Koniec rzucania bidonami

Od 1 kwietnia Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) wprowadziła zakaz wyrzucania przez zawodników w czasie wyścigów jakichkolwiek odpadków. Także pustych bidonów. Za nieprzestrzeganie tego zakazu grożą surowe kary.

Pierwszą ofiarą nowego rozporządzenia UCI został 34-letni szwajcarski kolarz z grupy AG2R Citroen Michael Schar, który podczas rozegranego w minioną niedzielę klasyku Tour des Flandres rzucił bidon w kierunku grupki kibiców i został za to zdyskwalifikowany. Surowa kara wywołała oburzenie wśród pozostałych zawodników, a Schar na swoim profilu społecznościowym tłumaczył, że bidony pozostawiane na trasie wyścigów przez peleton top nie są żadne śmieci, tylko cenione przez kibiców pamiątki. „W spokojnych momentach w wyścigu zawsze trzymam w ręku bidon, a gdy zobaczę przy drodze dzieciaki, to delikatnie rzucam go tam, gdzie mogą go bezpiecznie złapać. Dla takich chwil kocham nasz sport. I nikt nie powinien nam tego odbierać”. Jego post polubiło ponad 60 tysięcy internautów, a Szwajcara wsparli znani kolarze, m.in. Greg Van Avermaet, Marcel Kittel, Richie Porte i Michał Kwiatkowski, a Chris Froome nawet opublikował filmik z rozgrywanego Wyścigu Dookoła Kraju Basków, w którym widać jak rzuca swój bidon kibicom. „W tym tygodniu coś takiego kosztowałoby mnie dyskwalifikację. Zabawne, UCI” – napisał czterokrotny zwycięzca Tour de France.
Wygląda jednak na to, że kolarze nic swoimi protestami nie zdziałają, bo działacze kolarskiej federacji obrali kurs na ekologię. Twardo postulują, by w kolumnie transportowej jeździły wyłącznie pojazdy z napędem hybrydowym albo elektrycznym, a obowiązujące od 1 kwietnia tego roku przepisy zakazujące w strefie 30-40 km przed metą wyrzucania odpadków, m.in. bidonów, opakowań po żelach energetycznych, części ubrań. Dyskwalifikacja nie jest jedyną sankcją za takie wykroczenia – grożą też utrata punktów i kary czasowe. Nad sensownością walki ze śmieceniem podczas wyścigach nikt nie dyskutuje, bo peleton potrafi zostawić za sobą setki kilogramów różnych odpadków.

Dyskwalifikacja chuligana

Międzynarodowa Federacja Kolarska (UCI) nałożyła karę dziewięciu miesięcy dyskwalifikacji na holenderskiego kolarza Dylana Groenewegena za spowodowanie upadku rodaka Fabio Jakobsena podczas tegorocznego Tour de Pologne.

Fatalny w skutkach upadek miał miejsce 5 sierpnia w Katowicach. Na ostatnich metrach sprinterskiego etapu TdP Groenewegen – przy prędkości ponad 70 km na godzinę – odepchnął łokciem wyprzedzającego go Jakobsena. Poszkodowany Holender wpadł w barierki. 24-letni Jakobsen doznał ciężkich urazów – miał połamane podniebienie, stracił wszystkie zęby, zmiażdżeniu uległa górna część dróg oddechowych.
Przez kilka godzin polscy lekarze w szpitalu w Sosnowcu walczyli o jego życie. Po dwóch dniach Holender został wybudzony ze śpiączki, a po tygodniu wrócił do ojczyzny. Poszkodowany został też Groenewegen (złamany obojczyk) oraz dwóch innych kolarzy i stojący na linii mety sędzia. To najwyższa możliwa kara w kolarskim kodeksie poza sankcjami za przewinienia dopingowe. Winowajca będzie mógł wrócić co ścigania na początku maja 2021 roku.

Kraksy w Tour de Pologne

Dotkliwe sankcje spadły na holenderskiego kolarza Dylana Groenewegena za spowodowanie groźnego w skutkach upadku rodaka Fabio Jakobsena na finiszu pierwszego etapu tegorocznego Tour de Pologne. Został wykluczony z wyścigu, zawieszony przez swój zespół, Jumbo-Visma, w prawach zawodnika. A teraz czeka na wyrok Międzynarodowej Unii Kolarskiej oraz wynik dochodzenia wszczętego przez polską prokuraturę.

Do incydentu doszło podczas rozgrywanego w środę pierwszego etapu 77. Tour de Pologne. Już w Katowicach na finiszu Groenewegen odepchnął łokciem wyprzedzającego go rodaka Fabio Jakobsena, który przy prędkości około 80 km/h z impetem upadł na barierki, zderzył się ze stojącym za barierkami jednym z sędziów, a następnie uderzył jeszcze w słup ogłoszeniowy. Holenderski kolarz doznał ciężkich urazów głowy i klatki piersiowej. Przewieziono go natychmiast do szpitala w sosnowcu, gdzie przeszedł pięciogodzinną operację, a następnie został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej, z której został wybudzony dopiero w piątek. Jego stan lekarze określają jako ciężki, ale stabilny.
W kraksie zostali poszkodowani również wspomniany sędzia oraz kilku innych zawodników, w tym sam Groenewegen, który doznał złamania obojczyka. Natychmiast został jednak zdyskwalifikowany, a jeszcze Holendrowi grozi proces cywilny.
Prokurator w Katowicach wszczął już śledztwo w tej sprawie, do sądu zamierza go podać również Patrick Lefevere, szef grupy kolarskiej Deceuninck-Quick Step, w której barwach ściga się Jakobsen.
Z kolei zespół sprawcy wypadku, Groenewegena, Jumbo-Visma, w opublikowanym komunikacie w pierwszej kolejności przeprosiła za zachowanie swojego zawodnika i uznała jego winę za spowodowanie kraksy, zawieszając go w prawach zawodnika do czasu podjęcia decyzji przez Międzynarodową Unię Kolarską, ale poinformowała zarazem, że będzie też wspierać Groenwegena i jego rodzinę, ponieważ znajdują się oni „w fatalnym stanie psychicznym”.
Groenewegen udzielił wywiadu holenderskiej telewizji NOS. W jego trakcie płakał przy niektórych wypowiedziach i wyraził skruchę: „To był mój błąd i moja jest w tym wszystkim wina. Chciałbym jednak powiedzieć to wyraźnie – nigdy moim celem nie było spowodowanie niebezpieczeństwa dla innych kolarzy. Ale zdecydowanie popełniłem błąd. Zjechałem ze swojego toru jazdy, a tego robić nie wolno. Od razu wiedziałem, że jest źle. Przepraszam za mój błąd. Myślę teraz tylko o Fabio i jego rodzinie. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego i szybko dojdzie do siebie”.
Team Jumbo-Visma zdecydował, że Groenewegen na razie nie będzie startował w wyścigach. Zawieszenie będzie obowiązywać do zakończenia procedury dyscyplinarnej Międzynarodowej Unii Kolarskiej. „Nie dotknę teraz roweru, a przez kilka następnych miesięcy nawet nie pomyślę o ściganiu się. Potem zobaczymy, co dalej i jak się dalej potoczy moja historia” – powiedział kolarz.
Na trzecim etapie doszło do kolejnego wypadku, tym razem z udziałem francuskiego kolarza Mickaela Delage’a, któryna trasie do Bielska-Białej przewrócił się na jednym ze zjazdów i został przetransportowany helikopterem do szpitala.
Na szczęście nie doznał poważniejszych obrażeń. Podczas rozegranego w sobotę czwartego, tzw. królewskiego etapu Tour de Pologne, wokół Bukowiny Tatrzańskiej, na niecałe 70 kilometrów przed metą doszło do kraksy w peletonie z udziałem kilkunastu zawodników, wśród których był też lider wyścigu Ekwadorczyk Richard Carapaz z grupy Ineos. W niedzielę odbył się ostatni etap 77. TdP, z Zakopanego do Krakowa. Wyścig był już w zasadzie rozstrzygnięty, więc spodziewano się, że kolarze nie będą już szarżować i impreza nie będzie miała więcej ofiar.

Przerwany etap

Rozegrany w minioną środę pierwszy etap kolarskiego wyścigu Dookoła Mazowsza został decyzją sędziego głównego anulowany po zderzeniu motocyklisty z jednym z pojazdów kolumny wyścigowej.

Wyścig, inaugurujący po czteromiesięcznej przerwie rywalizację o punkty Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI), zgromadził na starcie 147 zawodników z 25 drużyn. Pierwszy etap liczący 168 km poprowadzono wytyczoną trasą wokół Teresina. Rywalizację wstrzymano na około 30 kilometrów przed metą, gdy przejazd kolumny wyścigowej po wypadku drogowym został zablokowany przez policję i straż pożarną po wypadku, w którym przygodny motocyklista zderzył się z dużą prędkością z autem zamykającym kolumnę wyścigu. Odniósł poważne obrażenia i do szpitala został przewieziony śmigłowcem.
Po naradzie dyrektor wyścigu Dookoła Mazowsza i sędzia główny postanowili zastosować tzw. neutralizację. Wszystkim zapisano jednakowy czas i nie wyłoniono zwycięzcy etapu. Wyniki rozegranych do chwili wstrzymania wyścigu dwóch lotnych premii zaliczone zostały do klasyfikacji generalnej, ale wyścig postanowiono kontynuować i dokończyć.

Nie stwierdzili dopingu

Francuska prokuratura zamknęła dochodzenie w sprawie dopingu technologicznego w kolarstwie, wszczęte w 2016 roku po wpadce Belgijki Femki Van den Driessche w mistrzostwach świata w kolarstwie przełajowym.

Dochodzenie nie wykryło innych przypadków korzystania z nielegalnego wsparcia technologicznego przez zawodników najwyższej rangi. Ukryty w ramie roweru elektryczny silnik wykryto podczas przełajowych mistrzostw świata u belgijskiej kolarki Femki Van den Driessche. To był pierwszy przypadek w historii wyścigów UCI zastosowania dopingu technologicznego. Międzynarodowa Unia Kolarska ukarała Belgijkę sześcioletnią dyskwalifikacją, nie dając wiary jej zapewnieniom, iż nic nie wiedziała o silniku wspomagającym. Zdruzgotana oskarżeniami 23-letnia wówczas Van den Driessche po ogłoszeniu werdyktu UCI ogłosiła zakończenie sportowej kariery.
Według danych Międzynarodowa Unia Kolarska tylko w 2016 roku przeprowadziła łącznie prawie cztery tysiące kontroli. Nie wykryto żadnego nowego oszustwa, chociaż w mediach pojawiło się mnóstwo publikacji o technicznych rozwiązaniach stwarzających takie możliwości.

Zaczną od Tour de Pologne

Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) podała nowy kalendarz imprez. Wynika z niego, że przeniesiony na sierpień Tour de Pologne będzie pierwszym wieloetapowym wyścigiem w tym sezonie.

Po analizie sytuacji zdrowotnej i prawnej w krajach, w których rozgrywane są największe imprezy kolarskie oraz po konsultacjach z Radą Kolarzy Zawodowych, Międzynarodowa Unia Kolarska ustaliła ostateczny kształt nowego kalendarza imprez. Sezon ma się rozpocząć 1 sierpnia od wyścigu na toskańskich szutrach w pobliżu Sieny – Strade Bianche. Dwa razy wygrywał go Michał Kwiatkowski. Natomiast 5 do 9 sierpnia kolarze ścigać się będą w Tour de Pologne. Największa w Polsce impreza kolarska, pierwotnie mająca się odbyć w lipcu, po przeniesieniu na sierpień utrzymała się w kalendarzu UCI i na dodatek będzie pierwszym wieloetapowym wyścigiem w tym nietypowym z powodu pandemii koronawirusa sezonie. Skreślono natomiast z kalendarza wieloetapowe wyścigi Dookoła Katalonii i Dookoła Kraju Basków oraz Tour de Romandie i Tour de Suisse.
Możliwe, że dzięki temu obsada TdP będzie mocniejsza niż zazwyczaj. Wyścig ma mieć jednak tylko cztery etapy. Potem w terminarzu znalazł się wieloetapowy Criterium du Dauphine (12-16 sierpnia), po którym zaplanowano terminy dla Tour de France (29 sierpnia – 20 września). Z kolei wyścig Giro d’Italia ma się odbyć w dniach od 4 do 25 października, a Vuelta a Espana od 20 października do 8 listopada. Hiszpański wyścig zostanie skrócony do 18 etapów i zostanie przeprowadzony wyłącznie na terenie Hiszpanii. Organizatorzy zrezygnowali z planowanego na ten start wielkiego otwarcia w Holandii. Końcówka Giro i początek Vuelty nakładają się na siebie. Natomiast zaraz po zakończeniu „Wielkiej Pętli”, której finał tradycyjnie zaplanowano w Paryżu, w Szwajcarii odbędą się mistrzostwa świata – 23 września zaplanowano jazdę indywidualną na czas, a 27 sierpnia wyścig ze startu wspólnego.

Nie będzie wyścigów do czerwca

Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI) poinformowała w środę, że ze względu na pandemię koronawirusa zawiesiła do 1 czerwca wszystkie wyścigi. Wcześniej odwołano kolarskie imprezy tylko do końca kwietnia.

Decyzję o wydłużeniu okresu zawieszenia kolarskiej aktywności podjęto po spotkaniu z organizatorami imprez oraz przedstawicielami grup zawodowych i samych kolarzy. Ostatnim zakończonym, choć skróconym, wyścigiem z udziałem czołowych zawodników był rozegrany w dniach 8-14 marca klasyk Paryż-Nicea. Po nim odwołano m.in. Giro d’Italia oraz cztery inne z najbardziej prestiżowych kolarskich wyścigów: Mediolan-San Remo, Dookoła Flandrii, Paryż-Roubaix oraz Liege-Bastogne-Liege.
Obecnie pierwszym wyścigiem elity, którego jeszcze nie skreślono, jest Dookoła Szwajcarii (7-14 czerwca), a kolejnymi są Tour de France (27 czerwca – 19 lipca) i Tour de Pologne (5-11 lipca). W Polsce sezon kolarski rozpocznie się najwcześniej od Małopolskiego Wyścigu Górskiego (5-7 czerwca). Krajowe mistrzostwa zaplanowano w dniach 18-21 czerwca w Dusznikach.