Księga wielkich zakopiańczyków

Piękna księga Zakopanego i Tatr

Krótki wstęp do swojego „Piarżyska” sygnował Michał Jagiełło (1941-2016) w Tatrach datą styczniową 2016. To ślad po tym, że uczynił to na krótko przed swoją nagłą śmiercią na serce. Cztery lata wcześniej, w styczniu lub lutym 2012 roku spędziliśmy wspólnie ( i ciekawie) tydzień w domu jego przyjaciela przy ulicy Strążyskiej. Bardzo sobie cenię to wspomnienie, tym bardziej że byłem też z Michałem na (lajtowej) wycieczce w góry. Stąd moja lektura „Piarżyska” była bardziej sentymentalna niż poznawcza, jako że problematykę przedstawioną przez Michała w tej pracy studiowałem przed laty wielokrotnie i z pasją, nie tylko z „Na przełęczy” St. Witkiewicza, „Tatr i Zakopanego” F. Hoesicka, książek Zofii i Witolda Paryskich, czy (szczególnie) Macieja Pinkwarta.
„Piarżysko” jest, cokolwiek wbrew tytułowi, mniej obrazem Tatr i Zakopanego w reportażach prasowych przełomu XIX i XX wieku, a bardziej zbiorem portretów sławnych zakopiańczyków, opowiedzianych już wielokrotnie w licznych publikacjach. Warto jednak do nich wrócić, ze względu na autora, bo opowiedziane są sprawnym piórem człowieka Tatr, świetnego pisarza tatrzańskiego, być może już ostatniego w tej odrębnej konkurencji, okiem znawcy historii i kultury tego regionu, i tej ściśle zakopiańskiej, miejskiej, i tej podhalańskiej, i tej ściśle górskiej, bliskiej mu szczególnie jako wybitnemu ratownikowi górskiemu i szefowi GOPR, godnemu następcy Klimka Bachledy.
Bohaterami jagiełłowych opowieści są więc m.in. Tytus Chałubiński, Walery Eljasz-Radzikowski, Adam Asnyk, Bolesław Prus, Henryk Sienkiewicz, Stanisław Witkiewicz (choć niemal brak, poza drobnymi wzmiankami jego syna Witkacego – podejrzewam prywatnie, że Michał, choć sam pisarz, był człowiekiem poważnym, dalekim od ekscentryzmu i za „wariatem z Krupówek” nie przepadał), Stefan Żeromski, Ferdynand Hoesick, ród Homolacsów, August Zamoyski, Andrzej Chramiec, Władysław Matlakowski, Albert Chmielowski, Sabała-Krzeptowski, Maciej Sieczka, Klimek Bachleda, i wielu innych, czy w końcu Kazimierz Przerwa-Tetmajer, któremu autor poświęcił końcowe, najdłuższe, osobne studium biograficzne.
Piękna to księga Zakopanego i Tatr, więc tym bardzo warto, w ewentualnym, kolejnym wydaniu, skorygować kilka niby drobnych, ale jednak istotnych błędów, np. błędnie podanych w tekście (choć prawidłowo w przypisach) dat życia Jana Gwalberta Henryka Pawlikowskiego (1891-1962) czy błędnie podanej daty wesela w Bronowicach, które było pierwowzorem „Wesela” Wyspiańskiego – nie 20 lipca 1900, lecz 20 listopada 1900. Poza tym – piękna lektura.

Michał Jagiełło – „Piarżysko. Tatry i Zakopane w reportażach prasowych przełomu XIX i XX wieku”, Iskry, warszawa 2019, str.409, ISBN 978-83-244-1030-9.

Taka piękna przemoc

Beata Szydło oficjalnie pogratulowała Radzie Miasta Zakopane. Oto jedyny samorząd, który nie wdrożył u siebie ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie i jest z tego dumny. Dumny jak cholera.

 

Dla wszystkich jest jasne, że Beata Szydło będzie kandydować z tamtego okręgu – zapewne nawet uda jej się zostać europosłanką z Małopolski. Ale są pewne nieprzekraczalne granice przyzwoitości. Właśnie zostały przekroczone.
Beata Szydło stwierdziła tajemniczo: – Muszę państwu przede wszystkim pogratulować, boście są odważni. No, jedyny samorząd w całej Polsce, który się sprzeciwił, ale górale, no wiadomo, jest naród odważny.
Później jeden z radnych wyjaśnił dziennikarzom, o co chodzi: – Miasto Zakopane jest jedyną gminą w Polsce, która nie wdrożyła ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie – powiedział z dumą.
Zakopane jako jedyne nie powołało zespołów interdyscyplinarnych zgodnie z wymogami znowelizowanej 8 at temu ustawy. Zespoły te mają za zadanie monitorować lokalną społeczność, współpracują z OPS-ami i policją. W ich skład wchodzą kuratorzy, nauczyciele, psychologowie, pracownicy socjalni. Okazuje się, że w Zakopanem nie są potrzebni.
Iwona Anna Wiśniewska, dyrektor Ośrodka dla Osób Dotkniętych Przemocą z siedzibą w Krakowie, powiedziała TVN24: – Podhale jest jedynym takim miejscem, gdzie udaje się, że przemocy nie ma. Ponieważ stereotypowo myślimy, że kto baby nie bije, temu wątroba gnije. O nocleg i schronienie w Tatrzańskim Ośrodku Interwencji Kryzysowej i Wsparcia Ofiar Przemocy w Rodzinie w Zakopanem nie prosi żadna góralka. Czemu góralki nie korzystają z ośrodka? – pyta retorycznie. Dobrze wie, czemu tak się dzieje. Opowiada historię sprzed kilku miesięcy. Historię kobiety, która zdecydowała się poprosić o pomoc. Raz.
– Jeden z pracowników socjalnych, do którego poszła, prosząc o pomoc, powiedział, że powinna iść do psychiatry, bo niemożliwe, żeby taki mężczyzna stosował przemoc – podsumowuje Wiśniewska.
Mówi, że góralki zwracają się o pomoc poza swoim rejonem. Bo policja odnotowuje rocznie około 70 przypadków przemocy domowej. Ale radni zamiast ustawę wdrożyć, chcą zaskarżyć ją do Trybunału Konstytucyjnego i liczą na to, że pomoże im w tym ich opiekunka i „matka Polka” – Beata.
To nie przypadek, że w tym samym czasie połowa Polaków opowiedziała się w sondażu SW Research dla „Rzeczpospolitej” za karceniem dzieci poprzez klapsy. Sondaż ten opublikowała na Twitterze zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich Sylwia Spurek z adnotacją: „Najsmutniejszy sondaż tego tygodnia – prawie połowa badanych akceptuje bicie dzieci”. Jakby tego było mało, do jej wypowiedzi odniósł się brunatny chłopiec Krzysztof Bosak, wiceszef Ruchu Narodowego – i uznał, że wyjaśni jej różnicę pomiędzy „stosowaniem klapsów” a „biciem”. Bo klaps to przecież nie przemoc, to życiowa konieczność i twarda polska pedagogika w praktyce.
„Ja sam dostawałem lanie i wyszedłem na ludzi” – to najczęstsze tłumaczenie zwolenników stosowania kar cielesnych. Przerażająca tendencja byłych ofiar, aby w dorosłym życiu stać się katami, w kraju nad Wisłą zyskuje oficjalną aprobatę rządzących.