Przepaść

Smutny dziś jestem. Dzień mam dobry, a przynajmniej miałem do teraz. Przyjechałem z kapelą do Kazimierza Dolnego. Zjadłem dobre rzeczy u miłych ludzi w knajpie i jeszcze milsze rzeczy wypiłem. Na szczęście idę dziś do roboty na nocną zmianę, także spokojnie mogłem sobie przy obiedzie pofolgować, bo przed pobraniem narzędziówki i włożeniem drelichu bąbelki odparują. W hotelu przeczytałem, że odnaleźli ciało chłopca, którego szukali od tygodnia, co raczej było do przewidzenia. Podobnie jak to, że lewica pójdzie do wyborów osobno, bo Platforma jej nie zechce. Ale żeby jedna lewica nie chciała drugiej, tego już zdzierżyć nie mogę…Ongiś Sham 69 śpiewał, że jeśli dzieciaki się zjednoczą, to nigdy już nie będą podzielone. Podobne sentencje można wyczytać na sztandarach ruchu skinheads (nie mylić z nazistami) i rudeboys: zjednoczeni jesteśmy razem, podzieleni giniemy. Naprawdę, nie trzeba zbyt rozległej, książkowej wiedzy, żeby zrozumieć sens tych prostych słów. Skoro młodzież ulicy mogła je pojąć, to czemu nie kształcony polityk. No i tu, Szanowni Państwo, okazuje się, że, idąc tropem cytatów z mojego podwórka, wieszcząc za Robertem Brylewskim, ambicja to twoja szalona religia, jeśli odpowiednio wcześniej nie założysz jej na ryj kagańca. A dalej to już bardzo prosto. Wystarczy połączyć kropki.
Włodzimierz Czarzasty czekał, czekał, spoglądał na zegarek, a Platforma, ofuknięta przez PSL, zabrała swoje zabawki i poszła na front samotnie, razem z przybocznymi, ku, mam wrażenie, Włodzimierza Czarzastego wielkiemu rozczarowaniu. Bo miast czekać na to, co zrobi PO i ustawiać się na dzień dobry w roli petenta Grzegorza Schetyny, warto było wprzódy brać się do rozmów z Biedroniem i Zandbergiem. A tak w Polskę leci komunikat, że wobec braku lepszego pomysłu na swoje własne przetrwanie, SLD dogaduje się z resztą liczącej się lewicy z konieczności, a uśmiechy do kamer wszystkich trzech liderów są cedzone przez zęby, za pomocą których chwilę po ogłoszeniu klęski wyborczej, wszyscy naraz rzucą się sobie do gardeł. Jakby tego było mało, lewica kanapowa od Palikota, Borowskiego i reszty, podnosi larum, że oni też wszak mają serca po właściwych stronach, a nikt z nimi nie chciał nawet usiąść do stołu, wobec czego obrażają się i zabierają ze sobą swoje 0,25 proc., powołując kolejny lewicowy blok, z nazwy jakby skądś znajomy. Jak było naprawdę i kto z kim do rozmów nie przystąpił-czy Czarzasty z Palikotem, czy na odwrót, dziś nie powinno to raczej już nikogo interesować. Najbardziej przykry w tym żałosnym galimatiasie jest fakt, że przed ogromnym, dziejowym niebezpieczeństwem, jakim jest wygrana PiS-u w kolejnych wyborach, a tym samym niemal pewna anihilacja myśli lewicowej z parlamentu na kolejne lata, przywódcy polskiej lewej strony zaczynają się dzielić, miast jednoczyć, a sukcesu w wyborach upatrują w Schetynie, zamiast w postępowej myśli i programie.
Może to ja jestem zbyt naiwny, albo nawet zbyt głupi kiedy myślę sobie, że skoro na czymś człowiekowi zależy bardzo, to winien usuwać z drogi wszelkie przeszkody i dążyć do celu, miast te przeszkody mnożyć i szukać dziury w całym. Jeśli, idąc tym moim, chłopskim tokiem myślenia, polskiej lewicy i jej ludziom z wierchuszki zależy na tym, żeby wejść do Sejmu, to powinni robić wszystko, żeby się ze sobą dogadać i pokazać ludziom, że są razem i nadrzędnym celem jest dla nich wizja Polski progresywnej i nowoczesnej, a przy okazji mają pomysł na to, jak do tego kraj nasz umiłowany doprowadzić (o ile mają). Tymczasem posyła się pod strzechy obraz dwóch synów z jednej matki, jednego większego, a drugiego mniejszego, którzy w obliczu rychłej śmierci seniorki żrą się jak pies z kotem o to, którego z nich mamusia bardziej za życia kochała i który ma większe prawo do nazwiska, chociaż obaj za młodu nie grzeszyli skromnością i pomyślunkiem. To nie ma się prawa udać. I się nie uda, jeśli nadal zamiast jednoczyć się i zwyciężać prawdziwych nieprzyjaciół (kolejny cytat), towarzystwo będzie robić politykę dla polityki. W imię prywaty, ambicji czy fałszywie pojętego honoru. Nie usiądę z nim do stołu, bo mnie obraził, a pamiętliwy jestem srodze i nie wybaczę. Ludzie, opamiętajcie się! Niedługo nie zostanie po Was pyłek w książce do historii, jak ktoś wreszcie nie pojmie, że wiedziecie samych siebie na szafot. Nikt po Was nie zapłacze. Nie wiem jak wy Panowie i Panie, ale jak patrzę na to jak się kłócicie i dzielicie między sobą, w tle głowy brzęczy mi sardoniczny chichot Jarosława Kaczyńskiego, który pęka ze śmiechu, gdy Was widzi.
Idąc obok siebie a nie z sobą, pokazujecie ludziom którym lewicowe ideały nadal są bliskie, że niewiele się różnicie od swoich konkurentów z PO czy z PiS. Aaaa, bo może któryś z was zapomniał: jedno i drugie indywiduum jest bowiem swoim bliźniaczym odbiciem. Tyle jest w PO lewicy co w PiS-ie i odwrotnie. Dobrze, że z musu nie idziecie z nimi już pod rękę, ale żeby nie umieć się dogadać między sobą w obliczu dni ostatnich, to już nawet nie grzech, ale wstyd.
Jarek Ważny

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”