “słyszał do kogoś o łapówkach”, potem się z tego wycofał, pewnie dlatego, że się przestraszył, ale oskarżenie poszło, machina ruszyła i w efekcie PiS domaga się, aby marszałek Grodzki odszedł. To, co się wokół niego dzieje, pokazuje też, jak bardzo PiS się go boi, że to pierwszy człowiek, który przeciwstawił się rządzącym, także dlatego, że oprócz osobowości ma też narzędzia do tego. W epoce głupiego prawa i pogardy stoi kością w gardle rządowi.

Bigos tygodniowy

Pod hasłem „Miej w opiece naród cały” i rysunkiem pięści owiniętej różańcem jak kastetem przewalił się przez Warszawę tzw. „Marsz Niepodległości”. Dymu, huku i nienawiści było w bród. Brany za Marszałka Seniora Macierewicz Antoni wygłosił w Sejmie buńczuczne przemówienie kleronacjonalistyczne w stylu iście ONR-owskim z 1934 roku. Słodko za to, jak gołąbek pokoju pitolił Duda Andrzej, Pierwszy Ministrant Rzeczypospolitej, który podobno chce wszystkich godzić, od prawa do lewa. Dzień wcześniej Pierwszy Ministrant Rzeczypospolitej cytował piosenkę „Ja to mam szczęście, że w tym momencie, żyć mi przyszło w kraju nad Wisłą”. Szkoda że nikt Pierwszemu Ministrantowi nie podpowiedział, że wymowa tej piosenki była ironiczna. Poza tym, nie przesadzajmy, nie bądźmy dziećmi, bo czy to takie nadzwyczajne szczęście żyć w tym smogu i smrodzie kleronacjonalistycznym, pośród kierowców-zabójców szalejących na pasach dla pieszych i z tymi notorycznie spóźniającymi się pociągami, że wymienię tylko niektóre z plag polskich? Znam kilka bardziej rozkosznych miejsc do życia. Jednak Pierwszy Ministrant RP tą atrapą prezydentury naprawdę euforycznie się cieszy, i dlatego spogląda na świat przez różowe okulary.

Tomasz Grodzki z Koalicji Obywatelskiej został Marszałkiem Senatu, co oznacza, że Izba Refleksji, póki co, nie wpadnie w łapy PiS. Towarzyszyły mi idiotycznie sprzeczne uczucia. Personalnie profesor Grodzki to człowiek godny szacunku, ale jeszcze kilka lat temu nawet przez myśl by mi przeszło, by odczuwać satysfakcję z powodu wygranej jego partii. Jednak po czterech latach pisowskich orgii satanistycznych „ja to się cieszę się byle czym” i odczuwam jakby kamień spadł mi z serca, gdy sukces odniosła opozycja na czele z partią, na którą nigdy nie głosowałem. Po ciężkich frustracjach człowiek jednak spuszcza z tonu i redukuje ambicje. Moim zdaniem ta krucha wygrana opozycji w Senacie ma walor przede wszystkim psychologiczny, bo pokazuje, że PiS jednak nie jest całkowicie teflonowe, a poza tym może być oznaką pierwszych zarysowań na pisowskiej machinie. Nie mogę też nie odnotować radości z frustracji, jaką muszą czuć pisiory i reszta prawactwa wobec faktu, że Włodzimierz Czarzasty został wicemarszałkiem Sejmu. A zacnego profesora Grodzkiego, któremu uczciwość bije z oczu, szanowanego lekarza ze Szczecina propaganda PiS próbuje zrobić złodzieja i łapówkarza. Klasyka.

Kwestia przekroczenia trzydziestokrotności składek ZUS, zamiar przeznaczenia pieniędzy z Funduszu Solidarności przeznaczonego na potrzeby osób niepełnosprawnych, bunt fiskalny Porozumienia Gowina, a także o czym się nie mówi, narastające problemy finansowe TVPiS, wyrażające się m.in. w opóźnieniach wypłat dla pracowników tej firmy – to kompromitacja pisowskiego, kłamliwego, propagandowego hasełka o „zrównoważonym budżecie”, rozdętych, nierealnych pisowskich obietnic socjalnych i początek symptomów kryzysu finansów państwa.

Inny kłopot PiS to bunt w Trybunale Konstytucyjnym. Kolejny pisowski nominat, sędzia Wyrębak Jarosław zbuntował się przeciw sposobowi administrowania TK przez Przyłębską Julię. Szarogęsi się tam ona, arbitralnie wyznacza składy i blokuje rozpatrywanie wniosków. Co prawda zbuntowany sędzia szumi z pozycji radykalnie prawackich, przeciw blokowaniu wniosku o zakazanie aborcji eugenicznej, złożony przez ultrasów pisowskich, ale fakt jest faktem, ze to kłopot dla Przewodniczącego Mało. A miało być tak, dobrze, a mianowańcy na krótkiej smyczy, Plany planami, a życie jest brutalne pełne niebezpiecznych zasadzek.

W najgorszych chyba snach Przewodniczący Mało nie przeżył sytuacji, w której w imię pozyskania Lewicy do niektórych poparcia, PiS zdecydowało się oddać Sejmową Komisję Rodziny straszliwej lewaczce Magdalenie Biejat, zwolenniczce najbardziej szatańskich praw, w tym prawa kobiet do aborcji na życzenie do 12 tygodnia ciąży. Macierewicz Antoni z tego powodu stanął już dęba, jak stary koń, i żąda wyjaśnień, kto w PiS jest winien tej zbrodni.

W Krakowie małopolska kuratorka Nowak Barbara skierowała do uczniów internetową ankietę polegającą na bezczelnym nakłanianiu do personalnego donoszenia na nauczycieli. Młodzież, jak to młodzież, kablowania na ogół nie lubi, a do tego, jako młodzież dzisiejsza w internecie jest biegła od kolebki, więc ankietkę-donos zhakowała. Nowak Barbara zjeżyła się na to i chce karać to hakerstwo.

Klaudia Jachira została brutalnie i chamsko zaatakowana przez pewnego osobnika, gdy jechała pociągiem z Wrocławia do Warszawy na obrady Sejmu. Uważaj, Klaudio, budzisz straszliwą, dziką, niepohamowaną nienawiść wszelkiego prawackiego podlectwa, Osobnik, który Cię zaatakował poprzestał na słowach, ale doświadczenie nas uczy, że od czasu do czasu znajdują się wśród NICH tacy, którzy przechodzą od słów do czynów. Poeta pisał kiedyś, że „krzyż mieli na piersi a browning w kieszeni”.

Przewodniczący Mało utrudnia mi integralną niechęć do niego przez swoją sympatię do zwierząt, tym bardziej po geście jaki uczynił na prośbę posłanki Katarzyny Piekarskiej – zapisał się do poselskiego koła przyjaciół zwierząt. Miłe to, ale niestety nie dał należytego odporu legalnym mordercom zwierząt spod znaku „łowiectwa” i sadystom-hodowcom „futerek”.

Radna Warszawy Agata Diduszko-Zyglewska dawno już złożyła wniosek o pozbawienie biskupów Głodzia i Hosera tytułu Honorowego Obywatela Warszawy. Jednak Platforma Obywatelska od wielu miesięcy zwleka z rozpatrzeniem wniosku. Cała Platforma, cała ona ze swoim oportunizmem i asekuranctwem.

Poczułem się niemal geniuszem prawniczym. Sam, samiuśki, z samego brzmienia artykułu konstytucyjnego osobiście wykoncypowałem to, co, ku mej nieogarnionej dumie, swoimi autorytetami naukowymi potwierdzają profesorowie Ewa Łętowska i Tadeusz Iwiński. Otóż art.18 Konstytucji na który z uporem godnym lepszej sprawy powołuje się PiS w walce z dążeniami do wprowadzenia ustawy o związkach partnerskich. Otóż jak oboje zgodnie stwierdzają, że zawarte w artykule sformułowanie, że „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny (…) znajduje się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”, to nie definicja małżeństwa, tylko konstatacja tego, iż taki związek jest preferowany przez władze. Logika nakazuje wnioskować, że fakt iż cos jest preferowane nie oznacza zakazu praktykowania czegoś, co nie jest wprost zakazane, a więc n.p. związku partnerskiego jednopłciowego.

Tymczasem w Sejmie 361 posłów dodało do roty przysięgi poselskiej słowa „Tak mi dopomóż Bóg”, z czego wynikałoby, że blisko stu posłów nie zwracało się o pomoc do boga. Skrzętni rachmistrze policzyli, że od 1989 roku ta ostatnia liczba rośnie.

TSUE wydał w sprawie KRS wyrok, który na pierwszy rzut oka wygląda na salomonowy. Po części w obronie praworządności w Polsce, ale po części taki, by nie stawiać PiS pod ścianą. Mimo to PiS nie jest zadowolony i chce badać wyrok przed „trybunałem” Przyłębskiej.

Morawiecki Mateusz wygłosił stek buńczucznych, ideologicznych frazesów zwany exposé nowego rządu. Nie wierzę ani jednemu słowu tego notorycznego (wyroki sądowe) kłamczucha i fantasty. Ten człowiek w życiu słowa prawdy nie powiedział.20

Rządzić będzie trudniej

– Widać, że pan prezes Kaczyński jest zafrasowany, bo rządzić będzie trudniej – mówi dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, w rozmowie z Justyną Koć (wiadomo.co). – Widać to chociażby po tym, że konfitury oddano w ręce premiera Sasina, który jest ewidentnie człowiekiem prezesa Kaczyńskiego, a ten, kto ma spółki Skarbu Państwa – czytaj: posady, pieniądze – ten może nagradzać, ale może i karać przecież. To zostało zrobione bez ogródek i dla wszystkich jest chyba bardzo czytelne.

JUSTYNA KOĆ: Poznaliśmy skład rządu na konferencji premiera w siedzibie partii przy Nowogrodzkiej. Wielkich niespodzianek nie ma, rząd kontynuacji, jak powiedział sam prezes.

EWA PIETRZYK-ZIENIEWICZ: Nie zgodziłabym się z tym stwierdzeniem. Rząd kontynuacji – to prawda, ale warto po pierwsze podkreślić miejsce, gdzie został przedstawiony. Już nawet nikt nie udaje, że takie rzeczy dzieją się w parlamencie czy w KPRM, tylko w siedzibie partii. Tam zapadają wszystkie realne decyzje i tam się to ogłasza. To pierwsza zdarta zasłona.
Po drugie widać, że pan prezes Kaczyński jest zafrasowany, bo rządzić będzie trudniej. Obie partie koalicyjne mają więcej szabel poselskich w tym rozdaniu, a sam PiS ma mniejszą przewagę w parlamencie, niż miał. Prezes zdaje sobie z tego sprawę i widać to chociażby po tym, że konfitury oddano w ręce premiera Sasina, który jest ewidentnie człowiekiem prezesa Kaczyńskiego, a ten, kto ma spółki Skarbu Państwa – czytaj: posady, pieniądze – ten może nagradzać, ale może i karać przecież. To zostało zrobione bez żadnych ogródek i dla wszystkich jest chyba bardzo czytelne. Pan wicepremier Gowin ma z czego się cieszyć, pozostał wicepremierem.
Pani Emilewicz zyskała nowe kompetencje, i będzie miała nowe kompetencje i będzie miała sporo do powiedzenia w rządzie, a wiadomo, że nie zawsze była z tych grzecznych.
Co do drugiej partii koalicyjnej, to wielki nieobecny – Zbigniew Ziobro wicepremierostwa nie dostał, co może dziwić ze względów chociażby wizerunkowych. Koalicjanci, tym bardziej, że mają więcej posłów, zazwyczaj wicepremierami zostają. Być może Zbigniew Ziobro nie chciał nim zostać i to tak dalece nie chciał, że od dwóch miesięcy nie przychodził na posiedzenia rządu. Ta przyjaźń męska, szorstka między panami jeszcze raz się mocno uwidoczniła.

Powstało też nowe ministerstwo ds. klimatu.

To pokazuje, że PiS przygotowuje się na kłopoty z UE, jeśli chodzi o sprawy klimatyczne i ochronę środowiska.
Minister Czaputowicz został na stanowisku ministra spraw zagranicznych, ale zabrano mu kompetencje dotyczące spraw związanych z UE. Dlaczego?
Być może pod wodzą tego ministra MSZ chciał się zbytnio emancypować. Na pewno łatwiej będzie kontrolować pana Czaputowicza, jak i pana Szymańskiego, jeśli będą musieli współpracować. Szymański otrzymał spore kompetencje, ale bez tego, co donoszą służby dyplomatyczne pana Czaputowicza, będzie mu trudniej poruszać się na salonach Europy.

Dużo dzieje się też po stronie opozycji. Zarząd PO zdecydował, że odbędą się prawybory. To dobry pomysł?

Nie chcę tego opisywać w takich kategoriach. To na pewno decyzja opóźniająca jeszcze wprowadzenie kandydatury lidera, który stanie do boju z prezydentem Dudą w sytuacji, kiedy i tak nie ma wyraźnego lidera.

Żaden z kandydatów nie jest wystarczająco rozpoznawalny, zwłaszcza w tzw. terenie, we wsiach i miasteczkach, zatem już by trzeba te tereny z kandydatem oswajać, a my ciągle nie wiemy, kim będzie kandydat. Opozycja opóźnia ważkie decyzje, co nie rokuje dobrze przyszłej elekcji, zwłaszcza że pan prezydent Duda już jeździ i zyskuje głosy.

Tomasz Grodzki zostanie marszałkiem Senatu, to wynik kompromisu wszystkich klubów opozycyjnych. Dobry znak dla wyborców opozycji?

Gdyby się w tej sprawie nie dogadali, to daliby elektoratowi sygnał, że są niepoważni.

Inna sprawa, że pan senator Grodzki odmówił przyjęcia resortu zdrowia, którym był kuszony. Z drugiej strony – po prostu zachował się jak rozsądny człowiek, który odmówił siedzenia na bombie. To dobrze rokuje, ale jednak nie jest to znany polityk, to nie jest senator z ogromnym autorytetem. Oczywiście być może.będzie, ale – mówiąc wprost – to nie jest Borusewicz, ani Marek Borowski. Ktoś z ewidentnymi kompetencjami i predyspozycjami osobistymi.

Szymon Hołownia ma być kandydatem obywatelskim na prezydenta. Czy to możliwy scenariusz, czy powinniśmy rozpatrywać to w kategorii żartu?

Żyjemy w kraju, gdzie kiedyś proponowano, aby na prezydenta startował Tomasz Lis czy Jolanta Kwaśniewska. Na razie jeszcze daleko do tej elekcji, bo i głosy trzeba by zebrać, i sztab, i mieć pieniądze, i to niemałe. Przyznam, że tę kandydaturę traktuję raczej w kategoriach żartu.