Bigos tygodniowy

Biskupstwo polskie odbyło rzymską wizytę „ad limina apostolorum” u Franciszka i jest bardzo zadowolone. Z siebie i z szefa. Ten bowiem nie opieprzył ich jak święty Michał diabła i podobno głównie życzliwie słuchał. Kto więc wie, czy jak zwykle im się nie upiecze i znów wybrną z kłopotów psim swędem? Żadne to jednak zaskoczenie. Polskie biskupy, to nie biskupi zachodni, przyzwyczajeni do demokracji, prostoduszni często w swoich relacjach z opinią publiczną. Polskie biskupy to kute na cztery nogi stare wygi przyzwyczajone do życia w stylu wielmożów. To cwaniaki jakich mało. Wzięli więc staruszka Franciszka w obroty pochlebstw, wycałowali mu mankiety, nasłodzili, przywieźli dary. Staruszek się rozkleił i dał się uśpić. I nadzieje na to, że im co najmniej zmyje głowy, jeśli nawet nie zmusi do dymisji diabli wzięli.


A propos diabła. Don Jaroslao wykrzyczał, że „sam diabeł nie przeszkodzi nam w osiągnięciu naszych celów”. Jak ktoś powiedział o osławionym zbóju i wichrzycielu Stadnickim: „Mości panowie, inaczej to nie może być, jeno to z diabłem sprawa”.


Bigos był i jest od dziesięcioleci konsekwentnym wyborcą lewicy, niezależnie od takich lub innych krytycznych ocen czy rozczarowań z powodu niektórych poczynań jej polityków. I chyba tylko pod pistoletem przyłożonym do skroni oddałby Bigos głos na Platformę Obywatelską. To stalowe przekonanie Bigosu utrwalił niedawno przed kamerami TVPiS senator PO Klejna Kazimierz, który oświadczył, że jego partia jest przeciwna prawu do aborcji na życzenie do 12 tygodnia ciąży. I mimo że redaktor Klarenbach Adrian dopytywał go odnośnie nie tak dawnego przyjęcia przez PO stanowiska na rzecz takiego rozwiązania prawnego, Klejna uparcie trwał przy aprobacie „kompromisu” z 1993 roku. A przecież Platforma podobno się z nim rozstała pod wpływem protestów społecznych po orzeczeniu trybunaliku pani Przyłębskiej, damy do towarzystwa Don Jaroslao. Ot cała Platforma, zawsze z janusowym obliczem, jednocześnie mówiącym „tak” i „nie”, co trafnie zauważył uczestniczący w dyskusji poseł Lewicy Maciej Gdula.


Lewica stanęła na wysokości zadania, bo jej współprzewodniczący Robert Biedroń przemówił na wielotysięcznej manifestacji na placu Zamkowym w Warszawie w obronie obecności Polski w Unii Europejskiej. A Wanda Traczyk-Stawska nadała trafne przydomki Bąkiewiczowi, „głupiego chłopa” i „chama skończonego”.


„Faszystowskie gówno” zalewające Polskę napiętnował na gali „Nike” Grzegorz Piątek, autor książki o odbudowie Warszawy. „Oszczercami z różnych gówien” i „rodzimej kanalii” odgryzł się Ziemkiewicz Rafał. Czyli „gówno” fruwało w powietrzu, więc lawendą nie zapachniało.


„To do nas przychodzi cały świat i chce od nas pożyczać” – majaczył na jawie Glapiński Adam, prezes NBP w groteskowo triumfalistycznym wystąpieniu na temat potęgi polskiej gospodarki i pieniądza. Glapa unosił się niczym marszałek Rydz – „Śmigły”, wódz „mocarstwa” polskiego, z hasłem „silni, zwarci, gotowi”. Prawił o „cudzie gospodarczym” jakiego Polska nie widziała od czasów pierwszych Piastów. Długo tak na konferencji lewitował, śmieszył, tumanił. 71-letni Glapa szczytował tak, jakby coś wciągał lub cierpiał na zaburzenie mentalne znane w psychiatrii jako tzw. „pseudologia fantastica”. Jeden z widzów „Szkła kontaktowego” poszedł na skróty i wyraził podziw dla skutku, jaki na człowieku mogą wywrzeć „kasa i dupy”. O Funduszu Odbudowy (750 miliardów euro), który Polska może utracić definitywnie po „orzeczeniu” trybunaliku Przyłębskiej Glapa mówił lekceważąco, jakby to była kwota „na waciki”. Czyżby oszalał lub się naćpał? Bigos nie jest za tym, by badaniom psychiatrycznym i innego rodzaju testom poddawać wszystkich polityków, w tym parlamentarzystów. W końcu dlaczego poseł nie miałby prawa być wariatem? Jednak w rękach prezesa NBP leży wartość polskiego pieniądza, a Bigos obawia się, że dziś są to ręce człowieka, który nie jest godny zaufania, najdelikatniej rzecz ujmując.


Uwaga z okazji „dni papieskich”. Niektóre wiewiórki szepczą, że w ściśle strzeżonej przez kościół kat., kupionej za 10 milionów dolarów korespondencji Karola Wojtyły z doktor filozofii Anną Teresą Tymieniecką, Amerykanką polskiego pochodzenia, jest coś więcej niż tylko szumna frazeologia religijna. Jest coś, co może w przyszłości podważyć tytuł Karola Wojtyły do Świętości. Za to może potwierdzić solidną męskość Świętego. Może to bardziej taki Święty jak serialowy Simon Templar, grany przez Rogera Moore.


Ziobrysta Kowalski Janusz, który optuje za modyfikacją „Mazurka Dąbrowskiego” poprzez zmianę kolejności zwrotek tak, by Stefan Czarniecki był przed Bonapartem, nie potrafił bezbłędnie zacytować słów hymnu. Nieuki tak mają – biorą się za tematy, w których są cieniasami.


Skandaliczne zawieszenie przez dyrektorki szkoły za zgodę na uczestnictwo uczniów w „tour de konstytucja”. Dokąd zmierza polska szkoła pod batem Czarnka?


Narracja TVN 24 i Wyborczej w sprawie imigrantów jest nieznośnie czułostkowa, idealistyczna i naiwna. Doprawdy, można i trzeba bronić imigrantów bez tego mdlącego sosu.


Posłowi Sienkiewiczowi Bartłomiejowi, który wahał się, czy należy znacząco podwyższyć mandaty za wykroczenia drogowe, trzeba koniecznie przypomnieć o śmierci 4-latka, zabitego przez pirata drogowego.


Bigos z satysfakcją odnotował wystąpienie w dyskusji, na wizji jednej z telewizji, prezesa Piotra Kusznieruka pod winietą – trybuna.info.

Bijatyka kiboli na drodze

Kilkudziesięciu kiboli Lechii Gdańsk zaatakowało na obwodnicy Trójmiasta grupę kiboli Elany Toruń. Doszło do krótkiej, lecz intensywnej bójki, w wyniku której kilku uczestników zostało poważnie rannych.

O zdarzeniu jako pierwszy poinformował Szymon Jadczak z portalu TVN24. Doszło do niego w sobotę 20 czerwca na obwodnicy Trójmiasta. Grupa kibiców Elany Toruń, która w 15 samochodów wracała z odbywającej się na terenie gdańskiej stoczni gali walk na gołe pięści. Impreza oczywiście była nielegalna i nigdzie nie została zgłoszona, a uczestniczyli w niej wydelegowani przedstawiciele grup kibicowskich, oprócz wspomnianej Elany Toruń, także ŁKS Łódź i GKS-u Tychy. Bulwersujące jest to, że z owej „gali” w internecie prowadzona była nawet transmisja pay-per-view. Każdy, kto dysponował bezpośrednim linkiem i zapłacił wirtualny bilet, mógł sobie te kibolskie walki obejrzeć.
O gali dowiedzieli się pseudokibice Lechii. Jeszcze przed rozpoczęciem imprezy próbowali pobić jednego z fanów Elany. Nie udało się. Ten uciekł im i schował się w budynku, gdzie odbywały się zawody. Kibole Lechii nie dali za wygraną. Postanowili zarzucić pułapkę na całą grupę kibiców Elany na obwodnicy Trójmiasta, kiedy ci wracali do Torunia. Po obu stronach walczyło po około 60 osób. Torunianie zaskoczyli rywali tym, że wyciągnęli z bagażników swoich samochodów noże, maczety i pałki. W wyniku krwawej bijatyki kilku zwolenników Lechii zostało rannych, ale żaden nie zgłosił się z tym na policję.
„Policjanci zabezpieczyli nagranie z sieci, funkcjonariusze kryminalni prowadzą swoje sprawdzenia, zwróciliśmy się też o pomoc w ustalaniu szczegółów zdarzenia do jednostek, przez które mogli przemieszczać się kibice z nagrania” – powiedziała portalowi tvn24.pl rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku starszy aspirant Karina Kamińska.
Należy jednak wątpić w powodzenie policyjnych działań, bo w takich przypadkach kibole są wobec siebie niezwykle lojalni. Prędzej należy się spodziewać rewanżu szalikowców Elany na szalikowcach Lechii.