Nie kierują mną uprzedzenia

Dziewięć lat temu opowiedziano mi o dziewczynce, która była molestowana przez własnego ojca, z tak zwanej elity i nie mogła liczyć nawet na pomoc własnej matki – z Januszem Maciejem Jastrzębskim autorem obyczajowo-sensacyjnej powieści „Piekło niejedno ma imię” rozmawia Bernard Kowalczyk.

Jakie imiona ma piekło w pańskiej powieści?
Pedofilia, fanatyzm, obłuda, hipokryzja,  służalczość, koniunkturalizm,  zaślepienie… Tych imion jest w książce wiele, ale podstawowymi  są  pedofilia i fanatyzm.
Co pana zainspirowało do napisania książki: film „Kler”, filmy braci Sekielskich…?
Nie. Zacząłem interesować się tym tematem jeszcze wtedy, gdy sprawa pedofilii była w naszym kraju bagatelizowana, a jeśli chodzi o pedofili księży była tematem tabu. Do wyjątków należały krótkie informacje prasowe o tego typu zdarzeniach. Mam zakodowaną w pamięci, ale tylko w ogólnym zarysie, pierwszą notkę na ten temat o prokuratorze z południa Polski, który chronił skutecznie znajomego  molestującego bodajże trójkę swoich dzieci. Gdy pracowałem nad książką, próbowałem odnaleźć tę notatkę w swoim archiwum, ale zrezygnowałem, bo zajęłoby mi to wiele czasu. A co do wspomnianych filmów. Wywarły na mnie duże wrażenie, ale inspiracją dla mnie nie były. Dziewięć lat temu opowiedziano mi o dziewczynce, która była molestowana przez własnego ojca, z tak zwanej elity, i jak w tym dramacie nie mogła liczyć nawet na pomoc własnej matki, która też stanęła przeciwko niej. Los tej dziewczynki był pierwszym impulsem do napisania książki. Usiłowałem nawet do niej dotrzeć, ale osoba, która mi o niej opowiedziała, powołując się na słowo dane ofierze, że nigdy nie ujawni jej danych, odmówiła mi bliższych informacji. Jej historia, a także tkwiąca w mej pamięci informacja o prokuraturze chroniącym znajomego oraz sprawa mężczyzny spod Szczecina molestującego swoją córkę, o którym napisałem w reportażu spowodowały, że zacząłem drążyć temat i zbierać materiały do książki. Niestety bardzo ciężka choroba mojej żony i konieczność opieki nad nią spowodowały, że na kilka lat musiałem zająć się tylko chorą i domem, zawieszając pracę nad książką. Wróciłem do niej dopiero po śmierci żony. A na to, że „Piekło”  jest w pełni moim dzieckiem mam dowód w postaci 30-stronicowego szkicu powieści, potwierdzonego notarialnie jeszcze przed premierą „Kleru” i filmów braci Sekielskich.
Z treści „Piekła” wynika, że problematyka przestępczości jest panu dobrze znana.
Ukończyłem Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizowałem się w kryminalistyce i kryminologii i z tych dziedzin napisałem pracę magisterską. Przez wiele lat pracowałem jako dziennikarz – reporter kryminalny, sprawozdawca sądowy, publicysta prawny. Jedna z moich książek „Bestie. Zbrodnie i kary” o największych wielokrotnych zabójcach polskich z drugiej połowy dwudziestego wieku, doczekała się już trzeciego wydania. Zagadnienia związane z przestępczością są mi znane od przysłowiowej podszewki.
Fabule powieści nadał pan formę sensacyjną. Czym się pan kierował, nie pisząc dokumentu, publicystyki, ale powieść i to o charakterze sensacyjnym?
Powieść jest wielowątkowa, tak jak wspomniana wcześniej wielość imion piekła. Uznałem, że najlepszą formą połączenia wszystkich opisanych epizodów  będzie właśnie narracja sensacyjna, tym bardziej, że także większość jej wątków ma swoje oparcie w rzeczywistości. Ponadto wychodziłem z założenia, że taka forma pozwoli Czytelnikowi wczuć się głębiej w losy uczestników opisywanych przeze mnie zdarzeń. Nawet najlepiej napisany dokument nie wywoła u odbiorców  takiej empatii, jak przeżywanie  doli i niedoli bohaterów czytając powieść. O słuszności mojego założenia mogą świadczyć wpisy na facebooku osób które książkę przeczytały. Pozwolę sobie na przytoczenie kilku wypowiedzi:
„Niezwykle ciekawa narracja o okrutnej rzeczywistości jaka nas otacza i ze  wszech stron atakuje. Wciąga.”
„Piekło czyta się jak doskonale skonstruowany kryminał, a jednocześnie zdaje się sobie sprawę, że to nie fikcja.”
„Czytałam powoli, z przerwami, bo emocje były ogromne. Chwilami wydawało mi się, że jestem tam, w środku akcji.”
„ Bardzo ciekawie ubrał Pan w fabułę szereg pozornie nie łączących się wątków, to bardzo duży plus książki. Czyta się w zasadzie jak dobry kryminał… Jedna z historii dotyka osób, które znam osobiście i aż bieleją kłykcie od zaciskania pięści”.
Niedowiarków podejrzewających, że sam sobie takie opinie napisałem, zapraszam na moją stronę na fb, gdzie tych opinii jest więcej, a ich autorzy występują pod imieniem i nazwiskiem.
Wspomnę jeszcze, że uważny Czytelnik w wielu występujących w książce osobach z  polityki i celebrytów odnajdzie ich pierwowzory z rzeczywistości. Żartobliwie powiem, że byłem też swego rodzaju wizjonerem. Otóż w książce występuje senator, który znęca się nad swoim psem. I teraz dowiaduję się o skazanym na karę więzienia byłym senatorze, który zamordował swojego psa ciągnąc go za samochodem na lince. 
Dobrze, że nie ograniczył  się pan tylko do zbrodni pedofilii dokonywanych przez księży.
Przywołam tu jeszcze raz opinie osób, które książkę przeczytały, że w żadnej z dotychczasowych znanych im publikacji  problem pedofilii nie został przedstawiony tak kompleksowo jak w „Piekle”;  Pokazuję, że ten proceder nie ogranicza się do księży, a najczęściej dotyczy najbliższych ofierze osób; że  rozwijał się w poczuciu bezkarności, z powodu: cynizmu polityków; lekceważenia problemu przez bliskich członków rodziny wielu ofiar, ich zaślepienia wywodzącego się m.in. z fanatyzmu, bezkrytycznego podejścia do fałszywych autorytetów wykorzystujących swoją szczególną pozycję w społeczeństwie do realizacji brudnych celów; wielokrotnego stania organów ścigania (policji, prokuratury), a także sądów, nie po stronie ofiar, ale ich oprawców – z powodów politycznych (władza na kolanach przed hierarchami kościelnymi), układów towarzyskich i innych zależności; że biskupi, i wielu ich podwładnych, goniąc za ziemskim dobrobytem, hedonizmem, dawno już zapomnieli o naukach swojego nauczyciela, a wśród nich także o Jezusowym przykazaniu – „Kto zaś zgorszy jednego z tych małych, którzy wierzą we mnie, lepiej będzie dla niego, aby mu zawieszono u szyi kamień młyński i utopiono go w głębi morza”. Wyraźnie dla „świątobliwych” sybarytów zgwałcenie czy inne skrzywdzenie seksualne dziecka nie jest zgorszeniem, a dobrym uczynkiem.
Zwraca uwagę, że powieść nie jest tendencyjna, a występujące w niej postacie są nie są tylko czarne albo białe.
Nie kierują mną uprzedzenia. Spoglądam na życie z dystansu, trzeźwo i obiektywnie. Tak też jest w „Piekle”. Przedstawiam ludzi takimi jakimi są, w różnych odcieniach. Nie wyolbrzymiam i nie pomniejszam tego co czynią. Każdy epizod pojawiający się w fabule, ma swój prototyp w rzeczywistości. W ostatniej części książki jest dossier z nazwiskami znanych osób i krótki opis ich podłości, a w  jednym z rozdziałów książki jest skrótowy opis pedofili od zarania ludzkości. Ale, żeby ocieplić powieść wprowadziłem do niej kilka wątków miłosnych dla rozładowywania  napięcia.
Nie spotkał się pan z zarzutem, że ta książka podrywa autorytet księży, a tym samym Kościoła?
Na kilkaset osób które przeczytały książkę, tylko od dwóch padł taki zarzut, w tym jedna przyznała, że nie czytała książki a słyszała o niej od członka rodziny. Wyłącznie  na tej podstawie nazwała mnie pieszczotliwie nasieniem  szatana… Gdyby książkę przeczytała, wiedziałaby, że oprócz konserwatywnych, zapiekłych w dogmatach duchownych, są tu także księża światli, idący z postępem, jak dominikanin ojciec Muzor, który właśnie w interesie Kościoła walczy ze zaskorupiałymi religijnymi fundamentalistami. Jest też młody, głęboko wierzący ksiądz, idealista, który po pokonaniu wewnętrznych oporów rozpoczyna samotną walkę o ujawnienie prawdy o swoim przełożonym, proboszczu, pedofilu chronionym przez biskupa i ponosi za to najostrzejsze konsekwencje, ale ratuje dzieci.
Wiele uwagi poświęca pan  fanatyzmowi. Jedną z czołowych postaci jest fanatyczny prawnik…
… wychowywany już w dzieciństwie w atmosferze fanatyzmu i nietolerancji. Jako  dorosły mężczyzna nie waha się przed popełnianiem zbrodni, aż do masowego zabójstwa, by zrealizować swoje chore idee. Niestety nadal dwa-trzy procent populacji to psychopaci. Są to osoby bardzo przebiegłe, inteligentne, sprytne. Nadal na świecie roi się od różnego pokroju opętańców, którzy w chorej wyobraźni wytworzyli przekonanie, że są powołani przez swojego Boga do wymierzania w jego imieniu nagród i kar, do nawracania i bezwzględnej walki z grzechem (często selektywnie) zgodnie z tezą jezuity Jose de Anchiety nawracającego w szesnastym wieku Indian w Brazylii, że miecz i żelazny pręt to najlepsi kaznodzieje. Nota bene w 1980 roku Jan Paweł II beatyfikował Anchietę i ogłosił go apostołem Brazylii. Mecenas z „Piekła” nie działa w próżni. Jest inspirowany,  acz nieświadomie, do popełnienia zbrodni, przez swojego duchowego przewodnika, któremu przyjdzie za to drogo zapłacić i to z rąk swojego fana.
„Piekło” cieszy się popytem na rynku księgarskim?
Książka cieszy się życzliwością  i popytem  u osób do których dotarłem między innymi przez internet. Natomiast wydawnictwa, dystrybutorzy bronią się przed nią jak diabeł przed święconą wodą. Wydałem już dwadzieścia pięć książek, głównie satyr i sensacji, i nigdy dotąd nie spotkałem się z taką „przezornością”. Z niektórymi wydawnictwami byłem już po tak zwanym słowie. Mówili, że książka dobra, że na czasie, że już przystępujemy do współpracy. A następnego dnia zapadała na wieczność martwa cisza, łącznie z nie odbieraniem telefonów. Wszystko wskazuje na to, że działa jakaś niewidzialna ręka, która wpływa na zmianę decyzji wydawców i dystrybutorów, ale zapewne także niechęć narażenia się rządzącym i hierarchom kościelnym. Oni także kierują się nieśmiertelną „ostrożnością”, którą tak wspaniale przedstawił Jan Kurnakowicz w „Zakazanych piosenkach”.Ponadto jeszcze większość naszych rodaków nadal boi się prawdy, boi się konfrontacji poglądów. Woli żyć w swoim maleńkim wyizolowanym światku, w skorupie, w której zamyka się na otaczające ich problemy, sądząc że gdy zamknie oczy i zasłoni uszy, to automatycznie sprawi, że te problemy staną się niebytem. A jest przeciwnie. Im mniej będą o tych sprawach wiedzieli i reagowali, tym większe dawać będą przyzwolenie na panoszenie się podłości, i co najważniejsze nie będą w ogóle przygotowani na sytuacje, w których te podłości dopadną ich.

Zainteresowani książką mogą skontaktować z autorem 

  1. mailem – januszjast330@gmail.com
  2. Telefonicznie – 605-105-557
    Książka ma 462 strony. Cena – 35 zł + koszt przesyłki