Sławomir Peszko chce grać w lidze okręgowej

Przejście 44-krotnego reprezentanta Polski Sławomira Peszki z Lechii Gdańsk do zespołu Wieczysta Kraków, wicelidera krakowskiej ligi okręgowej, już stało się wydarzeniem letniego okna transferowego.

Zamieszanie wywołał Wojciech Kwiecień, krakowski biznesmen, właściciel sieci aptek „Słoneczna”, który ma kaprys wydawać z własnej kieszeni miliony złotych na utrzymanie grającego w VI lidze zespołu. Dotąd nikogo to specjalnie nie bulwersowało, bo w Polsce taką bezsensowną rozrzutność zwykło się usprawiedliwiać powiedzonkiem – „A kto bogatemu zabroni?”. Dopiero pozyskanie byłego reprezentanta Polski wywołało falę komentarzy. Najwięcej kontrowersji wzbudziły rzecz jasna wieści, że jako zawodnik Wieczystej Peszko będzie zarabiał tyle samo, ile ostatnio zarabiał w PKO Ekstraklasie jako zawodnik Lechii Gdańsk (w poprzednim sezonie grał też na wypożyczeniu w Wiśle Kraków).
Wieść, że w za grę w amatorskiej lidze okręgowej Peszko będzie zarabiał najmarniej 60 tysięcy złotych miesięcznie, chyba najbardziej poruszyła Dariusza Dziekanowskiego, który jakimś niebywałym zrządzeniem losu zarabia teraz pisaniem komentarzy do „Przeglądu Sportowego”. Napisał tam, że przejście Peszki do Wieczystej i jego zarobki w tym klubie to „patologia”, na co Peszko zjadliwie Dziekanowskiemu zripostował, iż „patologią jest całe życie grać w piłkę i nic z tego nie mieć”. Z takich medialnych pyskówek na ogół nikt nie wychodzi zwycięsko, bo pyskujący w ferworze wylewają na siebie kubły pomyj, których zawartość przykleja się do oblanego, czasem na całe życie. Dziekanowski po kilku wymianach ciosów zrejterował, bo chyba przekalkulował, że teraz, gdy dobiega już sześćdziesiątki, a w obiegu publicznym funkcjonuje jako piłkarski ekspert, przypominanie różnych ciemnych stron jego futbolowej kariery mogłoby łatwo zburzyć ten z trudem klecony przez ostatnie dwie dekady wizerunek. Peszko z całą pewnością nie jest wzorem piłkarskich cnót, ale w wieku 35 lat z pewnością prowadzi się lepiej, niż robił to mający tyle samo lat „Dziekan”, który nawiasem mówiąc chociaż kończył swoją piłkarską karierę w drugoligowej Polonii Warszawa, to jednak grał tam na statusie amatora, co w przypadku 63-krotnego reprezentanta Polski było wedle definicji Peszki „patologią”, albowiem faktycznie został wtedy przez „Czarne Koszule” trochę wyrolowany i nie miał z grania dla nich takich korzyści, jakie oferuje sponsor Wojciech Kwiecień.
Peszko też formalnie jest amatorem, bo na poziomie rozgrywek na jakim obecnie rywalizuje zespół Wieczystej obowiązują przepisy dla futbolu amatorskiego. „Przyszedłem tu dla pana Kwietnia, któremu chcę pomóc w dwóch awansach rok po roku i potem zobaczymy, co dalej. Nie przyszedłem tu, żeby się przyglądać i patrzeć na stan konta, tylko jak najlepiej grać w piłkę. Poza tym bardzo mi się tu podoba” – zapewnia Peszko. Nie da się ukryć, że mu się w życiu szczęści. Wciąż może robić to, co lubi najbardziej i nadal mu za to płacą.