W Wuhan przebadano prawie 10 milionów ludzi. Testy na COVID-19 wykonano w całym mieście.

Na ten bezprecedensowy test władze miasta przeznaczyły około 126 milionów dolarów amerykańskich. Dla mieszkańców Wuhan testy były dobrowolne i darmowe. Odpowiedzialne za przeprowadzenie badań władze i służby miejskie stwierdziły, że ten gigantyczny test miał też dodatkowy cel – zdjęcie „psychologicznego lockdownu” mieszkańców Wuhan. I udowodnienie, że Wuhan jest już bezpiecznym miejscem.

Miasto Wuhan, jeszcze niedawno epicentrum epidemii koronawirusa w Chinach, przetestowało w ciągu 19 dni ponad 9,8 miliona ludzi. Ilość dziennie przeprowadzonych testów wzrosła tam początkowo z 300 000 do ponad miliona próbek podczas ostatnich dni.
Takie masowe badanie doprowadziło do wykrycia 300 nowych bezobjawowych przypadków. Nie znaleziono ani jednego potwierdzonego przypadku nowego zakażenia.
Wuhan, miasto w prowincji Hubei w środkowych Chinach, przetestowało prawie 10 milionów mieszkańców w czasie 19-dniowej bezprecedensowej akcji wykrywania nowych zakażeń koronawirusem.
Podczas zorganizowanej 2 czerwca konferencji prasowej poinformowano, że służby miejskie pomiędzy 14 maja a 1 czerwca przetestowały 9 889 828 osób.
„Nie wykryto potwierdzonych zakażeń COVID-19”, powiedział Lu Zuxun, profesor z Tongji Medical College z Techniczno – Naukowego Uniwersytetu w Huazhong (Huazhong University of Science and Technology).
W trakcie badań znaleziono 300 bezobjawowych przypadków u testowanych mieszkańców. Poddano ich rutynowej kwarantannie.
Profesor Lu powiedział mediom, że służby medyczne dotarły też do wszystkich 1174 osób, które miały bliskie kontakty z osobami przechodzącymi zarażenie bezobjawowo. W testach na obecność COVID-19 uzyskały one wynik negatywny, ale również zostały poddane kwarantannie.
To wielkie badanie rozpoczęło się 14 maja. Służby miejskie najpierw przeprowadziły kampanię informacyjną, oferującą testy tym, którzy ich jeszcze wcześniej nie przeszli. W ten sposób władze chciały zdiagnozować bezobjawowe przypadki oraz uspokoić nastroje społeczne w czasie kiedy miasto stopniowo otwierało fabryki, firmy i szkoły.
Zastępca burmistrza Hu Yabo podczas konferencji powiedział, że w Wuhan na ten cel wydano 900 milionów juanów, czyli 126 milionów dolarów amerykańskich. Było to „całkowicie warte swojej ceny”, ponieważ uspokoiło poczucie bezpieczeństwa mieszkańców Wuhan, a także całych Chin. Wyniki testu pomogą też miastu przywrócić jego gospodarczą i społeczną działalność.
„Po testach obejmujących całe nasze miasto, mieszkańcy Wuhan, którzy dokonali wielkich poświęceń w czasie blokady miasta, będą teraz mogli też znieść blokadę psychologiczną”, dodał.
Obecni na konferencji przedstawiciele Miejskiej Komisji Zdrowia zapewnili, że wszystkie testy były dobrowolne i bezpłatne, a ich koszty poniósł rząd.
Li Lanjuan, znana chińska epidemiolog, poinformowała, że pomyślnie zakończona kampania podniosła liczbę wszystkich poddanych testom w Wuhan do 10,9 miliona osób.
Li zauważyła również, że w czasie testu nie wyhodowano żadnego żywego wirusa z próbek wydzieliny i wymazów pobranych z gardła 106 bezobjawowych nosicieli. A wśród ponad 97 procent przebadanych zasobów mieszkalnych Wuhan nie wykryto przypadków bezobjawowych infekcji.
„Wuhan jest teraz bezpieczny i mieszkańcy Wuhan są bezpieczni”, powiedziała mediom.
Jak Wuhan to bezpieczeństwo osiągnęło?
Zaproponowane przez władze miasta testy spotkały się z powszechną aprobatą mieszkańców i społecznym entuzjazmem. Reporterzy Xinhua widzieli długie kolejki mieszkańców Wuhan stojących w sprzyjających bezpieczeństwu maskach i zachowujących odpowiedni dystans między kolejkowiczami. Testy przeprowadzano w wyznaczonych obiektach na terenie osiedli mieszkaniowych oraz w miejskich instytucjach publicznych.
Wang Weihua, zastępczyni dyrektora Miejskiej Komisji Zdrowia w Wuhan, powiedziała, że w mieście zostały zmobilizowane 63 laboratoria w celu zwiększenia wydajności testowania. Aby wesprzeć akcję wykorzystano też krajowe zasoby medyczne.
Aby przyśpieszyć proces testowania pobrane próbki testowano też partiami, czyli w jednym teście mieszane było maksymalnie pięć próbek. Wszystkie od różnych osób. Kiedy nie stwierdzono w nich zakażenia uznawano wynik za zadowalający. Tylko wtedy, kiedy wynik takiego testu wskazywał na obecność wirusa, przeprowadzano drugą rundę testów, już indywidualnych.
Burmistrz Hu dodał, że w czasie powszechnego testowania w Wuhan stosowano przeede wszystkim testy indywidualne, a testy robione partiami były ich uzupełnieniem.
Wszystkie te wysiłki sprawiły, że dzienna zdolność Wuhan do testowania wzrosła z 300 000 do ponad miliona próbek, podsumowała dyrektor Wang.
Chińska firma biotechnologiczna BGI, jedna z uczestniczących w teście, przyznała, że była w stanie uzyskać wynik testu już w ciągu 24 godzin i zachować zbadane próbki przez kolejne dwa dni. To na wypadek konieczności wykonania testu powtórnie.
Należące do firmy laboratorium Huo-Yan w Wuhan podwoiło swoją wydajność testowania do 40 tys. próbek dziennie, powiedział Zhu Shida, dyrektor laboratorium. Stało się tak bo do tej akcji oddelegowano dodatkowych techników i sprzęt z całych Chin.
Czy warto było ?
Niektórzy eksperci ochrony zdrowia publicznego stwierdzili, że testowanie na taką skalę może okazać się zbyt kosztowne. Jednak Hu Ke, lekarz pulmonolog w Szpitalu Renmin na Uniwersytecie Wuhan, uważa, że w sumie jest to opłacalne. Zwłaszcza w mieście, w którym wirus zainfekował ponad 50 000 osób. Dodał, że ten test bardzo pomoże zapobiec ewentualnemu nawrotowi epidemii oraz uspokoi obawy społeczne.
„Masowe testy pomogły wykryć bezobjawowe przypadki, które wciąż mogą zarazić innych. Tylko ich ścisła izolacja i leczenie może powstrzymać epidemię i uspokoić całe społeczeństwo” – stwierdził Hu. Wyniki tak masowego testu, z wykrytymi jedynie 300 przypadkami bezobjawowymi, uznał za dowód sprawności i sukcesu kontroli epidemicznej Wuhan.
„Ten test odzwierciedla także ideę stawiania ludzi na pierwszym miejscu w walce z wirusem w Chinach”, podsumował.
Du Zhizhang, wicedziekan Instytutu Zarządzania Państwem, z Techniczno – Naukowego Uniwersytetu w Huazhong (Huazhong University of Science and Technology), zauważył, że takie testy pomogą światu lepiej zrozumieć rzeczywistą sytuację w Wuhan. A pracodawcy korporacji i innych przedsiębiorstw będą mogli skorzystać z ogłoszonych wyników do sporządzenia racjonalnych harmonogramów powrotu ich firm do normalnego funkcjonowania.
Wielki test w Wuhan miał też dla mieszkańców miasta olbrzymie korzyści psychologiczne.
”To jakby wystawić certyfikat zdrowia mieszkańcom Wuhan, który pomoże im uniknąć dyskryminacji”, podsumował uniwersytecki ekspert.

Logika Białego Domu

Wirusolodzy ustalili, że wyhodowanie wirusa w laboratorium jest bardzo mało prawdopodobne. Władze Amerykańskie mają z tym poważny problem.

14 kwietnia „Washington Post” doniósł depeszach wysłanych przez amerykańskich dyplomatów, którzy na początku 2018 roku złożyli wizytę w laboratorium Wuhańskiego Instytutu Wirusologii. Wizyta odbyła się na zaproszenie chińskich władz, Amerykanie byli zaniepokojeni bezpieczeństwem i sposobem zarządzania ośrodka, oraz tym, że Chińczycy badają wirusy nietoperzy.
Po paru dniach Donald Trump, podczas konferencji prasowej w Białym Domu, wyraził „wysoki stopień przekonania”, że SARS-CoV-2 pochodzi z laboratorium Wuhan.
– Nie mogę wam tego powiedzieć, nie wolno mi wam tego powiedzieć – krygował się Trump,
– To straszne, co się stało. Czy to był błąd, po którym popełniono następny, czy ktoś zrobił to celowo, my wszystko ustalimy. Dowiecie się o tym w niezbyt dalekiej przyszłości – twierdził prezydent USA.
Dzień później biuro dyrektora wywiadu USA, oświadczyło, że zgadza się z „powszechnym konsensusem naukowców”, iż wirus „nie został stworzony przez człowieka lub zmodyfikowany genetycznie”.
Swojemu wywiadowi za grosz nie wierzy jednak Departament Stanu, a zwłaszcza jego szef.
– Od początku mówiliśmy, że ten wirus pochodzi z Wuhan w Chinach, ale myślę, że teraz widzi to cały świat. Pamiętajmy, że Chiny mają długą historię zarażania świata i długą historię prowadzenia laboratoriów niespełniających podstawowych standardów. Nie jest to pierwszy przypadek, kiedy świat został wystawiony na działanie wirusów w wyniku awarii chińskiego laboratorium – powiedział 3 maja amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo. Potem wspomniał, że istnieje „ogromny dowód” na to, że SARS COV 2 pochodzi z laboratorium Wuhan.
Wytłumaczeniem tej schizofrenii jest fakt, że antychińskość w Białym Domu rośnie wprost proporcjonalnie do liczby zakażonych i zmarłych na COVID 19 Amerykanów.

Pół miliona masek z podarowanych przez Chiny wylądowało w Belgii na trasie do Włoch, kolejne w drodze

Chińskie zapasy medyczne na COVID-19 dla Europy są rozładowywane na lotnisku Liege w Belgii w dniu 13 marca 2020 r. Samolot przewożący chińskie zapasy medyczne przeciw COVID-19, w tym maski na twarz i zestawy testowe na COVID-19, wylądował tam w piątek wieczorem

Podarowane przez dwie fundacje: Jack Ma i Alibaba, pół miliona masek na twarz zostanie sprawdzonych i dostarczonych do ciężarówek we Włoszech, gdzie odbierze je miejscowy Czerwony Krzyż. „Zniknij, o nocy! O świcie, Wygram! ” – takie teksty z „Nessun dorma”, arii z „Turandot” Giacomo Pucciniego znajdują się na plakatach dołączonych do paczki.

Włochy są najbardziej dotkniętym przez koronawirusa krajem europejskim, z 17 660 zakażeniami ogółem i 1266 zgonami w piątek. Przez cztery dni kraj był objęty pełną kwarantanną, niedobór sprzętu ochrony osobistej jest bardzo poważny.

Dwie organizacje charytatywne przekazały dary w postaci łącznie 2 milionów masek i innych bardzo potrzebnych produktów, takich jak zestawy testowe dla Włoch i innych krajów, które mocno ucierpiały w wyniku pandemii, m.in. Hiszpanii i Belgii. Dostawa została zorganizowana po ścisłych konsultacjach z władzami europejskimi. Piątkowa przesyłka, która jest pierwszą partią, dotarła do centrum logistycznego Alibaba na lotnisku Liege, największym lotnisku towarowym w Belgii. W ciągu najbliższych kilku dni planowane są trzy dodatkowe wysyłki. To pierwsza tak konkretna dostawa darów wysłana do Europy od czasu, gdy pod koniec lutego na kontynencie pojawił się nowy koronawirus.

„Wiemy, że niektóre firmy przygotowują pomoc, ale to pierwsza, którą tutaj rzeczywiście otrzymaliśmy ”- powiedział Bert Selis, wiceprezes Liege Airport ds. Cargo Logistics.

Europa, z 28 297 zgłoszonymi przypadkami i 1119 zgonami w piątek rano, została zidentyfikowana przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) jako epicentrum pandemii COVID-19. „Mamy zaszczyt być częścią tego dnia przyjaźni i solidarności ”, powiedział Michel Kempeneers, dyrektor operacyjny zagranicznej Walonii Export-Investment Agency, rządowej agencji Regionu Walońskiego w Belgii. Kempeneers zauważył, że to jak powrót życzliwości. „Kilka tygodni temu wysłaliśmy do Chin dużo lekarstw i sprzętu, aby wesprzeć naszych przyjaciół w Wuhan” – powiedział, dodając, że Walonia utrzymuje partnerstwo z chińską prowincją Hubei, której stolicą jest Wuhan.

Piątkowy ruch był najnowszą inicjatywą Chin w celu zapewnienia opieki medycznej w innych częściach świata, gdy Chiny wydają się mieć najgorszy moment pandemii już za sobą. Zespół chińskich ekspertów medycznych przyjechał w czwartek do Rzymu we Włoszech, przywożąc ze sobą 30 oddziałów intensywnej terapii. �͠

Mity koronawirusa

Światowe media od miesiąca żyją epidemią, jaka wybuchła w chińskim mieście Wuhan i rozprzestrzeniła się po całym świecie. Katastroficzne i panikarskie informacje graniczące z histerią są doskonałym newsem dla poszerzania zasięgów materiałów, za czym kryją się oczywiste zyski
reklamodawców i właścicieli kapitału. Wydaje się jednak, że nie we wszystkie otchłanie polityki światowej komentatorzy się zanurzyli. Zróbmy to za nich.

Znawcy Chin zwracają uwagę na fakt, iż jesienią i zimą epidemie tego typu dotykają Państwo Środka zawsze.
Wiąże się to zarówno z klimatem, kuchnią (popularność surowego mięsa przekłada się na łatwiejsze rozprzestrzenianie chorób odzwierzęcych), a przede wszystkim z nomadycznym charakterem siły roboczej wewnątrz Chin. a pracą cały czas w stanie wewnętrznej emigracji jest ok. 200 mln ludzi, głównie robotników pochodzących z centralnych i zachodnich prowincji, a także z regionów północno-wschodnich (Mandżuria), gdzize w wyniku restrukturyzacji gospodarki chińskiej – odchodzenie od przemysłu ciężkiego i wydobycia węgla na rzecz ekologicznych i nowych technologii – wzrosło bezrobocie, a jakość życia wyraźnie się obniżyła.
To też efekt nękającego współczesną neoliberalną gospodarkę napięcia między centrum a peryferiami, z których wysysa się „życiodajne soki”. Współcześni chińscy nomadzi zakwaterowani są najczęściej w byle jakich warunkach, nawet w nieogrzewanych lokalach (byle oszczędzać). Takie są koszty i efekty wzrostu bogactwa nielicznych kosztem mas. Do tego na chiński Nowy Rok dziesiątki milionów Chińczyków podróżują z miejsc pracy do rodzinnych miejscowości.
Znawcy chińskich warunków twierdzą, iż światowe media przesadziły z prezentacją zagrożenia epidemiologicznego. Wielokrotnie bowiem więcej osób jest wyleczonych niźli epidemia zbiera ofiar. Każda śmierć jest tragedią, jednak media karmią się dramatami, zamiast ukazywać sprawę we właściwych proporcjach. Epidemię połączono z chińskim niedemokratycznym i nieliberalnym systemem, mniej chętnie wspominając o tym, jak WHO chwali Pekin za energię w walce z chorobą i transparentność działań.
W Chinach jesienią ub. roku rozpoczęła się przewidziana systemem politycznym rotacyjna wymiana władz: gubernatorów prowincji, sekretarzy i ważniejszych działaczy KPCh we wszystkich prowincjach, merów i czołowych polityków w lokalnych strukturach Chin. To w zamyśle Xi Jinpinga i jego najbliższego otoczenia kolejny etap nie tylko walki z korupcją na wszystkich szczeblach władzy administracyjnej i partyjnej, ale przede wszystkim ostateczna rozprawa z neoliberalnymi, ochoczo spoglądającymi na Zachód i USA środowiskami których uosobieniem jest premier Li Keqiang. Według wielu obserwatorów te grupy orientujące się na globalizację wedle recept zalecanych przez MFW i Bank Światowy przygotowywały się do „pałacowego przewrotu” w Pekinie. Sukcesywne usuwanie zwolenników Li ze średnich szczebli władzy – których końcowym etapem miało być wyeliminowanie obecnego premiera i jego zwolenników z polityki na marcowej sesji Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych – zostało w wyniku blokad miast i całych prowincji w efekcie rozprzestrzeniania się epidemii i medialnej psychozy sparaliżowane.
Wielu komentatorów podkreśla zbieżność blokady Wuhanu i ogłoszenie epidemii z mającą nastąpić dymisją mera Zhou Xianwanga, stronnika premiera Li. W oświadczeniu dla chińskiej TV cytowanym z odpowiednim komentarzem przez „The Wall Street Journal” (tuba neoliberalnych kręgów biznesowych) zarzucił on opóźnienia w informacjach na temat epidemii i powstałemu bałaganowi centralnym władzom w Pekinie. To rzecz w chińskiej tradycji niespotykana. Potwierdzać może to tylko ową zakulisową walkę toczoną w chińskim kierownictwie skwapliwie podgrzewaną przez liberalne media na świecie.
Czy mamy do czynienia z kolejnym przykładem toczącej się w wielu miejscach na świecie niewidocznej gołym okiem wojny? Toczą ją z jednej strony środowiska globalistów o antynarodowej i skrajnie antyspołecznej mentalności, przedstawicieli trans-narodowych mega-korporacji i hiper miliarderów, z drugiej – zwolennicy uporządkowania (przynajmniej częściowego) istniejącego chaosu aktualnej wersji globalizacji, powrotu do układów międzypaństwowych i obalenia dominacji dolara przez powrót do oparcia systemu walutowego o parytet złota (porozumienie z Bretton Woods). To m.in. w ramach takich tarć na najwyższych szczeblach władzy prezydent Rosji Władimir Putin usunął nagle w połowie stycznia br. premiera Federacji Rosyjskiej Miedwiediewa, kojarzonego z ultraliberałami z tzw. „kręgów Davos” czy grupy Bildenberg. Xi Jinping nie zdążył.
W Stanach w decydujący moment wchodzi kolejna próba impeachmentu prezydenta Donalda Trumpa. Ta walka na scenie politycznej wewnątrz Stanów Zjednoczonych powoduje, iż po pierwsze ten konflikt przenosi się na cały świat, gdyż konsolidujący swoją pozycję Trump potrafi sięgać po ruchy, których konsekwencji nie jest w stanie przewidzieć. Chaos w waszyngtońskich strukturach władzy przybiera rozmiary takie, że aż trudno powiedzieć: czy to ruchy niekontrolowane, czy raczej próba zarządzania sytuacją za pomocą rozpętywania kolejnych kryzysów (Ukraina i Biden-gate, zabójstwo Solejmaniego). A równocześnie media rozpętują histerię wokół Chin, przenosząc tam zainteresowanie amerykańskiego odbiorcy.
Tymczasem od listopada ubiegłego roku trwają masowe zachorowania na grypę w Stanach Zjednoczonych. W jej wyniku, choć nikt nie ogłasza zagrożenia z tego tytułu, zmarło już ok. 10 000 osób. To dane CDC – Federalne Centrum Chorób w USA. Szacunkowe, gdyż w USA nie prowadzi się w tej mierze żadnej statystyki. O tym media milczą.

Strach przed koronawirusem

Epidemia koronawirusa wybuchła przed Nowym Rokiem w Wuhan, stolicy prowincji Hubei w środkowych Chinach. Mimo ogromnych starań chińskich władz żeby ją zwalczyć, liczba ofiar i zakażonych rośnie, co powoduje rosnącą panikę na świecie. Także w środowisku sportowym. IAAF odwołał już zaplanowane w lutym w Nankinie halowe mistrzostwa świata.

Nowy koronawirus wywołuje zapalenie płuc, które może być śmiertelne. W Chinach kontynentalnych zakażenie potwierdzono już u ponad 17 tys. osób, a blisko czterysta osób już zmarło. Przypadki zakażeń wykryto także w innych krajach, w tym w Niemczech, Rosji, Francji i Włoszech. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) nowy wirus stanowi zagrożenie zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym.
Organizatorzy sportowych zawodów w Chinach mogli tylko ze zgrozą obserwować, jak narasta lawina odwołań. Zaczął FIS rezygnując z przeprowadzenia w lutym zawodów Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim w Yanqing. Potem taką samą decyzję podjęli działacze IAAF, którzy postanowili przenieść zaplanowane na marzec lekkoatletyczne halowe mistrzostwa świata w Nankinie na 2021 rok, a przy majowych mityngach Diamentowej Ligi w Shenzen i Szanghaju postawiono znaki zapytania. Jeszcze w styczniu dołączyła do nich Światowa Federacja Tenisowa (ITF) odwołując na razie tylko do końca kwietnia wszystkie turnieje organizowane w Chinach pod jej szyldem.
Rozwojowi sytuacji w Chinach przyglądają się też szefowie Międzynarodowej Federacji Samochodowej (FIA). „W związku z epidemią koronawirusa, która wybuchła w Chinach na początku roku, FIA ściśle monitoruje sytuację z odpowiednimi władzami i federacjami krajowymi. Jeśli będzie to konieczne, to FIA podejmie wszelkie działania w celu ochrony globalnej społeczności sportów motorowych i publiczności” – napisano w oświadczeniu przesłanym przez FIA do mediów. To oznacza, że federacja bierze pod uwagę odwołanie wyścigu o Grand Prix Chin w Szanghaju zaplanowanego w dniach 17-19 kwietnia.
A co z letnimi igrzyskami olimpijskimi w Tokio, których otwarcie ma się odbyć przecież 24 lipca? Niemiecka agencja DPA poinformowała, że działacze MKOl zwrócili się do Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) z prośbą o opinię, czy rozwój epidemii wirusa może zagrozić igrzyskom. „To prawda, skontaktowaliśmy się z WHO w sprawie koronawirusa. Będziemy też współpracować z wszystkimi organizacjami, które monitorują występowanie chorób zakaźnych i próbują się im przeciwstawić. Bezpieczeństwo wszystkich olimpijczyków jest dla nas priorytetem” – potwierdzili przedstawiciele Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Reakcja japońskich władz była natychmiastowa. „Nasze przygotowania do igrzysk przyspieszyły. Musimy zmierzyć się z koronawirusem, aby go zatrzymać. Zrobimy wszystko, aby rozwiązać ten problem” – zapewnił gubernator Tokio Yuriko Koike na łamach brytyjskiego dziennika „The Guardian”.
Niepewność jednak rośnie, bo dzisiaj nikt nie jest jeszcze w stanie powiedzieć, kiedy wirus wyhamuje. To stanowi problem m.in. dla piłkarskich działaczy w Chinach. Liga w tym kraju miała rozpocząć rozgrywki 22 lutego, ale inaugurację odwołano bez podania nowego terminu. „Decyzja o odroczeniu krajowych zawodów piłkarskich w sezonie 2020 ma pomóc w zapobieganiu i kontroli epidemii zapalenia płuc wywołanego przez zakażenie koronawirusem. Naszym celem jest ochronić zdrowie kibiców, dziennikarzy, zawodników, trenerów i wszystkich pracowników klubu” – poinformowali w oświadczeniu działacze Chińskiego Związku Piłki Nożnej.
W chińskiej ekstraklasie występuje tylko jeden polski piłkarz – były reprezentant naszego kraju Adrian Mierzejewski, który w tej chwili jest związany rocznym kontraktem z klubem Chongqing Lifan. Należy do licznego grona cudzoziemskich graczy, także przybyłych tu z mocnych europejskich lig i markowych klubów, jak Brazylijczyk Paulinho (FC Barcelona), Hulk (Zenit Petersburg, FC Porto) czy Mousa Dembele (kiedyś Tottenham). Mierzejewski na razie czeka na rozwój wydarzeń i nie ulega panice, ale nie wszyscy obcokrajowcy wykazują się taką postawą.
Brazylijska piłkarka nożna Millene Fernandes, która podpisała kontrakt z piłkarskim klubem Wuhan Xinjiyuan, zamknęła się w swoim domu i zaczęła słać apele o pomoc. „Jestem bardzo zaniepokojona. Nie wychodzę ze swojego mieszkania. Chcę opuścić Chiny i mam nadzieję, że brazylijski rząd mi pomoże bo linie lotnicze zrezygnowały z lotów do Wuhan do odwołania” – skarży się Fernandes w przekazie wideo, który wysłała do agencji AFP.

Chiny w koronie

Nie jestem specem od polityki międzynarodowej, od narodowej też nie. Swój rozum mam i w wolnych chwilach nim dumam. Nie zawsze jednak, a nawet dość często, starcza mi go, żeby wytłumaczyć sobie to, co się w świecie dzieje. Dlatego też sięgam często po zdania innych. Zdania pisane, mówione, wykrzyczane, ale nie moje. Żeby nie zbudzić się pewnego dnia i nie zacząć sam przed sobą klękać.

W moim światku zawodowym funkcjonuje z powodzeniem od lat jeden pan, którego dzień mógłby z zaczynać się mniej więcej tak (o ile się tak faktycznie nie zaczyna): wstaje rano, latem to już prawie widno; staje przed lustrem, robi sobie przedziałek, patrzy dłuższa chwilę w swoje odbicie, głęboko wzdycha i mówi na głos, żeby cały dom słyszał: Kurwa, ale ja jestem piękny i mądry. A później to już jakoś leci.

Gdzie nie wychynę medialnie, atakują mnie ostatnimi dniami niusy na temat koronawirusa z Chin. Wszyscy ostrzegają, że to nowa czarna ospa i że dni ludzkości są już w zasadzie policzone. Miasto Wuhan zamknięto, ale chorzy wydostają się zeń jak zombie w „Walking Dead” i roznoszą zarazę w świat. Przypomina mi się wtedy historia z lat 60. z Wrocławia, gdzie marynarz rzeczywiście przywlókł pałeczki czarnej ospy; miasto otoczono wówczas kordonem sanitarnym i zaradzono niebezpieczeństwu. Tym razem padło na ciut większe od Wrocławia Wuhan. Mój znajomy, który wierzy w boską opatrzność, uważa, że to właśnie ona karze Chińczyków za komunizm i próbę utrącenia światowego porządku, a w nim-hegemonii USA, która dla białych ludzi jest gwarantem pokoju i dobrobytu. Choćby niedorzecznie brzmiała ta diagnoza, to nie zapominajmy, że w przepowiedniach szaleńca zawsze odbija się jakiś procent prawdy o świecie i o nas samych.

Jako że często nie umiem sam sobie poradzić ze świata złożonością, sięgnąłem niedawno po serię publikacji na temat geopolityki. Autorzy, różnorakiego pochodzenia i autoramentu, dają dość wyraźnie do zrozumienia, że jesteśmy obecnie świadkami walki o prymat rządu nad świtem, tj. nad światową gospodarką i strefami wpływów. Na ringu mamy dwóch zawodników: USA i Chiny. Reszta graczy przygląda się walce gigantów i kibicuje, przechodząc raz do jednego, raz do drugiego narożnika. Jeszcze inni siedzą w fotelach i oglądają zmagania siłaczy, zajmując miejsca bliżej lub dalej areny. W czasie kiedy konflikt, jak wieszczą naukowcy, jest w szczytowym momencie i każde przesilenie będzie na wagę złota (dosłownie!) przy wystawianiu końcowej oceny, w Chinach, na przełomie chińskiego Nowego Roku, gdy migracje w państwie środka są największe, wybucha epidemia. Jeśli ktoś umie czytać ze zrozumieniem i potrafi łączyć kropki, trudno mu uwierzyć w taki zbieg okoliczności. Odezwą się głosy, że to spiskowa teoria dziejów, niepoparta żadnymi faktami i że przypadki chodzą po ludziach, nawet w Chinach. Ale trwa przecież walka o strefy wpływów, wyścig zbrojeń, wojna celna, chiński marsz na zachód, impeachment dla Trumpa, zaogniona sytuacja w Iranie itd. Coś dużo tych potencjalnych katalizatorów.

Nie wierzę w przypadki. A na pewno nie aż takie. Jak się na to spojrzy z punktu widzenia nocnego stróża, to nic się tu nie zgadza, ale gdy się ma w głowie to, co się ongiś przeczytało i usłyszało od mądrzejszych, to już Theodor Adorno z lubością wystawia buzię zza grobu, że jednak ktoś tu jeszcze znajduje w sobie siły na krytyczne spojrzenie na świat. Jest w tym chińskim cholerstwie coś bardzo niebezpiecznego, bo to wszak spore zagrożenie pandemią, ale jednocześnie też coś przewrotnie intrygującego, bo kiedy posłuchać lekarzy, a nie mediów, okazuje się, że wirus uderza w organizmy najstarsze i osłabione, omija małe dzieci i zdrowych, czyli tak jak wiele chorób zakaźnych, i jak się człek zaszczepi na grypę, to ryzyko zachorowania odpowiednio maleje. Ale kto go tam wie, czy te i podobne opinie to nie wymysł koncernów farmaceutycznych, żeby sprzedać na świecie więcej szczepionek, a wraz z nimi wpuścić ludziom do krwi autyzm?