Armia Czerwona nas wyzwoliła…

75 lat temu wyzwolony został Sokołów Podlaski.

Czytam wszystko co wpadnie mi w ręce. Żeby wyrobić sobie zdanie czytam lewicową i prawicową prasę. W tej drugiej interesuje mnie nowa polityka historyczna pisana przez naukowców z IPN-u i twórczo rozwijana przez polityków Ponieważ należę do pokolenia,które uczestniczyło w wielu zdarzeniach z naszej najnowszej historii na jej najmniejszym podwórku mam nieodpartą chęć polemizować z jedynie słusznymi tezami jakie kiedyś lansowała PRL-owska propaganda a dziś w jej ślady weszli nowi aktywiści.
Obawiam się, że przy bierności ludzi którzy pamiętają i potrafią obiektywnie ocenić co się z nimi bądź obok nich wydarzyło w ostatnich latach. Niebawem mojego wnuczka Kacperka będą uczyć w szkole, że moje miasto – Sokołów Podlaski – nie wyzwoliła Armia Czerwona 8 sierpnia 1944 roku tylko „żołnierze wyklęci” dowodzeni przez Młota, Sokolika, Huzara i Marynarza. Dlatego, spełniając swój obowiązek wobec wnuka, piszę ten artykuł w rocznicę wyzwolenia Sokołowa z hitlerowskiej okupacji mając w pamięci słowa Wielkiego Polaka o prawdzie która nas wyzwoli. Przywołuję w nim fakty historyczne z Książki Jana Gozdawy-Gołębiowskiego „Obszar warszawski Armii Krajowej” i wspomnienia osobiste jakie zapamiętałem z dzieciństwa. Na początek kilka faktów historycznych.
W nocy z 4 na 5 sierpnia 1944 roku żołnierz AK Stefan Kazik z Frankopola przeprawił dwóch delegatów majora J. Sasina, dowódcy obwodu Armii Krajowej „Proso” Sokołów Podlaski. Delegatów – podporucznika Piotra Wodzińskiego ps. „Wicher” i docenta Kazimierza Roszkowskiego ps. „Judym” – przyjął w Tonkielach radziecki generał Władimirow. Generał odrzucił postulat dalszej walki batalionu AK o wyzwolenie Sokołowa Podlaskiego u boku Armii Czerwonej. Zażądał, by wszystkie polskie oddziały zebrały się w Bażanciarni w Repkach, osobno oficerowie i szeregowcy i tam czekali na przyjście jego żołnierzy.
Druga grupa z sędzią Krysiakiem dotarła do Grochowa, gdzie nawiązała kontakt z oddziałem podporucznika Mariana Solnickiego ps. „Dzik”. Pluton ppor. Solnickiego idąc przez Patrykozy oraz wsie Czajki i Ginia natknął się na wojska węgierskie, które bez przeszkód przepuściły Polaków przez linię frontu. Tu spotkali się z oficerami radzieckimi. Podczas żołnierskiego przyjęcia radzieccy oficerowie radzili by żołnierze AK nie przyłączali się do Armii Czerwonej, bo zostaną rozbrojeni i wywiezieni w głąb Rosji . Podporucznik „Dzik” natychmiast przekazał te informacje sędziemu Franciszkowi Krysiakowi który był Delegatem Rządu na powiat sokołowski.
Pod koniec lipca 1944 roku w Sokołowie powstały konspiracyjne władze polskie z komendantem miasta profesorem Nikodemem Księżopolskim ps. „Kiejstut”, podporucznikiem rezerwy Henrykiem Giergielewiczem ps. „Łącki”, Edwardem Kupskim ps. „Andrzej”, Janiną Księżopolską ps. „Nina”, dr Antonim Perłowskim ps. „Korybut”. Komendant miasta miał do dyspozycji radiostacje ulokowaną w domu przy ulicy Kościuszki 12 za pomocą której otrzymywał dyspozycje z komendy podokręgu wschodniego i informacje z Londynu. Rozbudowana i dyspozycyjna sieć łączniczek zapewniała sprawne przekazywanie rozkazów i informacji do miejsca postoju majora J. Sasina.
Na naradzie oficerskiej 6 sierpnia 1944 roku w majątku Grodzisk major Sasin z uwagi na jednoznaczne stanowisko władz radzieckich zmierzające do rozbrojenia i internowania żołnierzy AK , wg wzorów zastosowanych w Wilnie, rozkazał rozwiązać wszystkie oddziały w obwodzie, broń ukryć a łączność utrzymać na istniejącej sieci.
Z chwilą wkroczenia do Sokołowa Armii Czerwonej major Sasin ze swoim sztabem ujawnił się przed władzami radzieckim i ślad po nim zaginął.
Tyle faktów historycznych. Teraz pora na wspomnienia z dzieciństwa spędzonego w domach i na podwórkach ulic Siedleckiej Repkowskiej i Długiej.
Od dzieciństwa w naszym domu obok oleodruku Kossaka przedstawiającego „Cud nad Wisłą” z ks. Skorupka wśród szarżujących na bagnety polskich legionistów, wisiało zdjęcie naszego dziadka ze strony matki Pawła Jakubiaka. Reprodukcja popularnego obrazu uznanego batalisty była z nami do czasu wejścia do Sokołowa wyzwolicieli, czyli do 8 sierpnia 1944 roku. Nie wypadało wojennemu komendantowi miasta, który tymczasowo zajął największy pokój po zlikwidowanym sklepie z wygodnym wejściem na ulicę Siedlecka bądź Repkowską przypominać, jakie baty dostali pod Warszawa w 1920 roku w niespełnionym marszu ku Europie. Za to portret dziadka Pawła na tle gwiaździstej flagi potężnego alianta miał teraz honorowe miejsce obok portretu Stalina.
Mnie jednak bardziej interesował obraz przedstawiający bitwę warszawską niż zdjęcie dziadka jego kolegów, którzy za chlebem wyjechali do Ameryki w latach i dwudziestych. Przez kalkę odrysowałem fragment tego obrazu by pochwalić się przed kolegami rysunkami żołnierzy i ich broni. Nie rozumiałem powodów, dla których obraz wiszący przez cała okupacje, teraz musiał być schowany. Szukałem go wszędzie, a znałem niemal wszystkie przemyślane skrytki w starym domu. W końcu obraz odnalazłem na strychu w wielkim wiklinowym koszu pod stertą pierzyn i paczek papierosów przechowywanych tu po likwidacji sklepu kolonialno-spożywczego moich rodziców.
W tym koszu kiedyś niespodziewanie zobaczyłem śpiącą pod pierzyną Żydówkę – prawdopodobnie córkę dr Lewina, który mnie leczył z częstych przeziębień. Powiadomiłem matkę. Nie uwierzyła. Po kilku chwilach, kiedy z pomocą babci i siostry schowano w innym miejscu ukrywającą się sąsiadkę, matka zaprowadziła mnie na strych by przekonać, że nikogo tam nie ma ,że musiało mi się przewidzieć. Kosz stał na swoim miejscu załadowany po brzegi poduszkami i pierzynami.
Byłem małym sześcioletnim chłopcem o bujnej wyobraźni i jak na dziecko czasów okupacyjnych miałem swoje doświadczenie z ciągłych rewizji, publicznej egzekucji, pod tzw. wzgórkiem przy ul. Repkowskiej, obserwowanej z okienka szczytowej ściany naszego strychu, likwidacji getta, którego ogrodzenie od ulicy Olszewskiego znajdowało się 50 m od sieni domu od strony ulicy Siedleckiej 1. Dlatego, mimo zakazu Niemców, sień i wejście na strych było w nocy otwarte. Podobne praktyki stosowali i inni mieszkańcy domów, komórek i stodół zlokalizowanych przy ulicach sąsiadujących z ogrodzona dzielnica żydowską.
Naprzeciw rozległego drewnianego domu usytuowanego na rogu ulicy Siedleckiej i Repkowskiej był budynek sokołowskiego magistratu. Na parterze garaże straży pożarnej a na piętrze kino. Wejście do kina było od ulicy Długiej. Niemcy uciekający pod naporem Armii Czerwonej wysadzili budynek magistratu, ale parter budynku ocalał. I tam w dawnej poczekalni i kasie kina „Ostland” gdzie jeszcze niedawno oglądaliśmy niemieckie kroniki wojenne, teraz pokotem spali radzieccy żołnierze. W dzień i w nocy regulowali ruchem transportów wojskowych ciągnących na Warszawę, w chwilach wolnych od służby palili ogniska, grali na harmoszce i śpiewali „Katiusze”. Częstowali konserwami, a my zajadając się „swinuju tuszonku” z czarnym żołnierskim chlebem, nosiliśmy im z pobliskiej studni wodę. Czasami dali do obejrzenia pepeszkę lub bagnet, a nawet pograć na harmonii.
Ulubieńcem wyzwolicieli stałem się, kiedy przyniosłem do ich kwatery kilka paczek Popularnych i Junaków – papierosów z odkrytej skrytki na strychu. Popularne były paczkowane w dużych pudełkach po 100 szt. I można nimi obdzielić cały odział reguliowszczyków. Były jednak trudniejsze do wyniesienia pod czujnym okiem babci Emilowej. Gniew babci, gdy odkryła moje niecne postępowanie, złagodziły puszki konserw, które dostałem od żołnierzy. Kocioł kapusty z zawartością wojskowej konserwy sprawił, że i tym razem mi się udało uniknąć rózgi, którą babcia Emilowa władała po mistrzowsku. Za to moim postępowaniem doprowadziłem do wymiany towarowej, gdy okazało się, że papierosy mają dla wojaków większą wartość jak amerykańskie konserwy dostarczane radzieckim sojusznikom by skutecznie bili Niemców.
Kilka rodzin zamieszkałych w rozległym domu na rogu Siedleckiej i Repkowskiej miało dzięki tej wymianie handlowej dobre pożywienie. W mieście panował niebywały entuzjazm. Do rodzin Laszuków i Gumaników, Ładów powrócili od Andersa ich ojcowie i synowie.
Trwała mozolna praca przy odgruzowaniu i naprawie domów, mostów i ulic. Z dalekiego Elbląga przywieziono prądnice i uruchomiono elektrownię przy ulicy Kosowskiej naprzeciw starego drewnianego kościołka pw. Św. Rocha.
Wieki pobyt nastał na materiały budowlane – cegłę, stalowe belki. Pan Głazek płacił za jedną oczyszczoną z tynku cegłę 50 groszy. W tamtym czasie był to dobry interes. Z kolegami z mojej drużyny wzięliśmy się za robotę. Wkrótce uzbieraliśmy 97 złotych. Piłka, o której marzyliśmy kosztowała w księgarni pani Sudarowej 95 złotych. Była to skórzana futbolówka z jajowatą dętką i długim wentylem. Po napompowaniu trzeba było ją zasznurować tak by nie zniekształcić. Zakup uczciliśmy lemoniadą w sklepiku pani Nowakowej przy ulicy Długiej. Odtąd moja drużyna z Repkowskiej i Siedleckiej nie miała sobie równych wśród piłkarzy grających szmaciakami na sąsiednich ulicach i podwórkach. Mając taką piłkę trzeba było zadbać o odpowiednie piłkarskie nazwisko. Stefan Kupisz był Cieślikiem, Janek Patejczuk to obrońca Jan Duda, ja długo nosiłem nazwisko pomocnika Legii – Parpana. Tylko, nie wiem czemu, Romek Bałkowiec miał ksywkę Beka, a Waldek Łada – Hilon.

Kobieta wyzwolona – rodem z PRL

Z jakim kapitałem społecznym Polki wchodziły w nową rzeczywistość ustrojową po 4 czerwca 1989 roku?

 

Okres Polski Ludowej był dla kobiet pod wieloma względami wyjątkowy, a to za sprawą awansu społecznego, który spowodował ich mobilność w różnych dziedzinach.
Kwestie dotyczące awansu kobiet w okresie Polski Ludowej należy rozpatrywać pod kątem ich zawodowej aktywizacji, możliwości wynikających z uregulowań prawnych dotyczących polityki społecznej, zdobywania wykształcenia oraz aktywności politycznej.

 

Awans zawodowy kobiet

Po drugiej wojnie światowej liczba kobiet pracujących, w tym mężatek, dynamicznie wrosła. Epoka komunizmu jawiła się jako czas najbardziej dynamicznej aktywności kobiet, bowiem ich zatrudnienie w latach 1950-1989 wzrosło o 252 procent. W 1950 r. kobiety stanowiły 30 proc. siły roboczej na rynku pracy, a pod koniec PRL odsetek ten wzrósł do ponad 45 procent.
Po wojnie stalinizm postrzegany był jako okres, gdy kobiety miały najwięcej szans na międzypokoleniowy awans społeczny. Paradoksalnie w latach 1945-1956, czyli w najbardziej represyjnym politycznie okresie Polski Ludowej, kobiety zyskiwały niezależność ekonomiczną i społeczny prestiż. Miały bowiem możliwość podnoszenia swoich kwalifikacji zawodowych i sprawdzenia się w typowo męskich zawodach, lepiej płatnych i bardziej prestiżowych niż te tradycyjne kobiece. Mimo że od początku rewolucji przemysłowej kobiety pracowały w fabrykach, to zajmowały stanowiska niższe niż mężczyźni, gorzej płatne i im podporządkowane. W okresie realizacji planu sześcioletniego próbowano to zmienić.
Małgorzata Fidelis w swoich badaniach podkreśla, że kobiety chciały pracować w górnictwie pod ziemią, bo postrzegały to jako awans. Robotnice z sortowni były o wiele niżej w hierarchii od górników pracujących pod ziemią. A pracy w sortowni, mimo że postrzegana jako „lekka”, wcale do takich nie należała, podobnie jak praca polegająca na pchaniu wagoników z węglem. Tego typu zajęcia były niskopłatne, mało prestiżowe i bardzo ciężkie. To właśnie pracę pod ziemią górniczki postrzegały jako lekką, czyli zmechanizowaną. Pracowały przy taśmie, spinały wagoniki.
Należy więc zaznaczyć, że w okresie realizacji planu sześcioletniego państwo prowadziło konsekwentną politykę w zakresie „produktywizacji” kobiet. Po pierwsze zwiększyło się zatrudnienie kobiet, a co za tym idzie angażowanie ich do prac w typowo męskich zawodach. Poza rolnictwem pracowało dwa razy więcej kobiet niż jeszcze na początku lat pięćdziesiątych. Pojawiły się nowe zawody. Jedynym z najważniejszych symboli polityki równouprawnienia stały się kobiety murarki, spawaczki, szoferki, konduktorki, górniczki, szlifierki i tokarki. Dużo kobiet było zadowolonych z nowej pracy, bo wiązała się ona z wyższymi zarobkami i poczuciem prestiżu, jakim była praca na stanowisku wykwalifikowanego robotnika.
Przeszkodą w realizacji polityki „produktywizacji” była niedostateczna liczba placówek opieki nad dziećmi oraz praca nocna i praca w nadgodzinach, a także nagminne nieprzestrzeganie ustawodawstwa ochronnego.
W okresie odwilży, gdy doszło do poluzowania aparatu politycznych represji, wypychano tysiące kobiet z rynku pracy bądź przesuwano na stanowiska gorzej płatne i mniej prestiżowe. Twierdzono, że polityka masowego zatrudniania kobiet, zwłaszcza matek, była błędem. Podział pracy ze względu na płeć był jednym z ważniejszych wyróżników polityki zatrudnienia kobiet w drugiej połowie lat pięćdziesiątych. Przyrost zatrudnienia kobiet przypadł na handel, drobny przemysł i rzemiosło oraz spółdzielczość. Preferowano zatrudnienie kobiet na stanowiskach „nieprodukcyjnych”, czyli przede wszystkim umysłowych lub pomocniczych.
Rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 18 lutego 1959 roku o pracach wzbronionych dla kobiet, wprowadzono zakaz pracy kobiet pod ziemią. Powrót kobiet do domu nie był już możliwy, gdyż gospodarka potrzebowała ich pracy. Dlatego skupiono się na tworzeniu ułatwień w łączeniu pracy kobiet z jej innymi rolami społecznymi. Lansowano takie rozwiązania jak praca chałupnicza czy półetaty. Przy Lidze Kobiet powstał Komitet Gospodarstwa Domowego. Kobiety mogły korzystać z kursów gospodarstwa domowego, najczęściej były to kursy kroju i szycia oraz „racjonalnego żywienia”, które cieszyły się dużą popularnością. Uchwałą Rady Ministrów z sierpnia 1957 r. wprowadzono dodatkowy przywilej dla matek polegający na tym, że mogły one wykorzystać dwa dni w roku na opiekę nad dzieckiem do lat 14.
Na początku lat sześćdziesiątych polityka zatrudniania kobiet polegała na wzroście ich aktywizacji. Kobiety stanowiły ponad 37 proc. wszystkich pracowników. W tym okresie najbardziej sfeminizowały się instytucje i handel, ale i więcej kobiet niż w drugiej połowie lat pięćdziesiątych, znalazło prac w przemyśle.
Cechą charakterystyczną dla lat siedemdziesiątych, jeżeli chodzi o warunki pracy, była tzw. humanizacja pracy polegająca na poprawie warunków pracy i stosunków społecznych w zakładach. Budowane w tym czasie fabryki posiadały nowoczesne i przestronne hale. Humanizacja pracy polegała także na wydłużeniu urlopów macierzyńskich i wychowawczych.
W latach osiemdziesiątych w wyniku strajków stoczniowców, robotników fabrycznych i pracowników transportu zrodziła się „Solidarność” – dając początek rewolucji społecznej, która w ciągu dziewięciu lat doprowadziła do upadku systemu komunistycznego w Polsce i – w konsekwencji – do rozpadu całego bloku radzieckiego. Mimo, że kobiety stanowiły 50 procent członków zalegalizowanej „Solidarności”, czyli pięć milionów, zaledwie garstka działaczek weszła w skład politycznego kierownictwa lub uczestniczyła w budowaniu struktur obywatelskich. Pojawił się więc nowy front aktywności kobiet w strukturach opozycyjnych.
Pod koniec 1989 roku kobiety stanowiły 45,5 proc. ogółu siły roboczej. W 1993 roku liczba ta wynosiła 44,9 procent. Przyczyną tego spadku było pojawiające się bezrobocie. Stopa bezrobocia w 1993 roku wynosiła dla kobiet wynosiła 14,9 proc., a dla mężczyzn 11.5 procent. Bezrobotne kobiety stanowiły 53,4 proc. ogółu zarejestrowanych osób poszukujących pracy.
Ogólna aktywność zawodowa kobiet spadła z 78 proc. w 1985 r. i 71 proc. w 1990 do 68 proc. w 1991 i 57 proc. w 1994 roku.

 

Polityka prorodzinna prowadzona w PRL-u

Głównym aktem normatywnym, do czasu wprowadzenia przepisów kodeksu pracy w 1974 roku, była ustawa z 2 lipca 1924 r. w przedmiocie pracy młodocianych i kobiet z późniejszymi zmianami. Rozdział III tej ustawy dotyczył ochrony pracy kobiet. Kwestię tą regulowało także Rozporządzenie Rady Ministrów z 28 lutego 1951 r. o pracach wzbronionych kobietom (zmienione Rozporządzeniem Rady Ministrów z 18 lutego 1959 r.). Akt ten stanowił katalog prac, przy których zabronione było zatrudnianie kobiet. W okresie PRL-u funkcjonował również przepis zgodnie z którym kobieta ciężarna od 6. miesiąca ciąży, powinna być przeniesiona na stanowisko, gdzie praca nie jest dla niej szkodliwa ani uciążliwa. Warto zaznaczyć, że przeniesienie na inne stanowisko nie mogło wiązać się z obniżeniem wynagrodzenia, które otrzymywała na dotychczasowym stanowisku pracy. Regulacje takie wdrożono na podstawie ustawy z dnia 28 kwietnia 1948 r. o zmianie ustawy z 2 lipca 1924 r. w przedmiocie pracy młodocianych i kobiet. Zgodnie z ustawą z 1948 roku zmieniającą ustawę z 1924 r. w przedmiocie pracy młodocianych i kobiet, pracownica w ciąży miała prawo do 12-tygodniowego urlopu macierzyńskiego (nazywanego urlopem połogowym) wykorzystanego tak, aby 2 tygodnie przypadały przed, a 8 tygodni po porodzie. Pozostałe 2 tygodnie pracownica mogła wykorzystać dobrowolnie albo bezpośrednio przed albo bezpośrednio po porodzie. Nowe przepisy wprowadzały również zakaz zatrudniania kobiet w ciąży w porze nocnej i w godzinach nadliczbowych (dotyczył on kobiet od czwartego miesiąca ciąży i opiekujących się dzieckiem nie starszym niż roczne).
Należy także wspomnieć o wprowadzeniu przepisów umożliwiających kobietom karmiącym korzystania dwu i półgodzinnych przerw w pracy (czas przerwy zaliczany był do wymiaru czasu pracy). Dobrym rozwiązaniem były działające przy zakładach pracy żłobki i przedszkola.
Uchwałą nr 158 Rady Ministrów z 24 maja 1968 roku wprowadzono bezpłatne urlopy dla matek pracujących. Kobiety mimo, że podczas urlopu nie uzyskiwały wynagrodzenia, to zachowywały pozostałe uprawnienia, np. prawo do ubezpieczenia społecznego. Z takiego urlopu mogła skorzystać pracownica zatrudniona w zakładzie pracy co najmniej 12 miesięcy i posiadająca dziecko nie starsze niż 2 lata. Urlop ten nie mógł trwać dłużej niż 12 miesięcy.
W 1974 roku uchwalono Kodeks pracy, który wszedł w życie 1 tycznia 1975 r. Dział VIII został poświęcony ochronie pracy kobiet. Wskazywano na ochronę pracy kobiet w ciąży, karmiących dzieci lub wychowujących dzieci w wieku do 14 lat, urlopy macierzyńskie, urlopy bezpłatne z tytułu wychowania dzieci. Do kodeksu pracy wprowadzono wcześniej obowiązujące przepisy związane z zakazem wypowiedzenia i rozwiązania umowy o pracę kobiety w ciąży, chyba, że wystąpią szczególne okoliczności jej rozwiązania.
Kodeks pracy wydłużał wymiar urlopu macierzyńskiego z 12 tygodni (taki wymiar wprowadziła ustawa z 1948 r.) do 16 tygodni, w przypadku urodzenia pierwszego dziecka, a każdy następny poród – 18 tygodni, w przypadku urodzenia więcej niż jednego dziecka – 26 tygodni. Urlop bezpłatny mógł trwać trzy lata, do ukończenia przez dziecko 4 roku życia.
Po wprowadzeniu tych przepisów dotyczących urlopów macierzyńskich i wychowawczych nastąpił spadek odsetka kobiet powracających do pracy (w 1960 r. odsetek kobiet, które kontynuowały pracę po urodzeniu dziecka wynosił 68 proc., natomiast w 1978 r., po wejściu w życie wyżej wymienionych przepisów, spadł do 37 procent. W 1982 roku, po wprowadzeniu zasiłku wychowawczego, ten odsetek pracownic powracających po urodzeniu dziecka wyniósł 8 procent. Dopiero w 1988 roku można było dostrzec znaczny wzrost, po urlopie macierzyńskim do pracy wróciło 83 proc. kobiet. Związane to było z obawą przed utratą pracy, gdyż pracodawca mógł zwolnić pracownicę, po wykorzystaniu przez nią urlopu macierzyńskiego, z powodów ekonomicznych.
W 1979 roku uchwalono nowe rozporządzenie w sprawie wykazu prac wzbronionych kobietom. Kobiety nie mogły pracować w warunkach szkodliwych dla zdrowia podczas których wydzielają się szkodliwe dla zdrowia gazy, oraz przy pracach, które nie są zmechanizowane jak np. ręczne kopanie studni.
Warto zaznaczyć, że ustawą z dnia 27 kwietnia 1956 roku o warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (DZ.U. z 1956 r. Nr 12, poz 610) wprowadzono możliwość dokonywania aborcji przez uprawnionego lekarza w trzech przypadkach (art. 1 ust. 1):
1. gdy za przerwaniem ciąży przemawiały wskazania lekarskie dotyczące zdrowia płodu lub kobiety ciężarnej;
2. gdy zachodziło uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku przestępstwa;
3. ze względu na trudne warunki życiowe kobiety ciężarnej.
W XXI wieku w Polsce w tym zakresie obowiązują bardzo restrykcyjne przepisy. Istnieje ryzyko, że ustawa antyaborcyjna zostanie jeszcze bardziej zaostrzona.

 

Ze wsi – nie tylko – do miasta i na studia

Awans społeczny zdefiniowany jako uzyskanie wyższego poziomu edukacji oraz pracy wymagających wyższych kwalifikacji niż w pokoleniu rodziców
Kobiety pracujące w nowych zawodach musiały przechodzić przeszkolenia wewnątrzzakładowe. Szkoleniami przywarsztatowymi na początku lat pięćdziesiątych objęto w takim samym stopniu kobiety i mężczyzn. Liczba przeszkolonych kobiet wzrastała z każdym rokiem – w 1952 przeszkolono ich 80 tysięcy, a dwa lata później już 130 tys. Wzrosła liczba kobiet kształcących się w szkołach zawodowych. Początek lat pięćdziesiątych obfitował we wzrost liczby dziewcząt w szkołach górniczych z 15 do 366, w metalowych z 511 do 4821, w budowlanych z 2 do 469. Należy więc zaznaczyć, że zwiększyła się skala szkolenia zawodowego kobiet.
To w okresie stalinizmu na mocy rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 5 maja 1950 r. powstało jako stowarzyszenie wyższej użyteczności Towarzystwo Wiedzy Powszechnej, które prowadziło w całym kraju uniwersytety powszechne. Stanowiły one ważne ogniwo edukacji pozaszkolnej dla dorosłych, a szczególnie dla kobiet ze środowisk wiejskich. Popularne stało się podnoszenie swoich kwalifikacji poprzez nauczanie i dokształcanie na różnych kursach.
Jak podkreślają niektóre badaczki okres stalinowski dawał kobietom najwięcej szans na międzypokoleniowy awans społeczny umożliwiając edukację i mobilność dziewcząt z tradycyjnych społeczności wiejskich. Migrację ludności wiejskiej do aglomeracji miejskich prowadzono na dużą skalę. Niemal 2 miliony osób wyemigrowało do miejskich ośrodków, co postrzegano jako duży awans społeczny.
W PRL-u rozwinęło się szkolnictwo zawodowe na poziomie szkół zasadniczych i techników, wieczorowe, zaoczne oraz przygotowawcze na wyższe uczelnie. W latach sześćdziesiątych chłopcy po ukończeniu szkoły podstawowej chętniej wybierali szkołę zawodową. Ponad 55 proc. dokonało takiego wyboru, wśród dziewcząt tylko 30 procent. Dziesięć lat później te relacje uległy zmianie. Prawie 75 proc. chłopców kontynuowało naukę w szkołach zawodowych, a dziewcząt – 50 procent. Popularność szkół zawodowych wśród chłopców związana była z tym, że kształciły one kadry dla przemysłu ciężkiego. Nauka w nich dawała relatywnie dobrą pozycję i wynagrodzenie. W szkołach tych istniały wąskie techniczne specjalizacje, a w liceach można było kształcić się w kierunku ścisłym, humanistycznym i ogólnym. Wybór liceów dawał kobietom perspektywę studiowania na wyższej uczelni. Już w latach 60 kobiety stanowiły połowę studentów, najwięcej na kierunkach zorientowanych na ludzi, jak medycyna czy pedagogika. Warto podkreślić, że więcej kobiet rozpoczynało studia, ale mniej uzyskiwało dyplom. Wiele radnych Rady Narodowej w Łodzi w dokumentach pisało, że kontynuuje naukę po szkole średniej na uczelni wyższej. W latach osiemdziesiątych uwidoczniła się mniejsza mobilność kobiet radnych do zdobycia wyższego wykształcenia. Jak wynika z analizy wykształcenia działaczy lokalnych w latach 1983-1984 przeprowadzoną przez Renatę Siemieńską uwidacznia się mniejsza mobilność pań do zdobycia wyższego wykształcenia. W momencie rozpoczynania pracy więcej kobiet legitymowało się średnim wykształceniem, natomiast mężczyźni przeważali w grupie osób z wykształceniem podstawowym i zawodowym. Po kilku latach więcej mężczyzn (69,6) niż kobiet (51,5) posiadało wyższe wykształcenie. Do takiego stanu rzeczy mogły się przyczynić braki w zaopatrzeniu i długie kolejki po towary pierwszej potrzeby oraz wynikające z tego tytułu obciążenia z tytułu wykonywanej pracy zarobkowej i domowej.
Warto jednak podkreślić, że to właśnie okresie PRL-u robotnicza Łódź stała się miastem akademickim – w 1945 roku studiowało tu 1268 osób, a w 1975 r. ponad 30 tys. W 1988 r. wyższym wykształceniem w Polsce legitymowało się 1,8 mln Polaków czyli 6,5 procent. Kiedy porównamy, że po zakończeniu II wojny światowej liczba ludzi z wyższym wykształceniem w Polsce wynosiła niecałe 40 tysięcy, to jest to ogromny wzrost. Dla porównania należy dodać, że piętnaście lat później (w 2013 roku) osób legitymujących się wyższym wykształceniem magisterskim w Polsce było 10 proc. (zdecydowanie częściej kobiety), 3 proc. – licencjata, 3 proc. – tytuł magistra-inżyniera, zaś 1proc. – inżyniera. Przez 15 lat nastąpił wzrost osób z wykształceniem magisterskim o 3,5 procent. Jak się okazuje, poziom wykształcenia silnie różnicuje młodsze i starsze pokolenia Polaków. Wśród trzydziestolatków wyższe wykształcenie posiada co trzeci z nich, a jedynie co dziesiąty pięćdziesięciolatek.

 

Awans polityczny kobiet

Awans polityczny kobiet w pierwszych latach po wojnie nie był spektakularny.
W latach 1944-1979 trzynaście kobiet znalazło się w naczelnych władzach państwowych, a 8 z nich posiadało legitymacje partyjną. Potwierdza to tezę, że aby awansować trzeba było zapisać się do partii. Z uwagi na to, że droga do stanowisk wiodła przez partie, odsetek kobiet w PZPR w latach 1960—1970 wzrósł o 50 proc., ale ich udział w gremiach partyjnych był dużo niższy mężczyzn.
W 1954 roku przy Zarządzie Krajowym Ligi Kobiet Polskich powstała sekcja kobiet na kierownicze stanowiska. Kobiety wymieniały się doświadczeniami, nawiązywały kontakty, walczyły o swoją pozycję, chociaż nie było to wcale łatwe.
W Sejmie Ustawodawczym (1947-1952) na 444 posłów było zaledwie 25 kobiet i stanowiły one 5,6 proc. ogółu składu. W prezydium Sejmu nie zasiadła żadna kobieta. Przewodniczącymi 19 komisji stałych byli sami panowie. W Sejmie I kadencji (1952-1956) kobiety stanowiły 17 procent. Kiedy nastąpił okres odwilży i była nadzieja na zwiększenie roli ustawodawczej sejmu, kobiety stanowiły zaledwie 4 proc. (1956-1961). W okresie tym po raz pierwszy przewodniczącą jednej z komisji stałych, a mianowicie Komisji Przemysłu Lekkiego, Rzemiosła i Spółdzielczości została Michalina Tatarkówna-Majkowska (członek KC, I sekretarz Komitetu Łódzkiego).
Największy udział kobiet w Sejmie w okresie Polski Ludowej można było zaobserwować w VIII kadencji (1980-1985), bo aż 23 procent. W tym czasie gospodarka pogrążała się w kryzysie, Polska Zjednoczona Partia Robotnicza traciła autorytet.
Coraz więcej kobiet zaczęło pojawiać się w ciałach decyzyjnych. W piątej kadencji Sejmu (1969-1972) Zofia Tomczyk ze Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego obejmuje przewodnictwo Komisji Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego. Wcześniej to stanowisko była zarezerwowane tylko dla mężczyzn.
Pierwszą kobietą pełniącą funkcję wicemarszałka Sejmu zostaje Halina Skibińska (1971-1985). Skibińska była architektem, profesorem Politechniki Warszawskiej. W IX kadencji Sejmu (1985-1989) na fotelu wicemarszałka Sejmu zasiadła Jadwiga Biedrzycka, przewodnicząca Zarządu Głównego Ligi Kobiet Polskich, z wykształcenia prawnik.
W polskim parlamencie w okresie PRL-u zasiadały wybitne pisarki, jak Zofia Nałkowska, aktywne działaczki społeczne – Janina Biedrzycka, aktywistki związkowe – Barbara Natorska (przewodnicząca ZG ZZ Pracowników Przemysłu Włókienniczego, Odzieżowego i Skórzanego, kobiety ze świata nauki – prof. Halina Skibińska, prof. Krystyna Jandy-Jendrośka czy prof. Barbara Hager-Małecka. czy Krystyna Marszałek-Młyńczyk ze Stronnictwa Demokratycznego, która w VIII kadencji Sejmu przewodniczyła Komisji Kultury i Sztuki., z ramienia SD w latach 1980-1983 zasiadała w Radzie Państwa, natomiast pod koniec lat osiemdziesiątych była wiceministrem kultury i sztuki.
Należy podkreślić, że w roku 1980 w parlamencie i radach wojewódzkich pojawia się coraz więcej kobiet. W tych ostatnich ich wzrost sięgał nawet do 30%. W VII kadencji Rady Narodowej Miasta Łodzi przypadającej na lata 1980-1984 na 180 radnych było aż 75 kobiet, co stanowiło 41,6 proc. ogółu składu.

 

Wnioski końcowe

Kobiety żyjące w Polsce Ludowej z jednej strony borykały się ze złymi warunkami pracy, brakami w zaopatrzeniu, z zaniżaniem ich płac, ale z drugiej umożliwiono im masowy dostęp do rynku pracy, stworzono dogodne warunki do podnoszenia wykształcenia oraz dostępność do żłobków i przedszkoli, kolonii dla dzieci.
Polityka zatrudnienia kobiet, prowadzona tuż po wojnie, miała na celu zapewnienie pracy wdowom jako ‚jedynym żywicielkom” rodziny. „Produktywizacja” kobiet ujęta w planie sześcioletnie przyczyniła się do wzrostu zatrudnienia oraz do podnoszenia kwalifikacji zawodowych poprzez organizowanie różnych szkoleń.
Mimo, że w świadomości społecznej utrwalił się negatywny obraz kobiet okresu stalinizmu, związany z wizerunkiem traktorzystki, przedstawianym jako humorystyczny symbol pogwałcenia naturalnego porządku płci, to niewątpliwie charakteryzował się on awansem zawodowym, społecznym, finansowym kobiet. Zdobywały one niezależność uwalniając się nie tylko spod władzy męża, ale także zapewniały byt, dzięki stałym zarobkom, sobie i swoim dzieciom. Wiele samotnie wychowujących dzieci kobiet – wdów, rozwiedzionych, żon alkoholików, mogły uwolnić się z toksycznych związków, bo dzięki pracy uzyskiwały możliwość awansu, dokształcenia się, a przede wszystkim stabilizacji.
Za zmianami dotyczącymi upowszechnienia awansu zawodowego kobiet, nie nadążała jednak mentalność. Kościół w Polsce negatywnie odnosił się do pracy kobiet, a prymas Stefan Wyszyński podczas wykładu wygłoszonego dla duchowieństwa na temat „zniekształcenia poglądu na kobietę” stwierdził, że najważniejszą rolą społeczną kobiety jest nie praca zawodowa, ale macierzyństwo. Rodząca się w latach osiemdziesiątych „Solidarność” podkreślała w swoim statucie (paragraf 6 artykuł 4), że celem związku jest „wzmocnienie rodziny i życia rodzinnego”. Potwierdza to tezę, że polskiego robotnika nie interesowały problemy kobiet jako takie, tylko ich wpływ na życie rodzinne. Podkreślano wiec patriarchalny ideał kobiety w rodzinie.
Ważną kwestią okazała się polityka społeczna kładąca nacisk na zapewnienie opieki nad kobietami oczekującymi narodzin dziecka, dla których w zakładach organizowano odziały pracy chronionej. Wydłużono urlopy macierzyńskie i wychowawcze, zliberalizowano przepisy ustawy aborcyjnej.
Po 1989 roku sytuacja kobiet zaczęła się pogarszać. Tradycyjne role płciowe zaczęły przeżywać renesans, a emancypacja miała polegać na tym że kobiety nie musiały pracować. Pojawiło się bezrobocie wśród kobiet, szczególnie dotknęło ono łódzkie włókniarki. W 1994 r. w województwie łódzkim zarejestrowano 110,8 tys bezrobotnych, w tym 52 tys kobiet.
W polskim parlamencie w 1989 roku na 460 posłów kobiet było zaledwie 60. Dopiero w 2011 roku kobiety stanowiły 23,91 procent.
Patriarchalna kultura tworzy bariery utrudniające kariery polityczne kobietom. Brak stabilności zatrudnienia to główna bariera dla decyzji o dziecku. Obawy o znalezienie pracy po urlopie macierzyńskim, niskie płace, trudności w godzeniu obowiązków praca-dom, brak realnego wyboru pomiędzy opieką nad dzieckiem w domu a powrotem do pracy i oddania dziecka do żłobka (zaledwie 7 proc. polskich dzieci poniżej 3 lat objętych jest opieka żłobkowa) to główna przyczyna zapaści demograficznej.
Mimo że niektórzy zarzucają, że komunizm zniekształcił tradycyjny w polskiej kulturze wizerunek Matki Polski, to z całą stanowczością należy podkreślić, że to właśnie w w okresie Polski Ludowej kobiety zyskały niezależność ekonomiczną i coraz większy społeczny prestiż.

 

Autorka jest profesorem nadzwyczajnym Akademii Ekonomiczno-Humanistycznej w Warszawie i przewodniczącą Forum Kobiet SLD.