Głos lewicy

Partia obłudników

Jak ktoś wejdzie w szczegóły tej sprawy to niewiele osób je zrozumie, a jak się spojrzy na nią z oddali i z dystansem, to wszystko wszyscy widzieli. Co to za nowość, że Srebrna jest spółką nomenklaturową, na której PiS się uwłaszczył? Nowością jest to, że się o tym nie mówi i to, że PiS zrobił wielką karierę, wskazując tych, którzy się uwłaszczali na majątku postkomunistycznym. To żadna nowość.
Druga sprawa, instrumentalne traktowanie banków. Czy to jest nowość? Jeżeli spółka związana emocjonalnie i z poglądami z PiS-em chce kupić np. Radio Zet, idzie do banku, wyraża swoje pragnienie i słyszy: nie ma problemu. Czy ktoś z ulicy wchodząc do banku i mówiąc to samo, dostałby taki kredyt?
Trzecia sprawa, prawdopodobnie spółka Srebrna finansuje PiS, zatrudniając osoby, które pracują dla tej partii. Pewnego rodzaju unia personalna. Takie działania są zakazane prawem, ale czy ktoś to udowodnił przez ostatnie 20 lat?
Sprawa czwarta, pan Kaczyński z pozycji członka rady Fundacji rozmawia o biznesie. Prezes PiS, który budował swój wizerunek osoby nie mającej nic wspólnego z biznesem, okazuje się być Don Jarosławem.
W „taśmach Kaczyńskiego” nie widzę nic nowego, to wciąż jest obłudna, cyniczna partia, która mówi: nie zdobywa się władzy dla pieniędzy. Ano właśnie nie, właśnie robią to dla pieniędzy, ponieważ jak nie zdobędą władzy w Warszawie to nie wydadzą sobie zezwoleń.
Rolą opozycji jest nagłaśnianie takich spraw, jak ta opisana dziś w „Gazecie Wyborczej i pokazywanie PiS całościowo jako partii obłudnej. – powiedział „Onet Rano” lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej Włodzimierz Czarzasty.

Dziwy po prawej stronie

W roku wyborczym takie dziwne rzeczy się dzieją, np. partie chowają niektóre osoby bądź sprawy. PiS chowa swoich liderów, pan Macierewicz już został schowany, pani Pawłowicz jest już chowana, za chwilę schowany zostanie prezes Kaczyński. Co chowa Platforma? Swoje konserwatywne korzenie. Jeszcze niedawno przewodniczący Schetyna mówił: „dość lewicowych eksperymentów”. Na konwencji PO powiedziano wiele słusznych rzeczy, ale Platforma nie jest, nie będzie i nie zastąpi lewicy.
SLD myśli o wspólnej proeuropejskiej koalicji razem z Nowoczesną, z PSL-em , z PO, ale niech każdy zostanie tam gdzie jest. Niech Platforma Obywatelska pozostanie liberalną partią z konserwatywną kotwicą, lewicę zostawcie SLD – powiedział w programie „Woronicza 17” Wincenty Elsner.

Udają zatroskanych

– Pan prezes Jarosław Kaczyński, jego najbliżsi współpracownicy udają takich zatroskanych o ludzi, udają takich, którzy że gdy rozmowa o pieniądzach, to oni 7 zł od 14,70 nie potrafią odróżnić, a tu w tych rozmowach padają kwoty oszałamiające – powiedział Jerzy Wenderlich w Poranku Radia TOK FM, komentując sprawę „taśm Kaczyńskiego”.
Wiceprzewodniczący SLD dodał, że „rzecz w tym, że kiedy udają zatroskanych o ludzi, zajmują się olbrzymimi biznesami”, tłumacząc, że planowane budynki miały być wyższe niż Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. – Ci, którzy udają, że nie stać ich na pastę do butów, zajmują się ogromnymi biznesami, a o rządzeniu, to się potem pomyśli – podkreślił Wenderlich.
– Tu jest rzecz przerażająca, że wygranie wyborów w Warszawie czy innym mieście służyłoby rozstrzygnięciom pozytywnym dla PiS-u tych biznesów, które są tu (na taśmach – red.) opisywane. Nie rozstrzyganiem spraw ludzi, mieszkańców – mówił.

Bigos tygodniowy

Do niedawna kolejna afera PiS pojawiała się co tydzień, ale od poniedziałku rytm uległ przyspieszeniu na codzienny. W poniedziałek CBA zatrzymało pod zarzutami korupcyjnymi młodego ekspomocnika z apteki „Aronia”, którego nazwisko dało początek głośnemu epitetowi „Misiewicze-Pisiewicze”. Sam wybór momentu zatrzymania wygląda jednak na próbę przykrycia niedobrej ewolucji obrazu władzy PiS po zamordowaniu Pawła Adamowicza. Wczoraj natomiast ujawnione zostały przez „GW” „taśmy Kaczyńskiego”, stawiające prezesa PiS w zupełnie nowym świetle. Czy „taśmy Kaczyńskiego” rozpętają aferę o skutkach podobnych do „Sowy i przyjaciół” i czy politycznie pogrążą PiS, to się dopiero okaże.

Kaczor zaskrzeczał po raz pierwszy publicznie od zamordowania Pawła Adamowicza. Określił mord z 13 stycznia jako „nadzwyczajne wydarzenie, które nie powinno mieć miejsca”, choć w polszczyźnie słowo „nadzwyczajne” odnosi się zwyczajowo do spraw pozytywnych. Użył też frazy, że to było „zdarzenie nadzwyczajne, które nie powinno mieć miejsca”. Tak to można by określić sytuację, gdyby Kaczor publicznie narobił w gacie, a nie krwawą zbrodnię.

„Platforma Obywatelska mnie torturowała. Dlatego zginął Adamowicz”. Wcześniej deklarował wyniesienie się z Gdańska do województwa, w którym rządzi PiS i Kaczora – dyktatorem. To pisiorom za mało na motywacja polityczną?

„Człowiek wolności 2018” braci Karnowskich i – pożal się Boże – minister kultury Gliński nie pierwszy już raz odsłonił lichy stan swoich nerwów i wyszedł ze studia RMF FM, bo dziennikarz ośmielił się zadać mu niewygodne pytanie. „Nie da się obronić zachowania Glińskiego. Kolejny już raz reaguje niemal furiacko na niewygodne pytania czy krytykę Ponosi go regularnie. Nie panuje nad emocjami, nie toleruje krytyki, nie ma do siebie najmniejszego dystansu” – napisał nawet dziennikarz prorządowego „Do Rzeczy” Wojciech Wybranowski. Pan – pożal się Boże minister kultury – Gliński nie od wczoraj znany jest z nadmiernej pobudliwości, także przed kamerami i mikrofonami. Powinien zażyć – co najmniej – nervosolu.

PiS strasznie histeryzuje wobec perspektywy nabycia – ujmując rzecz w skrócie – Radia Zet przez George’a Sorosa. Reakcje po stronie władzy są sprzeczne, od buńczucznych pogróżek w stylu, że „nie będzie Soros pluł nam w twarz”, po bezradne rozkładanie rąk, że nic się tu nie da zrobić. Orbánowi udało się wygnać Sorosa z Węgier. Czy Kaczyńskiemu uda się zabronić mu wstępu do ważnego segmentu polskiej radiofonii?

Dominikanin o. Ludwik Wiśniewski został kolejnym szczególnie znienawidzonym wrogiem PiS i ich szczujni. Pobożni Karnowscy aż się gotują ze złości. Ich ksiądz-redaktor Henryk Zieliński powiedział, że przeraził się wyrazu oczu o. Ludwika.

Zabójca Pawła Adamowicza, Stefan W. miał przed wyjściem z ZK w Gdańsku-Przeróbce powiedzieć wychowawcy, że chciałby, aby Kaczyński został dyktatorem. Wariat czy pisowiec? To rzeczywiście – nomen omen – przeróbka.

Resort kultury cały w nerwach. Nerwusowi Glińskiemu sekunduje jego zastępca Sellin, który zaatakował prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka za obwinienie PiS o nagonkę na Pawła Adamowicza. Również zalecam nervosol. Co najmniej.

Niektórzy delegaci opozycji dali się zaprosić Morawieckiemu na spotkanie. Dymisji szefa TVPiS jednak nie uzyskali, więc tylko stracili czas.

Abepe Gądecki powiedział w jednym z mediów, że takich zabójstw jak to w Gdańsku, będzie więcej. Kler wie co mówi. W końcu robi na froncie mowy nienawiści.

Tarczyński doniósł na Nergala do prokuratury za „Jezusa na penisie”. No jasne, Tarczyński jak zwykle z łapą na własnym kroczu, próbuje coś tam wymacać.

Na biurze PiS w Skierniewicach zawieszono kartkę z napisem „Mordercy” i organa ścigania już intensywnie działają, a jakże. Ale już w sprawie wizerunków eurodeputowanych na szubienicach, aktów zgonu prezydentów miast czy kobiet pobitych przez bydlaków z Marszu Niepodległości organa okazały się totalnie nierychliwe.

Ekipa TVPiS wdarła się po chamsku do gdańskiego Ratusza. Czyżby znów awanturny, niechlujny i nietrzeźwy szczuj Sitek?

Elżbieta „Coś tam, coś tam” Kruk z Rady Mediów Narodowych powiedziała, że TVP jest okej. I jeszcze coś tam, coś tam.

A poza wszystkim. Czym jest PiS? Z formalno-prawnego punktu widzenia, to zarejestrowania partia polityczna. Z punktu widzenia społecznego, kulturowego, mentalnego, PiS to zgrupowanie ćwierćinteligencji, katolickiego kołtuna polskiego, tego samego o którym pisali poeci Gałczyński i Tuwim. Naftalina.

Magdalena Adamowicz powiedziała w wywiadzie prasowym, że poprosiła organizatorów poglądów, aby zdjęli jej z oczu nie wiadomo po co przybyłych na pogrzeb jej męża – Dudę, Morawieckiego i Glińskiego. To przecież ich media zaszczuły jej męża, więc nie sposób się jej dziwić.

Jak prezes Kaczyński TVP zrujnował

Bojkot TVP to bojkot noża. Kara należy się nożownikowi.

W przyszłą środę rozpocznie się w Sejmie RP debata nad projektem ustawy, który pozwoli wspomóc TVP i Publiczne Radio ogromną sumą z budżetu państwa – 1,2 mld złotych. W uzasadnieniu ustawy czytamy, że ma być to wyrównanie strat jakie ponoszą media publiczne za zwolnienia licznych obywateli IV RP z opłat abonamentowych.
Nie jest to pierwsze wsparcie narodowo- katolickich mediów ze strony rządzącego PiS. Przed rokiem prorządowe media publiczne dostały podobne wsparcie od rządu, prawie 980 mln zł, też z deficytowego budżetu państwa polskiego.
Jest to też druga próba uchwalenia tej ustawy. W zeszłym tygodniu kierownictwo PiS nakazało marszałkowi Kuchcińskiemu zdjęcie tego punktu z porządku obrad. W ostatniej chwili, po masowej krytyce TVP info za wyjątkowo chamskie komentarze związane z zabójstwem prezydenta Pawła Adamowicza.
Korzystając z powszechnego, społecznego oburzenia na TVP info, politycy PO ogłosili bojkot tego kanału informacyjnego. I wezwali pozostałą opozycję do podobnej reakcji.
Bojkot telewizyjnych programów informacyjnych nie jest czymś nowym. W lipcu 2008 roku do bojkotu programów TVN przystąpili politycy PiS. Wytrwali w nim przez pół roku. Wykorzystali go do scementowania swego elektoratu nienawiścią do „wrogiego, antypolskiego TVN”. A także do organizowania i popularyzowania własnych mediów. Dla PiS tamten bojkot był korzystny.
Podobny cel polityczny ma obecny bojkot polityków PO programów TVP info. Mobilizacja swych wyborców oraz wparcie konkurencyjnych wobec TVP mediów komercyjnych, które regularnie wspierają polityków PO.
Lewica polska nie ma politycznego interesu w bojkotowaniu TVP. Nie ma własnych mediów elektronicznych, które ewentualny bojkot mógłby wesprzeć. Do wszystkich polskich mediów, i tych komercyjnych – liberalnych i tych narodowo- katolickich zapraszana jest wedle bieżącego interesu wydawców i ich dysponentów politycznych. Bojkot TVP info oznaczałby jedynie samo wykluczenie się z tych mediów. Ograniczenie swego potencjału informacyjnego.
Lewica polska nie może też podważać sensu istnienia mediów publicznych. To prawda, że rządzący obecnie PiS, przy pomocy Pawła Kukiza, ukradł społeczeństwu TVP SA i Polskie Radio SA. Zamienił je na media narodowo- katolickie. A ich programy informacyjne i publicystyczne na swoje tuby propagandowe.
Ale to nie oznacza, że lewica polska powinna przyłączać się do wsparcia rujnowania mediów publicznych jako instytucji.
Media publiczne nadal są w Polsce największą, choć tylko potencjalną, instytucją upowszechniania kultury. Żadne prywatne media komercyjne tego ustawowego obowiązku nie mają i mieć nie będą.
Liderzy Platformy Obywatelskiej wielokrotnie kwestionowali potrzebę istnienia mediów publicznych. Postulowali ich prywatyzację. Przejęcie ich misji kulturalno- edukacyjnej przez prywatne media komercyjne.
Dlatego parlamentarzyści PO zawsze bojkotowali próby tworzenia nowoczesnego systemu finansowania mediów publicznych podejmowane przez parlamentarzystów SLD.
Przed 2015 rokiem politycy PiS obiecywali stworzenie takiego stabilnego systemu finansowania mediów publicznych. Pan poseł Krzysztof Czabański, pani posłanka Joanna Lichocka i kilku innych wielokrotnie, publicznie obiecywali uchwalenia takiej ustawy.
Te obietnice skończyły się totalną kompromitacją. Przedstawiane przez parlamentarzystów PiS projekty zastąpienia abonamentu radiowo- telewizyjnego porażały brakami podstawowej wiedzy z zakresu organizacji mediów i zwyczajną nędzą intelektualną.
Skierowani na funkcje prezesów Polskiego Radia i TVP komisarze polityczni doprowadzili te publiczne media do ruiny programowej, intelektualnej i nawet finansowej.
Pan prezesowi Jackowi Kurskiemu nie pomogła nachalna komercjalizacja programu TVP. Nie pomogło disco- polo Wacława Martyniuka ani liczne transmisje zawodów sportowych. Deficyt programowy TVP SA ściga się z narastającym deficytem finansowym tej instytucji.
Dlatego pan prezes Jacek Kurski przejdzie do historii polskich mediów jako ten, który zostawił telewizję publiczną zrujnowaną. Za pełna akceptacją pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który akceptował rujnowanie największej instytucji polskiej kultury, pomimo licznych apelów o zaprzestanie tego procederu.
Ponieważ mamy rok wyborczy, to zdominowany przez PiS polski Sejm dorzuci z deficytowego budżetu państwa postulowany miliard złotych. Na wsparcie mediów narodowo- katolickich, które będą wspierać PiS w najbliższych kampaniach wyborczych.
Pan prezes Jacek Kurski nie ma charyzmy Jurka Owsiaka. Nie może odwołać się do hojności społeczeństwa. Musi żebrać o jałmużnę, o łaskę swego pana prezesa.
PiS rządzić Polską wiecznie nie będzie. Lewica zainicjowała odbudowę Warszawy zrujnowanej przez hitlerowców, to pewnie i zainicjuje odbudowę mediów publicznych zrujnowanych wolą pana prezesa Kaczyńskiego.
Zatem krytykujmy dysponentów mediów publicznych, brońmy potrzeby istnienia takich mediów.

Bigos tygodniowy

Lansowaną przez władzę PiS, jej media oraz kościelnego sojusznika tezę, że zachowały się one taktownie i delikatnie w stosunku do rodziny zamordowanego Pawła Adamowicza można włożyć między bajki. Najpierw gdański abepe Głódź, największa Oliwa w polskim Episkopacie, wbrew rodzinie wziął i uparł się, by wygłosić homilię podczas nabożeństwa pogrzebowego w katedrze. I dopiął swego mimo, że rodzina prosiła o innego homilianta. I zrób coś takiemu ćwokowi, który uprze się, że nie odda płaszcza. I co mu zrobisz? Z kolei „Uchodzący za Prezydenta RP” chciał nie tylko zasiąść w na nabożeństwie żałobnym w pierwszym rzędzie, ale nawet zalecał się – za pośrednictwem Przybocznego Szczerskiego – z możliwością wygłoszenia przemówienia sprzed ołtarza, by robić tam politykę. W tej sprawie wiadoma Kancelaria nawet wydzwaniała do wdowy, ale ta nie chciała z nimi rozmawiać. Rodzina zamordowanego z oferty więc nie skorzystała, a organizatorzy pogrzebu czyli Miasto Gdańsk zdecydowanie zażądali, aby „Uchodzący za Prezydenta RP” z młodym Morawieckim i ministrem – pożal się boże – „kultury” Glińskim zasiedli z tyłu, na wyznaczonych im miejscach. A że postanowili w tej sytuacji nie przeginać, więc położyli uszy po sobie. Po nabożeństwie widać było, że „Uchodzący za Prezydenta RP” szybko uszedł z kościoła jak niepyszny, mimo że lubi po kościołach chodzić. Władza PiS jest tym co się stało, wstrząśnięta, ale nie zmieszana i wylewa krokodyle łzy. Wygląda na to że liczyli na zrewanżowanie się przez rodzinę zamordowanego prezydenta z wdzięczności za ten samolot wysłany po Jego małżonkę do Londynu. Czasem też komuś inteligentnemu inaczej, jak funk z TVPiS Klarenbach, wyrwie się fraza typu „jakie życie, taka śmierć”, odnosząca się do Pawła Adamowicza. Klarenbach później za to na wizji przepraszał, ale tak mętnie i pokrętnie, że żałość i zażenowanie dupę ściskały. Przepraszam za odrobinę „rynsztokowego” języka, ale to „rynsztokiem” sprawa.

Podczas tegoż nabożeństwa żałobnego, dominikanin o. Ludwik Wiśniewski (istny Demostenes) wygłosił ostre słowo, które pisowcy wzięli do siebie, choć żadne ze zdań jego sugestywnej filipiki nie było skierowane przeciw nim expressis verbis. Czyli PiS samo siebie zadenuncjowało, niczym podpalacz, który wraca na miejsce spowodowanego przez siebie pożaru, Pojawił się też kolejny, poza Wiśniewskim i Wojciechem Lemańskim, kandydat na dysydenta w sutannie, ksiądz Stanisław Walczak, którzy ochrzanił Beatę Mazurek za mowę nienawiści. Zaraza w Grenadzie się rozprzestrzenia.

Tydzień otworzyło posiedzenie Sejmu RP. Pierwszym punktem miało być oddanie hołdu tragicznie zmarłemu prezydentowi Gdańska. Niestety, nie wszyscy zdążyli… Prezes nie dał rady: wiek, uraz kolanka etc., ale dlaczego nie dotarła na czas para w pełni zdrowia, Mazurkowa i Terlecki, tego nie wie nikt. No tak, holowali chorego.

Wspomniany wyżej Gliński został laureatem plebiscytu „Człowiek Wolności 2018” tygodnika „Sieci”. Laureatami za 2016 i 2017 zostali Prezes i jego Przyłębska. Można by rzec: wolność złapana w sieci. Można też rzec: jaka wolność, tacy laureaci. Na oficjalnym spędzie z tej okazji, z udziałem m.in. Kaczyńskiego, młodego Morawieckiego i innych ważnych pisowskich oficjeli, Bronisław Wildstein wygłosił coś w rodzaju wstępniaka na tę okazję i przy tej okazji, choć pogrzeb był ledwo kilka dni temu, wylał porcję czarnych ekskrementów na zamordowanego Pawła Adamowicza.

Ponad miliard złotych ma uchwalić PiS na utrzymywanie czołowej pisowskiej szczujni (TVP). Trudno o bardziej bezczelną prowokację i pokazanie oponentom gestu Kozakiewicza, zwłaszcza po gdańskim mordzie.

Ekstowarzyszka Jakubowska Aleksandra nie jest już tylko „pożyteczną…” z doskoku, ale jawnie już współuczestniczy jako komentatorka w telewizyjce-plujce bliźniaków Karnowskich. Szczególnie boli ją walka o prawa kobiet. Konwersja z „Dziennika Telewizyjnego” w PRL do kruchty i nacjonalistycznej reakcji. Już był taki podobny jegomość po 1989 roku. Nazywał się – nomen omen – Klechta. Tylko patrzeć jak Jakubowska przyklepie ślub z Karnowskimi felietonem w wydaniu papierowym.

Jurek Owsiak wycofał się ze swojej pierwszej decyzji i nadal będzie dowodził Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. Przy okazji złożył do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji skargę na nienawistne „Plastusie” niejakiej Pieli, które TVPiS pokazywała. Jurku! Nie licz na obiektywizm pisowskiej KRRiT kierowanej przez pisowca Kołodziejskiego. Lepiej zrób jak Hanna Gronkiewicz-Waltz i złóż pozew do sądu.

Prezes TVPiS działając zgodnie z zasadą „łapaj złodzieja” i „uderz w stół, a nożyce się odezwą” zapowiada pozwy przeciwko Adamowi Bodnarowi, Wojciechowi Czuchnowskiemu, Krzysztofowi Skibie i Wojciechowi Sadurskiemu, którzy krytykują jego firmę nakręcanie atmosfery nienawiści i szczucie na przeciwników.

A poza tym Polskę spowijał smog, gorszy niż mowa nienawiści…

Słowo zbrodnią się stało

Słuchanie przekazu TVP info i innych rządowych mediów nie należy do przyjemnych.

Czuję się jak idiota, albo że ci propagandziści chcą idiotę ze mnie zrobić. Komentarze odredakcyjne na temat zabójstwa prezydenta Adamowicza sprowadzone jest tylko do relacji: zabójca psychopata – nieudolna ochrona – dzielna policja – prokuratura która zrobi wszystko, by sprawę wyjaśnić. …”Psychopata mógł zabić nawet prezydenta Polski, bo był pod pałacem prezydenckim, choć tego sam pałac nie potwierdza”…. Zabójstwo prezydenta miasta jest więc, być może, mniejszą tragedią. Sam minister Ziorbo o takiej ewentualności w TVP Info zdaje relację co kilkanaście minut.
Nie ma w tych mediach żadnego odniesienia do znamiennych słów ojca Wiśniewskiego, który w trakcie uroczystości pogrzebowej powiedział, „Człowiek budujący swoją karierę na kłamstwie nie może pełnić wysokich funkcji”. Nie wymienił nikogo z nazwiska, ale na prawicy jest takich wielu, szczególnie wyróżnia się jeden. Dla ułatwienia o kogo chodzi dodam, że nie było go na pogrzebie. Nie wspomina się słowem o wyrokach śmierci na polityków, wydawanych przez straż przyboczną PiS-u, o wieszaniu portretów polityków PO na szubienicach.
Europoseł Legutko uważa, że w Polsce starcia polityczne odbywały się w kategorii werbalnej. Tymczasem słowo zbrodnią się stało. Całe wcześniejsze szczucie, wyzywanie, oskarżanie nie miało nic wspólnego z tragicznym wydarzeniem. Nikt tam nie ma prawa powiedzieć, ani pomyśleć, że ta zbrodnia jest kumulacją tych wcześniejszych werbalnych – jak to określił europoseł – walk politycznych.
Refleksja owszem jest. Trzeba bardziej chronić vipów i lepiej organizować masowe imprezy. I to wszystko.
Przypomnę na koniec, że to postsolidarnościowa prawica sprawiała w ostatnich dziesięcioleciach, że część społeczeństwa ma wykrzywione ze złości twarze i życzy współobywatelom, inaczej myślącym, wszystkiego najgorszego z szubienicami włącznie.
Refleksji u wyborców kto sprawił, że jest u nas tylu obywateli kipiących nienawiścią nie widzę. Prawica jest na topie. I wolę, na razie, tego wątku nie rozwijać bo wnioski byłyby nieprzyjemne.

Kura zagrożony?

Czwartkowa „Rzeczpospolita” donosi, że wniosek Grzegorza Podżornego pozostanie bez dalszego biegu, a Jacek Kurski kolejny raz ocali głowę. Kaczyński chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wielkie straty wizerunkowe przynosi jego partii TVP.
Do wyborów jeszcze dziewięć miesięcy – przez ten czas PiS zdążyłby jeszcze nadrobić stracone punkty, ale warunek jest jeden: odsunięcie Kurskiego od mediów publicznych i uderzenie się w pierś (choćby na pokaz) po śmierci Pawła Adamowicza.
Mają zapewne rację dziennikarze „Rzepy”, że nic z tego nie będzie, ale odnotowują, że prezes dostrzega problem: „W środę Sejm miał zająć się projektem ustawy, który zapewniłby mediom publicznym ponad miliard złotych rekompensaty. Niespodziewanie jednak w środę rano okazało się, że projekt spadł z porządku obrad” – pisze red. Michał Kolanko.
Poniedziałkowych „Wiadomości” nie jest w stanie obronić nikt, nawet prorządowi publicyści.
Przypomnijmy, że w środę 16 stycznia zawieszono proces gdańskiego ratusza wytoczony przeciwko TVP za inny zmanipulowany materiał, stawiający w złym świetle zmarłego prezydenta – pokazano tam Pawła Adamowicza jako zwolennika ściągania do Polski agresywnych, niebezpiecznych band uchodźców. Miasto stwierdziło, że naruszono jego dobre imię. Poszła skarga do KRRiT, Rady Mediów Narodowych i do sądu. Postępowanie zostanie wznowione, kiedy rządy obejmie komisarz Aleksandra Dulkiewicz. Telewizja tłumaczyła się dość mętnie, choć przyznała, że to co wyemitowano, nie było w porządku:
„Do naruszenia (…) dobrego imienia, wiarygodności i zaufania społecznego Gminy Miasta Gdańsk nie mogły przyczynić się nawet ewentualne, drobne nieprawidłowości związane z montażem audycji, które zostały niezwłocznie naprawione” – pisał Piotr Lichota, ówczesny dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej TVP. W lipcu 2017 Kurski spuścił z tonu. Podpisał się pod wyjaśnieniami szefa TAI, w których możemy przeczytać: „W trakcie postępowania wyjaśniającego stwierdzono pewne uchybienia warsztatowe. W związku z tym, zarówno autor materiału, jak i wydawca programu zostali decyzją władz TVP SA zawieszeni w obowiązkach na okres jednego miesiąca, a przedmiotowy materiał został usunięty z mediów społecznościowych”. Jak się okazało, materiał z 2016 był tylko przygrywką do tego, co „Wiadomości” pokazały w ostatni poniedziałek.
W środę wieczorem pod redakcją TVP Info przy Pl. Powstańców Warszawy odbył się protest „Stop propagandzie nienawiści”.
Ps. z ostatniej chwili: Jak możemy się dowiedzieć z oświadczenia wydanego po ostatnim proteście, to TVP czuje się ofiarą nagonki. Podkreślono w nim, że pracownicy i współpracownicy TVP stali się ofiarami „niczym nieuzasadnionej nagonki i agresji”, a „pod adresem niektórych z nich i ich rodzin kierowane są groźby. Zarząd TVP informuje, że wszelkie tego typu zachowania są zgłaszane do właściwych organów”.

Bitwa o media My, socjaliści

W ramach wojny o zawładnięcie Polską, poza bitwą o sądy i Trybunał Konstytucyjny, toczy się bitwa o opinię publiczną, którą kształtują media.

 

To władza nad mediami i treściami medialnymi jest przedmiotem rozgrywki. Ma ona charakter międzynarodowy, bowiem polskie media w znaczącej części sprywatyzowane już w latach 90. są dziś w rękach kapitału międzynarodowego.
Praktyka wskazuje, że poza kwestami ekonomicznymi i walką o zysk, istotną sprawą jest charakter i treść przekazów medialnych.
Jednym z fundamentów demokracji liberalnej, którą uprawiamy, przynajmniej teoretycznie, są wolne media i komunikacja społeczna w mediach i poza nimi. Zasadne jest więc pytanie jaka demokracja, zarówno w sensie ideowym, jak i swoistych mechanizmów realizacji, jest potrzebna. Wielu autorów twierdzi, że od dłuższego czasu znajdujemy się w erze postdemokracji, czyli sytuacji, w której nasze instytucje polityczne są trwale niezdolne do umożliwienia ludziom wywarcia rzeczywistego wpływu na politykę.
W latach 80. XX wieku w obszarze naszej cywilizacji zaczęła dominować zarówno w ekonomi, stosunkach społecznych jak i w praktyce państwa wizja neoliberalna. W doktrynalnym ujęciu neoliberalnym decyzje dotyczące gospodarki i finansów nie podlegają publicznym rozstrzygnięciom. Jednocześnie neoliberalizm podporządkowuje politykę jednej podstawowej zasadzie – konkurencyjności. Tym samym podkopuje i pozbawia dotychczasowe procedury demokratyczne wszelkiej treści. Demokracja to możliwość wyboru pomiędzy różnymi i odmiennymi orientacjami oraz zasadami organizującymi społeczeństwo. Neoliberalizm ten wybór uniemożliwia, tym bardziej, że jako doktryna konstruktywistyczna aktywnie przekształca państwo i społeczeństwo, by dostosować je do swojej wizji. Państwo musi zachować się jak podmiot rynkowy i przy podejmowaniu wszelkich działań uwzględniać rachunek zysków i strat oraz podejmować kryterium efektywności ekonomicznej. Tymczasem do żadnej z podstawowych instytucji czy wartości demokracji liberalnej – wolne wybory, demokracja przedstawicielska, swobody obywatelskie, udział społeczeństwa w procesie demokratycznym i procesie rządzenia – nie można odnieść zasad konkurencyjności gospodarczej, bądź rachunku zysków i strat.
Stąd też od wielu już lat i w Polsce, ale też w skali naszej sfery cywilizacyjnej, mamy do czynienia z kryzysem systemowym, upadkiem zasad i ograniczeniem wielu funkcji demokracji. Sytuacja ta ma poważny wpływ na media. Stały się one bowiem podmiotami rynkowymi. Są też efektem porozumienia i kompromisu pomiędzy potężnymi siłami politycznymi i gospodarczymi. Zagadnienie wolności i niezależności mediów w systemie demokratycznym uznawane jest za kluczowe. Zasadniczą cechą demokracji liberalnej jest wolny dostęp do informacji, ich wymiana i upowszechnienie.
Do analizy związków mediów masowych i mechanizmów komunikacji społecznej z demokracją mają bezpośrednio znaczenie dwa z przedstawionych warunków, a mianowicie: warunek dotyczący wolności wypowiedzi oraz istnienie alternatywnych źródeł informacji.
Dziś większość świata polityki, biznesu i mediów zgadza się co do centralnej roli mediów w procesie politycznym, w przekazywaniu i interpretowaniu obiektywnych wydarzeń w sferze politycznej oraz ułatwianiu subiektywnego ich postrzegania w szerszej sferze publicznej. Z tego powodu stronniczość ma kluczowe znaczenie polityczne, choć wiadomo powszechnie, że jest ona dość powszechnym zjawiskiem. Obiektywnych, nieprzypisywanych do poszczególnych partii politycznych czy nurtów ideowych mediów można szukać długo. Wiadomo bowiem, że prowadzenie jakiejkolwiek polityki – demokratycznej, czy niedemokratycznej – na poziomie narodowym i międzynarodowym jest coraz bardziej uzależnione od mediów.
W Polsce trwa dziś debata i spór o rolę mediów w dzisiejszym kształcie polskiej demokracji. Wielu upatruje duże ich znaczenie dla kształtowania opinii publicznej, wielu widziałoby media jako jeden z kilku filarów władzy. Odpowiedź na pytanie, czy media są, czy nie są czwartą władzą, nie jest prosta i jednoznaczna. W sensie formalnym i prawnym media władzą nie są. Media mogą mieć władzę, kiedy są wolne od presji politycznej, czy ekonomicznej, także kiedy formułują niezależne sądy i opinie. Ta niezależność pozwala im także na kontrolę innych władz – ustawodawczej, wykonawczej, sądowniczej. Media są władzą jeszcze w jednym ważnym aspekcie. Wiąże się on z procesami kształtowania świadomości społecznej, z wpływem na umysły odbiorców, ich postawy, zachowania, preferencje, oczekiwania, gusty, życzenia i zainteresowania.
Można z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że dziś w Polsce trwają trzy bitwy o media: pierwsza o formalną władzę nad mediami i wygaszenie niektórych funkcji demokracji, które dotyczą mediów m.in. swobody dostęp do informacji i wielość źródeł informacji alternatywnej. Na tym tle istotna jest orientacja społeczna wobec takich zjawisk jak lawina informacyjna, wykluczenie cyfrowe i postprawda. Druga – walka o cofnięcie procesów prywatyzacyjnych lat 90., które zachodziły z dużym udziałem kapitału zagranicznego. Dziś ponad 80 proc. instytucji medialnych jest w Polsce w rękach kapitału zagranicznego, przeważnie niemieckiego. Stan taki odnotowuje się wyłącznie w krajach postkolonialnych. Trzecia – to bitwa o podmiotowość środowiska dziennikarskiego i niezależność opinii, nastąpiło bowiem powszechne urynkowienie, co stawia interes kapitału i zysk ponad wartościami społecznymi.
Konstatując trzeba stwierdzić, że jednym z kanonów lewicy są wolne media i walka o ich demokratyczny kształt, dające społeczeństwu obiektywizm opinii.

Lotto Ekstraklasa: Kontrakt mocno przepłacony

Fot. Nasza piłkarska ekstraklasa oprawą dorównuje najlepszym ligom w Europie, ale poziomem sportowym od nich odstaje

 

 

Zarządzająca rozgrywkami piłkarskimi w najwyższej klasie rozgrywkowej spółka Ekstraklasa SA odniosła sukces – podpisała dwuletni kontrakt z nC+ i Telewizją Polską o wartości pół miliarda złotych. Umowa zacznie obowiązywać od sezonu 2019-2020.

 

Obecny kontrakt na prawa telewizyjne do pokazywania meczów naszej piłkarskiej ekstraklasy wygasa z końcem obecnego sezonu. Umowa obowiązuje od edycji rozgrywek 2015-2016 i na jej podstawie sześć meczów w każdej kolejce ligowej pokazywane jest na żywo w kanałach nC+, natomiast dwa (pierwszy piątkowy oraz poniedziałkowy) – w Eurosporcie. Prawo do transmisji dwóch wybranych spotkań w sezonie ma również TVP. Łączna wartość tego czteroletniego kontraktu wynosi około 600 mln złotych, co oznacza, że za każdy sezon na konto spółki Ekstraklasa SA nadawcy przekazują około 150 mln złotych. Zważywszy na żenujące wyniki polskich zespołów uzyskiwane w europejskich pucharach w tym okresie oraz na ogólny regres jaki panuje ostatnio na rynku praw telewizyjnych w Europie, nowy dwuletni kontrakt został przez nabywców przepłacony. Platforma nC+ na spółkę z TVP zgodziły się płacić Ekstraklasie SA około 250 mln złotych za sezon, co potwierdził prezes Ekstraklasy SA Marcin Animucki. „Wartość dwuletniego kontraktu opiewa na pół miliarda złotych, co oznacza, że jest to najwyższy kontrakt medialny w historii polskiej ligi”.

Z przekazanych do publicznej wiadomości informacji wynika, że wszystkie mecze w sezonie (296) będą transmitowane przez nC+. TVP pokaże 37 meczów, po jednym spotkaniu z każdej kolejki rozgrywanym w sobotę lub niedzielę o godz. 17.30. Prezes TVP Jacek Kurski rzecz jasna uznał to za sukces. „Po zakupie praw do reprezentacji Polski, mistrzostw świata i Europy, po tym jak TVP Sport jest kanałem ogólnodostępnym, przyszedł czas na ostatni element. Jeden mecz w każdej kolejce ekstraklasy przez dwa sezony to spełnienie marzeń, a także oczekiwań naszych wiernych widzów, którzy na to czekali. Spełniamy obietnice, nie rzucamy słów na wiatr. Nigdy wcześniej ekstraklasa nie była obecna w takim wymiarze w Telewizji Polskiej. Widzowie TVP będą mogli oglądać mecze na żywo, nie tylko w TVP Sport, lecz także w TVP1 czy w TVP2” – chwalił się Kurski. Z nieoficjalnych przecieków wiadomo, że TVP zamierza wybierać z tego tortu tylko mecze z udziałem najbardziej medialnych zespołów – Legii Warszawa, Lecha Poznań i ze względu na kibicowską sympatię prezesa Lechii Gdańsk.

Głównym nadawcą telewizyjnym z meczów piłkarskiej ekstraklasy jest platforma nC+, która przejęła prawa po fuzji z Canal+, który był ich właścicielem od 1995 roku. W 2008 roku Canal+ na spółkę z Orange Sport zapłaciły za trzyletnią umowę z Ekstraklasą SA 360 mln złotych (120 mln zł za sezon), ale wysokość kolejnego czteroletniego kontraktu zmniejszono do 90 mln zł za sezon. To dowodzi, że przy słabych wynikach w Europie można się z ekstraklasą skutecznie targować.

 

Prawda najprawdziwsza

Ciągle jeszcze wolne media uwierają prezesa Kaczyńskiego niczym cierń w bucie. Gdyby nie one, media rządowe czyli dawniej publiczne radio i telewizja bez przeszkód krzewiłyby prawdę wg PiS, choć jest ona bardzo nieprawdziwa.
Media niezależne podają swoja wersję wydarzeń, też często subiektywną, ale i tak bardziej obiektywną niż magma informacyjna wydalana przez dziennikarzopropagandzistów w PiS-owskich mediach. Walka informacyjna zaostrza się i nie media rządowe są w niej górą. Widać to po wynikach oglądalności i słuchalności. Stacja radiowa RMF FM, będąca własnością zagranicznego kapitału me słuchalność wyższą niż wszystkie programy publicznego radia razem wzięte. Słuchalność radia publicznego leci na łeb na szyję, a to oznacza, że słuchacze mają dość rządowej propagandy. Podobnie spada oglądalność publicznej telewizji. I nawet nie wiem jak Kurski by się natężał to ciężaru kłamstwa nie udźwignie, taki to ciężar.
W punktach sprzedaży zalegają stosy Gazety Polskiej, a kupowany jest tabloid Fakt wydawany przez niemieckiego właściciela. Podobny jemu treścią, z krajowym kapitałem, tabloid Superekspres, puszczający oko do PiS, pozostaje daleko w tyle. PiS-owskie czasopisma żywią się reklamami spółek skarbu państwa, a ich propagandowy personel pławi się w luksusach. Ten przepływ czytelników, słuchaczy i oglądaczy w kierunku mediów niezależnych jest dla PiS groźny. Pokazuje on, że do obywateli dociera świadomość, że są, za pomocą rządowej propagandy, manipulowani i stymulowani. Ta świadomość narasta powoli, ale narasta.
Obywatel zadaje sobie pytanie. Skoro PiS mówi tylko prawdę, a reszta to kłamcy to dlaczego ta prawda jest coraz częściej kwestionowana i budzi coraz więcej pytań i do owych kłamców czyli mediów nie PiS-owskich obywatel zwraca się w poszukiwaniu prawdy.
Nie oznacza to, że media niezależne promieniują sama prawdą. Do tego im także daleko, ale bliżej niż PiS-owi i jego propagandowym służbom.

Walka w Lidze Mistrzów rozpoczęta

Liga Mistrzów rozpoczęła rozgrywki sezonu 2018-2019. Tytułu broni Real Madryt, który mimo odejścia Cristiano Ronaldo zamierza wygrać rywalizację w europejskiej elicie klubowej po raz czwarty z rzędu. W tym sezonie nie będzie to jednak łatwe zadanie.

 

Real Madryt ma już na koncie serię pięciu kolejnych triumfów w tych rozgrywkach – w latach 1956-60 „Królewscy” zwyciężyli w pierwszych pięciu edycjach. Teraz są bliscy powtórzenia tego wyczynu, chociaż po odejściu Cristiano Ronaldo mało kto daje im szanse na wygranie Ligi Mistrzów po raz piąty z rzędu. Zwłaszcza że klub opuścił także trener Zinedine Zidane, pod wodzą którego „Galaktyczni” byli najlepsi w trzech ostatnich edycjach. Ale i tak dokonania Realu budzą podziw. Żaden inny klub nie dorównuje mu w liczbie trofeów. Po trzy triumfy z rzędu mają jeszcze tylko Ajax Amsterdam i Bayern Monachium. W sumie „Królewscy” wygrywali te elitarne rozgrywki aż 13 razy. W tym sezonie Ligi Mistrzów „Królewscy”, już prowadzeni przez nowego trenera, Julena Lopeteguiego, trafili do grupy G z AS Roma, CSKA Moskwa i Viktorią Pilzno.

Który zespół może przerwać dominację potentata z Madrytu? Od 2014 roku tylko hiszpańskie kluby wygrywały Ligę Mistrzów, więc do grona pretendentów trzeba w pierwszej kolejności zaliczyć Barcelonę i lokalnego rywala „Królewskich, Atletico. Na pewno zdolne do przełamania hiszpańskiej dominacji są angielskie kluby, z finalistą poprzednich rozgrywek Liverpoolem i Manchesterem City Pepa Guardioli na czele. Taki cel arabscy szejkowie stawiaj też przed naszpikowaną gwiazdami ekipą Paris Saint-Germain, z Cristiano Ronaldo w składzie w rywalizacji o z pewności będzie się liczył także Juventus Turyn. Niewykluczone, że do gry o najwyższe laury włączy się też Bayern Monachium, który pod wodza nowego trenera Niko Kovaca jeszcze w tym sezonie nie przegra meczu.

Piłkarze w Lidze Mistrzów będą walczyć nie tylko o sławę, ale też o duże pieniądze. Triumfator tej edycji Champions League może zarobić nawet 82,5 mln euro, jeśli wygra wszystkie mecze fazy grupowej. To znacznie większa suma w porównaniu do poprzedniego sezonu, gdy za tę sam boiskową pracę UEFA płaciła 57,5 mln euro. W rozpoczętej we wtorek 18 września fazie grupowej Ligi Mistrzów można zarobić nawet 31,5 mln euro, ale trzeba wygra wszystkie sześć meczów. Premia za awans do 1/8 finału wynosi 9,5 mln euro, za ćwierćfinał 10,5 mln, za półfinał 12 mln euro. Przegrany w finale otrzyma 15 mln euro, a zwycięzca 19 mln euro.

W tym sezonie nastąpiła zmiana nadawcy Ligi Mistrzów w Polsce. Przez trzy lata wszystkie mecze będzie pokazywać Polsat w kanałach kodowanych, w środy jeden mecz (o 21.00) pokaże TVP. W pierwszej kolejce polscy kibice będa mogli obejrzeć spotkanie Realu Madryt z AS Roma.