Kim jest ten człowiek?

Zdarzyło się już, że książka stała się dowodem zbrodni. Dowodem zbrodni autora. Pisarzem był Krystian Bala, jego powieść nosiła tytuł „Amok”, w roku 2016 została zekranizowana przez Katarzynę Adamik, a w koprodukcji amerykańsko-brytyjsko-polskiej powstał w tym samym roku film „Prawdziwe zbrodnie”, wyreżyserowany przez Alexandrosa Avranasa, z gwiazdorską obsadą, na przetworzonych motywach tej historii.

W tym przypadku mamy do czynienia z sytuacją odwrotną. Tu nie o autora chodzi, lecz o bohatera jego książki, którego życie i działalność budzi pytania, na które ciągle nie udzielono jakiejkolwiek odpowiedzi.
Domniemanie niewinności ma oczywiście swoje konsekwencje, ale liczba znaków zapytania, ciemnych korytarzy, masa krytyczna faktów i poszlak zawarta w książce Tomasza Piątka jest tak ogromna, że nie sposób przejść nad nią do porządku dziennego. Wyobrażenie, że dwutomowa książka Piątka stanie się kiedyś tropem prowadzącym do dowodów przestępstw jej bohatera, dowodem który wyląduje na sędziowskim stole, wydaje się być nierealnym fantazmatem, ale kto wie … wyroki losu bywają nieodgadnione a fortuna kołem się toczy.
Zaprezentowany przez nas na łamach „Dziennika Trybuna” pierwszy tom, opatrzony podtytułem „Kręte ścieżki” obejmował losy Tadeusza Rydzyka w latach 1945-1999, czyli od momentu jego przyjścia na świat. Zawiera on opis gąszczu faktów, powiązań, personaliów, które postrzegane z bliska mogą się wydać trudną do ogarnięcia „dżunglą”, ale gdy spojrzy się na nie „z lotu ptaka” (dziś powiedzielibyśmy raczej „z lotu drona”) układają się w intrygujący, niepokojący wzór. I nawet jeśli założyć, że materią książki Piątka są i n t e r p r e t a c j e faktów, a nie twarde dowody, to przy takiej masie krytycznej owych interpretacji, opartych jednak przecież na danych faktograficznych, trzeba być ślepym by nie zauważyć, że układają się one we wzór, który godny co jest co najmniej głębokiego namysłu, a być może także wnikliwej analizy.
Tadeusz Rydzyk – podejrzany „profeta”
Nie jest możliwe przedstawienie tu całej tematyki drugiego tomu „Rydzyk i przyjaciele. Wielkie żniwo”, obejmującego lata 1999-2020. To także tematyczny „ocean” albo, jak kto woli, gąszcz przez który czytelnik, mimo bardzo dobrego pióra autora, musi się przedzierać z wysiłkiem. Na wstępie Piątek opisuje Radio Maryja w jego wymiarze strukturalnym, organizacyjnym, ale także model przekazu i stosowane tu techniki psychologicznej perswazji („Pancerna bańka i niekończące się oratorium”). Piątek zwraca uwagę na połączenie prymitywnej, insynuacyjnej narracji RM z tonem „oratoryjnym”, uroczystym, patetycznym, „szacownym”.
Może się to wydawać niespójną hybrydą, ale w rzeczywistości jest spójnym przekazem, precyzyjnie nakierowanym ku wybranemu „targetowi”. Piątek zwraca też uwagę na zastanawiający fakt, że narracja o charakterze antyunijnym i antynatowskim pojawiła się w Radiu Maryja od samego momentu inauguracji stacji w 1991 roku, choć wtedy perspektywa wstąpienia Polski do Unii Europejskiej i NATO była wtedy odległa, była horyzontem słabo wtedy obecnym w zbiorowej świadomości i wyobraźni. Co znamienne i co podkreślali także inni badacze fenomenu RM, w tym autorzy książki „Imperator. Sekrety ojca Rydzyka”, a także kilku innych dziennikarzy i socjologów, którzy analizowali ten fenomen – w retoryce RM od początku w ogóle nie było akcentów antyrosyjskich, pomimo tego, że w roku 1991 pamięć przynależności Polski do „bloku radzieckiego” była jeszcze bardzo żywa, świeże też jeszcze były nastroje antyradzieckie a wojska Armii Czerwonej nadal stacjonowały w Polsce.
Natomiast od razu bardzo intensywna stała się propaganda antyzachodnia, antyeuropejska, choć Polskę od wejścia do Unii Europejskiej dzieliło jeszcze 13 lat, a atrybuty cywilizacji zachodniej i atlantyckiej (technologie, formy życia, organizacja konsumpcji) były jeszcze na ziemiach polskich w powijakach, a nastroje społeczne tradycyjnie prozachodnie, skorelowane przy tym (wtedy!) z katolicyzmem.
Czy łatwo jest uwierzyć w to, że to Tadeusz Rydzyk, osoba o skromnych możliwościach intelektualnych i jego otoczenie, wtedy bardzo też skromne z tego punktu widzenia i nie dysponujące nabytym z czasem doświadczeniem i szeroko rozumianym kapitałem, samodzielnie wykreowało tak dalekosiężną wizję przyszłości Polski i związanych z nią zagrożeń? To wydaje się jedną z kluczowych kwestii postawionych przez Piątka. Kwestia jadowitego antysemityzmu w przekazie RM może się wydawać banalna i wielokrotnie opisana, ale Piątek naświetlił ją na nowo w sposób interesujący w rozdziale „Antysemityzm antyzachodni”, wiążąc to z przypadkiem przyjaźni Radia Maryja z Izraelczykiem, niejakim Danielsem i jego zagadkowymi powiązaniami.
„Żabka” łapkę podaje” i inne gatunki żab
Wątków i personaliów przywoływanych, cytowanych, analizowanych są w książce dziesiątki, a przywołanych nazwisk – s e t k i. Przez maszynkę swoich hipotez, tez, pytań i wątpliwości przepuszcza Piątek (posłużę się tu wiele mówiącymi tytułami rozdziałów) takie tematy jak „Homofobia z Kremla rodem”, „Szczepionki, Smoleńsk, futerka”, „Stanisław Michalkiewicz i moskiewscy weterani”, „Jerzy Robert Nowak i jego przełomy”, „Bogusław Wolniewicz i wojny masy mięsa”, „Uduchowiony senator Jan Maria Jackowski” (m.in. wątek Opus Dei). Po raz pierwszy zetknąłem się z nazwiskiem „Jerzego Urbanowicza, matematyka Macierewicza”.
W części zatytułowanej „Nieznane oblicze biznesów Rydzyka” pojawiają się takie wątki jak „Stocznia zatopionych pieniędzy”, „Geotermia po syberyjsku chłodnawa” (tu m.in. także wątek „Srebrnej” i Kazimierza Kujdy), „Król giełdy i złomu podbija świat” (interesy i powiązania Marka Falenty). Drobiazgowo opisany jest przez Piątka wątek sieci sklepów spożywczych „Żabka”, w którym „Imperium” Rydzyka ma swoje udziały („Żabka łapę podaje”). Nawiasem mówiąc, ten wątek powinien zainteresować wszystkich, bo nie ma chyba w Polsce nikogo, kto choć raz nie zrobiłby w „żabkowym sklepie” zakupów, którymi wzbogacił Rydzyka.
W tym gąszczu informacji o wątkach i personaliach pojawiają się też i te, w których pojawiają się byli politycy Sojuszu Lewicy Demokratycznej (Krzysztof Janik w rozdziale „Zadziwiający pan Daniels” i Jacek Piechota w rozdziale „Stocznia zatopionych pieniędzy”), ale też np. były, prawicowy dziennikarz Igor Janke, obecnie lobbysta. W jakim kontekście się pojawiają? Nie zdradzę tego, by nie psuć Czytelnikom lektury.
„Rosyjska babuszka”, opowieść szkatułkowa czy „Opera Elefantiasis”?
I tu właśnie jest miejsce na pewną generalną deklarację piszącego te słowa. Jestem tu w roli prezentującego fascynującą lekturę, a nie weryfikatora treści książki. Jest to jednak lektura trudna. Jestem dziennikarzem, ale nie dysponującym narzędziami dziennikarstwa śledczego.
Podczas lektury „Rydzyka i jego przyjaciół” czułem się jakbym w pojedynkę przedzierał się przez gąszcz dżungli amazońskiej. Przez książkę Piątka, niczym filmowa taśma, przewija się „trzy czwarte” świata polityki i biznesu Polski po 1989 roku i „trzy czwarte” nazwisk z „pierwszych stron gazet” tamtych czasów (i tych ciągle obecnych w przestrzeni publicznej i tych, jak choćby biznesmeni Luśnia, Bagsik czy Gąsiorowski, już trochę zapomnianych).
Tworzą one jakby gigantyczną, wielowarstwową „psychomachię”, a konstrukcja książki przypomina „rosyjską babę”, z której wydobywa się, bez końca, kolejne, mniejsze „babki” i „babeczki”. Można też mieć skojarzenie z XVIII-wieczną powieścią „szkatułkową”, w której „wszystko ze wszystkim” jest powiązane mniej czy bardziej tajemniczymi więzami, albo z jakąś operową elefantiasis. Nie jestem (bez wątpienia nie ja jeden) w stanie zweryfikować nawet minimalnej cząstki tej gęstwiny wątków i personaliów. W trakcie lektury chwilami trudno mi było oprzeć się (być może błędnemu) wrażeniu, że ten gigantyczny fresk śledczy, to jakaś fantasmagoria imponująco inteligentnego umysłu.
Nie mnie to jednak osądzać. Są jednak zapewne tacy, być może także wśród czytelników „Dziennika Trybuna”, którzy potrafiliby rozwikłać choć część skomplikowanych splotów poczynionych (w autorskim sensie tego słowa) przez Piątka. Czytelników związanych biograficznie i emocjonalnie z Polską Ludową uprzedzam, że Piątek, radykalnie antypisowski, antprawicowy, antyklerykalny itd., ma jednocześnie idiosynkrazje antykomunistyczne, co zaznacza się w używanej od czasu do czasu frazeologii. Nie można jednak mieć do autora pretensji z powodu jego publicystycznego temperamentu, który podnosi temperaturę narracji.
A jego obszerna, dwutomowa książka, będąca owocem niewiarygodnie wręcz drobiazgowej, gigantycznej benedyktyńskiej pracy dziennikarskiej, nie zasługuje na milczenie, na jakie w przestrzeni publicznej uporczywie napotyka. Zbyt ważne bowiem, może fundamentalne kwestie porusza. A poza wszystkim: lektura pasjonująca jak najlepszy kryminał – zapewniona.

Tomasz Piątek – „Rydzyk i przyjaciele. Wielkie żniwo 1999-2020”, tom 2, Arbitror, Warszawa 2021, str. 261, ISBN 978-83-66095-30-4

Radio Tadeusz – tropami tajemnic rydzykowszczyzny

To już czwarta z kolei książka Tomasza Piątka, w której ten wybitny dziennikarz śledczy rzuca światło na ważne zjawiska i persony aktualnej polityki polskiej. Pierwsza z nich dotyczy tajemnic, którymi wręcz naszpikowana jest osoba i działalność Antoniego Macierewicza, w szczególności tych jej aspektów, których tropy prowadzą do ZSRR, a w dalszej kolejności także do Rosji. Dwie kolejne książki Piątka poświęcone są tajemnicom związanym z osobami aktualnego premiera i prezydenta, Mateusza Morawieckiego i Andrzeja Dudy.

Tym razem postacią, którą Piątek wziął pod swój ostry reflektor, jest postać być może – paradoksalnie – o największym pośród wymienionych, ciężarze gatunkowym, dyrektorowi Radia Maryja, zakonnikowi-redemptoryście Tadeuszowi Rydzykowi. Paradoksalnie, bo przecież Rydzyk, w przeciwieństwie do trzech wyżej wymienionych, pełni formalnie najskromniejszą rolę – nie jest przecież ani prezydentem, ani premierem, ani nawet ministrem. A mimo to, jego rola i wpływy w życiu publicznym Polski, rozpoczęte przed trzydziestu laty, są ogromne. W czym ta rola i wpływy się wyrażają, tłumaczyć nie trzeba odbiorcom nawet średnio tylko zorientowanym w polityce. Tomasz Piątek podjął się jednak benedyktyńskiego wysiłku badawczego i pisarskiego, by fenomen politycznej kariery Tadeusza Rydzyka nie tylko opisać, ale także dotrzeć do jego wszelakich, w tym także najwcześniejszych, źródeł. Nie dziś i nie wczoraj w przestrzeni publicznej pojawiły się pogłoski, wiążące osobę Rydzyka z działalnością Służby Bezpieczeństwa PRL, a w dalszej konsekwencji także ze służbami specjalnymi ZSRR, a także putinowskiej Rosji. Piątek podjął się wyjątkowo trudnego wysiłku, by wątki te gruntownie, na ile to możliwe, zbadać.
Podstawowym w tym wymiarze problemem jest brak Teczki Ewidencji Operacyjnej, która byłaby źródłem wiedzy o charakterze relacji młodego Rydzyka ze Służbą Bezpieczeństwa. Piątek, idąc tropami rozmaitych kontaktów, suponuje, stawia tezę że Rydzyk mógł być jej współpracownikiem, a jego teczka musiała istnieć i albo istnieje nadal, albo została zniszczona. Przez przestrzeń tekstu książki Piątka przewijają się dziesiątki postaci, z kraju i zza granicy. Autor wędruje m.in. szlakami zagranicznych podróży Rydzyka w czasach PRL, do Niemiec, Szwajcarii, Francji. Bierze pod lupę częstokroć drobne fakty, które w świetle jego interpretacji nabierają istotnego znaczenia.
Pojawiają się tu m.in. wątki byłego funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej, który po wyjeździe z Polski został biznesmenem w RFN, dziwnej mistyczki szwajcarskiej, sympatyczki Rosji jako źródła rzekomego odrodzenia moralno-religijnego europy, która miała Rydzykowi ofiarować kwotę, za którą miał nabyć maszt radiowy. Jako swoistą ciekawostkę można potraktować ten wątek we wczesnej działalności Rydzyka, który czyni go jednym z pionierów wykorzystania muzyki big-bitowej w kościelnej działalności liturgicznej, której konsekwencją była idea festiwali tzw. Sacrosongu, a także wątek jego przyjścia na świat w rodzinie poniekąd patologicznej (alkoholizm ojczyma), a przy tym mało gorliwej religijnie.
Z tych zresztą wątków wysnuwa Piątek ciekawe hipotezy natury psychologicznej odnoszących się do sylwetki indywidualnej bohatera książki, których ocenę zostawiam jednak czytelnikom. Bardzo interesujące są też uwagi o włoskich czy niemieckich pierwowzorach Radia Maryja. Istotną część książki Piątka tworzą wątki radzieckie i rosyjskie, w tym na przykład tajemniczy wątek Michaiła Lesina, bliskiego człowieka Władimira Putina, doradcy do spraw mediów, zmarłego w tajemniczych okolicznościach w USA, który według Piątka miał uczestniczyć w jednej z rocznic powstania Radia Maryja.
Co prawda, nie wszystkie hipotezy i supozycje autora wydają się być równie bliskie i adekwatne do tematu wiodącego, a niektóre mogą sprawić wrażenie może nawet nieco „dociskanych kolanem”, ale to tylko wrażenie piszącego te słowa, który nie żywi pretensji do znawstwa tych zagadnień.Tymi i wieloma innymi wątkami, spostrzeżeniami, analizami, interpretacjami i hipotezami książka Piątka jest wypełniona „po brzegi”. Jest ich tak wiele, że trudne byłoby samo tylko ich wyliczenie. Jednym z najczęściej pojawiających się w tekście znaków graficznych jest znak zapytania.
Świadczy to uczciwości autora, który nie mistyfikuje i któremu obca jest chęć wywoływania wrażenia, że posiadł wiedzę tajemną, a który zaświadcza jedynie że stara się być żmudnie pracującym poszukiwaczem prawdy. „Rydzyk i przyjaciele”, choć stanowi lekturę bardzo wciągającą, a z wielu przyczyn wręcz pasjonującą, nie jest łatwa w odbiorze już choćby z tego powodu, że autor prowadzi nasz przez istny gąszcz faktów.
Nie jestem specjalistą, który byłby w stanie zweryfikować moc tez i hipotez autora. W punkcie wyjścia mam do niego jako autora wysokie zaufanie, ale weryfikację wolałbym zostawić tym, którzy mają instrumenty, by tego dokonać. Tymczasem, co było uderzające także w przypadku pozostałych książek Piątka, w tym poświęconej Macierewiczowi – napotkały one mur milczenia. Owszem, reklamowano je w trybie promocji wydawniczej, poświęcano im w mediach wzmianki, ale nie było ani jednego głosu, który byłby próbą odniesienia się do ich treści, w tym do fundamentalnych tez i hipotez autorskich. Można odnieść wrażenie, że zarówno osoba Macierewicza, jak i Rydzyka są z jakichś powodów immunizowane i że tej bariery immunologicznej nie są w stanie przebić także wysiłki Tomasza Piątka. Już samo to jest zastanawiające, choć daleki jestem od hipotezy o „zmowie milczenia”. Jest to raczej skutkiem bezradności lub wstrzemięźliwości, obaw przed zabraniem głosu. Z podobną skądinąd reakcją milczenia spotkała się wydana dwukrotnie, w 2013 i 2019 roku inna książka – „Imperator. Sekrety ojca Rydzyka” autorstwa Piotra Głuchowskiego i Jacka Hołuba.
Na koniec odniosę się do pierwszych zdań tej książki, które autor pomieścił jako swoiste motto i podstawowy trop interpretacyjny – do słów Jarosława Kaczyńskiego z wywiadu udzielonego „Gazecie Polskiej” w 1998 roku: „Są dwa modele działalności rosyjskiej w Polsce. Pierwszy, pepeerowski, całkowitego podporządkowania Moskwie: uzasadniany ideą postępu. (…) Drugi wzorzec nazywam targowickim.
Charakteryzuje go odwoływanie się do wartości tradycyjnych, katolickich, narodowych. Prorosyjskość ubrana jest tam w maskę patriotyczną. Czyż Targowica nie była właśnie narodowa, katolicka, czyż nie pałała szacunkiem do polskiej przeszłości?”.
Jak to się stało, że niewiele lat po tym, jak Kaczyński wypowiedział te słowa, Rydzyk stał się jednym z kluczowych sojuszników jego i jego formacji politycznej, a wpływy jego Firmy dalece przekraczają poziom, który mogłaby uzasadniać tzw. słuchalność Radia Maryja? Odpowiedź na to i na inne pytania przekracza możliwości zwykłego odbiorcy tej książki.
Bo choć jej odbiorcami będą w przeważającej części zwykli czytelnicy, to książka ta jest właściwie zaadresowana do tych, którzy mogliby mieć kiedyś jakąś siłę sprawczą, jakiś wpływ na to, jakie praktyczne rezultaty mogłaby przynieść w przyszłości wiedza zgromadzona przez Tomasza Piątka. Mogliby to być na przykład przedstawiciele służb specjalnych, po przywróceniu nad nimi kontroli demokratycznego państwa. Na reakcję obecnych służb, kierowanych przez politycznych sojuszników Tadeusza Rydzyka liczyć nie można, choć niewątpliwie odpowiednie ich służby przeanalizowały książkę Piątka aż do podszewki. Bo co prawda lekturę tej książki można zdyskontować popularnym komplementem, że czyta się ją „jak kryminał”, to jej sens i wymowa są znacznie poważniejsze, a jej najważniejszym adresatem powinny być instytucje Demokratycznego Państwa Polskiego.
Bardzo usatysfakcjonowany jako czytelnik, ale jednocześnie przepełniony pytaniami, które swoją książką wzbudził we mnie Tomasz Piątek, żywię nadzieję, że ostatecznie i w pełni weryfikowana prawda o prawdziwych źródłach fenomenu „imperium” Tadeusza Rydzyka wyjdzie w końcu na jaw. Aczkolwiek dla piszącego te słowa, działalność tego człowieka i jego Firmy, jest dla polskiej demokracji i polskiej przyszłości szkodliwa niezależnie od tego, jakie źródła byłyby u jej początków. Człowieka, który – obiektywnie, czy subiektywnie – Polsce szkodzi.

Tomasz Piątek – „Rydzyk i przyjaciele”, tom pierwszy – „Kręte ścieżki 1945-1999”,Wydawnictwo Arbitror, Warszawa 2021, str. 231, ISBN 978-83-66095-27-4

Człowiek ograniczony z „ruchadłem leśnym” w tle

Człowiek będący głównym bohaterem tej książki uważany jest przez kilka milionów ludzi w Polsce za niesamodzielną miernotę, marionetkę, mdłego, nieciekawego, harcerzyka-dewota, człowieka ograniczonego, sformatowanego zarówno intelektualnie, mentalnie, charakterologicznie, jak i emocjonalnie, co wyraża się m.in. w jego jaskrawym infantylizmie, przybierającym momentami groteskową postać.

Mowa o Andrzeju Dudzie, o którym pasjonującą książkę napisali dwaj znakomicie dziennikarze i publicyści, Tomasz Piątek i Marcin Celiński. Książka ukazała się w terminie „w sam raz”, bo na niewiele dni przed datą, wokół której toczy się ostra walka polityczna – 10 maja, kiedy to w wyniku przeprowadzonej parodii wyborów ( o ile do nich dojdzie) może dojść do przedłużenia prezydenckiego mandatu Dudy na kolejne pięć lat.
Wspomniane wyżej cechy bohatera tej książki wywodzą się z dwóch zasadniczych źródeł. Pierwszym jest po katolicku duszne i konserwatywne środowisko rodzinne, w którym się wychował. Drugim – polityczny mentor-preceptor, który wydobył go z głębokiego cienia i utorował drogę do najwyższego urzędu w państwie, czyniąc z niego jednocześnie polityczną, posłuszną marionetkę. Do tego stopnia posłuszną, że mimo dramatycznych okoliczności zewnętrznych preceptor forsownie zmierza do wyborów, które mają jego kreaturze (słowo „kreatura” pochodzi od łacińskiego – „creatura”, stworzenie) przedłużyć sprawowanie urzędu na kolejne pięć lat. Po upływie pięciu lat od majowych wyborów 2015 roku, które wyniosły Dudę na urząd prezydenta RP, role mają się teraz, do pewnego stopnia, odwrócić. To Duda ma być pancerzem (przynajmniej przez pewien czas) dla prezesa PiS, „szeregowego posła” de facto rządzącego Polską, w sytuacji, gdyby ten utracił władzę, a następnie, wraz z częścią otaczającej go kamaryli, stanął wobec perspektywy poniesienia surowej odpowiedzialności politycznej i karnej za popełnione przestępstwa. Już jednak tylko rzut oka na tekst pomieszczony na ostatniej stronie okładki sprawia, że z postacią tego niesamodzielnego i submisyjnego psychologicznie (ponadprzeciętnie ulegającego zewnętrznym wpływom) człowieka wiążą się jednak fakty intrygujące, a przy tym niepokojące (biorąc pod uwagę rangę urzędu).
„Oskarżano go o niesamodzielność, nieodpowiedzialność, nieprzemyślane działania. Wielokrotnie zarzucano mu niezdolność do pełnienia jakiejkolwiek władzy, nie tylko tej najwyższej. Nikt jednak dotąd nie prześwietlił Andrzeja Dudy, jego przeszłości, związków i powiązań. Ta książka jest pierwsza. Jeśli sądzisz, że wiesz wszystko o człowieku, który objął najbardziej szacowny urząd Rzeczypospolitej Polskiej, to się mylisz. W tej książce przeczytasz: jak nasz bohater rozpoczął wielką i niespodziewaną karierę, co go łączyło ze zwolennikami prawa do aborcji, jak stawiał pierwsze kroki w branży deweloperskiej i dlaczego lokatorom zabrakło wody, kto go wprowadził do spółek skarbu państwa, dzięki komu znalazł się w Prawie i Sprawiedliwości, kto wymyślił, że Andrzej Duda mógłby kandydować na prezydenta, kim są współpracownicy Dudy i jakim wpływom ulegają, kto z jego otoczenia ma powiązania z obcym, ekspansywnym mocarstwem, na jakie pytania jego kancelaria woli nie odpowiadać, kim jest Filip Szary, kim jest Jolka Rosiek i co ją łączy z tzw. „ruchadłem leśnym”.
Ten intrygująco brzmiący katalog tematów jest wewnętrznie zróżnicowany. Niektóre z nich, jak dawne związki Dudy ze środowiskiem Unii Wolności i wiążące się z tym niejakie meandry światopoglądowe (w pewnym zakresie sprzeczne z formułami w jakich został wychowany) mieszczą się w zrozumiałych i dopuszczalnych granicach, w jakich porusza się bardzo wielu ludzi, w tym także polityków. Ta książka dotyka jednak pakietu i takich kwestii, gdzie mamy do czynienia z sytuacjami, których uczestnicy ocierają się a może nawet wchodzą w kolizję z prawem. Przy czym część z nich (jak sprawa związana z branżą deweloperską czy członkostwo w spółkach skarbu państwa) przynależy do relatywnie niskiej skali politycznej wagi, inne, jak sprawa domniemanych relacji osobistych z Jolantą Rosiek w kontekście znanej sprawy „ruchadła leśnego”, przynależy do sfery prywatnej, ale część, jak n.p. powiązania osoby z jego najbliższego (prezydenckiego) otoczenia z obcym, ekspansywnym mocarstwem, uwikłań i wpływów, jakim ulegają niektórzy współpracownicy Dudy czy bardzo niepokojących kontekstów jego związków z Filipem Szarym, sięga wysoko politycznie usytuowanych i wrażliwych kręgów interesów państwa.
Kto wie, może przyjdzie czas, gdy powyższe zagadki zostaną wyjaśnione, co więcej, one powinny, z uwagi na interes publiczny, zostać wyjaśnione już teraz, ale prawdę powiedziawszy trudno na to liczyć, biorąc pod uwagę, że poprzednie książki sygnalizujące mroczne tajemnice wokół Antoniego Macierewicza i Mateusza Morawieckiego nie spotkały się z reakcją ze strony bohaterów poprzednich książek Tomasza Piątka. Macierewicz co prawda straszył Piątka prokuraturą wojskową, ale na groźbach poprzestał. Żaden też z obu bohaterów nie skierował do sądu sprawy o naruszenie swoich dóbr. Może to oznaczać, że nie czują się oni na siłach, aby obalić przed sądem postawione im de facto zarzuty oraz rozwiać sformułowane wątpliwości i pytania. Ten brak reakcji jest skądinąd, niestety, sygnałem, że realność polskiej demokracji i praworządności stoi pod znakiem zapytania. W demokratycznych i praworządnych państwach, wysokiej rangi dygnitarze, którym otwarcie, także w formie książek, stawia się tej rangi zarzuty – albo usilnie dążą do oczyszczenia się z nich przed sądem, albo podają się do dymisji. Tylko w dyktaturach czy państwach rządzonych autorytarnie albo mordują dziennikarzy albo pogardliwie, motywowani poczuciem bezkarności, milczą. Do tego pierwszego w Polsce nie doszliśmy (i miejmy nadzieję, że nie dojdziemy), ale milczenie trwa w najlepsze. Jak będzie tym razem? Czas pokaże. Gorąco polecam tę pasjonującą, momentami wywołującą ciarki na skórze lekturę, w sam raz trafiającą czas pandemiczny i (?) przedwyborczy.
Tomasz Piątek, Marcin Celiński – „Duda i jego tajemnice”, wyd. Arbitror, Warszawa 2020, str. 234, ISBN 978-83-66095-23-6

Ośmiornica z Kremlem w tle

Agentura rządzi?

Jeśliby to, co jest treścią tej książki, choć w połowie było prawdą materialną, to nieuchronnie trzeba by wyciągnąć wniosek, że Polska jest rządzona przez dobrze zakamuflowaną, rozgałęzioną agenturę rosyjską, wywodzącą się po części jeszcze z czasów radzieckich. Wołałbym jednak narazić się autorowi na niesprawiedliwą ocenę niż z góry, bezkrytycznie zadeklarować bezwarunkową wiarę w prawdziwość tego, co napisał. Żeby było jasne: mam zaufanie do Autora, ale nie mogę nie zachować odruchowego dystansu do treści jego książki. Dystansu opartego na dobrej woli i życzliwego. Dystansu wynikającego ze względów natury epistemologicznej, poznawczej. Może dlatego, że jako obywatel polski chciałbym, aby to co napisał, nie miało pokrycia w faktach, choć obawiam się, że niestety, choć w części – ma.
Wbrew być może pierwszemu skojarzeniu, „Morawiecki i jego tajemnice” Tomasza Piątka nie dotyczą tylko afery majątkowej związanej z obecnym premierem, czy afery GetBack, w którą zamieszany jest jego ojciec, Kornel Morawiecki. Tych kwestii książka dotyczy w relatywnie niewielkim fragmencie. Jest to natomiast udokumentowana bogatą warstwą faktograficzną opowieść o genezie obecnych rządów, które w ujęciu głośnego autora mają swoje źródło w pewnych wydarzeniach i personaliach, które swój początek wywodzą z tzw. „Solidarności Walczącej”, organizacji założonej przez Kornela Morawieckiego w 1981 roku. W narracji Piątka pojawiają się liczne nazwiska znane z pierwszych stron gazet i czołówek materiałów telewizyjnych oraz internetowych, ale także postacie szerzej nieznane i pozostające w cieniu. Poza samym Morawieckim-seniorem, u podstaw całej tej ponurej historii pojawia się choćby zagadkowa, mroczna postać niejakiego Wojciecha Myśleckiego, czołowego działacza „SW”, ale przede wszystkim jej „mózgu”, „wizjonera, „stratega”, człowieka o tajemniczych i niepokojących powiązaniach oraz poglądach. To Myślecki, jeden mentorów Mateusza Morawieckiego, już w 1981 roku, czyli w czasach, gdy miliony Polaków marzyły o Polsce osadzonej w cywilizacji zachodniej, nie krył się z poglądami wobec Zachodu sceptycznymi, a jednocześnie umiarkowanie życzliwymi dla – ówczesnego – ZSRR, pojmowanego oczywiście perspektywicznie jako niekomunistyczna Rosja. W książce tej pojawia się co najmniej kilkanaście nazwisk osób, o korzeniach czy działaniach w taki czy inny sposób związanych z ZSRR, z instytucjami obecnej Rosji i „wschodem” rozumianym jako obszar usytuowany za wschodnimi granicami Polski lub związanych z osobami o takich powiązaniach. Oto niektóre z tych nazwisk: Teresa Czerwińska (właśc. Tatiana Tumanowskis), urodzona w ZSRR była minister finansów ( T. Piątek: „Ministrem finansów Morawiecki czyni osobę urodzoną i wychowaną w Związku Sowieckim, która otrzymuje dostęp do tajemnic naszych sojuszników z NATO – choć nie wiadomo, czy osoba ta została właściwie sprawdzona przez kontrwywiad”), Zbigniew Jagiełło, blisko związany z Morawieckimi prezes PKO BP, Adam Andruszkiewicz, nacjonalista, wiceminister cyfryzacji i otwarty rusofil, Igor Janke, były dziennikarz, hagiograf Mateusza Morawieckiego i Wiktora Orbana, dziś de facto biznesmen powiązany z rosyjskim, oligarchicznym biznesem bliskim Kremlowi, Ryszard Czarnecki, powszechnie znany euro deputowany też mający rosyjskie filiacje, Michał Dworczyk szef kancelarii premiera, Adam Lipiński, wiceszef PiS, Sylwester Chruszcz, skrajny nacjonalista, który wszedł do Sejmu z listy Kukiz ’15, były raper Liroy, czyli Piotr Marzec, szef Partii Zmiana Mateusz Piskorski, fanatyczny, złotousty nacjonalista Grzegorz Braun, Olga Semeniuk – warszawska radna PiS, sympatyczka Marine Le Pen, wreszcie sam Antoni Macierewicz – tej postaci przedstawiać nie trzeba Na tej liście są także takie figury, jak zamieszany w nielegalną prywatyzację w Warszawie Dymitr Hirsch („tajemniczy doradca Mateusza Morawieckiego o rosyjsko-wschodnioniemieckich korzeniach”), a nawet postać z tak odległego cienia jak młody człowiek, Michał Kuczmierowski, ten sam osławiony „harcerz”, który 10 kwietnia przyniósł przed Pałac Prezydencki przy Krakowskim Przedmieściu drewniany krzyż, który stał się zarzewiem trwającej przez kolejne miesiące burzliwej awantury politycznej. Autor książki, niczym skrupulatny pająk, snuje swoją misterną konstrukcję opisu powiązań zarówno wymienionych powyżej person, jak i wielu innych, a wszystkich wymienić nie sposób. Dotykam tylko „góry lodowej” jaką tworzy zawartość tej książki. W ostatniej części książki, zatytułowanej „Solidarność Walcząca i Biuro Studiów SB”, Piątek ukazuje podejrzaną genezę organizacji stworzonej przez Kornela Morawieckiego, genezę która nabiera nowej wymowy po głośnych prorosyjskich i prokremlowskich wypowiedziach tegoż samego Kornela Morawieckiego po latach. W pewnym momencie autor próbuje odpowiedzieć na pytanie „co było główną motywacją, która prowadziła Morawieckiego (Mateusza – przyp. KL) po tej ścieżce coraz wyżej – i coraz bliżej Moskwy”. „Czy był to czysty cynizm, jak sugerują liczne fakty – zastanawia się Piątek – (…) Czy jednak za tym cynizmem stała jakaś ideologia, jakaś wiara? A może to Kornel Morawiecki skierował syna na Wschód? (…) Założyciel „Solidarności Walczącej”, uchodzący kiedyś za radykalnego wroga Kremla, potem nagle jego sympatyk. Czy Morawiecki razem z nim zmienił front? Aby odpowiedzieć na to pytanie, musielibyśmy wiedzieć, kiedy Kornel Morawiecki dokonał zwrotu w stronę Moskwy. Być może znacznie wcześniej niż przypuszczamy. Przykład Wojciecha Myśleckiego wskazuje, że antyzachodnie tendencje w otoczeniu Kornela Morawieckiego kiełkowały najpóźniej już na początku lat 90. Przybocznym Kornela była przecież postać tak dwuznaczna, jak Paweł Falicki, zarejestrowany przez SB jako TW „Barnaba”. Człowiek, który chce dzisiaj, aby Polacy trzymali pieniądze w Rosji. Podobnie jak syn Kornela Morawieckiego, Mateusz Morawiecki, który chciał, aby Polacy swe pieniądze inwestowali na Białorusi”.
„Morawiecki i jego tajemnice” to książka, która powinna być może mieć w tytule „Morawieckich”, w liczbie mnogiej. To gęsty od informacji, personaliów, pytań i hipotez, trudny nawet do prostego ogarnięcia raport z „ciemnej strony Księżyca”, a tym „Księżycem” jest polska polityka od 1980 roku. Czytelnik postronny, który nie jest specjalistą dysponującym wiedzą i instrumentami pozwalającymi na weryfikację jej treści, staje w trakcie lektury i polekturowych przemyśleń przed trzema możliwościami: odrzucić narrację autora, przyjąć ją lub zachować coś w rodzaju „symetryzmu”, mimo wszystko, mimo tego, że fakty przytaczane przez Piątka i tezy czy supozycje przez niego formułowane brzmią – przy wszystkich wątpliwościach czy zastrzeżeniach, jakie mogą się pojawić – wiarygodnie. Aczkolwiek sam nie mam innego wyjścia, jak powtórzyć za Gombrowiczem: „Nie jestem ja aż tak szalony, abym co mniemał albo i nie mniemał”. A wątków w książce jest znacznie więcej niż tu przywołałem: pojawia się także i NRD-owska „STASI”, i podejrzane tło kultu „Żołnierzy Wyklętych” i inne, liczne szczegółowe wątki. Pojawiają się też postacie szemranych biznesmenów, Tomasza Misiaka czy osławionego Marka Falenty, który być może jest ostatnim, w sensie kolejności, sekwencji zdarzeń, ogniwem tej tajemniczej historii. Wieńczy książkę pięciostronicowe „Podsumowanie. Ojciec, syn i tajemnice”. To sformułowane w postaci 48 punktów resumé zawartości „Morawieckiego i jego tajemnic”, prawdziwe, cenne wspomożenie ze strony autora adresowane do czytelnika, któremu „głowa puchnie” od tego, co przeczytał. Godne odnotowania są także obfite przypisy odsyłające zainteresowanych czytelników do części źródeł wiedzy autora. Podoba mi się też „gadżetowy” koncept polegający na opatrzeniu każdego rozdziału pastiszowym nawiązaniem do konwencji „streszczeń” rozdziałów, znanej czytelnikom z powieści przygodowych m.in. Juliusza Verne czy Edmunda Niziurskiego. Czytajcie tę fascynującą książkę i mimo wszystko próbujcie wyrobić sobie zdanie na jej temat. Na koniec, na puentę, nie odmówię sobie zacytowania postaci – dalece nie z mojej bajki – kardynała Henryka Gulbinowicza, metropolity wrocławskiego. W rozmowie z Władysławem Frasyniukiem miał on powiedzieć: „Nie chcę mieć nic wspólnego z Solidarnością Walczącą. To projekt absolutnie sowiecki. Niech mi pan wierzy, ja pochodzę ze Wschodu. Wiem jak Sowieci działają”. Oceńcie to wszystko co zebrał i opisał Tomasz Piątek, jak chcecie, jak wam dyktuje wiedza, intuicja, czy nawet wiara, ale przeczytajcie jego
fascynującą książkę.

Tomasz Piątek- „Morawiecki i jego tajemnice”, Wydawnictwo Arbitror, Warszawa 2019, str.359, ISBN 978-83-66095-12-0

Kim pan jest, panie Macierewicz? Recenzja

W latach sześćdziesiątych krążył po polskich ekranach radziecki film „Kim pan jest doktorze Sorge?”, opowiadający o legendarnym agencie radzieckiego wywiadu w okresie II wojny światowej i przed jej wybuchem, Richardzie Sorge. Przypomniało mi się to przy lekturze najnowszej książki Tomasza Piątka, „Macierewicz. Jak to się stało”.

 

To już druga książka Tomasza Piątka o Antonim Macierewiczu. Poprzednia, „Macierewicz i jego tajemnice”, wydana w roku 2017 stała się powodem doniesienia do Prokuratury Wojskowej, jakie jej bohater, szef MON złożył na autora. Po odejściu Macierewicza z funkcji Ministra Obrony Narodowej w styczniu 2018 roku, prokuratura umorzyła postępowanie. Piątek tak wprowadza czytelników w zawartość swojej nowej książki: „Zawarte w niniejszej książce informacje i dokumenty mogą wstrząsnąć wieloma czytelnikami. Zaskoczą nawet tych, którzy przeczytali książkę „Macierewicz i jego tajemnice”. Na dalszych stronach przedstawiam bowiem nieznaną prawdę o Antonim Macierewiczu, ukrytą dotąd w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej (IPN). Znajdują się tam akta komunistycznej Służby Bezpieczeństwa (SB), które dotyczą Macierewicza. Wynika z nich, że liczne koincydencje, które łączą byłego Ministra Obrony z ludźmi Kremla, nie powstały ot tak. Nie są wynikiem przelotnego uwikłania. Nie chodzi też o doraźny, taktyczny sojusz z przeciwnikami. Nieuniknione jest przypuszczenie, że rosyjskie i PRL-owskie koneksje Antoniego Macierewicza mają znamiona głębokiej zależności, która trwa niemal od pół wieku”.
Jak wywodzi w swoim wstępie autor, zbadane przez niego dokumenty „niedwuznacznie dają do zrozumienia, że komuniści roztoczyli nad Macierewiczem specjalny parasol ochronny. I to komuniści wysokiej rangi – członkowie Biura Studiów, czyli elitarnej jednostki SB. Był to zespół wybitnych, choć fanatycznych policjantów politycznych. Pracowali oni nad rozbiciem opozycyjnego związku zawodowego „Solidarność”, gdy ten działał w podziemiu. Mieli też bliskie związki ze służbami kremlowskimi. Jeden z opiekunów Macierewicza dostał medal od KGB (sowieckie służby specjalne, przekształcone później w FSB i SWR). O tym jest ta książka”. I dalej Piątek pyta: „Jak to się stało, że jesteśmy bezbronni? Dlaczego polska armia nie ma śmigłowców, flota – okrętów podwodnych, a sztab – planów obronnych? Dlaczego setki doświadczonych generałów i wyższych oficerów odeszły do cywila? Dlaczego zastąpili ich młodzieńcy bez autorytetu, za jednym zamachem awansowani o kilka stopni? A z drugiej strony – dlaczego Ministerstwo Obrony Narodowej wydawało i wciąż wydaje gigantyczne pieniądze na tzw. Wojska Obrony Terytorialnej (WOT)? (…) Dlaczego przepuszczamy te miliardy na amatorską formację, która przed niczym nas nie obroni? Dlaczego do WOT werbowano jawnych zwolenników Władimira Putina z prokremlowskiej partii Zmiana? Dlaczego tworzenie WOT powierzono pułkownikowi Krzysztofowi Gajowi – jawnemu zwolennikowi Putina, ekspertowi prywatnej organizacji Narodowe Centrum Sudiów Strategicznych (NCSS), której prezes, Jacek Kotas jest powiązany ze współpracownikowi rosyjskiej mafii?”. Tomasz Piątek zwraca też uwagę, że „Macierewicz nadal jest „wiceprzewodniczącym partii Prawo i Sprawiedliwość. Jego główny medialny sojusznik, oligarcha Tadeusz Rydzyk, popiera go jeszcze usilniej niż przedtem. Całkiem jasno daje do zrozumienia, że w razie odejścia Macierewicza z PiS nie zagłosuje na tę partię”. Odwołując się do sprawy katastrofy smoleńskiej Piątek pisze: „Po katastrofie smoleńskiej zaczął się jeden z najbardziej niezwykłych i dwuznacznych okresów działalności Antoniego Macierewicza. Człowiek otoczony ludźmi związanymi i powiązanymi z Kremlem zarzucił Rosji spowodowanie katastrofy polskiego samolotu prezydenckiemu w Smoleńsku. (…) Tymczasem żadne badania katastrofy przeprowadzone zgodnie z naukową metodologią nie dostarczyły dowodów na zamach czy spisek. Co zrobić, żeby zbrodniarz zaczął wyglądać na ofiarę? Zarzucić mu zbrodnię, której nie popełnił. Co więcej, Macierewicz i jego „specjaliści” oskarżali Rosję o zamach w sposób, który byłby dla niej pomocny, nawet gdyby faktycznie go dokonała. Posiedzenia tzw. ekspertów smoleńskich budziły śmiech, gdy wybuch w samolocie objaśniano za pomocą pękających parówek…”. Konkludując wątek smoleński Piątek zauważa: „ Głównym jednak efektem spiskowej teorii smoleńskiej było rozbicie narodu polskiego na dwa nieprzyjazne plemiona. (…)
Oto kolejny szczebel w karierze niszczyciela. Ten, który rozbijał KOR i „Solidarność”, zaczął rozbijać jeszcze większą społeczność”. Już sam autorski wstęp do książki jest frapujący i pada w nim więcej nazwisk, wątków i pytań niż zacytowane powyżej. Lektura samej książki jest podobnie frapująca, ale po jej lekturze czuję ogromny niedosyt się właściwie bezradny. Przeszło pięćset stron wypełnił Tomasz Piątek nieprzebranym, kolosalnym materiałem, z setkami faktów, dat, nazwisk, z dziesiątkami i wątków. Nikt jednak, kto nie jest specjalistą w materii, której książka dotyczy (ja też do tej kategorii nie należę), nie będzie w stanie należycie ocenić jej treści, nie będzie w stanie z pełnym zrozumieniem poruszać się po ukazywanym przez autora labiryncie.
Przy lekturze niektórych fragmentów ogarniają mnie jednak wątpliwości natury ogólnej. I nie chodzi mi n.p. o paralelę, jaką czyni Piątek, zestawiając postacie Anglika Kima Philby’ego, słynnego agenta Kremla z Antonim Macierewiczem. Co innego mam na myśli. Oto jeden tylko z przykładów. Piątek przedstawił w swojej książce obszernie przez niego potraktowany (znany zresztą z innych, renomowanych publikacji naukowych, m.in. Petera Rainy) wątek porwania i zabójstwa w roku 1957 Bohdana Piaseckiego, syna szefa Stowarzyszenia „PAX”, przed wojną jednego z przywódców Ruchu Narodowo-Radykalnego, potocznie ale nieprecyzyjnie określanego jako ONR – Bolesława Piaseckiego, po latach członka Rady Państwa PRL. Uczynił tak m.in. dlatego, że – jak pisze – „ubek i esbek Stefan Mikołajski, który zajmował się Bolesławem Piaseckim i jego zamordowanym synem Bohdanem, w latach 80 opiekował się Macierewiczem”. Trudno nie mieć wątpliwości (podkreślam, to wątpliwości, nie polemika z autorem), czy ma sens wiązanie ze sobą w jedną konstrukcję myślową wydarzeń odległych od siebie o lat kilkadziesiąt. Można odnieść wrażenie, że przez połączenie w jedną triadę nazwisk Piasecki-Mikołajski-Macierewicz chce wzmocnić swoją argumentację natury historycznej dotyczącą pokrewieństw ról obu polityków w kontekście relacji polsko-rosyjskich, ale przynajmniej w moich czytelniczych oczach to jej wystarczająco nie uzasadnia. Zbyt szerokie kwantyfikatory podatne są na większą zawodność. Podobne wrażenie odniosłem czytając rozbudowane partie poświęcone wątkowi zabójstwa Jerzego Popiełuszki. Jednak nie moje czytelnicze wątpliwości, które, jak wyżej wspomniałem, w znacznym stopniu wynikają najzwyczajniej z braku wystarczających kompetencji niezbędnych do lektury tej pracy, są tu najważniejsze. I nie jest też istotne moje poczucie dokuczliwego dyskomfortu poznawczego, wynikające z faktu, że najzwyczajniej miałem trudności z należytym ogarnięciem materii tej książki.
Najbardziej dramatyczne pytanie z jej lektury wynikające można sformułować następująco: dlaczego dzieje się tak, że dwie obszerne, oparte na dokumentach, w tym dokumentach IPN i do tego bardzo głośne publikacje książkowe, dotyczące bądź co bądź jednej z najbardziej prominentnych postaci obozu PiS, wiceprzewodniczącego partii rządzącej, do niedawna Ministra Obrony Narodowej w rządzie Zjednoczonej Prawicy, a przy tym człowieka o bogatej, historyczne biografii, nie stały się powodem do powołania sejmowej komisji śledczej czy też złożonego ze znawców problematyki jakiegoś ciała społecznego, które zbadałoby zasadność zarzutów, jakie Tomasz Piątek stawia bohaterowi tych publikacji, nawet jeśli część zarzutów opatrzył znakami zapytania?
Dlaczego Prokuratura Wojskowa, do której wystąpił Macierewicz, umorzyła postępowanie mimo ciężaru gatunkowego zarzutów sformułowanych pod adresem szefa MON przez autora książki? Dlaczego obóz PiS i podlegające mu kierownictwo IPN, które z taką pewnością i zaciekłością dążyło i dąży do zniszczenia Lecha Wałęsy, zarzucając mu agenturalność w okresie PRL, nad sprawą Macierewicza przechodzi do porządku dziennego bez jednego słowa wyjaśnienia? Dlaczego także kierownictwo NATO nie podjęło żadnych, przynajmniej jawnych (a tylko takie w tym przypadku miałyby znaczenie) działań odnośnie – bądź co bądź – Ministra Obrony jednego z państw należących do jego struktur? Dlaczego nikt nawet nie próbuje odnieść się do zawartości książki Piątka? Dlaczego w końcu milczy sam Macierewicz? Nie jestem w tych wątpliwościach odosobniony.
Podobne odczucia towarzyszą autorowi książki, gdy w ostatnich jej akapitach pisze z goryczą: „Przypominałem, że rozmawiamy o człowieku, który rozbroił Polskę i zrobił wyłom we wschodniej flance NATO. Nieraz miałem wrażenie, że słowa te wpadają w głuchą studnię. Rzecz jasna, nie tylko dawni przyjaciele Macierewicza wybierają przyjemne bielmo na oczach. Pół Polski, pół Europy, połowa Zachodu choruje na kremlowską odmianę ślepoty. Jakich lekarstw potrzeba? Faktów, świadectw, dokumentów. Dopóki chory nie będzie wiedział tego, co powinniśmy wiedzieć, dopóki będzie wierzył w to, w co chce wierzyć – dopóty będzie chorował”.
Jeśli ktoś z czytających powyższy tekst odniósł wrażenie, że krytykuję książkę Tomasza Piątka, to nietrafnie odczytał moje intencje. Chapeau-bas przed autorem, który wykonał benedyktyńską pracę badawczą w archiwach i poza nimi, i który swoje odkrycia ułożył we frapujące studium. Nie jest bowiem winą Tomasza Piątka, że nad owocami jego imponującej pracy niezmiennie rozciąga się szklany sufit. A najważniejsze, najogólniejsze pytanie, jakie budzi lektura jego książek może brzmieć następująco: kto ten „szklany sufit” zawiesił i kto pilnuje, aby nie został przebity?

 

Tomasz Piątek„Macierewicz. Jak to się stało”, Wydawnictwo Arbitror, Warszawa 2018, str. 509, ISBN 978-83-66095-02-1.