Również we Włoszech rośnie liczba zakażeń

Włosi zastanawiają się dlaczego.

We Włoszech rośnie liczba zakażeń Sars-CoV-2. W środę 12 sierpnia – 476, w czwartek 13 sierpnia – 522. W piątek 14 sierpnia zaś 574. Choć wciąż niewysokie w porównaniu z innymi krajami, to jednak są to już liczby alarmujące w stosunku do 150-200 przypadków, do których Włochy przyzwyczaiły się między czerwcem a lipcem. Sytuacja epidemii, choć „niekrytyczna”, pozostaje „płynna” i „daje znaki ostrzegawcze” – można przeczytać w cotygodniowym monitoringu Ministerstwa Zdrowia i Wyższego Instytutu Zdrowia. Nieznaczny wzrost liczby przypadków spowodował, że wskaźnik zakaźności R przekroczył wartość 1 w prawie wszystkich regionach Włoch. To czerwone światełko ostrzegawcze, którego nie można ignorować. Ogólna sytuacja jest jednak dobra w porównaniu z tym, jak wyglądała w minionych miesiącach. Jak wynika z biuletynu medycznego z 7 sierpnia, w szpitalach było 41 pacjentów na oddziale intensywnej terapii i mniej niż 800 hospitalizowanych z objawami. Nieco ponad 12 tys. osób przebywało w izolacji domowej, przechodząc zakażenie bezobjawowo. Wykonuje się też więcej testów. 7 sierpnia 2020 r, od początku epidemii we Włoszech wykonano ich łącznie 7 158 909, czyli 338 296 więcej niż w poprzednim tygodniu. Zmalała również liczba zgonów. Stabilizuje się z dzienną zmiennością na poziomie od 3 do 12. Łączna liczba zakażonych od początku epidemii to 250.566 osób. Wyzdrowiało 202.098 ludz.
Aktualnie zdecydowana większość zakażonych jest izolowana w domu (bez objawów lub z kilkoma symptomami). Nadal badana jest zdolność osób zakażonych bezobjawowych do przenoszenia wirusa na inne osoby i nie wyciągnięto jeszcze żadnych ostatecznych wniosków.
Jaka może być przyczyna wzrostu liczby przypadków zakażeń?
Zastanawiają się włoscy eksperci i stawiają trzy hipotezy: tzw. „zakażenia powrotne”, rozluźnienie norm, możliwość szybszego nadejścia drugiej fali epidemii.
Po pierwsze powodem niepokojącego wzrostu statystyk są nowe ogniska, które tworzą się na całym terytorium kraju. Na przełomie lipca i sierpnia odnotowano ich aż 736. Wszystkie zostały natychmiast odkryte i są pod kontrolą. Nie jest to niespodzianką dla włoskich ekspertów. Zjawisko brano pod uwagę jako konsekwencję zakończenia lockdown i ponownego otwarcia granic oraz odmrożenia działalności gospodarczej.
„Byliśmy świadomi, że czeka nas okres współżycia z wirusem. Musimy być szybcy, zdecydowani, zdeterminowani, aby w jak najkrótszym czasie wykryć i kontrolować nowe ogniska epidemii.” – mówił minister zdrowia Roberto Speranza.
Na szczęście chodzi o nowe, małe ogniska, a nie o zakażenie rozpowszechnione na całym terytorium, jak miało to miejsce w Lombardii na przełomie lutego i marca.
Włochy mają w tej chwili do czynienia z tak zwanymi „zakażeniami powrotnymi”. Najbardziej emblematycznym przykładem jest historia dwóch osiemnastolatek z Padwy, które wróciły z wakacji w Chorwacji, gdzie nie używały maseczek, ani innych środków ostrożności, a także ośmiu chłopców z Rzymu, którzy spędzali wakacje na Malcie. Wszyscy okazali się pozytywni na Sars-Cov-2, choć tylko dwoje miało gorączkę. Teraz istnieje obawa, że mogą zachorować ich bliscy. Również wśród Włochów wracających z wakacji z Grecji i Hiszpanii odnotowano zachorowania na Covid-19. Niepokoją powroty opiekunek osób starszych pochodzących z Rumunii, gdzie pod koniec lipca dzienna liczba zakażeń przekroczyła tysiąc. Autobusy przywożące osoby z tego kraju są objęte specjalnym nadzorem sanitarnym. Odnotowuje się przypadki osób pozytywnych wśród migrantów, którzy nielegalnie przypływają na włoskie wybrzeża. Wszystkim są wykonywane obowiązkowe testy, a zakażeni przechodzą kwarantannę. Największe ognisko koronawirusa wybuchło jednak w Treviso, wśród migrantów mieszkających od lat w dawnych koszarach, w warunkach higienicznych, które faworyzują szerzenie się epidemii. Z 309 osób 244 są pozytywne na koronawirusa. Strukturę zamknięto i poddano całkowitej izolacji. Migranci, głównie ciemnoskórzy, skarżą się, że zostali poddani reżimowi więziennemu.
We Włoszech niepokoi przede wszystkim szalona nocna movida, podczas której młodzież nie przestrzega żadnych zasad. Spadł średni wiek nowych pozytywnych: dziś wynosi około 40 lat, zarówno dlatego, że robi się więcej testów młodym ludziom, jak i ze względu na wzrost przypadków importowanych z zagranicy po wakacjach. Osoby starsze są dziś mniej zagrożone epidemią. Całkowita zmiana paradygmatu w porównaniu z marcem i kwietniem, gdzie średnia wieku chorych wynosiła 69 lat.
„Dziewczętom i chłopcom mówię: bądźcie ostrożni, ponieważ w tej chwili to wy jesteście głównym nośnikiem infekcji” – zaapelował minister Speranza do młodych Włochów.
Wyższy Instytut Zdrowia w swoim najnowszym raporcie stwierdził, że występują łańcuchy przenoszenia koronawirusa, gdzie trudno ustalić przyczyny zakażenia i podkreśla to, że epidemia Covid-19 we Włoszech jeszcze się nie skończyła.
Czy będzie druga fala?
Na to pytanie na dzień dzisiejszy nikt nie potrafi odpowiedzieć. Wszystko jest możliwe, gdyż trudno przewidzieć jak zachowa się wirus. Włoscy wirusolodzy nie są co do tego zgodni. Profesor Andrea Crisanti, członek Imerial College London, uważa, że druga fala epidemii może nadejść już pod koniec sierpnia, a więc znacznie wcześniej niż to przewidywano – czyli na jesieni. Massimo Clementi wirusolog z mediolańskiego szpitala San Raffaele twierdzi, że drugiej fali epidemii nie będzie i nie rozumie dlaczego rząd przedłużył stan kryzysowy. Massimo Galli, ordynator szpitala Sacco w Mediolanie jest zdania, że Włochy mogą uniknąć drugiej fali, ale trzeba być bardzo ostrożnym i wiele zależy od indywidualnych zachowań.
Włoski rząd do 7 września przedłużył obowiązek zachowania bezpiecznego dystansu, noszenia maseczek w pomieszczeniach zamkniętych i częstej dezynfekcji rąk. Według ostatnich sondaży wynika, że 27 proc. Włochów nie nosi maseczek. Oznacza to jednak, że pozostałe 73 proc. mieszkańców Italii stosuje się do zaleceń sanitarnych nakazanych przez władze i widać to na ulicach. W sklepach i w środkach transportu prawie wszyscy są w maseczkach. Wiele osób nosi maseczki na ulicach, gdy znajduje się w skupisku ludzi.
W Instytucie Spallanzani w Rzymie rozpoczęły się eksperymenty na ochotnikach z nową szczepionką przeciwko koronawirusowi, która powstała przy współpracy włoskich naukowców w Oxfordzie. Weźmie w nich udział 90 wolontariuszy między 18 a 85 rokiem życia. Przewiduje się, że pierwsza partia szczepionek – około pół miliona – będzie dostępna we Włoszech już pod koniec 2020 roku. Szczepienia nie będą obowiązkowe. Włochy przygotowują natomiast szeroko zakrojoną kampanię szczepień przeciwko grypie w tym sezonie jesienno-zimowym.
Fundacja Enaudi opublikowała protokoły Komitetu Naukowego odtajnione przez rząd. Wynika z nich, że 7 marca 2020 r., premier Giuseppe Conte podjął decyzję o wprowadzeniu lockdawn na terenie całych Włoch wbrew opinii Komitetu Naukowego, który zalecał tylko całkowite zamknięcie Lombardii. Fakt stał się oczywiście głównym powodem polemiki politycznej pomiędzy rządem a opozycją. Matteo Salvini z Ligi Północnej domaga się dymisji premiera i grozi, że stanie on przed sądem, za to, iż posadził w areszcie domowym miliony Włochów. Koalicja rządząca (Ruch 5 Gwiazd, Partia Demokratyczna, Italia Żywa) broni decyzji politycznych premiera i ministrów.
Kraj przygotowuje się do powrotu uczniów i studentów do szkół od września. Ma się to odbyć z zachowaniem zasad bezpieczeństwa. Komisarz specjalny ds. kryzysowych Domenico Arcuri ma przez miesiąc zapewnić odpowiednią liczbę pomieszczeń i pojedynczych ławek, aby odciążyć zatłoczone klasy. Na mocy kolejnego dekretu rządowego zdecydowano o otwarciu targów i rejsów wycieczkowych, dyskoteki i stadiony pozostają nadal zamknięte.
Włochy w trzecim etapie pandemii poradziły sobie znacznie lepiej niż inne kraje i wydają się być bardziej bezpieczne. Wszyscy jednak znów powrócili do sprawdzania codziennych statystyk zakażeń z bijącym sercem.

Smutny polski rekord zakażeń

Władza poświęciła zdrowie i życie mieszkańców dla realizacji swych partyjnych interesów. Przed wyborami nie nastąpi przywrócenie obostrzeń, bo wpłynęłoby to fatalnie na wynik Andrzeja Dudy.
W niedzielę najwięcej nowych przypadków zakażenia koronawirusem spośród wszystkich państw Unii Europejskiej wykryto w Polsce – 576. W sobotę – tylko o jeden mniej. W sumie dało to weekend z największą liczbą zakażeń od czasu rozpoczęcia pandemii. Jeszcze gorszy był poniedziałek – aż 599 nowych zakażeń. Mamy więc w Polsce wyraźną falę wznoszącą.
Okazuje się, że w tej smutnej chorobowej statystyce zostawiliśmy inne kraje bardzo daleko za nami. Dość powiedzieć, że w drugiej pod względem liczby zachorowań Francji, było w tę feralną niedzielę tylko niespełna 350 nowych przypadków koronawirusa. A pamiętajmy, że faktyczna liczba zakażeń w Polsce jest z pewnością wyższa niż to oficjalnie podaje rząd, bo u nas w porównaniu z rozwiniętymi krajami Europy robi się mało testów. Źle to służy zdrowiu Polaków, ale dawało – do czasu – dobre wyniki w statystyce, bo rządowa propaganda sukcesu mogła się chwalić, że władza radzi sobie z pandemią więc mamy mało zakażeń.
Teraz jednak fala epidemii tak przybrała w Polsce na sile, że wykazuje ją nawet obecna, ograniczona liczba wykonywanych testów. W większości krajów Europy pandemia już ustępuje. U nas, za sprawą nieskutecznych działań, czy raczej świadomej bierności władz, wciąż się się nasila.
Rząd PiS i jego propagandowe media „publiczne” oczywiście bagatelizują ten problem, a rządowa TVP próbuje go przemilczać, tłumacząc co najwyżej, ze chodzi tu o zakażenia koronawirusem skoncentrowane niemalże w jednym miejscu (w tym przypadku są to kopalnie węgla kamiennego). To oczywiście lipa. Kopalnie są rozrzucone po całym Śląsku i trudno je uznać za jedno miejsce. Aż w jedenastu kopalniach węgla kamiennego wykryto masowe zakażenia (w każdej z nich zachorowało ponad 10 górników).
A poza tym, w Polsce ciągle pojawiają się kolejne, „pojedyncze miejsca” będące ogniskami koronawirusa – bo po prostu rząd nie przygotował kraju na nadejście epidemii – choć miał do tego i czas, i stosowną wiedzę, płynącą z doświadczeń innych krajów. Zamaist tego PiS-owscy prominenci zakłamywali rzeczywistość, a premier Morawiecki jeszcze parę dni temu opowiadał bajki, oświadczając na przykład (zupełnie serio), że „świetnie opanowaliśmy pandemię”.
Rząd dopiero teraz zamknął dwanaście najbardziej zagrożonych kopalń, choć eksperci mówili o takiej konieczności już w maju. Ale wtedy liderzy PiS upierali się przy wyborach prezydenckich w dniu 10 maja, więc zależało im na tworzeniu pozorów, że w Polsce wszystko dzieje się normalnie, można jak najbardziej przeprowadzić wybory i nie ma żadnego powodu do wprowadzania stanu nadzwyczajnego, który spowodowałby ich przesunięcie. Zamykanie kopalń bardzo zakłóciłoby ten fałszywy, potiomkinowski wizerunek, tworzony usilnie przez PiS-owską propagandę sukcesu.
W wyniku decyzji rządu kopalnie pracowały więc nadal, a ludzie się zarażali. Władza w Polsce zamiast walczyć z epidemią, przyczyniła się zatem do jej nasilenia. W związku z tym nie mogą dziwić decyzje innych państw, które, widząc jak rozwija się pandemia w Polsce, otwierają granice dla różnych krajów Europy – ale nie dla nas. Bo w tamtych państwach władza dba o życie i zdrowie swych mieszkańców, i chce ich uchronić przed niekontrolowanym napływem polskich przybyszów z niezbadaną liczbą zakażeń.
Dziś minister zdrowia Łukasz Szumowski zapowiada: „Do obostrzeń zawsze można wrócić i takie scenariusze rozważamy”. Wiadomo jednak, że do przywrócenia obostrzeń nie dojdzie przed wyborami prezydenckimi. Fatalnie wpłynęłoby to bowiem na wynik wyborczy Andrzeja Dudy, także głoszącego, jak to władza w Polsce świetnie radzi sobie z pandemią. Premier Morawiecki, którzy wraz z wszystkimi władzami partyjnymi i państwowymi uczestniczy w jego kampanii, dodaje zaś, że Polska tak doskonale pokonuje epidemię właśnie dzięki doskonałej współpracy prezydenta z rządem!
Niestety, sprawdziły się przewidywania „Trybuny”. Bardzo niedawno, bo 5 czerwca napisaliśmy, że po tym, jak sytuacja epidemiologiczna naszego kraju zaczęła się poprawiać, następuje właśnie druga fala zakażeń, rozwijająca się dokładnie od początku czerwca.
Wyjaśniliśmy, że że wzrost liczby ofiar to wynik nieodpowiedzialnych działań rządu Prawa i Sprawiedliwości, który pochopnie złagodził obostrzenia, ograniczające kontakty między ludźmi. Ale jeszcze bardziej szkodliwa była i jest rządowa propaganda sukcesu w mediach publicznych przejętych przez PiS, która usilnie próbowała (i próbuje nadal) wmawiać, że epidemia jest w odwrocie, wszystko idzie ku lepszemu, a rząd w pełni panuje nad sytuacją.
Wtedy, tak jak i dziś oraz przez cały czas od wybuchu pandemii, chodziło o stworzenie wrażenia, że – naturalnie dzięki sprawnym i mądrym poczynaniom rządu PiS – w Polsce w zasadzie wszystko jest już normalnie, a władza poradziła sobie z zagrożeniem. Dlatego, wedle przekazu propagandowego płynącego z rządowych mediów, warto tę władzę popierać, a zwłaszcza dać temu wyraz w wyborach prezydenckich.
Niestety, jakaś część społeczeństwa uwierzyła w rządowy przekaz, sugerujący, iż epidemia się cofa – i zaczęła ograniczać stosowanie środków ostrożności. Obawialiśmy się już wtedy, jak szkodliwe skutki może przynieść nieodpowiedzialność PiS-owskich władz partyjno-państwowych. Stało się.
Wówczas, 5 czerwca, napisaliśmy dokładnie tak: „Aż strach prorokować co się stanie, jeśli te tragiczne statystyki będą rosnąć w podobnym tempie”. Teraz niestety statystyki rosną – i strach przed przyszłością także.