W sukurs kandydatom lewicy Wywiad

Znany aktor i znakomity parodysta Andrzej Bychowski postanowił wesprzeć kandydatów Sojuszu Lewicy Demokratycznej – Lewica Razem do organów warszawskiego samorządu i własnym kosztem przygotował ulotki wyborcze kandydata na prezydenta Warszawy Andrzeja Rozenka, a także m.in. Moniki Jaruzelskiej, Agnieszki Wołk-Łaniewskiej i Jana Hartmana. Rozmawia z nim Krzysztof Lubczyński.

 

Skąd ten pomysł prywatnego wsparcia lewicowych kandydatów?

Bardzo mi zależy na dobrym wyniku Sojuszu Lewicy Demokratycznej w stolicy, z którą jestem związany od najwcześniejszego, okupacyjnego jeszcze dzieciństwa. W Warszawie się nie urodziłem, ale los rzucił mnie tu z rodziną i mieszkałem w niej od 1939 do 1945 roku, na ulicach Bliskiej, Dąbrowieckiej i Targowej. Opowiadałem już kiedyś „Trybunie” o tragikomicznej, ale szczęśliwie zakończonej przygodzie z oficerem niemieckim, którego, jako smarkacz obsiusiałem z balkonu i zrobiło się na chwilę niebezpiecznie. Po wojnie opuściliśmy Warszawę i wróciłem do niej dopiero w 1966 roku, gdy słynni Gozdawa i Stępień zaproponowali mi angaż do Teatru „Syrena”. Nie jestem więc warszawiakiem z urodzenia, ale z serca. A co do samego pomysłu – uważam, że po pierwsze nie można dopuścić do wygranej PiS w Warszawie, w tym przede wszystkim do zdobycia przez nich stanowiska prezydenta stolicy, bo to byłby dalszy ciąg zagarniania państwa. Nie wierzę w obiecanki cacanki pana Patryka Jakiego, który usiłuje się przedstawić jako kandydat umiarkowany, ale robi to tylko dlatego, żeby nie odstraszyć umiarkowanych wyborców. Nie mam złudzeń, że gdyby tylko objął to stanowisko, to Warszawa znajdzie się w ręku PiS i biada warszawiakom. Nie chciałbym, by taki los stał się udziałem mojego miasta. Nie mam zaufania do pisowców i ich sojuszników, którzy są politycznymi oszustami i awanturnikami. Poza tym obserwuję, co się dzieje i widzę wokoło, że jest natłok, zalew jakichś prawicowych kandydatów pod rozmaitymi kłamliwymi szyldami, którzy wszystko wszystkim obiecują. Rafała Trzaskowskiego darzę większą sympatią, choćby dlatego, że znałem i ceniłem jego ojca jazzmana, ale zdecydowanie stawiam na kandydata lewicowego.

 

Skąd wybór tych akurat lewicowych kandydatów?

Popieram wszystkich, ale musiałem kogoś wybrać, bo nie jestem milionerem i nie jestem w stanie zamówić ulotek dla wszystkich kandydujących z list SLD – Lewica Razem.

 

Dlaczego popiera Pan Andrzeja Rozenka na stanowisko prezydenta stolicy?

Nie tylko dlatego, że mam lewicowe poglądy i zgadzam się z nim w całej rozciągłości i że uważam go za rozsądnego, mądrego człowieka, dobrego organizatora, który może przysłużyć się Warszawie. Cenię go także za jego walkę z haniebną ustawą dezubekizacyjną, która doprowadziła do śmierci, w tym samobójczych, już kilkadziesiąt osób. Dotknęła wielu niewinnych ludzi, którzy pracowali w służbach specjalnych z różnych powodów, niejednokrotnie w charakterze fachowców i którzy nie uczestniczyły w żadnych represjach.

 

Jak Pan spędzi najbliższe dni?

Będę rozdawał swoje ulotki na ulicach Warszawy. Już robiłem to na MDM w okolicy placu Konstytucji, a w najbliższych dniach można mnie będzie spotkać być może na Nowym Świecie czy na Żoliborzu. Zapraszam.

 

Dziękuję za rozmowę.

Jaki kandydat, takie obietnice

Kandydaci na prezydentów proponują złote góry wyborcom. Wydawałoby się, że każdy z nich ma walizki z pieniędzmi i nie są to pieniądze samorządowe, czyli nasze, ale jakieś ekstra.
Kandydatów właśnie. Kandydat Patryk Jaki stoi na chodniku w Warszawie i oznajmia, że jak zostanie prezydentem w tym miejscu od razu zacznie się budowa nowej linii metra. Niestety nie stoją obok niego żadne walizki z pieniędzmi, Tylko rozdaje za darmo kawę. Kawa ma przekonać, że walizki z pieniędzmi są.
Inni kandydaci, stosownie do wielkości miast, też mają szeroki gest. Najszerszy mają ci, którzy chcą zostać prezydentami, ale nie mają na to wielkich szans. Oni obiecują złote góry, nie pokazują przy tym skąd kasa, albo komu będzie trzeba zabrać.
Wygląda to mniej więcej tak. Przychodzi do mnie akwizytor z jakiegoś banku i obiecuje kokosy, ale najpierw muszę mu powierzyć swoje pieniądze. Ja mam oszczędności wystarczające na zakup kawalerki, ale on obiecuje mi za tę kwotę apartament w Monte Carlo. Gwarancji, oprócz jego bicia się w piersi nie mam żadnej. Może być tak, że moje pieniądze diabli wezmą. I nie będzie ani apartamentu, ani kawalerki. Kandydaci, którzy co nieco wiedzą jak planuje się inwestycje i ile to kosztuje, wypowiadają się ostrożniej. Tym samym stają nie nieatrakcyjni dla łatwowiernych.
Gdyby kandydat Jaki czy inny, jemu podobny, miał choć trochę rozeznania w inwestycjach, to by wiedział, że samo przygotowanie budowy nowej nitki metra trwa kilka lat. Kandydat Jaki uczyni to od razu. Jednak w obietnice PiS-u wiara w narodzie jest wieka. 500+ wystarczyło, by inni uwierzyli, że też dostaną i to dużo.
Wdaję się, przy rozdawaniu ulotek, w debaty, szczególnie ze starszymi wyborcami PiS. Wierzą oni, że PiS da im wkrótce sowite podwyżki i emerytur. Kiedy tłumaczę, że już są wiadome przeliczniki, ile z grubsza kto dostanie i że osoba mająca nieco ponad tysiąc złotych emerytury netto dostanie co najwyżej 40 złotych podwyżki od nowego roku. Najpierw gorąco protestują.
Tak było w minionym roku i była to podwyżka, już dawana przez PiS-owski rząd i takie właśnie były relacje podwyżek do pensji. W tym roku będzie podobnie. Wyborców nachodzi potem refleksja. …To my już na żadne wybory nie pójdziemy… Tak to dyskusje z wyborów samorządowych przenoszą się na szczebel krajowy. Z rzadka jest dyskusja o ulicach, czy komunikacji. Szczególnie wśród starszych jest zaciekły spór kto kogo wysadzi w powietrze. Około 40 procent zaczepianych nie chce żadnych ulotek w ogóle. Nawet nie patrzą kto ulotkę daje i jakie barwy reprezentuje. I to jest najsmutniejsze.