Haitańska WOŚP

„No, Polacy… walczyliście o naszą i waszą niewolę, ha-ha-ha” – śmiech haitańskiego pisarza Dany’ego Laferrière’a przypomniał mi się dziwacznie, gdy w niedzielę wyszliśmy z Psiną zaczerpnąć świeżego smogu i natknęliśmy się na grupkę młodych ludzi z WOŚP-u.

Jakiś pan tato robił zdjęcie swemu dziecku wciskającemu dziesięciozłotowy banknot do skarbonki, mama wciskała głowę w kadr.
OK, prawdę mówiąc, skojarzenie z Danym, którego miałem okazję poznać osobiście, nie było pierwsze. Najpierw stanęły mi przed oczami te niezliczone selfie dumnych Amerykanek lądujących na chwilę na haitańskiej plaży, białą łodzią z wielkiego wycieczkowca, by czekać na czarne dzieciaki i kobiety, którym zabrakło wody. Przybiegały niezawodnie. Działo się to po wydarzeniu sprzed 10 lat: 12 stycznia 2010 r. wyspą wstrząsnęła ziemia i wiatr znowu dał biednym po oczach, wszystko było w proszku, studnie zasypane jak ludzie.
Obsługa wystawiała więc zgrzewki butelek na piach tak, by wszyscy turyści, którzy płynęli na Karaiby, mogli sobie zrobić zdjęcie. Za najlepsze uchodziły te, kiedy przymuszony dzieciak pił z butelki trzymanej w dłoni uśmiechniętego dobroczyńcy. Jak nie chciał, to machało się przed nim srebrzystą monetą, nawet banknotem. Facebook i inne tego typu portale przeżywały eksplozję niezrównanego sukcesu. Biura turystyczne przez cały miesiąc oferowały wakacjuszom specjalne przystanki na Haiti za niewielką dopłatą, serce rosło.
„Murzyn należy do królestwa roślin” albo „Gdy planeta wyleci w powietrze, eksplozja zaskoczy nas w trakcie metafizycznej dyskusji o źródłach pożądania” – tytuły rozdziałów z Jak bez wysiłku kochać się z Murzynem? – książki Dany’ego, która wyszła u nas jeszcze przed tamtym trzęsieniem, były przedmiotem naszej rozmowy, gdy zwieszeni nad barem podśmiewaliśmy się z tego lub tamtego. Nie, czarny haitański pisarz nie miał do Polaków żadnych historycznych pretensji, „sami byliście wtedy Murzynami, ha-ha-ha” mówił, gdy wspominaliśmy jak nasi, na rozkaz ówczesnego imperium, krwawo tłumili powstanie haitańskich niewolników.
12 stycznia 2010 r. w ciągu kilku minut zginęło ok. 200 tys. ludzi, 300 tys. innych odniosło rany, półtora miliona domów rozpadło się jak domki z kart. Ofiar było stosunkowo mało (sic), gdyż wiele tych domów było zbudowanych z blachy i kartonów, ale ludzie i tak umierali później z braku pomocy lekarskiej, pragnienia lub głodu. Pewnie mało kto pamięta dziś ową planetarną mobilizację, to „ratowanie Haiti”, te miliardy obiecywane na wyścigi. A przecież serce rosło.
„To dziesięciolecie stracone, zupełnie stracone. Nawet stolica nie została odbudowana. Ale złe zarządzanie nie zależało wyłącznie od władz lokalnych: na szczeblu międzynarodowym nie wprowadzono żadnego mechanizmu zarządzania pomocą, by kraj mógł z niej skorzystać” – mówił niedawno haitański ekonomista Kesner Pharel. Inaczej mówiąc, międzynarodowe serce rosło kosztem mózgu. Nieskoordynowane, charytatywne odruchy zastąpiły wszelkie możliwe rozwiązania systemowe, bo każdy chciał być „dobry”.
Obiecane miliardy nie nadeszły lub zniknęły po drodze w tajemniczych okolicznościach. Niektóre wielkie koncerny „robiły sobie selfie” reklamując się pomocą dla Haiti dla podniesienia sprzedaży. Różne telewizje podnosiły szlachetność swych telewidzów, zbierając radośnie pieniądze, z których średnio pięć procent trafiało na wyspę. Tak, było też trochę autentycznej, doraźnej pomocy, ale szybko się ona skończyła. „Nikt nie rodzi się Murzynem, lecz nim się staje” – mówi sentencjonalny tytuł ostatniego rozdziału z książki Dany’ego, jakby ta prawda była uniwersalna. I jest to rozdział optymistyczny, niczym spektakl WOŚP, dla pokrzepienia serc.

Hipokryci i służba zdrowia

Jeśli jesteś bogaczem, celebrytą i wrzucasz do puszki, a jednocześnie chcesz niskich podatków i prywatyzacji zdrowia to jesteś nie tylko hipokrytą, ale i mordercą.

Znani i bogaci przekazują na WOŚP fanty z szerokim uśmiechem. Żaden z nich nie walczy o podniesienie podatków, wyższe składki na zdrowie, czy o naprawę służby zdrowia. Magia? Nie. Prosta kalkulacja.

Te zmiany kosztowałyby ich odprowadzenie milionów do urzędu skarbowego… WOŚP jest tymczasem dużo tańsza i jeszcze daje okazję się wypromować. Po co komu anonimowe płacenie składek, skoro można zlicytować np. wyjście ze sobą na kawę? Warte najwyraźniej wszystkie te miliony złotych i zgonów.

Gdyby chociaż 10 proc. tej uwagi, którą poświęca się promocji charytatywy poświęcono społecznej walce o podniesienie wydatków na zdrowie do 7,2 proc. PKB to NAPRAWDĘ uratowano by życie setek tysięcy ludzi.

Koncerty WOŚP niech zostaną. Ale powinny zwracać uwagę na niedofinansowanie NFZ. Wolontariusze powinni zadręczać polityków PiS i roznosić ulotki informujące o tym, ile ofiar przynosi neoliberalne podejście do opieki zdrowia. A zamiast licytacji i promowania celebrytów powinny być zbierane ankiety od ludzi by wskazywali, gdzie i jakich oddziałów szpitalnych im brakuje.

Z tymi środkami i tysiącami ludzi rząd szybko musiałby się ugiąć. No ale zamiast tego lepiej pozorować, że prywatna inicjatywa i charytatywa rozwiążą problem, a publiczny system musi być niewydolny i smutny.

Bigos tygodniowy

„Mnie jest tak nieprzyjemnie, tak bardzo nieprzyjemnie” – że znów posłużę się frazą Grynszpana z „Ziemi Obiecanej” – ale muszę zacytować Jewgienija Szestakowa z „Rossijskoj Gaziety” o zapowiedzianej nieobecności Dudy Andrzeja na styczniowej konferencji w Jerozolimie, którą Izrael przyjął z ulgą: „Przywódca kraju, którego w państwie żydowskim nieoficjalnie uważa się za współuczestnika Holocaustu, nie miał moralnego prawa znajdować się wśród przywódców państw wyzwalających więźniów obozów koncentracyjnych. W jakiejkolwiek paralelnej rzeczywistości istniałby pan Duda, jak bardzo by kipieli oburzeniem polscy politycy niezadowoleni z tego, że kolejny raz pokazano im prawdę, trudno spierać się z tym, co mówią dokumenty. A one potwierdzają, że znaczna część społeczeństwa polskiego bezpośrednio uczestniczyła w zagładzie Żydów.”(…) Byli Polacy, który ratowali Żydów, ale to kropla w morzu, a na każdego biorącego w zagładzie ludności żydowskiej niemieckiego oprawcę przypadało 10-15 dobrowolnych pomocników spośród miejscowych mieszkańców”.
Szestakow dodał też, że „Polacy obojętnie patrzyli, jak w warszawskim getcie ludzie umierali z głodu, dobrze się bawili, kiedy Niemcy tłumili żydowskie powstanie…”. Nie mam żadnej satysfakcji z cytowania w tej sprawie „Rossijskoj Gaziety”, ale ona ma rację pisząc, że „trudno spierać się z tym, co mówią dokumenty” . „Sprawiedliwi wśród Narodów Świata”, to była garstka.
Znacznie większa rzesza Polaków cieszyła się, że „Żydki się smażą” („Wielki Tydzień” Andrzeja Wajdy według powieści Jerzego Andrzejewskiego), a największa masa Polaków była kompletnie obojętna, tą obojętnością, którą określa się jako wrogą. I dlatego Duda byłby w Jerozolimie haniebnym dysonansem. I nic tu do rzeczy nie mają winy Rosji i ZSRR w stosunku do Polski. To zupełnie inny temat.
Teraz mówimy o polskim, masowym antysemityzmie. „Sprawiedliwych” były setki, „Lipskich” były tysiące. Przyznajmy się do tego wreszcież, porzućmy to klasyczne, tradycyjne, samodurne, megalomańskie polskie samozakłamanie, w którym tkwimy od dziesięcioleci, a tym największym polskim kłamstwie XX wieku.
Już wiele lat temu doszedłem do wniosku, że Polacy (oczywiście nie wszyscy) są być może najbardziej samozakłamanym narodem w Europie, a na pewno jednym z najbardziej samo zakłamanych. Za jedną z przyczyn tego uważam wpływ mentalny religii rzymsko-katolicką, w tym szczególnie dawny jezuityzm.

Pisowska nagonka na marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego rozkręca się na całego. Reporterroryzm osiąga stan paroksyzmu. Ziobro grozi mu Trybunałem Stanu.
Już od dawna uważam, że ta władza ma cechy przypominające działania zorganizowanej grupy przestępczej.

Z okazji kolejnej Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy dedykuję ćwierćinteligentowi ze stopniem profesora uniwersytetu i w randze wicepremiera-ministra kultury, słowa Jurka Owsiaka: „Ogromny szacunek dla twórczości Olgi widoczny jest w księgarniach (…) Ale minister kultury, człowiek utrzymujący się z naszych pieniędzy, do dziś nie złożył jej żadnych prawdziwych gratulacji.
Bo wszystkie te pierdoły o tym, że zaprasza pan do siebie panią Tokarczuk w dogodnym dla niej terminie – te słowa sprawiają, że dla mnie jest pan, panie ministrze, smarkaczem. Zwykłym podwórkowym smarkaczem”.

Marsz Tysiąca Tóg przekształcił się w liczący około trzydziestu tysięcy marsz społeczny. Na decyzje PiS to nie wpłynie, ale było potrzebne dla efektu demonstracji. Tymczasem Komisja Europejska zaapelowała o wstrzymanie się z pracami nad projektem zmian m.in. w Prawie o ustroju sądów powszechnych i ustawie o Sądzie Najwyższym do czasu przeprowadzenia niezbędnych konsultacji.
Poza tym ma wezwać do wstrzymania działalności przez pisowską Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego. Tymczasem goszcząca w Warszawie Komisja Wenecka zamiast zaproszenia przez któregoś z liderów obozu władzy dostała zaproszenie do Muzeum Wyklętych, tego przy ulicy Rakowieckiej.
To był taki złośliwy żarcik niejakiego Warchoła. Wiceministra sprawiedliwości. Naprawdę! Choć prawdę mówiąc, czy z NIMI warto rozmawiać. Toż to całkowicie bezpłodne?

Syndrom Sitka, czyli terroreporterka TVPiS kwitnie w najlepsze. Ostatnio ofiarą ekipy rządowej propagandowej telewizji szturmowej stał się Karol Radziszewski z Centrum Sztuki „Zamek Ujazdowski”, autor wystawy „Potęga sekretów”. Chodzą za nim nawet pod toaletę i zaglądają do talerza w restauracji. Szczęśliwie uniknął oberwania w łeb kamerą Kłeczka. Przyzwala na to nowy dyrektor CSW, pisowski mianowaniec, ideolog prawolski, niejaki Bernatowicz. Wystawa Radziszewskiego do tego stopnia boli władzę i terroreporterów z TVPiS, że była nawet tematem ostatniego „Warto rozmawiać” Pospieszalskiego, więc wszystko wskazuje na to, że byli to jego terroreporterzy.
To nie wszystko terroreporter TVPiS Kłeczek znalazł się w pobliżu dyrektorki gabinetu marszałka Senatu. Działający wraz z nim anonimowy terroroperator uderzył ją kamerą w głowę. Doznała wstrząsu mózgu i znalazła się w szpitalu. Marszałek Grodzki wezwał do powstrzymania tych szaleńców z TVPInfo. Generał Jaruzelski powiedział 13 grudnia 1981: „Szaleńcom trzeba skrępować ręce, zanim wtrącą ojczyznę w otchłań bratobójczej walki”. Nic dodać, nic ująć.
A w dniu WOŚP, TVPiS przechodziła samą siebie, a sitko-kłeczki uprawiały hejt przeciw zamordowanemu prezydentowi Gdański i przeciwko Orkiestrze. Z kolei żulnalista Ziemkiewicz odpowiedzialnością za mord obarczył organizatorów WOŚP.

A tymczasem pojawiły się nowe fakty w sprawie zabójcy Pawła Adamowicza, Stefana W. Pośpiesznie zrobiono z niego niepoczytalnego.
Tymczasem okazuje się, że starannie i z premedytacją przygotowywał się do zabójstwa. Tak pisał do kolegi z mamra: „Kupiłem sobie noże, fajne, taktyczne, myśliwskie i gazy pieprzowe. I se chodzę uzbrojony po zęby. (…) Zrobili ze mnie więźnia politycznego, torturowali, truli, teraz będzie rozpierdol. Jebać wszystkich złodziei, niech żyje Prawo i Sprawiedliwość”.

A Duduś Adrianek, Dewocik, Pierwszy Ministrant RP, Narcyzek znów jeździ po kraju i jak zwykle onanizuje się swoją funkcją.
Co rusz powtarza z komicznym namaszczeniem: „ja jako prezydent Rzeczypospolitej”, „ja jako głowa państwa”. Toż to istna beczka śmiechu.

Z historii prasy. W ukazującej się od 1631 roku „Gazette de France”, założonej przez kardynała Richelieu (tego z „Trzech muszkieterów” Dumasa), w numerze który powstał po 14 lipca 1798, nie było nawet wzmianki o szturmie i zdobyciu Bastylii. Pisowskie media w swojej wybiórczości żywo przypominają tamtą „Gazette de France”.

Orkiestra stoi cicho

Co mnie dotyka w „Sprawie Owsiaka”? Nie to, że Owsiak wykonał sprytny ruch, wyciągnięty prosto z arsenału technik marketingu oraz PR. Ograniczył maksymalnie (możliwe, nie rzeczywiste) straty wizerunkowe, poprzez rezygnację, pokazanie się w roli ofiary, a zarazem winnego, a potem powrócił, zyskując jeszcze większą niż dotąd popularność i szacunek, także wśród tych, którzy do tej pory Orkiestrą ekscytowali się w stopniu umiarkowanym. WOŚP jest, jak wszyscy wiemy, organizacją charytatywną. Z definicji funkcjonuje dzięki znacznej części społeczeństwa, która w geście dobrej woli darowuje jej środki na jej główne, sztandarowe działanie. Jest nim zakup sprzętu medycznego. Jej twarzą i głosem od 27 lat jest niezmiennie pomysłodawca. I tylko on, chociaż Orkiestra to praca tysięcy ludzi, tych zatrudnionych i wolontariuszy, a także praca darczyńców, bo przecież datki pochodzą z ich zarobków. Niewiele z nas byłoby w stanie wymienić kogokolwiek innego zaangażowanego w WOŚP z imienia i nazwiska. Jedyne widziane na bilbordach, ekranach telewizyjnych czy zasłyszane na falach radiowych osoby to celebryci, często politycy, postacie powszechnie uznawane ze publiczne. Za pomocą charytatywnej mobilizacji społecznej i najczęściej woluntaryjnej pracy, których efektem są masowe wydarzenia, burza medialna oraz budowa złudnej, chwilowej solidarności, która zawiesza i przecina dyskurs PO-PiS-owy, celebryci, autorytety potęgują swoją pozycję społeczną, a także zarabiają pieniądze, bo przecież wzrost popularności, udane kampanie PR można jak najbardziej przeliczyć na złotówki. Oni również de facto są wielkimi beneficjentami WOŚP. Aukcja przedmiotu X, który należy do celebryty czy polityka Y zwiększa jego kapitał społeczny, rozpoznawalność, daje mu łatkę tego dobrego. Może to być nawet człowiek, który zrobił coś złego w przeszłości czy jest kontrowersyjny. Już do klasyków należy spacer z Leszkiem Balcerowiczem. Może i zaszkodził ludziom w przeszłości, ale teraz pomaga biednemu państwu, czyli ma jednak dobre serce. I tylko przypomina się piękna swą szczerością wypowiedź pana Sienkiewicza o tymże państwie… Nawet „antyowsiakowcy” zbierają żniwo tego wszystkiego. Ich teksty idą jak ciepłe bułeczki. Hejt z jednej strony PO-PiS-u na drugą. Wszyscy na tym coś zyskują: scementowanie elektoratu, partii czy narracji, osobistą popularność dzięki super słodkiej aukcji czy wypowiedzi. Kościół daje kolejne pokazy siły. Można tak bez końca.
A jak się ma do tego główny cel Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy? Nie wątpię, że celem Owsiaka i jego współpracowników jest pomoc polskiej służbie zdrowia, wsparcie NFZ, pomoc w pracy ludziom, którzy codziennie ratują życie. Ich własne życie jest jak niewiele innych naznaczone pięknym, humanitarnym i niezwykle psychicznie ciężkim powołaniem. Dumną, szanowaną, zasługującą na te słowa pracą. To nie kwestia polemiczna – tak po prostu jest. A teraz przypomnijcie sobie waszą frustrację, kiedy to w kolejce kilkudziesięciu osób na SORze w ciągu dnia tkwicie ze złamaną lub nie, bo nikt jeszcze nie wie, nikt nie poinformował, ręką, nogą, czymkolwiek. Spróbujcie wyobrazić sobie uczucia
i stres pielęgniarki, lekarza czy rezydentki, która o 17:00 nie ma już pomocników do pracy z pacjentami. Ba! Nie ma wystarczającej dla tego tłumu rannych, osłabionych lub połamanych ludzi liczby wózków inwalidzkich czy nierzadko łóżek. O atmosferze pracy ratowników i ratowniczek (oraz liczbie karetek) nie wspomnę. Tak, WOŚP pomaga ludziom. Zebrane do puszek pieniądze dają nam wszystkim, społeczeństwu urządzenia ratujące życie. Lecz czy to nie jest kompletny absurd, że autorytetami w sprawach pomocy ludziom, medycyny i służby zdrowia stają się celebryci i osoby publiczne, media takie jak TVN, Play i cała masa podmiotów, a ich głównym przedstawicielem Jurek Owsiak, który przyszedł, wyszedł z hukiem, wrócił? A miejsce dla udzielających się w tym wszystkim lekarzy i ekspertów jest tylko wśród wzywających do popierania WOŚP-u? A także wśród proszących o pomoc dla swych placówek? Bo co się dzieje, gdy prawdziwi eksperci i ekpertki, tworzący i budujący służbę zdrowia, wchodzą na arenę debaty publicznej żądając podwyżek płac, większego budżetu dla szpitali, bycia traktowanymi jak ludzie, a nie jak niewolnicy swojego humanitarnego powołania? Cisza. Gwiazdy gasną, gdy rezydenci głodują, pielęgniarki strajkują, ratownicy wychodzą na ulice. Protesty? Sami związkowcy, kilka dziennikarek i dziennikarzy, grupka aktywistów. Media interesują się tematem od niechcenia. Gdzie społeczeństwo? Ci z WOŚP, ale i ci z Caritasu? Te gwiazdki z serduszkiem przy znaczkach partyjnych? Gdzie wolontariusze? Gdzie nagle popkulturowe i polityczne autorytety, chętnie zbierające na łzy w morzu potrzeb naszej służby zdrowia, naszego społecznego zdrowia?
Jedynych prawdziwych, doświadczonych specjalistów w zakresie ochrony zdrowia, ma się w d*pie. Kolejni maszerują! Następne żądają!
Orkiestra stoi cicho. Coś tu poszło nie tak.

Szef ochrony imprezy WOŚP w Gdańsku usłyszał zarzuty

Na polecenie Prokuratury Krajowej zatrzymany został szef ochrony imprezy WOŚP z 13 stycznia w Gdańsku, Dariusz S. – za to, że udzielił nieprawdziwych informacji, jakoby zabójca Pawła Adamowicza posłużył się identyfikatorem „media” aby dostać się na scenę.

Policjanci, zatrzymując Stefana W. nie znaleźli u niego plakietki z napisem „media”, natomiast identyfikator, którym miał się posługiwać napastnik, przekazał im pracownik ochrony.
Dariusz S. ma postawiony zarzut składania fałszywych zeznań i nakłaniania do tego jednego ze swoich podwładnych. Ustalono, że Stefan W. nie pokazywał swojego podrobionego identyfikatora, lecz „w inny sposób dostał się w pobliże prezydenta Gdańska”. Szef ochrony firmy „Tajfun” został zatrzymany o szóstej rano, a jego dom został przeszukany. Następnie został odwieziony do prokuratury. Oprócz śledztwa dotyczącego zabójstwa Adamowicza, prowadzone jest postępowanie dotyczące prawidłowości organizacji i zabezpieczenia finału WOŚP w Gdańsku. Według śledczych szef ochrony chciał „zataić zaniedbania”.
– Informacja o tym, że plakietkę miał sprawca została nam przekazana przez Dariusza S. Z naszych ustaleń wynika, że to nieprawda. Analiza monitoringu oraz zeznania świadków temu przeczą. Mężczyzna zeznał nieprawdę, próbując ukryć zaniedbania w trakcie zabezpieczania imprezy – poinformowała Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.
– Sami jesteśmy tym zaskoczeni, nic nie wskazywało na to, że tak to się może potoczyć – powiedział dziś rano Łukasz Isenko, pełnomocnik firmy Tajfun, w rozmowie z portalem money.pl. Isenko dodał, że „żaden z pracowników ochrony nie miał możliwości oględzin tego identyfikatora”.
Od poniedziałku w Tajfunie trwa kontrola MSWiA. Przedstawiciele Departamentu Zezwoleń i Koncesji MSWiA zabezpieczyli dokumentację związaną z rejestracją firmy i jej prowadzeniem. Pełnomocnik twierdzi, że z WOŚP firma współpracowała po raz pierwszy, choć miała wcześniejsze doświadczenie w ochranianiu widowisk kulturalno-artystycznych. 13 stycznia zaangażowanych miało być około 50 ochroniarzy. Wygląda na to, że Stefan W. mimo to zdołał przedrzeć się na scenę.
– W Polsce są 2-3 firmy, które faktycznie potrafią ochraniać imprezy masowe, znają się na procedurach związanych np. ze strefami dostępu i nie zatrudniają ludzi z przypadku – ocenił dla money.pl Bartosz Bieszyński, organizator imprez masowych. – Dlatego na niektórych imprezach możemy spotkać na ochronie starszych panów albo młodych chłopców, których łatwo oszukać czy ominąć.
Strona firmy Tajfun zniknęła z sieci. Pojawiają się komentarze, że była zarejestrowana w prywatnym mieszkaniu.

Głos Lewicy

To ośmiesza PiS

– Nie jest to nominacja dyktowana kompetencjami – powiedział Janusz Zemke w programie „Fakty po Faktach” oceniając nominację Adama Adruszkiewicza na wiceministra cyfryzacji. – Jest to decyzja czysto polityczna, dyktowana jakąś nadzieją, że pan Andruszkiewicz skłoni jakąś część elektoratu skrajnie prawicowego do tego, żeby wspierać dalej PiS – podkreślił eurodeputowany SLD.

– PiS zamiast iść do centrum – co zapowiadał prezes jeszcze nie tak dawno – ocenił, że w centrum nie ma czego szukać i że trzeba pilnować, żeby na prawo od PiS nie pojawiła się jakaś siła polityczna. Pan Andruszkiewicz ma być jednym z elementów, żeby taka siła nie powstała. Moim zdaniem, jest to kalkulacja błędna. Ten pan już tyle razy zmieniał poglądy w swoim życiu, ma tak fatalne poglądy, że nie sądzę, żeby to PiS-owi pomogło. To ośmiesza w sumie PiS – stwierdził Zemke.

 

Mit charytatywy

Powoli zaczyna się marketingowy sezon na WOŚP. Przypomnę więc tylko, że to będzie już 27 rok i 27 finał z rzędu, a kolejki do lekarza są coraz większe i coraz trudniej w Polsce o dobrą i przystępną opiekę medyczną, a ludzie bogaci na stałe przerzucili się już na prywatę…

Tak więc cała liberalna teoria o zbawiennym wpływie prywatnej charytatywy i o wielkich skutkach jednodniowej zbiórki do puszek wygląda więc na skutecznie obaloną. WOŚP to opium coraz bardziej chorego ludu. Nasze zdrowie naprawdę nie zależy od tego, co wrzucicie do puszek. Zależy od tych, którzy rządzą państwem.

W zdrowym państwie nie ma potrzeby żadnych puszek – komentuje na swoim profilu fejsbukowym Tymoteusz Kochan.

 

Lis pilnuje kurnika

Jeśli jest dla nas oczywiste, że sędzia piłkarski nie bierze udziału w grze, dlaczego nie jest dla nas oczywiste, że pracownicy nadzoru bankowego od objęcia stanowiska aż do śmierci nie powinni móc posiadać ŻADNYCH instrumentów finansowych zarządzanych przez banki? Ich zarobki, oszczędności, zabezpieczenia na starość powinna obsługiwać instytucja, w której pracują. I tylko ona. Lis nie może pilnować kurnik – również na Facebooku zauważa Łukasz Moll.