Wyniki 30. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki ostatniej, 30. kolejki:
Legia Warszawa – Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:0
Gol: Rafael Lopes (24). Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń).
Widzów: 8000.
Pogoń Szczecin – Raków Częstochowa 1:3
Gole: Adam Frączczak (70) – Zoran Arsenić (31), Ivi Lopez (67), Jakub Arak (77).
Żółte kartki: Jach, Arsenić (Raków).
sędziował: Sebastian Krasny (Kraków).
Widzów: 2123.
Śląsk Wrocław – Stal Mielec 1:1
Gole: Krzysztof Mączyński (7) – Maciej Jankowski (90). Żółte kartki: Matras, de Amo, Czorbadżijski, Prokić (Stal). Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 453.
Piast Gliwice – Wisła Kraków 2:3
Gole: Jakub Świerczok (17), Tiago Alves (83) – Patryk Sokołowski (11 samobójcza), Stefan Savić (24), Piotr Starzyński (43). Żółte kartki: Steczyk – Boguski, Brown Forbes, Kone.
Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Widzów: 2364.
Jagiellonia Białystok – Lechia Gdańsk 2:1
Gole: Jakov Puljić (9 karny), Tomas Prikryl (78) – Karol Fila (61).
Żółte kartki: Bida, Puljić, Mystkowski, Makuszewski, Kwiecień – Malocca, Ceesay, Tobers, Flavio Paixao. Sędziował: Krzysztof Jakubik (Siedlce).
Widzów: 4572.
Cracovia – Warta Poznań 0:1
Gole: Makana Baku (82).
Żółte kartki: Budziński – Jakóbowski, Nawrocki. Sędziował: Paweł Malec (Łódź).
Widzów: 3670.
Lech Poznań – Górnik Zabrze 1:1
Gole: Dani Ramirez (9) – Bartosz Nowak (77).
Żółte kartki: Ramirez, Puchacz – Manneh.
Sędziował: Artur Aluszyk (Szczecin).
widzów: 4890.
Wisła Płock – Zagłębie Lubin 4:0
Gole: Patryk Tuszyński (8), Rafał Wolski (26), Mateusz Szwoch (56), Alan Uryga (89).
Żółte kartki: Uryga, Rzeźniczak, Zynek – Żubrowski, Posmyk.
Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Widzów: 750.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Legia 30 64 48:24
  2. Raków 30 59 46:25
  3. Pogoń 30 52 36:23
  4. Śląsk 30 43 36:32
  5. Warta 30 43 33:32
  6. Piast 30 42 39:32
  7. Lechia 30 42 40:37
  8. Zagłębie 30 41 38:40
  9. Jagiellonia 30 37 39:48
  10. Górnik 30 37 31:33
  11. Lech 30 37 39:38
  12. Wisła P. 30 33 37:44
  13. Wisła K. 30 33 39:42
  14. Cracovia 30 32 28:32
  15. Stal Mielec 30 29 31:47
  16. Podbeskidzie 30 25 29:60

Warta już nie spadnie z ekstraklasy

W 25. kolejce Warta Poznań pokonała na wyjeździe Wisłę Kraków i z dorobkiem 36 punktów awansowała w ligowej tabeli na szóste miejsce. Dla tego małego klubu ważniejsze jest jednak to, że na pięć kolejek przed końcem sezonu zespół zapewnił sobie utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Sytuacja w tabeli ekstraklasy na finiszu rozgrywek staje się coraz bardziej klarowna. Legii nikt już nie odbierze prowadzenia, a po zwycięstwach w 25. kolejce Pogoni Szczecin i Rakowa Częstochowa, przy jednoczesnym remisie Lechii Gdańsk z Piastem Gliwice, de facto została już rozstrzygnięta także rywalizacja o premiowane występem w europejskich pucharach miejsca drugie i trzecie. Wciąż jednak warto jeszcze walczyć o zajęcie czwartej lokaty, bo trzeci obecnie w tabeli Raków Częstochowa jest także finalistą Pucharu Polski. Jeśli częstochowianie 2 maja pokonają Arkę i zdobędą puchar, zwolnią miejsce w europejskich pucharach dla zespołu z czwartego miejsca. Okazję do mocnego usadowienia się na tej pozycji w 25. kolejce zmarnowali piłkarze Piasta Gliwice, którzy prowadzili już z Lechią na jej stadionie 2:0, ale w końcówce pozwolili gospodarzom doprowadzić do wyrównania. Sędziujący ten mecz Bartosz Frankowski podkręcił emocje w doliczonym czasie gry dyktując dwa rzuty karne. „Jedenastkę” dla Lechii pewnie wykorzystał Flavio Paixao i doprowadził do remisu 2:2, ale arbiter nie chciał krzywdzić Piasta i dla równowago też zafundował już karnego. Niestety, wyznaczony do wykonania „jedenastki” Tomasz Jodłowiec zmarnował szansę i strzelił tak nieudolnie, że bramkarz gdańskiej drużyny Duszan Kuciak bez problemu obronił. Podział punktów w Gdańsku nie był korzystny dla żadnej z drużyn, bo uciekające w tabeli przed Lechią i Piastem zespoły Pogoni i Rakowa pewnie wygrały swoje spotkania i powiększyły przewagę o kolejne dwa punkty. „Portowcy” ograli na wyjeździe 2:0 Podbeskidzie, a warto podkreślić, że bramki na stadionie w Bielsku-Białej zdobyli dwaj kadrowicze – Kacper Kozłowski i Sebastian Kowalczyk. Drużyna Rakowa miała znacznie trudniejsze zadanie, bo podejmowała Lecha Poznań, po raz pierwszy oficjalnie prowadzonego przez nowego trenera, Macieja Skorżę. Nie był to jednak spektakularny powrót tego szkoleniowca na ławkę trenerską poznańskiego klubu. Ekipa „Kolejorza” nie miała wiele do powiedzenia w tym meczu. Do przerwy częstochowianie prowadzili 2:0, a na kontaktowego gola strzelonego przez poznaniaków w 49. minucie odpowiedzieli siedem minut później podwyższając wynik na 3:1. I takim rezultatem zakończyło się to spotkanie, po którym w drodze powrotnej Skorża z pewnością nie miał optymistycznych myśli.
W zgoła odmiennych nastrojach do Poznania wracała natomiast ekipa lokalnego rywala lechitów, Warty, która wygrała w Krakowie z Wisłą 1:0 i z dorobkiem 36 punktów awansowała w tabeli na szóste miejsce. A potężniejszy znacznie od warciarzy „Kolejorz” z 30 punktami zajmuje dopiero 11. lokatę. Wygląda na to, że w tym sezonie Skorża może tej hierarchii już nie odwrócić, chociaż Lech będzie miał w ostatnich pięciu kolejkach znacznie łatwiejszych rywali niż Warta. Zagra bowiem kolejno z Lechią (u siebie), Podbeskidziem (na wyjeździe), Stalą Mielec (u siebie), Wisłą Kraków (na wyjeździe) i zakończy sezon meczem u siebie z Górnikiem. Warciarzy natomiast czekają potyczki u siebie z Rakowem i Jagiellonią, potem wyjazdowe spotkanie z Pogonią, u siebie ze Śląskiem, a na koniec rozgrywek wyjazdowe starcie z Cracovią.
Jeśli przyjmiemy za punkt wyjścia liczbę 21 punktów zgromadzonych po 25 kolejkach przez Podbeskidzie (Stal Mielec ma w zapasie jeden zaległy mecz), a do zakończenie rozgrywek zostało jeszcze pięć meczów, czyli 15 punktów do zdobycia, to Warta Poznań, przypomnijmy – wraz ze Stalą i Podbeskidziem to beniaminek ekstraklasy – osiągnęła swój główny cel w tym sezonie, jakim było utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej.
W ostatnich kolejkach trener Warty Piotr Tworek będzie zatem mógł spokojnie poćwiczyć nowe schematy taktyczne i wystawiać do gry zawodników dotąd grzejących ławę. Innymi słowy – będzie mógł już szykować swój zespół do nowego sezonu. Chyba że kierownictwo klubu wyznaczy mu teraz nowy, znacznie ambitniejszy cel, czyli walkę do końca o zajęcie czwartego miejsca.

Legia wstrzymała Pogoń

Lider ekstraklasy zadziwiająco łatwo pokonał na swoim boisku wicelidera. Legia Warszawa wygrała z Pogonią Szczecin 4:2 i po tym zwycięstwie ma już nad „Portowcami” dziesięć punktów przewagi, a do końca rozgrywek pozostało już tylko siedem kolejek. Legioniści mogą już powoli mrozić szampany.

Zespół Pogoni Szczecin przed sobotnim wyjazdowym spotkaniem z Legią Warszawa w 22 ligowych meczach stracił zaledwie 13 goli i pławił się w glorii najszczelniejszej defensywy w PKO Ekstraklasie. W rundzie jesiennej na swoim stadionie „Portowcy” wywalczyli w starciu z legionistami bezbramkowy remis, wygląda jednak na to, że trener stołecznej drużyny Czesław Michniewicz przed rewanżową potyczką uważnie przeanalizował taktykę gry stosowaną przez swojego odpowiednika w Pogoni Kostę Runajicia. W odróżnieniu jednak od niemieckiego szkoleniowca, który przed meczem na Łazienkowskiej chwalił się, że wie jak trzeba grać przeciwko Legii, w drugą stronę nie składał publicznie żadnych tego typu deklaracji.
Demolka w pół godziny
I kto wie, może właśnie dlatego legioniści tak mocno zaskoczyli szczecinian w pierwszych 30 minutach gry. „Portowcy” pierwszego gola stracili już w 3. minucie gry, po kwadransie przegrywali już 0:3, a w 29. minucie stracili czwartą bramkę. Taka kanonada w wykonaniu gospodarzy wprowadziła w szczecińskiej drużynie kompletny chaos – zawodnicy Runjaicia gubili koncept się już po dwóch, trzech podaniach, po stracie piłki zbyt wolno wracali na swoje pozycje, a panującego bałaganu w organizacji gry nie zdołał opanować wprowadzony już w 23. minucie świeżo upieczony debiutant w reprezentacji Polski 17-letni Kacper Kozłowski, który zmienił kompletnie „zagubionego w akcji” Portugalczyka Luisa Matę. Legioniści przez pierwsze dwa kwadranse meczu grali wręcz koncertowo, jakby chcieli pokazać, że selekcjoner biało-czerwonych Paulo Sousa popełnił błąd faworyzując w kadrze piłkarzy z Pogoni kosztem graczy lidera ekstraklasy. Dokazywali zwłaszcza pominięty Bartosz Kapustka i trzymany na uboczu Bartosz Slisz. Legioniści zmiażdżyli najlepszą defensywę w ekstraklasie, ale nasyciwszy czterema golami swoje urażone ambicje zwolnili tempo i już nie atakowali z taką zawziętością.
Szczecinianie jeszcze przed przerwą trochę ochłonęli i nawet zdołali strzelić honorowego gola, a po zmianie stron momentami nawet przeważali, lecz chociaż legioniści dali sobie wbić jeszcze jedną bramkę i ostatecznie wygrali tylko 4:2, to nawet przez moment ich zwycięstwo nie było zagrożone.
Dzięki wygranej zespół Legii powiększył przewagę nad drugą w tabeli Pogonią do 10 punktów. Pauzujący w tej kolejce z powodu przełożonego meczu ze Stalą Mielec trzeci w zestawieniu Raków Częstochowa ma w tej chwili już 14 punktów straty do Legii, a kolejne w stawce zespoły Lechii Gdańsk i Piasta Gliwice tracą do legionistów odpowiednio 15 i 16 „oczek”. Można więc na siedem kolejek przed zakończeniem rozgrywek uznać, że rywalizacja o mistrzostwo została de facto rozstrzygnięta na korzyść obrońców tytułu.
Lechia, Piast i Śląsk gonią czołówkę
Lechia Gdańsk pokonała Zagłębie Lubin 3:1. Gole dla gdańskiej drużyny strzelili Łukasz Zwoliński, Mario Maloca i Żarko Udovicić, zawodnicy którzy jeszcze do niedawna byli przez trenera Piotra Stokowca trzymani w głębokim odwodzie. W spotkaniu z „Miedziowymi” dostali szansę wykazania się i nie sprawili zawodu. Dzięki wygranej Lechia przesunęła się na czwarte miejsce i ma do drugiej Pogoni już tylko pięć punktów straty. Od trzeciego Rakowa gdańszczan dzieli tylko jeden punkt, lecz trzeba pamiętać, że częstochowianie w tej kolejce pauzowali z powodu wykrycia w ich ekipie zakażeń koronawirusem, a mieli grać w Mielcu z walczącą o utrzymanie Stalą. Ale nawet w przypadku wygranej z mielczanami ich przewaga nad Lechią urośnie do czterech „oczek”, a taki dystans jest jeszcze możliwy do odrobienia w ostatnich siedmiu ligowych kolejkach.
Aspiracji na włączenie się do walki o dwie premiowane awansem do europejskich pucharów lokaty, zajmowane obecnie przez Pogoń i Raków, ma także Piast Gliwice, który w 23. kolejce wywiózł komplet punktów z Płocka, pokonując tamtejszą Wisłę 1:0. Piast pnie się systematycznie w górę tabeli i jest już coraz bliżej miejsca premiowanego grą w europejskich pucharach. W meczu z „Nafciarzami” ekipa trenera Waldemara Fornalika była murowanym faworytem i nie zawiodła oczekiwań. Inna sprawa, że wyniki płocczan w ostatnim czasie nie powalają – mecz z Piastem był ich siódmym z rzędu bez zwycięstwa.
Do walki o prawo gry w europejskich pucharach może też włączyć się Śląsk Wrocław. W świąteczny poniedziałek wrocławianie pokonali na wyjeździe Jagiellonię 1:0. Był to udany debiut Jacka Magiery w roli trenera Śląska. 44-letni szkoleniowiec wrócił do ekstraklasy po blisko czterech latach przerwy.
Warta wyżej od Lecha
W Poznaniu niebieska część miasta znów przeżywała bolesne rozczarowanie, bo piłkarze Lecha przegrali w Krakowie z Cracovią 1:2 i de facto rozwiali w sercach swoich fanów ostatnie złudzenia, że „Kolejorz” zdoła jeszcze w tym sezonie włączyć się do walki o czołowe miejsca. W zgoła odmiennych nastrojach była natomiast zielona część Poznania, kibicująca Warcie, bo ich ulubieńcy niespodziewanie wygrali w Zabrzu z Górnikiem 2:1 i po 23 kolejkach są w tabeli ekstraklasy o trzy miejsca i trzy punkty wyżej od lechitów. Piłkarze Warty sprawiają nawet wrażenie lekko zakłopotanych tą sytuacją, ale fakty świadczą na ich korzyść – Warta jest bez wątpienia jedną z największych rewelacji sezonu. Skazywany na niemal pewną degradację beniaminek wspiął się na szóste miejsce i ma lepszy dorobek nie tylko od Lecha, ale też innych zasiedziałych w najwyższej lidze drużyn Górnika, Jagiellonii, Cracovii, Wisły Kraków i Wisły Płock. „Zieloni” przegrali w tym roku tylko trzy mecze – z Cracovia, Legią oraz właśnie Lechem, ale wygrali aż sześć. I nie są już zespołem skupionym wyłącznie na zaciekłej obronie, lecz pod wodzą trenera Piotra Tworka stali się ekipą prezentującą coraz bardziej miły dla oka futbol. Chyba zaczęli to dostrzegać także kibice Lecha, bo zamiast okazywać warciarzom lekceważenie czy jawną niechęć, coraz częściej biją im brawo. Niewątpliwie bardziej z chęci dokuczenia zawodzącym ich oczekiwania graczom „Kolejorza”, ale też coraz bardziej w dowód uznania.
Na Bułgarskiej porażka z Cracovią wyczerpała ostatnie rezerwy wyrozumiałości dla trenera Dariusza Żurawia. We wtorek władze klubu poinformowały o jego zwolnieniu. Żuraw jest siódmym trenerem, który w tym sezonie stracił posadę w ekstraklasie. Pracował w Lechu od 1 kwietnia 2019 roku.
Pekhart goni wynik Nikolicia
W 23. kolejce lider klasyfikacji strzelców Tomas Pekhart strzelił dwa gole i powiększył swój bramkowy dorobek do 21 trafień. Czeski napastnik Legii ma już tytuł króla strzelców w kieszeni, bo na kolejnym graczami w zestawieniu ma 11 bramek przewagi. Kibiców ciekawi więc co najwyżej ile będzie miał goli na koniec rozgrywek. W trzech poprzednich sezonach do zdobycia strzeleckiej korony wystarczały 24 trafienia – z takim dorobkiem wygrywali: w sezonie 2019/2020 Duńczyk Christian Gytkjaer (Lech), w sezonie 2018/2019 Hiszpan Igor Angulo (Górnik), a w sezonie 2017/2018 Hiszpan Carlitos (Wisła Kraków). W ostatniej dekadzie najlepszy wynik „wykręcił” w Legii Węgier Nemanja Nikolić, który sezon 2014/15 zakończył z dorobkiem 28 goli.

PKO Ekstraklasa: Grać trzeba do końca

W 19. kolejce dała o sobie znać stara piłkarska zasada, że walczyć o zwycięstwo trzeba do ostatniego gwizdka sędziego. W ostatnich sekundach gry wygrały wyjazdowe mecze zespoły Lecha Poznań i Piasta Gliwice, a lider, Legia Warszawa, w Zabrzu zwycięską bramkę w meczu z Górnikiem zdobył w 82 minucie.

W rozgrywanych w Grodzisku Wielkopolskim derbach Poznania Lech do 80. minuty przegrywał z Wartą 0:1 po golu Mateusza Kuziemskiego. Na 10 minut przed końcem regulaminowego czasu gry wyrównującą bramkę zdobył pozyskany w zimowym oknie transferowym Aron Johannsson, a w 4. minucie doliczonego czasu gry, dosłownie w ostatniej akcji meczu, piłkę do bramki rywali w przypadkowych okolicznościach wpakował Pedro Tiba. Trudno w to uwierzyć, ale ekipa „Kolejorza” zdołała odrobić straty i odwrócić losy spotkania po raz pierwszy od 24 listopada 2018 roku, kiedy to przegrywał 0:1 z Wisłą Płock, lecz ostatecznie wygrał 2:1. Od tego czasu lechici aż 34 razy pozwalali rywalom pierwszym strzelić gola i ani razu nie odnieśli zwycięstwa. Przełamali ten impas dopiero
po 825 dniach.
Nie mogą być jednak specjalnie dumni z pokonania lokalnego rywala, bo na tle Warty Lech jest futbolową potęgą, tymczasem przed piątkowym meczem w tabeli ekstraklasy zajmował niższą lokatę. Kibice „Kolejorza” nie kryli niezadowolenia i dawali niedwuznacznie do zrozumienia, że porażki w derbach swoim ulubieńcom nie darują. Trener Dariusz Żuraw od dłuższego czasu żyje pod presją dymisji, czym zdaje się być już trochę zmęczony, więc kolejne groźby nie robią na nim większego wrażenia. Ale miał świadomość, że ewentualna porażka z niepokonaną w tym roku Wartą może uczynić go bezrobotnym. Lechici mieli jednak w piątkowy wieczór furę szczęścia, bo nie jest łatwo pokonać zespół, który zawzięcie broni się niemal całą jedenastką i jeśli wygrywa, to 1:0 (tak pokonał Cracovię, Piasta i Zagłębie), a jeśli traci gola, to jednego i remisuje 1:1. Skoro jednak „Kolejorz” pokonał niepokonanych w tym roku warciarzy 2:1, to teraz już ze zwycięskiej ścieżki chyba raczej już nie zboczy. Na mistrzowski tytuł nikt Lechowi szans już nie daje, lecz „na stole” leżą jeszcze 33 punkty do zdobycia, więc chyba za wcześnie jest na rozdawanie medali.
Tym bardziej, że do ścigających Legię zespołów Pogoni i Rakowa niepostrzeżenie zbliżyła się Lechia Gdańsk, która w sobotę pokonała na wyjeździe Stal Mielec, notując trzecie zwycięstwo z rzędu w tym roku. Gdańszczanie wygrali co prawda po mocno kontrowersyjnym golu Łukasza Zwolińskiego, ale zdobytych punktów nikt im nie odbierze, a dzięki nim zepchnęli z czwartego miejsca zespół Górnika. Inna sprawa, że zabrzanie w tym roku jak na razie zawodzą swoich fanów, bo grają jakby jeszcze nie obudzili się z zimowego snu. Z pięciu spotkań wiosennej części sezonu trzy przegrali, jedno wygrali, a w jednym wyszarpali remis. Cztery punkty zdobyte na piętnaście do zdobycia to bilans stanowczo za słaby, żeby myśleć o utrzymaniu się w ścisłej czołówce.
Trochę więc dziwi, że ten słabujący Górnik w drugiej połowie meczu z Legią tak przycisnął rywali, że ktoś niezorientowany w układzie sił w polskiej ekstraklasie, oglądając ten fragment spotkania, mógłby się pomylić ze wskazaniem, który z zespołów jest liderem rozgrywek. „Wojskowi” przetrzymali jednak napór zabrzańskiej jedenastki i W 82. minucie wyprowadzili zabójczy kontratak, który na zwycięskiego gola zamienił wprowadzony po przerwie 21-letni Kacper Kostosz. Legia zaczęła ten rok od porażki z ostatnim wtedy w tabeli Podbeskidziem, ale z czterech pozostałych trzy wygrała, a jedno zremisowała. Legioniści prowadzą w lidze, ale jeszcze nie mogą sobie pozwolić na luz. Przed nimi bowiem seria meczów z mocnymi przeciwnikami – ze Śląskiem, Wartą, Zagłębiem, Pogonią, Lechem, Cracovią, Piastem i Lechią i Wisłą Kraków.

Wyniki 19. kolejki:
Górnik Zabrze – Legia Warszawa 1:2
Raków Częstochowa – Podbeskidzie
Bielsko-Biała 1:0
Warta Poznań – Lech Poznań 1:2
Stal Mielec – Lechia Gdańsk 0:1
Jagiellonia Białystok – Piast Gliwice 0:1
Wisła Płock – Wisła Kraków 1:3

Wyniki 18. kolejki PKO Ekstraklasy

Wyniki 18. kolejki:
Legia Warszawa – Wisła Płock 5:2

Gole: Filip Mladenović (10 karny, 40), Bartosz Kapustka (16), Luquinhas (49, 80) – Dusan Lagator (43), Filip Lesniak (45). Żółte kartki: Jędrzejczyk – Rzeźniczak, Rogoziński, Garcia. Sędziował: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).
Mecz bez publiczności.
Wisła Kraków – Pogoń Szczecin 2:1
Gole: Benedikt Zech (31 samobójcza), Felicio Brown Forbes (45) – Alexander Gorgon (48). Żółte kartki: Burliga, Sadlok, Medved – Gorgon, Zahović, Bartkowski, Matynia. Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Zagłębie Lubin – Raków Częstochowa 1:2
Gole: Patryk Szysz (13) – Ivi Lopez (29), Sasza Balić (81 samobójcza).
Żółte kartki: Simić, Szysz – Sapała, Jach.
Sędziował: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Mecz bez publiczności.
Lechia Gdańsk – Górnik Zabrze 2:0
Gole: Maciej Gajos (24), Flavio Paixao (41). Żółte kartki: Saief, Kopacz (Lechia).
Sędziował: Damian Sylwestrzak (Wrocław).
Mecz bez publiczności.
Lech Poznań – Śląsk Wrocław 1:0
Gol: Aron Johannsson (57).
Żółte kartki: Tiba – Pich, Piasecki, Celeban, Pawelec.
Sędziował: Daniel Stefański (Bydgoszcz).
Mecz bez publiczności.
Stal Mielec – Cracovia 0:0
Żółte kartki: Granlund, Getinger, Dadok, Tomasiewicz, Forsell – Rodin, Pik. Sędziował: Sebastian Jarzębak (Bytom).
Mecz bez publiczności.
Podbeskidzie Bielsko-Biała – Jagiellonia Białystok 1:1
Gole: Rafał Janicki (13) – Bartłomiej Wdowik (53). Żółte kartki: Danielak – Borysiuk, Pospisil, Augustyn. Sędziował: Szymon Marciniak (Płock).
Mecz bez publiczności.
Piast Gliwice – Warta Poznań 0:1
Gol: Mateusz Kuzimski (58).
Żółte kartki: Pyrka – Kuzimski, Grzesik.
Sędziował: Paweł Gil (Lublin).
Mecz bez publiczności.
UWAGA: Cracovia rozpoczęła rozgrywki z karą – 5 pkt za udział w futbolowej korupcji.

  1. Legia 18 36 31:19
  2. Pogoń 18 35 23:10
  3. Raków 18 31 29:20
  4. Górnik 18 27 22:20
  5. Lechia 18 26 24:22
  6. Śląsk 18 25 22:19
  7. Jagiellonia 18 25 26:28
  8. Zagłębie 18 23 19:20
  9. Warta 18 23 17:20
  10. Lech 18 22 25:24
  11. Wisła P. 17 22 22:25
  12. Wisła K. 18 21 27:25
  13. Piast 18 21 23:22
  14. Cracovia 18 18 19:20
  15. Podbeskidzie 18 17 18:41
  16. Stal 17 15 18:30

Koronawirus w Legii

Tomasz Pekhart otrzymał pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa. Badanie przeprowadzono podczas zgrupowania reprezentacji Czech. Tym samym potwierdziły się podejrzenia, jakie narastały od ponad tygodnia, że stołeczny klub stał się ogniskiem zakażenia. Ale Covid-19 z coraz większą mocą atakuje także inne zespoły.

Pierwsze symptomy u Pekharta pojawiły się już 2 listopada. W przerwie rozegranego 2 listopada zaległego meczu ligowego z Wartą Poznań (3:0) czeski napastnik zgłosił, że ma problemy z węchem, co jest jednym z pierwszych objawów zakażenia Covid-19. Mimo to trener Legii Czesław Michniewicz zmienił go dopiero w 75. minucie. To była lekkomyślna decyzja, bo chociaż Pekhart jest najskuteczniejszym piłkarzem „Wojskowych” i z dorobkiem ośmiu goli prowadzi w klasyfikacji strzelców ekstraklasy, to do przerwy legioniści prowadzili 3:0 i trzymanie na boisku gracza być może rozsiewającego wirusy to był już czysty sabotaż. Nic dziwnego, że decyzja szkoleniowca wzbudziła mnóstwo kontrowersji, zwłaszcza gdy po meczu sam Michniewicz niefrasobliwie wyznał, że także Igor Lewczuk zdradzał przed meczem symptomy zakażenia, lecz ponieważ w zespole nie było kim go zastąpić na pozycji środkowego obrońcy, musiał przeciwko Warcie zagrać.
Po powrocie do Warszawy Pekhart został poddany testom. Gdy wynik okazał się niejednoznaczny, zarządzono powtórne badanie. W minioną niedzielę stołeczny klub poinformował, że czeski napastnik jest zdrowy, ale w ligowym meczu z Lechem Poznań na Łazienkowskiej jednak nie zagrał. Na pozycji napastnik wystąpił Maciej Rosołek, którego w 59. minucie zmienił 19-letni debiutant Kacper Skibicki. I on też w 67. minucie zdobył wyrównującą bramkę dla Legii na 1:1, stając się rzecz jasna bohaterem wieczoru, chociaż zwycięskiego gola na 2:1 w 90. minucie strzelił Rafael Lopez. Pierwsze trafienie w ekstraklasie mogło otworzyć Skibickiemu drogę do występu w kadrze młodzieżowej, niestety, po meczu okazało się, że nastolatek jest zakażony koronawirusem. Z tego samego powodu na zgrupowanie pierwszej reprezentacji nie pojechał Michał Karbownik.
Ale Pekhart na zgrupowanie kadry Czech pojechał i i jak wszyscy powołani zawodnicy został dwukrotnie przebadany na obecność Covid-19. I co ciekawe, pierwszy test dał wynik negatywny, natomiast drugi wykazał u 31-letniego napastnika infekcję wirusem Sars-Cov-2. Legia natychmiast zareagowała publikując komunikat: „Przed rozpoczęciem treningów z kadrą narodową czeska federacja, zgodnie z obowiązującymi przepisami, koordynowała badania zawodników pod kątem wirusa SARS-CoV-2. Wynik testu Tomasa Pekharta był ujemny i pozwolił na jego treningi z reprezentacją. Kolejne badanie przeprowadzone zostało przed meczem z drużyną Niemiec i w tym wypadku wynik okazał się pozytywny. Zawodnik czuje się dobrze i pozostaje pod stałą obserwacją sztabu medycznego” – napisano w oświadczeniu warszawskiego klubu.
Z powodu zakażeń w 9. kolejce PKO Ekstraklasy odwołano aż cztery spotkania: Podbeskidzia z Zagłębiem Lubin, Lechii ze Śląskiem, Górnika z Piastem Gliwice oraz Wisły Płock z Pogonią Szczecin. Ponieważ sytuacja w Podbeskidziu i Pogoni oraz Śląsku i Górniku była pod kontrolą, władze PKO Ekstraklasy wyraziły zgodę na rozegranie przez te zespoły awansem spotkań z następnej, 10. kolejki. To co prawda powiększy jeszcze i tak już spory bałagan w tabeli, ale to chyba najmniejszy problem w tym naprawdę zwariowanym przez Covid-19 czasie.

PKO Ekstraklasa: Trzy mecze odwołane

W rozegranej w miniony weekend 6. kolejce nie odbyły się dwa spotkania. Z powodu zakażeń koronawirusem w Wiśle Kraków odwołano mecz z Lechią Gdańsk, a po wykryciu wirusa u graczy Warty Poznań odwołano mecz z Legią.

Jak poinformowała spółka Ekstraklasa SA, odwołanie niedzielnego spotkania 6. kolejki między Wartą Poznań a Legią Warszawa zostało spowodowane potwierdzonymi przypadkami zakażenia Covid-19 w poznańskim zespole. W tygodniu poprzedzającym mecz u jednej z osób z ekipy Warty stwierdzono objawy zakażenia. Zgodnie z obowiązującą w takich sytuacjach procedurą medyczną została ona odizolowana i skierowana na badania, które potwierdziły obecność koronawirusa. Klub był w stałym kontakcie z Komisją Medyczną PZPN, więc gdy w sobotę okazało się, że u trzech kolejnych osób wykazujących objawy zakażenia testy wykazały obecność koronawirusa, a w dniu meczu u jeszcze trzech, w tej sytuacji nie było możliwości, żeby mecz Warty z Legią odbył się w wyznaczonym terminie. Wcześniej także z powodu zakażenia Covid-19 odwołano dwa inne mecze 6. kolejki – Pogoni Szczecin z Jagiellonią Białystok oraz Wisły Kraków z Lechią Gdańsk.
Departament Logistyki Rozgrywek Ekstraklasy podał już terminy rozegrania zaległych spotkań. Przełożone w 5. kolejce z powodu występu w europejskich pucharach spotkania: Legii Warszawa ze Śląskiem Wrocław i Lecha Poznań z Pogonią Szczecin, zostaną rozegrane odpowiednio 21 października i 16 grudnia. Natomiast przełożone z powodu koronawirusa spotkania 6. kolejki zostaną rozegrane 28 października (Wisła Kraków – Lechia Gdańsk), 30 października (Pogoń Szczecin – Jagiellonia Białystok) i 3 listopada (Warta Poznań – Legia Warszawa).
A po rozegranych w 6. kolejce meczach doszło do zmiany na pozycji lidera. Niepokonany Górnik w końcu znalazł pogromcę, przegrywając na wyjeździe z Zagłębiem Lubin 0:2. Z potknięcia zabrzan skorzystała drużyna Rakowa Częstochowa, która na stadionie w Bełchatowie pokonała Wisłę Płock 3:0 i mając tyle samo punktów, co Górnik (13), wyprzedziła go lepszym bilansem bramkowym (15:7 do 12:5).

Warta w ekstraklasie

Warta Poznań jako ostatni zespół dołączyła do PKO Ekstraklasy. W rozegranym w miniony piątek na stadionie w Grodzisku Wielkopolskim finałowym meczu barażowym z Radomiakiem Radom poznańska drużyna wygrała 2:0 i po 25 latach przerwy wróciła do klubowej elity.

Najwyższą klasę rozgrywkową w naszym kraju, wówczas była to licząca 18 zespołów I liga, warciarze opuścili po sezonie 1994/1995 zajmując ostatnie miejsce. Co ciekawe, mistrzowski tytuł w tamtych rozgrywkach wywalczyła Legia Warszawa, drugi był Widzew Łódź, a trzeci GKS Katowice, zaś z Wartą do niższej ligi spadły jeszcze zespoły Ruchu Chorzów, Stali Stalowa Wola i Petrochemii Płock (dzisiaj gra pod szyldem Wisły Płock). Utrzymały się natomiast, oczywiście oprócz czołowego tercetu, Zagłębie Lubin, Górnik Zabrze, Lech Poznań, ŁKS Łódź, Pogoń Szczecin, Hutnik Kraków, Sokół Pniewy, Stal Mielec, Olimpia Poznań, Raków Częstochowa i Stomil Olsztyn.
Na powrót do elity piłkarze Warty Poznań musieli czekać 25 lat. W miniony piątek drużyna prowadzona od 19 czerwca 2019 roku przez trenera Piotra Tworka wreszcie dopięła celu. Przez te ćwierć wieku ekipa warciarzy przechodziła wiele trudnych chwil. Po degradacji z I ligi rok później zaliczyła kolejny spadek, tym razem do trzeciej ligi i na tym poziomie rozgrywek występowała do 2007 roku. Wtedy w klubie pojawiła się Izabela Łukomska-Pyżalska, była fotomodelka „Playboya”, ale też właścicielka firmy deweloperskiej.
Dzięki niej o Warcie zrobiło się głośno w całej Polsce, ale sukces medialny nie przełożył się na sukces sportowy. Zamiast kolejnych awansów „Zieloni” w sezonie 2012/2013 spadli na trzeci poziom ligowy w Polsce, a potem na domiar złego z powodu kłopotów licencyjnych zjechali jeszcze o jedną klasę rozgrywkową niżej, w której spędzili dwa kolejne sezony. Ale potem odbili się od dna i wywindowali się na zaplecze ekstraklasy. Klub miał jednak mnóstwo długów, dlatego Izabela Łukomska-Pyżalska w końcu się poddała i sprzedała swoje udziały. Kupił je od niej za symboliczną kwotę biznesmen Bartłomiej Farjaszewski. Pod jego rządami zespół, który jeszcze rok temu walczył o utrzymanie się w pierwszej lidze, w tym sezonie wywalczył awans do ekstraklasy. Autor tego sukcesu jest 45-letni Piotr Tworek, który trenerskiego rzemiosła uczył się jako asystent od takich znanych trenerów, jak Bogusław Baniak, Czesław Jakołcewicz, Artur Płatek i Jarosław Araszkiewicz.
Największym problemem Warty jest brak własnego stadionu spełniającego wymogi licencyjne ekstraklasy. Dlatego przez cały sezon musieli w roli gospodarza występować gościnnie w Grodzisku Wielkopolskim. Lech Poznań nie zgodził się na udostępnienie warciarzom swojego obiektu przy Bułgarskiej, dlatego Warta w ekstraklasie także będzie domowe mecze rozgrywać w Grodzisku, ale dzięki temu po 12 latach przerwy na stadionie Groclinu Dyskobolii znów rozgrywane będą spotkania w najwyższe klasie rozgrywkowej. W 2008 roku właściciel tego klubu, Zbigniew Drzymała, sprzedał licencję na grę w ekstraklasie Polonii Warszawa, a sam wycofał się z futbolu.
Warta nowy sezon zainauguruje 23 sierpnia meczem przed własną publicznością z Lechią Gdańsk, ale już w czwartej kolejce (19-20 września) na Bułgarskiej dojdzie do pierwszego od 25 lat derbów Poznania w ekstraklasie. W ostatnim spotkaniu tych drużyn w sezonie 1994/1995 Warta pokonała Lecha na jego stadionie 2:1.

Koniec sezonu w I lidze

W minioną sobotę zakończyły się rozgrywki w I lidze piłkarskiej. Pierwsze miejsce zajęła Stal Mielec, która dzięki wygranej 4:1 z Chojniczanką oraz porażce Podbeskidzia 0:1 z Chrobrym Głogów, na finiszu wyprzedziła bielszczan w tabeli. Oba zespoły już wcześniej zapewniły sobie bezpośredni awans do ekstraklasy. Z ligi spadły Olimpia Grudziądz, Chojniczanka Chojnice i Wigry Suwałki.

Przed ostatnią, 34. kolejką I ligi liderem tabeli była drużyna Podbeskidzia, która wyprzedzała Stal o jeden punkt. W sobotę doszło do zmiany prowadzącego, bo mielczanie rozbili u siebie zdegradowaną już wcześniej Chojniczankę 4:1 i z dorobkiem 67 punktów zajęli ostatecznie pierwsze miejsce, natomiast bielszczanie ulegli na swoim stadionie Chrobremu Głogów 0:1 i z 65 pkt na koncie skończyli sezon na drugiej pozycji. Głogowianom zwycięstwo w Bielsku-Białej nic ostatecznie nie dało, bo chociaż poprawili swój dorobek do 49 pkt, to zajmująca szóstą lokatę ekipa Bruk-Betu Nieciecza także pokonała na swoim boisku Odrę Opole 1:0 i dzięki temu skończyła rozgrywki z 50. „oczkami” na koncie. Zespół z Niecieczy zajął więc ostatnie z czterech miejsc w barażach o ekstraklasę i już we wtorek 28 lipca zagra na wyjeździe z trzecią w stawce Wartą Poznań (60 pkt), natomiast w drugiej barażowej parze czwarty Radomiak Radom (57 pkt) podejmie u siebie Miedź Legnicę (51 pkt). Oba spotkania transmitowane będą na kanałach sportowych Polsatu. Zwycięzcy tych potyczek zmierzą się w piątek 31 lipca w bezpośrednim meczu, którego zwycięzca w przyszłym sezonie zagra w PKO Ekstraklasie. Jeśli los w tej rywalizacji uśmiechnie się do Radomiaka, to kibice tej drużyny na jej domowe mecze w ekstraklasie będą jeździć do Warszawy na stadion Legii, bo Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN wyraziła zgodę, żeby w roli gospodarza tam radomianie grali mecze w ekstraklasie.
Przed sobotnią kolejką niemal wszystko jasne było już także na dole tabeli. Szanse na utrzymanie nie miały już zdegradowane wcześniej drużyny Wigier Suwałki i Chojniczanki Chojnice, ale Olimpia Grudziądz mogła się jeszcze uratować przed spadkiem. Warunkiem była porażka GKS Bełchatów z GKS Tychy (warunek spełniony, bo tyszanie wygrali 1:0) oraz zwycięstwo Olimpii z Sandecją Nowy Sącz. Tu jednak piłkarze z Grudziądza zawalili sprawę i po remisie 0:0 spadli do II ligi.
Ostateczna kolejność na miejscach od 7. do 18.: 7. Chrobry Głogów (49 pkt), 8. Puszcza Niepołomice (48), 9. GKS Tychy (47), 10. Stomil Olsztyn (46), 11. Zagłębie Sosnowiec (44), 12. Sandecja Nowy Sącz (44), 13. Odra Opole (42), 14. GKS Jastrzębie (410, 15. GKS Bełchatów (40), 16. Olimpia (40), 17. Chojniczanka (30), 18. Wigry (26). W nowym sezonie w I lidze GKS Bełchatów zagra z karą dwóch ujemnych punktów za „naruszenie dyscypliny procesu licencyjnego”.
W nowym sezonie w I lidze zobaczymy w akcji spadkowiczów z ekstraklasy, czyli ŁKS Łódź, Koronę Kielce i Arkę Gdynia oraz trzy zespoły z II ligi. Wiadomo już, że będą to ekipy Górnika Łęczna i Widzewa Łódź, które wywalczyły bezpośrednią promocję zajmując odpowiednio pierwszą i drugą lokatę. Łódzki zespół awansował mimo porażki u siebie ze Zniczem Pruszków 0:1. Niezadowoleni z postawy zespołu kibice Widzewa wygwizdali go, a piłkarzy wulgarnie zwyzywali.O trzecie miejsce premiowane awansem już w najbliższy wtorek powalczą drużyny trzeciego w tabeli GKS Katowice z szóstą Olimpią Elbląg oraz czwartej Bytovii Bytów z piątą Resovią. Zwycięzcy tych meczów zagrają o awans w piątek 31 lipca. Wszystkie trzy spotkania transmitowane będą przez TVP Sport.

Stal Mielec dołączyła do Podbeskidzia

Zespół Podbeskidzia Bielsko-Biała zapewnił sobie awans do ekstraklasy w minioną środę, pokonując w 33. kolejce Odrę Opole 4:3. Dwa dni później osiągnięcie bielszczan powtórzyli gracze Stali Mielec, którzy w ramach 33. kolejki wygrali na wyjeździe z Zagłębiem Sosnowiec 3:0. Podbeskidzie zagra w najwyższej klasie rozgrywkowej po czterech latach przerwy, natomiast mielecka Stal, dwukrotny mistrz Polski, aż po 24 sezony.

Na ten dzień kibice w Mielcu czekali 24 lata, bo tyle czasu minęło od spadku zespołu z ekstraklasy. Stal Mielec to jeden z najbardziej utytułowanych polskich klubów. Dwukrotny mistrz kraju – w sezonie 1972/1973 i 1975/1976, a także wicemistrz z sezonu 1974/1975 roku. W 1976 mielczanie do mistrzowskiego tytułu w lidze dorzucili triumf w Pucharze Polski oraz awans do ćwierćfinału Pucharu UEFA. Piłkarzami Stali byli w tamtych czasach wybitni reprezentanci Polski, m.in. Andrzej Szarmach, Grzegorz Lato, Henryk Kasperczak i Jan Domarski.
W wygranym 3:0 spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec gole dla mieleckiego zespołu strzelili Michał Żyro (dwa) oraz Mateusz Mak. Obaj ci piłkarze mają za sobą występy w klubach ekstraklasy – Żyro to były piłkarz Legii Pogoni i ostatnio Korony, natomiast Mak grał w Piaście Gliwice. Po tym zwycięstwie Stal ma na koncie 64 punkty i na kolejkę przed końcem rozgrywek cztery „oczka” przewagi nad trzecią w tabeli Wartą Poznań. Dla przypomnienia – bezpośredni awans do ekstraklasy uzyskują dwa pierwsze zespoły w I lidze, natomiast o trzecie bój w barażach stoczą zespoły, które na koniec rozgrywek zajmą miejsca od trzeciego do szóstego.
Po 33. kolejce było też przesądzone, że zespół Warty zakończy zmagania na trzecim miejscu, bo poznański zespół miał bezpieczną przewagę punktową nad czwartym w tabeli Radomiakiem Radom i piątą Miedzią Legnica. Te dwa zespoły też miały zapewnione udział w barażach o ekstraklasę. Ostatnią niewiadomą było to, która drużyna ostatecznie zajmie szóstą lokatę – szansę na to miały jeszcze Bruk-Bet Nieciecza, Chrobry Głogów, Puszcza Niepołomice i GKS Tychy. Z I ligi już wcześniej spadły Wigry Suwałki i Chojniczanka Chojnice, a ich los wciąż może podzielić jeden z sześciu zespołów – Odra Opole, Olimpia Grudziądz, GKS Bełchatów, GKS Jastrzębie i Zagłębie Sosnowiec.