Socjal popłaca

W najnowszym raporcie UNICEF-u w pierwszej piątce państw, które wykazują szczególną dbałość o rodzinę znalazły się trzy kraje skandynawskie, Estonia i Portugalia. Powstająca z kolan i prorodzinna Polska zajęła dopiero 23-cie miejsce spośród zbadanych 31 krajów UE i OECD.

Badania przeprowadziło Centrum Badawcze Innocenti, jednostka UNICEF-u. Eksperci analizowali precyzyjnie – jak głosi raport – „polityki przyjazne rodzinie”. Chodzi m.in. długość pełnopłatnego urlopu rodzicielskiego i dostęp do usług publicznych związanych z opieką nad dziećmi do sześciu lat. Autorzy raportu podkreślają, że polityki te służą wzmacnianiu więzi rodziców z dziećmi i mają kluczowe znaczenia dla „spójności społeczeństw”. Opublikowany 12 czerwca dokument nosi tytuł: „Czy najbogatsze kraje świata są przyjazne rodzinie? Polityka w krajach OECD i UE”.
Jeżeli chodzi o urlopy rodzicielskie prym wiedzie Estonia. Kraj ten oferuje matkom najdłuższy pełnopłatny urlop – 85 tygodni. Następne są Węgry – 72 tygodnie i Bułgaria – 61 tygodni. Polska w tej klasyfikacji uplasowała się na 13-tym miejscu – 42 tygodnie pełnopłatnego urlopu. Zaś USA są jedynym państwem (spośród badanych przez UNICEF), w którym nie ma żadnych regulacji dotyczących płatnych urlopów rodzicielskich.
W raporcie wskazuje się, iż wielu rodziców gotowych wrócić do pracy po urodzeniu się dziecka szuka możliwości opieki nad potomstwem, jednak nie mogą sobie na to pozwolić ze względu na wysoki koszt takich usług. W Wielkiej Brytanii najczęściej jako przyczynę rezygnacji z usług oferowanych przez placówki opieki nad dziećmi rodzicie podawali właśnie wysokie ceny. Tymczasem w Czechach, Danii i w Szwecji koszt stanowił problem jedynie dla jednego procenta rodziców, którzy deklarowali niezaspokojoną potrzebę opieki nad dzieckiem.
W raporcie UNICEF-u zawarto również wskazówki i rekomendacje, w jaki sposób kraje mogą być bardziej przyjazne rodzinie. Należy m.in.: ustawowo zapewnić rodzicom płatny urlop rodzicielski w wymiarze co najmniej pół roku, umożliwić dostęp do niedrogich placówek opieki na dziećmi, upewnić się, że matki mogą karmić piersią zarówno przed, jak i po powrocie do pracy dzięki zapewnieniu im wystarczająco długiego płatnego urlopu rodzicielskiego, zagwarantowaniu przerw w pracy oraz bezpiecznego i odpowiedniego miejsca do karmienia.
Tymczasem w Polsce samorządy zajmują się przyjmowaniem deklaracji „przeciwko seksualizacji dzieci”. UNICEF raczej tego nie doceni.

Niesprawiedliwy start

UNICEF 30 października opublikował raport „Niesprawiedliwy start. Nierówności edukacyjne wśród dzieci w krajach wysokorozwiniętych”. Jego tezy zaprezentowali na konferencji prasowej socjologowie z UAM i warszawskiej APS. Okazuje się, że nawet mieszkanie w zamożnym kraju nie gwarantuje równego dostępu do wysokiej jakości edukacji. Czynników sprzyjających nierównościom jest wiele: ma na nie wpływ zawód rodziców, imigranckie pochodzenie, płeć dziecka, charakter szkoły. Ale niekoniecznie akurat sytuacje ekonomiczna w kraju.

 

Autorzy raportu wywodzą wręcz, że często w krajach mniej zamożnych nierówności nie są aż tak rażące. Nierówności w różnych krajach podzielono na poszczególne etapy kształcenia (przedszkolne, szkoła podstawowa oraz średnia). Przykładem świecą Portugalia, Finlandia i Łotwa: mają wysoki poziom kształcenia i dostępność dla dzieci na wszystkich trzech etapach. Z kolei najgorzej całościowo wypadają Australia, Nowa Zelandia i Słowacja. Tam rozwarstwienie jest znaczne. W większości zbadanych krajów zazwyczaj „kuleje” jedno ogniwo. Na przykład Irlandia i Słowenia nie potrafią zapewnić tak samo rzetelnej edukacji wszystkim przedszkolakom, ale już w przypadku kształcenia w szkole średniej nierówności niemal nie występują. We Francji jest na odwrót: mniejsze dzieci mają dobry i równy start, ale później edukacja niektórych napotyka przeszkody, proces wyhamowuje (nie bez znaczenia jest tu pochodzenie imigranckie). W Holandii uczniowie podstawówek osiągają porównywalne, zadowalające wyniki. Natomiast edukacja 15-latków już się „rozłazi”.

Polska nie wypada źle w rankingu ogólnym, lecz mniej więcej w połowie szkoły podstawowej następuje załamanie: „89 proc. dzieci w Polsce osiąga dobry poziom umiejętności w czytaniu (na poziomie średnim lub wyższym) w 4. klasie szkoły podstawowej. Mimo to luka osiągnięć w czytaniu w Polsce (pomiędzy uczniami z najlepszymi i najgorszymi wynikami) jest dość duża i plasuje Polskę na 15. miejscu wśród 31 krajów. Oznacza to, że nierówności edukacyjne na tym poziomie kształcenia są znaczące”. Mało dzieci uczęszcza u nas do żłobków i przedszkoli: „Tylko 8 proc. dzieci w wieku poniżej 3 lat jest zapisanych do żłobków i innych placówek opieki nad dziećmi, co stawia nas na 3. od końca miejscu wśród badanych krajów. Gorzej sytuacja wygląda tylko w Czechach i na Słowacji”.

Tylko w Polsce odnotowano na dużą skalę zjawisko „dziedziczenia” determinacji do dalszego kształcenia. Ma to bezpośredni związek z sytuacją ekonomiczno-społeczną rodzin, na co zwrócił uwagę Marek Krupiński, dyrektor UNICEF Polska. „Wśród dzieci rodziców o wysokim statusie zawodowym chęć dalszego kształcenia deklaruje 60 proc. uczniów, zaś wśród dzieci rodziców o niskim statusie zawodowym tylko 39 proc. Tak duża różnica w tym zakresie dotyczy jedynie Polski, stawiając nas na ostatnim miejscu wśród badanych krajów”.
UNICEF wystosował zalecenia dla wszystkich poddanych analizie 41 krajów UE i OECD. To: zagwarantowanie wysokiej jakości wychowania przedszkolnego oraz opieki dla wszystkich dzieci, ograniczenie wpływu nierówności społeczno-ekonomicznych, likwidacja różnic w wynikach pomiędzy płciami, zapewnienie danych lepszej jakości, skupienie się na równości, a nie tylko na średnich wynikach, jakie osiągają uczniowie np. poszczególnych szkół czy klas.

Prof. Tomasz Gmerek z Zakładu Edukacji Wielokulturowej i Badań nad Nierównościami Społecznymi Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu stwierdził, że Polska owszem, reformuje system oświaty, lecz jedynie poprzez zmianę jego „struktury”, a nie całego „systemu”.