Wiatr od morza

Ustawa odległościowa zahamowała stawianie wiatraków energetycznych na lądzie. Ale na morzu jeszcze się nie pojawiają.
Inwestycje w farmy wiatrowe mają stanowić jeden z ważniejszych filarów projektowanej zmiany modelu polskiej energetyki, o której opowiada rząd. Jednakże Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej alarmuje, że uwolnienie potencjału energetyki opartej na wietrze będzie niemożliwe bez nowelizacji obecnych przepisów.
– Bez zmian w prawie może nie powstać żadna nowa elektrownia wiatrowa. Projekt Nowego Ładu stawia ambitne cele przed polską energetyką wiatrową, ale obecnie obowiązujące przepisy, a w szczególności ustawa 10h, właściwie uniemożliwia realizację projektów wiatrowych na lądzie – ostrzega Janusz Gajowiecki, prezes PSEW.
Być może pan prezes martwi się trochę niepotrzebnie, bo „może nie powstać” to jednak nie to samo co „nie może powstać”. Faktem jest jednak, że zapisy ustawy mówiącej o minimalnej odległości wiatraków prądotwórczych od ludzkich zabudowań, są konsekwentnie krytykowane przez lobby pro-wiatrowe. Wspomniana ustawa 10 h stanowi zaś, że minimalna odległość nowej elektrowni wiatrowej od zabudowań mieszkalnych nie może być mniejsza niż dziesięciokrotność całkowitej wysokości wiatraka energetycznego.
Wiatraki energetyczne mają wysokość od około 140 do maksymalnie 160 metrów (tak wysokich w Polsce jeszcze nie ma). Dziesięciokrotność to zatem średnio 1,5 kilometra. Nie jest to jakaś porażająca odległość, ale jak widać, bardzo przeszkadza firmom stawiającym farmy wiatrowe. W rezultacie, wszyscy zainteresowani stawianiem wiatraków narzekają, że jeśli zmiany w przepisach nie wejdą w życie, krajowy model energetyczny nadal będzie oparty o emisyjne źródła, czyli gaz i węgiel, które według dokumentów rządowych powinny być stopniowo redukowane i zastępowane zielonymi oraz odnawialnymi.
Nowelizacja ustawy, przygotowana przez niedawno odwołaną z rządu wiceminister rozwoju, pracy i technologii Annę Kornecką, przewiduje, że nie będzie całkowitego odejścia od zasady dziesięciokrotności, ale zostanie także wprowadzona minimalna odległość 500 m – czyli sporo mniejsza, niż wynikałoby z dziesięciokrotności wysokości wiatraków. Jeśli taka będzie wola gmin i okolicznych mieszkańców, to na mocy miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego możliwe będzie odchodzenie od zasady dziesięciokrotności. Jednakże ta nowelizacja ani nie budzi entuzjazmu lobby pro-wiatrowego, ani nie wiadomo, kiedy miałaby zostać uchwalona.
Powiedzieć, że nowelizacja „nie budzi entuzjazmu” to jednak za mało. Jest ona po prostu ostro krytykowana rzez branżę wiatrową, bo wedle projektowanych przepisów, nowe elektrownie wiatrowe miałyby być budowane wyłącznie na podstawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego – a nie jak obecnie, na mocy negocjacji z właścicielem terenu. Biorąc od uwagę, że większość gmin w Polsce nie ma miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, a ich tworzenie ślimaczy się latami, wspomniana nowelizacja mogłaby być ostatnim gwoździem do trumny energetyki wiatrowej w naszym kraju.
Inwestycje wiatrowe, które dziś wchodzą w fazę budowy to projekty rozpoczęte jeszcze przed wprowadzeniem wspomnianej ustawy 10 H. Od 2016 roku, czyli od roku wejścia w życie tej ustawy, rozpoczęto tylko nieliczne nowe inwestycje wiatrowa w Polsce. Coraz więcej mówi się natomiast o wiatrakach na morzu, gdzie nie trzeba się martwić dziesięciokrotnością odległości.
Morska energetyka wiatrowa to potencjał około 28 Gigawatów, które mogłyby zostać zainstalowane do 2050 roku. Wiatr z Bałtyku przyczyni się do poprawy stanu bezpieczeństwa energetycznego kraju. Tyle że, jak to zwykle pod rządami PiS, wciąż mowa o przyszłości, a nie o już osiągniętych wynikach. Przewiduje się, że pierwsze prace przy stawianiu wiatraków na polskim obszarze morskim rozpoczną się w roku 2024.

Gospodarka 48 godzin

Chemiczne inwestycje
O 10 proc. wzrosły nakłady inwestycyjne w najważniejszych sektorach polskiego przemysłu chemicznego w 2020 roku w stosunku do 2019 r. Istotną część tych inwestycji stanowią rozwiązania proekologiczne, zaś aż 85 proc. z nich związanych jest z ochroną powietrza atmosferycznego i klimatu. – Znaczna część nakładów przeznaczana jest na poprawę bezpieczeństwa w produkcji i dystrybucji substancji chemicznych oraz wdrażanie nowoczesnych technologii prośrodowiskowych. Świat dąży do zrównoważonego rozwoju, stara się być bardziej „eko”, a Polska Chemia, jako sektor kluczowy i odpowiedzialny społecznie, chce dawać dobry przykład. Niestety nie zawsze widać, jak jest duży, bo nie zauważamy na co dzień nowych materiałów, lekkich tworzyw, biopaliw, itp. Zielonej rewolucji bez chemii nie będzie – uważa dr. Tomasz Zieliński, prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego. Inwestycjom służą unijne programy FENG i FEnIKS, dzięki którym możliwe będzie wsparcie badań i rozwoju – co stworzy nadzieję, że przedsiębiorstwa chemiczne w Polsce będą w stanie dalej się rozwijać.

Wiatrowy lobbying
Ogólnopolskie Porozumienie Organizacji Samorządowych apeluje o zmiany w tzw. ustawie odległościowej. OPOS uważa, że obecne przepisy mocno hamują rozwój energetyki wiatrowej ze szkodą dla inwestorów. Przepisy te mają jakoby sprawiać również, że niemożliwa jest budowa obiektów mieszkalnych w wielu gminach. Za przyjęciem takiego stanowiska przez OPOS mocno lobbowały firmy stawiające wiatraki energetyczne, licząc na to, że zniesienie dotychczasowych przepisów ograniczających, ze względu na ludzkie zdrowie, dowolność zakładania farm wiatrowych, umożliwi im znaczne zwiększenie obrotów i zysków. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej zrzeszające około 100 większych firm działających na rynku energetyki wiatrowej w naszym kraju uważa, że obecnie obowiązujące przepisy zatrzymały na różnych etapach projekty lądowych farm wiatrowych o łącznej mocy około 4,1 Gigawatów, które pozwoliłyby na zaopatrzenie w zieloną energię blisko 5 mln polskich gospodarstw domowych. Ustawa blokuje jednak lokalizację elektrowni wiatrowych. Z apelem o jej nowelizację już od wielu miesięcy do ustawodawcy próbuje dotrzeć branża wiatrowa. – Od lat zwracamy uwagę na wadliwość tzw. ustawy odległościowej i podkreślamy wagę jej nowelizacji zarówno dla polskiego sektora elektroenergetycznego, jak i rozwoju samorządów – podkreśla Janusz Gajowiecki, prezes PSEW. Wprawdzie nie bardzo wiadomo, jak nieograniczone stawianie farm wiatrowych ma się do „rozwoju samorządów”, ale PSEW uważa, że obecne przepisy dotyczące wymaganej minimalnej odległości pomiędzy turbiną, a gospodarstwem domowym całkowicie odebrały decyzyjność gminom i ich mieszkańcom w zakresie planowania przestrzennego. – Naszym zdaniem plany zagospodarowania przestrzennego powinny być zgodne z kierunkiem rozwoju jednostek samorządu terytorialnego i przede wszystkim uwzględniać interesy mieszkańców, zachowując przy tym bezpieczną odległość. Nowelizacja ustawy odległościowej jest konieczna nie tylko ze względu na rozwój zielonej energii z wiatru, która jest dziś najtańszym źródłem energii elektrycznej w Polsce, ale także z powodu korzyści płynących dla lokalnych społeczności – dodaje prezes PSEW. Pytanie, jak ewentualna nowelizacja wpłynie na stan zdrowia i kondycję psychiczną lokalnych społeczności, które będą musiały mieszkać blisko wiatraków?

Odpowiedź zna wiatr

Czy wiatraki energetyczne rzeczywiście pozwolą na ograniczanie roli węgla w naszym kraju?

Polska czeka na możliwość szybszego rozwoju produkcji zielonej energii z wiatru. Wprawdzie rząd PiS uporczywie konserwuje węglowy skansen energetyczny, ale przybywa wyrw w tym systemie. – Po trzech latach przestoju, pełną parą ruszyła realizacja projektów wiatrowych na lądzie, które uzyskały już wsparcie w aukcjach przeprowadzonych w latach 2018-2020. W efekcie przybędzie 4200 megawatów nowych mocy wytwórczych, które już wkrótce zasilą polski system czystą i tanią energią. Już dzisiaj te inwestycje wzmacniają krajową gospodarkę, generując nowe miejsca pracy i wpływy podatkowe dla samorządów i budżetu państwa, a także dodatkowe przychody dla właścicieli działek – mówi Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.
Wydaje się jednak, że jest to zbyt optymistyczna opinia, gdyż istnieje jedynie możliwość, że w bieżącym roku zielone światło na budowę uzyskają projekty pozwalające zainstalować (na lądzie) około 900 megawatów nowych mocy wiatrowych. Potencjalni inwestorzy i firmy produkujące tę zieloną energię uważają jednak, że wymaga to liberalizacji tzw. ustawy odległościowej – z czym trudno się zgodzić, bo wprowadziła ona dosyć racjonalne rozwiązania, blokujące stawianie wiatraków tam gdzie mogłoby to być szkodliwe dla ludzi i środowiska.
Koniec minionego roku przyniósł natomiast uchwalenie przez Sejm ustawy o wspieraniu morskiej energetyki wiatrowej, która na początku 2021 roku została jednogłośnie przyjęta przez Senat. Dzisiaj – po podpisaniu ustawy przez prezydenta – jest to już obowiązujące prawo, które otwiera drogę do postawienia pierwszych 5,9 GW (1 gigawat = 1000 megawatów) do 2030 r. w polskiej części Bałtyku, a następnie kolejnych 5 GW – do 2040 r.
Tak więc, dzięki wejściu w życie ustawy dającej podstawy do stawiania wiatraków na morzu, otworzyła się droga do realizacji takich inwestycji w polskiej części Bałtyku. Jest to jednak droga daleka, bo kto to może przewidzieć, co będzie w 2030 r.?. Na razie rozpoczęły się działania papierowe.
­- Przedstawiciele inwestorów oraz przemysłu rozwijanego wokół energii wiatrowej podpisali z Ministerstwem Klimatu i Środowiska list intencyjny w sprawie wypracowania porozumienia sektorowego na rzecz morskiej energetyki wiatrowej, który ma stymulować kolejne polskie firmy do włączania się w łańcuch dostaw. Oprócz tego, państwa regionu Morza Bałtyckiego, w tym Polska, podpisały z Komisją Europejską deklarację, zobowiązując się do współpracy na rzecz maksymalnego wykorzystania potencjału energetycznego morza – wyjaśnia Kamila Tarnacka wiceprezes PSEW.
Zapotrzebowanie na niskoemisyjną i, dzięki rozwiązaniom administracyjnym, atrakcyjną cenowo energię elektryczną, systematycznie rośnie. Zakłady przemysłowe działające w Polsce chcą budować swoją przewagę konkurencyjną w oparciu o prąd z odnawialnych źródeł energii, kupując go bezpośrednio od wytwórcy. Trwają starania o zmianę uwarunkowań prawnych rozwoju sektora wiatrowego w naszym kraju i korzystniejsze reguły finansowania zielonych inwestycji. – Rząd podjął pracę nad nowelizacją ustawy odległościowej. Spodziewamy się, że w pierwszej połowie 2021 roku zostanie usunięta główna bariera blokująca rozwój nowych mocy wiatru na lądzie w Polsce – dodaje prezes Janusz Gajowiecki.
Pytanie, czy rzeczywiście jest to ta główna bariera? Nową szansą dla rozwoju energetyki wiatrowej w naszym kraju może być konieczność odbudowy polskiej gospodarki po po pandemii Covid – 19, a także rola tej technologii w realizacji unijnego, Europejskiego Zielonego Ładu.