Wyprowadzenie wojsk radzieckich z Niemiec Wschodnich

Wyprowadzenie wojsk radzieckich z Polski, zjednoczonych Niemiec i innych krajów byłego obozu socjalistycznego stanowiło jedną z podstawowych przesłanek odzyskania przez te kraje pełnej suwerenności. Proces ten przebiegał w różnym tempie i z różnymi problemami w poszczególnych krajach.

30 lat temu rozpoczęło się wyprowadzenie wojsk radzieckich z Niemiec Wschodnich. Na początku w polu zainteresowania Przedstawicielstwa Ambasady Polskiej w Berlinie (taki status otrzymała nasza placówka po zjednoczeniu Niemiec – Ambasada była w Kolonii) pozostawała kwestia wyprowadzenia wojsk radzieckich z terytorium byłego NRD. W miarę rozwoju tego procesu korzystaliśmy z doświadczeń niemieckich przy wyprowadzaniu wojsk radzieckich z Polski.
Sądzę, że kiedy kierownik Przedstawicielstwa Ambasador Wojciech Wieczorek poprosił mnie o zajmowanie się tym tematem, kierował się przy tym moimi dobrymi kontaktami zarówno z kształtującymi się kompetentnymi władzami niemieckimi, jak i w korpusie dyplomatycznym.
12 października 1990 r., tuż po zjednoczeniu Niemiec, podpisano w Bonn umowę pomiędzy ZSRR a RFN o warunkach czasowego pobytu i planowego wycofywania wojsk radzieckich z terytorium RFN. W chwili rozpoczęcia wycofywania w Zachodniej Grupie Wojsk znajdowało się: 337 800 żołnierzy, 208 400 pracowników cywilnych i ich rodzin oraz cały nagromadzony sprzęt bojowy. Na szefa Niemieckiej Grupy Kontaktowej ds. Radzieckich Sił Zbrojnych w Niemczech (praktycznie szefa Grupy Wycofywania) został wyznaczony gen. Mjr Hartmut Förtsch, z którym udało mi się nawiązać bezpośrednie kontakty, bardzo cenne i pomocne w zajmowaniu się przeze mnie tą problematyką.
Na przełomie lat 1990/1991 znacznie zaostrzyły się problemy związane ze stacjonowaniem wojsk radzieckich w Niemczech. Z jednej strony, w coraz większym stopniu było manifestowane niezadowolenie miejscowej ludności z powodu ich dalszego pobytu. Nasiliły się nastroje antyradzieckie. Z drugiej coraz gorsza sytuacja panowała w samej armii, upadało jej morale, mnożyły się przypadki łamania dyscypliny wojskowej, co wyrażało się m.in. w nasilającej się dezercji zarówno wśród żołnierzy jak i oficerów, sprzedaży radzieckiej broni i umundurowania, dużej liczbie przypadków śmiertelnych. Nastroje w armii pogarszała kryzysowa sytuacja w ZSRR, brak perspektyw i obawy o przyszłość powracających żołnierzy (ok. 60 proc. przebywających w RFN radzieckich oficerów i podchorążych nie posiadało w Związku Radzieckim własnych mieszkań). Na tym tle perspektywa powrotu wywoływała niezadowolenie w rodzinach wojskowych, zwłaszcza u kobiet przyzwyczajonych do innego poziomu życia. Zgodnie z zawartym układem wojska radzieckie miały zostać wyprowadzone z Niemiec do końca 1994 r. i rozmieszczone na terenie ZSRR (w pierwszych trzech latach po 30% stanu, w ostatnim roku 10 proc.). Jednakże w trakcie realizacji proces wycofywania okazał się znacznie bardziej skomplikowany niż pierwotnie zakładano. W naszych, czyli placówki w Berlinie, obserwacjach i ocenie tego procesu niezmiernie cenną okazała się informacja, jaką uzyskałem w końcu 1990 r. w rozmowie z dyplomatą z Przedstawicielstwa Ambasady ZSRR, dotyczącą tego, skąd wzięła się kwota 15 mld marek zachodnioniemieckich kosztów wycofywania Zachodniej Grupy Wojsk z Niemiec, mająca w konsekwencji istotny wpływ na przebieg tego procesu. Według radzieckiego dyplomaty stało się to w trakcie wizyty H. Kohla na Kaukazie w dniach 15–16 lipca 1990 r., podczas której władze ZSRR wyraziły zgodę na zjednoczenie Niemiec oraz obaj przywódcy H. Kohl i M. Gorbaczow dobili targu, gdzie Moskwa zgodziła się po wielu miesiącach protestów, aby zjednoczone Niemcy wstąpiły do NATO. Według mojego rozmówcy, po zakończeniu oficjalnych rozmów dotyczących jedności niemieckiej obaj przywódcy udali się na często pokazywany w mediach spacer nad rzeką, podczas którego M. Gorbaczow miał powiedzieć: „no to temat zjednoczenia mamy załatwiony”, na co Helmut Kohl zareagował „ale pozostaje jeszcze kwestia wyprowadzenia wojsk radzieckich”. M. Gorbaczow odpowiedział: „ale to będzie kosztowało”, Kohl zapytał: „ile?”. W związku z tym kompletnie nieprzygotowany Gorbaczow rzucił kwotę 15 mld DM, na którą natychmiast zgodził się Kohl.
Według mojego radzieckiego kolegi , wyrażającego pogląd, z którym można było się później spotkać dość powszechnie w Przedstawicielstwie ZSRR , kanclerz RFN był wówczas skłonny zapłacić znacznie więcej, aniżeli rzucona przez Gorbaczowa kwota 15 mld marek zachodnioniemieckich: „i 75, i 100, i 150 mld DM. Tymczasem nieprzygotowana decyzja zapadła i powstały problemy”.
Kiedy po jakimś czasie, będąc zaproszony na obiad przez kolegę- amerykańskiego dyplomatę J. Beermana- powiedziałem mu (w języku dyplomatycznym nazywało się to – „sprzedałem” informację) skąd wzięła się kwota 15 mld DM, okazałem się tak niezmiernie interesującym rozmówcą, że Josef dzwonił do mnie przez kilka tygodni z propozycją kolejnego zaproszenia na obiad. Ale od niego także na początku 1991 r. dowiedziałem się, że Stany Zjednoczone zweryfikowały dotychczasowe oceny w kwestii ostatecznego terminu wycofania wojsk radzieckich z Niemiec (do tej pory uważały, że nastąpi to wcześniej niż przewidywał układ – do 1992 r.), a „obecnie sądzą, że operacja ta potrwa dłużej i zakończy się dopiero w 1994 r.”
Na tym tle władze bońskie obawiały się dalszego rozwoju sytuacji wewnętrznej w ZSRR. Zdawały sobie bowiem sprawę z tego, że w radzieckich kręgach, głównie wojskowych, oskarża się Gorbaczowa i Szewardnadze o to, iż „zbyt tanio sprzedali jedność niemiecką”. Głosy te dały bardzo silnie o sobie znać w trakcie zebrania Komisji Obrony i Bezpieczeństwa Narodowego przed posiedzeniem Rady Najwyższej ZSRR, na którym ratyfikowano Układ „2+4” (poruszano tam kwestie kosztów niemieckiej jedności i odszkodowań dla obywateli radzieckich zarówno w aspekcie moralnym, jak i finansowym). Usunięciu napięć powstałych na tym tle w stosunkach niemiecko-radzieckich służyła niezapowiedziana wcześniej wizyta H.D. Genschera w Moskwie.
Z uzgodnionej kwoty kosztów wycofywania 15 mld DM, 7,8 mld DM miało być przeznaczonych na wybudowanie mieszkań dla powracających żołnierzy. Zgodnie z podpisanym 13 grudnia 1990 r. w Federalnym Ministerstwie Gospodarki protokołem miały w tym uczestniczyć przedsiębiorstwa z pięciu nowych landów RFN. Pierwotnie władze niemieckie, w tym kanclerz H. Kohl, nie wykluczały, że wycofanie wojsk radzieckich nastąpi wcześniej, aniżeli to było przewidziane w układzie, wycofywanie rozpoczęto już w 1990 r. W końcu listopada 1990 r. odbyło się pierwsze posiedzenie wspólnej niemiecko- -radzieckiej komisji ds. wycofywania wojsk, powołano pięć grup roboczych (m.in. ds. transportu i ekologii), zaś współpraca w realizacji tego przedsięwzięcia miała służyć jako podstawa dalszego kształtowania stosunków niemiecko-radzieckich, zwłaszcza w sferze gospodarczej.
12 grudnia 1990 r. nastąpiła zmiana głównodowodzącego zachodnią grupą wojsk – 65-letniego generała armii B. Snetkowa zastąpił generał M. Burłakow, dotychczasowy dowódca wojsk radzieckich na Węgrzech. Wymieniało się dwie przyczyny tej zmiany: rozluźnienie dyscypliny wśród stacjonujących wojsk oraz duże doświadczenie negocjacyjne i organizacyjne w sprawach związanych z wycofywaniem wojsk nabyte przez Burłakowa na Węgrzech (w 1990 r. wycofano z terytorium tego kraju znaczną część wojsk radzieckich i uzbrojenia).
Tymczasem już w styczniu 1991r. przebywający w RFN z delegacją deputowanych do Rady Najwyższej zastępca przewodniczącego Komisji Obrony i Bezpieczeństwa Państwowego L. Szarin podkreślił na konferencji prasowej, że „proces wycofywania okazuje się znacznie bardziej skomplikowany niż pierwotnie zakładano. Nie było żadnej przerwy czasowej, aby spokojnie przygotować wyprowadzenie wojsk. To oznacza, że problemy będą znacznie większe niż przy ich wycofywaniu z Węgier i Czechosłowacji. Wycofywanie wojsk musi się częściowo odbywać do miejsc, gdzie absolutnie żadne mieszkania nie stoją do dyspozycji”. Podkreślił przy tym, że „podpisane układy przewidują pomoc strony niemieckiej przy tej operacji. Jednakże do tej pory nie doszło do konkretnej współpracy, co może okazać się poważną przeszkodą do utrzymania planowanych terminów”. Chodziło tu głównie o pomoc przy budowie mieszkań dla powracających.
Choć plan wycofywania na 1991 r. został zrealizowany i proces wycofywania odbywał się terminowo, towarzyszył mu ciągle szereg trudności. Pierwsza grupa problemów dotyczyła realizacji programu budownictwa mieszkaniowego dla powracających oficerów i podoficerów. Zgodnie z pierwotnymi założeniami miało to wystarczyć na wybudowanie ok. 36 tysięcy mieszkań, głównie w europejskiej części b. Związku Radzieckiego, tj. w Rosji, na Białorusi i Ukrainie. Jednakże budowę mieszkań rozpoczęto z opóźnieniem, dopiero na przełomie sierpnia i września. Do końca 1991 r. miało zostać zbudowanych 2 tysiące mieszkań, zgodnie z terminem zbudowano zaledwie 725 mieszkań w Borysowie k. Mińska. Do końca 1992 r. miało powstać 9 tysięcy mieszkań – stanowczo za mało w stosunku do potrzeb.
W związku z rozpadem ZSRR występowały problemy z lokalizacją pozostałych 27 tysięcy mieszkań (w tej sprawie strona niemiecka musiała szukać porozumienia z byłymi republikami – obecnie państwami). Na Ukrainie został zastopowany program budownictwa mieszkaniowego dla powracających Jednostek Armii Radzieckiej (JAR).
Tymczasem 25 listopada 1991 r. sekretarz Niemiecko-Radzieckiej Komisji Mieszanej ds. Wyprowadzenia Wojsk Radzieckich płk. Strelnikow, na spotkaniu w Berlinie organizowanym przez „Deutsches Komitee für Europäische Sicherheit und Zusammenarbeit”, w którym uczestniczyłem, stwierdził, że „otrzymane od rządu bońskiego 7,8 mld DM wystarczy na zbudowanie 36 tysięcy mieszkań. Tymczasem 55 tysięcy powracających żołnierzy nie ma w ZSRR żadnego mieszkania – nadal brakuje więc środków na wybudowanie 20 tysięcy mieszkań”.
Kolejna grupa problemów dotyczyła rozliczeń majątkowo-finansowych. Strona radziecka oszacowała pozostawione nieruchomości na 10,5 mld DM i różnicę wynikającą z pomniejszenia tej kwoty o koszty usuwania szkód ekologicznych chciała dodatkowo przeznaczyć na realizację programu budownictwa mieszkaniowego. Strona niemiecka określiła tę wycenę jako „naiwną”.
Jeszcze większe zdziwienie strony niemieckiej wywołał list wystosowany w czerwcu 1990 r. przez M. Gorbaczowa do H. Kohla, w którym prezydent ZSRR pisał, że 10,5 mld DM jest jedynie oceną szacunkową, ponieważ właściwa wartość tych obiektów wynosi 20-25 mld DM. Niemcy zadawali wówczas retoryczne pytanie, „kto doradza w sprawach wojskowych Gorbaczowowi?”
Jedną z rozważanych możliwości, jak mi powiedział dr Helmut Domke – wówczas pełnomocnik premiera rządu Brandenburgii ds. wyprowadzenia wojsk radzieckich i konwersji – było włączenie tych obiektów do wspólnych radziecko-niemieckich przedsiębiorstw.
Kontrowersje budziła również kwestia usuwania szkód ekologicznych ocenianych przez stronę radziecką na 2 mld DM. Dla ich właściwego oszacowania strona niemiecka zaproponowała włączenie do współpracy z JAR specjalistów i firmy niemieckie. Kontrowersje były związane z obawami dowódców jednostek radzieckich o odpowiedzialność za poczynione szkody. Rozwiązania wymagało również usunięcie ogromnych ilości złomu i amunicji. Mając na uwadze główny cel tej operacji – możliwe szybkie, terminowe wyprowadzenie – strona niemiecka, w tym m.in. dr H. Domke opowiadał się za politycznym rozwiązaniem kwestii roszczeń i zobowiązań wynikających z pobytu i wycofywania wojsk radzieckich z Niemiec Wschodnich. Jednym z możliwych, praktycznych rozwiązań tego problemu, za którym optował, było przyjęcie „opcji zerowej plus” – „plus” oznaczał wyjście naprzeciw żądaniom strony radzieckiej.
Czwarta grupa problemów była związana z bieżącymi wydarzeniami w ZSRR i jego rozpadem. Z tego powodu nieaktualne stały się plany rozmieszczenia powracających jednostek w republikach bałtyckich i na Ukrainie. Musiały one zostać skorygowane i wycofywanie odbywało się głównie do Rosji.
Piąta grupa problemów dotyczyła napięć między miejscową ludnością a stacjonującymi wojskami, wzrost agresywnych zachowań wobec radzieckich żołnierzy.
Tranzyt wojsk radzieckich odbywał się drogą morską, lotniczą oraz koleją (przez terytorium Polski i Czechosłowacji). Strona czechosłowacka zaproponowała o jedną czwartą korzystniejsze (0,55 CHF) warunki tranzytu, aniżeli strona polska. Ponieważ towarzyszyłem delegacji PKP w rozmowach w Niemczech na temat tranzytu, występowały problemy z terminowym realizowaniem przez stronę rosyjską należności za tranzyt. Poza tym strona rosyjska (m.in. płk Strelnikow) reprezentowała w Berlinie opinię, że „Polska na początku grudnia 1990 r. tak skomplikowała ogólną sytuację dotyczącą wyprowadzenia wojsk radzieckich z Niemiec, że musieli przeorientować tranzyt z kolejowego na morski”.
Problemy związane z wycofywaniem wojsk radzieckich/rosyjskich z Niemiec Wschodnich były sukcesywnie rozwiązywane i proces wycofywania posuwał się do przodu. Kiedy 15 listopada 1992 r. kończyłem pracę w Przedstawicielstwie Ambasady RP w Berlinie, zakładany na 1992 r. plan wycofania kolejnych 30 proc. stanu radzieckich/ rosyjskich wojsk został praktycznie zrealizowany.
Ostatecznie żądanie zapłacenia 10,5 mld DM za mienie wybudowane i pozostawione w Niemczech zostało rozliczone na drodze dyplomatycznej i zaliczone w poczet odszkodowań za szkody wyrządzone przez wojska radzieckie w  środowisku naturalnym na byłym terenie NRD.
Zgodnie z podpisanym układem 31 sierpnia 1994 r. Zachodnia Grupa Wojsk została rozformowana, co ostatecznie zakończyło proces wycofywania wojsk radzieckich z Niemiec Wschodnich.

Adam Zaborowski – I Sekretarz Ambasady RP w Berlinie w latach 1988-1992. Radca Ambasady RP w Berlinie w latach 2005-2010

Polska w Układzie Warszawskim

„W sytuacji równowagi bezpieczeństwa stron, a w istocie równowagi strachu – polski komponent, w szczególności nasze centralne położenie, potencjał ludnościowy, gospodarczy, militarny – stanowił jeden z kluczowych czynników tej równowagi”.
gen. Wojciech Jaruzelski

Miesiąc temu minęła tzw. okrągła, bo 65 rocznica powstania Układu Warszawskiego (UW), nie miałem zamiaru pisać okolicznościowego tekstu. Skłoniły mnie ku temu pytania części Czytelników, wskazując, że temat „politycznie martwy”, jest interesujący dla części osób zajmujących się przeszłością Polski. Były głosy mające znamiona przestrogi. Nie pamiętanie o rocznicy będzie odczytane przez prawoskrętne piśmiennictwo, że ukrywany jest „wstydliwy fakt” z okresu PRL. Rzeczywiście, to przekonujące argumenty – oczekiwanie wiedzy i podejrzenie o „skrywanie”, świadome pomijanie i dawanie asumptu do krytyki.
Drugim, nie mniej ważnym powodem jest dość szeroki odzew na ostrzegawczy tekst Pana Andrzeja Ziemskiego pt. „Broń jądrowa w Polsce?” (25-26 maja 2020). Wprawdzie na ten tekst „odpowiedziałem” publikacją -„Plan Rapackiego” ( 29-31 maja), sygnalnie odnosząc się do kwestii UW. Nie mniej inspirujące myśli z logicznie motywowanych argumentów Pana Andrzeja i Państwa Czytelników są istotnym czynnikiem, by szerzej przedstawić miejsce, rolę Polski w UW, ówczesne uwarunkowania i dokonać ich oceny z dystansu ponad półwiecza.
„Inspiratorzy” Układu
Być może niektórzy przyjmą z niedowierzaniem stwierdzenie, iż Zachód, konkretnie USA i W. Brytanię uznaję „inspiratorami” utworzenia Układu Warszawskiego. A czynnikiem tym nie było utworzenie NATO, pisałem we wspomnianym tekście „Plan Rapackiego”. Ze strony ZSRR nie było faktycznego powodu do jego utworzenia, jako zbiorowego „środka obrony” przed „agresją” ze Wschodu. Mówiąc wyżej cytowanymi słowami Generała, nie było „sytuacji równowagi strachu” dla Zachodu. Nikt trzeźwo myślący nie uzna „propagandowych argumentów” rzeczywistymi dowodami polityczno- militarnych decyzji, wiedząc, kto je „produkował” i rozpowszechniał, o czym pisałem. Proszę, by Państwo uważnie „wczytali” się w tę ocenę-„Atlantycki blok militarny… tworzono nakładem ogromnych kosztów i środków materialnych, w imię rzekomej obrony „ideałów zachodniego świata”, przed „grożącą ze wschodu agresją”. Pokojowa polityka Związku Radzieckiego i krajów socjalistycznych obaliła od podstaw te absurdalne mity, dowiodła w całej rozciągłości, że ostatecznym rezultatem obrony owych ‘ideałów’ stało się przekształcenie państw NATO w posłusznych satelitów USA, bez reszty wciągniętych w nurt niebezpiecznej polityki Waszyngtonu”. Napisał to w 1970 r., w książce„Kowboje i rakiety”- Leszek Moczulski. Tak, ten szef KPN! Jeśli Ktoś w 2020 r. chce wyśmiać tę ocenę- proszę bardzo o niepodważalne, „twarde” fakty.
Jak łatwo zauważyć, utworzenie UW nie było „odpowiedzią” na powstanie NATO. Francja- członek NATO, dokonała w1954 r., udanej próby nuklearnej. Od 1954 r. USA rozpoczęły składowanie broni jądrowej na terenie NRF i Wielkiej Brytanii (tu silosy z rakietami były montowane wspólnie z angielskimi). Przygotowania takie trwały w Belgii, Holandii, Grecji i Turcji. Przypomnę, iż w chwili tworzenia NATO (październik 1949) USA dysponowały 235 bombami jądrowymi, zaś ZSRR był po pierwszej (29 sierpnia 1949) doświadczalnej próbie eksplozji bomby nuklearnej. Część publikacji po 1989 r., bagatelizuje fakty zagrożenia dla ZSRR, tłumacząc postępowanie USA rolą w polityce światowej, a europejskiej w szczególności. Proszę, odpowiedzcie na pytanie- czy „rola USA” dla każdego kraju na świecie, a ZSRR głównie- miała oznaczać bezwzględne posłuszeństwo, respekt dla decyzji płynących z Waszyngtonu? Dla wielu Czytelników jest oczywiste, że państwa NATO, a głównie dysponujące bronią jądrową i pracujące nad nią, były uważnie i dosłownie wnikliwie obserwowane przez służby wywiadowcze ZSRR. Miał więc informacje w miarę aktualne i dostrzegał rzeczywistą przewagę Zachodu w tej broni, lotnictwie i marynarce.
Proces „tworzenia” Układu
Należy zatem postawić pytanie-co przesądziło o utworzeniu UW? Oczywiście decyzja władz ZSRR. Czym spowodowana- takimi faktami! 5 maja 1955 r. Bundeswehra została oficjalnym członkiem NATO, co Zachód uznaje za formalność. Zapomina, że włączenie wojsk NRF do podległości militarnej, wojskowej Dowództwu NATO, oznaczało gotowość do różnych zadań w pełni bojowych, po prostu groziło konfliktem zbrojnym w Europie. Trwały też „ściśle tajne” prace nad porozumieniem między NRF a USA o wzajemnej pomocy obronnej (weszło w życie 27 grudnia 1955 r.). To w praktyce uznanie remilitaryzacji Niemiec za oficjalny fakt (niektórzy nazywają to dalszym dozbrajaniem, gdyż rozpoczętym w 1954 r. na mocy traktatów paryskich). Tu istotny szczegół. Podpisanie tych traktatów wywołało dość szybką reakcję Kremla. Przywódcy państw socjalistycznych zostali zaproszeni na pilną naradę(przełom listopada i grudnia1954r.) do Moskwy. Opublikowany komunikat zapowiadał – „w przypadku ratyfikacji układów paryskich zdecydowani są przedsięwziąć wspólne środki w dziedzinie organizacji sił zbrojnych i ich dowództw, jak również inne środki, niezbędne do umocnienia ich zdolności obronnej”. Oczywiście- nikt na Zachodzie nie „przejął się” takim ostrzeżeniem, traktaty zostały ratyfikowane. Wielu poważnych analityków ten fakt uważa za dosłownie ostrzegawczą zapowiedź powołania przez ZSRR „organizacji zbrojnej” bloku. Zaś dyplomacja ZSRR na przełomie 1954/ 1955 r. podjęła szereg kroków zapobiegających ich ratyfikacji. Zachód akcentował kwestie gospodarcze, powołanie Unii Zachodnioeuropejskiej, a o „stronie wojskowej” milczał, udawał głuchego i ślepego. ZSRR zgłosił nowe koncepcje pokojowe i odprężeniowe w Europie. Jedną z nich była propozycja zjednoczenia Niemiec, jako konfederacja NRF i NRD, przy realizacji porozumień poczdamskich -właśnie militarna neutralizacja, wolne wybory do władz skonfederowanych obu krajów i zawarcie odnośnego traktatu pokojowego. Proszę – zwróćcie Państwo uwagę. Gdyby wtedy USA wyraziły zgodę, biorąc przy tym -jako warunek-sugestie kanclerza Adenauera, że Niemcy istnieją w granicach z 1937 r. Jak zachowałby się ZSRR- oddałby nasze Ziemie Odzyskane, czy nie? Pamiętajmy-mocą Traktatu Poczdamskiego, Polska otrzymała je w „czasowe administrowanie”. ZSRR na tym zyskałby „wgląd i wpływ” na politykę i gospodarkę Niemiec jako jeden z „politycznych nadzorców”, obok USA, Anglii i Francji. Zaś straciłby „urzędową sympatię” Polaków, którą dobrze znał! Co w takiej sytuacji mogłyby uczynić ówczesne władze Polski- możliwości były trzy: pogodzić się z tym faktem; błagać o oddanie nam Kresów Wschodnich; wszcząć bunt, „powstanie narodowe”, zapewne krwawo stłumione i zostać 17 republiką, trzymaną „twardą ręką”. Także z pokojem w Europie mogło być różnie. Dlaczego- Zachód zapewne znalazłby sposoby by pozbyć się ZSRR, a na pewno zminimalizować jego wpływ w obszarze Niemiec. Pomyślcie Państwo nad przeszłością! Że wtedy bylibyśmy osamotnieni, pisać nie trzeba.
Wracam do głównego wątku. Kanclerz Konrad Adenauer, wprawdzie poufnie – wypowiadał się za wyposażeniem Bundeswehry w broń jądrową, co 1 kwietnia 1957 r. stało się oficjalne. I taki argument- w 1955 r., posiadany potencjał jądrowy USA i WB pozwalał na zniszczenie ZSRR. Jak Państwo myślicie- czy Kreml mający w chwili powstania UW 200 bomb jądrowych, zaś NATO- 3067 ładunków jądrowych (arytmetyczna przewaga 15 razy, w mocy mniejsza), powinien być obojętny, „spać spokojnie”?
Analizując proces powstania Układu, można zauważyć dwa jego niejako równoległe uwarunkowania, płaszczyzny. Pierwsza, to skrótowo wspomniana polityczno-militarna. Zaś druga- wewnętrzna jest nie mniej istotna. To zmiany w ZSRR. „Otworzyła” je 5 marca 1953 r. śmierć Stalina. Nastąpiły czystki kadrowe w KPZR, znane „rozliczenia z kultem jednostki”. Swoistym tego „szczytem” jest tajny referat Nikity Chruszczowa na XX Zjeździe KPZR, oczywiście szybko rozpowszechniony jako rzeczywista sensacja-może o to chodziło?, przynajmniej niektórym. Czy mogło to doprowadzić do destabilizacji politycznej w bloku wschodnim? Proszę zwrócić uwagę, że NRD niezbyt „cieszyło się” z radzieckiego nadzoru, np. sprawa Berlina w 1953 r., odpowiednio „dowartościowana” przez Zachód, jako „troska” o demokrację. A Polska?- nie zapominajmy o stalinizacji i „zbrojnych bandach”. Lata 1944- 1955 przyniosły kilka tysięcy ofiar, wiele krzywd, ludzkiego bólu i cierpienia. Czy mogło dojść do walk bratobójczych, na szeroką skalę(to oddzielny temat)?
Obecna polityka historyczna i „lepiej wiedzący”, uznają za rzeczywistą przyczynę powstania UW utrzymanie hegemonii (czytaj „posłuszeństwa”) nad krajami bloku przez ZSRR. Nie rozumieją, że do „ideologicznego posłuszeństwa” wystarczyły inne argumenty, np. „twardogłowi partyjni” czy NKWD (patrz Polska), naciski gospodarcze poprzez RWPG . Proszę zauważyć, że Układ nie był potrzebny ZSRR, by realizować tzw. doktrynę Breżniewa.
Podstawowe ustalenia
Art. 4. Jest kluczowym dla Układu. Stanowi -„W przypadku napaści zbrojnej w Europie na jedno lub kilka Państw Stron Układu, dokonanej przez jakiekolwiek państwo lub grupę państw, każde Państwo Strona Układu, realizując prawo do samoobrony indywidualnej lub zbiorowej, zgodnie z artykułem 51 Karty Narodów Zjednoczonych, udzieli państwu lub państwom, na które dokonana została taka napaść, natychmiastowej pomocy, indywidualnie i w porozumieniu z innymi Państwami Stronami Układu, wszelkimi środkami, jakie będzie uważało za niezbędne, włączając zastosowanie siły zbrojnej. Państwa Strony Układu będą niezwłocznie konsultować się w sprawie wspólnych kroków, które należy podjąć w celu przywrócenia i utrzymania międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa”. .
Postanowiono także, że o podjętych krokach, „zawiadomiona będzie Rada Bezpieczeństwa” oraz „zostaną wstrzymane, gdy Rada Bezpieczeństwa podejmie środki, niezbędne dla przywrócenia i utrzymania międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa”.
Dla NATO, podobny w treści jest art. 5. Może to wskazywać, że wzorowali się na nim autorzy UW. Są istotne różnice i podobieństwa:

  • państwa UW miały się wspólnie bronić przed „zbrojną napaścią w Europie”- tylko! A ZSRR zajmował część kontynentu azjatyckiego, którą ten Układ nie obejmował. Natomiast NATO obejmowało Amerykę Północną, gdyż Kanada była członkiem. Dla porównania, proszę zauważyć, że art. 6 NATO zasięgiem terytorialnym obejmuje terytorium którejkolwiek ze stron w Europie lub Ameryce Północnej, algierskie departamenty Francji, terytorium Turcji oraz wyspy pod jurysdykcją którejkolwiek ze stron na obszarze północnoatlantyckim na północ od zwrotnika Raka. Zobowiązania traktatu obowiązują także w razie ataku na siły zbrojne, okręty lub samoloty którejkolwiek ze stron znajdujące się na tych terytoriach lub nad nimi albo na jakimkolwiek innym obszarze w Europie, na którym w dniu wejścia w życie traktatu stacjonowały wojska okupacyjne którejkolwiek ze stron, lub na Morzu Śródziemnym czy obszarze północnoatlantyckim na północ od zwrotnika Raka. Powtarzam- ZSRR jednak nie przewidywał użycia sił Układu poza terytorium;
  • państwa UW ustalały „niezwłocznie konsultować się w sprawie wspólnych kroków”. Tego nie zawiera art.5 NATO;
  • identyczne są zapisy odnośnie „reakcji na postanowienia Rady Bezpieczeństwa” ONZ.
    Art. 7, zabraniał uczestnictwa w koalicjach, jeśli cele będą sprzeczne z celami UW.
    Art. 9 Układ jest otwarty dla „miłujących pokój państw, bez względu na ich ustrój”.
    Art. 10- czynił Polskę depozytariuszem dokumentów Układu. 
    Art. 11 Układu deklarował jego rozwiązanie „w przypadku utworzenia w Europie systemu bezpieczeństwa zbiorowego i zawarcia w tym celu „Ogólnoeuropejskiego Układu o bezpieczeństwie zbiorowym, do czego wytrwale dążyć będą Układające się Strony”. Na tym polu, głównie z inicjatywy Polski, przy aktywnym zaangażowaniu szefa MSZ udało się – po 10 latach starań doprowadzić do KBWE w Helsinkach, 1975 r. (wymaga oddzielnego opisu). W myśl tego artykułu, Układ miał obowiązywać przez 30 lat. 26 kwietnia 1985 roku jego ważność przedłużono o następne 20 lat, z możliwością przedłużenia o dalsze 10 lat w razie nie wypowiedzenia. Istniał do 1 lipca 1991 roku.
    Główne organy
    Struktura organizacyjna UW obejmowała organy cywilno- wojskowe:
  • Doradczy Komitet Polityczny(DKP),najwyższy organ polityczno-wojskowy. Jego skład stanowili: premierzy rządów, ministrowie spraw zagranicznych i ministrowie obrony oraz przywódcy partii. Komitet wypracowywał wspólne poglądy na zasadnicze kwestie w zakresie strategii wobec zagrożeń polityczno-militarnych. Przywódcy państw Układu od początku stawiali za cel swojej polityki dążenie do rozwiązywania wszelkiego rodzaju konfliktów na drodze pokojowej i dyplomatycznej. Obok deklaracji zgłaszano konkretne „Plany”, np. wspomniany Pan Rapackiego czy Plan Jaruzelskiego, maj 1987. Na posiedzeniu DKP w Berlinie 28-29 maja przyjęto dokument pt. „O doktrynie wojennej państw-stron Układu Warszawskiego”. Członkowie DKP poparli Plan Jaruzelskiego. Był to ewidentny sukces Generała i naszej dyplomacji. Końcowy jego frag­ment brzmi: „Państwa-uczestnicy Układu Warszawskiego proponują państwom-członkom So­juszu Północnoatlantyckiego przeprowadzenie konsultacji w celu skonfrontowania doktryn wo­jennych obydwu sojuszy, analizy ich charakteru, wspólnego rozpatrzenia kierunków ich dalszej ewolucji, mając na względzie usunięcie nagromadzonych przez lata podejrzliwości i nieufno­ści, osiągnięcie lepszego wzajemnego zrozumienia zamierzeń, zapewnienie, aby koncepcje i doktryny bloków wojskowych i ich uczestników bazowały na zasadach obronnych. Przed­miotem konsultacji mogłyby stać się także niezbilansowanie i asymetria w poszczególnych ro­dzajach uzbrojenia i sił zbrojnych oraz poszukiwanie dróg ich usunięcia na zasadzie ograni­czenia tego, kto uzyskał wyprzedzenie, w takim rozumieniu, że takie ograniczenia doprowadzą do ustalenia jeszcze niższych poziomów. Państwa-uczestnicy Układu Warszawskiego proponu­ją takie konsultacje na autorytatywnym eksperckim poziomie, z udziałem wojskowych specjalistów obydwu stron. Są oni gotowi do przeprowadzenia takich konsultacji już w 1987 roku”.
    Sygnatariusze tego dokumentu zwracali się do wszystkich państw NATO o przeprowadzenie konsultacji celem porównania treści swoich doktryn, przedłożenia zamiarów oparcia ich na zasadach „ściśle obronnych”. W świetle dokumentu DKP, polska propozycja była dobrą podstawą, swoistą „rozgrzewką” przed jego pełnym wcieleniem w życie. Pierwsze w historii polsko – niemieckie konsultacje w sprawie bezpieczeństwa militarnego i doktryn wojennych z udziałem przedstawicieli MON i Sztabu Generalnego WP odbyły się w Ebenhausen (RFN) w czerwcu 1989 r. Zachodnioniemiecki ekspert ds. rozbrojenia Egon Bahr, członek SPD i bliski współpracownik Kanclerza RFN Willy Brandta – ogłoszenie Planu Jaruzelskiego usłyszał na posiedzeniu Forum Polska – RFN, które odbywało się w Kilonii w dniach 8-10 maja. Plan ten „na gorąco” powitał słowami: „Polska wraca do Europy inicjatywą w polityce międzynarodowej, całkiem w stylu Rapackiego i zarówno treść, jak i moment całkowicie odpowiada zapotrzebowaniu” Plan Jaruzelskiego, to osobny temat)..
  • Komitet Ministrów Obrony najwyższy organ wojskowy Układu, członkami byli Ministrowie Obrony. Zajmował się ustalaniem wspólnych przedsięwzięć wojskowych, a zwłaszcza: ćwiczeń i manewrów sojuszniczych oraz gier wojennych i ćwiczeń dowódczo-sztabowych; współpracy w zakresie szkolenia sztabów i wojsk, wprowadzenia nowych wzorów uzbrojenia, zabezpieczenia logistycznego wojsk itp. ujednolicenia regulaminów i instrukcji, przepisów wojskowych;
  • Komitet Techniczny, jego domeną było unowocześnianie uzbrojenia i wyposażenia wojsk Układu, jego standaryzacja ułatwiająca współdziałanie na polu walki i zabezpieczenie techniczne. Komitet wskazywał i koordynował specjalizację produkcji sprzętu wojskowego przez poszczególne państwa;

-Zjednoczone Dowództwo Sił Zbrojnych, najwyższy organ dowodzenia Układu. Na czele stał Naczelny Dowódca ZSZ (pierwszym był marsz. ZSRR, Iwan Koniew), któremu podlegał mu Sztab ZSZ, składający się przedstawicieli narodowych armii. Ogółem Sztab ZSZ liczył 523 pracowników merytorycznych, w tym 173 z krajów członkowskich, gdzie Polacy mieli 43 stanowiska w różnych ogniwach. Proszę o zwrócenie uwagi, iż Sztab ZSZ utworzono w 1969 r., czyli 14 lat po utworzeniu Układu. Świadczy to, że nie spieszno się z „agresją” na Zachód, ZSRR nie „chwytał silną ręką” państw i armii członkowskich(proszę nie odczytać tego jako moją złośliwość). Wbrew różnym insynuacjom, trwały uzgodnienia, m.in. odnośnie wydzielanych wojsk, ich wyposażenia i dowodzenia na czas wojny. Nikt z członków nie ukrywał, swojej wrażliwości na tle zwierzchnictwa ZSRR Dowództwo nad wydzielonym wojskami każdego z państw sprawowali ministrowie obrony tych państw. Od 1969 przy dowództwie ZSZ funkcjonowała Rada Wojskowa, w skład której wchodzili zastępcy Naczelnego Dowódcy ZSZ oraz szef sztabu ZSZ.

  • Zjednoczone Siły Zbrojne, stanowiły kontyngenty jednostek operacyjnych, każdego kraju, stosownie do jego możliwości narodowych, położenia i przewidywanych kierunków zagrożenia oraz koalicyjnego użycia w Europie. Były one uzgadniane w formie dwustronnych porozumień z ZSRR, na okres 5-letni, tak na czas pokoju jak i wojny. Wytypowane jednostki cechowały się wysokim poziomem gotowości bojowej. Polska, w myśl porozumienia z 17–19 października 1955 r., wydzieliła Front, w składzie trzech armii ogólnowojskowych i armii lotniczej. Pierwszym dowódcą był szef Inspektoratu Szkolenia, wiceminister ON, gen. broni Zygmunt Duszyński, ostatnim- gen. broni Eugeniusz Molczyk
    Front Polski miał prowadzić operację w drugim rzucie strategicznym ZSZ UW, zależnie od skali zagrożenia i przewidywanego rozwoju sytuacji strategicznej, jako:
  • strategiczną operację obronną na linii Odry w drugim rzucie wojsk Układu;
  • strategiczną operację zaczepno- obronną na nadmorskim kierunku operacyjnym (o charakterze pomocniczym), osłaniając prawe skrzydło głównego zgrupowania uderzeniowego Armii Radzieckiej. Celem operacji było zamknięcie cieśnin duńskich (zajęcie wysp Zelandia i Fionia, niedopuszczenie sił morskich NATO na Morze Bałtyckie (zabezpieczenie wybrzeża Polski, NRD i ZSRR przed desantami morskimi). Jak widać- plany operacyjne przewidywały więc prowadzenie działań obronno- zaczepnych.
    Tu ciekawostka. Radosław Sikorski przejawił „dekomunizacyjną inicjatywę” przez ujawnienie planów operacyjnych Wojska Polskiego w ramach UW. Kto z Państwa nie pamięta związanych z tym sensacji w latach 2005-2006. Okrzyknięto Polskę„agresorem”- mieliśmy zdobywać duńskie wyspy. Pojawiły się ujawnione mapy tej operacji, na różne sposoby spekulacje domorosłych polityków i strategów. Nikt nie brał pod uwagę ówczesnej rzeczywistości i współzależności do ew. działań NATO. Wręcz odwrotnie te dokumenty były dowodami na pokojową politykę Zachodu, a miliony Polaków dało temu wiarę – zaprzeczycie Państwo? Proszę sobie zanucić- „Jak Czarniecki do Poznania, po szwedzkim zaborze, dla Ojczyzny ratowania wrócił się przez morze” i opowiedzieć dzieciom i wnukom, gdzie i z kim nasz hetman wojował, że „wracał przez morze”.
    Skrótowo i dość ogólnie przedstawiona „część wojskowa” Układu wprowadziła tylko w niezbędny zakres tej problematyki. Być może, pojawią się okoliczności skłaniające do jej szerszego zaprezentowania. Wówczas warto będzie scharakteryzować Układowe ćwiczenia strategiczno-operacyjne, np. Burza Październikowa. Wszystkie rozpoczynały się od uderzenia wojsk NATO (konwencjonalnego, następnie rakietowo-jądrowego), sięgającego za Odrę. Po operacji obronnej na terenie NRD i Polski wojska Układu przechodziły do operacji zaczepnej. Raz tylko w historii Układu, prowadzono ćwiczenie ze wschodu na terytorium Polski, Zapad- 81 (wrzesień 1981), by dać nam do zrozumienia, że doktryna Breżniewa, zastosowana wobec CSRS w 1968 r., jest wciąż aktualna. Uchronił nas stan wojenny. Będzie i okazja, by omówić kwestie związane z bronią jądrową w Układzie.
    Dlaczego „Warszawski”?
    Układ Warszawski – „Układ o Przyjaźni, Współpracy i Pomocy Wzajemnej”, oficjalna nazwa. Z polityczno- militarnego punktu widzenia, był realizacją bukaresztańskiej deklaracji, którą ZSRR, Polska, Węgry, CSRS podjęły po utworzeniu NATO. Czekały 5 lat z jej realizacją. Dla rozsądnie myślących- jest świadectwem unikania konfrontacji polityczno- militarnej. Jak skrótowo wyżej podałem, zostały „przymuszone” postępowaniem Zachodu. Tu taki szczegół – podczas XX Zjazdu Chruszczow jako pierwszy użył określenie -„pokojowe współistnienie”. Było deklaracją wobec NATO i polityczną zapowiedzią Układu.
    Uznanie miejsca podpisania „Układu”, ma nie tyle wymiar formalny, co praktyczny. Warszawa, pałac Rady Ministrów, 14 maja 1955 r., podpis premiera Józefa Cyrankiewicza. Polska stała się- zgodnie z art. 10 depozytariuszem tego dokumentu, podpisanego w 4 językach: polskim, rosyjskim, czeskim i niemieckim. Wszedł w życie 4 czerwca 1955 roku, gdy dokumenty ratyfikacyjne zostały złożone Rządowi PRL, przez wszystkich sygnatariuszy: ZSRR, CSRS, NRD, Albania, Bułgarię, Rumunię, Węgry. Sejm PRL ratyfikował Układ uchwałą z dnia 19 maja 1955 roku. Zarejestrowany przez Sekretariat ONZ 10 października 1955 r., na podstawie dokumentów złożonych przez Polskę.
    Praktyczne interesy Polski.
    Samą nazwą Układ podkreślał czołową rolę kraju jego powstania, czyli Polski (rola wiodąca należała do ZSRR). To Polska „administrowała”, zgodnie z decyzją Poczdamu – Ziemiami Odzyskanymi, o które NRF dobitnie się upominała. Ziomkostwa niemieckie coraz głośniej przypominały „rodzinne strony”, na wschód od Odry, kwestionując granicę. Zapytam, czy docierające różnymi kanałami, w tym przez RWE takie głosy nie wywoływały obaw u naszych przesiedleńców, nie stawiały po ludzku pytań- po co się osiedlać, jeśli to „nie będzie nasze”, co zostawimy swoim dzieciom, jeśli Niemcy niedługo nam to zabiorą? Jeśli ktoś wątpi w sens tych obaw z lat 50. przypomnę słowa abp Kazimierza Majdańskiego z 1990 r.-„Słowiańszczyzna Zachodnia sięgała daleko na zachód, teraz sięga do Odry. A jak będzie dalej? Zapewnienia się mnożą. Widocznie są potrzebne. Czy będą trwałe? Na jakim są budowane fundamencie? Na jakim fundamencie jest zbudowane nasze trwanie: kraju tylekroć krzywdzonego?” Obawy wyrażało wielu biskupów. Dość wspomnieć list do niemieckich biskupów, postawę Kardynała Stefana Wyszyńskiego, bp. wrocławskiego Bolesława Kominka, jego następcę kard. Henryka Gulbinowicza. Jak zdaniem Państwa Czytelników na „drażniące zachowania” Niemców reagował Zachód? Wyrozumiale milczał! Na Ziemiach Zachodnich żaden kraj NATO nie miał swojej placówki dyplomatycznej. Kto pamięta, że reżyser filmu „Konsul”, umieścił we Wrocławiu konsulat Austrii. We wrześniu 1967 r. gen. Charles de Gaulle w Zabrzu wypowiedział pamiętne słowa-„Niech żyje Zabrze, najbardziej śląskie ze śląskich miast, najbardziej polskie z polskich miast”- jedyny przedstawiciel Zachodu w całym 45. leciu PRL na tych ziemiach.
    Polska w ramach UW jednoznacznie stawiała w strategii obronnej sprawę militarnej obrony zachodniej granicy. Znajdowało to odzwierciedlenie w „planach Układu”, w tym jako dokumenty operacyjne. Jedynie sprzeciw wobec ew. użycia swoich wojsk wyrażała Rumunia. Z tego punktu widzenia należy patrzeć na wejście do CSRS jednostek Wojska Polskiego w 1968 r. Władysław Gomułka ową decyzję polityczną tłumaczył dziennikarzom 21 sierpnia jako „nie dopuszczenie do oderwania Czechosłowacji od obozu socjalistycznego,… osłabienia Układu Warszawskiego do zmiany układu sił w Europie, gdyż to wszystko godzi w nasze żywotne interesy. I my musimy widzieć i patrzeć nie tylko na dzień dzisiejszy, … nie tylko czekać na to, czy jutro, nawet może za parę miesięcy nic nam nie będzie groziło, żadna wojna, czy jeszcze nam nie zabrano Ziem Odzyskanych”. Podkreślał, iż „zmiana układu sił stworzyłaby niebezpieczeństwo dla pokoju w Europie, a pierwszymi ofiarami mogłyby stać się NRD i Polska”. Macie Państwo „mocne dowody” by ośmieszyć te poglądy? Na posiedzeniu DKP w Moskwie, 4 grudnia 1989 r. Michaił Gorbaczow zgłosił wniosek- „jest okazja dla ogłoszenia wspólnego oświadczenia w sprawie 1968 r. Mamy tu projekt”. Po jego przeczytaniu Ceausescu mówi- „nie przyłączam się do tego oświadczenia. Jeśli mielibyście być konsekwentni, to trzeba byłoby wyprowadzić wojska radzieckie z Czechosłowacji”. Polska, ustami MSZ Krzysztofa Skubiszewskiego, zgłosiła poprawkę by dopisać zdanie wykluczające interwencję wojsk Układu w przyszłości, ponieważ nie odpowiada ona zasadom. Zgadnijcie Państwo, kto zaprotestował – NRD, CSRS.
    Generał Wojciech Jaruzelski, witając 25 stycznia 1990 r. Prezydenta Czech, Waclava Havla, w Sejmie min. powiedział: „Dziś również jestem winien Panu, jako najwyższemu reprezentantowi swego kraju słowa zadośćuczynienia w związku z wydarzeniem bliższym nam w czasie…Sierpniowy dramat sześćdziesiątego ósmego roku stanowi >zadrę moralną<- bez względu na nasze ówczesne poglądy i pełnione funkcje. Wciąż wraca więc pytanie o istotę tamtych wydarzeń. Ówczesne uwarunkowania zewnętrzne i wewnętrzne, atmosfera podejrzliwości i wrogości między Wschodem i Zachodem, jej doktrynalna, nierzadko wsparta dezinformacją wykładnia zrobiły swoje”. Możecie Państwo dziś, w 2020 r. powiedzieć, że wtedy była „wrogość” tylko ZSRR, a Zachód na falach eteru niósł „szczerą prawdę” niczym oliwną gałązkę. Że Prezydent RP nie miał racji?
    Za rodzaj podsumowania tej części tekstu, niech Państwu posłużą dwie oceny naszego ówczesnego położenia, prof. Zbigniewa Brzezińskiego, doradcy kilku prezydentów USA:
  • pierwsza, „Wrodzy wobec komunizmu i Rosji Polacy nie powinni zapominać, co znaczyłaby Polska w ramach przymierza zachodniego. Zajmowałaby w skali świata miejsce po Ameryce, Niemczech, Francji, Italii i wielu innych państwach. Z uwagi na podstawowe znaczenie Niemców dla Ameryki, byłaby przegrana w jakimkolwiek konflikcie polsko-niemieckim. W obozie socjalistycznym proporcje są odwrotne. Polska jest największą demokracją ludową, trzecią po Związku Radzieckim i Chinach, a drugą w Europie” (książka „Jedność i konflikty” Londyn, 1964r.). Zwracam uwagę -„wrodzy…wobec Rosji Polacy”, czy nie wiedziano tego w ZSRR, co tam o nas myślano i jaki miało to wpływ, proszę pomyśleć!
  • druga, „Polska jest krajem osiowym. Panowanie nad Polską jest dla Sowietów kluczem do kontrolowania Europy wschodniej… geostrategiczne położenie Polski wykracza poza fakt, że leży ona na drodze do Niemiec. Moskwie potrzebne jest panowanie nad Polską również dlatego, że ułatwia kontrolę nad Czechosłowacją i Węgrami oraz izoluje od zachodnich wpływów nierosyjskie narody Związku Radzieckiego. Bardziej autonomiczna Polska poderwałaby kontrolę nad Litwą i Ukrainą … 38 – milionowa Polska jest największym krajem Europy wschodniej pod panowaniem sowieckim, a jej Siły Zbrojne stanowią największą nie sowiecką armię Układu Warszawskiego. Ta pozycja kosztuje Moskwę dużo, ale jeszcze kosztowniejsze byłoby jej poniechanie” (książka „Plan gry”, 1987 r.).
    Wypowiedzi prof. Brzezińskiego są u nas przywoływane i cytowane w głębokim ukłonie, niekiedy na kolanach. Proszę wyciągnąć wnioski na „wczoraj, dziś i jutro”.
    Geografia i bezpieczeństwo Polski
    Nasze położenie geograficzne miało też wpływ na naszą polityczno- militarną pozycję w UW. Proszę spojrzeć „oczami Kremla”. Dla ZSRR- NRD i Polska były terytorialnym buforem przed ew. uderzeniami wojsk lądowych, co ewidentnie wynikało ze strategii USA. Miało decydujący wpływ na strukturę organizacyjną Wojska Polskiego i organizację całego systemu obronnego państwa. Skrótowo Powiem, że: całe lotnictwo myśliwskie i rakietowy system obrony tworzył Wojska Obrony Powietrznej Kraju, przeznaczone do obrony własnego terytorium systemem strefowym, np. wzdłuż zachodniej granicy i wybrzeża morskiego oraz obiektowym, np. Warszawa, aglomeracja śląska, Trójmiasto. Lądowo- morska obrona całego w wybrzeża; terytorium Państwa- wojska wewnętrzne i wojska OTK; system obrony cywilnej (OC), nawiasem mówiąc skopiowany z rozwiązań szwajcarskich pod koniec lat 60-tych. Proszę sięgnąć po tekst b. wicepremiera Józefa Tejchmy, opisującego budowę Nowej Huty, gdzie w budynkach mieszkalnych montowano schrony przeciwatomowe,(Przegląd nr 12 z 2020),podobnie było np. w Warszawie i wielu innych miastach, są do dziś, o czym świadczą?
    Dla Polski członkostwo w UW oznaczało rozwój przemysłu obronnego, produkcję uzbrojenia na radzieckich licencjach, np. czołgów, śmigłowców. Kto na te „wspomnienia” dziś patrzy z uśmiechem, niech wybierze się do Bumar- Łabędy czy Świdnika, porozmawia z pracownikami, dziś emerytami. Wbrew niektórym „stanowczo krytycznym” ocenom naszego członkostwa stwierdzę, że korzystając z radzieckich licencji, rozwijaliśmy własny potencjał naukowy, choćby produkcja stacji radiolokacyjnych, systemów rozpoznania naziemnego i powietrznego, przenośnych rakietowych środków przeciwlotniczych. Kto pamięta, że Polska produkowała samoloty odrzutowe, np. Lim-5, że radzieccy nam jednak zaufali udostępniając konstrukcyjne i techniczne możliwości produkcji. Że wtedy – dziś może śmieszne- po okresie stalinizacji zaufano mjr pilotowi Stanisławowi Skalskiemu (oskarżonemu o szpiegostwo), by odbył przeszkolenie na radzieckich samolotach odrzutowych!
    Rozwój naszego przemysłu obronnego przynosił nam „układową” renomę, byliśmy nie tylko cennym partnerem ale i eksporterem broni, co równoważyło nasze wydatki obronne. Był znaczącym impulsem dla naukowych badań. Dość wspomnieć WAT, wynaleziony przez zespół naukowy prof. Zbigniewa Puzewicza laser, służy nie tylko polskiej medycynie. Także budowa Instytutu Jądrowego w Świerku z radzieckimi reaktorami i osiągnięciami naukowymi zespołu gen. Sylwestra Kaliskiego rozsławiały polską naukę służą nadal medycynie, będąc też inspiracją dla rozwoju cywilnych placówek naukowych. Nasz Wojskowy Komitet Techniczny jako organ koordynacji technicznej w ramach Układu, i nieformalnie w kraju, ma ogromne zasługi dla rozwoju tzw. supertechniki wojskowej i procesu naukowo- badawczego. Spośród niewielu już żyjących oficerów, wspomnieć należy gen. Stanisława Świtalskiego, kierując do „kadry technicznej” WAT, Wojska słowa wdzięczności i serdecznej pamięci. Zachęcam do sięgnięcia po książkę gen. Franciszka Puchały- „Budowa potencjału bojowego Wojska Polskiego 1945-1990”, Warszawa 2013 oraz po „Sztab Generalny WP” napisaną przez zespół pod kierownictwem tego Autora. Dziękuję, za cenne pozycje.
    Rozwój polskiego szkolnictwa wojskowego w ramach Układu widoczny jest m.in. na przykładzie studiów w ASG WP, WAT, WAM oficerów armii sojuszniczych z ZSRR, NRD, CSRS, Węgier. Także nasi oficerowie studiowali w ich akademiach, że w ZSRR to wiadomo. Wzajemne otwarcie uczelni dla sojuszniczych oficerów rozpoczęło się po 1970 r.
    Wszyscy, którzy mają kwaśne miny, po przeczytaniu tego skrótowego opisu, niech zechcą się zastanowić i odpowiedzieć sobie na pytanie – czy oficerowie NATO studiują w Polsce, co uzyskaliśmy dla naszego przemysłu obronnego jako członek NATO?
    Drażniące pytania
    Proszę, by Państwo odpowiedzieli sobie na trzy pytania – kiedy rozpoczął się wyścig zbrojeń? Czy już w 1945 r., od zrzucenia przez USA dwóch bomb atomowych o mocy 20 KT każda, na Hiroszimę i Nagasaki? A może od powstania NATO, a może UW, proszę spojrzeć na cytowane dane porównawcze. Drugie pytanie – komu ten „wyścig” był potrzebny, ZSRR czy USA, Zachodowi. Tu nie oczekuję politycznie „poprawnej” odpowiedzi od Państwa, czyli tzw. wybielania ZSRR. Ale proszę o trzeźwe, obiektywne spojrzenie. Fakt, nauka kieruje się swoimi prawami. Rozpoczęte badania, wynikami wciągają do dalszych poszukiwań. Należy pamiętać – wojsko jest pierwszym wykorzystującym osiągnięcia naukowe, tak jest na całym świecie. Tu ciekawostka. Po zrzuceniu wspomnianych 2 bomb, uczeni USA pracujący nad nimi wystosowali 17 sierpnia 1945 r., apel do polityków i uczonych świata o porozumienie, które zapobiegłoby globalnej wojnie jądrowej! Proszę o zastanowienie- wstyd komentować ten apel! Przecież uczeni apelują do siebie! Wystarczyło natychmiast zaprzestać dalszych badań, Dlaczego tego nie uczyniono? Bo wyścig zbrojeń był potrzebny USA do prowadzenia światowej polityki z pozycji siły, głównie militarnej i gospodarczej. Ktoś może zapytać-dlaczego gospodarczej? ZSRR, zamiast szybciej odbudowywać się po zniszczeniach wojennych, zmuszono finansować kosztowne badania naukowe, na cele właśnie militarne, by „doganiać” USA, Zachód. Zachęcam do odświeżenia pamięci. Po co był potrzebny program „gwiezdnych wojen” USA, prezydentowi Ronaldowi Reaganowi? Kto zna odpowiedź- ZSRR nie wytrzymał tego wyścigu z USA i padł, powstała Federacja Rosyjska. Kto w Polsce, wtedy – końcowe lata 80-te nie cieszył się z tego faktu? Kto wtedy zadumał się, że „gwiezdne wojny” mogły unicestwić życie na Ziemi? Za co Polska wystawiła prezydentowi USA pomnik w Warszawie?- proszę przypomnieć sobie tekst na uroczyste odsłonięcie, jaki wygłosił Lech Wałęsa. Zachęcam Państwa do refleksji!
    I taka ciekawostka. Pamiętacie Państwo Sputnik 2, rakietę, która na pokładzie miała pasażera- psa Łajkę, padła w Kosmosie 3 listopada 1957 r. Trzy lata później, Sputnik 5 wyniósł w Kosmos dwa psy- Biełkę i Striełkę, wróciły szczęśliwie 19 sierpnia 1960 r. ZSRR tak rozpoczął „pokojowy podbój” Kosmosu. Tu też USA zdominowały ZSRR, wysłaniem pierwszego człowieka na Księżyc.
    Trzecie pytanie- wyścig zbrojeń prowadził – do „sytuacji równowagi bezpieczeństwa stron, w istocie równowagi strachu”, jak pisze w cytowanej sentencji Generał, czy opóźniania społeczno-gospodarczego rozwoju, głównie krajów bloku wschodniego? Do kogo należałoby w pierwszej kolejności kierować słowa uznania i wdzięczności, że kosztem tych opóźnień udało się zachować pokój w Europie na świecie? Proszę nie czynić zarzutu, że podtekstem swoiście podpowiadam „właściwą” odpowiedź.
    Nasza suwerenność.
    To zagadnienie wyjątkowo przypada do gustu wszelkim tzw. piaskowym krytykom. By wykazać jaką to podłością darzył członków , jak trzymał ich za gardło Wielki Brat i „szef” Układu, popuszczają wodze fantazji. Prawdą jest, że „ręka Kremla nie była skłonna do głaskania, do pieszczot”, jak obrazowo oceniał Generał. Rozmowy z sojusznikami prowadził twardym, konkretnym językiem, bez upiększeń, co wielu przyjmowało jako dowód wyższości i posłuszeństwa „bez dyskusji”, jako poniżanie, upokarzanie czy ograniczanie suwerenności. Fakt, na tle suwerenności wszyscy byli uczuleni. Polska doświadczyła tego wielokrotnie, dość wyraźnie. Sprowadzało się to najczęściej do „propozycji” obsady stanowisk tak wojskowych jak i partyjnych i rządowych, są tego znane przykłady. Udział przedstawicieli Sił Zbrojnych ZSRR „przy Kierownictwie MON” był oczywisty, inne przy dowództwach różnych szczebli ze strony Polski spotykały się ze stanowczą odmową i były respektowane. Potwierdzi to wielu ówczesnych wojskowych, pełniących służbę w Układzie. Należy wyraźnie podkreślić, iż w zasadniczych kwestiach strategiczno-operacyjnych nasza suwerenność- jak mówił Generał- miała charakter „dostosowawczy” wobec ówczesnych uwarunkowań. Możliwie obiektywną ocenę strat i zysków, kosztów i osiągnięć Polski Ludowej- członka Układu Warszawskiego, znajdą Państwo we wspomnianych publikacjach. Inne obszary, np. polityki zagranicznej czy gospodarczej, były naszymi suwerennymi decyzjami. Tak! Przykładem Edward Gierek. Po 10 latach „otwarcia” na Zachód, zadłużył Polskę na 20-22 mld $. Warto się zastanowić przy kawie. Skoro Zachód chciał „rozsadzać” blok wschodni „od środka”, to dlaczego nam nie udostępniał licencji po tzw. kosztach zerowych a kredytów bez oprocentowania? Wtedy bylibyśmy faktycznie zachęcającym przykładem dla CSRS, NRD, Węgier i innych. Myślicie Państwo, że Zachód „kochał Polskę bezgraniczną miłością”, a ja jestem aż tak naiwny?

Plan Rapackiego

„W interesie bezpieczeństwa Polski i odprężenia w Europie, po uzgodnieniu swej inicjatywy z innymi członkami Układu Warszawskiego, Rząd Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej oświadcza, że w razie wyrażenia zgody przez oba państwa niemieckie na wprowadzenie w życie zakazu produkcji i magazynowania broni jądrowej na ich terytorium, Polska Rzeczpospolita Ludowa gotowa jest wprowadzić również taki sam zakaz na swoim terytorium”.
Adam Rapacki

Powyższa myśl w świecie dyplomacji i polityki jest znana jako „Plan Rapackiego w sprawie utworzenia strefy bezatomowej w Europie”. Redaktor Andrzej Ziemski przypomniał ją tekstem – „Broń jądrowa w Polsce?” (DT, 25-26 maja 2020), pisząc, „że koncepcja strefy bezatomowej była oryginalną polską inicjatywą, w której przygotowaniu Adam Rapacki, socjalista, co trzeba przypomnieć, odgrywał wiodącą rolę”. Autor pisze, że 2 października 1957 r. została ogłoszona przez ministra Adama Rapackiego podczas XII Sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ”. Jej celem było „zbudowanie na terenie Europy Środkowej (Polska, Czechosłowacja, RFN, NRD) strefy wolnej od broni jądrowej”. Zaś „gwarantami jej realizacji miały być: Francja, W. Brytania, USA i ZSRR”.

Wyrażenie Autorowi słów podziękowania i uznania, byłoby w tym momencie tylko formą grzeczności. Należy wskazać na swoisty alarm, zawarty w tytułowym pytaniu- „Broń jądrowa w Polsce?” Zapewne sędziwi Polacy pamiętają – z różnych źródeł- że wzbranialiśmy się przed rozmieszczeniem tej broni na polskiej ziemi. Ówczesne władze Polski czyniły w tym względzie wiele starań i zabiegów. Sięgnijmy więc do historii Polski i Europy lat 40-50.

Ówczesna sytuacja w Europie

Po Październiku 1956 r. w Polsce nastąpiły poważne zmiany polityczne. Za sprawą ekipy Władysława Gomułki poszły w kierunku zwiększenia niezależności i samodzielności polityki zagranicznej. Polska, wychodząc ze słusznego założenia, iż kraje małe i średnie także mają swoje specyficzne możliwości rozwijania stosunków z innymi narodami – rozpoczęła „otwarcie się na Zachód” (USA, Francja, Anglia, kraje skandynawskie oraz NRF). Przy tym nie zapominajmy, iż połowa lat 50. była okresem politycznie i militarnie gorącym. 5 maja 1955 r. Bundeswehra została oficjalnym członkiem NATO. Odpowiedzią było powołanie Układu Warszawskiego (UW, 14 maja, 9 dni później. Tekst Andrzeja Ziemskiego sugeruje, by o UW napisać oddzielnie). Postępował rozwój broni masowej zagłady, w szczególności broni jądrowej, będąc jaskrawym świadectwem pogłębiającego się klimatu zimnowojennego. Od 1954 r. USA zaczęły składować broń jądrową na terenie NRF i Wielkiej Brytanii (tu silosy z rakietami montowano wspólnie z angielskimi). Przygotowania takie trwały w Belgii, Holandii, Grecji i Turcji. Udanej próby jądrowej dokonała też Francja (1954). 27 grudnia 1955 r. weszło w życie porozumienie między NRF a USA o wzajemnej pomocy obronnej- co w praktyce oznaczało dalsze dozbrajanie Niemiec. 1 kwietnia 1957 r. Kanclerz NRF- Konrad Adenauer oficjalnie wypowiedział się za wyposażeniem Bundeswehry w broń jądrową, powtarzając przy tym znane już roszczenia terytorialne i zastrzeżenia graniczne wobec Polski. Sędziwi Polacy zapewne pamiętają z podręczników historii zdjęcie Konrada Adenauera w płaszczu krzyżackim – proszę młodzież, zapytajcie Rodziców! Wobec powyższego należy postawić pytanie- Polacy mieli się czego obawiać czy nie? Przecież było to zaledwie 10-15 lat po wojnie! Jeszcze rodziny szukały swoich bliskich, wiele spalonych miast i wsi podnosiło się z gruzów i popiołów. A czy dziś, w 2020 r. tekst Pana Andrzeja Ziemskiego-budzi obawy?

Założenia „strefy”

W zasygnalizowanych okolicznościach polityczno-militarnych, funkcję Ministra Spraw Zagranicznych objął Adam Rapacki, zwolennik Władysława Gomułki. Krótko po objęciu stanowiska powołał grupę studyjną do spraw bezpieczeństwa europejskiego. Jej celem było-wspomina jedyny żyjący członek, prof. Marian Dobrosielski – „jak najściślej powiązać pracę służby zagranicznej z wewnętrznymi potrzebami rozwoju kraju, umacniać jego suwerenność, zdobywać zaufanie i autorytet na arenie międzynarodowej”. W tej grupie, kierowanej osobiście przez Ministra, powstały podstawowe założenia strefy bezatomowej w Europie. Miała obejmować terytorium czterech państw: Czechosłowacja, NRD, NRF i Polska o łącznej powierzchni 796 tys. km2, w tym po stronie NATO – 249 tys. km2, po stronie UW -547 tys. km2 oraz ogółem ok. 115 mln. mieszkańców.

Podczas obrad tej Sesji ONZ wystąpił Vaclav David, Minister Spraw Zagranicznych Czechosłowacji, który popierając polską inicjatywę deklarował przystąpienie swojego kraju. Państwa UW poparły „Plan”.
Na skutek wieloaspektowych dyskusji po ogłoszeniu „Planu”, także pod wpływem „zachodnich zarzutów”, był on dwukrotnie modyfikowany. W rok po ogłoszeniu, Autor zaproponował jego dwuetapową realizację. Pierwszy etap – „zamrożenie” zbrojeń jądrowych; drugi – rokowania w sprawie zmniejszenia zbrojeń konwencjonalnych. Drugą, ostateczną wersję Polska przedstawiła 28 marca 1962 r. na forum Komitetu Rozbrojeniowego 18 państw w Genewie.

Istota „Memorandum”

Opracowane „Memorandum Rządu PRL w sprawie utworzenia strefy bezatomowej w Europie Środkowej”, 14 lutego 1958 r. zostało wręczone przedstawicielom dyplomatycznym zainteresowanych państw. Zawierało uzasadnienie inicjatywy rozbrojeniowej oraz zasady wprowadzenia jej w życie.

Cztery państwa Francja, USA, W. Brytania i ZSRR miały się zobowiązać, że nie będą:

po pierwsze: utrzymywać, sprowadzać, zezwalać na rozmieszczenie żadnego rodzaju broni jądrowej, ani urządzeń i sprzętu do jej obsługi (to wykluczało wspomniane żądanie NRF dostępu do tej broni);

po drugie: utrzymywać broni jądrowej w uzbrojeniu swoich wojsk w obszarze państw strefy, ani jej przekazywania tym państwom (to był „drugi zakaz” dostępu NRF do tej broni).

po trzecie: stosować broni jądrowej na obszarze państw strefy;
po czwarte: także inne państwa na obszarze strefy nie miałyby posiadać broni jądrowej (chodziło o Kanadę, miała swój kontyngent w NRF).

Państwa UW pozytywnie odpowiedziały na „Memorandum”. Widziały w nim szansę na ograniczenie niebezpiecznie rozwijającego się wyścigu zbrojeń. Zaś państwa tworzące strefę i przyjmujące te zobowiązania, miałyby zawrzeć odpowiedni układ międzynarodowy.

Sprawa kontroli

Nasza propozycja przewidywała utworzenie na obszarze strefy systemu szerokiej i skutecznej kontroli, z odpowiednim aparatem kontrolnym. Pomyślcie Państwo- przecież ten „aparat” tworzyłyby cztery mocarstwa i państwa objęte strefą. Byłby też formą „sprawdzenia” rzetelności Wielkiego Brata, że u nas nie zainstalował tej broni. Nam w tym zamyśle szło przecież o własne bezpieczeństwo Polski, jako obiektu ataku jądrowego z Zachodu.

„Odpowiedź” Zachodu

Planowi Rapackiego zdecydowanie przeciwstawiły się NRF, USA i Wielka Brytania, nie podejmując nawet merytorycznej dyskusji. Uważały, że strefa bezatomowa naruszałaby równowagę sił na niekorzyść NATO. Zachód argumentował to ilościową przewagą sił konwencjonalnych państw Układu Warszawskiego. Ponadto, ewentualna akceptacja strefy podważałaby istotę amerykańskiej doktryny odstraszania, w której broń jądrowa odgrywała zasadniczą rolę oraz przekreślałaby zaawansowane już próby tworzenia tzw. wielostronnych sił nuklearnych w Europie. Tu trzeba Zachodowi przyznać rację – chodziło o niedopuszczenie do wyposażenia Bundeswehry w broń jądrową, przekreślenia, a przynajmniej zablokowania utworzenia w Europie tzw. wielostronnych sił nuklearnych. Sekretarz generalny NATO Henry Spaak określił Plan jako „pełen hipokryzji”, którego „przyjęcie byłoby szaleństwem”, gdyż pozbawiałoby Zachód obrony.

Przeczytajcie Państwo raz jeszcze powyższy fragment i pomyślcie. Kogo USA chciało swoją „doktryną odstraszać”, czy Polskę? Czyżby byli tak naiwni i wierzyli w jakiekolwiek zagrożenie z naszej strony. Fakt, ZSRR, po zakończeniu II wojny światowej posiadał swoje siły konwencjonalne w Europie: Austrii (do 1957 r.), NRD i w Polsce. Czy zakładał operację wojenną? Wielu gotowych jest krzyknąć, oczywiście! Wbiła nam to propaganda zachodnia – nie wierzycie, proszę- dowód. Profesor Henry Kissinger w książce „Dyplomacja”, w Polsce wydana się w 1996 r., pisze-„Stalin nie mógł jednocześnie odbudowywać ZSRR i ryzykować konfrontacji ze Stanami Zjednoczonymi. Tak szeroko rozgłaszana radziecka inwazja na Europę Zachodnią była fantazją”. Zapytam- kto ją rozgłaszał? Czy autor „Dyplomacji” nie ma nic sobie do zarzucenia? Rozbrajająca szczerość, za nią nie tylko Polska zapłaciła, i nie tylko politycznie. Zachęcam Państwa, głównie polityków i publicystów do sięgnięcia po tę książkę, a wielu „otworzą się oczy”. Jak to Zachód nas traktował, jaką „cenną wartością” byliśmy w strategicznych planach użycia wojsk lądowych, lotnictwa i oczywiście broni jądrowej.

Postanowienia Poczdamu

Profesor Eugeniusz Duraczyński, w książce „Stalinizm…”wydanej przez AH Pułtusk w 2012 r., a opartej na radzieckich archiwach, pisze o projekcie neutralizacji Niemiec, jaki zgłosił Stalin, wstępnie już w 1945 r., ponowił w 1946. Co proponował? Realizację przyjętej na Konferencji Wielkiej Trójki w Poczdamie wobec Niemiec koncepcji „czterech D”- demilitaryzacji, dekartelizacji, denazyfikacji i demokratyzacji. Konkretnie- poszło o pierwsze dwa D. Stalin, ze względu na straty przemysłu i rolnictwa ZSRR, chciał zniszczyć zdolność Niemiec do kolejnej wojny. Stawiał na powrót Niemiec do państwa rolniczego bez przemysłu ciężkiego. Stąd gospodarka miała zostać zredukowana do 50% zdolności z 1938, tak by zdemilitaryzowane Niemcy nie mogły powrócić do planów wojny w przyszłości. Francja tę myśl poparła, początkowo także Anglia. Jak Państwo myślicie – czy był w błędzie? Logika podpowiada, że właśnie miał rację! A praktyka?

Obserwując bieg zdarzeń na Zachodzie, Stalin zaprosił sekretarza stanu USA George’a Marshalla. Do spotkania doszło w Moskwie (kwiecień 1947 r.), kilka dni po ogłoszeniu tzw. Doktryny Trumana. Wspomniany Henry Kissinger w książce „Dyplomacja”, tak o tym pisze- cytuję:- „Stalin oświadczył Marshallowi, że we wszystkich głównych sprawach możliwy jest kompromis” oraz że „trzeba mieć dość cierpliwości i nie popadać w pesymizm”. Trudno uniknąć pytania- gdzie, kiedy i jak Zachód okazywał chęć kompromisu czy cierpliwości, pozostawiam bez komentarza.

„Zagrożony” Zachód

Szybko to zarzucono, gdyż USA miały już inną koncepcję „urządzenia świata”, także Europy. Uznały, iż światu zagraża „komunizm” – kto z Państwa nie słyszał, że ZSRR miał go „na bagnetach” zanieść na Zachód? Ówczesna propaganda tę kwestię szeroko nagłaśniała- patrz wyżej, dając za przykład Francję i Włochy, gdzie partie komunistyczne miały silne poparcie społeczne, zwyciężając w wyborach parlamentarnych. Czy ZSRR ryzykowałby nową, po dopiero zakończonej wojnie? „Czarna propaganda” w tej kwestii nie pozostawiała wątpliwości -był „agresorem”, tylko wyczekiwał właściwego momentu! Ale ta „tajemnica” dla uczonych i publiczności została „odkryta” wiele lat później, np. przez Henry Kissingera.

Zastanówmy się,

Odrzucenie tej koncepcji miało daleko idące następstwa. Jak potoczyłaby się historia Europy, gdyby Zachód nie utworzył NRF (1949). Tu takie pytania i ciekawostki:

– czy powstałaby NRD, „polityczna odpowiedź” ZSRR, a czy tylko neutralne Niemcy?

– czy byłoby potrzebne NATO, powstałe na skutek szaleńczej polityki USA w 1949 r.(wtedy miały już 235 bomb jądrowych)?;

– czy 6 lat później Układ Warszawski (wtedy ZSRR miał 200 bomb jądrowych), na skutek włączenia NRF do NATO, które wtedy miało już 3067 ładunków jądrowych?

Strefy bezatomowe na świecie

Idea strefy bezatomowej w Europie Środkowej nie została zrealizowana. Stała się jednak ideą uniwersalną. Szybko zyskała sobie obywatelstwo na świecie, u wielu rządów, pozarządowych organizacji, występujących w obronie pokoju i rozbrojenia.

Już 2 lata po ogłoszeniu Planu Rapackiego w 1959 r. został podpisany układ czyniący z Antarktyki strefę bezatomową. 10 lat od ogłoszenia „Planu”, 18 państw Ameryki Łacińskiej podpisało w Meksyku układ (Tlatelolco), ogłaszający ich terytoria strefą bezatomową.

W 1961 r. Zgromadzenie Ogólne ONZ zaleciło – na wniosek Szwecji – tworzenie stref bezatomowych wszędzie, gdzie tylko możliwe. Na wniosek Brazylii i Meksyku zalecono denuklearyzację Ameryki Środkowej. 2 lata później, Finlandia złożyła wniosek o ogłoszenie całej Skandynawii strefą bezatomową.

Do 2000 r. władze ok. 4 tys. miast na świecie, ogłosiły strefami bezatomowymi. Najwięcej w Japonii, Holandii, Belgii, Irlandii, Norwegii, Australii, Portugalii, Hiszpanii, także w USA i NRF. W sumie 117 państw z ok. 2 miliardami ludności świata, ogłosiło o utworzeniu na swoich terytoriach stref bezatomowych. Warto przypomnieć, iż w 1996 r. pojawiła się myśl utworzenia strefy bezatomowej od Bałtyku do Morza Czarnego, obejmująca m.in. Białoruś, Ukrainę i Polskę. Jednakże z powodów politycznych nie doszła do skutku. Powodzeniem zakończył się zamysł utworzenia środkowo – azjatyckiej strefy bezatomowej. 8 września 2006 r. w Semipałatyńsku podpisano Układ o Strefie Wolnej od Broni Jądrowej w Azji Centralnej – obejmujący Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Turkmenistan i Uzbekistan ( nasze media wyrozumiale o tym nie informowały).

„Przecieki” z pola walki

Przez kilkanaście lat udawało się zachować w tajemnicy przed opinią publiczną użycie przez USA i Wielką Brytanię broni uranowej (DU, zubożony uran, produkcja lat 70.) podczas konfliktu w Zatoce Perskiej (1991) i b. Jugosławii (1999). Włoskie Ministerstwo Obrony podało, że spośród przebywających kilka miesięcy w Bośni w 2000 r.- zachorowało 1400 żołnierzy (inne źródła- 2538); zmarło – 37 (inne-160).

Badania medyczne – prof. Siegwarta Horsta Guntera wykazały:
– choroby dzieci: zwyrodnienia genetyczne, białaczka;
– dorosłych: złośliwe nowotwory, załamanie systemu immunologicznego; zaburzenia funkcji nerek, wątroby; poronienia.

Natomiast mjr dr Dougie Rokke (USA), min. stwierdza-„ Powietrze, woda i ziemia zostają przez użycie tej broni skażone. W każdym terenie, na którym używa się broni DU woda i żywność są na wieki skażone. Oddziaływanie na zdrowie rozpoczyna się 24-48 godz. po wybuchu broni DU. Pojawiają się problemy z oddychaniem, z nerkami, ze wzrokiem, problemy neurologiczne i inne. Wojen należy zaprzestać w związku z bronią, której używamy i zniszczeniami, które powodujemy przez skażenie powietrza, wody, ziemi i żywności. Nie jesteśmy w stanie zlikwidować skażenia środowiska naturalnego. Nie jesteśmy w stanie zagwarantować opieki lekarskiej. Broń DU jest zbrodnią przeciw Bogu i ludzkości”.

„Przegląd” nr 12 z 28.03.2010 poinformował, że Armia USA przyznała się do wystrzelenia w 1991 r. (I wojna w Zatoce Perskiej) ok. 300 ton amunicji uranowej. Podczas inwazji na Irak w 2003 r. wystrzelono ponad 1000 ton amunicji DU. Na skutek kontaktu z DU zmarło 109 żołnierzy włoskich.
Wezwanie Polaków do czujności”

Znany w Polsce brytyjski historyk i politolog Norman Davies (np. „Boże igrzysko”), w jednej z publikacji min. przestrzegał- „Musimy zdać sobie sprawę, że żyjemy w świecie, w którym konsekwencje naszego zachowania są o wiele większe niż kiedyś. Jesteśmy zaś tymi samymi małymi grzesznikami jak zawsze. Jednak w cywilizacji broni nuklearnej każda mała głupota może prowadzić dosłownie do końca świata. Nasza odpowiedzialność dzisiaj jest o wiele większa, gdyż skutki są większe”. Proszę, apeluję do Państwa-przeczytajcie „przecieki” i zastanówcie się, nie bądźcie obojętni. Nawet dla sędziwych Polaków musi być ważna myśl, wyobrażenie-czy i jak będą żyły nasze dzieci i wnuki. Czy na naszych mogiłach leżał będzie zwyczajny kurz, czy radioaktywny pył, choć nie będziemy tego odczuwać!

Dziennik Trybuna poinformował, że 3 września 2017 r. w debacie „kanclerskiej” Martin Schulz. zgłosił propozycję – jeśli zostanie kanclerzem, podejmie kroki by terytorium Niemiec ogłosić strefą bezatomową. Oznaczałoby to usunięcie jądrowych instalacji USA. Czy ta dyskusja i sugerowane kroki zasługują na nasze wsparcie? Po co w Polsce broń jądrowa?

Publikacja Pana Andrzeja Ziemskiego, stanowi nie tylko nawiązanie do przeszłości, wystąpienia szefa polskiego MSZ na sesji ONZ. Jest, pisze Autor – ostrzeżeniem, wezwaniem Polaków do czujności. Słusznie pisze, że powinna być pierwszoplanową w prezydenckiej kampanii. Przecież dziś nie trzeba wyjaśniać na czym polega działanie broni jądrowej, w tym promieniowania świetlnego, radioaktywnego skażenia terenu.

Wyraźnie i jednoznacznie należy podkreślić, że tekst „Broń Jądrowa w Polsce?” i jego Autor nie są przeciw „komuś”, a konkretnie: USA czy NATO. Nie ma też żadnego podtekstu pod adresem Rosji, a tym bardziej władz Polski! Jest w tej sytuacji pilne wymaganie nowej „etyki pracy”- politycznej, dyplomatycznej, organizacyjnej. Wymaganie nowoczesnej „etyki myślenia”, wyobraźni i odpowiedzialności-Polaków i Europejczyków w pierwszej kolejności. Kto w tej sytuacji chce nadal negować moją sugestię z tekstu „Powojenne szanse”, że praktyk (ekonomista, finansista) -PREZYDENT, jest nam bardzo potrzebny?

Gabriel Zmarzliński

Krótka informacja:
Zasługi Adama Rapackiego dla pokojowego współistnienia państw o odmiennych systemach politycznych, na rzecz rozbrojenia i pokoju wysoko ocenili naukowcy z Warszawy i Krakowa, wnioskując do norweskiego parlamentu w 1966 r. przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla. Dwa lata później wniosek ponowiła Polska Akademia Nauk. Spotkał się z poparciem dyplomatów – niestety, bez pozytywnego efektu. Mimo to, osiągnięcia Adama Rapackiego w dziedzinie dyplomacji i polityki zagranicznej, zasługują na wdzięczną pamięć Polaków.