Co ze zdrowiem Assange’a?

Twórca WikiLeaks jest w fatalnej kondycji zdrowotnej – w więzieniu czeka go śmierć. Lekarze apelują o przeniesienie Juliana Assange’a z zakładu karnego Belmarsh do szpitala.

List otwarty został skierowany do brytyjskiej ministry spraw wewnętrznych (home secretary) Priti Patel. Sygnatariusze swoją ocenę sytuacji oparli o „wstrząsające relacje naocznych świadków”, którzy towarzyszyli australijskiemu dziennikarzowi i wydawcy WikiLeaks 21 października, podczas rozprawy w londyńskim sądzie oraz późniejszy raport Nilsa Melzera, specjalnego sprawozdawcy ONZ ds. tortur.
„Niniejszy list otwarty powstaje po to, aby wyrazić nasze bardzo poważne obawy o stan zdrowia, zarówno fizycznego jak i psychicznego Juliana Assange’a” – czytamy w szesnastostronicowym dokumencie.
„Assange wymaga natychmiastowej diagnostyki (…) Wszelkie wskazane przez specjalistów leczenie powinno być wdrażane w odpowiednio wyposażonym ośrodku i przez kompetentny personel” – dodają lekarze.
„Jeżeli nie dojdzie do pilnej oceny stanu zdrowia Juliana Assange’a i leczenie nie zostanie podjęte należy obawiać się – na podstawie dotychczas ujawnionych materiałów i dowodów [dot. stanu zdrowia założyciela WikiLeaks – przyp. red.] – że może on umrzeć w więzieniu. Okoliczności medyczne są alarmujące. Nie ma czasu do stracenia” – podsumowują sygnatariusze.
Wśród nich są lekarze z USA, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Włoch i Niemiec, jest nawet jeden lekarz z Polski, który pracuje w Zjednoczonym Królestwie.

W sprawie śmierci Kosteckiego

W opozycji do informacji, przekazywanych przez Prokuraturę Krajową, która opierając się na opinii sporządzonej przez biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w Warszawie utrzymuje, jakoby śmierć Dawida Kosteckiego nastąpiła w wyniku samobójstwa, diametralne inne ustalenia przedstawiają pełnomocnicy rodziny byłego pięściarza.

Do śmierci Dawida Kosteckiego, dla wielu wciąż bardzo zagadkowej, doszło w Areszcie Śledczym w Warszawie — Białołęce. Ciało popularnego „Cygana” nad ranem w dniu 2 sierpnia miał zauważyć jeden ze współosadzonych, których miało być trzech w celi. Według oficjalnej wersji 38-latek był przykryty kocem, a powiesił się na pętli z prześcieradła zaczepionej o górne łóżko.
Kostecki w Rzeszowie odsiadywał wyrok 5 lat i 100 dni pozbawienia wolności, a do stolicy został przetransportowany w połowie czerwca na wniosek prokuratury, gdzie miał być świadkiem w sprawie Tomasza G., który przebywał w tym samym areszcie. Do końca wyroku „Cyganowi” pozostawały dwa lata, a o przedterminowe zwolnienie mógł się ubiegać już za dziewięć miesięcy.
Udało nam się ustalić, że wbrew temu, co mówi prokuratura, na ciele zmarłego jest szereg śladów wskazujących na walkę przed śmiercią i udział osób trzecich w jego zgonie. Są to otarcia naskórka i krwiaki. Krwiaki są między innymi na prawym ramieniu, na ręce, na grzbiecie i są otarcia na nodze — powiedział mec. Jacek Dubois, a następnie przedstawił możliwą hipotezę, jak mogło dojść do śmierci Kosteckiego, opierając się na analizie tych śladów z lekarzami, z kryminologami.

Czy możliwe jest, że Dawid Kostecki został zamordowany, a jego samobójstwo upozorowane?

Oczywiście, że tak. Jako jeden z podstawowych błędów organów ścigania dostrzegam zaniechanie dokładnego zbadania dwóch nakłuć na karku denata. Elementarną kwestią w tym wypadku (już w czasie sekcji zwłok) powinno stać się pytanie, czy rany te miały charakter drążący do wnętrza ciała, czy były jedynie powierzchownymi urazami, powstałymi np. w wyniku ukąszenia owada?
Jeśli były to nakłucia drążące, to istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że powstały one w wyniku wkłucia, przy którego okazji denatowi osoba trzecia mogła podać środek zwiotczający mięśnie lub pozbawiający świadomości. Na okoliczność tę powinna zostać przeprowadzona jak najszybciej po zgonie analiza toksykologiczna, której zaniechano. Czas rozpadu pewnych środków chemicznych w organizmie jest bardzo szybki (nie mówimy przecież o związkach ołowiu, których czas połowicznego rozpadu w organizmie wynosi nawet 20 lat). Istnieją środki chemiczne, których okres półtrwania w organizmie wynosi kilka godzin, nawet kilka minut, później zaś substancje te są niewykrywalne.
W ponad połowie przypadków organa ścigania nie ustalają stanu świadomości zmarłego, tj. czy był on w chwili śmierci trzeźwy, pod wpływem alkoholu, substancji psychotropowych albo innych środków wpływających na świadomość. Dawniej, gdy przestępcami byli zwykle słabo wykształceni „chuligani” ewentualne pozorowanie przez nich śmiertelnych wypadków przyjmowało karykaturalne kształty, jak np. obmycie i zaklejenie rany po pchnięciu nożem, a następnie przekonywanie lekarzy pogotowia, że zmarły miał zawał.
Współcześni profesjonalni przestępcy (sprawcy wyrafinowani) – a przecież tacy siedzieli z Kosteckim – czerpią informacje o sposobach prowadzenia śledztwa i postępach techniki kryminalistycznej z publikacji fachowych, takich jak np. „Kryminalistyka” prof. Brunona Hołysta. Pozostają więc świadomi, jakie ślady zostawić mogą na miejscu zdarzenia i jak technik policyjny będzie ich szukał oraz zabezpieczał, a prokurator interpretował. Istotny pozostaje też czynnik rutyny albo ewentualnie złej woli w działaniach wykrywczych organów ścigania, który znacznie ułatwia reżyserowanie faktycznych przestępstw na neutralne prawnokarnie zdarzenia.
Zarówno te powody, jak i stosunkowo prosty mechanizm śmierci przez powieszenie, czynią potencjalnie możliwym upozorowanie takiego samobójstwa, czemu w przypadkach osób „niewygodnych” sprzyja konformistyczne nastawienie prokuratorów dążących do możliwie szybkiego zamknięcia postępowania i godzących się na akceptację tezy o targnięciu samobójczym, nawet w wysoce wątpliwych przypadkach i na podstawie iluzorycznych przesłanek, które w wypadku logicznego zważenia i konfrontacji z dowodami powinny zostać niezwłocznie odrzucone.
W pierwszej kolejności chcę wskazać na nazbyt przeceniany motyw rzekomego samobójstwa.
Wciąż słyszeć można, że zmarły był chory, miał długi, rozstał się z małżonkiem etc. W oczach laika może to być dostatecznym wyjaśnieniem, jednak absolutnie nim nie jest. Każdy człowiek w przynajmniej jednej materii (obszarze) życia jest niespełniony. Grono osób mających absolutnie udaną egzystencję oscyluje w granicach błędu statystycznego.
Wystąpienie powyższych okoliczności nie uprawnia więc do automatycznego potwierdzenia targnięcia samobójczego, gdyż tym kryterium można objąć 99% ofiar wszelkich zabójstw, wypadków, a nawet zgonów naturalnych. Symptomem takim mogą być natomiast schorzenia psychiatryczne (np. depresja endogenna), odizolowanie od społeczeństwa oraz wcześniejsze, nieudane próby samobójcze, a także jawne obnoszenie się z zamiarem samobójczym.

Drugim błędem, jaki dostrzegam, pozostaje nazbyt „sensacyjna”, a przez to nieprofesjonalna interpretacja wyników sekcji zwłok.

Często nawet w oficjalnych komunikatach prokuratorskich słyszę stwierdzenie, że sekcja zwłok potwierdziła bez wątpienia samobójstwo. Nic takiego technicznie nie jest możliwe. W żadnym zakresie żaden poważny lekarz sądowy nie odważy się kategorycznie napisać w opinii czy protokole sekcji, że na pewno doszło do samobójstwa, gdyż można to ustalić tylko i wyłącznie na podstawie całościowej i wszechstronnej analizy materiału dowodowego (np. w postaci przesłuchania świadków).
A już niezmiernie trudne jest wydanie takich opinii w przypadku powieszeń. Dostępne mi publikacje z medycyny sądowej często pouczają, że dla rozstrzygnięcia, czy śmierć miała samobójczy charakter, czy też wynikała ze zbrodniczego działania osób trzecich, decydujące znaczenie ma nie tyle otwarcie ciała w czasie sekcji zwłok, ile dokładne oględziny miejsca ich znalezienia, przebiegu i miejsca zaczepienia pętli, sposobu wiązania węzła i dokładne oględziny zewnętrzne ciała.
Także odnalezienie ran nie zawsze jest dowodem zbrodni, gdyż te mogły powstać w innych okolicznościach, np. jako konsekwencja drgawek przedśmiertnych, a ich brak nie wyklucza samobójstwa. Ujawnienie śladów nie po ciosach, a po chwytach obezwładniających założonych prawidłowo i bez uszkodzenia kości, bywa często niemożliwe. Kurtka, marynarka, bluza, wykluczą nawet powstanie powierzchownych zadrapań.
Podczas każdej sekcji weryfikacji podlega mechanizm śmierci, poszukiwane są ewentualne atypowe dla okoliczności zgonu ślady. Tymi śladami mogą być np. plamy opadowe na plecach w przypadku powieszenia pionowego. Wtedy, choć patomechanizm będzie typowy dla powieszenia (zamknięcie naczyń krwionośnych spowodowanych uciskiem sznura), to stwierdzone zostaną ślady wskazujące na udział osób trzecich w zdarzeniu i wykluczające samobójstwo.
W sytuacji powieszenia pionowego plamy opadowe nie mają prawa powstać na plecach denata, a w dolnych partiach kończyn. Nigdy więc nie należy utożsamiać wyników sekcji z wynikami śledztwa, co czynione bywa nagminnie.
W praktyce nie jest możliwe zabójstwo świadomego, sprawnego człowieka, przez powieszenie bez pozostawienia widocznych obrażeń defensywnych (oznak podjęcia obrony) na jego ciele. Ofiara zawsze walczy, broni się. Jedyny wyjątek to pozbawienie jej w finezyjny, podstępny sposób świadomości.
Popularną w ostatnich latach metodą jest podanie doustne lub w zastrzyku kwasu gamma-hydroksymasłowego. Osoba, której podano tę substancję w dostatecznie dużej dawce traci kontrolę nad ciałem, nie jest zdolna do stawiania żadnego oporu. Po upływie 8 godzin narkotyk nie jest już wykrywalny w osoczu, a po 12 godzinach w moczu. Substancja po prostu znika.
Podobne efekty oszałamiające zapewniają środki anestezjologiczne, np. stosowana dawniej w medycynie, a obecnie głównie w weterynarii, ketamina. Inne substancje podlegają pełnemu rozpadowi niezwłocznie po zatrzymaniu krążenia, w związku z czym ich wykrycie jest niemal natychmiast niemożliwe.
W wieloosobowej celi jest to wręcz nie do wyobrażenia. Identyczny brak śladów i przytomności ofiary zapewnić może jednak wprawne wykonanie prostego duszenia (shime-waza) w postaci ucisku ramieniem i przedramieniem na tętnice szyjne. Nie dochodzi wówczas do uszkodzenia chrząstki tarczowatej ani innych części krtani.
Jest to jeden z podstawowych chwytów judo i jujitsu, uczony też podczas kursu samoobrony w każdej służbie mundurowej. Ze względu jednak na przewagę siłową Dawida Kosteckiego, taką taktykę należy raczej wykluczyć, chyba że została wykona z zaskoczenia.
W ciągu kilku sekund chwyt ten pozbawia skutecznie przytomności uniemożliwiając powstanie obrażeń obronnych, a szeroki obszar ucisku nie powoduje dostrzegalnego naruszenia tkanek szyjnych i pozostaje w pełni zgodny z mechanizmem późniejszej śmierci. Wbrew obiegowym opiniom, zgon przez powieszenie nie wynika z odcięcia dopływu powietrza do płuc, a zazwyczaj właśnie z zamknięcia tętnic szyjnych i kręgowych, czyli zablokowania dopływu krwi do mózgu. Ostre niedotlenienie powoduje wtedy w ciągu kilku sekund utratę świadomości, lecz sama śmierć następuje dużo później. Stąd badania uszkodzeń mózgu potwierdzają naturalne dla powieszenia zmiany, a oględziny ciała nie ujawniają żadnych śladów walki.
Jak się okazuje — upozorowanie zgonu samobójczego przez powieszenie nie nastręcza większych problemów, a jest możliwe w przypadku podstawowej znajomości tzw. technik interwencyjnych. Brak śladów walki na ciele denata (choć w ocenie mecenasa Jacka Dubois takie ślady na ciele Kosteckiego jednak były) również nie może więc wykluczyć udziału osób trzecich, zwłaszcza gdy brak wskazanych wcześniej bezpośrednich symptomów wskazujących na zagrożenie samobójstwem, a zarazem zmarły miał podstawy, by obawiać się o własne życie.
Kostecki nie wykazywał żadnych myśli samobójczych, natomiast z wielu względów miał pełne podstawy, aby obawiać się o swe życie. Ujawnił on bowiem aferę, której obyczajowe tropy prowadzą do najwyższych polityków PiS, nadto był jednym z ostatnich żyjących świadków tzw. afery podkarpackiej.
Czy zatem popełni samobójstwo, czy też zostało ono upozorowane? Osobiście wersję o samobójstwie uważam za bardzo mało prawdopodobną.

Milczenie w sprawie

To rzecz niewyobrażalna, że ginie trzecia osoba w tak ważnej aferze i prokurator generalny w ogóle się w tej sprawie nie odzywa, nikt nie bierze za to odpowiedzialności – tak Robert Kropiwnicki z PO komentuje sprawę śmierci w więzieniu byłego boksera Dawida Kosteckiego. Rodzina i pełnomocnicy domagają się ponownej sekcji zwłok. Prokuratura na razie odmawia, mimo że jeden z prokuratorów w notatce służbowej po oględzinach zwłok pisał o dwóch wkłuciach na szyi zmarłego.

Prokuratura: Dwa wkucia bez znaczenia
O wątpliwościach dotyczących śmierci boksera Dawida Kosteckiego napisała w poniedziałek „Wyborcza”. Gazeta dotarła do notatki prokuratora prowadzącego sprawę, który odkrył na ciele Kosteckiego ślady przypominające ukłucia po igle.
W protokole z sekcji zwłok nie ma jednak informacji na temat ukłuć i ewentualnej przyczyny ich powstania.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie poinformował dziś, że biegli wykluczyli, jakoby ślady na szyi powstały na skutek ukłucia.
Rodzina domaga się ponownej sekcji zwłok, prokuratura na razie odmawia.
Kim był Kostecki
Dawid Kostecki był jednym z kluczowych świadków ws. tzw. afery podkarpackiej. Ciało boksera znaleziono w zeszłym tygodniu w areszcie śledczym na warszawskiej Białołęce. Kostecki miał się powiesić na prześcieradle. Służby więzienne miały znaleźć ciało na podłodze i przenieść na łóżko.
Jak pisze „Wyborcza”, Kostecki odbywał pięcioletni wyrok w Rzeszowie, do końca kary zostały mu dwa lata. 18 czerwca został przewieziony do aresztu śledczego Warszawa-Białołęka, miał być świadkiem prokuratury w procesie o rozbój. Rodzina Kosteckiego twierdzi, że obawiał się on o swoje życie i dlatego nie chciał być przeniesiony do stolicy. Proponował, by przesłuchano go z Rzeszowa, w trybie wideokonferencji. Śledczy się nie zgodzili.
W 2012 roku były bokser ujawnił proceder współpracy policjantów CBŚ z Rzeszowa z braćmi R. – pochodzącymi z Ukrainy właścicielami lokalnych agencji towarzyskich. Klientami mieli być politycy z kręgów PiS.
Kolejna śmierć w więzieniu
– Wydawałoby się, że osoba, która jest w więzieniu, jest bezpieczna, tymczasem okazuje się, że polskie więzienia stają się bardzo niebezpieczne, szczególnie dla świadków, którzy maja do powiedzenia coś w sprawach, w których uczestniczą politycy PiS – komentuje Robert Kropiwnicki, poseł PO.
Połowie opozycji domagają się wyjaśnień od prokuratora generalnego i prokuratorów bezpośrednio prowadzących sprawę Dawida Kosteckiego, a pytań jest wiele.
Prok. Wojciech Kapuściński, który był w celi, w swojej notatce napisał, że możliwy jest „zbrodniczy charakter śmierci”. – Dlaczego ten prokurator nie uczestniczył w sekcji zwłok? Kiedy będą wyniki badań toksykologicznych, czy były pobrane próbki i czy dają one gwarancję, jaki był skład chemiczny krwi i innych płynów na dzień śmierci Dawida Kosteckiego? Dlaczego osoby prowadzące sekcję nie zbadały istotnych śladów? – dopytywał Kropiwnicki.
Poseł opozycji domaga się też informacji, czy przeszukano i zabezpieczono odzież, również należą do współosadzonych, czy monitoring z korytarza i obiektów obok został zabezpieczony.
– To rzecz niewyobrażalna, że ginie trzecia osoba w tak ważnej aferze i prokurator generalny w ogóle się w tej sprawie nie odzywa, nikt nie bierze za to odpowiedzialności – komentował Kropiwnicki.
Przypomnijmy, że w 2009 roku, po samobójstwie Roberta Pazika skazanego na dożywocie za zabójstwo Krzysztofa Olewnika, ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski podał się do dymisji. Odwołania ministra domagał się wówczas Zbigniew Ziobro, który twierdził, że minister osobiście odpowiada za śmierć osadzonego.

Skończysz siedzieć – założą ci obrożę

Nasze Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało przepisy, pozwalające nakładać w Polsce obrożę elektroniczną na nogę sprawcy, który już wyszedł z więzienia.

 

W naszym kraju popełnia się coraz mniej przestępstw, ale pod rządami PiS w aresztach i zakładach karnych przebywa coraz więcej ludzi.
W latach 2015–2017 liczba przestępstw spadła z 799 779 do 753 963. W tym samym czasie, po długim okresie spadku, liczba osób w zakładach karnych wzrosła z 70 836 w 2015 r. do 73 822 w 2017. Natomiast tymczasowo aresztowanych – z 4162 do 7239.

 

Żeby mogli iść siedzieć

Ministerstwo Sprawiedliwości widząc problem rosnącej liczby skazańców, podjęło działania by mogli oni możliwie sprawnie odsiadywać swoje wyroki – i nie musieli czekać na wolności, aż w zakładzie karnym zwolni się miejsce (co się niekiedy czasem zdarza, a czas oczekiwania na pryczę w celi sięga kilku tygodni).
Dlatego właśnie kierownictwo resortu sprawiedliwości coraz częściej stosuje wobec skazanych nakładanie obroży elektronicznej na nogę. Formalnie, o takie metodzie karania decyduje nie resort sprawiedliwości, lecz tzw. niezawisłe sądy, ale to na jedno wychodzi.
Skazaniec z obrożą na nodze pozostaje poza więzieniem, a jego poruszanie się jest śledzone elektronicznie. Dzięki temu w naszych zakładach karnych znajdzie się miejsce dla rosnącej z roku na rok liczby więźniów.
Nasza władza korzysta z przodujących technologii światowych (niestety, nie zawsze rodzimych lecz często importowanych), aby jak najskuteczniej karać skazanych obywateli.
„Działający pod nadzorem Ministerstwa Sprawiedliwości System Dozoru Elektronicznego został wyposażony w urządzenia, dzięki którym stał się jednym z najnowocześniejszych takich systemów na świecie” – zawiadamia w swoim komunikacie resort sprawiedliwości.

 

Przodujemy w świecie

– Mamy znakomite narzędzie, które jest około 10 razy tańsze niż odbywanie przez skazanych kary w zakładzie zamkniętym. A na przykład ludzie niepłacący alimentów, dzięki temu systemowi mogą zarabiać, czyli takie rozwiązanie przyczynia się do spłacania ich zobowiązań – cieszy się Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.
Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, który zajmował się pracami legislacyjnymi dotyczącymi dozoru elektronicznego skazańców, wielce zasłużył się dla poszerzenia stosowania tej metody karania w Polsce. – W 2015 roku przystąpiliśmy do odbudowy systemu, który był w zapaści – podkreśla wiceminister. Zwraca on też uwagę na skuteczność takich rozwiązań, czyli niewielki odsetek powrotu na drogę przestępczą przez noszących te urządzenia.
W istocie, osoba z obrożą na nodze unika popełniania przestępstw, bo wie, że jest cały czas namierzana i może w każdej chwili znaleźć się w rękach policji.
Ministerstwo Sprawiedliwości z dumą podkreśla, że niemałe, ale konieczne inwestycje w sprzęt, sprawiły iż polski System Dozoru Elektronicznego skazańców osiągnął najwyższy poziom technologiczny.

 

Odsiedział – dostanie obrożę

Do użycia gotowych jest w każdej chwili ponad 7 tys. urządzeń monitorujących z obrożami. „Pozwolą one na dokładną kontrolę nad groźnymi przestępcami oraz zapewnią skuteczną ochronę np. ofiar gwałtów” – informuje ministerstwo.
Ta zapowiedź resortu oznacza radykalne rozszerzenie zasięgu stosowania obróż elektronicznych. Zgodnie z prawem, na wolności z obrożą na nodze mogą bowiem przebywać tylko sprawcy lżejszych przestępstw. Groźni przestępcy, w tym gwałciciele, muszą swoje kary zawsze odsiadywać w celach – i wiadomo, że to się nie zmieni, bo Ministerstwo Sprawiedliwości nie zamierza łagodzić polityki karnej.
W jakich sytuacjach więc, groźni przestępcy, jak obiecuje resort sprawiedliwości, będą dokładnie kontrolowani poprzez obroże na nogach?
Najprawdopodobniej, chodzi o to, że obroża elektroniczna na nodze będzie powszechnie stosowana wobec tych groźnych przestępców, którzy już odsiedzą swoje wyroki i wyjdą na wolność. Staną się oni wtedy formalnie wolni, ale wymiar sprawiedliwości nie zamierza oczywiście rezygnować z nadzoru nad nimi.
Będzie więc im nakładana obroża elektroniczna, monitorująca, gdzie w danym momencie przebywają. Na razie nie wiadomo, przez ile lat po zakończeniu odbywania kary, groźni przestępcy będą musieli nosić takie obroże.
Wprowadzenie możliwości przymusowego nakładania obróż elektronicznych na osoby, które odbyły już całą karę i są formalnie wolne, wymaga pewnych zmian w polskim prawie. Zapewne wkrótce zostaną one przyjęte. „Ministerstwo Sprawiedliwości jest gotowe na wejście w życie nowych rozwiązań prawnych, które umożliwiają precyzyjne monitorowanie groźnych sprawców” – informuje resort sprawiedliwości.

 

Gwałciciel nie podejdzie

Resort sprawiedliwości zapowiada, że dzięki dozorowi elektronicznemu będzie można m.in. precyzyjnie monitorować, czy sprawca gwałtu zbliża się do osoby chronionej. Zgwałcona osoba nie będzie już się bać, że gwałciciel już po wyjściu z więzienia znów znajdzie się w jej otoczeniu i będzie ją prześladować.
Nowa regulacja przygotowywana przez resort sprawiedliwości przewiduje, że sąd – na wniosek ofiary gwałtu – będzie musiał zastosować wobec skazanego dodatkowy środek karny w postaci zakazu zbliżania się do pokrzywdzonego. Zakaz zbliżania się będzie kontrolowany właśnie w Systemie Dozoru Elektronicznego – i jak zapowiada resort, obejmie także przestępców, którzy już wyszli na wolność.
Obecnie obowiązujące przepisy stanowią, że sąd może orzec zakaz zbliżania się do osoby pokrzywdzonej (najczęściej granicą jest 200 metrów). Osoba chroniona otrzymuje lokalizator, który może nosić jak telefon. Urządzenie to wysyła sygnał do Centrali Monitorowania SDE, dzięki czemu na monitorze widać dokładnie miejsce pobytu chronionej osoby. Lokalizator pełni również rolę komunikatora – można przez niego ostrzec o zbliżającym się zagrożeniu. Urządzenie ma przycisk do wezwania natychmiastowej pomocy w razie zagrożenia.
W nowej wersji urządzenie jest mniejsze, bardziej funkcjonalne oraz – co istotne – wyposażone w funkcję obsługi dwóch stref bezpieczeństwa (np. 200 metrów od sprawcy oraz granicy posesji).

 

Śledzony przez całą dobę

Sprawca przestępstwa ma natomiast założoną na nogę bransoletę z nadajnikiem GPS, przypominającą kształtem duży zegarek. Każda próba ingerencji w urządzenie monitorujące jest sygnalizowana do Centrali Monitorowania SDE. Tak samo dzieje się w przypadku rozładowania baterii nadajnika.
Urządzenie wysyła sygnał z miejsca pobytu kontrolowanej osoby. Operator w Centrali Monitorowania SDE za pomocą systemu na monitorze obserwuje przez 24 godziny na dobę, gdzie znajduje się osoba chroniona, a gdzie sprawca.
Gdy tylko operator otrzyma z systemu monitorującego komunikat, że np. odległość między nimi jest mniejsza, niż wyznaczona przez sąd, natychmiast alarmuje osobę chronioną. Wydaje polecenie sprawcy, by zmienił kierunek przemieszczania się. Jeśli ten nie reaguje, operator wzywa policję lub znajdujący się w pobliżu patrol SDE. Nowe urządzenia umożliwiają lokalizację z dokładnością do kilku metrów.
Jak widać z tego opisu, cały system jeszcze niestety nie jest doskonały. W warunkach miejskich odległość kilku metrów całkowicie wystarczy, by sprawca uniknął złapania.
Poza tym, system jest niestety drogi, bo praca operatora, śledzącego przestępcę przez całą dobę, musi sporo kosztować. Można więc między bajki włożyć zapowiedź ministra Zbigniewa Ziobry, iż wydatki na każdego skazańca spadną dziesięciokrotnie

 

Gdy nie można ich zamykać

Bardzo ważna jest też istotna zmiana, która niedawno zaczęła obowiązywać. Groźni sprawcy, poza bransoletą na nodze, będą wyposażani w mobilny rejestrator, za pomocą którego będą im wydawane polecenia.
To nowość wprowadzona przez przygotowaną w Ministerstwie Sprawiedliwości nowelizację ustawy o Służbie Więziennej i ustawy – Kodeks karny wykonawczy. 25 maja 2018 r. została ona podpisana przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę, a 1 czerwca 2018 r. weszła w życie. Skazany, w przypadku którego zastosowano taki rodzaj dozoru, musi nieprzerwanie nosić rejestrator mobilny, odbierać połączenia i udzielać wyjaśnień na żądanie operatora SDE.
Dodatkowe urządzenie ułatwi kontrolę nad skazanymi z zakazem zbliżania się do określonych osób. „Pozwoli też skuteczniej monitorować najgroźniejszych przestępców, którzy po odbyciu długoletniej kary więzienia wychodzą na wolność, ale nadal stanowią potencjalne zagrożenie” – oświadcza resort sprawiedliwości.
Jak podaje Ministerstwo Sprawiedliwości, takich osób, które już zakończyły odbywanie kary i wyszły na wolność, jest obecnie ponad 40. Ich liczba będzie zapewne szybko rosnąć.
Chodzi tu o ludzi, którzy już zakończyli odbywanie kary i wyszli na wolność, ale są zdrowi i nie można ich przetrzymywać w zamkniętym ośrodku pod pozorem leczenia. Jeśli zostanie uznane, że dla społecznego bezpieczeństwa wymagają oni całodobowej kontroli, nałoży im się obrożę na nogę.
Ta sama ustawa przekazuje Służbie Więziennej obowiązek technicznej obsługi SDE. Chodzi o zakładanie i zdejmowanie nadajnika, instalowanie rejestratorów stacjonarnych w domu skazanego (których nie wolno mu usuwać ani demontować), kontrolowanie działania urządzeń i szybkie usuwanie usterek.
Do tej pory zajmowała się tym prywatna firma, wyłoniona w przetargu. Jej pracownicy nie mieli statusu funkcjonariusza, więc w razie potrzeby nie mogli podejmować interwencji wobec skazanego. W przypadku problemów wzywali policję. Teraz policja nie będzie potrzebna, bo jej uprawnienia będzie mieć Służba Więzienna, Przejmuje ona całość zadań związanych z SDE.
„Jest to rozwiązanie korzystne dla bezpieczeństwa obywateli. Prywatna firma może odstąpić od umowy albo upaść. W przypadku państwowej służby nie ma takiego zagrożenia” – informuje Ministerstwo Sprawiedliwości.

 

Przestępco, utrzymaj się sam

System Dozoru Elektronicznego zapewnia nie tylko ochronę ofiar przestępstw i monitorowanie sprawców. To też szybka i tańsza kara dla skazanych. Miesięczny pobyt skazanego w zakładzie karnym kosztuje około 3100 zł miesięcznie, a jego utrzymanie w warunkach dozoru elektronicznego – zdecydowanie mniej (bo wtedy sam się utrzymuje).
Dlatego Ministerstwo Sprawiedliwości wróciło do sprawdzonych zasad z czasów rządów PO-PSL, zgodnie z którymi skazani za mniej groźne przestępstwa mogą całość kary odbywać poza więzieniami.
Taka forma kary umożliwia skazanym pracę albo kontynuowanie nauki, a także zachowanie więzi rodzinnych. Lepiej też służy resocjalizacji.
Liczba osób objętych Systemem Dozoru Elektronicznego szybko rośnie i zwiększyła w ciągu ostatnich dwóch lat o 3100. Dozór elektroniczny stosowany jest m.in. wobec osób skazanych za niepłacenie alimentów.
Obecnie karę z obrożą elektroniczną na nodze odbywa 5100 osób, przy zaledwie 54 operatorach systemu w Centrali Monitorowania.
Jak informuje resort sprawiedliwości, łącznie dozorem elektronicznym od początku jego istnienia objęto ponad 73 tys. skazanych, a efektywność i skuteczność w wykonywaniu kary wynosi ok. 93 proc, co jest jednym z najwyższych wskaźników w Europie. Jak widać są dziedziny, w których możemy być w czołówce.