Wojna polsko-ukraińsko-rosyjska

Nie będzie sojuszu antykomunistów ukraińsko-polskich. A zapowiadało się tak zachęcająco. Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej pod przewodem Wołodymyra Wiatrowycza rozpoczął po 2014 roku masowy pogrom radzieckiej przeszłości.

 

Jak pochwalił się prezes ukraińskiego IPN w polskim, prorządowym tygodniku „Sieci” od 2014 roku na Ukrainie zmieniono nazwy 987 miast i wiosek. Na niekomunistyczne. Nowych, zwykle antyradzieckich patronów, otrzymało 52 tysiące placów i ulic. Położonych na całej Ukrainie, poza terenami pozostającymi poza kontrolą rządu. Obalono też ponad 2,5 tysiąca komunistycznych pomników. Wśród nich ponad 1,5 tysięcy pomników Lenina. Takimi sukcesami nie może pochwalić się polski IPN, chociaż corocznie ma przynajmniej dwudziestokrotnie większy budżet niż ukraiński.
Jeszcze dwa lata temu wydawało się, że zapowiadany na rzeszowskim Forum Polsko – Ukraińskim, wielki antyradziecki i antyrosyjski sojusz dwóch antykomunistycznych IPN – ów, będzie tryskał braterską współpracą.
Nic z tego. Polscy i ukraińscy antykomuniści pokłócili się śmiertelnie o sztandarowego antykomunistę. O Stefana Banderę. Kiedyś obywatela państwa polskiego ukraińskiej narodowości.
Dla patriotycznych Ukraińców z kijowskiego IPN Stefan Bandera jest jednym z ojców ukraińskiego, niepodległego państwa. Obecnego państwa. A także Ukraińskiej Powstańczej Armii, która dzielnie walczyła z Armią Czerwoną.
Dla polskiego IPN Stefan Bandera jest ukraińskim, antypolskim nacjonalistą i ojcem ideowym ludobójstwa Polaków na Wołyniu.
W rzeczywistości Stefan Bandera w czasie swego bujnego życia zdążył być i tym i tym.
I gdyby nie sympatia starego Marszałka Józefa Piłsudskiego do młodego terrorysty Stefana Bandery, to pewnie nie mielibyśmy się dzisiaj o kogo kłócić.
Ale pomny swej terrorystycznej młodości Piłsudski w 1936 roku wystarał się o zmianę wyroku polskiego sądu. Zamiast kary śmierci dostał Bandera dożywotnie więzienie. Z polskiego wiezienia zbiegł we wrześniu 1939 roku. Wojnę ukraińsko-polską z lat 1943-48 przesiedział w niemieckim więzieniu i potem na emigracji.
I chociaż po 1945 roku dochodziło do braterstwa broni między UPA i tak zwanymi „żołnierzami wyklętymi”, do wspólnej walki z wojskiem polskim, MO i UB, to dla polskich antykomunistów z IPN, Stefan Bandera i UPA to przede wszystkim antypolscy ludobójcy.
I przeciwko pozytywnemu ich upamiętnianiu na początku tego roku Sejm RP przyjął nowelizację ustawy o IPN. Słynną na całym świecie. Wyjątkowy bubel legislacyjny, który doprowadził do dyplomatycznej wojny izraelsko-polskiej oraz fali krytyki polskiego rządu w przez proizraelską administrację USA.
Rząd polski wojnę z Izraelem przegrał. Znowelizował nowelizację pod dyktando władz żydowskich. Ale antyukraińskie zapisy w nowelizacji pozostawił.
To wielce oburzyło Ukraińców, bo rząd PiS pokazał im, że traktuje ich gorzej niż Żydów. Co dla ukraińskiego patrioty zwyczajnym daniem „po pysku” jest.
Dumni Ukraińcy nie nadstawili drugiego policzka. Zabronili polskiemu IPN-owi tropić „komunistyczne zbrodnie” na terenie obecnej Ukrainy. Ponieważ polski IPN nie może zastosować podobnych retorsji, to teraz wisi na pańskiej łasce prezesa Wiatrowycza.
A ten wyraźnie zadeklarował w tygodniku „Sieci”: „Mówię jasno: do czasu zmiany ustawy o IPN w wątku ukraińskim taka współpraca w ogóle nie jest możliwa”.
Zapewne takie stanowisko ukraińskich władz wpływa na odpływ poparcia dla Ukrainy ze strony władz polskich. Zwłaszcza prawicowych, PiS-owskich komentatorów i doradców politycznych.
W czasie ostatniego konfliktu ukraińsko-rosyjskiego o kontrolę nad przesmykiem kerczeńskim, polski MSZ wydał szybkie, tradycyjnie antyrosyjskie stanowisko.
Za to w prawicowych, wpierających PiS, mediach pojawiły się liczne sugestie, że ten spór może też być ukraińską prowokacją.
Jan Maria Rokita, niedawny prominentny, prawicowy polityk, niedoszły „premier z Krakowa”, przypomniał na łamach „Sieci”, że strona ukraińska wcześniej również dopuszczała się bezprawnych zatrzymań rosyjskich statków handlowych. I rekomendował polskim władzom aby nie popierały bezmyślnie i bezgranicznie polityki rządu w Kijowie.
Poparcia dla polityki Kijowa i prezydenta Poroszenki udzieliły polskie, związane z liberalną opozycją, media. Zwłaszcza telewizja TVN, w której prezydent Ukrainy wystąpił udzielając obszernego wywiadu. Wywiad był bez krytycznych pytań ze strony dziennikarzy zwykle krytycznej stacji. Zrobiony przez nich „na kolanach”. Pachniał zleceniem od amerykańskich właścicieli stacji.
Inaczej było w narodowo-katolickiej TVP, bezkrytycznie popierającej rząd PiS. Tam prezentowano nieufność i wstrzemięźliwość wobec polityki prezydenta Poroszenki wraz z tradycyjnie serwowaną tam dawką antyputinizmu i PiS-owskiej rusofobii.
I tak znów okazało się, że na wojnie rosyjsko-ukraińskiej rząd PiS walczy po obu stronach. Walczy z Rosją. I teraz z Ukrainą też.

Nie idźcie tą drogą

Rok 2019 będzie w obwodzie lwowskim rokiem Stepana Bandery i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Region Ukrainy, w którym nastroje nacjonalistyczne są szczególnie rozpowszechnione, już drugi raz na przestrzeni trzech lat czci w ten sposób osoby i podmioty winne masowych zbrodni. 2017 r. był tam poświęcony Romanowi Szuchewyczowi i UPA.

 

Lwowska rada obwodowa uznała, że wpajania mieszkańcom skrajnie nacjonalistycznego światopoglądu nigdy dość i zagłosowała we wtorek za uczczeniem 110. rocznicy urodzenia przywódcy OUN oraz 90. rocznicy powstania samej organizacji. W oficjalnym komunikacie na stronie internetowej rady Banderę scharakteryzowano jako „wybitnego działacza politycznego, więźnia politycznego obozu Sachsenhausen”. O tym, jak jego organizacja głosiła konieczność budowy Ukrainy tylko dla Ukraińców, bez Polaków, Żydów i Rosjan, a także, jak jej zbrojne skrzydło UPA realizowało te plany, nie wspomniano oczywiście ani słowem. Milczeniem pominięto 60 tys. ofiar rzezi wołyńskiej oraz dalsze 30-40 tys. Polaków zamordowanych w Galicji Wschodniej. Nie wspomniano również o tak „chwalebnych” kartach historii OUN, jak podjęta w 1941 r. próba tworzenia państwa ukraińskiego, które miało być sojusznikiem nazistowskich Niemiec oraz przeprowadzony w tych samych dniach pogrom Żydów lwowskich. Nawet informacja o przetrzymywaniu Bandery w Sachsenhausen jest niekompletna – lider jednej z frakcji ukraińskich nacjonalistów przebywał w specjalnym bloku dla ważnych więźniów politycznych, nie był zmuszany do pracy, mógł spotykać się z żoną i przekazywać polecenia dla organizacji. Ostatecznie zaś został zwolniony.
Kto dokładnie zdecydował o uczczeniu Bandery i OUN? Największą frakcją w lwowskiej radzie jest Blok Petra Poroszenki, następne pod względem liczebności grupy to Samopomoc, centroprawicowe ugrupowanie miejscowego mera Andrija Parubija, oraz nacjonalistyczna Swoboda. Swoje reprezentacje w radzie mają również Batkiwszczyna Julii Tymoszenko, Ruch Ludowy, Partia Radykalna Ołeha Laszki, skrajnie nacjonalistyczny UKROP (Zjednoczenie Ukraińskich Patriotów) oraz ruch Kontrola Ludowa, przedstawiający się jako oddolny ruch obywatelski, proeuropejski i w przeszłości wspierający Micheila Saakaszwilego. Za Banderą zagłosowało 63 deputowanych, nikt nie odważył się być przeciw ani wstrzymać się od głosu. Pięć osób nie zagłosowało.
Oddawanie czci skrajnym działaczom nacjonalistycznym w zachodnich obwodach Ukrainy w zasadzie nie budzi już wśród miejscowego społeczeństwa żadnych kontrowersji. Politycy większości partii przekonują, że gesty takie nie mają antypolskiego wymiaru, gdyż chodzi przede wszystkim o mobilizowanie społeczeństwa do walki z Rosją. Wyjątkiem są m.in. nacjonaliści ze Swobody. komentarzy dla telewizji NTA radny Ołeh Pankewycz z tejże partii podkreślił, że jednym z powodów uhonorowania OUN i Bandery na patrona jest potrzeba przypominania o ich działalności przed wojną, „kiedy zachodnia Ukraina była okupowana przez państwo polskie”. Przy wszystkich zastrzeżeniach, jakie można mieć do polskiej polityki wobec Ukraińców w okresie międzywojennym – nie brzmi to jak zapowiedź uczciwego mówienia o trudnej historii.
Nawet zresztą ci politycy, którzy powstrzymują się od takich komentarzy, akceptują w sprawach ukraińsko-polskich wizję historii opracowaną w ukraińskim IPN-ie, jeszcze bardziej bezczelnym, niż jego polski pierwowzór. W tamtejszej narracji zbrodniom OUN i UPA na Polakach zwyczajnie się zaprzecza. Zamiast tego mówi się o „wojnie polsko-ukraińskiej”, gdzie ofiary padały po obu stronach (w domyśle – w równych proporcjach), a w dodatku wzajemną wymianę ciosów rozpoczęli Polacy.

Narodowe Święto Niepodległości

Dla upamiętnienia rocznicy odzyskania przez Naród Polski niepodległego bytu państwowego oraz walk pokoleń Polaków o wolność i niepodległość stanowi się, co następuje: Dzień 11 listopada jest uroczystym Narodowym Świętem Niepodległości.

Ustawa z dnia 15 lutego 1989 r.

 

Pierwsze obchody rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, zarządził marsz. Józef Piłsudski na 14 listopada 1920 r. Odbyły się w jednostkach wojskowych Tego dnia – 2 lata wcześniej, Rada Regencyjna wydała oświadczenie, iż „od tej chwili obowiązki nasze i odpowiedzialność względem narodu polskiego w Twoje ręce, Panie Naczelny Dowódco, składamy do przekazania Rządowi Narodowemu”. Po tym fakcie ogłosiła swoje rozwiązanie, jako pełniąca rolę głowy państwa, teoretycznie najwyższą władzę w Królestwie Polskim do czasu przekazania jej w ręce regenta lub króla. Było to faktyczne przekazanie Józefowi Piłsudskiemu władzy w powstającym państwie, co warto pamiętać. Z obchodami tej rocznicy wiąże się też nadanie Józefowi Piłsudskiemu buławy marszałkowskiej. Fakt ten dobrze znany w kręgach historyków, z czasem zapomniany, niekiedy sarkastycznie opisywany. Kuriozalny „proces” nadania stopnia i ówczesna interpretacja, dziś wymową zasługuje na przypomnienie.

 

Buława – przyjęta i odmówiona

Latem 1919 r. Minister Spraw Wojskowych (MSWojsk.) Józef Leśniewski – w imieniu wojska – poprosił Sejm o przyznanie Józefowi Piłsudskiemu stopnia „Pierwszego Marszałka Polski”. Sejm, oględnie mówiąc, „wyrozumiale obszedł” tę inicjatywę. Stąd zdeklarowani piłsudczycy, też postanowili swoiście „obejść” Sejm zdominowany przez prawicowych posłów. Ogólna Komisja Weryfikacyjna, zajmująca się m.in. oceną czasu służby i weryfikacją stopni kadry w armiach zaborczych, 26 lutego 1920 r. podjęła – jak się później okazało – wiekopomną decyzję. 19 marca, w dniu imienin Józefa, przedstawiciele Komisji stawili się u solenizanta, gdzie, obok życzeń złożyli prośbę o przyjęcie nominacji. Wódz nie odmówił. Kilka godzin po wizycie gości ukazał się dekret wojskowy, zawierający jedno zdanie: „Stopień Pierwszego Marszałka Polski przyjmuję i zatwierdzam”, podpisany przez „nowego” marszałka. Uroczyste wręczenie buławy marszałkowskiej przez szeregowego Jana Wężyka z 41 pułku piechoty, najmłodszego żołnierza odznaczonego Krzyżem Virtuti Militari nastąpiło 14 listopada, w dniu pierwszych obchodów święta niepodległości, zarządzonym – powtórzę – przez marszałka. Odbyły się na Placu Zamkowym, w obecności MSWojsk., wielu delegacji jednostek wojskowych i mieszkańców stolicy. Za rzeczową weryfikację i wzbogacenie mojej wiedzy, serdecznie dziękuję Panu płk prof. Tadeuszowi Paneckiemu.
Opisany wyżej fakt, przypomniał mi podobne, choć o całkowicie innym zakończeniu zdarzenie. Oto ono:
Pragnę w tym właśnie gronie złożyć następujące oświadczenie: ukazały się – zresztą niepotrzebnie wyeksponowane – informacje o społecznych inicjatywach i wnioskach, w tym również ze środowisk kombatanckich, w sprawie nadania mi stopnia marszałka Polski. Czuję się głęboko zaszczycony i wdzięczny za te dowody życzliwości, za tak wysoką ocenę mej żołnierskiej służby. Nie uważam jednak za możliwe i celowe zrealizowanie tego wniosku. Polska Rzeczpospolita Ludowa hojnie oceniła spełniony przeze mnie żołnierski obowiązek. Stopień wojskowy, który noszę, dowodzi tego wystarczająco. Dziś głównym polem mej służby jest praca partyjna i rządowa. Uważam, iż swe obecne funkcje mogę i powinienem spełniać bez dodatkowych godności i honorów. Proszę was o zrozumienie i poparcie tego stanowiska, które osobiście uważam za ostateczne.
Autorem tego refleksyjnego stanowiska, ogłoszonego na VII Kongresie Związku Bojowników o Wolność i Demokrację (ZBoWiD), w dniu 4 maja 1985 r. jest gen. Wojciech Jaruzelski (było to dwa lata po stanie wojennym). Do środowisk najbardziej społecznie zaangażowanych w tej inicjatywie należeli działacze dawnego ZSL, a wiele interesujących i wręcz nie znanych szczegółów mógłby przekazać Pan prof. Józef Kozioł, któremu serdecznie dziękuję za podzielenie się taką wiedzą.

 

Dlaczego 11 listopada?

Dopiero 6 lat później, w 1926 r. premier Józef Piłsudski (2 października 1926 – 28 czerwca 1928 r.) zmienił datę na 11 listopada. Podobnie jak pierwsze – obchodzono je w jednostkach wojskowych, głównie w formie uroczystych capstrzyków. Urzędnicy państwowi – decyzją premiera – mieli dzień wolny. Minister Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, w 1932 r. wprowadził dzień wolny dla młodzieży szkolnej. Sejm uczynił 11 listopada państwowym Świętem Niepodległości ustawą z 23 kwietnia 1937 r., czyli 19 lat po jej odzyskaniu. Warto więc zapytać – dlaczego 11 a nie 14 listopada ustanowiono świętem, i to „państwowym”? Wiemy, co zdarzyło się 14 listopada. Natomiast 11 listopada, wspomniana Rada Regencyjna „wobec grożącego niebezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego, dla ujednolicenia wszelkich zarządzeń wojskowych i utrzymania porządku w kraju” przekazała władzę wojskową i naczelne dowództwo podległych wojsk polskich brygadierowi Józefowi Piłsudskiemu. Dzień ten został później uznany za oficjalne powstanie odrodzonego Wojska Polskiego. Było to więc przekazanie Józefowi Piłsudskiemu władzy tylko nad wojskiem, nie zaś nad całym, powstającym państwem, choć jeszcze nie miało wytyczonych wszystkich granic. Można się zżymać nad takim szczegółem. Tym bardziej, że mało kto zauważy jednak istotną różnicę – przekazanie władzy w powstającym państwie, automatycznie oznacza władzę nad jego wojskiem, administracją i innymi właściwymi państwu organami. Zaś przekazanie władzy tylko nad wojskiem, ogranicza się do tej formacji.
Czy były inne, nie mniej ważne daty? Warto zwrócić uwagę, choćby na takie:
7 października 1918 r. Rada Regencyjna ogłosiła odezwę „Do Narodu Polskiego”, w której proklamowała niepodległość Polski. Proszę zauważyć – proklamacja niepodległości Polski! Powołała się tu na 14 punktów Wilsona, w tym na 13 odnoszący się do Polski, kilka dni temu zaakceptowanych przez państwa centralne jako podstawę rokowań pokojowych;
19 października 1918 r. Rada Regencyjna, powołała rząd Królestwa Polskiego (prezes Józef Świeżyński), w którym stanowisko ministra spraw wojskowych powierzyła Józefowi Piłsudskiemu – bez jego wiedzy, gdyż wtedy był więziony w Magdeburgu;
7 listopada 1918 r. powstał w Lublinie Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej kierowany przez Ignacego Daszyńskiego;
13 listopada 1918 r. Komitet Narodowy Polski (KNP) w Paryżu, pod przewodnictwem Romana Dmowskiego został uznany przez Francję za rząd polski i włączony do grona państw zwycięskiej Ententy. Przez 2 miesiące nie uznawany przez władzę Piłsudskiego. Stało się to dopiero w styczniu 1919 r., gry premierem został Ignacy Jan Paderewski;
15 listopada 1918 r. Józef Piłsudski zarządził zmianę nazwy państwa na Polska Republika;
16 listopada 1918 r. Józef Piłsudski podpisał depeszę notyfikującą obcym państwom powstanie niepodległego Państwa Polskiego.
Były więc nie tylko te – ważne dla Polski jako państwa – daty. Historycy nie udzielają jednoznacznej odpowiedzi, wskazując na podkreślenie i zapisanie w Historii osobistej roli Józefa Piłsudskiego oraz Polskiego Wojska, jako czynnika twórczego, symbolu państwa i jego roli państwowej w przeszłości, ale także chyba z myślą o przyszłości Polski.
To zapewne piękny, chwalebny ukłon pod adresem Wojska – podkreślam – jako symbolu państwa! Trzeba jednak powiedzieć prawdę – w 1918 r. wojsko nie odegrało istotnej roli w odzyskaniu niepodległości, ze znanych przyczyn politycznych i militarnych. Świadomie zaś stawia on na drugim miejscu „państwo” – Polskę – jako cel zrywów wyzwoleńczych, jako cel i marzenie intelektualistów.

 

Okres wojny

W Polsce, pod okupacją niemiecką – z oczywistego powodu – święta nie obchodzono. Pamiętała i pisała o tym dniu tylko podziemna prasa. Natomiast rząd londyński i jego premier – gen. Władysław Sikorski – święto pomijali milczeniem. Ważył w tym względzie zapewne stosunek do piłsudczyków, kształtowany przez dwa zasadnicze czynniki. Pierwszy – to sposób sprawowania władzy w kraju, głównie po przewrocie majowym 1926 r., a szczególnie po 1935 r., pod rządami Konstytucji kwietniowej, przy tym ich odnoszenie się do oficerów przeciwnych „majowej rewolcie”, np. do generałów: Władysława Sikorskiego czy Kazimierza Sosnkowskiego. I drugi – ich odpowiedzialność za klęskę wrześniową. Nie brak przecież oczywistych dowodów! Dość wspomnieć choćby tylko płk Józefa Becka – szefa MSZ, premiera rządu gen. Felicjana Sławoja Składkowskiego, czy Naczelnego Wodza, marsz. Edwarda Rydza-Śmigłego.
Wielu spośród Państwa może zdziwić fakt, że Święto Niepodległości obchodzono w 1943 i 1944 r. oficjalnie w 1 Armii WP gen. Zygmunta Berlinga. Warto zapytać kilku jeszcze żyjących żołnierzy frontowych o msze polowe odprawiane tego dnia przez ks. mjr (ppłk) Franciszka Kubsza, uroczyste apele i capstrzyki, nie mówiąc o pogadankach wygłaszanych dla żołnierzy przez oficerów oświatowych. Wielu żołnierzy otrzymywało odznaczenia bojowe i listy z podziękowaniem za ofiarność i wojenne męstwo, podpisane przez gen. broni Michała Rolę-Żymierskiego oraz awanse Na przykład, chorąży Wojciech Jaruzelski na Pradze (Pelcowizna, tu stacjonował 5 pp) został awansowany do stopnia podporucznika 11 listopada 1944 r.
W „Polsce Lubelskiej” także był to oficjalny dzień świąteczny. W 1945 r. Krajowa Rada Narodowa (KRN), ustanawiając 22 lipca świętem państwowym, uchyliła ustawę z 1937 r. Tu proszę Czytelników o zastanowienie się – czy kategoryczne usuwanie z pamięci naszego Narodu, Państwa i Wojska śladów wyzwolenia Polski „ze Wschodu”, nie jest też usuwaniem obchodów tamtego Święta Niepodległości? Czy nie przypomina to znanego powiedzenia o wylewaniu dziecka z kąpielą? A czy tej prawdy nie powinna znać nasza młodzież, nasi spadkobiercy i następcy, przy okazji zbliżających się centralnych uroczystości 100-lecia?

 

Lata powojenne

Po Październiku 1956 r., Święto Niepodległości było upamiętniane z okazji tzw. okrągłych rocznic, na konferencjach naukowych i historycznych, również państwowych. Pierwsze obchody upamiętniały 50-lecie (1968 r.), powstania rządu Ignacego Daszyńskiego (7 listopada). Warto wspomnieć, iż ten rząd powstał bez inicjatywy i woli zaborców. Nie miał on powiązań personalnych i ideowych z komunizmem. Składał się z socjalistów i piłsudczyków (płk Edward Rydz-Śmigły był ministrem spraw wojskowych). Jubileuszową konferencję naukową z udziałem najwyższych władz państwowych zorganizowano w Lublinie. W roku 100–lecia Niepodległości PPS i SLD zorganizowały konferencję naukową właśnie w Lublinie.
Rok 1978 – święto 60-lecia odzyskania Niepodległości, Sejm VII Kadencji upamiętnił uroczystym, 20 posiedzeniem i debatą. Po spełnieniu regulaminowych procedur i powitaniu zaproszonych gości i kombatantów, marszałek Stanisław Gucwa oddał głos I Sekretarzowi KC PZPR, posłowi Edwardowi Gierkowi. Mówca w pierwszym słowie podkreślił, iż „rocznica, dla której upamiętnienia zebraliśmy się dziś, świeci szczególnym blaskiem w długiej i chlubnej historii naszego narodu, niesie ze sobą treści ideowe i moralne, które najżywiej poruszają polskie serca i umysły”. Przypomniał okoliczności powstania rządu Ignacego Daszyńskiego i tamtą sytuację polityczną, gdzie „sama wola Polaków, nawet wsparta bohaterstwem najwyższego rzędu, nie była w stanie zapewnić sprawie polskiej zwycięstwa. Warunkiem niezbędnym było powstanie sprzyjającego układu sił na arenie międzynarodowej”.
W dalszej części wystąpienia Edward Gierek powiedział: „Oddając hołd żołnierskiemu męstwu i ofierze krwi złożonej w walce o wolność (…) z szacunkiem wspominamy twórców postępowego ustawodawstwa, szlachetnych myślicieli, którzy rysowali wizję Polski wolnej i sprawiedliwej, Ojczyzny wszystkich Polaków, Polski szklanych domów i światłych ludzi”. Czy w 100–lecie nie warto zadumać się nad tymi słowami?
W końcowej części wystąpienia Edward Gierek m.in. stwierdził, że „Polska Rzeczpospolita Ludowa jest matką wszystkich Polaków. Wszyscy – niezależnie od przynależności partyjnej, zawodu i pochodzenia, wykształcenia czy stosunku do religii – są jej córkami i synami, których jednakową otacza troską, którym daje prawa i nakłada obowiązki”. Pomyślcie Państwo, czy te słowa straciły w 2018 r. na znaczeniu? Które spośród nich dziś chcielibyście wykreślić, a może odwrotnie – podkreślić i głośno przypomnieć!
Zapewne wielu spośród nas już zapomniało o sprawie pokoju. Od co najmniej dwóch dekad jest o tym cisza. Edward Gierek, m.in. mówił: „Działanie na rzecz pokojowego współistnienia i pokojowej współpracy stanowi niewzruszoną zasadę polityki naszego państwa. Temu m.in. służy nasza propozycja przedłożona na forum ONZ w sprawie wychowania dla pokoju. Cieszymy się, iż idea ta spotkała się ze zrozumieniem jej znaczenia i szlachetnych intencji” (złożył ją E. Gierek w 1974 r. – moje, GZ). Czy Lewica Polska o tej najpiękniejszej i najtrudniejszej do realizacji idei ludzkości może zapomnieć – nie tylko w dniach Jubileuszu? Wystąpienie kończył takimi myślami i wskazaniami: „Nade wszystko, bierzemy ze sobą w przyszłość i pragniemy umacniać głębokie rozumienie racji państwa, patriotyczną jedność narodu (…) uczucia i wartości, które dzień dzisiejszy symbolizuje (…) niech pobudzają nas do pracy dla wspólnego dobra”. Kto z Państwa Czytelników zechciałby – może nawet na łamach „DT” – wyjaśnić nam, a zwłaszcza młodemu pokoleniu, jak obecnie rozumieć „wspólne dobro”, na czym ma polegać, w czym realnie przejawiać się niezbywalna wartość i nasza praca – właśnie dla niego.
Polska Akademia Nauk (PAN) ten Jubileusz uczciła konferencją naukową z wiodącym referatem prof. Stefana Kieniewicza. Naukowa dyskusja była hołdem dla wskrzesicieli II RP oraz prezentacją naukowego dorobku nad przyczynami zniknięcia I Rzeczypospolitej z mapy Europy i zasług dla przetrwania Narodu pod zaborami, m.in. takich twórców kultury i nauki polskiej – Mickiewicza i Słowackiego, Sienkiewicza i Żeromskiego, Matejki i Grottgera, Chopina i Moniuszki, Staszica i Lelewela, braci Śniadeckich, wielu innych uczonych i twórców. Jej dorobek jest godny przypomnienia osobną publikacją.

 

Rok 1988

Dla uczczenia 70. rocznicy odzyskania Niepodległości powołano Komitet pod przewodnictwem ówczesnego Przewodniczącego Rady Państwa PRL, gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Podobnie – jak dekadę wcześniej – Sejm IX Kadencji, pod przewodnictwem Marszałka Romana Malinowskiego, uhonorował rocznicę uroczystym 40 posiedzeniem. Profesor Henryk Jabłoński wygłosił jubileuszowy referat. Rozpoczął przypomnieniem, iż „11 listopada 1937 roku obchodzono w Polsce po raz pierwszy, jako ustawowy dzień świąteczny, Święto Niepodległości. Oznaczało to oficjalne usankcjonowanie utrwalonego już obyczaju, który (…) łączył odzyskanie niepodległości z datą podpisania rozejmu między zwycięską koalicją i pokonanymi Niemcami w 1918 r.” Przypomniał też proklamację rządu Daszyńskiego do ludu polskiego: „Jeżeli chcesz zająć należne ci miejsce w rodzinie wolnych narodów, jeżeli chcesz sam być gospodarzem na swojej własnej ziemi, to musisz w swoje ręce ująć władzę w Polsce, musisz sam budować gmach niepodległej i zjednoczonej Ludowej Rzeczypospolitej Polskiej” oraz zapowiadane reformy tego rządu i fakt, iż „PPS była jedyną partią, która za cel stawiała sobie odbudowę niepodległego państwa”.
Wiele miejsca w wystąpieniu Profesora zajęło wspomnienie działalności i osiągnięć Józefa Piłsudskiego, począwszy od „Strzelca” po powrót z Magdeburga, zamykając tę myśl frazą, iż „żadna z wojujących koalicji nie stwarzała naszemu narodowi perspektywy zjednoczenia i prawdziwej niepodległości”.
Osobne, jakże pouczające i aktualne dziś – w 2018 r. – są odniesienia do nas jako narodu i Polaków. Profesor m.in. oceniał : „Nie idealizujmy naszego narodu. Miał sporo wad, gdy stracił swą wolność. Nabył nowych, gdy żyć mu przyszło w niewoli. Ale jednej cnoty odmówić mu nie było można. (…) Ten naród nie chciał, nie umiał być niewolnikiem i przestał nim być w listopadzie 1918 roku. Polak, to już nie poddany tego czy innego, ale zawsze obcego cesarza, jeno obywatel własnego państwa. Już nie będzie w obcym mundurze, za obcą mu sprawę, za obce interesy narażał swego życia”. W tym też tonie oceniał II RP, mówiąc: „Ukształtowała się jako państwo kapitalistyczne. Ocena wielu kart jej historii zależy w znacznej mierze od postawy naszej, własnej, każdego z nas, po której stronie barykady społecznej staliśmy wówczas czy stoimy dziś. Ale jedno jest bezsporne: gdy wróg państwu polskiemu zagroził, stanęli w jego obronie Polacy, bez względu na stosunek do ustroju, do aktualnej władzy, bez względu na osobisty, dotychczasowy los”.
Sejmowe wystąpienie, kończył Profesor takim wezwaniem do posłów i Polaków: „Obowiązkiem naszym jest uczynić wszystko, co tylko uczynić możemy, aby przekazać swym następcom świadomość, jak wielkim dobrem narodu jest jego państwo, gwarant jego wolności. A nie ma prawdziwej wolności człowieka, bez wolności jego narodu. Cenić więc to dobro, umacniać, bronić, jest sprawą honoru uczciwego człowieka i obywatela”.
Spójrzcie Państwo na te myśli Profesora dzisiejszymi oczyma. Czy nie jawi się jako wizjoner III RP, gdzie okres PRL zamazują czarną farbą, idealizując zafundowany nam – nie ukrywajmy i przyznajmy – na nasze życzenie – kapitalizm. Zauważmy, ocknijmy się, że to obecne „niebo” tego „liberalnego kapitalizmu” jest upiększane, pokazywane na tle „piekła” lat PRL. Wreszcie uświadommy sobie, że to „piekło” to lata naszej pracy i myśli poświęconej Ojczyźnie, jaką „wtedy była i być mogła”. To nasz dorobek roztrwoniono dla „niebiańskiego kapitalizmu”. Bo jak inaczej rozumieć pomysły na repolonizację banków i przedsiębiorstw? Zastanówmy się, czy zgadzamy się na taką rolę piekielników, bo nie chcieliśmy tylko żądać i protestować, strajkować i „walczyć”. Bo nasi ojcowie i dziadowie, także część spośród nas, dała posłuch tym, którzy wzywali by wyjść z lasu i odbudowywać z wojennej spalenizny i gruzów ojczysty dom. Pomyślmy, co powiemy w 100-lecie o nas samych, naszym synom i wnukom. Czy nie należy im stanowczo, wręcz w tonie testamentu powiedzieć – o tę, na „niebiański kolor odmalowaną” wam Polskę, macie się troszczyć rozumem. Dowodząc swej ufności – zabiegać o przyjaciół na wszystkich granicach. Bo tu będą nasze groby i tu jest miejsce dla waszego, osobistego i rodzinnego szczęścia, jakie sobie zapewnicie, ucząc się od przedwojennego PPS i powojennej Lewicy, nie wyłączając PZPR, jeszcze od nas – póki czas, trzeźwego myślenia i perspektywicznego widzenia własnego losu (pisałem o tym wcześniej). Bo bez pamięci o dorobku 45–lecia PRL, nie może być obchodów 100–lecia Niepodległości, co wyraźnie akcentował swego czasu w „Trybunie” Redaktor Andrzej Ziemski.
Podczas debaty sejmowej, poseł Ryszard Bender m.in. uznał, iż „11 listopada nie koliduje z datą 22 lipca. Dodaje jej blasku, ukazuje, że Polska odrodzona w 1918 roku nie zginęła. Ponownie, po II wojnie światowej powstała do niepodległego bytu. Trwa i trwać będzie, bo taka jest wola narodu polskiego, a świat współczesny w tym miejscu Europy Polski potrzebuje”. Zwróćcie Państwo uwagę, co z tych słów zostało uszanowane w III RP? Kto i jak rozumie i przekonuje, że rzeczywiście Europa potrzebuje Polski, jakiej Polski! Nieco uchybiając faktom, Poseł stwierdził – „Święto 11 listopada nigdy nie zostało zniesione. Nie trzeba więc, sądzę, uchwały Izby w tej sprawie. Wnoszę więc, ażeby Rząd oświadczył, iż przywraca się dzień 11 listopada jako święto narodowe i państwowe”.
Sejm, przyjmując istotę myśli posła Ryszarda Bendera, jednak 15 lutego 1989 roku uchwalił wspomnianą na wstępie ustawę, której treść tu powtarzam:
Dla upamiętnienia rocznicy odzyskania przez Naród Polski niepodległego bytu państwowego oraz walk pokoleń Polaków o wolność i niepodległość stanowi się, co następuje:
Art. 1. Dzień 11 listopada jest uroczystym Narodowym Świętem Niepodległości.
Art. 2. Dzień 11 listopada jest dniem wolnym od pracy.
Art. 3. Ustawa wchodzi w życie z dniem ogłoszenia (Dz. U z 1989 nr 6, poz. 34).
Tak więc, wtedy jeszcze socjalistyczna Polska naprawiła błąd popełniony u jej zarania oraz pozostawiła – nie tylko Lewicy – w testamencie dowód historycznej ciągłości szacunku i wdzięczności wszystkim, których krew i życie, praca i myśl przywróciły Ojczyznę po czasie rozbiorów, by „nie zginęła, kiedy my żyjemy”.

Nie ma Róży bez kolców

Rada Miejska Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Zamościu podjęła uchwałę w sprawie tablicy upamiętniającą postać Róży Luksemburg.

– Stojąc na stanowisku, iż całokształt tzw. polityki historycznej prawicy nacjonalistyczno-konserwatywnej wyrządza niepowetowane szkody społeczeństwu i Państwu, w podjętej uchwale Rada Miejska SLD ogranicza się do wskazania bezprawności działania aparatu władzy, do którego zaliczamy również aparat IPN. Bierność wybieralnych organów samorządu terytorialnego zarówno w sprawach nazw ulic i obiektów użyteczności publicznej, a obecnie wobec usuwania pomników stanowi zagrożenie unicestwienia istoty samorządu terytorialnego. Nie można nie dostrzegać faktu, iż cała sfera samorządności realizowana poprzez organizacje samorządowe nie tylko nie jest wspomagana, ale wręcz przeciwnie jest tłamszona przez władze państwowe, chyba że są to organizacje wspierające obóz władzy. Wśród tych ostatnich zaś szczególnymi względami cieszą się organizacje nacjonalistycznej prawicy. Naszym zdaniem, przeciwstawienie się zakusom podporządkowania samorządu terytorialnego aparatowi administracji rządowej jest obowiązkiem każdego, niezależnie od sympatii politycznych. Mamy więc prawo sądzić, że sprawa ta znajdzie również wyraz w publikacjach reprezentowanych przez Państwa mediów. – mówi Roman Podświadek, przewodniczący Rady Miejskiej SLD w Zamościu.
Treść uchwały publikujemy poniżej.

Uchwała Rady Miejskiej Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Zamościu z dnia 27 marca 2018 r. w sprawie przywrócenia tablicy Róży Luksemburg

Rada Miejska Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Zamościu: oświadcza, że Prezydent Zaościa bezprawnie nakazał usunięcie tablicy upamiętniającej postać Róży Luxemburg z frontonu kamienicy przy ul. Stanisława Staszica 37; żąda podjęcia przez Radę Miasta Zamościa niezwłocznie skutecznych działań w celu ponownego umieszczenia tablicy upamiętniającej postać Róży Luxemburg na dotychczasowym miejscu jej ekspozycji; postanawia: przekazać uchwałę Przewodniczącemu, członkom Prezydium i Przewodniczącemu Komisji Rewizyjnej Rady Miasta oraz Prezydentowi Miasta Zamość; przekazać uchwałę do wiadomości publicznej.

Uzasadnienie

Dnia 13 bm. na podstawie polecenia Prezydenta Miasta Zamość Andrzeja Wnuka z frontonu kamienicy przy ul. Stanisława Staszica 37 wymontowano tablicę pamiątkową upamiętniająca postać Róży Luxemburg.
Prezydent Zamościa działał z rażącym naruszeniem obowiązującego prawa – ustawy o samorządzie gminnym oraz tzw. ustawy o zakazie propagowania komunizmu. Prezydent Miasta działał bezprawnie wkraczając w kompetencje Rady Miasta.
Z rażącym naruszeniem prawa działał również w tej sprawie Lubelski Urząd Wojewódzki oraz aparat Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie. Żaden z tych urzędów nie posiada uprawnień do ingerowania w sferę kompetencji samorządu terytorialnego bez wyraźnego upoważnienia ustawowego. Samorząd terytorialny ma zagwarantowaną konstytucyjnie samodzielność podlegającą ochronie sądowej. Organy nadzoru mogą wkraczać w działalność gminną tylko w przypadkach określonych ustawami.
Żaden z przepisów ustawy, w tym ustawy z 1 kwietnia 2016r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy jednostek organizacyjnych, jednostek pomocniczych gminy, budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej oraz pomniki nie upoważniał i nie upoważnia ani Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego, ani aparatu urzędniczego lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej do wywierania w jakiejkolwiek formie presji na organ samorządu, jako właściwy do uznania pomnika za spełniający przesłanki uzasadniające zastosowanie art. 5a ust. 1 i 2 wspomnianej ustawy z 1 kwietnia 2016r. po nowelizacji dokonanej ustawą 22 czerwca 2017 r.
W myśl art. 3 ust. 1 ustawy nowelizującej z 22 lipca 2017 r. właściciel lub użytkownik wieczysty nieruchomości, na której w dniu wejścia w życie ustawy znajduje się pomnik upamiętniający osoby, organizacje, wydarzenia lub daty symbolizujące komunizm lub inny ustrój totalitarny, usuwa ten pomnik w terminie do 31 marca 2018 r. Oznacza to, że ustawodawca powierzył ocenę przesłanek usunięcia pomnika właścicielowi lub użytkownikowi gruntu, na którym znajduje się pomnik. Na tym etapie ustawa nie przewiduje opinii IPN, ani żadnego innego sposobu ingerencji w prawo właściciela do podjęcia decyzji, która uzna za właściwą. W przypadku nieusunięcia pomnika, wojewodzie przysługuje jednie prawo do żądania w drodze decyzji administracyjnej usunięcia pomnika, który – jego zdaniem – spełnia warunki określone w art. 5a ust. 1 znowelizowanej ustawy. Takie działanie wojewoda może podjąć – zgodnie z art. 3 ust. 1 ustawy – nie wcześniej niż po dniu 31 marca 2018 r.
Od decyzji wojewody przysługuje gminie droga odwoławcza na podstawie kodeksu postępowania administracyjnego.
Wydanie przez wojewodę decyzji o usunięciu pomnika wymaga opinii IPN.
W związku z tym presja, jaka według informacji Prezydenta Zamościa, była wywierana na niego przez aparat urzędniczy LUW oraz IPN stanowi niedopuszczalne naruszenia prawa.
Rada Miejska Sojuszu Lewicy Demokratycznej uważa, że posługując się instrumentem ustawy z 1 kwietnia 2016 r. PiS dokonuje pełzającego zamachu na samorząd terytorialny, w celu pełnego podporządkowania go administracji rządowej. Świadczy o tym m.in. opublikowana lista ponad stu pomników, tablic pamiątkowych i innych obiektów na terenie województwa lubelskiego przewidzianych do likwidacji przez Wojewodę Lubelskiego. W stosunku do tych obiektów zastosowano procedurę identyczną, albo przynajmniej podobną do tej, która miała miejsce w odniesieniu do tablicy Róży Luksemburg w Zamościu. We wszystkich tych przypadkach samorządy miast i gmin zostały całkowicie podporządkowane aparatowi Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego oraz aparatowi IPN w Lublinie.
Stanowi to poważny krok na drodze do podporządkowania samorządu terytorialnego aparatowi rządowemu oraz aparatowi partyjnemu PiS.

***

Uchwała przekazana została Przewodniczącemu, zastępcom przewodniczącego oraz przewodniczącemu Komisji Rewizyjnej Rady Miasta Zamościa.
O poparcie naszych działań apelowaliśmy do organizacji miejskich PO i Nowoczesnej.
W uzasadnieniu uchwały wykazaliśmy, że likwidacja tablicy Róży Luksemburg dokonana została z naruszeniem przepisów prawa, w szczególności ustawy o samorządzie gminnym, a także z naruszeniem przepisów tzw. ustawy dekomunizacyjnej. W sprawie tablicy Róży Luksemburg dwukrotnie występowałem również na Sesjach Rady Miasta.
O naszych działaniach w sprawie obrony pamięci Róży Luksemburg informowały zarówno media regionalne, jak i ogólnopolskie. Na temat likwidacji tablicy Róży Luksemburg w Zamościu ukazał się również artykuł w „Neues Deutschland”.
Dotychczas RM SLD nie doczekała się odpowiedzi Prezydenta Zamościa na zarzuty zawarte w uchwale z 27 marca br. Stanowiska nie zajęła również Rada Miasta. Nie wypowiedziały się również miejskie organizacje PO i Nowoczesnej. Milczą także poszczególni członkowie Prezydium RM.

***

Ciągnie się za nami „smród komuny”. Wyrazem tego „smrodu komuny”, jest przede wszystkim wzrost liczby mieszkańców Zamościa z 19.800 w 1944 do 66.300 w roku 1988 (2016 – formalnie 64.600, w rzeczywistości zapewne więcej) Prognoza na 2050 r. – ok. 35 tys. Oznacza to, że pradziadkowie i dziadkowie ponad 2/3 obecnych mieszkańców Zamościa wyszli za tym „smrodem” z okolicznych wsi, z kurnych chat krytych słomą, gdzie luksusem była „sławojka”, nie mówiąc o świetle elektrycznym.
„Smród komuny”, który się za nami ciągnie, to również likwidacja analfabetyzmu, elektryfikacja (także pełna elektryfikacja Zamościa), likwidacja „polskich dróg” itp. Tym „smrodem” były też zakłady mięsne, chłodnia składowa, fabryki mebli, metalplast, delia, fabryka domów, kombinat budowlany, PKZ, WZMOT i inne zakłady – łącznie w 1975 zatrudniające 22 tys. pracowników. „Smród” w postaci tych przedsiębiorstw – jak sądzę ku radości niektórych – został w przeważającej części skutecznie „zdekomunizowany” po roku 1990. Tym „smrodem komuny”, który się za nami ciągnie, jest także wpisanie Zamościa na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO, dzięki prawie 2 miliardom złotych wydatkowanym na rewaloryzację Starego Miasta w w latach 1975 – 1990 (według cen 1971, gdy średnie wynagrodzenie wynosiło 2.360 zł). Dla przypomnienia W 1961 r. na Zamojskiej Starówce 20 proc. budynków mieszkalnych było zniszczonych w 70 proc.;
50 proc. obiektów zniszczonych było w granicach od 50 proc. do 60 proc.; natomiast zniszczenie pozostałych 30 proc. budowli oceniono na 35 proc. do 50 proc.. Jest tym „smrodem” również doprowadzenie do miasta gazu w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. Jest nim też wybudowanie osiedli mieszkaniowych z obiektami handlowymi, szkołami, przedszkolami, żłobkami, przychodniami zdrowia itp. Jest również „smrodem komuny” rozbudowa starego i wybudowanie nowego szpitala (obecnie im. Jana Pawła II). Dobrze byłoby również pamiętać, że wszystko to wykonaliśmy „pod okupacją, w państwie, którego nie było” i bez dotacji Unii Europejskiej.

Roman Podświadek, SLD Zamość