Gospodarka 48 godzin

Absurd próbnych matur
W ostatnią środę w wielu polskich szkołach średnich rozpoczęły się próbne matury. Odbywają się w wyniku decyzji ministra edukacji i nauki dr. Przemysława Czarnka. Choć nauka w szkołach średnich odbywa się zdalnie, to teraz, w czasie próbnych matur, uczniowie przychodzą do szkół i piszą próbne matury, oczywiście bez maseczek, siedząc w tej samej sali co niezaszczepieni nauczyciele. To naturalnie wkrótce spowoduje wzrost liczby zakażeń oraz zgonów, ale takie drobiazgi nie obchodzą ministra edukacji. Przypomnijmy, dr. Przemysław Czarnek to ten od bredni: „To są konsekwencje mówienia kobietom, że nie muszą robić tego, do czego zostały przez pana Boga powołane”. Jego decyzja o przeprowadzeniu próbnych matur w marcu jest tym bardziej absurdalna, że sprawdzanie tych matur potrwa praktycznie do maja – czyli do terminu normalnych matur. Nie będzie więc już czasu ani możliwości, by poprawić ewentualne braki w wiedzy, wykazane podczas próbnych matur. W dodatku, wiele szkół średnich przeprowadziło własne próbne matury już wcześniej, pod koniec 2020 r., logicznie zakładając, że w czasie kolejnej fali pandemii nikt rozumny nie będzie przecież spędzać uczniów, by siedzieli parę godzin w towarzystwie nieszczepionych nauczycieli. Teraz mają próbne matury jeszcze raz. Jak widać, szkoły te nie doceniły rozumu dr. Przemysława Czarnka.

Gdzie bankrutujemy?
W drugiej połowie ubiegłego roku jedna na dziesięć upadłości konsumenckich miała miejsce w województwie śląskim (1143), nieco mniej bankrutów pochodziło z województwa mazowieckiego (773), a trzecie miejsce zajęło województwo wielkopolskie, z liczbą 541 upadłości konsumenckich. W pozostałych regionach takich osób było niespełna 500. Wkrótce bankructw może być więcej, bo Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej ostrzega, że jeśli nic się nie zmieni likwidację może czekać ok. 15 tys. lokali, a pracę w sektorze straci aż prawie 250 tys. osób

Kneblowanie dziennikarzy
Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej oświadcza, że nie zgadza się na szlaban dla dziennikarzy. Szlaban ma zostać opuszczony, ponieważ na wniosek I prezes Sądu Najwyższego, Trybunał Konstytucyjny mgr. Przyłębskiej zbada, czy ustawa o dostępie do informacji publicznej jest zgodna z konstytucją. TK w obecnym składzie może starannie zbadać i ochoczo zaakceptować ten wniosek, wszak to zgodne z linią dobrej zmiany – uważa SDRP. Stowarzyszenie obawia się, że po orzeczeniu TK będzie można zapomnieć o prawie dostępu do informacji publicznej. Tak więc, dziennikarzom, a w szczególności reporterom i publicystom śledczym Sąd Najwyższy zamierza założyć knebel. Zablokowany dostęp do informacji publicznej to szlaban na ujawnianie przekrętów władzy, instytucji państwowych, spółek skarbu państwa oraz polityków. Według I prezes SN Małgorzaty Manowskiej jawność nie ma pierwszeństwa nad prawem do prywatności i ochroną danych osobowych – i to jest właśnie argument, który skłonił panią I prezes SN do złożenia wniosku. Tymczasem SDRP zapewnia, że dziennikarze korzystający z podstawowego prawa obywatelskiego do informacji publicznej, rozróżniają prawo do prywatności od jawności życia publicznego. Oficjalnie intencją I prezes SN jest precyzyjne rozdzielenie prawa do informacji od ochrony prywatności. Za tym jednak kryje się proste ograniczenie prawa do informacji publicznej.

Gospodarka 48 godzin

Upadają po równo
W poprzednich latach upadłości konsumenckie najczęściej ogłaszano wobec kobiet. Natomiast w ubiegłym roku ten trend zaczął się odwracać i wśród bankrutów z drugiej połowy 2020 r. notowanych w Krajowym Rejestrze Długów równo po 50 proc. stanowiły kobiety i mężczyźni. Pod względem wartości długów panowie już prowadzą. Suma zobowiązań, jakie pozostawiły po sobie kobiety wyniosła ponad 137 mln zł, a mężczyźni ponad 173 mln zł.

Przeciw pedofilom
Doprecyzowane zostały ogólne wymagania, jakie spełniać musi personel instytucji opieki nad dziećmi w wieku do lat trzech. Chodzi o jednoznaczne stwierdzenie czy dana osoba nie figuruje w bazie danych Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym (tylko w części ogólnodostępnej)oraz czy nie została skazana prawomocnym wyrokiem za inne przestępstwo umyślne. Do tej pory takie osoby mogą w Polsce bez problemów zajmować się zawodowo opieką nad małymi dziećmi. Zmieniony został też sposób wyboru dziennego opiekuna. Obecny konkurs ofert zostanie zastąpiony wskazaniem zasad, jakie muszą być przestrzegane podczas tego wyboru – analogicznych, jak przy wyborze pracowników samorządowych na stanowiska urzędnicze. We wniosku o wpis opiekuna do wykazu dziennych opiekunów, dodany zostanie obowiązek podania liczby miejsc w tej instytucji opieki (obok liczby dzieci powierzonych opiece danego dziennego opiekuna). Ponadto, we wniosku o wpis żłobka lub klubu dziecięcego do rejestru takich placówek konieczne będzie podanie numeru telefonu i adresu poczty elektronicznej podmiotu zakładającego taką instytucję opieki.

Niebezpieczna inwestycja
Kupno mieszkania to inwestycja całego życia, ale w Polsce może oznaczać nieszczęście. Obowiązujący w naszym kraju system ochrony środków wpłacanych przez nabywcę mieszkania nie zapewnia mu bowiem odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa. Stosowany najczęściej przez deweloperów otwarty mieszkaniowy rachunek powierniczy – bez dodatkowych zabezpieczeń w postaci gwarancji ubezpieczeniowej albo bankowej – nie zapewnia kupującemu skutecznej ochrony w przypadku upadłości dewelopera. Wypłata zgromadzonych środków z tego rodzaju rachunku następuje przed przeniesieniem własności nieruchomości na nabywcę. Tak więc, w przypadku upadłości dewelopera powoduje to ryzyko utraty przez kupującego zarówno środków finansowych, jak i mieszania. Być może to ryzyko zostanie częściowo ograniczone gdy zakończą się powodzeniem prace nad nowelizacją ustawy o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego oraz o Deweloperskim Funduszu Gwarancyjnym. Nowe przepisy mają zwiększyć ochronę osób kupujących nowe mieszkanie w przypadku upadku firmy deweloperskiej. Chodzi w nich o eliminację ryzyka utraty przez nabywców wpłat dokonywanych na mieszkaniowe rachunki powiernicze. Między innymi, nabywca nowego mieszkania będzie mógł odmówić dokonania odbioru ze względu na istotne wady lokalu. Doprecyzowana zostanie też procedura odbioru mieszkania wraz z określeniem konsekwencji nieusunięcia wady w wyznaczonym przez konsumenta terminie. Przede wszystkim zaś, nowelizacja powinna określić prawa i obowiązki stron umowy deweloperskiej w przypadku ogłoszenia upadłości banku prowadzącego mieszkaniowy rachunek powierniczy.

Gospodarka 48 godzin

Reanimacja programu
Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o efektywności energetycznej. Chodzi w niej o skłonienie przedsiębiorstw, by to one dofinansowywały wymianę starych urządzeń grzewczych (kopciuchów) u odbiorców końcowych. Rząd PiS, uwalniając się od tego obowiązku i przerzucając go na barki przedsiębiorstw, chce kosztem firm reanimować swój program „Czyste Powietrze”, który nie przyniósł żadnych efektów.

Jeszcze się trzymają
W ubiegłym roku Główny Urząd Statystyczny odnotował 311 794 rejestracje nowych podmiotów gospodarczych, czyli o 12,4 proc. mniej niż w 2019 r. Chodzi tu o podmioty, które zostały wpisane do Krajowego Rejestru Urzędowego Podmiotów Gospodarki Narodowej. Rejestracje obejmują także osoby fizyczne, które zlikwidowały i ponownie podjęły działalność gospodarczą. Spadek rejestracji nowych przedsiębiorstw to niewątpliwy efekt pandemii koronawirusa. W tym samym roku GUS stwierdził łącznie 528 upadłości, to jest o 8,7 proc. mniej niż w 2019 r. Liczba upadłości dotyczy podmiotów gospodarczych, wobec których zostało wydane przez sąd postanowienie o ogłoszeniu upadłości. Mogłoby się zatem wydawać, że pandemia nie spowodowała przewidywanej fali upadłości wśród przedsiębiorców. Przeciwnie, było ich mniej, niż w roku, w którym jeszcze mieliśmy w Polsce prosperity. Jest to jednak wynik czasu trwania postępowań przed polskimi sądami. Postępowania upadłościowe nie toczą się błyskawicznie i po prostu firmy, które wpadły w kłopoty w ubiegłym roku, jeszcze „nie zdążyły” upaść prawomocnie w tym samym roku. Jedynie w czwartym kwartale 2020 r. nastąpił minimalny wzrost upadłości firm z branż hotelarskiej i gastronomicznej, czyli tych, które najbardziej ucierpiały w wyniku działań rządowych podejmowanych w związku z pandemią. Dopiero więc liczba upadłości w bieżącym roku dokładniej pokaże skalę kłopotów, jakich przedsiębiorcom przysporzyła pandemia. Na razie więcej można mówić o ich nastrojach, które od dawna są kiepskie. Około 70 proc. przedsiębiorców ankietowanych przez Narodowy Bank Polski oceniło, że w skali całego 2020 r. pandemia COVID-19 oddziaływała na ich sytuację w stopniu co najmniej umiarkowanie negatywnym, w tym dla około jednej piątej z nich, zdecydowanie negatywnym. Prawie jedna trzecia badanych doświadczyła wpływu rządowych restrykcji przeciwpandemicznych. Nieco lepiej wygląda spojrzenie w przyszłość. Większość przedsiębiorców sądzi, że odbudowa poziomu produkcji ich firm dokona się jeszcze w tym roku, ale odbudowa aktywności inwestycyjnej będzie wolniejsza. W dodatku, jak zauważa NBP, ich oceny cechuje wysoki poziom niepewności – duży odsetek przedsiębiorstw deklaruje że nie wie, kiedy powróci do przedkryzysowego poziomu aktywności, ze względu na ryzyko związane z dalszym przebiegiem pandemii w Polsce.

Mniej chęci na kredyty
Banki w Polsce utrzymały dotychczasowe kryteria udzielania kredytów dla dużych przedsiębiorstw oraz nieznacznie złagodziły je dla firm małych i średnich. Jednocześnie zaostrzone zostały warunki udzielania kredytów, w tym marża kredytowa i wymogi dotyczące zabezpieczenia, co dotyczy także i osób fizycznych. W efekcie nastąpił dalszy, po spowodowanym przez pandemię, spadek popytu na kredyty zgłaszanego przez przedsiębiorstwa oraz lekki spadek popytu na kredyty mieszkaniowe i konsumpcyjne.

Gospodarka 48 godzin

Trudno nie upaść
Rekordowa w XXI wieku jest obecna liczba bankructw firm produkcyjnych w Polsce. W III kwartale 2020 r. nastąpił wzrost niewypłacalności o 32 proc. w porównaniu z tym samym kwartałem ubiegłego roku. Natomiast za 9 miesięcy 2020 r. ich liczba zwiększyła się o16 proc., do 228 firm. Cierpią niemal wszystkie branże, gdyż popyt nie oznacza jeszcze rentowności. Od problemów nie są zatem wolni producenci i przetwórcy żywności czy materiałów budowlanych, choć na te dobra panował w tym roku stały popyt. Wręcz odwrotnie, stanowią oni znaczącą część niewypłacalnych firm (żywność – 66 przypadków od początku roku). Dla handlu pierwsze półrocze wydawało się bezpieczne, ale trzeci kwartał 2020 przyniósł wzrost o 45 proc, rok do roku, liczby niewypłacalnych hurtowni (48 wobec 33 w III kwartale 2019). Duża ich część dostarczała towary konsumpcyjne czy materiały budowlane, czyli artykuły cieszące się popytem.
Generalnie, w III kwartale tego roku nastąpił niemal powszechny wzrost ryzyka upadłości (wyjątek to, z nie bardzo jasnych powodów, województwa warmińsko-mazurskie i łódzkie). Jak na razie najgorszy okazał się październik. Analitycy Euler Hermes, globalnej firmy ubezpieczającej należności, zbadali dane o sytuacji polskich firm, opublikowane w ubiegłym miesiącu w Monitorach Sądowych i Gospodarczych. Okazuje się, że nigdy jeszcze nie mieliśmy do czynienia z taką skalą wzrostu liczby niewypłacalności jak w październiku tego roku, kiedy to nastąpił wzrost o 75 proc. w porównaniu do października 2019 r. – choć istotny wpływ na ten wynik ma funkcjonowanie nowej formy przyspieszonego postępowania restrukturyzacyjnego. W październiku 2020 r. opublikowano informacje o 144 niewypłacalnościach, a w ciągu 10 miesięcy bieżącego roku o 993, czyli już o 18 proc. więcej niż w tym samym czasie 2019 r. Szczególnie mocno ucierpiały usługi. Od początku roku liczba niewypłacalnych firm usługowych wzrosła o ponad 50 proc. r/r, ale w ostatnich miesiącach jest ona wyższa (w październiku był wzrost aż o 86 proc.: 52 firmy wobec 28 przed rokiem). W produkcji i przetwórstwie żywności zanotowano 23 niewypłacalności w październiku, w budownictwie 30 (11 firm produkcyjnych, 16 wykonawczych i 3 usługowo – inżynieryjne), a w transporcie 15. O dziwo, wygląda na to, że dno kryzysu osiągnęła już branża HORECA (hotelarstwo, catering i gastronomia) – tylko 9 niewypłacalności w październiku. Najwyższy wzrost ryzyka upadłości nastąpił w woj. zachodniopomorskim.

Będzie coraz droższy
Rada Ministrów zmieniła swoją uchwałę pod nazwą „Budowa drogi wodnej łączącej Zalew Wiślany z Zatoką Gdańską”. Władza wreszcie raczyła pogodzić się z faktami i przyznała, że kanał przez Mierzeję będzie kilka razy droższy, niż głosiły to wcześniejsze propagandowe zapowiedzi PiS. Dziennik „Trybuna” w przeszłości wielokrotnie już nadmieniał, że oficjalnie podawany koszt budowy kanału mający wynosić 880 mln zł to oczywista lipa. Teraz musiał to uznać także rząd. Znowelizowana uchwała podaje, że obecny koszt przekopu zwiększy się z 880 mln zł do 1,98 mld zł. Ważne jest tu słowo „obecny” – co oznacza, że w miarę upływu kolejnych lat, koszt budowy kanału przez Mierzeję będzie nadal rosnąć.

Firmy upadają, gospodarka kwitnie

Prawidłowością naszego życia gospodarczego jest to, że im szybciej rośnie produkcja, tym większa jest liczba przedsiębiorstw niewypłacalnych.

 

Liczba upadłości przedsiębiorstw w Polsce wciąż rośnie – a więc rośnie i ryzyko biznesowe prowadzenia działalności gospodarczej.
W pierwszym półroczu ogłosiło niewypłacalność 511 przedsiębiorstw wobec 418 w I półroczu 2017 r. – to jest o 22 proc. więcej niż przed rokiem. Rekordowy był czerwiec – zarówno pod względem liczby (105 niewypłacalności) jak i tempa ich przyrostu (wzrost o 48 proc. w stosunku do czerwca 2017 r.).

 

Nie zapłacimy – i co nam zrobicie?

Niewypłacalności te oznaczają niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców i innych partnerów, powodującą upadłość bądź konieczność podjęcia postępowania restrukturyzacyjnego. W żadnym z sektorów naszej gospodarki liczba plajt nie uległa zmniejszeniu.
Ciekawe, że choć mamy szybkie tempo rozwoju gospodarczego, liczba upadłości polskich firm wciąż rośnie – pomimo statystycznie wysokiego punktu odniesienia już w roku ubiegłym. Oznacza to, że polskie firmy w niezbyt wielkim stopniu korzystają z efektów tego wzrostu gospodarczego.
Owszem, produkcja i sprzedaż rosną, ale przy utrzymującej się z reguły niskiej rentowności oznacza to większe zaangażowanie kapitału własnego, bez proporcjonalnego wzrostu zysków.

 

Państwo nie pomaga firmom

Przedsiębiorcom utrudniają życie niekorzystne zmiany otoczenia biznesowego – rosną koszty pracy i zaopatrzenia.
Ponadto zaś, jak zauważa Euler Hermes, jeden z wiodących na świecie ubezpieczycieli należności handlowych, problemy polskich przedsiębiorstw wynikają z wprowadzania niekorzystnych dla nich zmian prawnych i podatkowych.
Znaczenie mają wreszcie czynniki leżące po stronie samego biznesu w naszym kraju: niewielka kreatywność, inercja, niewystarczająca aktywność, nie wykreowanie marek własnych – czyli wartości dodanej własnych produktów i usług – oraz brak poprawy efektywności zarządzania i zwrotu z kapitału.
Całe pierwsze półrocze 2018 r., a w szczególności drugi kwartał to zatem z jednej strony rosnące wskaźniki wzrostu gospodarczego, a z drugiej, równie szybko, a nawet bardziej intensywnie narastające sygnały ostrzegawcze dotyczące kondycji samych firm.

 

Koszty rosną szybciej od cen

Każdy sektor gospodarki ma specyficzne uwarunkowania, ale podstawowy powód tak szybkiego wzrostu liczby niewypłacalności jest jeden: koszty rosły szybciej niż ceny produktów i usług końcowych. W rezultacie spadały marże i wskaźniki rentowności. Szczególnie ciekawym przykładem jest budownictwo – osiąga kolejne rekordy, a jednocześnie ma coraz większe długi i problemy z płynnością.
Okazuje się, że wzrost popytu i konsumpcji pociąga za sobą większą skalę produkcji i sprzedaży ze strony polskich przedsiębiorstw – ale już niekoniecznie większe zyski, przynajmniej proporcjonalnie do skali wzrostu zaangażowanych środków własnych.
Nie rosną ceny, o czym świadczy niska dotychczas inflacja, zaś marże są ograniczane przez rosnące koszty. Zakaz handlu w niedzielę i wdrażanie przepisów RODO (nie mających żadnego znaczenia praktycznego, a wywołujących jedynie problemy) także rodzą dodatkowe koszty po stronie przedsiębiorstw.

 

Trudniej ale uczciwiej

– Można nawet powiedzieć, iż gremialnie firmy nie korzystają na zwiększonej konsumpcji, jak i na wzroście gospodarczym. One je finansują, i nie mówimy tu jedynie o „zacieśnianiu podatkowym” czy przeciwdziałaniu karuzelom vatowskim. Wprowadzenie mechanizmu podzielonej płatności może, przy zaletach tego rozwiązania dla budżetu mieć negatywny wpływ na płynność polskich firm – ocenia Tomasz Starus z zarządu Euler Hermes.
Jego tezie o tym, że polskie firmy finansują wzrost gospodarczy, przeczą jednak w oczywisty sposób ogromne wolne środki leżące na kontach przedsiębiorstw.
Wspomniany mechanizm podzielonej płatności oznacza, że firmy nie będą mogły tak jak dotychczas obracać „podatkową” częścią otrzymywanych należności. Będą dysponować będą jedynie należnością netto, same jednocześnie płacąc swoim dostawcom pełną należność brutto.
Część przedsiębiorców narzeka więc, że w tej sytuacji ich firmy de facto kredytować będą podatki. Niewątpliwie jednak zmusi ich to do większej uczciwości w działaniu.

 

Bez pomysłu i innowacji

Patrząc na profil upadłości firm produkcyjnych w Polsce dostrzec można w tym gronie sporą grupę firm produkujących różne wyroby z metali. To poniekąd wynik tendencji ogólnoświatowych: nadwyżki w produkcji stali i wyrobów ją wykorzystujących, co prowadzi do ostrej konkurencji cenowej.
Towarzyszy temu dodatkowo wzrost kosztów spowodowany zwłaszcza wyższymi cenami energii. Producenci nie mogą go sobie w prosty sposób zrekompensować równorzędnym wzrostem cen wyrobów końcowych.
Na szybkie dostosowanie cen wyrobów do kosztów produkcji pozwolić sobie mogą jedynie firmy, których produkty wyróżniają się pod względem niepowtarzalności, marki, renomy.
Niestety, nie ma w tej branży polskich producentów (produkujących zazwyczaj komponenty na eksport, a nie wyroby końcowe), którzy posiadaliby silną, rozpoznawalną markę w kraju i za granicą.
Polskie firmy zderzają się już z barierami średnich efektywności i przychodu. Ich nazwy nie są z reguły kojarzone z nowoczesnością, automatyzacją, innowacyjnością. Wręcz przeciwnie, wiele z nich wydaje się być przedstawicielami bardzo tradycyjnie prowadzonych biznesów i wykazują niezbyt dużą efektywność działania.
Wiele z tych firm przegrało walkę konkurencyjną, a przy stosunkowo dużych kosztach stałych i małej elastyczności, musiały one rozpocząć procedury upadłościowe.