Pogranicze dobrego smaku Uwaga, dla wielu osób ten tekst może być zbyt drastyczny!

Następstwa pewnej filmowej koprodukcji polsko-białoruskiej są równie bezsensowne, jak to, na co wpadli bohaterowie poniższej opowiastki. A sprowadzają się do tego, że Mateusz Morawiecki próbuje walczyć z czymś, co nawet nie ma swojej definicji w polskim prawie.
– Musimy znaleźć odpowiednie mechanizmy, które będą blokowały dostęp do treści porno – zapowiedział pan premier. I, jak to on, nie podał nic, co wyglądałoby na konkret.

Gala nie miała szczęścia do chłopów. Ani na Białorusi, ani nawet po drugiej stronie granicy, gdzie od lat mieszkała. Krawiectwo nie dawało tyle, żeby czwórka jej pozostałości po facetach, mogła żyć tak dostatnio jak ich rówieśnicy. No i szybko zbliżała się Gali 40-tka.

One i oni

Północ Lubelszczyzny nie okazała się Klondike. Ani zleceń, ani chłopów z forsą. No i na dodatek jeszcze przypałętał się Paweł. W opinii znajomych młody pijus, co jakiś czas poprawiający sobie humor i fantazję dragami. Jakoś jej to nie przeszkadzało, więc przez parę miesięcy koleś mógł koić zmysły Gali pomysłami łóżkowymi i gorzałą. A że przy okazji zagnieżdżał się w Natalii, koleżance Gali – młodszej od niej o 7 wiosen?
Gala nie była egoistką, a Natalia jako Białorusinka miała u niej specjalne względy. Nie wspominając o tym, że to się nie wymydla.
Taki stan rzeczy zmienił się, gdy w pościeli Gali pojawił się 26-letni Michał. Pił w miarę. Nie ćpał. No i miał passata.
Paweł poszedł w odstawkę. I mu się to nie spodobało. Nie dość, że stracił swoje zasadnicze pogotowie seksualne, to w geście solidarności z sypiania z nim zrezygnowała nawet Natalia.
Ale Paweł się nie poddawał. Dzwonił, esemesował i próbował się umawiać. A nawet wpadł do Gali po niezbędną mu pożyczkę. Gala dała mu 8 stów. W zamian za obietnicę, że odda za tydzień. Do Natalii Paweł też zajrzał, ale ponieważ miała tylko stówę, to musiał się zadowolić i tym.
Teraz miał kobiety w ręku. Zgodnie z przewidywaniami, po tygodniu to one zaczęły za nim wydzwaniać. No to stawiał się na spotkania i obiecując, że jak panie zrobią to i owo. A właściwie tylko owo, to hajs dostaną szybciej.
Szmalu nie było, a seks za darmo nie uchodzi nawet Białorusinkom. Kobiety się zeźliły i umyśliły, że nie dość, że kasę odzyskają, to na dodatek zrobią z Pawła gwiazdę internetu dla dorosłych.
Swoją genialną koncepcją Gala podzieliła się z Michałem. Ten wpadł w zachwyt, bo oprócz roli aktorskiej przypaść miało mu bycie reżyserem i operatorem. Zmodyfikował jedynie biznesplan obu pań. Wymyślił, że zamiast szukać nabywcy pornola w sieci, lepiej będzie go sprzedać gwieździe filmu, czyli Pawłowi. Obczytał się bowiem w mądrych książkach gdzie stoi, że zgwałcony przez babę chłop zrobi wszystko, żeby nikt się o tym nie dowiedział.

Bagażnik doświadczeń

Okolice Międzyrzeca Podlaskiego to nie Bahamy. Szczególnie w grudniu. Dlatego plan zdjęciowy ekipa umyśliła sobie w pierwszym napotkanym lesie.
Prace nad pornoprodukcją ruszyły 16 grudnia 2017 roku. Natalia wyciągnęła przyszłą gwiazdę z mieszkania. Na zewnątrz Michał przeprowadził z Pawłem szybkie negocjacje. Niewerbalne zresztą. Najpierw kilka razy kopnął Pawła w twarz, a potem poprawił kijem bejsbolowym.
Kaptowanie odtwórcy głównej roli zakończyło się dlań w bagażniku passata. Ponieważ dla Natalii nie przewidziano w scenariuszu nawet epizodu, to rola panny dobiegła końca i mogła sobie pójść w cholerę
Michał z Galą ruszyli na wschód. Skonstatowali jednak, że pasażer bagażnika, jest szczęśliwym posiadaczem telefonu komórkowego. I gdyby go wykorzystał, to z pornola byłyby nici.
Szybki postój w lesie koło Sitna zaowocował odebraniem komórki, paroma kopami i skrępowaniem Pawła taśmą.
W trakcie tego Paweł przekonywał filmowców, że ich pomysł nie jest dobry. I że on – Paweł, jak tylko go wypuszczą, to przyniesie w zębach więcej kasy niż dziewczynom wisiał.
Michał na takie plewy wziąć się nie dał, po czym zakleił Pawłowi również i usta, trzasnął bagażnikiem i znów ruszył. Tym razem do zalesienia występującego koło miejscowości Dołha. Czyli na plan filmowy.

Wibracje sławy

Tam Michał zajął się uczeniem gwiazdy roli. Wbijając mu ją do głowy kolejnymi kopniakami.
Po czym wziął się za kamerę czyli smartfona i jął kręcić.
Fabuła była prosta. Do związanego faceta podchodzi Gala. Odkleja mu taśmę z ust i wykorzystując wibrator usiłuje zrobić z Pawłem to, co on wiedziony internetem robił z nią niejednokrotnie. A rzecz nosi nazwę „głębokie gardło” i polega na włożeniu cylindrycznego kształtu w usta, na tyle głęboko, by sprzęt znalazł się za migdałami.
Pawłowi ta sztuka nie wychodziła. Krztusił się i zapluwał, a poza tym wszechobecna w ujęciu krew nie spodobała się reżyserowi. Tak samo jak to, że Paweł mając sposobność, używał ust do wypowiadania słów nader niemiłych Gali. A w języku polskim uchodzących za wulgarne.
Michał wiedziony raz to chęcią obrony czci niewieściej, raz tym, że na planie ma być jak on chce, musiał Pawłowi pewne rzeczy wyperswadować. I znów użył do tego nóg.
Stąd w ujęciu drugim, zajęto się innym elementem Pawłowej anatomii. Gala zręcznie rozpięła mu spodnie, ściągnęła na żądaną przez operatora wysokość, po czym odwróciła aktora i zajęła się energicznym wprowadzeniem wibratora do jego odbytu.
Oczywiście pomysł na tę scenę też nie był obcy, ani jej ani Pawłowi, bo wszak od wielu miesięcy do takiej formy wspólnego spędzania czasu Paweł Galę przyzwyczaił. Tyle, że to jej anus grał wtedy rolę główną.
Gala kilka minut pracowała nad pupą Pawła, a on miast czuć się jak Maria Schneider w „ostatnim tangu w Paryżu”, jęczał. Bynajmniej nie z rozkoszy, ale dlatego, że plastik made in China rozrywał mu kiszkę stolcową.
I znowu ujęcie zakończyło się, gdy kamera zaczęła utrwalać nie tylko zbliżenie odbytu i wibratora, ale i – wcale nie sztuczną – krew.

Prawa autorskie

W tym momencie Gala się zsumitowała. I pognała do auta. Wróciła i zamachała nad leżącą gwiazdą przygotowanym wcześniej oświadczeniem, w którym Paweł zgadzał się na publikację swojego wizerunku występującego w nagrywanej produkcji, w internecie.
Paweł jednak był już niekumaty. Nie wspominając, że ręką nie władnął. Realizatorzy uznali zatem, że pora na kolejną scenę.
Gala zsunęła własne spodnie i majtki stwierdzając do kamery, że da się Pawłowi napić. Po czym kucnęła nad jego twarzą i zrobiła to, co tak przecież lubił, a co w języku pornografii nosi nazwę pissingu – nasikała mu na twarz.
Na tym kręcenie pornola się skończyło. Realizatorzy mając w ręku materiał zdjęciowy ruszyli go montować. Zapominając zupełnie o leżącej w grudniowym lesie, związanej taśmą gwieździe.
Na jej zwłoki natknęli się nazajutrz spacerowicze. I dlatego biegli mogli potem napisać, że facet nie zamarzł, bo przyczyną śmierci 32-latka były uszkodzenia mózgu „w postaci krwawych wylewów jak też krwiaków, powstałe w wyniku bicia po głowie twardym i tępym narzędziem”. Oczywiście uwagę patologów przykuł też anus ofiary. Napisali więc, że „ofiarę zgwałcono twardym narzędziem, wkładając je mężczyźnie do odbytu. Spowodowało to jego pęknięcie”.
Filmowcy i Natalia siedzieli już trzy dni po zdjęciach. Zostawili tyle śladów, że policja życzyłaby sobie, by każdy zabójca był aż takim kretynem.
Niekarane wcześniej towarzystwo, kibluje od dwóch lat, a teraz dowiedziało się od sądu, że w przypadku Gali i Michała ten stan potrwa jeszcze 23 lata. Zaś Natalii – trzy.
Gażę Pawła sąd wycenił na 80 tys. zł. Niedoszli filmowcy mają ją wypłacić spadkobiercom niedoszłego gwiazdora.

Cała Polska jest Darłówkiem

Media żyją tragedią rodziców trójki, która prawdopodobnie utonęła we wtorek 14 sierpnia w rejonie Darłówka Zachodniego.

 

Bałtyk to śmiertelna pułapka. Tragedia, która się wydarzyła, skłania jednak do refleksji nie tylko nad polską brawurą, która każe łamać zakazy (vide: „zmieścisz się śmiało”) i ignorować ostrzeżenia (sinice, zakaz kąpieli, zakaz wchodzenia do wody w okolicy falochronu, plaża niestrzeżona, czerwone flagi, informacyjne boje). Oczywiście, wielką nieodpowiedzialnością było wejście dzieciaków do wody tam, gdzie nie miał już obowiązku sięgać wzrok ratownika. Przykre jest, iż adwokat rodziny kieruje teraz oskarżenia pod adresem ratowników, którzy nie są przecież cudotwórcami.
Fala nienawiści, która wylewa się teraz na tzw. „rodziców z 500 plus” również jest zupełnie nieuzasadniona. Pobieranie świadczenia czy zasiłku bądź jego niepobieranie nie ma związku z brakiem wyobraźni, czy tendencją do ryzyka. Natomiast z całą pewnością przy czwórce pociech, niezależnie od stanu posiadania czy statusu społecznego, rodzice, a zwłaszcza matka, które spuściła z oczu starszą trójkę na rzecz najmłodszego – ma prawo padać na przysłowiową twarz.
Powinni pomyśleć o tym wszyscy, tak chętnie rzucający w nią kamieniami na internetowych forach. Wielodzietne rodziny kiedyś mogły liczyć na pomoc „całej wioski”. Dziś częściej dotyka ich pogarda, wymierzona siłą rzeczy w kobietę. Pamiętajmy, by zaoferować pomoc naszym sąsiadkom, kuzynkom, siostrom, znajomym. Być może czasem dzięki temu da się uniknąć tragedii, wynikających z przemęczenia, frustracji, bezsilności.
Nie dyskutuję z faktem rażącego przekroczenia przepisów, co zaowocowało niewyobrażalną tragedią.
Rodzice i tak zapłacą już za to wysoką cenę. Pomyślmy jednak, jaką naukę my, jako społeczeństwo, możemy z tego dramatu wyciągnąć.