Bigos tygodniowy

Takiej ofensywy najczarniejszej reakcji na wszystko, co kojarzy się z demokracją, z prawami i wolnościami obywatelskimi, w historii Polski chyba jeszcze nie odnotowano. Trudno oprzeć się wrażeniu, że zostały skumulowane wszystkie siły i środki, te współczesne i te czerpane z – pożal się boże – historycznej tradycji. Ohydne to dziedzictwo odnosi dziś największe triumfy w swoich dziejach. Na te dzieje składa się m.in. tradycja kaźni zadanej u schyłku XVI wieku Kazimierzowi Łyszczyńskiemu za jego deklarację ateizmu, tradycja XVIII-wiecznej „Gazety Warszawskiej” księdza Stefana Łuskiny, tradycja konfederacji targowickiej, tradycja antysemityzmu, tradycje wojującego klerykalizmu XIX-wiecznego spod znaku Ministerstwa Ociemnienia Publicznego i cenzora Józefa Kalasantego Szaniawskiego czy – w okresie późniejszym – takich pism jak n.p. „Rola”, tradycje polskiego faszyzmu spod znaku ONR, tradycja „piekła kobiet” w II RP – to tylko czubek góry lodowej tradycji polskiej najczarniejszej reakcji, bo tworzą ją setki, jeśli nie tysiące wątków, zjawisk, personaliów. To wszystko pod rządami PiS jakby się skumulowało, osiągnęło efekt ponurej synergii, wydając zatrute owoce, wzmacniane współczesnymi środkami przekazu. Historia czarnej reakcji polskiej, która osiąga dziś szczyty swoich triumfów, to temat na kilkutomowe dzieło naukowe zakrojone na kilka tysięcy stron. Tylko skąd wziąć „benedyktyna”, który podjąłby się takiego katorżniczego dzieła?


Atak PiS na wolność mediów poprzez zamiar nałożenia haraczu na dochody z reklam. Sprawa jest tak bardzo głośna, że nie ma potrzeby jej tu szczegółowo omawiać. Już od dawna wyobraźnia nie limituje mi tego, czego jeszcze można spodziewać się ze strony PiS. Niebawem możemy się spodziewać skierowania do Trybunału Przyłębskiej wniosku, który spowoduje w konsekwencji delegalizację przerywania ciąży będącej wynikiem przestępstwa, czyli n.p. gwałtu czy pedofilii. Już zadba o to Ordo Iuris, które stało się kuźnią inicjatyw zmierzających do likwidacji kolejnych praw i wolności obywatelskich i z którego „dobrych usług” PiS skwapliwie, coraz skwapliwiej korzysta. Już wiadomo, że Ordo Iuris mówi o potrzebie ograniczenia prawa do rozwodów. Zatem, rozwódźcie się, póki jeszcze można. Śpieszcie się kochać rozwody, bo mogą szybko odejść w siną dal. Nie zdziwiłbym się też, gdyby w jakimś momencie wychynął projekt ustawy ograniczającej dostęp do środków antykoncepcyjnych.


Coraz częściej dochodzą informacje, że prokuraturę interesują szpitale ginekologiczne, karty szpitalne ciężarnych pacjentek, że następuje wzmożenie aktywności w tej dziedzinie. Coraz intensywniej węszą za aborcjami i wyraźnie zależy im na rozpętaniu fali represji w tej sferze. Wskazuje to na próbę stworzenia nieformalnej policji ginekologicznej.


Pisarz Zygmunt Miłoszewski powiedział w jednym z publicystycznych programów telewizyjnych, że – referuję niedokładnie z pamięci, ale oddaję sens jego słów – wraz z orzeczeniem pseudo-Trybunału Konstytucyjnego Przyłębskiej klęskę poniósł oświeceniowy projekt dla Polski i domknął się system państwa nacjonalistycznego i wyznaniowego.


Ciekawą interpretację reakcji obozu pisowskiego na zamieszki na Kapitolu przedstawił publicysta Stanisław Skarżyński. Otóż brak potępienia z jego strony szturmu z dnia 6 stycznia i zachowania Trumpa, interpretuje on jako psychologiczne przygotowanie PiS do pójścia w ślady waszyngtońskich rebeliantów i do nieuznania ewentualnej wyborczej porażki.


Poza atakiem na wolność mediów, odnotować należy pierwsze przymiarki do represyjnej akcji w stosunku do Marty Lempart, której Ziobrowi prokuratorzy postawili zarzuty od Sasa do Lasa, „wszystkie zbrodnie świata”, od organizacji protestów związanych z zakazem aborcji w pandemicznym czasie po pochwalanie niszczenia kościołów. Jeśli Marta Lempart zasiądzie na ławie oskarżonych, to na przyszłość trzeba sobie życzyć, by na ławie oskarżonych zasiedli jej prześladowcy. Zesłana karnie na prowincję prokurator Katarzyna Kwiatkowska taki los wieszczy w przyszłości Święczkowskiemu Bogdanowi, ksywa „Godzilla”.


Ziobro złożył kasację do Sądu Najwyższego odnośnie wyroku w sprawie zdjęcia krzyża w pokoju nauczycielskim, w szkole w Krapkowicach. Nauczycielka, Grażyna Juszczyk, która krzyż zdjęła, wygrała sprawę przeciw niej we wszystkich instancjach sądowych. Działanie Ziobry to kolejny dowód reakcyjnej ofensywy, która nie odpuści nikomu.


Tomasz Greniuch z ONR jako szef IPN we Wrocławiu to kolejny dowód na to, że PiS w szybkim tempie zbacza z pola – relatywnie – umiarkowanej prawicy, na którym niektórzy ją sytuowali i idzie w kierunku najgorszym z możliwych. Flirt z neonazizmem jest już zupełnie bezwstydny i niczym nieskrywany. Wiele mówiąca jest także zapowiedź powrotu czarnosecinnego programu Cejrowskiego do TVP.


Z głowy nie wychodzi mi obowiązujący od 27 stycznia 2021 nakaz rodzenia trupów lub półtrupów. Głowa puchnie mi od interpretacji. Jedna z nich sprowadza się do tego, że to uprzywilejowanie trupów jeszcze zanim przyszły na świat wynika stąd, że to trupy polskie. Trupa polskiego nie można zabijać także przed narodzeniem.


Biały Dom już nie jest przyjacielem PiS. Z Białego Domu dochodzą takie krytyczne głosy jak głos rzecznika departamentu stanu USA Neda Price, piętnujący próby kneblowania mediów przez władzę i występujący w obronie Marty Lempart, przeciw której władza PiS szykuje rozmaite szykany i zarzuty karne, mając wielką ochotę na uwięzienie jej. No cóż, był sojusznik, nie ma sojusznika.


Czarnek Przemysław dokonał myku dowartościowując piśmiennictwo klerykalno-nacjonalistyczne. Podwyższył punktowanie za tandetne piśmiennictwo tej proweniencji, czym ułatwi kariery naukowe towarzyszom ideologicznym. Tak się tworzy „nową elitę nauki”.


W Zakopanem hordy pijanych rozpasańców robiły burdy i rozsiewały pandemię. Policja nikomu jednak nie złamała ręki ani nie biła pałką teleskopową.

Księga wielkich zakopiańczyków

Piękna księga Zakopanego i Tatr

Krótki wstęp do swojego „Piarżyska” sygnował Michał Jagiełło (1941-2016) w Tatrach datą styczniową 2016. To ślad po tym, że uczynił to na krótko przed swoją nagłą śmiercią na serce. Cztery lata wcześniej, w styczniu lub lutym 2012 roku spędziliśmy wspólnie ( i ciekawie) tydzień w domu jego przyjaciela przy ulicy Strążyskiej. Bardzo sobie cenię to wspomnienie, tym bardziej że byłem też z Michałem na (lajtowej) wycieczce w góry. Stąd moja lektura „Piarżyska” była bardziej sentymentalna niż poznawcza, jako że problematykę przedstawioną przez Michała w tej pracy studiowałem przed laty wielokrotnie i z pasją, nie tylko z „Na przełęczy” St. Witkiewicza, „Tatr i Zakopanego” F. Hoesicka, książek Zofii i Witolda Paryskich, czy (szczególnie) Macieja Pinkwarta.
„Piarżysko” jest, cokolwiek wbrew tytułowi, mniej obrazem Tatr i Zakopanego w reportażach prasowych przełomu XIX i XX wieku, a bardziej zbiorem portretów sławnych zakopiańczyków, opowiedzianych już wielokrotnie w licznych publikacjach. Warto jednak do nich wrócić, ze względu na autora, bo opowiedziane są sprawnym piórem człowieka Tatr, świetnego pisarza tatrzańskiego, być może już ostatniego w tej odrębnej konkurencji, okiem znawcy historii i kultury tego regionu, i tej ściśle zakopiańskiej, miejskiej, i tej podhalańskiej, i tej ściśle górskiej, bliskiej mu szczególnie jako wybitnemu ratownikowi górskiemu i szefowi GOPR, godnemu następcy Klimka Bachledy.
Bohaterami jagiełłowych opowieści są więc m.in. Tytus Chałubiński, Walery Eljasz-Radzikowski, Adam Asnyk, Bolesław Prus, Henryk Sienkiewicz, Stanisław Witkiewicz (choć niemal brak, poza drobnymi wzmiankami jego syna Witkacego – podejrzewam prywatnie, że Michał, choć sam pisarz, był człowiekiem poważnym, dalekim od ekscentryzmu i za „wariatem z Krupówek” nie przepadał), Stefan Żeromski, Ferdynand Hoesick, ród Homolacsów, August Zamoyski, Andrzej Chramiec, Władysław Matlakowski, Albert Chmielowski, Sabała-Krzeptowski, Maciej Sieczka, Klimek Bachleda, i wielu innych, czy w końcu Kazimierz Przerwa-Tetmajer, któremu autor poświęcił końcowe, najdłuższe, osobne studium biograficzne.
Piękna to księga Zakopanego i Tatr, więc tym bardzo warto, w ewentualnym, kolejnym wydaniu, skorygować kilka niby drobnych, ale jednak istotnych błędów, np. błędnie podanych w tekście (choć prawidłowo w przypisach) dat życia Jana Gwalberta Henryka Pawlikowskiego (1891-1962) czy błędnie podanej daty wesela w Bronowicach, które było pierwowzorem „Wesela” Wyspiańskiego – nie 20 lipca 1900, lecz 20 listopada 1900. Poza tym – piękna lektura.

Michał Jagiełło – „Piarżysko. Tatry i Zakopane w reportażach prasowych przełomu XIX i XX wieku”, Iskry, warszawa 2019, str.409, ISBN 978-83-244-1030-9.

Taka piękna przemoc

Beata Szydło oficjalnie pogratulowała Radzie Miasta Zakopane. Oto jedyny samorząd, który nie wdrożył u siebie ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie i jest z tego dumny. Dumny jak cholera.

 

Dla wszystkich jest jasne, że Beata Szydło będzie kandydować z tamtego okręgu – zapewne nawet uda jej się zostać europosłanką z Małopolski. Ale są pewne nieprzekraczalne granice przyzwoitości. Właśnie zostały przekroczone.
Beata Szydło stwierdziła tajemniczo: – Muszę państwu przede wszystkim pogratulować, boście są odważni. No, jedyny samorząd w całej Polsce, który się sprzeciwił, ale górale, no wiadomo, jest naród odważny.
Później jeden z radnych wyjaśnił dziennikarzom, o co chodzi: – Miasto Zakopane jest jedyną gminą w Polsce, która nie wdrożyła ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie – powiedział z dumą.
Zakopane jako jedyne nie powołało zespołów interdyscyplinarnych zgodnie z wymogami znowelizowanej 8 at temu ustawy. Zespoły te mają za zadanie monitorować lokalną społeczność, współpracują z OPS-ami i policją. W ich skład wchodzą kuratorzy, nauczyciele, psychologowie, pracownicy socjalni. Okazuje się, że w Zakopanem nie są potrzebni.
Iwona Anna Wiśniewska, dyrektor Ośrodka dla Osób Dotkniętych Przemocą z siedzibą w Krakowie, powiedziała TVN24: – Podhale jest jedynym takim miejscem, gdzie udaje się, że przemocy nie ma. Ponieważ stereotypowo myślimy, że kto baby nie bije, temu wątroba gnije. O nocleg i schronienie w Tatrzańskim Ośrodku Interwencji Kryzysowej i Wsparcia Ofiar Przemocy w Rodzinie w Zakopanem nie prosi żadna góralka. Czemu góralki nie korzystają z ośrodka? – pyta retorycznie. Dobrze wie, czemu tak się dzieje. Opowiada historię sprzed kilku miesięcy. Historię kobiety, która zdecydowała się poprosić o pomoc. Raz.
– Jeden z pracowników socjalnych, do którego poszła, prosząc o pomoc, powiedział, że powinna iść do psychiatry, bo niemożliwe, żeby taki mężczyzna stosował przemoc – podsumowuje Wiśniewska.
Mówi, że góralki zwracają się o pomoc poza swoim rejonem. Bo policja odnotowuje rocznie około 70 przypadków przemocy domowej. Ale radni zamiast ustawę wdrożyć, chcą zaskarżyć ją do Trybunału Konstytucyjnego i liczą na to, że pomoże im w tym ich opiekunka i „matka Polka” – Beata.
To nie przypadek, że w tym samym czasie połowa Polaków opowiedziała się w sondażu SW Research dla „Rzeczpospolitej” za karceniem dzieci poprzez klapsy. Sondaż ten opublikowała na Twitterze zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich Sylwia Spurek z adnotacją: „Najsmutniejszy sondaż tego tygodnia – prawie połowa badanych akceptuje bicie dzieci”. Jakby tego było mało, do jej wypowiedzi odniósł się brunatny chłopiec Krzysztof Bosak, wiceszef Ruchu Narodowego – i uznał, że wyjaśni jej różnicę pomiędzy „stosowaniem klapsów” a „biciem”. Bo klaps to przecież nie przemoc, to życiowa konieczność i twarda polska pedagogika w praktyce.
„Ja sam dostawałem lanie i wyszedłem na ludzi” – to najczęstsze tłumaczenie zwolenników stosowania kar cielesnych. Przerażająca tendencja byłych ofiar, aby w dorosłym życiu stać się katami, w kraju nad Wisłą zyskuje oficjalną aprobatę rządzących.