Rosną transakcje w sieci

Pod względem rozwoju sprzedaży w internecie, polski handel detaliczny przeskoczył siedem lat w siedem tygodni.

Pandemia koronawirusa zmieniła nasze codzienne życie w bardzo wielu aspektach, jednak wzrost znaczenia handlu internetowego kosztem kanału tradycyjnego był jednym z najbardziej zauważalnych trendów ostatnich miesięcy.
W ciągu zaledwie kilku tygodni przypadających na okres wprowadzenia ograniczeń związanych z zachowaniem bezpieczeństwa w stanie pandemii, udział sprzedaży internetowej w polskim handlu detalicznym wzrósł z ok. 5,5 proc. na koniec 2019 r. do blisko 12 proc. w szczytowym momencie tego roku. Dla zobrazowania naszej skali wzrostu warto porównać te dane z największym rynkiem e-commerce na świecie, jakim są Stany Zjednoczone: analogiczny wzrost udziału sprzedaży internetowej zajął tam niemal siedem lat.
Biorąc pod uwagę wzrost sprzedaży online, wyraźnym liderem w naszym kraju była kategoria odzieży i obuwia, gdzie porównując stan z końca kwietnia z tym z początku roku, udział sprzedaży internetowej wzrósł ponad 2,5-krotnie. Niemniej jednak, w miarę znoszenia kolejnych obostrzeń widoczny jest powrót konsumentów do tradycyjnych kanałów sprzedaży, co powoduje unormowanie się udziału e-commerce w sprzedaży detalicznej poszczególnych branż.
Przykładowo, w przypadku żywności w czerwcu sprzedaż internetowa była niższa o ok. 10 proc. niż w marcu. W kategorii mebli oraz sprzętu RTV i AGD, spadek w porównaniu z marcem wyniósł ok. 20 proc., zaś w przypadku farmaceutyków i kosmetyków wydatki internetowe były mniejsze o ok 30 proc.
Jeżeli natomiast za poziom odniesienia przyjmiemy sprzedaż internetową z lutego bieżącego roku, to okaże się, że jedyną kategorią sprzedaży detalicznej wyodrębnianą przez Główny Urząd Statystyczny, gdzie wartość internetowej sprzedaży nie wzrosła, były farmaceutyki i kosmetyki. Oznacza to, że w większości branż składających się na handel detaliczny pandemia spowodowała jednak trwałą zmianę przyzwyczajeń konsumentów i przeniesienie części zakupów do Internetu – nawet w przypadku takich branż, w przypadku których e-handel nie miał wcześniej znaczącego udziału, czego najlepszym przykładem jest sprzedaż produktów spożywczych.
Można zatem powiedzieć, że pandemia spowodowała skokowy wzrost liczby sklepów internetowych i firm sprzedających poprzez platformy e-commerce. Jako całość, polska gospodarka osiąga przychody z e-handlu bardzo zbliżone do poziomu Unii Europejskiej.
Analizując udział handlu internetowego w przychodach firm (bez podziału na sektor działalności oraz tego, czy odbiorca jest indywidualny czy biznesowy) Polska plasuje się dokładnie na europejskiej średniej wynoszącej 18 proc. Pozostajemy jednak w tyle za niektórymi państwami naszego regionu. Udział e-commerce w handlu detalicznym może się ustabilizować trwale na poziomie ok. 8 proc. – w porównaniu z 5,4 proc. w 2019 r. To wyniki analizy ekspertów Santander Bank.
– Nie wiemy jeszcze jak dokładnie pandemia wpłynęła na finanse firm zajmujących się głównie detaliczną sprzedażą internetową. Bazując jednak na danych historycznych widzimy dwucyfrową dynamikę przychodów, co znacząco przekracza zarówno tempo rozwoju samej gospodarki jak i handlu detalicznego ogółem, notowane w dobrych czasach. Obrazuje to skalę, w jakiej rozwija się handel internetowy. Bazując na dostępnych danych, można z pewnością powiedzieć, że rok 2020 będzie dla polskiej branży e-commerce najlepszy w dotychczasowej historii – ocenia analityk Maciej Nałęcz
Jednocześnie pod względem liczby firm oferujących swoje towary lub usługi w Internecie Polska znajduje się nieco poniżej średniej unijnej – 16 proc. polskich firm prowadzi sprzedaż w kanale internetowym w porównaniu do 20 proc. w UE.
– Dane te mogą oznaczać, że sprzedaż w tym nowoczesnym kanale rozwijały dotychczas w Polsce większe firmy, które pod względem cyfrowych kompetencji być może nawet nieznacznie wyprzedzają swoich zachodnich konkurentów. Z kolei ze średniej unijnej można wywnioskować, że w całej Wspólnocie rośnie rola małych i średnich firm pod względem obecności w Internecie. Największe różnice, zarówno pod względem udziału w przychodach jak i liczby firm, widzimy w branży turystycznej – to wskazuje, że polscy touroperatorzy wyprzedzają swoich europejskich konkurentów w adopcji e-commerce, mimo iż jest to jedna z najbardziej ktywnych pod tym względem branż na poziomie całej Wspólnoty – mówi dyr. Małgorzata Nesterowicz z Santander Banku.
Kolejnymi przykładami większego udziału przychodów z e-commerce wśród polskich przedsiębiorstw wobec średniej europejskiej są między innymi produkcja elektroniki, branża motoryzacyjna oraz sektor meblowy, czyli sektory uczestniczące w dużej mierze we wzroście eksportu z Polski do UE w ostatniej dekadzie.
W Unii widoczne są bardzo duże różnice jeśli chodzi o handel w internecie. Na przykład, w branży budowlanej e-commerce stosuje zaledwie 6 proc. firm, a wśród firm z sektora nieruchomości ok. 11 proc. Na drugim biegunie znajdują się branże, dla których możliwość cyfrowego kontaktu z klientami jest nie tylko normą, ale niemalże warunkiem przetrwania.
Najbardziej rozwinięty pod względem handlu internetowego jest szeroko pojęty sektor turystyczno-wypoczynkowy. W 2019 r. ponad 60 proc. europejskich hotelarzy i ponad 50 proc. operatorów imprez turystycznych sprzedawało swoje usługi w cyfrowych kanałach dystrybucji. Warto przy tym zwrócić uwagę, że w obu tych branżach funkcjonują różne silne internetowe platformy sprzedażowe.
Trzecią najpowszechniej obecną w sieci branżą pod względem liczby firm jest działalność wydawnicza, co również można powiązać z funkcjonowaniem silnych podmiotów międzynarodowych rozwijajacych handel internetowy.
„Warto zauważyć, że wymienione tu branże nastawione są przede wszystkim na sprzedaż B2C” – podkreślają eksperci z banku Santander, co mówiąc po ludzku, oznacza dość oczywiste stwierdzenie, że wspomniane branże prowadzą sprzedaż dla klientów indywidualnych.
Kolejne miejsca pod względem powszechności handlu internetowego na europejskim rynku zajmuje handel hurtowy z szczególnym uwzględnieniem motoryzacji, oraz sam przemysł motoryzacyjny (jedna z nowocześniejszych części europejskiego przemysłu jako takiego).
Według danych za pierwszą połowę lipca 2020 r. poziom wydatków internetowych ustabilizował się na poziomie blisko 140 proc. wydatków z analogicznego okresu ubiegłego roku. To przesunięcie części wydatków konsumenckich do internetu może być naprawdę trwałe.

Żadnych marzeń, panowie!

Rząd wprowadza kolejne przymusowe rozwiązania, mające ratować trzeszczący budżet. Już ma nie być znikających podatników.

Władza podjęła decyzję – wbrew oporowi części przedsiębiorców, mechanizm podzielonej płatności wkrótce będzie w Polsce obowiązkowy. To jedno z rozwiązań mających ratować budżet.
Rada Ministrów przyjęła bowiem projekt nowelizacji ustawy o podatku od towarów i usług. Projekt zakłada obowiązkowe korzystanie z mechanizmu podzielonej płatności (split payment), którego stosowanie eliminuje oszustwa w VAT. Obowiązkowa forma tego podatku zastąpi tzw. mechanizm odwróconego obciążenia, który okazał się niewystarczający w walce o zabezpieczenie i podniesienie wpływów z VAT (mimo, iż rząd PiS się chwali, jak bardzo podniósł rzekomo te wpływy). Wprowadzono także zmiany wprowadzające surowsze zasady stosowania odpowiedzialności podatkowej. Proponowane rozwiązania mają służyć, dotychczas mało skutecznemu, uszczelnianiu polskiego systemu podatkowego.
Obowiązkowe stosowanie formuły split payment ma być stosowane wobec większości dostaw towarów i usług. W stosunku do dziś stosowanego mechanizmu odwrotnego obciążenia, obowiązek korzystania z podzielonej płatności zostanie rozszerzony dodatkowo na transakcje, których przedmiotem są części i akcesoria do pojazdów silnikowych, węgiel i produkty węglowe, maszyny i urządzenia elektryczne, ich części oraz akcesoria.
Rząd twierdzi, że mechanizm podzielonej płatności eliminuje oszustwa w VAT już w zarodku. Mechanizm ten przeciwdziała nadużyciom i oszustwom podatkowym, zapobiegając znikaniu podatników wraz z zapłaconym im przez kontrahentów, a nieodprowadzonym podatkiem.
System uniemożliwia ponoć powstawanie nadużyć, a jednocześnie zapewnia lepszą transparentność rozliczeń VAT-owskich.
Stosowanie mechanizmu podzielonej płatności polega na tym, że kwota płatności za towary i usługi ma być wpłacana na jeden rachunek, zaś podatek – na oddzielny rachunek VAT.
Zdaniem rządu, pozwoli to z jednej strony na zabezpieczenie budżetu państwa przed ryzykiem nieodprowadzenia VAT przez dostawcę, z drugiej – uwolni kontrahentów od ryzyka „uwikłania w schematy”, zmierzające do wyłudzenia tego podatku. Przedsiębiorcy nie za bardzo się jednak cieszą, że rząd postanowił „uwolnić” ich od tego ryzyka.
Elementem, pozwalającym na stwierdzenie, czy zastosowano obowiązkowy mechanizm podzielonej płatności do danej transakcji, będzie odpowiednia informacja zamieszczona na fakturze.
Obowiązkowy mechanizm podzielonej płatności będzie stosowany wyłącznie co do faktur, których wartość brutto wynosi powyżej 15 tys. zł (to kwota po przekroczeniu której występuje obowiązek dokonania płatności przelewem bankowym).
Możliwe będzie opłacanie z rachunku VAT nie tylko tego podatku, ale również innych należności: podatków dochodowych, akcyzy, cła oraz składek ZUS. Wprowadzenie tej możliwości jest odpowiedzią na obawy zgłaszane przez przedsiębiorców co do pogorszenia się ich możliwości finansowych w związku z tym, że dysponowanie środkami zgromadzonymi na rachunku VAT będzie ograniczone. Ponadto możliwe będzie stosowanie mechanizmu podzielonej płatności do zaliczek wnoszonych przed wystawieniem faktury. Przepisy umożliwią także dokonywanie jednym przelewem płatności za więcej niż jedną fakturę.
Obowiązek stosowania mechanizmu podzielonej płatności ma wejść w życie już 1 września 2019 r.