Turniej WTA w Polsce

W lipcu tego roku w Gdyni odbędzie się kobiecy turniej rangi WTA 250. To będzie największa tenisowa impreza w naszym kraju. Organizuje ją firma Tennis Consulting, której prezesem jest Tomasz Świątek, ojciec Igi.

Impreza z głównego cyklu kobiecego turniejów WTA wraca na polskie wybrzeże po ponad dziesięcioletniej przerwie. Pula nagród w tegorocznym turnieju wyniesie 235 tysięcy dolarów. „Chcemy stworzyć wydarzenie, które stanie się silną marką w świecie sportu i przyciągnie do Polski gwiazdy tenisa. Zważywszy na globalny zasięg dyscypliny, mam nadzieję, że turniej w Gdyni będzie też świetną promocją naszego kraju za granicą” – mówi Tomasz Świątek.
Turniej odbędzie się na kortach Klubu Tenisowego Arka, który w przeszłości gościł już mecze polskich drużyn w Pucharze Davisa i Pucharze Federacji. Obiekt ma atrakcyjną lokalizację nad samym morzem, ale w niewielkiej odległości od centrum miasta. Turnieje pod szyldem Women’s Tennis Association są transmitowane do ponad 150 krajów. Dyrektorem gdyńskiej imprezy będzie nasz znakomity do niedawna deblista Marcin Matkowski, finalista wielkoszlemowego US Open i French Open.

Świątek przed sądem

Sądowa potyczka Roberta Lewandowskiego z jego byłym menedżerem Cezarym Kucharskim to nie jedyna taka sprawa w polskim sporcie. Pieniądze od Igi Świątek próbuje też wycisnąć agencja Warsaw Sports Group.

Spór między tenisistką a WSG dotyczy rozliczeń za okres, gdy agencja miała z nią podpisaną umowę, którą w ubiegłym roku wypowiedział ojciec zawodniczki Tomasz Świątek, zarzucając WSG złe prowadzenie kariery Igi oraz niestaranne realizowanie zapisów umowy, zerwanej na krótko przed osiemnastymi urodzinami mistrzyni French Open 2020.
Chociaż od zerwania umowy minęło półtora roku, obie strony nie doszły do porozumienia. WSG uważa, że klauzula wykupu uruchomiona przy wypowiedzeniu umowy opiewała na 350 tysięcy dolarów, czyli ok. 1,4 mln złotych, a do tego agencja żąda zwrotu poniesionych przez siebie kosztów, które szacuje na kolejne 600 tys. złotych. W sumie zatem oczekuje od Igi Świątek około dwóch milionów złotych. Co ciekawe, nie widzi w swoich żądaniach żadnej niestosowności i podkreśla, iż w zerwanej umowie był też zapis gwarantujący, że gdyby Świątek nie udało się zrobić kariery, nie musiałaby zwracać kosztów, a ponieważ osiągnęła sukces, to oprócz oczekiwanej kwoty „będącej zwrotem ryzyka oraz wysiłku pracujących na to osób”, WSG domaga się jeszcze odpowiedniego procentu od premii turniejowych i kontraktów marketingowych.
Żądania te tenisistka i jej rodzina uznała za wygórowane i wszystko wskazuje, że spór rozstrzygnie się na drodze prawnej. Świątek i jej otoczenie pozwali WSG by na drodze sądowej potwierdzić brak obowiązywania umowy od maja 2019 roku oraz skuteczność wypowiedzenia jej z przyczyn leżących po stronie agencji. Z kolei Artur Bochenek, prezes WSG, przekonuje, ze umowa między nimi a tenisistką nadal obowiązuje, bo formalnie nie została wypowiedziana.
Na razie pierwszego gema w tym starciu wygrała Świątek, bo Sąd Okręgowy w Warszawie na posiedzeniu niejawnym w dniu 13 października wydał WSG zakaz udzielania wypowiedzi o obowiązywaniu umowy łączącej ją z Igą Świątek.

Pechowa wizyta u prezydenta

W innych okolicznościach skutkująca przymusową kwarantanną wizyta mistrzyni French Open Igi Świątek w Pałacu Prezydenckim byłaby zapewne pożywką dla twórców kabaretowych skeczów, ale w czasach zarazy nie jest to dobry temat do żartów. Wypada mieć nadzieję, że tenisistka nie okupi zakażeniem przyznanego jej przez prezydenta Złotego Krzyża Zasługi.

Iga Świątek nie jest pierwszą przedstawicielką świata sporu uhonorowaną przez prezydenta Andrzeja Dudę za osiągnięte wyniki. Można się oczywiście spierać, czy wygranie wielkoszlemowego turnieju to już wystarczający powód, żeby 19-letnią tenisistkę od razu nagradzać Złotym Krzyżem Zasługi, nawet jeśli dokonała tego wyczynu jako pierwsza Polka w historii.
Nawet jeśli głowa naszego państwa ma jeszcze do dyspozycji kilka cenniejszych odznaczeń, to przecież istnieje ryzyko, że tenisowy talent Świątek eksploduje teraz z mocą równą piłkarskiemu talentowi Roberta Lewandowskiego czy talentowi Bartosza Zmarzlika do jeżdżenia na żużlowym torze. Nazwiska tych sportowców przytaczam nie bez przyczyny – pierwszy niedawno jako pierwszy Polak w historii został uznany za najlepszego piłkarza sezonu w Europie, a drugi jako pierwszy Polak wywalczył po raz drugi z rzędu indywidualne mistrzostwo świata na żużlu.
Nie wdając się jednak w dywagacje, na jakie oni dwaj zasłużyli odznaczenia, wróćmy do Igi Świątek. Skoro w wieku 19 lat wygrała bez straty seta wielkoszlemowy French Open, to trzeba zakładać, że może także wygrać trzy pozostałe turnieje Wielkiego Szlema, czyli Australian Open, US Open i Wimbledon czy zdobyć olimpijskie złoto w przyszłorocznych igrzyskach w Tokio (albo w 2024 roku w Paryżu, albo w 2028 roku w Los Angeles)), lub także w awansować w rankingu WTA na pierwsze miejsce. I w każdym z tych osiągnięć będzie pierwsza i jako Polka, i jako reprezentantka Polski.
Przy takim scenariuszu może prezydentowi (także następnemu lokatorowi Pałacu Prezydenckiego) zabraknąć odznaczeń do nagradzania za jej kolejne epokowe triumfy, zatem już teraz sygnalizujemy zagrożenie, że panna Iga za kilka lat może nie zostać należycie uhonorowana, a jak na złość akurat w jednym roku wygra wszystkie turnieje Wielkiego Szlema, WTA Finals i zakończy rok jako numer 1 światowej listy.
Wróćmy jednak do rzeczywistości. Prezydent Duda nie jest pierwszym politykiem, który lubi pogrzać się w blasku sportowych sukcesów. Jego poprzednik, Bronisław Komorowski, w 2013 roku także Złotym Krzyżem Zasługi uhonorował na przykład Agnieszkę Radwańską, za to tylko, że rok wcześniej doszła do finału wielkoszlemowego Wimbledonu.
A Świątek turniej Wielkiego Szlema przecież wygrała, więc uhonorowanie jej takim samym odznaczeniem ma swoja logikę. Rzecz w tym, że ceremonię wręczenia odznaczeń dla Świątek prezydent wyznaczył w mało fortunnym czasie, akurat w piątek, chociaż przecież już wcześniej było wiadomo, że w Polsce po oczywistym czwartkowym wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji rozpęta się burza. A ponieważ prezydent od razu po decyzji TK uznał ją za słuszną, było oczywiste, że także na niego spadnie lawina krytyki ze strony przeciwników aborcji. I rzeczywiście spadła, ale rykoszetem przy okazji oberwała także Iga Świątek. „Wstyd”, „Głupia”, „W takim momencie udać się do Dudy, to jak napluć większości kobiet w twarz”, „Szmaciara” – to tylko kilka przykładów obelg, jakie spadły na mistrzynię French Open w internetowych wpisach.
Nieporównywalnie większym grzechem było jednak narażenie tenisistki i jej ojca na zakażenie koronawirusem. To oczywiste, że nikt prezydenta Dudy nie posądza o lekceważenie zagrożenia zakażeniem. Dla Igi Świątek i osób z jej otoczenia kłopot z tego jest na razie tylko taki, że wszyscy muszą teraz odbyć obowiązkową kwarantannę.
Dla tych ludzi to może być szok, bo Świątek i cały jej sztab po raz ostatni przechodzi testy na obecność koronawirusa właśnie w piątek, w dniu wizyty w Pałacu Prezydenckim, bo dla nich takie badania to już rutyna i norma. W ostatnich dwóch miesiącach byli badani na obecność Covid-19 ze dwadzieścia razy. Nikt z nich nie otrzymał pozytywnego wyniku, więc mieli pełne prawo oczekiwać, że gdzie jak gdzie, ale w Pałacu Prezydenckim nic złego ich nie może spotkać, bo skoro sami regularnie poddawali się testom, to prezydent i wszyscy ludzie z jego otoczenia powinni tym bardziej.
Ale wyszło jak wyszło. „Ani ja, ani członkowie mojego teamu nie mamy objawów koronawirusa. Wykonujemy testy regularnie. Zgodnie z obowiązującymi procedurami poddajemy się kwarantannie. Badania powtórzymy za trzy dni. Życzymy wszystkim dużo zdrowia, uważajcie na siebie” – poinformowała Iga Świątek na swoim profilu w mediach społecznościowych. Oby na tym ta historia się zakończyła.

Chcą oskubać Igę Świątek

Niedawno opinię sportową zbulwersował pozew sądowy przeciwko Robertowi Lewandowskiemu złożony przez jego byłego agenta Cezarego Kucharskiego. W ostatnich dniach na światło dzienne wypłynął podobny spór, chociaż o znacznie mniejszą kwotę, między agencją Warsaw Sports Group, a tenisistką Igą Świątek.

Po wygraniu przez 19-letnią tenisistkę wielkoszlemowego French Open nie wszyscy w Polsce z odpowiednią sympatią fetowali jej niebywały sukces. Do tej grupy można pewnie zaliczyć szefów agencji Warsaw Sports Group (WSG), która w latach przez dwa lata, do połowy 2019 roku prowadziła interesy nastoletniej wówczas Igi Świątek. Z tej współpracy ojciec zawodniczki, Tomasz Świątek, nie był jednak zadowolony i w połowie ubiegłego roku zerwał umowę, jeszcze przed uzyskaniem przez córkę pełnoletności. Obie strony w medialnych wypowiedziach nie wykazywały wobec siebie wrogości i deklarowały polubowne zakończenie sporu. Po ponad roku okazało się, że do ugody nie doszło i warunki zakończenia współpracy będzie musiał ustalić sąd, bo zarówno WSG, jak i reprezentujący w tym konflikcie tenisistkę osoby skierowały stosowne pozwy. Kością niezgody jest wysokość kwoty, jaką za zerwanie umowy żąda od Igi Świątek Warsaw Sports Group.
Jej prezes, Artur Bochenek, w wypowiedziach dla mediów tak uzasadniał te żądania: „Teraz mnóstwo osób odnosi mylne wrażenie, że gdy Iga wygrała French Open, to ktoś chce nagle zarobić. My nie chcemy. Umowa została wypowiedziana przez jej ojca, Tomasza Świątka, wiosną 2019 roku. Od tego czasu spotykali się prawnicy obu stron. Spieramy się o wysokość poniesionych kosztów oraz zadośćuczynienia, które zawodniczka powinna naszym zdaniem wypłacić WSG z tytułu rozwiązania kontraktu. A Warsaw Sports Group ponosiło konkretne koszty prowadzenia kariery tenisistki w kluczowym dla niej wieku 15–18 lat, gdy ponoszone nakłady na szkolenie były duże, a dochody odwrotnie, niewielkie. Swoje starty w turniejach WTA i Wielkiego Szlema zaczęła, przypomnę, w 2019 roku. Umowę zawieraliśmy, gdy Iga miała 14–15 lat. W jej imieniu występowali więc wtedy jej opiekunowie prawni, czyli rodzice. Oboje. Chcieliśmy, żeby wszystko było czytelne i przejrzyste. Poszliśmy więc również do Sądu Rodzinnego w Pruszkowie, czyli w miejscu właściwym dla miejsca zamieszkania Igi. Wszystkim stronom zależało, by upewnić się, że działamy fair we wszystkich kierunkach. Sąd wnikliwie zajął się umową. Było kilka rozpraw, na których ją badano. Porównywano między innymi podobne dokumenty z Polski oraz z zagranicy. Sąd sprawdzał ten nasz przede wszystkim pod kątem bezpieczeństwa dziecka oraz jego szans na rozwój. Przesłuchiwał i dopytywał wszystkich zaangażowanych w ten projekt. I wydał wyrok, że umowa jest korzystna dla dziecka. Przede wszystkim dlatego, że w wypadku gdyby Iga nie osiągnęłaby dużych wyników albo na przykład z powodu kontuzji czy choroby nie mogła grać na takim poziomie, jak wierzyliśmy, że w przyszłości grać będzie, nie musiałaby oddawać WSG nawet złotówki. Warsaw Sports Group pełne ryzyko brała na siebie”.
Menedżerka Igi Świątek, Paulina Wójtowicz, nie przywiązuje do konfliktu z WSG większej wagi. „Iga zrobiła coś wielkiego i teraz jest na zasłużonym urlopie, a jej team pracuje nad tym, aby zapewnić jej jak najlepsze warunki do dalszego rozwoju. Pretensjami WSG zajmują się prawnicy, ale to jest sprawa tak oczywista, że zupełnie się tym nie zajmuję. Prowadzę w tej chwili rozmowy z potencjalnymi sponsorami i na tym się teraz skupiam”.
Wedle nieoficjalnych informacji Warsaw Sports Group żąda od Świątek około miliona złotych zadośćuczynienia, co otoczenie tenisistki i ona sama uważają za kwotę nieadekwatną do poniesionych przez WSG kosztów. Reprezentujący w tej sprawie mistrzynię French Open mecenas Jarosław Chałas publicznie stwierdził: (…) Umowa Igi Świątek z jej byłą agencją została narzucona na warunkach urągających wszelkiej przyzwoitości, czyniąc z zawodniczki niemal zakładniczkę. Ona od momentu zerwania umowy deklarowała gotowość zwrotu pieniędzy i WSG już dawno mogła je otrzymać, jednak zażądała kwot, które nie mają żadnego związku z jej wkładem w sportowy rozwój Igi. Na dodatek WSG odmówiła przedstawienia dokumentów, które potwierdzałyby zasadność żądań. A wbrew powielanym w publikacjach prasowych błędnym sugestiom, WSG nie przysługuje żadne „zadośćuczynienie”, a jedynie zwrot kosztów poniesionych przez WSG na rozwój sportowy zawodniczki. Problem w tym, że WSG wlicza w to swoje wydatki nie mające żadnego związku Igą Świątek i wydatkowane w jej interesie. I to tego rodzaju koszty WSG są osią sporu stron, bo w naszej opinii poza zwrotem rzeczywistych kosztów poniesionych na rozwój Igi, Warsaw Sports Group nie przysługuje żadne inne zadośćuczynienie” – przekonuje mecenas Chałas.