Europa Środkowa – 80 lat temu i teraz, próby integracyjne

Powiedzieć, że sytuacja Europy Środkowej dzisiaj jest inna niż 80 lat temu to oczywisty truizm. Podczas II wojny i po wojnie o losach świata, Europy, w tym Europy Środkowej decydowały głównie 2 mocarstwa: Stany Zjednoczone i Związek Radziecki. Obecnie dwa mocarstwa pretendujące o pierwszeństwo w świecie to Chiny i Stany Zjednoczone. Ich rywalizacja ma miejsce także w Europie Środkowej, a państwa środkowoeuropejskie w swej większości należą do Unii Europejskiej, która ma także ambicje decydowania o losach świata.

W naszym regionie, mimo upływu czasu, nie zmieniła się natomiast tendencja, widoczna podczas II wojny do integracji, nie poparta wtedy przez Zachód i skutecznie stłumiona przez Związek Radziecki. Po upadku Związku Radzieckiego, Zachód przyczynił się do likwidacji dwóch federacji w regionie: czechosłowackiej i jugosłowiańskiej.
Jednak marzenia integracyjne, wynikające tym razem przede wszystkim z potrzeb gospodarczych (a nie z obawy przed Niemcami i Rosją), dały o sobie wkrótce znać. Obecna integracja regionu ma miejsce w ramach Zachodu i zgodnie z aktualnie rozumianymi interesami państw środkowoeuropejskich.
80 lat temu
W przyszłym roku minie 80 lat od pierwszej publikacji Milana Hodży dotyczącej federalizacji Europy Środkowej w warunkach II wojny światowej. (Wcześniej, w okresie międzywojnia kreślił plany zjednoczenia rolniczych państw naszego regionu). Swoje poglądy na ten temat przedstawił po raz pierwszy w fachowym czasopiśmie The Contemporary Review, „Central European Federation”, no. 910, October 1941. Najpełniej jednak przedstawił je dopiero w książce „Federation in Central Europe”, wydanej w Londynie w 1942 roku przez Jarrold Publishers Limited.
W przedmowie do swej książki wyraził pogląd, że wydarzenia II wojny uzasadniają przyszłą ścisłą współpracę ośmiu państw znajdujących się między Rosją, Niemcami a Włochami (Polska, Czechosłowacja, Węgry, Austria, Rumunia, Bułgaria, Jugosławia, Grecja). Taka współpraca zwiększyć miała ich bezpieczeństwo, gdyż jej brak przynosił w przeszłości negatywne skutki, ponieważ stawały się pionkami w grze wielkich mocarstw.
Sądził, że USA i Europa Zachodnia poprą powstanie po wojnie zjednoczonej Europy Środkowej, a Związek Radziecki będzie zainteresowany istnieniem silnego bloku państw między ZSRR a Niemcami. W obu przypadkach był niestety w błędzie. M. Hodża uważał, że zjednoczenie Europy Środkowej rozpocząć się powinno od Polski i Czecho-Słowacji.
Jego zdaniem Europa Środkowa po zjednoczeniu powinna się stać nie tylko całością geograficzną, polityczną i gospodarczą, ale także artystyczną i kulturalną. Wśród najważniejszych ośrodków kulturalnych nowego federalnego państwa wymieniał w kolejności miasta: Warszawę, Poznań, Kraków, Wiedeń, Pragę, Budapeszt, Bukareszt, Belgrad, Zagrzeb i Sofię. Zarysował w swej pracy kształt konstytucji przyszłej Wspólnoty Środkowoeuropejskiej, proponując rozwiązania idące o wiele dalej niż te jakie przewidywała planowana przez środkowoeuropejskie rządy emigracyjne w Londynie Konfederacja Czechosłowacko-Polska.
Stwierdził, że kształt takiej wspólnoty może być różnoraki, od luźnej współpracy do państwa federalnego. Wymaga to w praktyce, zdaniem Hodży, pokonanie barier psychologicznych i tworzenie przejściowych etapów federacji, zmierzających stopniowo, w procesie ewolucyjnym, do bardziej ścisłych form federacji. Przewidywał, że małe narody mogą początkowo przejawiać mniej entuzjazmu dla idei federalizmu.1/ W koncepcji Hodży pierwszy Prezydent Federacji wybierany miał być przez premierów państw członkowskich. Kolejni Prezydenci natomiast przez Parlament Federalny (Federal Congress) na okres jednego roku. Deputowani do Parlamentu Federalnego mianowani przez parlamenty narodowe większością 2/3 głosów, w proporcji 1 deputowany federalny na 1 milion mieszkańców.
Do kompetencji Prezydenta należałby wybór Kanclerza Federalnego i członków rządu. Prezydent jest Naczelnym Wodzem i mianuje dowódców armii. Pozycja Prezydenta powinna być silna; w przypadku podważenia przez rząd federalny lub większość jednego z parlamentów narodowych uchwał Parlamentu Federalnego, głos Prezydenta jest rozstrzygający. Hodża zauważył przy tym, że gdyby w skład federacji miały wejść monarchie (cztery środkowoeuropejskie państwa były wtedy lub wcześniej monarchiami), to sprawa głowy federacyjnego państwa musiałaby zostać dodatkowo przedyskutowana.
W gestii federalnego rządu znajdować się miały sprawy: celne (unia celna), finansowe (wspólna waluta), handlu międzynarodowego i polityki zagranicznej oraz obrony. Powołane zostaną federalne ministerstwa ds. łączności i poczty, lotnictwa i żeglugi oraz prawa federalnego W państwie federalnym funkcjonować będą związki zawodowe i stowarzyszenia profesjonalne. Każde państwo narodowe wchodzące w skład federacji posiadać miało w rządzie federalnym jednego ministra bez teki.2/
W latach 1940-1942 czechosłowacki prezydent Edward Benesz opracował plan Konfederacji Czechosłowacko-Polskiej, który przedstawił w styczniu 1942 roku rządowi polskiemu. Plan ten – po dwustronnych negocjacjach – przyjęty został przez polski rząd na emigracji. E. Benesz przewidywał włączenie do tej konfederacji Austrii, Węgier i Rumunii. W planach prezydenta Benesza i premiera Sikorskiego Konfederacja Czechosłowacko-Polska współpracować miała z konfederacją jugosłowiańsko-grecką, a w przyszłości obie konfederacje miały się połączyć.
Zamysły Benesza odnośnie kształtu politycznego i geograficznego Europy Środkowej nie różniły się wiele od planów Hodży, którego federacja rozciągać się miała od Gdańska do Salonik (albo od Bałtyku do Morza Egejskiego i Adriatyku). Różnice polegały na czymś innym. Krytyka ze strony Milana Hodży ustaleń konfederacyjnych przyjętych przez Benesza i Sikorskiego wynikała stąd, iż Hodża nie zgadzał się z faktem, że w negocjacjach czechosłowacko – polskich nie brała udziału Słowacja jako ich niezależny uczestnik. Jego zdaniem, pierwszy i autentyczny program powołania Federacji Środkowoeuropejskiej powstał wcześniej, bo 14 stycznia 1940 r. na emigracyjnym spotkaniu Polaków, Czechów i Słowaków. Program zapowiadał powstanie Rzeczywistego Związku (Real Union) Polski i Czecho-Słowacji (istotne znaczenie ma tu łącznik oddzielający Słowację od Czech). Następnie w lipcu 1940 r. uchwalona została w Bukareszcie rezolucja grupy młodych żołnierzy (Polaków, Czechów i Słowaków) wzywająca do powołania Związku Polsko-Czesko-Słowackiego. Od tego momentu powstanie takiego Związku po wojnie powinno być – zdaniem Hodży – celem wielu środowisk polskich, czeskich i słowackich. Hodża uważał, że Deklaracja Rządów Polski i Czechosłowacji z 11 listopada 1940 r. różniła się zasadniczo – i to w sposób niekorzystny – od tej jakiej naprawdę pragnęli wówczas Polacy, Czesi i Słowacy.3/
W swej pracy Federation in Central Europe Hodża wyraził rozczarowanie kształtem konfederacji polsko-czechosłowackiej wynegocjowanej między rządami czechosłowackim a polskim. Odnosi się w swej książce co prawda tylko do Wspólnej Deklaracji Rządów Polski i Czechosłowacji z 11 listopada 1940 r., ale znane mu były zapewne deklaracja z 24 września 1941 r. oraz kolejne dokumenty polsko-czechosłowackie z lat 1941-1942, które – mimo krytyki Hodży – przedstawiają jednak spory dorobek i wysiłek obu rządów do nadania ostatecznego kształtu planowanej konfederacji;
– Tak więc umowa polsko-czechosłowacka zawarta w Londynie 23 stycznia 1943 r. przewidywała m.in. powołanie wspólnych ministerstw: spraw zagranicznych, obrony, gospodarki i finansów, spraw socjalnych, transportu. Konfederacja miała mieć wspólny sztab generalny, a Wódz Naczelny miał być mianowany w przypadku wojny. Koordynacja polityki handlowej i celnej miała doprowadzić w przyszłości do powstania unii celnej. Polityka monetarna miała być ściśle koordynowana, przy zachowaniu odrębnych walut narodowych. Rządy obu państw przyjęły w tym samym dniu rezolucję witającą z zadowoleniem zawarcie grecko jugosłowiańskiej umowy konfederacyjnej (15 stycznia 1942 r.) i przewidującą przyszłą współpracę między dwoma konfederacjami;
– Wspólny Komunikat Czechosłowacko-Polski z 12 czerwca 1942 r. powoływał cztery komisje mieszane: ds. gospodarczych, wojskowych, społecznych i kulturalnych.
Benesz i Hodża byli przeciwnikami politycznymi, a Hodża nie wchodził w skład czechosłowackiego rządu emigracyjnego. Mimo to Hodża orientował się w pracach nad Konfederacją Czechosłowacko-Polską. Jego łącznikiem z polskimi środowiskami emigracyjnymi był jego polski przyjaciel (piłsudczyk) Tytus Filipowicz.
Należy zaznaczyć, że politycy polscy na emigracji, bez względu na przynależność partyjną, opowiadali się za konfederacją, a niektórzy nawet (np. Filipowicz) – podobnie jak Hodża – za ściślejszym związkiem – federacją. Zaangażowanie Polaków na emigracji na rzecz polsko-czechosłowackiego związku podkreślał wielokrotnie sam M. Hodża, witając bardzo serdecznie niezwykłą aktywność zwolenników J. Piłsudskiego. (Jak wiadomo obóz Piłsudskiego był przed II wojną przeciwnikiem dobrych relacji Polski z Czechosłowacją). Zdaniem niedawno zmarłego profesora Piotra Stefana Wandycza, znanego badacza tego okresu w stosunkach polsko-czechosłowackich, wielu polskich emigrantów politycznych uważało, że Hodża, bardziej niż Benesz sprzyja Polakom, a jego poglądy na współpracę regionalną Europie Środkowowschodniej były najwidoczniej bardziej zbliżone do poglądów w tej kwestii rządu Sikorskiego.4/
Należy podkreślić, że wszystkie środkowoeuropejskie rządy emigracyjne w Londynie popierały idę federalizacji naszego regionu. Wycofały się z początkowego poparcia dla federalizacji Europy Środkowej Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, sprzeciwił się Związek Radziecki. Nastąpił podział Europy na strefy wpływów.
…a teraz
Sama idea integracji środkowoeuropejskiej jednak przetrwała. Koncepcje Hodży, Benesza, Sikorskiego oraz innych środkowoeuropejskich polityków i wizjonerów są nadal źródłem inspiracji i praktycznego działania. 80 lat od tamtych wydarzeń działa nieformalna Grupa Wyszehradzka, która przypomina w pewnym, bardzo ograniczonym co prawda stopniu, Konfederację Czechosłowacko-Polską.
Tak jak Konfederacjia miała być wtedy jądrem zjednoczonej Europy Środkowej, tak obecnie sercem regionu wydaje się być Grupa Wyszehradzka. A pomysłowi zjednoczenia całego regionu (Konfederacja Czechosłowacko-Polska + konfederacja grecko-jugosłowiańska) odpowiadają takie próby jednoczenia regionu jak Trójmorze z poparciem amerykańskim oraz format 17+1 z chińskim poparciem. Tym razem więc (w przeciwieństwie do okresy II wojny) mamy poparcie 2 wielkich mocarstw dla integracji środkowoeuropejskiej. Ambasador Chińskiej Republiki Ludowej w Polsce Pan Liu Guangyuan oświadczył niedawno: ”Chiny wspierają jeszcze pełniejsze uczestnictwo Polski w tworzeniu „Pasa Szlaku” oraz w formacie 17+1, wykorzystywanie wszystkich dostępnych kanałów finansowania, takich jak Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych i Fundusz Jedwabnego Szlaku oraz są gotowe do wspólnej realizacji kluczowych projektów dla wzajemnej łączności.
Chiny są również gotowe wspólnie z Polską podejmować wysiłki na rzecz dalszego wzmacniania zazębiających się możliwości rozwoju i dzielenia się szansami przez obie strony, a także do aktywnego rozszerzania współpracy w zakresie nowej infrastruktury, takiej jak 5G, duże centra danych, sztuczna inteligencja, gospodarka cyfrowa, inteligentne miasta, czysta energia i handel elektroniczny tak, by przynieść jeszcze większe korzyści obu krajom
i narodom”.5/
Natomiast 19 listopada 2020 r. Pani Georgette Mosbacher, Ambasador USA w Polsce, w związku z jednomyślną rezolucją Izby Reprezentantów wspierającą Trójmorze powiedziała: „Jestem bardzo dumna, że mogłam współpracować z Polską na rzecz powodzenia Inicjatywy Trójmorza. Wspaniale widzieć w USA ponadpartyjne poparcie dla tego ważnego projektu. Stany Zjednoczone są silnym zwolennikiem Inicjatywy Trójmorza i jej celów w regionie.”6/
Zdaniem Izby Reprezentantów poparcie Kongresu dla Trójmorza jest ważne dla takiej wizji Europy, która jest zjednoczona, zamożna, bezpieczna i wolna od szkodliwego wpływu Rosji i Chin. Jeżeli chodzi o projekty w zakresie finansowania, transportu, energii i łączności cyfrowej, Inicjatywa Trójmorza stanowi pozytywną alternatywę w regionie dla chińskich projektów: 17+ 1 oraz Pasa Szlaku, które przynoszą korupcję, pułapki kredytowe, niskie standardy pracy i ochrony środowiska.
Z kolei rosyjskie projekty gazowe, takie jak Nord Stream II oraz Turk Stream mają charakter polityczny, a ich celem jest pozbawienie Europy bezpieczeństwa energetycznego. Rezolucja odnotowuje, że Przewodnicząca Komisji Europejskiej określiła Inicjatywę Trójmorza katalizatorem spójności i zbieżności z tożsamością Unii Europejskiej, inicjatywą wzmacniającą więzi transatlantyckie.7/
Obecnie więc, w przeciwieństwie do okresu II wojny, dwa mocarstwa sprzyjają integracji środkowoeuropejskiej, ale poważny kłopot polega jednak na tym, że obydwa państwa znajdują się w konflikcie, który powinien znaleźć rozwiązanie – jeżeli już – to raczej na Pacyfiku niż w Europie. Dobrym rozwojem wydarzeń dla integracji środkowoeuropejskiej jest natomiast współpraca Stanów Zjednoczonych z Unią Europejską i Niemcami na obszarze Trójmorza. Taki wniosek wysnuć można zarówno z Rezolucji Izby Reprezentantów, jak i z wcześniejszych informacji dotyczących udziału Niemiec i Unii Europejskiej w projektach Trójmorza oraz uzyskania przez Niemcy statusu państwa partnerskiego dla Trójmorza.
Nie sprawdzają się, przynajmniej na razie, obawy (albo nadzieje niektórych), że pomysł na Trójmorze jest dywersją amerykańską zmierzającą do rozbicia Unii Europejskiej. Podobne konflikty nie sprzyjałyby bowiem ani integracji środkowoeuropejskiej ani Unii Europejskiej ani Stanom Zjednoczonym. Z trójmorskich projektów na linii Północ-Południe w Europie Środkowej skorzystają nie tylko państwa regionu, Unia Europejska i Stany Zjednoczone.
Przy pewnej dozie wyobraźni, dostrzec można, że z trójmorskich projektów strukturalnych skorzystać mogą w przyszłości państwa na wschód od Polski, w tym w dalszej perspektywie Rosja i Białoruś – w przypadku korzystnych zmian w relacjach międzynarodowych. Rosja nie posiada obecnie (zresztą nigdy nie miała) żadnych dogodnych lądowych połączeń komunikacyjnych z Bałkanami, a biegnąca wzdłuż polskiej wschodniej granicy Via Carpatia np. przeciążona szczególnie nie będzie. Dlatego nie dziwi apel Rezolucji Izby Reprezentantów do państw Inicjatywy Trójmorza, by rozszerzyły swą działalność na państwa nie należące do Unii Europejskiej, na wschód od Trójmorza, chodzi tym razem o Ukrainę i Mołdawię (a także państwa Zachodnich Bałkanów).
Projekt Trójmorza jest jak widać projektem strategicznym, dalekosiężnym. Dlatego krytyka projektu z punktu widzenia bieżącej polityki niczego nie wyjaśnia. Interesujące jest natomiast pytanie, a właściwie odpowiedź na nie: które mocarstwo w rywalizacji w Europie Środkowej wygra, Stany Zjednoczone czy Chiny? W chwili obecnej stawiać należałoby na Stany Zjednoczone, ich obecność militarna w naszym regionie ma znaczenie nie tylko w konfrontacji z Rosją. Jest także niewątpliwą zachętą dla amerykańskiego i zachodniego biznesu do bezpiecznego inwestowania w Europie Środkowej. Ważna jest, przynajmniej na najbliższe 4 lata, zapowiedź Prezydenta Joe Bidena poprawy relacji Stanów z Unią Europejską oraz „wytyczenia polityki zagranicznej dla następnego pokolenia”. W rywalizacji z Chinami bowiem skoordynowana współpraca Stanów z Unią Europejską, Wielką Brytania i Kanadą ma ogromne znaczenie. Pomyślna integracja Europy Środkowej zależy od bardzo wielu czynników, w tym od w miarę pokojowej rywalizacji Stanów Zjednoczonych z Chinami, siły i spójności Unii Europejskiej, a także poziomu politycznego środkowoeuropejskich elit i rozumienia przez nie realiów tego świata.
W Polsce nadzieje budzić może stały, procentowy wzrost poziomu wyższego wykształcenia w społeczeństwie. W indywidualnych przypadkach nie zawsze to się sprawdza, ale wierzyć trzeba w prawo głoszące, że „ilość przechodzi w jakość”. Przydałaby się w Polsce – i być może w pozostałych krajach Środkowej Europy – stopniowa zmiana pokoleniowa. (W Stanach Zjednoczonych też!). Nie przesądzając do końca sprawy, wydaje się, iż wszystko wskazuje na to, że zarówno w przypadku Grupy Wyszehradzkiej, jak i w przypadku Trójmorza integracja w regionie będzie miała luźny charakter. Niewykluczone, że w przypadku Grupy Wyszehradzkej bardziej ścisły. Założyć można, że i Hodża, gdyby żył w obecnych czasach, nie wykluczałby raczej luźnych wariantów. Co prawda Pan George Friedman 8/ podbija nam bębenka, wieszcząc że Polska, przy pomocy Ameryki zostanie wielkim mocarstwem regionalnym, ale ani poziom naszych elit, ani obecny prestiż Polski w regionie, ani skłonność sąsiadów do uznania przywództwa polskiego, nie wróży takiej prognozy.
Wszelkie nasze ewentualne mrzonki o mocarstwowości (czy takie istnieją?) należy włożyć między bajki. Dalszy rozwój środkowoeuropejskiej integracji, jeżeli w ogóle będzie miał miejsce, odbędzie się za wolą mocarstw (Stanów Zjednoczonych, Chin i Unii Europejskiej), a nie wbrew ich woli. Nam przypadnie w udziale pilnowanie, aby odbywało się to w interesie Polski i Środkowej Europy i nie oddalało regionu od Unii Europejskiej.
Projekt Trójmorza nie rozpala w chwili obecnej pozytywnej wyobraźni środkowoeuropejskich społeczeństw. W Polsce każda partia polityczna ma na ten temat inny pogląd (albo nie ma go w ogóle). Brakuje entuzjazmu jakim cieszyły się podczas II wojny projekty zjednoczeniowe wśród środkowoeuropejskich elit. Wydaje się jednak, że mimo różnic poglądów wśród elit, publicystów, uczonych i społeczeństw, Inicjatywa Trójmorza będzie nadal realizowana przez kolejne ekipy rządzące w Polsce i w innych państwach Europy Środkowej, bo wymaga tego przede wszystkim logika potrzeb gospodarczych regionu, a projekt popierają Stany Zjednoczone, Niemcy (i Unia Europejska).
Realizacji Inicjatywy Trójmorza zaszkodzić natomiast mogłaby ewentualnie nieudana próba demokratycznej administracji Joe Bidena poprawy poziomu życia milionów Amerykanów i uspokojenia nastrojów społecznych.
Sytuacja optymalna dla Europy Środkowej to równoczesny i bezkolizyjny rozwój Inicjatywy Trójmorza oraz formatu 17+1. Nad tym, czy to możliwe, głowią się zapewne analitycy w Polsce i w pozostałych krajach regionu. Chętnie zapoznalibyśmy się z wynikami ich rozważań. (Dla równowagi, dla relacji w niektórych polskich publikatorach o pogarszających się stosunkach australijsko-chińskich (powody gospodarcze, militarne, koronawirus), należałoby znaleźć także pozytywne strony współpracy z Chinami).
Uwaga nie na marginesie
W nawiązaniu do wspomnianej wyżej Rezolucji Izby Reprezentantów, polski minister spraw zagranicznych Pan Zbigniew Rau rozmawiał 30 listopada z szefem MSZ Mołdawii o możliwościach regionalnej współpracy. Jak wiadomo wybory w Mołdawii wygrała prozachodnia Maia Sandu. Przyszła bliższa współpraca Polski i Trójmorza z Mołdawią w naszym regionie mieściła by się w poszerzonej o państwa pozaunijne koncepcji tej Inicjatywy, zgodnie z sugestią amerykańską. Dotychczas Inicjatywa Trójmorza była niemal wyłączną domeną Pana Prezydenta Andrzeja Dudy. Włączenie jej do kalendarza ministra spraw zagranicznych nadaje większej spójności polskiej polityce zagranicznej.
Pytanie, czy intencje Pana Prezydenta Bidena poprawy stosunków z Unią Europejską wpłyną łagodząco na stan polsko-unijnych i polsko niemieckich stosunków.
Warto przy tym zauważyć, że Amerykanów łączą już z Niemcami w Trójmorzu wspólne interesy ekonomiczne, bez funduszy unijnych i niemieckich trudno sobie wyobrazić sukces idei Trójmorza.

1/ Maksymilian Podstawski, Milan Hodża i plany utworzenia Federacji Środkowej Europy, Polski Przegląd Dyplomatyczny, t.2, nr 4(8), 2002
2/ Milan Hodża, Federation in Central Europe Jarrolds Publishers Limited, London, 1942, p..81-84, 179-180
3/ Tytus Filipowicz, W przededniu Trzeciej Polski, Księgarnia Towarzystwa Polskiego, Londyn 1941, s.30
4/ P.S. Wandycz, Czechoslowak – Polish Confederation and the Great Powers 1940-1943, Indiana University Publications and East European Studies, Vol. 3, 1956, p. 35-52, 128-138
5/ Liu Guangynuan, Czas rozpocząć nową podróż i ruszyć naprzód, Trybuna, 9-12 listopada 2020
6/ Georgette Mosbacher, Onet 19.11.2020
7/ H.Res.672, November 18, 2020
8/ George Friedman, Następne 100 lat, AMF, Warszawa 2009

Prezydenci obu krajów łączą się

Prezydent RP ostatnio nie wykazuje aktywności nawet słownej w sprawach krajowych nawet tak ważnych jak wirusowa pandemia. Za to ochoczo wypowiada się na temat, co by nie było teoretycznego, projektu Trójmorza oraz zbiera zagraniczne pochwały pod swoim adresem. Brylując w ostatnich dniach w Tallinie a przedtem w Kijowie prezydent Duda najwyraźniej pewniej się czuje na mocnym i przyjaznym niż na grząskim krajowym gruncie – wnioskuje szewc Fabisiak.

W ubiegłym tygodniu Andrzej Duda przebywał na Ukrainie, gdzie od tamtejszego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego mógł wysłuchać wiele krzepiących słów rewanżując mu się tym samym. Podczas wspólnej konferencji po zakończeniu dwustronnych rozmów obydwaj prezydenci wychwalali się nawzajem ciesząc się z tego, że mają identyczne antyrosyjskie stanowisko wobec Krymu, wojny w Donbasie czy też gazociągu Nord Stream 2. Zbieżność stanowisk choćby w kwestii Krymu nie jest tu niczym zaskakującym. Jednak powtarzana w kółko argumentacja też nie po raz pierwszy cechuje się logicznymi sprzecznościami – twierdzi szewc Fabisiak. Duda i Zełenskyj we wspólnym oświadczeniu podkreślili poszanowanie przez oba państwa prawa międzynarodowego. Skoro tak, to obydwa państwa powinny uszanować przyłączenie Krymu do Rosji. Było ono co prawda niezgodne z prawem ukraińskim, ale za to zgodne z mającym wyższość nad krajowym prawem międzynarodowym. Jeśli ktoś ma w tej materii jakieś wątpliwości, to niech się przyjrzy przypadkowi Kosowa – radzi szewc Fabisiak. Niepodległość Kosowa została bowiem prawnie usankcjonowana decyzją haskiego Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. Serbia co prawda oficjalnie nie uznaje państwowości Kosowa jednak utrzymuje stosunki z władzami w Prisztinie a nawet podpisuje z nimi porozumienia jak to miało niedawno miejsce w Waszyngtonie. Natomiast Ukraina idzie w zaparte mając świadomość słownego wsparcia ze strony antyrosyjsko nastawionej Europy i Polski przede wszystkim. Porównanie stosunku Serbii do Kosowa i Ukrainy wobec Krymu wskazuje na to, że nie wszyscy zrozumieli prosty fakt, iż w polityce często ważniejsze są realia niż pryncypia – wnioskuje szewc Fabisiak. Prezydenci mówili też o prawie obywateli do decydowania o swej przyszłości w wyniku demokratycznych wyborów. A przecież takiego właśnie wyboru dokonali mieszkańcy Krymu w wyniku referendum. W kontekście Krymu zastanawiająca jest wypowiedź Andrzeja Dudy cytowana przez agencję prasową Interfax – Ukraina. Otóż, jak się wyraził, niedopuszczalne są jakiekolwiek zmiany granic po II Wojnie Światowej bez względu na narody i ich prawo do samostanowienia. Tym samym za niedopuszczalną uznał niepodległość Ukrainy uzyskaną w wyniku niedopuszczalnych zmian granic o innych równie niedopuszczalnych faktach na terenie Europy nie wspominając.

Z kolei podczas odbywającego się w Odessie polsko-ukraińskiego forum dotyczącego perspektywy współpracy w dziedzinie transportu i energetyki pojawiły się, ponieważ inaczej być nie mogło, wątki rosyjskiego gazu, którego nie chce ani Polska ani Ukrainą ale brać go muszą. W ogniu krytyki znalazł się oczywiście podbałtycki Gazociąg Północny. Prezydent Zełenskyj podziękował prezydentowi Dudzie za jego konsekwentne stanowisko w odniesieniu do budowy owego gazociągu oraz monopolu rosyjskiego Gazpromu na europejskim rynku. Słowa te mają raczej symboliczne znaczenie wzmacniając jedynie poczucie samozadowolenia obydwu panów. Polska bowiem nie ma realnego wpływu na to kto i po co będzie ciągnął tę rurę pod Bałtykiem. Tu decyduje układ między Rosją i Niemcami a Polska i Ukraina mogą jedynie wyrażać swoje „zdecydowane” stanowisko. Z kolei jeśli ukraiński prezydent mówi o rosyjskim monopolu w dostawie gazu do Europy, to wynikałoby, że nikt z jego otoczenia nie poinformował go, że Polska sprowadza coraz mniej rosyjskiego gazu, funduje sobie gazoport do przyjmowania gazu skroplonego z USA a na dodatek wchodzi tu w układy z będącą na indeksie Białorusią, która też poszukuje alternatywnych źródeł energii – zauważa szewc Fabisiak.

Ostatnie kontakty obu prezydentów nie wniosły żadnej nowej jakości w stosunkach polsko-ukraińskich. Potwierdziły jedynie to, że ku własnej satysfakcji panowie prezydenci po raz kolejny wyrazili swoje werbalne poparcie co do kwestii ważnych z punktu widzenia władz ich krajów. I tak Duda wyraził zainteresowanie współpracą z Ukrainą w ramach międzynarodowej platformy deokupacji Krymu nie precyzując jakąż to platformę miał na myśli. Z kolei Zełenskyj odwzajemnił mu się deklaracją współpracy na odcinku projektów Via Carpatia i Via Baltica w ramach Inicjatywy Trójmorza. Konkretne efekty może natomiast przynieść wspomniane dwustronne forum w Odessie o czym szerzej pisze Dariusz Szymczycha w poniedziałkowym wydaniu Trybuny. Jednak, zdaniem szewc Fabisiaka, do tego nie byłaby potrzebna ceremonialna obecność prezydentów.

Perspektywy Trójmorza

Pani ambasador USA Georgette Mosbacher powiedziała w wywiadzie dla Rzeczpospolitej, że ideę Trójmorza ogłoszono dopiero? przy okazji wizyty w Polsce prezydenta Donalda Trumpa. Nie mam zamiaru z tym twierdzeniem zbytnio polemizować, bo idea integracji środkowo-europejskiej jest dla mnie od dawna ważna. Warto jednak wspomnieć, że o Trójmorzu była mowa już kilka lat przed wizytą amerykańskiego prezydenta, za rządów PO-PSL, łącznie z unijnymi planami infrastrukturalnymi w Środkowej Europie na osi Północ-Południe.

 

Warto także przypomnieć, że integracja środkowoeuropejska, którą planowali w Londynie podczas II wojny światowej przywódcy rządów emigracyjnych z naszego regionu nie doszła do skutku, bo Stany Zjednoczone (i Wielka Brytania) odmówiły jej w pewnym momencie poparcia. Przede wszystkim dlatego, że nie zgodził się na nią Stalin. Tym razem Amerykanie nie musieli pytać Rosji o zgodę, a wcześniej nasz region wszedł do Unii Europejskiej, także nie pytając o tę zgodę. Integracja środkowoeuropejska ma więc obecnie kilku sponsorów, a wśród nich Chiny (format 16+). Trzeba przyznać natomiast, że zanim prezydent Trump poparł ideę Trójmorza, koncepcję integracji środkowoeuropejskiej znaleźć można było w tekstach Amerykanina George’a Friedmana publikowanych i omawianych w polskiej prasie, a przede wszystkim w jego książce „Następne sto lat”. Realizowana obecnie idea Trójmorza jest nieco inna niż wizja Friedmana, bo nie nawiązuje ani do Józefa Piłsudskiego, ani do Międzymorza, przez co staje się do przyjęcia nie tylko w Polsce, ale i w pozostałych krajach regionu. Bo oprócz Polski, Niemiec, Austrii i Rumunii nazwisko Marszałka jest źle kojarzone, albo wręcz nieznane. Podobnie, niezbyt przychylnie, przyjmowane było w regionie pojęcie Międzymorza, bo kryje się w nim nieudolnie skrywana chęć polskiej dominacji. Przed próbami dominacji w procesie integracji regionu ze strony jakiegokolwiek kraju przestrzegał już podczas II wojny światowej Oskar Halecki – zapewne ktoś dotarł do jego tekstów i zrozumiał przesłanie. Jest jeszcze jedna ważna różnica między wizją Europy Środkowej G. Friedmana na najbliższe dziesięciolecia a obecnie popieranym przez Stany projektem Trójmorza. Friedman kładł nacisk na aspekty militarne, pomijając ekonomiczne, a Pani ambasador Mosbacher na plan pierwszy – jak się wydaje – wysuwa gospodarkę (plus sprawy obronne). Przy czym jedno jest wspólne, w obydwu koncepcjach ważne miejsce zajmują zakupy przez Polskę broni w Stanach Zjednoczonych. I jeszcze jedno: o ile Friedman przewidywał z satysfakcją osłabienie Francji (co już ma miejsce) i Niemiec, a także samej Unii (patrz np. kłopoty z Brexitem) to Mosbacher stwierdza, że USA wspierają koncepcję Unii Europejskiej, jakkolwiek nie zawsze z Unią się zgadzają. Niezależnie od zmian w polityce amerykańskiej będących odzwierciedleniem poglądów kolejnych prezydentów, istnieją niewątpliwie stałe interesy amerykańskie w Europie Środkowej ( i w świecie). Do nich w Europie należy przeciwdziałanie zbytniemu zbliżeniu Niemiec i Francji, a także całej Unii do Rosji. Pisał o tym Friedman, twierdząc przy tym, że w latach 20. będziemy świadkami samoistnego osłabienia Rosji, ale nieco inaczej ujmuje to Pani Mosbacher, kładąc nacisk na rosyjskie zagrożenia militarne. Nie wykluczone, że na krótką metę wydaje się to być zgodne z interesem Polski i Europy Środkowej, by Niemcy i Rosja nie „dogadywały się” ponad naszymi głowami. Niemniej jednak w dalszej perspektywie chodzi przede wszystkim o to, by połączone siły Unii Europejskiej i Rosji nie konkurowały na globalnej arenie z USA oraz, by to Amerykanie uprzedzili Unię Europejską w zbliżeniu i współpracy gospodarczej z Rosją, bo chyba nikt nie wierzy, że wrogość między Zachodem a Rosją trwać będzie wiecznie. Należy się domyślać, że każde z trzech mocarstw wspierających integrację środkowoeuropejską (Stany, UE, Chiny) inaczej ją sobie wyobrażają. W tym kontekście, zasadniczą sprawą w polskiej polityce zagranicznej jest zrozumienie i obrona stanowiska, że Polska i Europa Środkowa, a więc i Trójmorze, to część Unii Europejskiej, a Trójmorze nie jest dywersją w łonie Unii. Nie jest też skierowane przeciw Rosji. Jest natomiast przede wszystkim projektem gospodarczym w Europie Środkowej na osi Północ-Południe. Państwa Europy Środkowej powinny dbać o to, by ewentualna wzajemna rywalizacja wspomnianych wcześniej trzech mocarstw w regionie miała dodatni wpływ ( a nie ujemny, co też jest możliwe) na rozwój i spójność regionu. „Wzmocnieniu wewnętrznych więzów” w regionie sprzyjać będą, uważa Pani Mosbacher , inwestycje i zapowiada, że Stany pracować będą nad tym, by przekonać do Trójmorza te kraje regionu, które do końca nie są przekonane do tej idei. (Do zdecydowanie przekonanych należy Polska i Rumunia).

Amerykańskie firmy zainwestowały dotąd w samej Polsce 43 miliardy dolarów. Dopływ nowych, kolejnych inwestycji , w tym amerykańskich, jest Polsce i Europie Środkowej potrzebny zważywszy chociażby na fakt, że projekt budżetu Komisji Europejskiej na lata 2021-27 zmniejsza pulę na politykę spójności o ok. 10 proc. , przy czym cięcia dla krajów Europy Środkowej są znacznie większe. Dla Polski o ok. 23 proc. , czyli zmniejszenie z 83,9 mld euro w budżecie 2014-20 do 64,4 mld euro w latach 2021-27 (w cenach z 2018 r.). Po 24 proc. tracą Czechy, Węgry, Litwa, Estonia. Słowacja – 22 procent. Przewidziany jest niewielki, bo 8 proc. wzrost dla Bułgarii i Rumunii. Z planów cięć w polityce budżetowej Unii niezadowolone są: Chorwacja, Łotwa i Słowenia. (Tomasz Bielecki, Budżet UE będzie skąpy i opóźniony, Gazeta Wyborcza, 3 grudnia 2018). Czy w sytuacji zmniejszenia puli polityki spójności uda się europejskiej lewicy realizacja hasła Europy socjalnej? 31 listopada 2018 roku, na spotkaniu w Krakowie przedstawicieli europejskiej lewicy, Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego prof. Bogusław Liberadzki zaprezentował w tej sprawie stanowisko Socjalistów i Demokratów. Powiedział, że Unia Europejska znajduje się w momencie „w którym należy zdecydować o radykalnym zwiększeniu programów socjalnych. Zazdroszczą nam i chcą naszego niepowodzenia nasi najwięksi globalni rywale: prezydent Trump, prezydent Putin”. Liberadzki przedstawił nową koncepcję podziału środków z budżetu Unii. Według niej tyle samo środków co dotychczas należy przeznaczyć na politykę spójności i na politykę rolną, trzy razy więcej na program Erasmus, dwa razy więcej na badania i innowacyjność. (Trzeba nam Europy socjalnej, Trybuna, 3-4 grudnia 2018). W jakim stopniu te lewicowe ambitne plany zostaną przyjęte i zrealizowane zależy od rezultatów wyborów do parlamentu Unii Europejskiej w przyszłym roku. Do Unii, której zagraża populizm. Kolejne ważne wybory w 2019 roku to wybory do polskiego parlamentu. Można żywić nadzieję, że wygrają w nich siły ceniące wolność słowa , a równocześnie dające odpór tendencjom neoliberalnym. Siły szanujące polską konstytucję i równocześnie dbające o zdobycze socjalne. Połączenie tych dwóch wartości: wolności słowa i szacunku dla konstytucji przy równoczesnej obronie praw socjalnych zagwarantować może tylko zdecydowane zwycięstwo lewicy, na co, jak na razie w Polsce raczej się nie zanosi. Konieczne będą „zgniłe” kompromisy. Zagraża nam zarówno populizm, jak i neoliberalizm, większego wyboru tu nie ma. Chodziło by o to, aby z rozwoju Polski i Europy Środkowej korzystały całe społeczeństwa, a nie wyłącznie „stare” (neoliberalne) elity, czy tylko „nowe” (populistyczne).Dlatego w integrującej się Europie Środkowej potrzebna jest współpraca partii lewicowych, a więc nie tylko na forum Unii Europejskiej, ale także bezpośrednio w regionie, po to, by sprostać podwójnemu zagrożeniu: ze strony neoliberalizmu i populizmu. Polsce i Europie Środkowej potrzebne są niewątpliwie nowe fundusze i nowe inwestycje. Należy umiejętnie korzystać z możliwości jakie daje przynależność do Unii Europejskiej, współpraca gospodarcza ze Stanami, a także z Chinami. Błędem byłoby postawienie wyłącznie na sojusz z USA, kosztem dobrych relacji z Unią Europejską, Niemcami i Francją oraz rezygnacja z obiecujących kontaktów z Chinami. W polityce zagranicznej i międzynarodowej współpracy gospodarczej nie ma miejsca na sentymenty, wszyscy oczekują korzyści. Pani Ambasador Mosbacher mówiąc o Trójmorzu stwierdza: „Im silniejszy jest ten region, tym lepiej dla światowego bezpieczeństwa. Chcemy w to inwestować, ponieważ, szczerze mówiąc, przekłada się to również na bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych. Infrastruktura Trójmorza to także kwestia zwrotu kapitału, o którym zawsze myśli biznes. Biznes szuka możliwości, a ze 110 milionami mieszkańców te możliwości są ogromne”.(Rzeczpospolita, tamże).

Kraje Europy Środkowej przez wieki rozwijały swe relacje z sąsiadami głównie na linii Wschód-Zachód. Idea Trójmorza idzie naprzeciw naturalnym obecnie potrzebom rozwijania infrastruktury i wszechstronnej współpracy na osi Północ-Południe. Państwa naszego regionu powinny wykorzystać historyczną szansę jaką daje wsparcie światowych mocarstw dla koncepcji środkowoeuropejskiej integracji. Współpracy gospodarczej w regionie towarzyszyć będzie rozwój zaniedbanych dotąd kontaktów międzyludzkich, wymiana kulturalna i naukowa. Należy się cieszyć z faktu, że już 70 tysięcy młodych Ukraińców studiuje na polskich uczelniach, ale powodem do zadowolenia byłaby także podobna liczba młodych ludzi studiujących w Polsce z obszaru Trójmorza, a także spora liczba Polaków studiujących na zagranicznych uczelniach w regionie. Zrozumienie i wsparcie świata dla integracji środkowoeuropejskiej (co nigdy wcześniej nie miało miejsca) jest ważne. Ostatecznie jednak, sukces idei Trójmorza zależeć będzie przede wszystkim od zamieszkałych tu ludzi. A zaniedbania w kontaktach międzyludzkich są ogromne! I jedno nie ulega wątpliwości – Trójmorze powinno służyć przede wszystkim narodom naszego regionu.

Niemcy wchodzą do gry

Na odbywającej się Bukareszcie się konferencji państw Trójmorza pojawił się niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas. To czytelny sygnał.

 

Berlin dotychczas od Trójmorza bardzo się dystansował. Teraz zmiana tego stanowiska została ogłoszona wprost przez szefa niemieckiej dyplomacji. – To także ważny sygnał wewnątrz Unii Europejskiej, że taki kraj jak Niemcy nie patrzy tylko na Zachód, ale interesuje się także sprawami naszych wschodnioeuropejskich sąsiadów – powiedział na wstępie konferencji Trójmorza w Bukareszcie szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas (SPD). Przemawiając dalej, określił stosunek Niemiec do tej inicjatywy mianem „nowej polityki wschodniej”. – Chcemy wykorzystać to forum, także w przyszłości, by mocniej zaangażować się w dyskusje prowadzone przez naszych wschodnioeuropejskich sąsiadów – podkreślił Maas.

Minister Maas przybył do Bukaresztu na zaproszenie gospodarzy. Włączenie się Niemiec do projektu Trójmorza wymagać będzie zgody wszystkich 12 państw obecnie wchodzących w skład grupy. Premier Mateusz Morawiecki w swoim wystąpieniu nie odniósł się do jego obecności, co jest znaczące, bo wszak to Polska wraz z Chorwacją była w 2015 r. inicjatorką powołania Trójmorza.

Do tej pory projekt ewoluował bardzo wyraźnie w stronę bloku raczej mającego stanowić w regionie raczej partnera (dla większości krajów Trójmorza są one głównym partnerem gospodarczym), ale i przeciwwagę dla pozycji Niemiec. Teraz jednak może dojść do zasadniczej zmiany w tym układzie, bo i jego zasięg byłby zupełnie inny, i rozkład ciężaru wewnątrz bloku by nie był już taki sam: do tej pory do roli lidera aspirowała Polska, ale czy ta pozycja będzie jednak do utrzymania, gdy w bloku pojawi się partner wagi ciężkiej, którego siła gospodarki jest porównywalna z siłą wszystkich pozostałych członków razem wziętych?

Wydaje się również zasadne pytanie, czy Maasowi można wierzyć, że to nowa polityka wschodnia, a nie – na przykład – ruch obliczony na rozbicie spójności Trójmorza poprzez jego zdominowanie. Czyli żeby wszystko pozostało po staremu.

 

Komentarz:

Niektórzy analitycy polityki europejskiej uważają, że Niemcy poprzez włączenie do Unii Europejskiej Środkowej Europy zrealizowali w sposób pokojowy plan Mitteleuropy. Jeżeli nawet w tym poglądzie jest źdźbło prawdy, to nie można się z nim zgodzić, bo Unia Europejska to nie Niemcy. To już jest inna jakość. Stany Zjednoczone jako pierwsze mocarstwo tak zdecydowanie poparły ideę Trójmorza i stąd już żadna siła ich nie wyprze. W chwili obecnej polska i amerykańska narracja łączy Trójmorze z planami NATO skierowanymi przeciwko Rosji. Oczywiście interesy gospodarcze są tu najważniejsze, ale antyrosyjska retoryka ma znaczenie dla polskiej prawicy, która uważa, że Rosja to nadal Związek Radziecki. Kiedy Stany Zjednoczone umocnią się już pod każdym względem w naszym regionie, dokonają wolty polegającej na przyjaznym zbliżeniu do Rosji. Jeżeli nic nie wymknie się spod kontroli, to w zasadzie ani Stany Rosji, ani Rosja Stanom nie zagraża. Zbliżenie Stanów do Rosji nie będzie miało bezpośredniego ostrza antyunijnego; chodzi raczej o to kto pierwszy dorwie się do robienia interesów gospodarczych z Rosją – Stany czy Unia Europejska. Stanom chodzi natomiast o odciągnięcie Rosji od sojuszu z Chinami. Proces ten potrwa kilka/kilkanaście lat, ku zaskoczeniu naszych durnych rusofobów, którym dopiero Watykan wszystko jak dzieciom wyjaśni. Nie wiem jaka będzie aktualna (w tej chwili) reakcja Stanów na niemiecki zamiar dołączenia do Trójmorza, bo to już zaczyna bardziej przypominać Mitteleuropę. Zależy przy tym jaki status w Trójmorzu zażyczą sobie Niemcy. Sądzę, że o tych niemieckich zamiarach z wyprzedzeniem wiedzą Amerykanie i nic tu dla nich nie jest zaskoczeniem. Myślę, że Stany nie będą miały nic przeciwko unijnym projektom gospodarczym w Europie Środkowej, która pozostanie w Unii, z tym, że zbytni, ich zdaniem, „nacisk” na Trójmorze ze strony Niemiec skłonić może Stany do bardziej zdecydowanego wejścia militarnego w naszym regionie i nie chodzi to znów o Rosję, ale tak „na wszelki wypadek”. W każdym razie Stany nie zgodzą się na całkowitą dominację w naszym regonie Unii Europejskiej, Niemiec czy Chin. Konkurencja może być ostra, ale raczej pokojowa. Wszyscy będą marszczyli brwi, ale w zasadzie panować będzie zgoda. W pewnym momencie Rosja włączy sie do transatlantyckiego krwiobiegu. Chiny też na tym wszystkim gospodarczo nie ucierpią, bo świat, jeżeli ma się rozwijać, Chin potrzebuje. I na tym się kończą moje „profetyczne możliwości”.

Maksymilian Podstawski

 

Flaczki tygodnia

Siarczyście splunął na Unię Polsko-Europejską pan prezydent Andrzej Duda. I wszyscy pytać poczęli: świadomie pluł czy tylko ze zwykłej głupoty spluwał?

***

Z głupoty, taka odpowiedź pierwsza na usta się cisnęła. Ot palnął sobie, tak wiecowo, wypsnęło mu się w tryskającym słowotoku.

***

Bo przecież człek mądry nie chrzaniłby o „wyimaginowanej wspólnocie” stojąc przed leżajskim dworem starościńskim wyremontowanym za pieniądze otrzymane z Unii Polsko-Europejskiej. Stojąc też niedaleko klasztoru oo. Bazylianów, też za szmalec z Unii wyremontowanym. Przecież 5,1 miliona stamtąd na ten kościół poszło, podobnie jak 103 miliony złotych na leżajską obwodnicę.

***

Z Unią Polsko-Europejską jest jak z przysłowiową szklanką. Napełnioną do połowy. Zwolennicy Unii, jak Flaczki Tygodnia, napiszą, że szklanka nadal jest w połowie pełna. Co daje podstawy do jej reformowania. I wzmacniania jej. Bo Unia Polsko-Europejska, pomimo jej słabości, to dzisiaj i na jutro najlepszy geopolityczny projekt jest dla naszej Ojczyzny.

***

Pan prezydent Duda i jego środowisko polityczne patrząc na Unię Polsko-Europejską larum grają. Spójrzcie tylko, ona już w połowie pusta jest. Co dowodzi, że ten geopolityczny projekt nie sprawdził się i nie ma dla niego przyszłości. Zatem mądrość polityczna nakazuje nam wiać. Tak jak marszałek Edward Rydz, jeden z patronów IV Rzeczpospolitej, który we wrześniu 1939 roku najpierw śmignął z Warszawy do Brześcia, a potem do Rumunii. Z gębą pełną patriotycznych frazesów rzecz jasna.

***

Elity umysłowe PiS, eksperci i propagandziści związani z Kancelarią pana prezydenta Dudy, nie ustępują w patriotycznej retoryce sanacyjnemu obozowi piłsudczyków. Nawet ich przewyższają. Ich czołowi ideolodzy, jak choćby profesor Andrzej Zybertowicz, systematycznie sączą wizję rychłego upadku Unii Polsko-Europejskie. Tworząc prostą analogię z cesarstwem rzymskim. Tak jak Rzym upadł pod naporem hord barbarzyńskich migrantów, tak teraz hordy współczesnych migrantów obalą współczesny Rzym, czyli unijną Brukselę. I cóż dzisiaj radzą dzielnym, dumnym Polakom? Uciekać.

***

Uciekać zawczasu. Nie walczyć o zreformowanie Unii Polsko-Europejskiej. Nie wysilać się na jej wzmacnianie. Uciekać co sił w nogach, ale tym razem inaczej. Nie rozpaczliwie, jak w 1939 roku, do neutralnej Rumunii. Teraz kanclerskie głowy z PiS chcą przed zaplanowaną ucieczką taką „Rumunię” wcześniej sobie wykreować.

***

Ową „Rumunią”, jak zdradził profesor Zybertowicz, w geopolitycznym planie elit PiS, będzie „Trójmorze”. Kreowany przez rząd pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego związek gospodarczo – polityczny państw Europy Środkowo-Wschodniej.

***

Profesor Zybertowicz błyskotliwie zauważył, że po upadku Rzymu w V wieku naszej ery, tradycje chrześcijańskiej Europy przejął i kontynuował Konstantynopol. Cesarstwo Europy Wschodniej. Teraz będzie podobnie. Kiedy już Brukselo-Paryżo-Berlińska zachodnia Europa upadnie, zamieniając się w afrykański kalifat, a upaść musi, skoro tak Zybertowicz twierdzi, to ciężar utrzymania i kontynuowania europejskiego dziedzictwa spadnie na Warszawę. Nowy Konstantynopol. Przyszłą stolicę Trójmorza. Nowego Imperium Środkowo – Wschodniej Europy.

***

To nic, że zebrana do kupy siła wszystkich gospodarek państw Trójmorza stanowi jedynie 10 procent, może nawet aż 11 procent, zebranych do kupy gospodarek wszystkich państw Unii Polsko-Europejskiej. To nic, że gospodarka „Trójmorza” jest taką „Rumunią” ekonomiczną Unii Polsko-Europejskiej. Ale elity PiS uważają, że nieważne czy Trójmorze będzie bogate czy biedne. Ważne aby przyszła nowa Bruksela, nowy-stary Konstantynopol przyjął konserwatywne europejskie wartości i chrześcijańskie religie. Przynajmniej na początku, bo z biegiem lat przechrzci się na katolicyzm tych wszystkich lutrów i prawosławnych.

***

Ucieczka z tej, uważanej przez elity PiS za zgniłą moralnie, lewacką i muzułmańską, zachodniej Europy przygotowana jest już teraz. Systematycznie pisowski front propagandowy pokazuje Unię Polsko-Europejską jedynie jako już „pustą do połowy”. Systematycznie wypiera się ze świadomości obywateli IV RP wszelkie informacje o korzyściach jakie Polska otrzymała z Unii. Eksponuje się za to wszystkie negatywne skutki akcesji do Unii Polsko – Europejskiej.

***

Elity PiS reanimują XIX wieczne koncepcje „Europy Ojczyzn”, „Europy narodów”, które w pierwszej połowie XX wieku doprowadziły do dwóch wojen światowych. Elity PiS mistrzowsko kreują konflikty wykorzystując nacjonalistyczne fobie, narodowe kompleksy, kreując politykę historyczną dla nieuków.

Bo gdyby trzymać się geopolitycznych wizji profesora Zybertowicza i naprawdę sięgnąć do historii, to okazałoby się, że stary Rzym rozwalili nie jacyś obcy barbarzyńscy, tylko nasi, europejscy przodkowie. To przodkowie zachodniej Europy zdobyli tamten Rzym i przejęli potem jego dziedzictwo, które i nam przekazali. Z pomocą Hunów, czyli przodków premiera Orbána.

Nasi słowiańscy przodkowie w naszej erze najpierw zajmowali się rozwalaniem cesarstwa wschodniego, czyli dawnego Konstantynopola. A potem wzmacniali europejskich barbarzyńców na zachodzie. Nie uciekali przed zachodnią Europą, jak to teraz współczesnym Polakom elity PiS proponują.

***

Elity PiS zachowują się jak grupa gości, która najpierw zjadła suty obiad, ale nie chce teraz zapłacić rachunku za konsumpcję. Rozpaczliwie szuka muchy, żeby złapać ją i wrzucić do resztek zupy. Potem wezwać kelnera, pokazać mu muchę w zupie i z podniesionym czołem wyjść z restauracji. Z dumą polskiego cinkciarza, cwaniaczka przewalającego zagraniczniaków na wymianie walut. Taką politykę przywracania godności narodowi polskiemu serwują nam elity PiS.

***

Być może, pan prezydent Duda plując w Leżajsku do talerza po zjedzonej, darmowej, europejskiej zupie myślał o swojej nadchodzącej wizycie w USA. O spotkaniu z prezydentem Donaldem Trumpem. Politykiem, który werbalnie gardzi Unią Polsko-Europejską. I chciał mu się zwyczajnie podlizać.

 

PS. Ponieważ redaktor Piotr Gadzinowski kandyduje do Rady Miasta Stołecznego Warszawy z Ursynowa i Wilanowa, to uprasza się wszystkich inteligentnych Wyborców o głosowanie na niego i namawianie innych inteligentnych do takiego aktu odwagi intelektualnej.