Czy nasza wódka podbije Azję?

Jest tylko jedna polska narodowa marka, znana na całym świecie. Tak jest od lat i to się nie zmieni.
Oznaczenie geograficzne Polska Wódka (albo Polish Vodka) zostało objęte ochroną na dwóch ważnych rynkach azjatyckich: chińskim i wietnamskim. To wielki sukces naszego narodowego trunku – podkreśla newsletter Krajowej Izby Gospodarczej.
Ochrona oznaczenia polskiej wódki stała się faktem w wyniku tego, iż Unia Europejska wyraziła zgodę na umowę UE-Chiny, dotyczącą ochrony 100 europejskich oznaczeń geograficznych w Chinach i 100 chińskich oznaczeń w UE. Wśród chronionych w Chinach oznaczeń znalazła się Polska Wódka, a także m.in. zagraniczne Cava, Porto, Champagne, Ouzo, Feta, Irish Whiskey, Rioja, Brandy de Jerez, Scotch Whisky.
„Polska Wódka została włączona do grona pierwszych 100 europejskich chronionych oznaczeń geograficznych, które będą chronione na terenie Chin. To ogromny rynek i duża szansa dla producentów Polskiej Wódki” – mówi Michał Rzytki, dyrektor departamentu Jakości Żywności i Bezpieczeństwa Produkcji Roślinnej w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Polska Wódka jest najprawdopodobniej jedyną rozpoznawalną polską marką globalną. Od stycznia 2013 r. obowiązuje definicja, określająca czym jest Polska Wódka/Polish Vodka. Zgodnie z tym zapisem musi być ona wyprodukowana z tradycyjnych i pochodzących z Polski zbóż: żyta, jęczmienia, owsa, pszenicy, pszenżyta albo ziemniaków. Ponadto cały proces wytwarzania musi odbywać się w Polsce.
Stowarzyszenie Polska Wódka szacuje jednak, że na razie tylko około 5 proc. wódki produkowanej w Polsce spełnia kryteria definicji Polska Wódka/Polish Vodka – zwraca uwagę newsletter Krajowej Izby Gospodarczej. To zaskakująca i nieco wątpliwa informacja, bo od razu powstaje pytanie, z czego i gdzie produkuje się w takim razie pozostałe 95 proc. krajowych wódek czystych sprzedawanych w Polsce?
„Jako część międzynarodowego koncernu Pernod Ricard, doskonale rozumiemy wagę posiadania w naszym portfolio marek, które spełniają kryteria chronionych oznaczeń geograficznych pochodzących z różnych krajów. Wytwarzanie Polskiej Wódki to był naturalny wybór, przywilej, ale też obowiązki wynikające z wymogów prawnych, dotyczących lokalnego surowca, krajowego miejsca produkcji. Koszty są duże, a zainteresowanie polskiego konsumenta, wynikające głównie z niewiedzy czym jest oznaczenie geograficzne, nadal niewielkie” – mówi Maria Spuz-Szpos, dyrektor w Wyborowa S.A. Dlatego właśnie potrzebna jest szeroka akcja informacyjno-promocyjna na temat polskich chronionych oznaczeń geograficznych, w tym Polskiej Wódki, oraz wspieranie ich producentów.
Jak dodaje Andrzej Szumowski, prezes Stowarzyszenia Polska Wódka, nasz kraj jest największym producentem wódki w Unii Europjskiej i czwartym na świecie. Natomiast marka Polska Wódka/Polish Vodka ciągle jeszcze stanowi niewielki procent jej produkcji i eksportu. Konieczne są więc szerokie akcje informacyjne na temat oznaczeń geograficznych, a także skuteczne działania instytucji kontrolnych, zapobiegające podróbkom.
„Musimy też odczarować Polską Wódkę na rynku krajowym i nadać jej należny jej status narodowego trunku. To produkt z założenia premium, z wyższej półki” – mówi A.Szumowski
Polska Wódka to także ważny element w działaniach polskich gorzelni rolniczych, dla których możliwość przetwarzania tradycyjnych surowców pochodzących z Polski, wymienionych w definicji chronionego znaku towarowego, jest ważną częścią ich biznesu i może stanowić swoistą trampolinę dla rozwoju. W tej chwili działających gorzelni jest około 50, w tym część funkcjonuje sezonowo.
„Definicja Polskiej Wódki istniejąca od stczynia 2013 r. dała nam nadzieję na wzmocnienie działalności gorzelni rolniczych, które dzięki przetwarzaniu surowców uprawianych przez polskiego rolnika na polskiej ziemi, miałyby szansę stać się ważnym ogniwem w łańcuchu produkcji naszego najbardziej rozpoznawalnego na świecie trunku. Tak się na razie nie stało. Wierzymy jednak, że potencjał, jaki tkwi w chronionym oznaczeniu geograficznym Polska Wódka zostanie dostrzeżony przez producentów i konsumentów. Włączmy patriotyzm konsumpcyjny, zacznijmy chwalić się Polską Wódką, promujmy ją przede wszystkim w Polsce, ale też oczywiście w Chinach i Wietnamie, bo te rynki to ogromna szansa, której nie można zmarnować” – mówi Łukasz Karmowski, prezes Związku Gorzelni Polskich.
Newletter Krajowej Izby Gospodarczej nie wyjaśnia, dlaczego w wyniku umowy handlowej pomiędzy Unią Europejską a Chinami oznaczenie Polska Wódka/Polish Vodka ma być chronione także w Wietnamie? Można domniemywać, że ochrona na wietnamskim rynku wynika z umowy handlowej pomiędzy UE a Wietnamem, obowiązującej od sierpnia ubiegłego roku.
Produkcja wódki czystej w Polsce (w przeliczeniu na 100 proc. alkoholu) w 2020 r. wyniosła 970 tys. hektolirów (spadek o 7,7 proc. w porównaniu do 2019 r.). Wartość eksportu czystej wódki z Polski, wedle Głównego Urzędu Statystycznego, w 2020 r. wyniosła 521 mln PLN, z czego do samych Chin 1,6 mln złotych. Udział wódek czystych w eksporcie polskich napojów spirytusowych wynosi około 75,7 proc.
W Unii Europejskiej zarejestrowanych zostało łącznie 242 napojów spirytusowych z chronionym oznaczeniem geograficznym. Mająca tradycje w produkcji win Francja posiada aż 53 takie oznaczenia, Portugalia – 11, Grecja – 15. Państwa z naszego regionu, czyli Niemcy mają zarejestrowane 33 oznaczenia, Węgry – 8, Litwa – 7. Dla porównania Polska, słynąca z produkcji napojów spirytusowych, posiada tylko dwa chronione oznaczenia geograficzne w tej kategorii. Są to: Polska Wódka/Polish Vodka oraz Wódka Ziołowa z Niziny Północnopodlaskiej aromatyzowana ekstraktem z trawy żubrowej (czyli innymi słowy, żubrówka).
Wartość rynkowa oznaczeń geograficznych UE wynosi około 74,8 mld EUR i stanowi 6,8 proc. wartości rynkowej żywności i napojów z UE. Eksport unijnych oznaczeń geograficznych ma wartość 16,9 mld EUR, co stanowi 15,4 proc. całkowitego unijnego eksportu żywności i napojów – wskazuje Newsletter Krajowej Izby Gospodarczej.
Trudno na razie przewidywać, w jakim konkretnie stopniu zwiększą się polskie dochody eksportowe w wyniku ochrony na chińskim i wietnamskim rynku marki Polska Wódka/Polish Vodka, wytwarzanej przez francuską firmę? Średnia cena produktu z chronionym oznaczeniem geograficznym jest około 2,5 raza wyższa niż produktu bez tego oznaczenia – ale ten przychód przypadnie koncernowi Pernod Ricard.
„Z założenia chronione oznaczenia geograficzne oznaczają wiele korzyści ekonomicznych, społecznych i kulturowych. Dla konsumentów są gwarantem jakości i specyficznego charakteru. Dla producentów oznaczają utrzymanie wysokich standardów oraz zdrową konkurencję. Dla rolników oznaczają pewny zbyt ich lokalnych wyrobów czy surowców. Oznaczenia te mocno łączą produkty z obszarami wiejskimi, z których pochodzą surowce, chronią tradycje i łączą produkt z konkretnym miejscem. Nie są to produkty anonimowe i muszą spełniać wiele wymogów zamieszczanych w specyfikacjach technicznych. To dotyczy także Polskiej Wódki. Nasze działania mają również na celu wzrost świadomości chronionych oznaczeń geograficznych w polskim społeczeństwie, bo jest to kwestia bardzo dla nas ważna” – podkreśla dyr. Michał Rzytki. Nie wyjaśnia on jednak, w jakim stopniu mogłoby się to przełożyć na polskie wpływy eksportowe. Nie bardzo też wiadomo, co dyrektor miał na myśli, mówiąc o „naszych działaniach”?
Stowarzyszenie Polska Wódka prowadzi od kilku lat działania edukacyjne na temat naszego narodowego trunku, wciąż potrzebne za granicą. Zachęca również producentów do wytwarzania trunku spełniającego definicję Polskiej Wódki, która ma szanse zyskać mocną pozycję zarówno w Chinach, Wietnamie, jak i na innych rynkach, podobnie jak bardzo znane europejskie marki Scotch Whisky czy Cognac.
Jak odróżnić na sklepowej półce Polską Wódkę, chronioną znakiem geograficznym, od innych wódek? Otóż jest to produkt z obowiązkowym oznaczeniem Polska Wódka/Polish Vodka na butelce. Dodatkowo mogą – ale nie muszą – być umieszczone na niej napisy „chronione oznaczenie geograficzne” lub skrót ChOG bądź znak Stowarzyszenia Polska Wódka oraz unijne logo chronionego znaku geograficznego.
Zdaniem Komisji Europejskiej rynek chiński ma duży potencjał wzrostu, jeśli chodzi o żywność i napoje z Europy. To trzeci co do wielkości rynek dla unijnych produktów rolno-spożywczych, wart 14,5 mld EUR. Jest to jednocześnie drugi rynek (9 proc. ogólnej wartości), jeśli chodzi o eksport z UE produktów chronionych oznaczeniami geograficznymi. produktów rolno-spożywczych i napojów spirytusowych. W Chinach żyje 1,4 miliarda potencjalnych konsumentów, a w Wietnamie 90 mln.

Przypij piątkę Kaczyńskiemu

Rząd wezwał wódkę na ratunek. Wódko daj żyć, poprosił.

Dziś każdy trzeźwy ekonomista widzi, że bez wódki „Piątka Kaczyńskiego” zdechnie jak pies. I żadne dodatkowe „Jarkowe” strumieniem pieniężnym też nie popłynie.

Bo budżet IV RP wysycha.

Nie stać go na jednoczesne kupowanie głosów wyborczych, dotowanie kolejnymi miliardami narodowo-katolickiej TVP Jacka Kurskiego i Imperium Zmysłów Ojca Dyrektora Rydzyka.
Dodatkowo pani minister finansów alarmuje, że narastający deficyt budżetowy może przekroczyć granice bezpieczeństwa. I zagrożone są nawet coroczne premie i nagrody dla ministrów tego najliczniejszego rządu w historii III i IV Rzeczpospolitej!
Suche wyliczenia resortu finansów są jednoznaczne – bez przelewów z podwyższonej akcyzy na alkohol budżet IV Rzeczpospolitej wyschnie jak Morze Aralskie. Dlatego, aby utrzymać go przy życiu i obiecywaną „Piątkę Kaczyńskiego”, rząd pana premiera Morawieckiego musi podwyższyć akcyzę na alkohol. O całe 3 procent.
Teraz od każdej flaszki taniego wina sprzedawanego w polskim lub polskojęzycznym markecie za 15 złotych, narodowo-katolicki rząd ma 1,11 złotych. Za piwo sprzedawane tam po 3 złote, rząd ma 0,48 złotych.
Za to od każdej flaszki najtańszej wódki sprzedawanej za 20 złotych pan premier dostaje 11,41 złotych. Bo akcyza na wódkę jest najwyższa. Stanowi aż 57 procent ceny każdej flaszki.
Koszty produkcji wódki są też tańsze od wyrobu wina i piwa.
Dodatkowo wódkę produkujemy wyłącznie z produktów polskiego pochodzenia. Polskiego kartofla, polskiej pszenicy i żyta.
Pan prezes Kaczyński obiecał po pięćset złotych każdej polskiej krowie produkowanej z polskiej trawy i po stówce każdej polskiej świni spasionej polskimi kartoflami.
A flaszce wódki pędzonej wyłącznie na polskich ziemniakach nic!

Ani grosza dopłaty.

Takie to mamy prawo. I gdzie tu sprawiedliwość?
Statystyczny obywatel IV Rzeczpospolitej wypija rocznie niecałe 10 litrów statystycznego, stuprocentowego alkoholu. Spożycie alkoholu za czasów rządów PiS systematycznie rośnie, co dobitnie dowodzi renesansu patriotycznych, tradycyjnych postaw Polek i Polaków. Co jest sukcesem rządowej polityki historycznej. Polityki przywracania godności wszystkiemu co polskie, dowartościowania narodowych wartości.
Spośród wszystkich alkoholowych trunków, Polki i Polacy, najwięcej wypijają piwa – ponad 50 procent. A potem wódki – ponad 35 procent.
„Piwo bez wodki – diengi na wietier”, mawiał Stalin, bo znał się na trunkach i potrafił ekonomicznie skalkulować proces ludzkiego upijania się. Nic dziwnego, że nauki tego klasyka popijawek znajdują w Polsce podatny grunt i głębokie zrozumienie.
Dziś rząd pana premiera Morawieckiego trzeźwo postawił na wzrost wpływów z płynącego do narodowych i katolickich gardeł alkoholu. Bo jego pan prezes Kaczyński postanowił kupić sobie nasze głosy wyborcze za nasze pieniądze.
Ale zdążył te nasze pieniądze wydać już na swe, nietrzeźwe ekonomicznie obietnice wyborcze.
Zatem w wódce i wódkopijcach pozostała ostatnia nadzieja Prawa i Sprawiedliwości. Pod jej obronę ucieka się narodowo-katolicka polska prawica. Już dziś każdy polski patriota, każdy przywiązany do trakcyjnych wartości polski katolik musi wyciągnąć pomocną dłoń ku panu prezesowi. I dłoń ta nie może być pusta. Trzeźwa „Piątka Kaczyńskiego” nie pożyje długo.
„Małpki w dłoń, kufle w dłoń, „Piątkę Kaczyńskiego chroń!” – już słychać patriotyczne uniesienia.
Pić trzeba, Polki i Polacy, bo kampania wyborcza PiS polega na wprowadzeniu obywateli IV Rzeczpospolitej w stan chronicznej nietrzeźwości umysłowej.
Upijania wyborców przez upajanie ich mile szumiącymi w głowach obietnicami kolejnych, rozdanych pieniędzy.
Niestety, radość z picia, nawet najbardziej patriotycznej wódeczki, nie jest wieczna. Następstwem jej jest przykra suchość organizmu i nieznośny ból głowy.
Obiecywana „Piątka Kaczyńskiego” podobna jest piciu wódki. Najpierw szał, potem kac.

Ale idą święta.

Niech zatem pocieszą się obietnicami wszyscy obdarowani. Rachunek za rządy PiS przyjdzie nam zapłacić później.
Pij, pij, pij braci pij, na starość torba i kij!

Ps. Już teraz rząd może zlikwidować zbędną Państwową Agencję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Wielkich oszczędności nie będzie, bo budżet agencja ma kusy, ale prezes Kurski albo Ojciec Dyrektor każdą kasę łykną.

Ballada o biedzie

W pieśni rośnie miasto, moja wielka damo,
i nie możesz zasnąć,
za gaconą ścianą,
wiatr burzy myśli w twej głowie.
Przeszklone zegary w mieszczańskich mieszkaniach
między olejami tykają
na ścianach,
godziny echem grzmią w tobie.
Półprzytomna wstajesz, o kawałku chleba,spieszysz na rozstaje w rozbabranych śniegach
w ciżbę kufajek się wmieszać.
Trepami przetupiesz
pokorną godzinę,
znim noc wykrztusi
skołowaną skrzynię,
w budę przygarnie człowieka.
Tlą się papierosy, z rzadka
pada słowo,
skołatane losy mus popchnąć
na nowo,
tam światło, tu wszędzie ciemno.
Lecz po dniu się wraca
z chlebem za pazuchą
i przygodnych randkach
z niebieską ćwiartuchą, bywa więc czas na przyjemność.
Wtedy mógłby nawet ktoś
w dowód uznania,
poszukać niezdarnie
twojego kolana,
przecież bez złego zamiaru.
Sprawdzić wodę w nodze,
tylko dla fasonu,
pośmiać się niezgorzej,
gdy już blisko domu
i blisko pierzyn ze starą.
(…)
Siny świt nadchodzi,
szronem drapie mury,
ciągną do roboty szarych
ludzi sznury,
tkwi w tobie drzazgą ta chwila.
Ściskasz rękawiczkę
wielkopańską ręką,
przemierzasz ulice jak
za Pańską Męką,
w mieście, co sama stworzyłaś.

Każde procenty mogą szkodzić

Czy nadal potrzebne są przepisy, mające na celu ograniczanie konsumpcji wódki na rzecz wina i piwa?

 

Narzekamy – i słusznie – na dużą niestabilność polskiego prawa, jednak cały czas dobrze się mają ustawowe regulacje kompletnie nieprzystające do realiów dwudziestego pierwszego wieku.
Taki właśnie charakter ma ważne prawo – ustawa o wychowaniu w trzeźwości. Skrojona pod realia lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, do dzisiaj stanowi fundament polityki społecznej państwa względem alkoholu. Jak przekonuje w najnowszym raporcie Instytut Jagielloński, koszty tej archaicznej regulacji są bardzo odczuwalne.
Ustawa o wychowaniu w trzeźwości dotyczy społecznych i ekonomicznych kwestii spożywania alkoholu – i opiera się na twardych danych. Jednakże, kiedy w 1982 roku uchwalano tę ustawę, struktura spożycia alkoholu i przede wszystkim jego ilości były zupełnie inne, niż obecnie.
Głównym celem ustawy było zwiększenie, głównie za pomocą rozwiązań administracyjnych, konsumpcji słabszych trunków kosztem wódki. I ustawa swój cel osiągnęła: znacząco wzrosło spożycie piwa, a spadło spożycie mocnych alkoholi.
Tyle, że ustawa – zapewne wbrew intencjom jej inicjatorów,– utrwaliła bardzo niebezpieczny stereotyp. A mianowicie teorię, że są alkohole bardziej i mniej szkodliwe, jeśli chodzi o ich nadużywanie.
W latach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej cudzoziemcy odwiedzający Polskę dziwili się, że w naszym kraju piwo traktowane jest nie jako orzeźwiający napój, tylko jako środek do wprowadzania się w stan nietrzeźwości, ewentualnie jako przepitka pod szklaneczkę wódki.
Trzydzieści lat po upadku realnego socjalizmu zamiast kolejek po piwo mamy setki gatunków złocistego trunku, będące przedmiotem pożądania smakoszy.
O ile na wódce ciąży wizerunek szalenie niebezpiecznego napoju (i nieodłącznego atrybutu alkoholików), a wino jest uważane za trunek dla koneserów i klasy średniej, to piwo kojarzy się z luzem i beztroską.
Kto by tam pamiętał, że butelka piwa stanowi odpowiednik 50-60 gramów wódki? Nawet polityk bez protestu da sobie zrobić zdjęcie z kuflem piwa przy meczu, ale za żadne skarby nie weźmie do ręki kieliszka wódki przy dziennikarzach. Tak mocno zakorzenione są mity na temat alkoholu.
Tymczasem wyniki badań, przytoczone w omawianym opracowaniu IJ, zadają kłam tym przekonaniom. W wolumenie alkoholi, spożywanych w sposób szkodliwy (w nadmiarze), 48 proc. przypada na piwo, 30 proc. na wódkę i inne mocne alkohole, a 22 proc. na wino.
Piwo jest tanie, w sklepach można kupić mocne i tanie piwa – a jeśli dodamy do tego, że ten napój nie ma tak negatywnych konotacji, jak wódka, to rozumiemy, skąd wzięły się te liczby. Eksperci Instytutu stwierdzają, że za rozpijanie odpowiadają nie procenty alkoholu w trunku, a jego cena i dostępność. W przypadku określonych grup społecznych alkohole niskoprocentowe mogą prowadzić do większych strat i kosztów społecznych. Na przykład wśród młodzieży (piwko na koncercie albo dwa), kierowców (ten, kto po wódce nie wsiądzie za kierownicę, po piwie zdarza się, że owszem), kobiet w ciąży (lampka wina nie zaszkodzi).
Przerabianie i łatanie starej ustawy nic nie da. Potrzebne jest nowe podejście do polityki społecznej dotyczącej alkoholu. I to takie z kalkulatorem w dłoni, bowiem koszty ponoszone przez budżet państwa w związku z patologiami alkoholowymi są olbrzymie. Ich zmniejszenie to jednocześnie oszczędności dla budżetu.
Nie idzie, rzecz jasna, o to, by lansować prohibicję, ale by uczyć odpowiedzialności. Przede wszystkim zaś wbijać do głowy, że nie ma mniej i bardziej bezpiecznych alkoholi. Że każdy alkohol, spożywany w niebezpieczny sposób, może doprowadzić do tragedii – ale też, że kieliszek wódki do posiłku albo szklaneczka whisky po nim, nie są bardziej niebezpieczne i szkodliwe niż wypicie kufla piwa.