Dramat koni w czasach zarazy

O ile koronawirus nie zagraża zdrowiu i życiu zwierząt bezpośrednio –pośrednio jego skutki mogą być dla koni dramatyczne. Domy adopcyjne zaczynają oddawać fundacjom konie, a firmy wycofują wsparcie finansowe –alarmuje Fundacja Viva!, utrzymująca w swoich stajniach kilkadziesiąt uratowanych koni. Kończą się zapasy siana, leków i suplementów dla chorych i starych zwierząt, a na zakup kolejnych Fundacja nie ma środków.

W stajniach Fundacji Viva! mieszka obecnie 78 koni, w domach adopcyjnych pozostaje 155 koni uratowanych przez organizację. Konie przebywające w fundacyjnych stajniach to zwierzęta w najtrudniejszej sytuacji – stare, schorowane, „nieadopcyjne” z wielu powodów. Wymagające szczególnej opieki, kosztownego leczenia, wyjątkowych warunków.

– Nigdy nie podejrzewaliśmy, że przyjdzie czas, kiedy będziemy musieli przyznać, że sytuacja naszych zwierząt jest dramatyczna… – mówi Ilona Dąbrowska, koordynatorka akcji Ratuj Konie Fundacji Viva! – Jednak ten czas właśnie nadszedł, a koronawirus pośrednio zagroził naszym zwierzętom. Domy adopcyjne zaczęły zwracać do fundacji konie, które są przecież dużo droższe w utrzymaniu od psów czy kotów. Dodatkowo firmy tnąc koszty wycofują swoje wsparcie finansowe dla fundacji – tłumaczy.
Fundacja Viva! już teraz ma problemy z zaopatrzeniem. Jednym z powodów jest izolacja części rolników – ci pozamykali gospodarstwa i nie chcą mieć kontaktu z obcymi, a więc również nie sprzedają siana. Natomiast ci rolnicy, którzy wciąż je sprzedają, podnieśli ceny ze 100 na 180 zł za balot. Drugim problemem, znacznie poważniejszym, jest wycofywanie stałych dotacji przez firmy od lat sponsorujące utrzymywanie zwierząt. – Te dotacje były dla nas stałym, pewnym, comiesięcznym zastrzykiem gotówki, który dawał nam bezpieczeństwo finansowe w utrzymaniu uratowanych przez nas zwierząt – mówi Cezary Wyszyński, prezes Fundacji Viva! – Dodatkowo termin rozliczenia PIT przesunięto z końca kwietnia na koniec czerwca. Dla nas to sytuacja dramatyczna, bo utrzymujemy zwierzęta tylko z datków i 1% podatku, którego przekazanie opóźni się o około 2 miesiące. W związku z tym musimy tak gospodarować tym, co mamy, żeby starczyło na 2 dodatkowe miesiące, co przy kilku tysiącach wszystkich zwierząt różnych gatunków, będących pod naszą opieką, nie jest łatwe – dodaje.
Część z koni, będących pod opieką fundacji, zostało odebranych interwencyjnie, bo ich życie i zdrowie było zagrożone. Teraz, w związku z kryzysem wywołanym pandemią, konie są ponownie w dramatycznej sytuacji. Konieczna epidemicznie izolacja może potrwać jeszcze kilka, a nawet kilkanaście tygodni, a co za tym idzie – problemy z utrzymaniem zwierząt będą coraz większe.

Dzienne wyżywienie 1 konia to koszt 12 zł. Ale już w przypadku 8 fundacyjnych koni na specjalnych dietach to kwota 22 zł dziennie. W stajniach Fundacji Viva! mieszka obecnie 78 koni, co oznacza, że każdego dnia na samo ich wyżywienie potrzeba około 1016 zł. Miesięcznie na samo wyżywienie koni fundacja wydaje zawrotną kwotę prawie 30 000 zł.
Do tego dochodzą szczepienia, regularna korekcja kopyt, suplementy i leki, które stale podajemy chorym koniom. – Niestety większość naszych koni choruje – mówi Ilona Dąbrowska – Już w chwili interwencji lub wykupu zwykle były one w nienajlepszym stanie, często z powodu swojego wieku lub wcześniejszych warunków życia. Do tego dochodzą nagłe przypadki, które generują wysokie koszty leczenia weterynaryjnego – tłumaczy. Dziś Fundacja ma do odbioru z kliniki weterynaryjnej dwa konie po operacjach – faktury opiewają na 8 000 zł. Dodatkowo ostatnie wizyty lekarza weterynarii u koni w fundacyjnych stajniach to kolejne 4 000 zł. Koszt jednej wizyty waha się od 200 do nawet 1500 zł, w zależności od schorzenia i wykonanych badań diagnostycznych, podanych leków, wykonanych zabiegów. W Fundacji Viva! już teraz brakuje leków, suplementów i paszy dla staruszków, które nie mają zębów i nie przeżuwają siana.
Dodatkowo domy adopcyjne zaczęły zwracać nam adoptowane konie. – W ciągu tygodnia już 5 koni wróciło do naszych fundacyjnych stajni – mówi Cezary Wyszyński – Zgodnie z umową adopcyjną rodzina adopcyjna może w trudnej sytuacji zwrócić konie do fundacji. Jest to dramatyczna decyzja, zarówno dla zwierząt, opiekunów, jak i dla nas. Musieliśmy je przyjąć, to nie podlegało dyskusji – dodaje. W domach adopcyjnych przebywa jeszcze 155 koni Fundacji Viva! Aktywiści mają nadzieję, że tak pozostanie, ale nie można wykluczyć, że zwrotów z adopcji będzie więcej.

Fundacja Viva! prosi o pomoc w utrzymaniu uratowanych koni – 100 000 zł pozwoli zabezpieczyć zwierzęta w ciągu najbliższych, zapewne najtrudniejszych 3 miesięcy: https://pomagam.pl/uratujkonie

Żywy towar

„Panie, mój dziadek sprzedawał, ojciec sprzedawał. Koń jest starszy, na wymianę, to co mam z nim zrobić?” – słyszymy w filmowym reportażu Pawła Kurka z Polskiego Radia. Słowa te wypowiada jeden z handlarzy, którzy nie kryli się z tym, po co przyjechali na Wstępy – targi końskie do Skaryszewa. To zadziwiające, że pomimo iż z filmu jasno wynika, że ani weterynarze ani samorządowcy nie są w stanie skontrolować, dokąd naprawdę po targu pojadą zwierzęta (do czego sami się po przyciśnięciu do muru przyznają), w innych mediach kwitnie festiwal prawdopośrodkizmu i odcinania się od skrzeczącej rzeczywistości poprzez branie jej w nawias („obrońcy praw zwierząt twierdzą, że…”). Czytamy o wzmożonych kontrolach, zaostrzonym regulaminie i burmistrzu, który odmienia „tradycję” przez wszystkie przypadki.
No i tradycji staje się zadość. Niechlubnej, okrutnej tradycji.
„Panowie, róbcie to, co robicie, tylko z szacunkiem” – mieli usłyszeć handlarze od służb porządkowych. W tym roku oczami i uszami „Vivy!” w Skaryszewie był aktywista Paweł Artyfikiewicz, z którym rozmawiałam po zakończeniu imprezy. Pijaństwo, szarpanie koni, sznurkowe kantary oznaczające skazanych na śmierć – którzy pojadą tam, gdzie od początku mieli trafić – tyle że zapewne przez większą liczbę pośredników. „Niewiele się zmieniło, bardziej dbają o pozory” – mówi Paweł. W tym roku „Viva!” zaprosiła zewnętrznego świadka – Aleksandrę Przesław, aktorkę i instruktorkę jeździectwa. „Wydaje mi się, że jechała tam, żeby potem móc nam powiedzieć, że trochę przesadzamy” – zdradza mój rozmówca. Wracając z targów nagrała jednak filmik, w którym stwierdziła, że jedynym sposobem na zaleczenie przyczyn, a nie objawów tej choroby, jest po prostu zakazanie targów końskich, nie tylko w Skaryszewie, ale w całym kraju.
Czy trzymając z „Vivą!” jestem nieobiektywna? Jestem jak cholera. Ale po prostu nie widzę innej drogi ukrócenia tej przemocy niż likwidacja jarmarku. Wprowadzone obostrzenia nie są przejawem „realizmu”, pomogły po prostu opakować kupę tak, by udawała cukierek, z zastrzeżeniem, że nie odpowiadamy za to, co ukaże się po odwinięciu papierka.
Oczywiście, na targach była jeszcze cała masa innych prozwierzęcych organizacji – między innymi te, które organizują zbiórki i wykupują konie od handlarzy (zwykle drożej niż pozostali kupcy). Ciśnie się na usta odwieczne pytanie: skoro w Skaryszewie jest teraz tak pięknie, że kwitnie jedynie handel do szkółek jeździeckich i terapii dla chorych dzieci, po co aktywiści je wykupują? Przed czym zamierzają je „ratować”? Powiedzmy to głośno: targi w Skaryszewie powinny przejść do historii, nawet jeśli miejscowi uznają to za „kapitulację” przez „ekooszołomami”.
„Ta klaczka to jeszcze może być matką, a te ogierki no to co, na rzeź” – rozmówca dziennikarza Polskiego Radia nie ma nawet problemu z pokazaniem twarzy. – „Panie, gdyby Włochy nie kupowały, to co my byśmy z tego mieli?”.

Bez serca dla zwierząt

Dobrej zmiany dla zwierząt nie będzie. Szumnie zapowiedziana nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt została okrojona do ogryzka. Nie tylko nie spuści psów z łańcucha, nie tylko nie wyeliminuje branży futrzarskiej, ale nawet zabraknie w niej miejsca na zakaz wykorzystywania zwierząt w cyrkach. W zasadzie już uczciwiej byłoby w ogóle nie kłaść jej na stół w obecnym kształcie. Udawanie, że los czworonogów nadal leży na sercu ekipie PiS jest zawracaniem głowy.

Rok temu oficjalna delegacja rządowa pojawiła się na wystawie w Parlamencie Europejskim i wystąpiła na tle klatek – taki samych, w których przetrzymywane są zwierzęta futerkowe w hodowlach. Dziś spokojnie możemy stwierdzić, że to był zwykły lans. Od początku byłam też sceptyczna co do występu Naczelnika Państwa w klipie „Vivy!”, choć koledzy-inicjatorzy starali się przekonać mnie, żeby nie zabijać tej inicjatywy nadmiernym krytycyzmem.

Wtedy wydawało się nam wszystkim, że słowo prezesa to słowo prezesa – nie będą mieli a odwagi go zlekceważyć ani członkowie rządu, ani partyjna wierchuszka. Jeżeli się je złamie, to nastąpi to wyłącznie w wyjątkowych okolicznościach – a z pewnością PiS będzie musiało długo i namiętnie się z tego tłumaczyć.

Dziś Kaczyński milczy na temat tego, dlaczego jego partia ostatecznie uległa nie tylko lobby futrzarskiemu, ale nawet cyrkowemu. Prezes albo stara się ukryć fakt, że ma w swoim ugrupowaniu niewiele do powiedzenia, albo nie chce się przyznać, że cynicznie zrobił wyborców w konia. Faktem jest, że podpisał się pod nowelą w obecnym, żenującym kształcie.

Odpowiedzialny za przygotowanie ustawy Krzysztof Czabański z PiS tłumaczył wypadnięcie z ustawy ustępu o cyrkach klasycznym „nie-da-siem”: – Ta sprawa wymagałaby z pewnością notyfikacji w Unii Europejskiej i to oznacza, że w tej kadencji nie mielibyśmy szansy na przeprowadzenie tej nowelizacji. Z tego powodu zrezygnowaliśmy z tego zakazu, ale w następnej kadencji zastanowimy się, czy do tej sprawy nie należy wrócić…

W czwartek 10 stycznia projekt po autopoprawce – wprowadzającej zasadnicze zmiany w projekcie – ponownie został skierowany do prac w parlamencie.

Sterylka na łańcuchu

W rozmowie z PAP Czabański ocenił, że szczególnie istotne są te zapisy projektu, które mają pomóc w walce z bezdomnością zwierząt – obowiązkowe chipowanie psów i kotów, uruchomienie centralnego rejestru zwierząt oraz powszechna sterylizacja zwierząt wyłapanych na terenie gminy.

Psy nie uwolnią się od łańcuchów. Stosowanie uwięzi nadal będzie dopuszczalne, ale będzie ona musiała mieć co najmniej 5 metrów i kończyć się obrożą niemetalową (często zwierzęta mają pseudoobrożę z łańcucha). Ponadto uwięź nie będzie mogła ważyć więcej niż 1/4 masy ciała zwierzęcia.

– Zobaczymy, czy to poprawi los zwierząt trzymanych na uwięzi i w zależności od tych wniosków po pewnym czasie zastanowimy się nad ewentualnym zakazem trzymania psów na uwięzi. Trzeba jednak mieć świadomość, że nie zawsze zmiana uwięzi na kojec oznacza poprawę warunków bytowych zwierzęcia – wymiary kojca niekiedy są tak małe, że psy nie mają w nich większej swobody poruszania się niż na długim łańcuchu – powiedział Czabański Polskiej Agencji Prasowej.

Projekt ma także zakazać tzw. pseudohodowli, w których rozmnażanie zwierząt odbywa się poza jakąkolwiek kontrolą. W tym celu zaproponowano zapis, zgodnie z którym jedynie rasowe psy i koty będą mogły być rozmnażane w celach handlowych (zwierzęta te będą musiały posiadać rodowód). Prócz tego wprowadzony zostanie zakaz prowadzenia schronisk dla zwierząt przez podmioty komercyjne.

– Schroniska nie będą prowadzone przez przypadkowe organizacje, ale jedynie te, które mają status organizacji pożytku publicznego, działają kilka lat, realizują swoje cele statutowe i nie ma do nich zastrzeżeń – powiedział Czabański. – Jako podatnicy wydajemy na ten cel znaczne środki – głównie za pośrednictwem gmin, które prowadzą akcje wobec bezdomnych zwierząt. Ale niestety często nasze pieniądze służą nie poprawie losów zwierząt, ale złym ludziom, którzy zarabiają na ich cierpieniu.

W 2016 roku Najwyższa Izba Kontroli opublikowała wstrząsający pokontrolny raport, w którym kontrolerzy pisali między innymi: „w trzech z trzynastu skontrolowanych schronisk nie utrzymywano właściwego stanu sanitarnego. W czasie prowadzonych oględzin stwierdzono, że zwierzęta przebywają w zanieczyszczonych i mokrych boksach, co świadczyło o zaległościach w sprzątaniu. Brudne i zawilgocone były także ich legowiska”. Prócz tego opisano, że w jednym z badanych schronisk „wbrew wymogowi art. 9 ust. 1 zwierzętom nie zapewniono stałego dostępu do wody pitnej”, a w dwóch innych „w dniu oględzin woda w części boksów była zamarznięta”.

Jutro będzie futro

Jak Krzysztof Czabański tłumaczy się z ulegnięcia futrzarzom? – Minister rolnictwa został zobowiązany do podniesienia wymagań wobec ferm zwierząt hodowanych na futra – tu głównie chodzi o norki – i zobaczymy, czy podniesienie tych standardów przyniesie korzystne skutki. Jeżeli nie przyniesie, wówczas do sprawy norek będziemy wracać – mówi.

Obrońcy praw zwierząt czują się oszukani. – Jesteśmy głęboko rozczarowani, że te ważne zapisy zniknęły z nowelizacji. Nie rozumiemy, dlaczego tak się stało – powiedział Oku.press prezes fundacji Międzynarodowy Ruch Na Rzecz Zwierząt „Viva!” Cezary Wyszyński. – Większość opinii publicznej jest przeciwna hodowli zwierząt na futra, ubojowi rytualnemu i wykorzystywaniu zwierząt w cyrkach. W każdym z tych przypadków jest to ponad 50 proc. Lobby futrzarskie zatriumfowało. Choć wielokrotnie pokazywaliśmy, że dochody z hodowli futerkowych nie są tak duże, jak mówią futrzarscy przedsiębiorcy. Większość ich argumentów „ekonomicznych” jest nieprawdziwa. Działanie tego przemysłu ma, oprócz oczywistego cierpienia zwierząt, także wiele innych negatywnych konsekwencji. Spadają ceny okolicznych ziem, pobliscy mieszkańcy nie mogą prowadzić np. działalności agroturystycznej czy upraw ekologicznych.

Zawiedziona jest również Rzeczniczka Praw Zwierząt powołana przez Polskie Towarzystwo Etyczne, mec. Karolina Kuszlewicz: – Projekt z listopada 2017 roku był przedstawiany jako spektakularny. Ale ustawa przeleżała prawie rok w sejmowej zamrażarce. Już to sprawia, że można wątpić w prawdziwość intencji projektodawcy. Dziś z tych najdalej idących zmian, mających ochronić miliony zwierząt eksploatowanych przemysłowo, nie pozostało prawie nic. Zresztą psy także nadal mają pozostać na łańcuchach. To sytuacja skandaliczna. Opinia publiczna w mojej ocenie została wprowadzona w błąd rok temu.

Kuszlewicz uważa również za skandal to, co dzieje się wokół uboju rytualnego: – W 2014 roku Trybunał Konstytucyjny uznał zakaz uboju rytualnego na terenie Polski za sprzeczny z prawem. To było szerokie orzeczenie, wymagające wprowadzenia w ustawie regulacji precyzujących zakres dozwolonego prawnie uboju na potrzeby religijne. Nowa ustawa miała nie tyle zakazywać uboju, co zdecydowanie go ograniczać do rzeczywistych potrzeb grup wyznaniowych w Polsce. Nawet z tego ograniczenia PiS się dziś wycofuje – stwierdziła w rozmowie z red. Marią Pankowską.

Ubij w imię boże

Co ciekawe o prawo wyznawców judaizmu oraz islamu do tego typu uboju walczyli jak lwy… polscy biskupi! „Prezydium KEP podziela troskę żydowskich gmin wyznaniowych oraz wyznawców islamu o zachowanie i realizację podstawowych praw wolności wyznania i kultu. Do nich należy również prawo do zachowania swoich obyczajów, w tym rytualnego uboju zwierząt” – takie stanowisko sformułowali w 2013 roku.

To oczywiście nie znaczy, że w projekcie nie ma zupełnie nic cennego. – Projekt po zmianach ma zupełnie inny charakter, niż ten zgłoszony w listopadzie 2017 roku. Pozostają przede wszystkim przepisy administracyjne, dotyczące zarządzania schroniskami, czipowania, bezdomności zwierząt. To ważne kwestie, ale dotyczą co do zasady tzw. zwierząt towarzyszących, a przecież tą wielką »dobrą zmianą dla zwierząt« miało być wreszcie uwzględnienie innych grup, jak zwierzęta wykorzystywane na futra czy w uboju rytualnym. Ich cierpienie obejmuje miliony istnień i znowu zostaje przykryte względami gospodarczymi i politycznymi – mówi Rzeczniczka Praw Zwierząt.

– Wycofanie się rządu oznacza, że będziemy musieli dalej walczyć o wprowadzenie tych zmian. Tylko tyle i aż tyle. Jestem pewien, że to tylko kwestia czasu – podsumowuje prezes „Vivy!”.