Gospodarka 48 godzin

Restauratorzy, łączcie się!
Utworzona została Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej. Pierwszy raz w swej historii, w trakcie pandemii zagrażającej jej funkcjonowaniu, branża ta postanowiła połączyć siły. Siły, dodajmy, już nieco nadwątlone przez koronawirusa. Branża gastronomiczna skupia w naszym kraju prawie 76 tys. lokali gastronomicznych i do niedawna zatrudniała blisko milion osób oraz wnosiła około 37 mld zł do naszego produktu krajowego brutto. Do niedawna – bo czas pandemii wymusił ograniczenie obrotów. Lokale położone w miejscach, będących wakacyjnymi celami Polaków raczej nie mają powodów do narzekań, gdyż w tym roku generalnie spędzaliśmy urlopy w kraju. Mogły więc odrobić wiosenne załamanie. Poza głównymi kierunkami wypoczynkowymi gastronomia jednak dość cienko przędzie. I dlatego właśnie przedstawiciele branży uznali za potrzebne, by powstała ich izba gospodarcza, która w założeniu powinna aktywnie działać na rzecz przedsiębiorców gastronomicznych. Między innymi ma zostać uruchomione Biuro Rzecznika Interesów Gastronomów, chroniące ich przed skutkami kryzysu. Jakakolwiek ochrona antykryzysowa nie będzie jednak skuteczna bez rozwiązań leżących w kompetencjach administracji państwowej. To od jej decyzji zależy ewentualne obniżenie podatków – a branża gastronomiczna wskazuje na potrzebę obniżenia stawek VAT na swą działalność. „Jednolita niższa stawka VAT w gastronomii – 8 proc. na wszystko” – doprowadzenie do tego jest najważniejszym dziś zadaniem Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej. Może to być zarazem jednym z pierwszych posunięć obecnej ekipy, które przyniosłoby pozytywne skutki dla przedsiębiorców z branży gastronomicznej oraz ich pracowników – ale również i dla konsumentów. Samo się jednak nie zrobi i trzeba intensywnie lobbować na rzecz takiego rozwiązania. „Biuro Rzecznika Interesów Gastronomów daje nadzieję, może nawet pewność, że na rynku gastronomicznym, możemy mówić jednym głosem, który będzie słyszalny, a pojedyncze postulaty każdego najmniejszego przedsiębiorcy będą reprezentowane” – głosi oświadczenie IGGP.

Widzą i nic nie robią
Podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski krytycznie ocenił konsekwencje rozwoju dużych sieci handlowych i ich działalności dla producentów i dostawców rolnych w Polsce. „Ogólna zasada funkcjonowania sieci handlowych, to tak się zorganizować, żeby nie ponosić żadnych kosztów, przerzucić te wszystkie koszty na dostawców i jeszcze na tym bardzo dobrze zarobić. Trzeba powiedzieć, że to się sieciom udało” – stwierdził minister Ardanowski. „To, co się wydarzyło w ciągu parudziesięciu lat rozwoju sieci handlowych w Europie i na świecie, to jest majstersztyk. Te dochody, które mają sieci handlowe, powinny być u rolników, u przetwórców, u tych którzy ciężko pracują” – dodał też minister Ardanowski. W ten sposób szef resortu rolnictwa dostrzegł oczywistą oczywistość, którą wszyscy, choćby minimalnie interesujący się rynkiem spożywczym, dostrzegają od lat. Szkoda tylko, że ani Jan K. Ardanowski, ani jego poprzednicy na stołku ministra, nic z tym dotychczas nie zrobili.

Gospodarka 48 godzin

Wakacyjna poprawa

Jak podaje państwowa firma PKP Polskie Linie Kolejowe, mająca dbać o stan infrastruktury kolejowej, na przejazdach w te wakacje zdarzyło się mniej wypadków. Różnica jest bardzo dobra w porównaniu z ubiegłym rokiem: o ponad 20 proc. mniej wypadków ale aż ośmiokrotnie mniej ofiar śmiertelnych. Tegoroczne wakacje na przejazdach kolejowych były więc znacznie bezpieczniejsze od zeszłorocznych. W lipcu i sierpniu były 23 wypadki na przejazdach, w tym 21 z udziałem pojazdów, pozostałe z ludźmi. W 2019 r. w tym samym okresie było 30 zdarzeń, w tym 26 z pojazdami. Osiem razy mniej osób zginęło podczas tegorocznych wakacji w porównaniu z zeszłorocznymi. W 2019 r. było 16 ofiar w bieżącym roku dwie. – Minione wakacje na przejazdach kolejowo drogowych były najbezpieczniejsze od co najmniej 10 lat. By zwiększyć bezpieczeństwo budujemy bezkolizyjne skrzyżowania, montujemy dodatkowe urządzenia i szkolimy pracowników – powiedział Marek Olkiewicz, wiceprezes PKP Polskich Linii Kolejowych S.A. Na tę bardzo dobrą, wakacyjną poprawę wpłynęły też zapewne kontrole, ulotki, materiały edukacyjne i pouczenia – w tym wakacyjne „Bezpieczne Piątki” czyli ponad pół tysiąca dodatkowych działań na przejazdach kolejowo-drogowych w lipcu i sierpniu. Przekazano ulotki i materiały edukacyjne o bezpieczeństwie na skrzyżowaniach torów kilkudziesięciu tysiącom kierowców, rowerzystów i pieszych. PKP PLK informują, że również porównanie ośmiu miesięcy 2020 r. z 2019 r. pokazuje spadek zdarzeń na przejazdach. Liczba wypadków zmniejszyła się o około 13 proc. Od stycznia do sierpnia było 108 zdarzeń, a w analogicznym okresie ubiegłego roku 125. PKP PLK nie podały jednak, ile osób straciło życie na przejazdach w ciągu ośmiu miesięcy bieżącego roku, co może wskazywać, że jeśli chodzi o liczbę ofiar śmiertelnych, to w tym okresie nie było zauważalnej poprawy.

Efekt podatkowy

Jak wynika z raportu Szkoły Głównej Handlowej pod tytułem “Tendencje w polityce podatkowej w krajach Europy Środkowo-Wschodniej i ich wpływ na obowiązki podatkowe przedsiębiorców”, po 2015 roku Polska zanotowała dużą poprawę ściągalności podatku dochodowego CIT oraz VAT-u i akcyzy w relacji do naszego produktu krajowego brutto. Może nie osiągnięto jakichś rewelacyjnych wyników, bo wzrost ściągalności tych trzech podatków w relacji do PKB sięgnął po 2015 r. zaledwie poziomów spotykanych w Czechach czy na Węgrzech (naszych sąsiadów w Grupie Wyszehradzkiej, której politykę podatkową zbadał wspomniany raport), lecz zdaniem autorów badania, jak najbardziej można mówić o spektakularnych efektach polskiej polityki podatkowej na tle regionu oraz o “imponującym wzroście” wpływów z tych podatków. Za ten sukces poniekąd płacą przedsiębiorcy, gdyż równocześnie znacząco wzrosły obciążenia dla firm, związane z wdrażaniem nowych, przygotowanych przez PiS-owską ekipę, regulacji podatkowych. Dotyczy to zwłaszcza wzrostu obowiązków administracyjnych i informacyjnych oraz potencjalnego wzrostu ryzyka prawnego. Autorzy raportu postulują zatem, by po uszczelnieniu systemu podatkowego, teraz podjęto pracę nad tym, żeby przepisy stały się dla firm łagodniejsze i łatwiejsze do stosowania.

Lipna walka z mafiami VAT-owskimi

Rząd PiS wielokrotnie chwalił się, jak to skutecznie zwalcza przestępczość podatkową. Okazuje się, że to bujda.
W 2020 r. w Polsce relacja długu publicznego do produktu krajowego brutto przekroczy granicę 60 proc. Wzrośnie bowiem na koniec roku do 62,2 proc. W przyszłym roku przekroczy tę granicę jeszcze bardziej, rosnąc do 64,7 proc.
Tym razem nasz kraj nie zostanie jednak objęty unijną procedurą nadmiernego deficytu, którą ma wszczynać Rada Unii Europejskiej po przekroczeniu wspomnianej granicy 60 proc. Państwo musi wtedy podjąć odpowiednie działania korygujące, zmniejszające deficyt. Dotychczas podlegaliśmy tej procedurze za pierwszych rządów Prawa i Sprawiedliwości i ostatnich rządów Platformy Obywatelskiej.
Procedura nadmiernego deficytu ma charakter nieco polityczny, stosowany wobec członków Unii Europejskiej uznawanych za państwa mniej znaczące. Mimo naruszania dyscypliny fiskalnej nigdy nie objęto nią Niemiec i Francji.
Na razie nie zanosi się, aby jakiejkolwiek państwo zostało objęte tą procedurą, gdyż w marcu tego roku Komisja Europejska uruchomiła specjalną klauzulę, zapisaną w Pakcie Stabilności i Wzrostu z 1997 r., która umożliwia państwom członkowskim czasowe odejście od zaleceń dotyczących relacji długu publicznego do PKB. Nastąpiło to w związku z obserwowanym w całej Unii Europejskiej poważnym spowolnieniem gospodarczym wywołanym pandemią koronawirusa.

– Elastyczne podejście UE nie zawiesza unijnych reguł budżetowych, ani nie wyklucza procedury nadmiernego deficytu, ma natomiast ułatwić skoordynowaną reakcję państw na kryzys – uważa główny ekonomista Business Centre Club prof. Stanisław Gomułka.
Jednocześnie, zdaniem prof. Gomułki, prognoza polskiego ministerstwa finansów dotycząca wpływów do budżetu z podatku VAT w latach 2020 oraz 2021 podważa, a wręcz obala, jedną z ważnych politycznie dla rządów PiS teorii, o niezwykle skutecznej wojnie z przestępczością gospodarczą. Okazuje się, że w rzeczywistości tej wojny nie ma.
Co bowiem mówią dane? Według informacji podawanych przez rządowy Polski Instytut Ekonomiczny podlegający premierowi, relacja VAT do produktu krajowego brutto wynosiła w latach 2008-2015 przeciętnie 7,3 proc. Tymczasem przyjęta niedawno nowelizacja budżetu państwa na 2020 r. ustanawia tę relację na poziomie 7,1 proc. – zaś projekt budżetu na rok 2021 zakłada wzrost relacji VAT do PKB do 7,7 proc. Nie da się ukryć, że gdyby rząd PiS rzeczywiście walczył z wyłudzeniami VAT-u to relacja tego podatku wobec PKB byłaby znacznie wyższa.
Rzeczywiście, w latach 2016 – 2018 relacja VAT do PKB wynosiła nieco więcej niż średnio w wspomnianych latach 2008 – 2015, bo 7,75 proc. Nie jest to jednak różnica mogąca wskazywać na jakikolwiek wzrost skuteczności w zwalczaniu mafii VAT-owskiej.
– Wzrost tej relacji nastąpił z racji działania tzw. efektu procykliczności, czyli po prostu dodatniego wpływu tempa wzrostu PKB na relację VAT do PKB. O tym efekcie mówiłem sejmowej komisji do spraw VAT-u blisko rok temu – zauważa prof. Stanisław Gomułka.
Według niego, rząd PiS stworzył teorię dotyczącą jakoby bardzo dużej rezerwy dochodowej w podatkach, szczególnie w VAT. W związku z tym rząd miał do niedawna nadzieję, że relacja VAT/PKB i wpływy z tego podatku będą po 2019 roku nadal rosnąć.
Jednak pospolitość skrzeczy coraz mocniej, więc niedawno Rada Ministrów zmuszona była przyjąć bardziej realistyczne szacunki relacji VAT do PKB na lata 2020 i 2021. Twardych danych nie da się łatwo ukryć, a prawda jest taka, iż cały sektor finansów publicznych trzeszczy pod naporem wysokiego deficytu: 12 proc. PKB w 2020 r. oraz 6 proc. PKB w 2021 r.

Kradną i się dzielą?

– Przykro mi, że ta Polska przez was wygląda tak, jak wygląda. Nie liczycie się z nikim. Proszę mi wybaczyć, ale pan szczególnie jest zero, tak jak powiedział pan Miller – usłyszał minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny w jednym Zbigniew Ziobro, podczas przedwyborczego spotkania w Sosnowcu.

– Rozumiem – rzekł na to Ziobro, po czym, niezrażony zaczął wyliczać to co co klepią na mitingach wszyscy politycy tej opcji.
– Czy wie pani, że mafiom odebraliśmy 500 plus? Czy pani wie o tym, że trzynasta emerytura? Cieszę się, że mafiom odebraliśmy – skonstatował, nie odnosząc się do swojej roli w takim deformowaniu wymiaru sprawiedliwości, które spowodowało konieczność tłumaczenia się przez Polskę, za uchybienia w praworządności.
Ziobro nie wspomniał też, że pieniądze na pisowskie transfery socjalne nie pochodzą tylko z podatku VAT, ale coraz częściej są skutkiem rosnących cen, marż i innych czynników cenotwórczych. Zaś prym w tym wiodą głównie spółki skarbu państwa. Czyli banki, które przerzuciły na klientów podatek bankowy obłożony dużym procentem bankowego zysku. Tak samo postąpiły, Orlen i Lotos podnosząc marżę za swoje produkty do nienotowanych wcześniej wysokości. Dlatego ceny paliwa wynoszą dziś, przy niskiej cenie ropy, tyle ile wynosiły, gdy na giełdach była ona dwa razy droższa.
Ziobro nie wie, albo nie chce wiedzieć, że za zrealizowane obietnice PiS nie płacą przestępcy, bo oni wiedząc co im grozi, zaprzestali szwindli z paliwem i robienia karuzeli z VAT. Płacą za nie wszyscy. Łącznie z beneficjentami dotacji.
Wiedzą o tym nawet wyborcy PiS. Stąd opowieści, że PiS jest jak wszyscy poprzednicy tej opcji u władzy. Kradnie, ale przynajmniej się z ludźmi dzieli.
O tym, że tak naprawdę dzieli się głównie ze swoimi, w TVP Info elektorat Ziobry, Kaczyńskiego, Kuchcińskiego i innych, się nie dowie.
Tego, że sam się zrzuca na 500 plus i trzynastą emeryturę, też tam się nie dowie.

Żadnych marzeń, panowie!

Rząd wprowadza kolejne przymusowe rozwiązania, mające ratować trzeszczący budżet. Już ma nie być znikających podatników.

Władza podjęła decyzję – wbrew oporowi części przedsiębiorców, mechanizm podzielonej płatności wkrótce będzie w Polsce obowiązkowy. To jedno z rozwiązań mających ratować budżet.
Rada Ministrów przyjęła bowiem projekt nowelizacji ustawy o podatku od towarów i usług. Projekt zakłada obowiązkowe korzystanie z mechanizmu podzielonej płatności (split payment), którego stosowanie eliminuje oszustwa w VAT. Obowiązkowa forma tego podatku zastąpi tzw. mechanizm odwróconego obciążenia, który okazał się niewystarczający w walce o zabezpieczenie i podniesienie wpływów z VAT (mimo, iż rząd PiS się chwali, jak bardzo podniósł rzekomo te wpływy). Wprowadzono także zmiany wprowadzające surowsze zasady stosowania odpowiedzialności podatkowej. Proponowane rozwiązania mają służyć, dotychczas mało skutecznemu, uszczelnianiu polskiego systemu podatkowego.
Obowiązkowe stosowanie formuły split payment ma być stosowane wobec większości dostaw towarów i usług. W stosunku do dziś stosowanego mechanizmu odwrotnego obciążenia, obowiązek korzystania z podzielonej płatności zostanie rozszerzony dodatkowo na transakcje, których przedmiotem są części i akcesoria do pojazdów silnikowych, węgiel i produkty węglowe, maszyny i urządzenia elektryczne, ich części oraz akcesoria.
Rząd twierdzi, że mechanizm podzielonej płatności eliminuje oszustwa w VAT już w zarodku. Mechanizm ten przeciwdziała nadużyciom i oszustwom podatkowym, zapobiegając znikaniu podatników wraz z zapłaconym im przez kontrahentów, a nieodprowadzonym podatkiem.
System uniemożliwia ponoć powstawanie nadużyć, a jednocześnie zapewnia lepszą transparentność rozliczeń VAT-owskich.
Stosowanie mechanizmu podzielonej płatności polega na tym, że kwota płatności za towary i usługi ma być wpłacana na jeden rachunek, zaś podatek – na oddzielny rachunek VAT.
Zdaniem rządu, pozwoli to z jednej strony na zabezpieczenie budżetu państwa przed ryzykiem nieodprowadzenia VAT przez dostawcę, z drugiej – uwolni kontrahentów od ryzyka „uwikłania w schematy”, zmierzające do wyłudzenia tego podatku. Przedsiębiorcy nie za bardzo się jednak cieszą, że rząd postanowił „uwolnić” ich od tego ryzyka.
Elementem, pozwalającym na stwierdzenie, czy zastosowano obowiązkowy mechanizm podzielonej płatności do danej transakcji, będzie odpowiednia informacja zamieszczona na fakturze.
Obowiązkowy mechanizm podzielonej płatności będzie stosowany wyłącznie co do faktur, których wartość brutto wynosi powyżej 15 tys. zł (to kwota po przekroczeniu której występuje obowiązek dokonania płatności przelewem bankowym).
Możliwe będzie opłacanie z rachunku VAT nie tylko tego podatku, ale również innych należności: podatków dochodowych, akcyzy, cła oraz składek ZUS. Wprowadzenie tej możliwości jest odpowiedzią na obawy zgłaszane przez przedsiębiorców co do pogorszenia się ich możliwości finansowych w związku z tym, że dysponowanie środkami zgromadzonymi na rachunku VAT będzie ograniczone. Ponadto możliwe będzie stosowanie mechanizmu podzielonej płatności do zaliczek wnoszonych przed wystawieniem faktury. Przepisy umożliwią także dokonywanie jednym przelewem płatności za więcej niż jedną fakturę.
Obowiązek stosowania mechanizmu podzielonej płatności ma wejść w życie już 1 września 2019 r.

Już nie wymigasz się od VAT

Rada Ministrów coraz bardziej uszczelnia system ściągania podatku od towarów i usług.

Rząd przyjął właśnie projekt nowelizacji ustawy o VAT, który stanowi, że podatnicy będą składać do urzędu skarbowego deklarację VAT w formie nowego pliku o nazwie JPK_VAT – wyłącznie w sposób elektroniczny.
Będzie to obszerny dokument, zawierający w jednym pliku dotychczasową deklarację VAT oraz ewidencję VAT. Zniknie też konieczność składania załączników, wymaganych przy dotychczasowym, tradycyjnym rozliczaniu VAT, oraz wszelkich dodatkowych wniosków, dołączanych dotychczas do standardowych deklaracji jako odrębne dokumenty. Wszelkie załączniki zostaną zastąpione polami wyboru zawartymi w nowym pliku.
W rezultacie wszyscy podatnicy będą składali co miesiąc tylko jeden dokument elektroniczny (zawierający część deklaracyjną i ewidencyjną) – a urząd skarbowy będzie mógł znacznie łatwiej kontrolować taki dokument. go w terminie miesięcznym. Kontrolowanie stanie się łatwiejsze także i dlatego, że zwiększy się liczba danych, które będzie musiał składać podatnik VAT-owski.
Jakich dodatkowych informacji zażąda od niego fiskus – na razie dokładnie tego nie wiadomo. Rada Ministrów stwierdziła bowiem, iż „Minister finansów określi w rozporządzeniu szczegółowy zakres danych, które powinny być zawarte w ewidencji VAT”. Mając na względzie, iż obecny minister finansów był w przeszłości szefem skarbówki, można przypuszczać, że tych dodatkowych danych będzie niemało.
Rząd podkreśla zaś, że dodano regulacje, które zobligują podatników do większej staranności przy wypełnianiu nowego pliku JPK_VAT, a zwłaszcza jego części ewidencyjnej.
Zdaniem Rady Ministrów, to dyscyplinowanie podatników jest konieczne, gdyż błędne i nierzetelne dane uniemożliwiają analizę przeprowadzonych transakcji, co jest niekorzystne dla organów podatkowych – a i dla samych podatników, jeśli zostaną złapani na nierzetelności.
Przewidziano także wysokie kary administracyjne za przesłanie nowego pliku JPK_VAT, który nie spełniałby określonych wymogów, i tym samym utrudniał analizę danych szefowi Krajowej Administracji Skarbowej.
Rząd uważa, iż nowy plik będzie prostszym narzędziem do rozliczania VAT-u, a zwłaszcza do walki z nadużyciami podatkowymi, wystawianiem „pustych faktur” i wyłudzeniami tego podatku.

Gotują, czy dostarczają?

Odpowiedź na to pytanie może być warta dużych pieniędzy. Wszystko zależy od interpretacji oraz stawki VAT.

Przedsiębiorcy z branży gastronomicznej, mają problemy, których, według rządzących, miało już nie być. Chodzi oczywiście o problemy z przepisami finansowymi, a konkretnie, o ich działanie wstecz.
Brak tych problemów miała niby zagwarantować tzw. konstytucja biznesu i jej zapisy dotyczące, że „prawo nie działa wstecz” oraz, dosyć enigmatyczna, „klauzula pewności prawa”.

Osiem albo pięć

Chodzi w tym przypadku o kłopoty ze stosowanymi przed 2016 rokiem stawkami podatku VAT. W 2016 roku PiS-owski Minister Finansów wydał bowiem interpretację ogólną, zgodnie z którą sprzedaż dań gotowych do spożycia powinna być opodatkowana stawką 8 proc., właściwą dla usługi restauracyjnej, a nie 5 proc., jak dostawa gotowych dań i posiłków.
To było trzy lata temu, kiedy PiS obiecywał wszystkim złote góry. Żeby jednak obiecywać, a niektórym nawet trochę dawać, innym trzeba zabierać.
Rząd PiS wymyślił więc, że dobrze byłoby, gdyby dostawa gotowych dań i posiłków też została objęta ośmioprocentową stawką VAT – i żeby ci, którzy przed 2016 r korzystali ze stawki 5 proc., oddali budżetowi to, co co do tego czasu zaoszczędzili (oczywiście z odsetkami i na pięć lat wstecz). Jak wymyślili, tak zrobili – a ci którzy stosowali wcześniej pięcioprocentową stawkę, mają teraz kłopoty.
– Jak zakładałam firmę, zajrzałam na stronę Ministerstwa Finansów, gdzie było ponad 200 indywidualnych interpretacji, że właściwą stawką VAT dla sprzedaży dań gotowych jest 5 proc. – więc taką stawkę zastosowałam – mówi jedna z poszkodowanych, Natalia Urban-Pałka, dostarczająca posiłki produkowane przez jedną z firm hamburgerowych – Taką stawkę stosowali wszyscy. Teraz mamy płacić podatki z odsetkami za 5 lat wstecz.
Może nie wszyscy, ale na pewno duża część przedsiębiorców z branży gastronomicznej stosowała przed 2016 rokiem stawkę 5 proc.
Oczywiście w niektórych wypadkach stosowali ją oni nieuczciwie, także i wtedy, gdy głównym obszarem ich działalności było przygotowywanie dań i posiłków, a nie wyłącznie ich dostarczanie.

Równanie w górę

Wielu przedsiębiorców zdołało uzyskać indywidualne interpretacje podatkowe, potwierdzające, że mogą oni płacić pięcioprocentowy VAT. Stawkę 5 proc. ochoczo stosowali także ci, którzy nie mieli takiej interpretacji – ale uznali, że skoro robią mniej więcej to samo, co ci, którzy korzystają z obniżonej stawki VAT, to i oni mogą ją zastosować, mimo braku przychylnej interpretacji indywidualnej.
Fiskus postanowił jednak uporządkować sytuację i objąć wyższą, ośmioprocentową stawką, także i tych, którzy rozliczali się jako dostawcy gotowych dań i posiłków, a nie ich wytwórcy.
Nie było to całkiem pozbawione sensu, bo trudno znaleźć przedsiębiorcę z branży gastronomicznej, który by niczego nie przygotowywał do jedzenia, a jedynie dostarczał (wtedy byłby przedsiębiorcą z branży transportowej).
To ujednolicenie stawki polegało oczywiście na jej podniesieniu do 8 proc., a nie na obniżeniu do 5 proc. Trzeba przecież było jakoś ratować, coraz bardziej trzeszczący budżet państwa.

Zastawili na nas pułapkę

Jak wskazuje Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, po wydaniu przez Ministra Finansów interpretacji ogólnej, prezentującej stanowisko, że zamiast 5 proc. należy płacić 8 proc., firmy „niemal natychmiast” zaczęły stosować wyższą, ośmioprocentową stawkę.
Nie zawsze było to naprawdę niemal natychmiast, ale chcąc nie chcąc, wreszcie zaczęto płacić więcej.
Tyle, że od jakiegoś czasu organy podatkowe wszczynają postępowania, w ramach których zaczęły podważać deklaracje podatkowe składane w okresach poprzedzających wydanie interpretacji indywidualnej, pozwalającej na stosowanie pięcioprocentowej stawki.
Formalnie jest to zgodne z przepisami, no bo skoro nie było interpretacji uprawniającej do korzystania z niższej stawki, fiskus ma prawo, w ramach działań kontrolnych, podnieść stawkę jaką same sobie przyznały firmy.
Przedsiębiorcy uznali jednak te działania służb skarbowych za straszną krzywdę, uważając, że skoro dostali interpretację pozwalającą na płacenie niższej, pięcioprocentowej stawki VAT, to stanowiło to potwierdzenie, iż postępowali słusznie, płacąc tę obniżoną stawkę także i wcześniej.
„Resort finansów twierdził jednoznacznie, że jego intencją było, by nowa stawka była stosowana na przyszłość, to jest od momentu wydania interpretacji ogólnej. Poszczególne organy podatkowe zdecydowały się jednak kwestionować rozliczenia wcześniejsze, za okresy w których stawka 5 proc. była powszechnie stosowana i potwierdzana interpretacjami indywidualnymi. Trudno nazwać to inaczej, niż pułapką zastawioną na podatników” – żali się Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.
Eksperci Związku podkreślają, że postępowania toczą się nie tylko wbrew deklarowanym intencjom Ministerstwa Finansów, lecz również wbrew zasadom wywiedzionym z Konstytucji, a także nie są zgodne z klauzulą pewności prawa, wynikającą z uchwalonej niemal dokładnie rok temu tzw. konstytucji dla biznesu.
– Stosowanie taktyki polegającej na zmianie interpretacji, bez zmiany prawa, a następnie naliczaniu domiarów na okres za pięć lat wstecz, było w poprzednich latach zmorą. Jednak zaobserwowaliśmy, że organy podatkowe już rzadziej wykorzystują tę metodę, weszła też w życie konstytucja dla biznesu. Okazuje się, że to nie wystarczy i przedsiębiorcy nie mogą czuć się bezpieczni, nawet jeżeli stosują się do uzyskanej interpretacji – zwraca uwagę szef ZPP Cezary Kaźmierczak , nie dodając wszakże, że chodzi o tych przedsiębiorców, którzy stosowali się do korzystnej interpretacji, zanim jeszcze ją uzyskali.

Przepisy i intencje

Dziś wielu przedsiębiorców z branży gastronomicznej (utrzymujących, że ich główną działalnością było dostarczanie gotowych dań a nie ich przygotowywanie) stoi w obliczu konieczności zapłaty domiarów wraz z odsetkami – mimo, że uważają, iż postępowali zgodnie z obowiązującymi na dany moment interpretacjami przepisów prawa podatkowego.
Mają po swojej stronie zasady, klauzule i dobre intencje, deklarowane wcześniej przez rząd. Wiadomo jednak, dokąd prowadzi droga wybrukowana dobrymi intencjami. Ministerstwo Finansów ma natomiast za sobą twarde przepisy prawa – i ze względu na rosnące potrzeby budżetu, na pewno nie zawaha się ich użyć.
VAT, zdaniem ZPP, to podatek, który powoduje najwięcej trudności, także w zakresie stawek. Przedsiębiorcy uważają, że to absurd, żeby do niemal każdej konkretnej przyprawy, czy warzywa, była indywidualnie przyporządkowywana stawka.
Dla rządu VAT jest jednak najłatwiejszym w stosowaniu sposobem położenia ręki na cudzych dochodach. Podobne problemy, jakie mają teraz dostawcy posiłków, będą się więc powtarzać.

 

Głos lewicy

Góra wie lepiej

Refleksja Czesława Cyrula na Facebooku:
Dolny Śląsk i Opolszczyzna są bardzo politycznie gościnne. Liderzy list do Europarlamentu to przede wszystkim tzw. spadochroniarze. I tak. Liderką listy Koalicji Obywatelskiej będzie Janina Ochojska. Wiosenną listę Biedronia otworzy Krzysztof Śmiszek – partner życiowy Roberta (nepotyzm?!). Listę Lewicy Razem poprowadzi do boju Marcelina Zawisza z Warszawy. Kukiz wystawił do boju w regionie Agnieszkę Ścigaj, także nietutejszą. Narodowcy stawiają na Korwina-Mikke z Warszawy. Będzie na liście ostatni, ale można go spokojnie uznawać za zdecydowanego lidera.
Tylko PiS postawił za swojaków: minister Zalewską i Beatę Kempę.
To się lokalnym organizacjom partyjnym i ich liderom nie podoba, ale listy układa się w Warszawie. I nie za wiele w tym demokracji. Więcej politycznych szachów i chłodnej kalkulacji. Robert Biedroń także poszedł tą drogą czym dowiódł, że swojskość, wsłuchiwanie się w głosy wyborców, itp. to wszystko przysłowiowy pic na wodę… Góra wie lepiej i Biedroń też.

Rozdawnictwo? Co to takiego?

Pyta Tymoteusz Kochan:
W ogóle nie ma czegoś takiego jak rozdawnictwo, bo to pracownicy wytwarzają całą wartość, którą potem posługują się i kapitał, i państwo. Jeśli więc cząstka z tego, co wcześniej wyzyskano z pracownika trafia później do niego z powrotem to jest to tylko i wyłącznie element klasowej i systemowej sprawiedliwości.
Jest natomiast kwestia dobrej lub z złej redystrybucji i polityki podatkowej. I tutaj PiS nie sięga dalej niż do staromodnej, chadeckiej polityki. Pracownik dostaje tylko trochę, a socjal ma podtrzymać odpowiednie warunki pod jeszcze większy wyzysk. Dlatego podatki dla najbogatszych i firm stoją w miejscu, a małe firmy, które inaczej zgodnie z logiką rynku by umarły dostają kolejne prezenty.
Biedni dzielą się z biednymi by dłużej służyć swoim Panom.

Ograniczyć 500+

Podwyżki dla nauczycieli nie muszą być przyznane kosztem programu 500 plus. Jeżeli rząd twierdzi, iż jest tak świetnie, że łatanie luki VAT umożliwia wygenerowanie 40 mld złotych, to pieniądze dla nauczycieli również powinny się znaleźć.
Opowiadaliśmy się od dawna za przyznaniem świadczenia 500 plus na pierwsze dziecko, ale jednocześnie twierdzimy, iż to świadczenie nie powinno przysługiwać osobom, które są odpowiednio zamożne, aby obyć się bez takiego wsparcia. Do programu 500 plus należy wprowadzić progi dochodowe.
Tak stwierdziła Anna Maria Żukowska, cytowana przez sld.org.pl.

Będą wiedzieli,  że jestem z SLD

– Ugrupowania wchodzące w skład Koalicji Europejskiej połączy minimum programowe dotyczące dalszych losów Unii Europejskiej i roli Polski w tych przemianach – powiedział Leszek Miller w programie „Rozmowa Piaseckiego”.
– Koalicja Europejska nie zagraża tożsamości Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Na liście wyborczej będzie 10 nazwisk. Wyborcy będą wiedzieli, jakie jest ich nazwisko – kogo wybierają – podkreślił były premier.
– Jeżeli będą głosowali na mnie, to przecież będą wiedzieli, że jestem z SLD – wskazywał Miller.
Info z sld.org.pl

Polski system podatkowy to wyzysk

Polski system podatkowy wymaga pilnej i gruntownej zmiany!

Musimy o tym mówić, to zadanie lewicy, bo wszyscy inni, włącznie z tymi progresywnymi, chowają w tej sprawie głowę w piasek, bo im z fokusów wyszło, że to kontrowersyjny temat. Trzeba przywrócić sprawiedliwość społeczną – nie przez blablanie i kosmetyczne zmiany w postaci transferów socjalnych na dzieci, które omijają znaczną część społeczeństwa: osoby bezdzietne, osoby mające dzieci dorosłe oraz emerytki i emerytów.

SYSTEM

wymaga głębokiej zmiany! Dość już napychania kieszeni najbogatszym kosztem tych najuboższych! Trzeba sobie jasno powiedzieć: obecny system podatkowy w Polsce to jest WYZYSK. Wyzysk grup najsłabiej uposażonych, przy jednoczesnym preferowaniu tych obrośniętych w kapitał: zarówno finansowy, jak i kulturowy i społeczny.
Podatki muszą być progresywne, a podatek VAT musi być niższy nie na dobra luksusowe, a na podstawowe, jak żywność czy ubrania (5 proc.). VAT powinien być jednak wyższy na produkty, które powodują choroby cywilizacyjne, jak cukrzyca, otyłość, miażdżyca czy nadciśnienie, a więc produkty wysokoprzetworzone, i na cukier.

Korporacje

ogólnoświatowe takie jak UBER czy AMAZON muszą przestać omijać przepisy i zatrudniać przez pośredników na śmieciówkach, muszą przestać transferować zyski poza nasz kraj, a jak nie to do widzenia!
Osoby zarabiające najmniej, pensję minimalną, powinny mieć ją w całości objęte kwotą wolną od podatku. Tak samo emeryci i renciści z najniższymi uposażeniami: najniższa emerytura i renta powinny być ustalone na poziomie aktualnej pensji minimalnej (po to, by emeryci i renciści również mogli korzystać z owoców wzrostu gospodarczego i aby zmniejszyć rozziew między poziomem życia pracujących a tych będących już na emeryturze) i również zwolnione z podatku.
Najbogatsi powinni płacić wyższe niż obecnie podatki. Powinno być w sumie 5 progów PIT: od 2251 do 30 tys. zł – 15 proc., powyżej 30 tys. do 60 tys. zł – 18 proc., powyżej 60 do 90 tys. zł – 25 proc., powyżej 90 do 199 tys. zł – 32 proc. i powyżej 200 tys. zł – 40 proc. OCZYWIŚCIE
OD NADWYŻKI!

Kapitał

powinien być opodatkowany: od spekulacji finansowych, obejmujących akcje, obligacje oraz derywaty (do których należy zaliczyć grupę instrumentów bardziej złożonych, takich jak opcje i swapy) powinien być naliczany podatek (FTT) w wysokości 0,1 proc. od wartości wszystkich transakcji między instytucjami, jeśli przynajmniej jedna ze stron ma siedzibę w Polsce. Podatek od transakcji na instrumentach pochodnych ma wynosić 0,01 proc.
Żeby nie było, że tylko zmiany w podatkach osobistych czy kapitałowych: zmiany w podatku CIT wprowadzone przez obecny rząd (m. in. przeciwdziałanie sztucznemu generowaniu kosztów i transferom zysku do podmiotów powiązanych czy przesuwanie go w ramach grupy kapitałowej) uważam za słuszne. Exit tax (podatek od niezrealizowanych zysków w związku z „ucieczką” z kapitałem z kraju w celu uniknięcia opodatkowania) – również.
Podatek rolny: opodatkowanie działalności rolniczej nie od areału, a podatkiem dochodowym w wysokości 19 proc., co pozwoli też uwzględnić rolnikowi koszty. Niejako w zamian należy wprowadzić ustawowe, gwarantowane ceny minimalne skupu na produkty rolne.
Kościoły powinny wprowadzić obowiązek dokumentacji przychodów Kościoła i duchownych, a księża powinni płacić składki ZUS na zasadach ogólnych, więc Fundusz Kościelny powinien zostać zlikwidowany. Od dywidendy kościelne osoby prawne również powinny płacić regularny podatek.

Wreszcie,

podatki powinni płacić wszyscy – mniejsi i więksi – truciciele środowiska. Powinny zostać wprowadzone podatki ekologiczne: ale nie chodzi o już obowiązującą akcyzę od energii i paliw, ale i podatek od paliw lotniczych (nie, latanie samolotami to nie jest prawo człowieka 😉), od pojazdów silnikowych nienapędzanych energią elektryczną (1 proc. przy każdym zakupie, także używanych pojazdów, oraz 0,5 proc. wartości zakupu za każdy kolejny rok użytkowania pojazdu) i od opakowań z tworzyw sztucznych (powinni go płacić producenci dóbr w wysokości 0,1 proc. od zakupu opakowań, do których je pakują, może przestaliby zawijać każdą pierdołę w plastikowe pudełeczko i jeszcze pozłotko z folii do tego i przerzucili się na opakowania z materiałów biodegradowalnych!)
Bo ostatecznie nikt nie zapłaci żadnego podatku na martwej planecie.

Abba ojcze!

„Piątka” Morawieckiego, „Piątka Kaczyńskiego” – cuda na kiju: elektryki, mieszkania za pół darmo, PKS-y jak nowe, elektronika, innowacyjność, 100 mostów na stulecie, promy, jak domy, śmigłowce jak torpedowce, 500 na drugie dziecko, 500 na pierwsze…

Do jesiennych wyborów na pewno jeszcze czymś nas obdarują – na przykład po pięćset dla każdego ojca, który utrzymywał matkę swoich dzieci nie mniej niż 30 lat. Jest jednak taka dziedzina naszego życia, o której władza milczy we wszystkich znanych sobie językach. Zdrowie, mianowicie. A jest się czym pochwalić – w konkurencji „Wydatki na ochronę zdrowia” zajmujemy w krajach Unii drugie miejsce. Drugie! Co prawda od końca, ale zawsze. Za nami jest tylko Łotwa, ale co to za konkurencja – im nawet do dwóch milionów brakuje 100 tys. obywateli. Naprawdę mamy z czego być dumni! Pan premier zaś, który przy byle okazji pod adresem Prezesa, PiS-u i swoim własnym wystrzeliwuje milion pochwał na minutę, o tym akurat milczy. Tymczasem w raportach Najwyższej Izby Kontroli ten sukces PiS-u zapisany jest złotymi głoskami.
– Czas oczekiwania pacjentów na udzielenie świadczenia wydłużył się w przypadku większości analizowanych oddziałów, pracowni, zakładów i poradni.
– Nadal występują znaczące dysproporcje w dostępie do świadczeń pomiędzy poszczególnymi oddziałami wojewódzkimi NFZ, w konsekwencji pacjenci w poszukiwaniu lekarzy specjalistów muszą jeździć do sąsiednich województw.
– Udział wydatków bezpośrednich, ponoszonych przez pacjentów, w wydatkach na ochronę zdrowia ogółem był wysoki, i w Polsce w 2015 r. wynosił 23,2 proc., podczas gdy przykładowo we Francji – 6,8 proc., Niemczech – 12,5 proc., w Czechach – 13,7 proc., a w Słowacji – 18,4 proc.
– W 2016 r. polscy pacjenci musieli płacić z własnej kieszeni na ochronę zdrowia jeszcze więcej – wydatki te wzrosły do 23,4 proc. wydatków ogółem, podczas gdy np. wydatki Szwedów spadły z 15,2 proc. w 2015 r. do 14,9 proc. w 2016 r. W ten sposób pogłębiają się nierówności społeczne w dostępie do świadczeń zdrowotnych… Czyż to nie sukces? Płacić coraz więcej za coraz mniej! Toż panu Morawieckiemu już tylko z tego tytułu Nobel z ekonomii się należy. Taki skromnych człowiek – ciągle nam powtarza, jak skutecznie zaciska pętlę na szyjach VAT-owskich oszustów, a o naszych szyjach milczy. One od macochy, czy co? Przecież płacimy uczciwie. Nasze składki na ubezpieczenia zdrowotne to już prawie 95 procent wszystkich dochodów NFZ… Na szczęście nad wszystkim pieczę trzyma pan Prezes. Nawet jak pan Morawiecki o czymś zapomni, nawet, jak się panu Szumowskiemu coś nie uda, to pan Prezes, to dostrzeże i krzywdę naszą naprawi. Tak się zresztą stało dopiero co. Radosną nowinę ogłosiła pani Szydło: 13 emerytura, która będzie wypłacona w maju, to „prezent od Prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego!” Emeryci są zachwyceni. Będą mogli wyleczyć jeden ząb. A jak dobrze pójdzie, to i półtora! Albo na dwa miesiące zaopatrzyć się w pielucho majtki. No, chyba, że ktoś ma kanalizację bardziej zdefektowaną, to na miesiąc. Przez miesiąc będą mogli pożyć, jak za króla Sasa: jeść, pić i popuszczać. Abba ojcze!