Skończy się wojna?

Rozpoczyna się drugi już szczyt pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Koreą Północną. Czy przybliży ostateczne zakończenie – po ponad 60 latach – wojny koreańskiej?

Wojna koreańska zakończyła się jedynie rozejmem, formalnie rzecz biorąc zatem nadal trwa. Oczekiwać, że szczyt w Hanoi doprowadzi do jej ostatecznego zakończenia, byłoby to może za dużo, tym bardziej, że nie uczestniczy w nim przedstawiciel Korei Południowej, więc jedna ze stron nie będzie reprezentowana. Niemniej jednak, według doniesień mediów, temat warunków pokojowych ma się podczas rozmów prezydenta Donalda Trumpa i przewodniczącego Kim Dzong Una pojawić.
Choć w różnych okresach ze wzajemnymi stosunkami między obu państwami koreańskimi bywało różnie, jednak działania wojenne nie zostały wznowione, zatem zawarcie pokoju byłoby przede wszystkim gestem symbolicznym, ale jednak niezbędnym dla trwałego unormowania relacji między Pjongjangiem a Seulem, które otwarcie deklarują, że zależy im na budowaniu wspólnej przyszłości.
Trump i Kim mają rozmawiać przede wszystkim o nieodwracalnej denuklearyzacji Półwyspu Koreańskiego, czyli o warunku sine qua non dalszego postępu odwilży na Dalekim Wschodzie. Dla Pjongjangu kluczową rolę odgrywają trzy sprawy. Zasadniczą jest zniesienie przez USA blokady i sankcji przeciwko KRLD. Po drugie, podpisanie porozumienia o przerwaniu wojny, gwarantujące, że KRLD nie padnie znowu ofiarą jakiejkolwiek agresji. Nie mniej istotną jest kwestia gwarancji, że rozbroiwszy swój strategiczny potencjał, Korea Północna nie padnie ofiarą agresji. Trzeci punkt – sprawa wycofania amerykańskich żołnierzy z Korei Południowej (stacjonuje ich tam ok. 20 tys.) – jest przez stronę amerykańską zbywany, jednak bez ustaleń w tej sprawie trudno liczyć na znaczący postęp. Kim doskonale wie, że posiadana przez niego broń jądrowa i środki jej przenoszenia to swego rodzaju „polisa ubezpieczeniowa”, dzięki której może negocjować, a bez której byłby zupełnie bezsilny. Że nie można liczyć na to, że z niej zrezygnuje – jak domagał się tego amerykański doradca do spraw bezpieczeństwa John Bolton – nie można. Pokazała to północnokoreańska reakcja na jego wypowiedź.
Z punktu widzenia Waszyngtonu rozwiązanie problemu Korei Północnej, obwołanej w swoim czasie jednym z kluczowych krajów „osi zła”, byłoby niewątpliwym sukcesem, ale też wizja zbliżenia między Pjongjangiem i Seulem oraz perspektywa budowy wspólnego koreańsko-chińskiego bloku wcale nie jest mu w smak. A do tego prawdopodobnie by prowadziło tak udzielenie KRLD wiarygodnych gwarancji i wycofanie swoich wojsk. A nawet uzgodnienie warunków pokojowych, bo w tej sytuacji straciłby pozycję gwaranta bezpieczeństwa Korei Północnej i możliwość rozgrywania relacji Seulu z Pjongjangiem w myśl zasady „dziel i rządź”. Z drugiej jednak strony samemu prezydentowi Trumpowi spektakularny sukces w polityce zagranicznej jest potrzebny jak tlen. Nawet jeśli sposób, w jaki prowadzi tę rozgrywkę jest ostro krytykowany przez zwolenników ostrego kursu w samych Stanach Zjednoczonych.

Ni to wojna, ni to rozejm

W Korei każdy miał swój Stalingrad.

Tamtej wojny wszyscy spodziewali się od miesięcy, ale jej wybuchł wszystkich zaskoczył . Latem 1950 roku dwa istniejące już państwa koreańskie przygotowywały się do obchodów pierwszych rocznic swego istnienia. Na południu, w Republice Korei dyktatorsko rządził prezydent Ly Syng Man. Wspierała go administracja USA. Na północy w Koreańskiej Republice Ludowo – Demokratycznej rządził Kim Ir Sung, znany w Polsce jako Kim Ir Sen. Wspierał go Związek Radziecki. Rządzący północą kraju stwarzali wówczas pozory demokracji. Represjom poddano przede wszystkim związanych z niedawnymi japońskimi okupantami właścicieli ziemskich, policjantów i urzędników. Na południu tajna policja Ly Syng Mana miała za zadanie zlikwidować wszystkie osoby podejrzane o sympatie „komunistyczne”, co w praktyce przekładało się na represjonowanie wszystkich przeciwników politycznych reżimu. W roku 1945 dotknęło to ponad 300 tysięcy osób.
Po klęsce w 1949 roku wspomaganego przez USA chińskiego generalissimusa Czang Kai – Szeka, administracja USA skupiła się na wspieraniu okupowanej Japonii. No i wyspy Tajwan, gdzie schroniła się armia Czanga pobita przez czerwoną amię przewodniczącego Mao. Z perspektywy mocarstwowych USA i ZSRR podzielona na dwie strefy wpływów Korea była stanem optymalnym. Wywiad amerykański informował o wycofywaniu się wojsk radzieckich z Korei i niechęci Stalina do zmiany status quo. W odpowiedzi Amerykanie też rozpoczęli wycofywanie swych wojsk, przerzucając je do sąsiedniej Japonii. Oba mocarstwa nie doceniły ambicji trzeciego. Powstałej 1 października 1949 roku Chińskiej Republiki Ludowej.

 

Azja wstaje z kolan

Mao Zedong proklamując powstanie zjednoczonych i wolnych od obcych wpływów ludowych Chin, obiecał też Chińczykom przywrócenie im godności. Czas Chin kolonizowanych przez zachodnie mocarstwa i Japonię, Chin targanych wieloletnimi wojnami domowymi miał się zakończyć. A Chiny miały wrócić na „należne im miejsce”, czyli azjatyckiego hegemona.
Rządzący północną Koreą Kim Ir Sung również planował przywrócić Korei należne jej miejsce. Kraju zjednoczonego, związanego tradycyjnym geopolitycznym sojuszem z Chinami. Ale wewnętrznie suwerennym.
Dzięki otwartym przez Michaiła Gorbaczowa radzieckim archiwom wiemy już, że decyzję o zjednoczeniu Korei podjęli samodzielnie przywódcy Chin i północnej Korei. Stalin skupiał się wtedy na wasalizowaniu państw Europy Środkowo – Wschodniej i utrzymaniu NRD. Zapewne dlatego , pomimo wrogości i regularnych incydentów zbrojnych na granicy koreańsko – koreańskiej, atak z północy był dla południowej Korei i USA zaskoczeniem.

 

Zwroty akcji jak w serialu

Zaczęła się wczesnym rankiem 25 czerwca 1950 roku. Siedem dywizji północnokoreańskich wspartych brygadą czołgów T-34 i liczną artylerią zaatakowało wojska południowo koreańskie. Te stawiły słaby opór, szybko poszły w rozsypkę. Nie miały ciężkiego sprzętu. Nigdy nie walczyły na froncie, nie uczono ich tego. Były przede wszystkim wsparciem policji politycznej prezydenta Ly Syng Mana.
Silnego oporu nie stawiły też nieliczne wojska amerykańskie. Złożone z rekrutów, lub żołnierzy korzystających przez ostatnie lata z uroków okupowanej Japonii. Nic dziwnego, że armia północnokoreańska szybko zajęła Seul i posuwała się na południe. Największymi przeszkodami w marszu były trudne warunki geograficzne i totalny brak dróg odpowiednich dla oddziałów zmotoryzowanych.
W sierpniu 1950 roku Armia Ludowa KRL – D oponowała już całe południe z wyjątkiem regionu wokół portu Pusan. Tam broniły się skoncentrowane resztki wojsk USA i niedobitki wojsk południowokoreańskich. Wydawało się, że wojska Kim Ir Sunga zjednoczyły Koreę. Ale 15 września następuje niespodziewany desant wojsk USA w okolicach portu Inchhon i kontruderzenie z „worka Pusańskiego”. W międzyczasie Amerykanie zmienili charakter tej lokalnej wojny. Korzystając z bojkotu przedstawicieli ZSRR obrad Rady Bezpieczeństwa ONZ, zapewnili swojej interwencji patronat ONZ i pomoc wojskową licznych państw członkowskich.
W efekcie ryzykownego desantu dowodzone przez ekscentrycznego generała Douglasa Mac Arthura rozbito rozciągnięte, wyczerpane marszami wojska północno koreańskiego. Potem siły ONZ żwawo ruszyły na północ kraju. W październiku około 90 proc. terytorium Korei Północnej znalazło się pod okupacją sojuszników z ONZ . Wydawało się, że zjednoczenie Korei nastąpi, ale teraz przez siły południa.
Kiedy w listopadzie armie ONZ zbliżały się do granicy z Chinami, ze zdumieniem napotkały inaczej wyglądające oddziały wojskowe. To przewodniczący Mao Zedong rzucił na front kilkusettysięczną armię, zwaną „oddziałami ochotników ludowych”. Chodziło o to aby Chiny uczestniczyły w wojnie bez jej formalnego wypowiedzenia.

 

Jeszcze jedna atomowa?

Stalin wpadł w wściekłość, prezydent USA Truman w osłupienie, a generał Mac Arthur zaproponował odwetowe zrzucenie bomb atomowych na Chiny. Ponieważ chińscy „ochotnicy” byli weteranami niedawno zakończonej wojny domowej, a wojska pod sztandarem ONZ składały się z rekrutów, to nastąpił kolejny zwrot akcji, tej ciągnącej się jak serial, wojny.
Ochotnicy wraz z formowanymi na nowo wojskami północnokoreańskimi pomaszerowały na południe i w styczniu 1951 roku zdobyły Seul. Dalszy marsz i odwrót utrudniała wszystkim niezwykle surowa, koreańska zima. W tym czasie temperatura spada tam poniżej 20 C. Obie armie nie były do tego przygotowane. Jak wspominali weterani amerykańscy, brytyjscy, australijscy i chińscy obie walczący strony miały tam „swój Stalingrad”. W tej wojnie jwięcej żołnierzy zmarło z mrozów, głodu, chorób niż starć militarnych.
W kwietniu 1951 roku wojska chińskie i północnokoreańskie przeprowadziły kolejna wielką ofensywę, która załamała się. Od tej pory działania wojenne przyjęły postać wojny pozycyjnej przeplatanej lokalnymi starciami.
W lipcu 1951 roku rozpoczęła się pierwsza tura rokowań pokojowych. Toczyły się one powoli. Aż wybór prezydenta Eisenhowera, zmęczenie społeczeństwa amerykańskiego wojną, śmierć Stalina i walka o schedę po nim, oraz brak znaczących efektów działań militarnych, zmusiły obie strony do podpisania 27 lipca 1953 w Panmundżomie rozejmu. Ustanowiono strefę demarkacyjną wzdłuż 38. Równoleżnika.
Wrócono do stanu sprzed wojny. Rozejm podpisali dowódcy armii Korei Północnej, Chin i wojsk ONZ. Nie podpisał go reprezentant Korei Południowej, co bywa powodem podważania go przez władze KRL – D.
Straty wojenne trudne są do oszacowania, bo poza stratami wojsk walczącymi pod flagą ONZ, nie ujawniono innych precyzyjnych szacunków. Armia południowokoreańska mogła stracić ok. 0, 5 miliona żołnierzy, podobnie tyle armia z północy. Na pewno wojska ONZ straciły ponad 50 tysięcy żołnierzy, a straty chińskie szacuje się na 400 tysięcy. Straty ludności cywilnej ocenia się na ponad milion.
Dodatkowo ten przed wojną kraj został totalnie zniszczony, zwłaszcza w efekcie bombardowań lotniczych. Stolica Korei Północnej została całkowicie zburzona, Seul zrujnowany.
Długotrwały rozejm umocnił sfery wpływów w Korei i sprzyjał dyktatorskim rządom w obu krajach. Na południu wojsko obaliło znienawidzonego prezydenta Ly i korzystając z gwarancji bezpieczeństwa USA rozpoczęło w latach sześćdziesiątych budowę nowoczesnej gospodarki. Wzorowanej na japońskiej. Przemiany demokratyczne rozpoczęły się w Republice Korei dopiero w latach osiemdziesiątych XX wieku. Dzisiaj jest to gospodarcza potęga ze specyficzną, azjatycką demokracja parlamentarną.
W Koreańskiej Republice Ludowo – Demokratycznej ekipa Kim Ir Sunga najpierw zlikwidowała konkurentów do władzy. Potem lawirując między chińskimi i radzieckimi protektorami stworzyła azjatycką satrapię i autarkiczną, podporządkowaną wojsku gospodarkę. Rząd klanu rodziny Kimów i wojskowej ,generalicji. Dysponującą skuteczną polisą bezpieczeństwa – gigantyczną armią i bronią atomową.
Lata mijają, zjednoczenie Korei, ani zawarcia pokoju nadanie widać.