Longin Pastusiak – postać niedoceniona

Wśród niewielu narodów świata, poszczególne postacie środowiska naukowego do tego stopnia wysuwają się na czoło, że ich punkt widzenia na dany temat szeroko upowszechnia się i decyduje o powszechnym sposobie patrzenia na daną, ważną kwestię.

W narodzie polskim taką postacią, która wywarła już i wywiera  dalszy, znaczny wpływ na sposób patrzenia szerokich kręgów ludzi na problematykę amerykańską jest prof. dr hab. Longin Pastusiak.

Oczywiście w ciągu wielu lat świadomość w tym zakresie kształtowali też inni naukowcy i specjaliści. Niewątpliwie przemożny wpływ w tym zakresie wywarła książka wybitnego polskiego uczonego prof. dr hab. Józefa Chałasińskiego, poświęcona kulturze amerykańskiej. Było to i jest dzieło monumentalne, które pozwoliło wszystkim zainteresowanym bliżej przyjrzeć się wielu aspektom życia amerykańskiego społeczeństwa, w tym jego kultury, nauki, obyczajów. Była to publikacja o nieprzemijającej wartości i wielkim znaczeniu. Wielu też i wszyscy razem dowiedzieliśmy się o fascynującym narodzie amerykańskim, który znacznie później niż narody Europy Zachodniej wkraczał w świat wielkiego znaczenia, i nabierał w nim na naszych oczach wielkiej rangi i funkcji. Stawał się dominującym ośrodkiem nie tylko rozwiniętych państw świata kapitalistycznego,  ale całego globalnego świata, nie wyłączając z tego krajów o innych ustrojach niż charakterystyczny dla społeczeństwa północnoamerykańskiej ziemi. Były też inne książki, które wstrząsały polską opinią publiczną, jak choćby niewielka książeczka dla mnie bardziej monumentalna niż epokowe dzieło prof. J. Chałasińskiego, autorstwa Jana Strzeleckiego, którą szybko wchłonął polski rynek wydawniczy, na którym zainteresowanie wzrastającym wpływem amerykańskiego kolosa było nie malejące, a wzrastające. Jednakże nawet z tymi wielkimi dziełami, oczywiście wielkimi z punktu widzenia ich walorów naukowo- inspiracyjnych, mogą się mierzyć  publikacje Longina Pastusiaka poświęcone sylwetkom poszczególnych prezydentów zamorskiego mocarstwa. Longin Pastusiak będąc rektorem stworzonej przeze mnie czołowej uczelni, emitującej codziennie w telewizji „ESDUSAT” do 400 tysięcy słuchaczy swoje wykłady i wtedy, gdy zaraz potem stał się marszałkiem Senatu Rzeczpospolitej Polskiej, przez swoją monografię poświęconą czołowych postaciom amerykańskiego życia, wywierał i wywiera szczególnie znaczący wpływ na polskie życie umysłowo- intelektualne i w dużej też mierze na  naukowe. Bo są też te publikacje książkami szczególnego znaczenia. Wynika ono stąd, że w amerykańskim życiu, rola prezydentów jest nieporównywalnie większa nie tylko w stosunku do naszego kraju, ale też w porównaniu do większości krajów Europy i świata, ale też stąd, iż monografie Pastusiaka na te tematy, przynoszą szeroki zakres wiedzy, nie tylko o reprezentowanych prezydentach, ale o całokształcie amerykańskiej rzeczywistości. 

Dla mnie osobiście L. Pastusiak od dziesiątków lat, to nie tylko wybitny uczony i publicysta,  ale zarazem człowiek niezwykle ze mną zaprzyjaźniony i bardzo mi bliski. Gdy więc przed kilkunastoma latami powołałem Wyższą Szkołę Społeczno-  Ekonomiczną, która pierwsza i jedyna jak dotąd w Polsce realizująca kształcenie na odległość w szerokim zakresie tego słowa z wykorzystaniem zarówno telewizji, jak i internetu, powołałem na stanowisko pierwszego rektora tej uczelni wspomnianego mego przyjaciela. Aby nie było jednak żadnej jednostronności w obsadzie kierownictwa WSSE  powołałem jednocześnie na jej prorektorów prof. dr hab. Kazimierza Żygulskiego i prof. dr hab. Andrzeja Tymowskiego, których to trójka mając odmienne doświadczenie życiowe, orientacje naukowe i polityczne, świetnie inspirowała i kierowała uczelnią o ideowej orientacji pluralistycznej i zarazem funkcjonująca  na niezwykle wysokim poziomem naukowym. Jednakże w tym trójkącie rola L. Pastusiaka była szczególna. Był nie tylko rektorem, ale od pierwszych chwil w tym zakresie, był moim przewodnikiem po gościnnej amerykańskiej ziemi. Dzięki niemu nadrabiałem swoją dotychczasową jednostronność, polegającą na tym, iż znałem już wtedy dobrze bezkresne tereny Związku Radzieckiego od Moskwy do Syberii, od Kijowa do Władywostocka, ale byłem prawdziwym ignorantem w zakresie dokładniejszej znajomości amerykańskiego mocarstwa. Szybko mogłem nadrobić jednak i tą słabość albowiem mistrz moich kilku podróży do USA był prawdziwym znawcą tematu i zarazem doskonałym przewodnikiem. Wspólna wyprawa do Północnej Karoliny, której mój przewodnik był profesorem L .Pastusiak , rozpoczęła wspólny objazd wielu amerykańskich stanów, miast i uniwersytetów. Wszystko nie skończyło się na krótkich epizodycznych kontaktach, a przerodziło się w długotrwałą współpracę połączoną z rewizytami amerykańskich przyjaciół ,do naszej ojczyzny  co powodowało, że dzięki tym podróżom nie tylko ja poznałem amerykańską ziemię, jej miasta i uniwersytety, ale studenci kierowanej przeze mnie uczelni, mogli poznać licznych amerykańskich profesorów, którzy rewizytowali moją ówczesną uczelnię i których razem z L. Pastusiakiem wprowadzaliśmy w złożoną ówczesną polską rzeczywistość. Czyniliśmy to przy tym obok wybitnych uczonych z innych krajów takich jak prof. Zoja Aleksiewna Malkowa- dyrektor Instytutu Pedagogiki Ogólnej, a zarazem wiceprezydent Akademii Nauk Pedagogicznych ZSRR,( były pilot myśliwski ZSRR) czy prof. dr hab. Li Jingwen- członek kierownictwa Akademii Nauk Społecznych ChRL, jeden z najbliższych współpracowników i konsultantów Denga Xiaopinga, czy też inni uczeni z licznych  krajów, Europy i świata, w tym prof. Ralph Ganter- dyrektor Instytutu Małego i Średniego Biznesu Uniwersytetu Mannheim. 

Innymi słowy w czasie pracy L. Pastusiaka w mojej uczelni zanim ją w dużej mierze z inicjatywy i pod kierunkiem  Adama Michnika zlikwidowano, staraliśmy się wzbogacić proces edukacyjny, nie tylko wykładami czołowych polskich uczonych tej uczelni, ale też licznymi wykładami uczonych z większości krajów ówczesnego świata, na czele ChRL z szerokim też udziałem ZSRR i USA. Gdy ostatecznie prof. L. Pastusiak przejął funkcję marszałka Senatu, nasze kontakty nie rozluźniły się i gdy na przykład zorganizowałem wielką sesję poświęconą kształceniu na odległość w systemie szkolnictwa wyższego z uwzględnieniem w tej sprawie roli naszej uczelni, L. Pastusiak udostępnił mi do tych obrad  lokal Senatu RP dla zorganizowania i zrealizowania tego wielkiego przedsięwzięcia historycznie w Polsce bezprecedensowego. Ważniejszego tym bardziej, iż na to posiedzenie przybył członek kierownictwa Open University spod Londynu i zastępca ambasadora Wielkiej Brytanii w naszej ojczyźnie. Wspólnie też przezywaliśmy spiski i działanie sił konserwatywnych, które w szerokim sojuszu od „Gazety Wyborczej”, przez „Politykę” i „Gazetę Polską”, odegrały dominującą rolę w likwidacji nowatorskiej uczelni, która była solą w oku wielu ludzi naszej ojczyzny i ważną strukturą w niej funkcjonującą która z punku widzenia ich małostkowych interesów wymagała likwidacji. Jednak warto podkreślić, że przez cały czas walki o wspomnianą uczelnię, L. Pastusiak był po mojej  stronie, aż do udzielenie swego czasu wywiadu w „Trybunie, w której stwierdził, iż było zbrodnią zlikwidowanie tej nowatorskiej placówki, która nie powinna być nikomu solą w oku, zwłaszcza mogącej być ważną w okresie pandemii, która nawiedziła nasz naród w niedługi czas po jej likwidacji. 

Oczywiście nasza braterska i serdeczna przyjaźń nie była wolna od sporów i dyskusji. Nieraz jego lepsza znajomość amerykańskiej rzeczywistości od mojej, nie ułatwiała wspólnej oceny amerykańskich zjawisk, których nie podzielał mój amerykański mistrz. Prof. Longin Pastusiak nie wyobrażał sobie, że człowiek o takiej mentalności, umyśle i nawykach jak Donald Trump może zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych. Natomiast ja uważałem, że jest to nie tylko możliwe, ale całkowicie realne. Nasz spór szybko rozstrzygnęła historia i mój nauczyciel oraz przyjaciel pisząc monografię Donalda Trumpa wiele mnie nauczył nas wszystkich przedstawiając go w pełnych barwach począwszy od okładki tej monografii, aż po ostania stronę tej jednej z jego najciekawszych publikacji. Mogłem natomiast stwierdzić, że było dramatem narodu amerykańskiego, że wybrał sobie takiego prezydenta, ale jeszcze większym to, że głosowało za nim w ostatnich wyborach prawie 50% ogółu tutejszych wyborców. Natomiast w ostatniej naszej publicznej dyskusji poświęconej wizji człowieka wyłaniającej się ze współzawodnictwa ChRL i USA, ( 19 luty 2021 r)miałem okazję usłyszeć niezwykle wnikliwą charakterystykę aktualnego prezydenta USA, z której wynikało, że  jego niepełne przezwyciężenie spuścizny po Trumpie, źle rokuje dla wizji narodu amerykańskiego w nadchodzących dziesięcioleciach.

W pełni popieram ten pogląd mojego przyjaciela i uczestnika dyskusji na ten tematy, zachęcając wszystkich czytelników „Trybuny”, do zakupu jego zapewne nowej  książki o aktualnym prezydencie USA i prześledzenie prezentacji wspomnianego współzawodnictwa nie tylko przez L. Pastusiaka i przeze mnie, ale także przez takie postacie jak prof. dr hab. Jerzy Jaskiernia, prof. dr hab. Maria Szyszkowska, prof. dr hab. Władysław Szymański, prof. dr hab. Wojciech Huebner i wielu innych autorów opublikowane w tym nowym dziele. 

Szkoła wyższa jako realizacja marzeń i skutecznych działań profesora Andrzeja Janowskiego

W okresie PRL znałem się z prof. Andrzejem Janowskim, ale nie mogę powiedzieć, żebyśmy mieli zbyt przyjazne stosunki.

On był wieloletnim pracownikiem Instytutu Badań Pedagogicznych Ministerstwa Oświaty i Wychowania. Tymczasem ja przez kilka lat byłem w tym czasie głównym doradcą naukowym prof. dr hab. Maksymiliana Maciaszka-dyrektora tego instytutu. Z racji spotkań pracowników instytutu z jej dyrektorem, miałem też okazję poznać dr. Andrzeja Janowskiego, ale nie pozostawaliśmy w bliższych, ani tym bardziej zażyłych stosunkach. Różniły nas zasadniczo odmienności poglądów na temat PRL. Andrzej Janowski należał do pozycji antyustrojowej, nie kryjąc swojej totalnej negacji ówczesnej nie tylko oświaty, ale całego, ówczesnego ustroju.

Natomiast ja, nie byłem entuzjasta tego ustroju, a nawet wręcz jego często ostrym krytykiem a zwłaszcza wielu zasadniczych elementów całego ustroju, którego szkoła i uczelnia była wykwitem, ale nie tylko nie popierałem opozycji inspirowanej i finansowanej przez bogatego „wuja Sama”,( na czele z Gorgiem Sorosem ) ale wręcz zwalczałem ją intelektualnie na łamach wydawanego pod moim kierownictwem czasopisma. Przy tym, mój stosunek do ówczesnego ustroju i kreowanych przez niego szkól i uczelni był selektywny. W swojej książce dotyczącej ideału wychowawczego w powojennej Polsce1 uważałem, że modernizacja polskiej gospodarki dokonywana poprzez zaciąganie zagranicznych kredytów w epoce Gierka może dać zarówno bardzo pozytywne rezultaty, jeśli te pieniądze wykorzysta się faktycznie do modernizacji polskich zakładów pracy lub przynieść fatalne rezultaty, jeśli się tego nie zrobi, a znaczna część zaciągniętych kredytów, przeznaczy na ówczesną konsumpcje narodu polskiego.( czego zresztą głównie dokonano)

W przeciwieństwie do dr.A. Janowskiego, nie poddawałem krytyce całego systemu wychowawczego, ale bardzo krytycznie odnosiłem się zwłaszcza do ówczesnego eksperymentu pedagogicznego Heliodora Muszyńskiego, który moim, ówczesnym zdaniem, nie kształtował człowieka zdolnego rozwijać swoja ojczyznę, inspirowanego do twórczego krytycyzmu i racjonalnego kojarzenie interesów własnych i narodowych a kreował faktycznie lizusów w stosunku do osób ważniejszych od niego . Natomiast A. Janowski, wraz ze swoimi opozycyjnymi kolegami, poddawał totalne krytyce, zarówno cały ,ówczesny ustrój, jak i jego system oświatowo- wychowawczy, specjalnie nie koncentrując się na propozycjach H. Muszyńskiego. Byłem wobec organizatorów opozycji anty ustrojowej krytyczny doskonale wiedząc, że opozycja ta bogato finansowana jest przez reprezentantów kapitału amerykańskiego, a zwłaszcza przez jego przedstawiciela G. Sorosa, pozostającego w ścisłych związkach z rodziną Rothschildów. Widziałem doskonale, że ich docelowy punkt, nie może doprowadzić do narodzin Polski moich marzeń, ani tym bardziej kreacji systemu oświatowo- wychowawczego też tych marzeń.

Innymi słowy, nie tylko nie mieliśmy ze sobą fundamentalnych elementów jedności poglądów, a nawet reprezentowaliśmy odmienne punkty widzenia na PRL-owski ustrój i jego system oświatowo- wychowawczy. Ponieważ rzadko dochodziło do ówczesnych kontaktów miedzy nami, zarówno indywidualnych, jak i w szerszych społecznościach, nie mieliśmy okazji do bezpośredniej wymiany poglądów, na wymienione tematy. Dopiero przy Okrągłym Stole, przy którym spotkała się zarówno ówczesna opozycja, jak i sfera rządowa reprezentowana przez ówczesnego ministra Oświaty i Wychowania, jak i jednego z przywódców opozycji antyrządowej,( prof.dr.hab. Henryka Samsonowicza )mieliśmy się okazje bezpośrednio nie tylko zobaczyć się , ale rozwinąć swe poglądy.( ja na nich reprezentowałem ZG ZNP ) Zarówno na ustrój, jak i na ówczesny system oświatowo- wychowawczy. Potem nasze drogi znowu daleko rozeszły się . Prof. Andrzej Janowski potem został wiceministrem w resorcie oświaty i wychowania, a ja przestałem być redaktorem naczelnym „Oświaty i Wychowania”( głównego organu prasowego tego resortu) i przygotowywałem się do uruchomienia swojej szkoły wyższej, której idea polegała na tym, aby włączyć telewizję do edukacji na tym poziomie kształcenia. Z wielkimi trudami, ale poza jakimikolwiek kontaktami z A. Janowskim, udało mi się wreszcie powołać Wyższą Szkołę Społeczno-Ekonomiczną, w której na pro rektora powołałem prof. dr hab. Andrzeja Tymowskiego, pełniącego w strukturach opozycyjnej solidarności znacznie ważniejszą funkcję, jak A. Janowski, ale pozostającego cały czas w ograniczonych, ale jednak istniejących i ważnych kontaktach ze mną.

Innymi słowy, powołałem uczelnie o kierownictwie pluralistycznym ideowo-politycznym , bo na rektora powołałem prof. Longina Pastusiaka, a na prorektorów wspomnianego prof. Andrzejka Tymowskiego i człowieka zupełnie innej orientacji, bo byłego ministra kultury w okresie stanu wojennego Kazimierza Żygulskiego. Przy tym obaj byli wybitnymi uczonymi. Intencją moją takiej układanki politycznego kierownictwa powoływanej uczelni, było stworzenie takiego zestawu osób nią kierujących , które zainteresowane były przebijaniem się w Polsce w jego nowatorskiej uczelni, włączającej telewizje do kształcenia wyższego uboższych części polskiego społeczeństwa, ludzi pracy i ich to dzieci rodziców z miejscowości położonych poza warszawskim centrum. Często od tych centrów bardzo odległych Tym bardziej, że poglądy w tych sprawach nie układały się według przeszłościowej biografii współorganizatorów takiego kształcenia.
Po śmierci Andrzeja Tymowskiego, postanowiłem kontynuować taka strukturę kierownictwa nowo powstałej uczelni i zaproponowałem powołanie na jej prorektorów prof. dr hab. Andrzeja Janowskiego i prof. dr hab. Tadeusza Kowalika. Obu z antykomunistycznie zorientowanej opozycji PRL. Uzyskałem od obu zgodę na ich powołanie i uczelnia pod moim generalnym kierownictwem, kontynuowała swoja działalność z udziałem obu wymienionych uczonych, jako jej kolejnych współtwórców i zarazem współkierowników. W międzyczasie uczelnia od 400 jej pierwszych studentów na jej Wydziale Ekonomicznym i Pedagogicznym, doszła do prawie 10000 studentów. Nastąpiło przy znacznym udziale w tym sukcesie obu wymienionych prorektorów. Jednocześnie , był początek przełamywania przez tą uczelnię swoistego elitaryzmu uczelni polskich powstałych i rozwiniętych po 1989 roku, co spędzało sen z powiek ówczesnych konserwatywnie zorientowanych członków kierownictwa polskiego systemu oświatowo- wychowawczego na czele z dr .Krystyną Łybacką, ówczesnym czołowym działaczem SDL w tym zakresie. Ciekawe, że wśród neokonserwatyzmów zwalczających nowatorstwo edukacyjne nowej szkoły, występowali zarówno kontynuatorzy PRL w tej dziedzinie , choćby w postaci jednego z późniejszych ministrów oświaty i szkolnictwa wyższego po 1989 roku dr Krystyny Łybackiej, jak i wielu innych ministrów tego resortu, wywodzących się z opozycji zorientowanej wcześniej antykomunistycznie. Prof. dr hab. Andrzej Janowski był gorącym zwolennikiem nowatorstwa dydaktycznego i nowych treści kształcenia w Wyższej Szkoły Społeczno-Ekonomicznej. Ramie w ramię walczył razem ze mną i innymi osobami wywodzącymi się z dawnego ustroju, o nową treść kształcenia ,wysoki poziom tej edukacji i jej powszechność społeczną. Front podziałów społeczno-politycznych, zwłaszcza w sprawach edukacji układał się zupełnie inaczej niż za PRL. Na pytanie dlaczego A. Janowski przyjął funkcje prorektora w uczelni mającej renomę pro komunistycznej, A. Janowski odpowiadał w wywiadzie udzielonym dnia 2-3 lutego 2015 r. na lamach „Trybuny” Marii Kędzierskiej w ten oto sposób „Nie podzielam poglądu, że przyjąłem funkcję w uczelni prokomunistycznej orientacji. Jeśli brać pod uwagę ideowo- polityczny rodowód członków jej kierownictwa, to pierwszymi jej prezydentami i rektorami byli Wojciech Pomykało i Longin Pastusiak. Ale jednocześnie pierwszym prorektorem tej uczelni był i to praktycznie do końca życia prof. dr hab. Andrzej Tymowski- jeden z najwybitniejszych pierwszych uczonych, były prorektor Uniwersytetu Warszawskiego, konsekwentny bojownik o interesy ludzi pracy, pełniący na początki III Rzeczpospolitej ważna funcie wice przewodniczącego komitetu Obywatelskiego przy L. Wałęsie, czyli instytucji, która kształtowała pierwszy solidarnościowy polski parlament. W okresie działalności opozycji solidarnościowej Tymowski, miał fundamentalny wpływ ideowy, na myślenie wielu solidarnościowych bojowników. Gdy ja zostałem prorektorem WSSE, prezydentem i rektorem był co prawda W. Pomykało, ale prorektorem był również jeden z najwybitniejszych intelektualistów solidarnościowych, znany w Polsce i na świecie ekonomista prof. dr hab. Tadeusz Kowalik. Już z tego personalnego układu, widać, że WSSE była uczelnia pod względem ideowo-politycznych pluralistyczną. Co bardzo mi odpowiadało. Ważniejsze natomiast było to, że uczelnia ta przystąpiła do realizacji mojego wielkiego osobistego marzenia- włączenia do edukacji na poziomie wyższym telewizji i internetu. To mogło stworzyć edukacji historycznie bezprecedensowa szansę. Było niezwykle ważne dla młodzieży ze wsi i małych miasteczek. Ta idea była mi najbliższa z wszystkich, jakie mi przyświecały przy podejmowaniu opozycyjnej działalności solidarnościowej.”

Natomiast w innej części cytowanego wywiadu, prof. A. Janowski z rozrzewnieniem wspominał swoje dawne zainteresowania kształceniem na odległość : „W czasie moich pobytów w Stanach Zjednoczonych i innych krajach., a zwłaszcza Wielkiej Brytanii, miałem okazje stwierdzić, że takie kształcenie jest nie tylko realne, ale może też przynieść wspaniałe jego rezultaty. Jednak wiedziałem również, że w tej sprawie toczy się wielki spór między konserwatystami broniącymi interesów wąskich elit, którzy chcieli wykształcenie wyższe utrzymać jako elitarne dla swoich córek i synów , a organizatorami oświaty na poziomie szkoły wyższej, którzy chcieli, aby najwybitniejsi uczeni danego kraju, mogli bezpośrednio kształcić potężne rzesze młodzieży, jak i ludzi w różnym wieku, nie tylko mieszkających w wielkich centrach akademickich i posiadających wysokie dochody, ale żyjących z dala od takich centrów i nie posadach takich dochodów”.

Natomiast w innej części wspomnianego wywiadu, kiedy Maria Kędzierska prosiła o wyjaśnienie, dlaczego mimo tak wielkich sukcesów tą uczelnie zlikwidowano, prof. dr hab. Andrzej Janowski odpowiadał: „W Polsce , tak jak i w wielu krajach współczesnego świata, w edukacji ścierają się dwa nurty: konserwatywny i nowatorski. Jest to odbicie ścierania się tendencji elitarnych i tendencji zorientowanych na zapewnienie dostatniego życia i pełnowartościowego wykształcenia szeroki rzeszom ludzi pracy. W Polsce tendencje neoelitarne, mimo innych w tym zakresie deklaracji politycznych, zdominowało sytuacje też w PRL, co spowodowało, że upowszechnienie wyższego wyksztalcenia, nie tylko rozwinęło się wtedy na poziomie narodowych potrzeb, ale wyraźnie kurczyło się. Jeśli w pierwszych powojennych latach na 10 tysięcy mieszkańców, mieliśmy więcej studentów, niż Anglia czy Francja, to w 1989 roku, dystans dzielący nas od tych krajów był bardzo duży. Wśród wykształconych na poziomie szkoły wyższej, malała liczebność młodzieży pochodzenia robotniczego i chłopskiego. W III Rzeczpospolitej, wystąpił podobny proces” . I w dalszej części tego wywiadu czytamy: „Wyższa Szkoła Społeczno-Ekonomiczna, rozwijała się dynamicznie.” Przy tym autor zwraca uwagę, że osiągnęła -jak wynikało z badań naukowych, podobny poziom kształcenia, jak czołowe uniwersytety,- w tym dla przykładu Uniwersytet Jagielloński, na którego terenie studenci WSSE, kontynuujący tam po licencjacie kształcenie magisterskie osiągali w 90% wyniki dobre i bardzo dobre. Co powodowało, że WSSE stała się „ solą w oku” polskich edukacyjnych środowisk konserwatywnych szkolnictwa wyższego.

Ciekawe, że wspomnianym wywiadzie przytaczając wiele przykładów przywołania do kształcenia tej uczelni licznych uczonych z zagranicy, autor też powoływał się na przywołanie do tego kształcenia czołowego chińskiego prof. .dr ha Li Jing Wena z którym w uczelni się bardzo zaprzyjaźnił. Natomiast ważniejsze jest to że , ogólną ocenę działań zmierzających do likwidacji uczelni, autor wywiadu tak oceniał: ”To była zbrodnia dokonana z premedytacją. Zarzuty były trzeciorzędne, peryferyjne. Gdyby były podstawy do poważnych zarzutów, uczelnię by zamknięto. Zastosowano więc inną metodę. Uczelni, która kształciła na poziomie licencjackim, dawano kilkakrotnie zezwolenia na roczna lub dwu letnią działalność.” W sumie dano takich osiem zezwoleń. Była to perfidna –zdaniem prof. A. Janowskiego -metoda likwidacji tej uczelni, dokonana wyłącznie z powodów orientacji konserwatywnej ówczesnych władz oświatowych, ukształtowanych po przeobrażeniach dokonanych w Polsce w 1989 roku, których prof. dr hab. A. Janowski, był niewątpliwie ważnym współtwórcą. Dodajmy od siebie że konserwatywnych władz oświatowych często o rodowodzie z SLD ( tak przynajmniej było w wypadku dr. Krystyny Łybackiej ).

Po śmierci Andrzeja Janowskiego, na lamach „Gazety Wyborczej”, która była śmiertelnym wrogiem Wyższej Szkoły Społeczno-Ekonomicznej, ( bardzo bezpośrednio i zwłaszcza pośrednio przyczyniając się do jej likwidacji 2) ukazał się- wśród wielu- najobszerniejszy nekrolog, dotyczący jego biografii, opublikowany przez jego rodzinę.3 Nekrolog ten został podpisany przez jego rodzinę, na czele z jego żoną prof. dr hab. Hanną Komorowską –Janowską, byłym prorektorem Uniwersytetu Warszawskiego, ale też podpisany przez jego synów, córkę, brata oraz innych niewymienionych z imienia i nazwiska członków rodziny. W nekrologu tym, wymieniono Wyższą Szkole Społeczno -Ekonomiczną, jak podano w mało czytelnym skrócie „WSSE” jako jedno z miejsc pracy prof. dr hab. Andrzeja Janowskiego. „Zapomniano” natomiast podać, że w Wyższej Szkole Społeczno-Ekonomicznej pełnił on funkcję przez kilka lat jej prorektora. I zarówno w cytowanym wywiadzie z nim, opublikowanym w „Trybunie”, jak i w wielu innych miejscach, pisał sam Andrzej Janowski o tej pracy, jako jednej z ważniejszych w całym jego życiu. A nawet w jego pracy dla niego najważniejszej. Dlatego też zachodzi potrzeba, aby ten przemilczany zakres informacji o tym elemencie jego biografii, właśnie na łamach „Trybuny” skutecznie uzupełnić. Natomiast w mojej –przygotowywanej do druku-nowej biografii postać prof.dr.hab. Andrzeja Janowskiego znajdzie należne jej miejsce. Należy mu się.